Audio Video Show 2026
- Kategoria: Fotorelacje
- Tomasz Karasiński

Kolejna edycja Audio Video Show przeszła do historii. Kiedy kilka tygodni temu organizatorzy zaczęli publikować zapowiedzi tegorocznych atrakcji, mogliśmy odnieść wrażenie, że szykuje się kolejny festiwal bicia rekordów. Największa liczba wystawców i sal, najdroższe systemy, najwięcej premier i prezentacji specjalnych. Coś takiego słyszeliśmy już jednak wiele razy, a stali bywalcy warszawskiej wystawy doskonale wiedzą, że nie zawsze przekłada się to na jakość samej imprezy. Można przecież ustawić w pokoju kolumny za trzy miliony złotych, podłączyć do nich wzmacniacze kosztujące drugie tyle i uzyskać dźwięk, od którego człowiekowi robi się niedobrze. Można zaprosić światowej sławy artystę, a później zorganizować spotkanie w taki sposób, że połowa zainteresowanych nie będzie miała szansy go zobaczyć. Można wreszcie zajmować coraz większą powierzchnię wystawienniczą, nie rozwiązując problemów logistycznych, takich jak dojazd, parkingi, kolejki, szatnie czy zwykła możliwość zjedzenia czegoś w trakcie wielogodzinnego zwiedzania. Na szczęście organizatorzy Audio Video Show dbali nie tylko o to, aby ta impreza rosła w oczach, ale także o to, aby stawała się coraz lepsza z punktu widzenia osób, do których od samego początku była kierowana - pasjonatów muzyki i sprzętu audio. I chyba właśnie to sprawiło, że po trzech dniach spędzonych w dwóch warszawskich hotelach i na PGE Narodowym doszedłem do wniosku, że wydarzyło się coś znacznie ważniejszego niż pobicie kolejnego rekordu. Największa polska wystawa sprzętu audio-video osiągnęła poziom, na którym nie musi już nikomu niczego udowadniać. Zamiast gonić światową czołówkę, sama zaczęła wyznaczać standardy.


























Marcin