Marcin Ostapowicz - JPLAY
- Kategoria: Wywiady
- Tomasz Karasiński

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez USB, dziś mamy serwery muzyczne, transporty sieciowe, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe i całą infrastrukturę, którą część audiofilów traktuje równie poważnie jak wzmacniacz czy kolumny. Sam przez długi czas balansowałem na styku obu tych światów. Chętnie sprawdzałem każdą nowość pozwalającą słuchać plików na przyzwoitym poziomie, widząc w nich nie tylko wygodę, ale też szansę na ominięcie ograniczeń formatu CD. Mocno zmodyfikowałem swojego peceta, aby działał cicho i wydajnie, a na moim biurku lądował niemal każdy przetwornik stworzony przez firmę dobrze kojarzoną w branży hi-fi - Meridian Explorer, Primare DAC30, Hegel HD25, Atoll HD100, iFi Audio iDSD Micro czy Marantz HD-DAC1. Wówczas traktowano to jako niegroźne dziwactwo, bo dla zdecydowanej większości audiofilów jedynym poważnym źródłem dźwięku był odtwarzacz płyt kompaktowych, ale z biegiem czasu sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie. Dziś streaming to cała osobna galaktyka - streamery, serwery, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe, specjalistyczne zasilanie, a nawet kable LAN, których ceny przyprawiają o zawrót głowy. Dla jednych streaming to po prostu wygodniejszy sposób słuchania muzyki, dla innych kolejny obszar, w którym można godzinami szukać drobnych ulepszeń. Jednak jak wyczynowego sprzętu byśmy nie posiadali, potrzebny jest jeszcze jeden kluczowy element - oprogramowanie do odtwarzania muzyki. Można skorzystać z jednej z darmowych aplikacji, ściągnąć tę dostarczoną przez producenta streamera albo przesiadać się z jednej na drugą, w zależności od tego, skąd akurat chcemy czerpać dane. Można jednak to wszystko połączyć i tu do gry wchodzą specjalistyczne aplikacje, takie jak JPLAY.

























meloman nie audiofil