Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Zdychaj, cedeku, giń, przepadnij!

Zdychaj, cedeku, giń, przepadnij!

W ostatnich latach wiele mówiło się o upadku płyty kompaktowej, a jednak srebrne krążki wciąż można kupić w każdym sklepie z szeroko rozumianymi dobrami kultury. Producenci audiofilskiej aparatury też jeszcze nie są skorzy do całkowitego wycofania się z produkcji odtwarzaczy. Streamery i przetworniki owszem wprowadzają coraz nowsze i lepsze, ale kompakty są utrzymywane gdzieś na ostatnich stronach katalogów, jakby na wszelki wypadek. Po co rezygnować z klientów, którzy podobno wciąż od czasu do czasu się trafiają? Hegel, Cyrus, Atoll, Naim, Primare, Marantz, Denon - wszędzie ta sama historia. Do kogo adresowane są te urządzenia i płyty, które poza nowościami i bestsellerami w większości lądują w koszach promocyjnych? Dlaczego format CD jakoś się jeszcze trzyma? Jedni mówią, że to skutek polityki prowadzonej przez wytwórnie muzyczne, które przespały ostatnią dekadę i nie są gotowe na inną formę dystrybucji muzyki. Inni twierdzą, że jest to spowodowane nostalgią samych melomanów oraz tym, że każdy z nas ma teraz potężną kolekcję płyt kompaktowych, z którymi nie chce się rozstać.

Niektórzy zwracają również uwagę na to, że po trzydziestu latach korzystania ze srebrnych krążków prawie każdy ma w domu lub samochodzie odtwarzacz, który trzeba czymś karmić, a kupno nowego sprzętu lub radia samochodowego to dla większości ludzi zbędny wydatek. Istnieją także pewne doznania pozamuzyczne towarzyszące kolekcjonowaniu płyt, polowaniu na konkretne wydania, czytaniu książeczek itd. Podobnych teorii jest więcej, ale wszystkie mają pewien wspólny element. Żadna, ale to żadna z nich nie mówi nic o jakości brzmienia! Dziś już nikt normalny nie twierdzi, że płyty kompaktowe utrzymują się na rynku tak długo ponieważ oferują najbardziej audiofilskie doznania. Dlaczego więc wciąż słuchamy tych cedeków? Odpowiedź jest banalnie prosta - bo jesteśmy leniuchami!

Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że jest to jedyne logiczne wytłumaczenie. Nie mówię o typowych użytkownikach słuchających muzyki głównie w supermarkecie podczas macania bułek, ale o nas - melomanach i audiofilach. Z punktu widzenia człowieka, który dąży do jak najbliższego kontaktu z muzyką, płyta kompaktowa jest dzisiaj jednym z najgorszych możliwych wyborów. Może trzydzieści lat temu była ciekawie zapowiadającą się nowinką, jednak audiofile już wtedy orzekli, że nadaje się toto co najwyżej do samochodu lub przenośnego odtwarzacza. No bo żeby tak w domu, dla przyjemności? No raczej nie. Dziś z kolei 16-bitowe kompakty wydają się totalnie przestarzałe w porównaniu z plikami hi-res. Parametrów tych drugich nie ogranicza praktycznie nic. Z komputera lub streamera można słuchać muzyki w jakości porównywalnej z oryginalnym materiałem studyjnym. Kto słyszał efekt kompresji 24-bitowych nagrań do 16 bitów, prawdopodobnie przez długi czas nie był w stanie czerpać żadnej przyjemności z odsłuchu płyt kompaktowych. Co ciekawe, znam kilku audiofilów, którzy wszystko to przerobili na własnej skórze, a jednak bronią cedeków jak niepodległości i brną we wspieranie jednego z najbardziej nieaudiofilskich formatów, jakie jeszcze istnieją w naszej przestrzeni publicznej.

A sprawa jest przecież banalnie prosta... Jeżeli kierujemy się jakością brzmienia, mamy dziś dwie opcje - gramofon lub pliki hi-res. No więc w czym problem? Dlaczego niektórym tak trudno jest zrezygnować ze srebrnych krążków i przynajmniej spróbować w ten czy inny sposób wrócić na audiofilską drogę? To proste - ponieważ zarówno kupno gramofonu, jak i przetwornika lub streamera wymaga pewnych poświęceń, a przede wszystkim dokształcenia się w danym temacie. W pierwszym przypadku trzeba dowiedzieć się trochę o funkcjonowaniu napędów, ramion i wkładek, nauczyć się ustawiać całe to ustrojstwo, a do tego najlepiej jeszcze kupić szereg niezbędnych akcesoriów - szczoteczek, płynów, docisków, szablonów i myjek do płyt. Kto natomiast zechciałby się przesiąść na gęste pliki, a nie miał do tej pory styczności z tematem, będzie musiał nie tylko poszerzyć swój zasób słownictwa, ale także nauczyć się udostępniać pliki z komputera w sieci lub kupić i uruchomić dysk NAS, powalczyć trochę ze sterownikami, ustawieniami systemowymi i programami do odtwarzania muzyki, czy wreszcie zbudować swoją kolekcję plików i nauczyć się nią zarządzać. Wiem, że dla wielu czytających te słowa jest to banał, ale postawcie się w roli człowieka, który rok temu nauczył się obsługiwać Facebooka, smartfona dotykał dwa razy w życiu, a komputer umie głównie zepsuć. Dla takiego osobnika perspektywa przesiadki na pliki lub inne ajpady-srajpady brzmi jak koniec świata. Co z tego, że wszystkiego można uczyć się krok po kroku? Jak komuś dziesięć lat temu nie chciało się sprawdzić, jak może brzmieć muzyka z komputera, to dzisiaj ma się nagle zachcieć? A materiału do nadrobienia robi się coraz więcej... Kiedyś jeszcze słuchało się plików zgrywanych z tych nieszczęsnych kompaktów, ale teraz? Jakieś hi-resy, bit-perfecty, octa-cośtam, FLAC 24/192 i DSD128... Dla wielu ludzi jest to czarna magia. Poznanie jej wymaga wysiłku, podobnie zresztą jak przesiadka na winyle. Ale może już tak ten świat jest skonstruowany, że droga do najwyższej jakości zawsze musi biec pod górę?

Najbardziej martwi mnie w tym wszystkim dorabianie filozofii do własnego lenistwa. Członkowie klubu obrońców świętego cedeka uparcie twierdzą, że ludzkość do dziś nic lepszego nie wymyśliła. Mówią, że płyta kompaktowa jest nośnikiem szlachetnym i audiofilskim, że przez trzydzieści lat odtwarzacze osiągnęły stadium absolutnej perfekcji i żadne nowinki w rodzaju przetworników i streamerów nie sięgają im do pięt. Przepraszam, ale jak czytam takie coś, to nie wiem czy się śmiać, czy może wysłać takiemu delikwentowi ciężki młotek z instrukcją obsługi. Że dreszczyk emocji podczas rozrywania folijki, że zapach książeczki, że cały rytuał i inne tego typu sprawy? W porządku, ale nikt mi nie powie, że winyle są pod tym względem gorsze. W dodatku wciąż są trudniej dostępne, więc emocje z polowania na ulubione albumy są jeszcze większe. Ktoś powie, że słuchanie muzyki z plików to triumf wygody nad jakością brzmienia? W takim razie proszę sobie kupić i skonfigurować streamer oraz zorganizować całą kolekcję plików. Wtedy pogadamy. Bo ja uważam, że to właśnie słuchanie płyt CD jest przejawem największej audiofilskiej leserki. Niektórym nie przeszkadza to jednak w inwestowaniu tysięcy złotych w lepsze listwy i interkonekty. No bo znów - kupić drogi kabel i włączyć go między wzmacniacz i odtwarzacz jest raczej łatwo. Nawet się człowiek nie spoci, a myśleć podczas tej czynności też prawie nie trzeba. Równie dobrze można kupić kolumny za pięćdziesiąt tysięcy złotych i końcówkę mocy za jedyne trzydzieści, wciąż utrzymując ograniczenie na samym początku toru. Ale żeby dowiedzieć się, jak w domu słuchać muzyki w studyjnej jakości, skąd brać takie pliki i jak wprowadzić to wszystko w życie? Oj panie, komu by się tam chciało, kiedy pod ręką są stare, dobre cedeki...

Pozostaje jednak jeden, mały problem. Ludzie broniący płyt kompaktowych i odcinający się od bardziej wymagających form słuchania muzyki, siłą rzeczy zamykają się w grupie, która staje się coraz mniejsza i mniejsza. A kiedy wreszcie producenci sprzętu zaczną wycofywać odtwarzacze CD ze swoich katalogów, szanse na odrodzenie się tego formatu - podobnie jak to się dzieje teraz z winylami - będą moim zdaniem raczej niewielkie. Do poszerzania horyzontów i szukania audiofilskiego ideału nie można jednak nikogo zmusić. Obrońcy kompaktów będą prawdopodobnie pielęgnować swoje lenistwo i chwalić się nim jakby to było coś wzniosłego. Może nawet uda im się dokonać żywota słuchając jedynego słusznego formatu. To by dopiero był sukces!

Komentarze (24)

Pokaż wcześniejsze komentarze
  • s-laber

    Proponuję spojrzeć na problem z innej strony, praktycznej. CD jest świetnym uniwersalnym źródłem muzyki, tą samą płytą można grać w samochodzie jak i na audiofilskim sprzęcie, ktoś powie że z plikami jest podobnie ale... CD kupuję w sklepie idę z nim do samochodu wkładam do odtwarzacza i gra od razu, wychodzę z samochodu do domu, wkładam do odtwarzacza włączam play i od razu gram. Nie potrzebuję żadnego komputera, sieci, routera, dysku NAS i innych zawodnych w dzisiejszych czasach rzeczy, które co chwilę się aktualizują (po czym często się zawieszają bez znanego powodu) na których obsłudze i konfiguracji trzeba się znać (co wcale nie jest takie oczywiste w pokoleniu dzisiejszych 40+, którzy wychowywali się na CD, LP, MC) a to dopiero początek. Wyobraźmy sobie: kupuję FLAC i chcę z niego korzystać w samochodzie, sprzęcie przenośnym i audiofilskim. Zgrałem na komputer ale tak się składa, że korzystam z Mac OS no to dobrze byłoby przekonwertować go do ALAC (nie każdy musi korzystać z doskonałego programu Audirvana, większość używa i Tunes) szczególnie jeśli chcemy słuchać muzyki w formie bezstratnej na przenośnym sprzęcie Apple. OK przenieśliśmy plik np do iPhona i teraz chcemy go odtwarzać w samochodzie, mój samochód ma 8 lat i firmowy odtwarzacz z nawigacją bez możliwości podłączenia sprzętu przenośnego w tym układzie muszę wykorzystać transmiter FM (ale ze względu na jakość dźwięku mija się to z celem) w związku z tym w iTunes przegrywam muzykę na płytę. Małżonka ma nowy samochód z firmowym systemem audio wysokiej klasy i podłączeniem np iPhona i wcale obsługa takiego połączenia nie jest prosta a szukanie utworów i płyt za pomocą systemu audio w urządzeniu przenośnym bardzo powolne i dekoncentrujące w trakcie jazdy. Sprawa druga: mam około 2000 płyt kompaktowych, kto próbował z forumowiczów przegrać do plików taką ilość (tagowanie, wprowadzanie okładek, systematyczne porządkowanie biblioteki) ten wie jakie to żmudne (mi zajęło to równy rok). Próbowałem spojrzeć na sprawę obiektywnie (znam się na sprzęcie komputerowym, przegrywaniu, tagowaniu itp, korzystam z odtwarzacza strumieniowego, dysku NAS, specjalistycznych programów do odtwarzania plików) i powiem wam szczerze, że ulubione płyty słucham z winyli (moim zdaniem najlepsze źródło) a resztę głównie z CD. Pliki mają też plusy (mam coraz mniej miejsca na gromadzenie fizycznych nośników). Na koniec taka mała uwaga, proszę spróbować w dzisiejszych czasach nagrać interesującą audycję z radia (kiedyś wkładało się kasetę do magnetofonu włączało record i play i już !) a teraz do tego trzeba być specem od komputerów (nie mówiąc o czasie - trzeba odpalić kompa, włączyć najpierw jeden program, potem drugi a i tak nie ma gwarancji że się uda).

    0
  • Michał

    Szanowny Autor usunął mnie w niebyt. Jestem bowiem przedstawicielem dość licznej grupy, która to jest pomiędzy Audiofilami a słuchaczami muzyki, jak to napisał, podczas macania bułek. Nie, żebym miał coś przeciw słuchaniu muzyki podczas macania czegokolwiek. Bardzo lubię słuchać muzyki i słucham sporo. Nie próbuję twierdzić, że 24bitowe pliki nie mają lepszej jakości od CD. Ale poza słuchaniem muzyki, mam też inne zainteresowania. Fotografia (kosztuje), motocykle (kosztują), dobre wino, dobre książki, dobra kawa (też kosztują). Wreszcie mam wydatki związane z Rodziną. Po prostu nie stać mnie na kupowanie wszystkiego na winylach. W dodatku nie wszystko istnieje na winylach. Żeby zakupić cały sprzęt do obsługi w 24bitach, musiał bym pewnie sprzedać motocykl lub auto. Żeby nauczyć się obsługi, pewnie musiał bym na to poświęcić urlop i nadal by nie starczyło. Dlatego też dla szarego, aczkolwiek lubiącego słuchać muzyki Kowalskiego, jak ja, na dzień dzisiejszy nie widzę alternatywy dla CD. Nie dlatego, że jest najlepszy, absolutnie nie. Dlatego, że winyle są niszowe a 24bity w powijakach (pod względem dostępności i ogólnie pojętego user-friendly). Howgh.

    0
  • mario

    Witam! Płyta CD nie umarła!!! Jeżeli takie wytwórnie jak ACT, ECM wydają na CD albumy i jeżeli takie firmy jak Esoteric i McIntosh wypuszczają odtwarzacze za kilkadziesiąt tysięcy zł to wiadomo, że kompakt jeszcze długo będzie istnieć... Pozdrawiam.

    0
  • revelatorr

    Albo też oznacza to, że kilka razy do roku znajdzie się dziadek z włosami w uszach, który ma więcej forsy niż rozumu...

    0
  • mario

    Nie potrzeba być dziadkiem z włosami w uszach, żeby kupić odtwarzacz za kilkadziesiąt lub kilka tysięcy, bo i takie są wypuszczane na rynek... Wszystko ma wady i zalety.

    0
  • Gustlik

    Absurdalny artykuł :) Tyle w nim jadu i fałszu, iż zaczynam się zastanawiać, czy to nie tania prowokacja? :)) Bzdury! :)

    0
  • Olgierd

    Prawdziwy audiofil slucha tylko winyli i to tylko na laserowym odtwarzaczu. Wszyscy inni to leniwi profani i dusigrosze.

    1
  • Paweł

    Co do płyty kompaktowej to jest dla mnie dobry nośnik. Jeżeli umieć nagrywać to 16 bit jest dosyć żeby wszystko wydać co zamyślał reżysera i muzycy. Chociaż mam plyty kompaktowe żadko ich słucham. Temu że lubie słuchać magnetofon kasetowy i magnetofon szpulowy. Często zgrywam z MP3 na kasety i szpule. Dla mnie kasety i szpule grają lepej od płyty kompaktowej. Czasem zgrywam coś ciekawe z radio na magnetofon. W Kanadzie i Anglii do dziś wydają nawet albumy nie tylko na winilach, ale i na kasetach. A w Ameryce firma , "The Tape Project" wydaje albumy na szpulach, chociaż to jest najdroższym zadowoleniem, ale dostajesz muzyki z master taśmy. Czas od czasu słucham i płyty winilowe. Niestety nie wszystko jest na winilach i winile nie nagrasz w siebie w domu. Dla mnie standartem jest to że system audio ma być na cztery nośniki: Płyta kompaktowa, płyta winilowa, magnetofon kasetowy, magnetofon szpulowy. Co do nagrania na taśmę - to jest dobra rzecz nagrywasz z czego chcesz i w jakiej chcesz kolejności. Nowe kasety dla nagrania chociaż jeszcze produkują się, ale ich trzeba zamawiać z Kanady co jest nie każdemu po kieszeni. Nowe szpule firmy RMG chociaż drogie, ale na nich audiofile zgrywają muzyki z płyt kompaktowych i winilowych. Niestety nigdzie teraz nie produkuje się metalowych kaset IV typu. Teraz trzeba szukać tylko zafolowanie kasety co mają już ponad 20 lat. Metalowa kaseta była by świetnym nośnikiem - taki sobie mobilny analog. Temu że w podróży czy kiedy idziesz sobie po ulicy, a jesteś audiofilem - to tobie pomoże tylko walman kasetowy. A też do dziś lubie sluchać różne nagrania na kasetowym walkmanie. Dla mnie bardzo wygodne 120 minutowe kasety. Dla mnie też jest świetnym rozwiązaniem wakman na mini dyski - szkoda że ten świetny sprzęt znikł z rynku. Na mini dysk można nagrać na LP2 do 160 minut muzyki. A gra lepej od MP3. A urządzenie ma wszystkie potrzebne wyjścia i wejścia, bez komputera na ten malutki walkman nagrywasz spokojne z winila czy szpul to co chcesz. Tylko teraz z mini dyskami też jak z kasetami. Trudno teraz ich kupić. Narazie naj dostępniejszym nośnikiem dla nagrania jest płyta kompaktowa. Czysta płytka kosytuje tano. Tylko trzeba mieć komputer i nagrać to co chcesz. Potem można słuchać to na boomboksie czy na wieży. W hipermarketach elektroniki do dziś spotykam nawet walkmany na płyty kompaktowe. Tak że ogulnym zdaniem powiem że płyta kompaktowa żyje, ma swoich uwielbicieli i będzie jeszcze dlugo nas cieszyć... Inne pytanie do jest prawo wyboru w czlowieka na jakim nośniku sluchać. Niestety dużo sklepów pocieszą nas tylko zaawansowanymi odtwarzaczami CD i winile. Dla tego żeby zamówić sobie nowy szpulowiec UHA czy Revox trzeba samemu zkontaktować się z producentem. Tylko przez Internet można sobie kupić tany chiński deck kasetowy typu ION czy Auna, niestety w hipermarketach elektroniki tego niema, chociaż taki deck kosztuje tylko do 300 zł(kosztuje taniej nawet od dobrego boomboksa). Czystych kaset już w sklepach dawno niema. Ale płyt CD i DVD jest ile chcesz...

    0
  • Stream

    W klubie zwolenników "pielęgnowania swojego lenistwa" witamy Kena Ishiwatę. W wywiadzie dla "Audio" powiedział: "- Czy na prezentacjach, które pan prowadzi, słuchacze rozpoznają różnice pomiędzy płytą kompaktową a plikami Hi-Res? - Nie zauważają, ponieważ zapis na płycie kompaktowej 16/44.1 jest naprawdę wysokiej jakości. Natomiast większość plików 24/192 po prostu źle brzmi. Wszystko zależy od realizacji nagrania. To samo dotyczy płyt SACD czy plików DSD, przeciętny słuchacz nie zauważa różnicy."

    0
  • Paweł

    Płyta kompaktowa praktycznie może odtwarzać i muzyki w 32 bitach. Po prostu trzeba odpowiednio zrobiony odtwarzacz z ACP na 32 bity i zaprogramowany na odpowiedni format pliku. Płyta jakiej na 16 bit wystarczało na 80 minut będzie grać tylko 40 minut. To podobnie jak ze szpulami 19 c/s i 38 c/s.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Komentarze

Leszek
Jestem ciekaw w porównaniu z Lyngdorfem TDAI-1120.
Piotr
Rozumiem to, sam oczywiście używam smartfona do odpalenia np. Tidala czy muzyki z NAS-a. Ale też irytuje mnie sięganie po takie urządzenie za każdym razem gdy c...
stereolife
@Piotr - chyba coraz więcej producentów dochodzi do wniosku, że jeśli użytkownik naprawdę będzie chciał coś zobaczyć, wyświetli sobie to na ekranie smartfona lu...
stereolife
@Michał - Definitywnie jest postęp względem poprzedniego modelu. W ogromnym skrócie można to opisać tak, że 706 S2 grały równo, neutralnie, ale trochę nudno, a ...
Piotr
Nie potrafię się nadziwić, że producenci tak strasznie ignorują temat wyświetlaczy. Skoro już w ogóle zaimplementowano wyświetlacz (a więc poniesiono jakiś kosz...

Cytaty

ArthurSchopenhauer.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.