Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Bullet For My Valentine - Gravity

  • Kategoria: Metal
  • Paweł Kłodnicki

Bullet For My Valentine - Gravity

Do niedawna nawet bym nie pomyślał, że napiszę na temat Bullet For My Valentine choć jedną linijkę recenzji. To zespół, który z nawiązką przekroczył granicę tego, co rozpatruję w kategorii znośnego "guilty pleasure". Jednak zapowiedzi nowego krążka grupy, obiecujące zmianę stylistyczną, przyprawiły mnie o niekontrolowane ataki śmiechu i sprawiły, że nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Gdy dodatkowo przeczytałem kilka pozytywnych recenzji (!) tego, co Walijczycy tym razem zaproponowali, było już pewne, że nie mogę tej sprawy przemilczeć. Na "Gravity" faktycznie mamy do czynienia z pewnymi zmianami. Artyści jeszcze bardziej przeprodukowali muzykę, odsuwając na dalszy plan agresywne riffy na rzecz okropnych melodyjek, w których tworzeniu są mistrzami. Ten album jest nieco łagodniejszy od poprzednich, co i tak nie zmienia zasadniczej istoty Bullet For My Valentine - to wciąż tandetny pop udający metal. A robi to tak nieudolnie, że chyba nawet najwięksi metalowi laicy już nie dają się nabrać. Wokalista na zmianę jęczy i się wydziera, gitary bezmyślnie łomoczą, sekcja rytmiczna bezmyślnie łomocze razem z nimi, brzmienie potęguje poczucie żenady. Wszystko jest tu na swoim miejscu, tak samo okropne jak zawsze, a może nawet bardziej.

Zawsze staram się napisać cokolwiek o większości utworów, by dać choć niewielki obraz tego, co można zastać na albumie. Tutaj w zasadzie nie ma takiej możliwości. Niemal wszystkie kawałki są identyczne, jakby nagrano tylko dwa, a potem materiał pocięto w różnych konfiguracjach i sklejono z tego osiem kolejnych. Kompletnie inny jest tylko umieszczony na końcu "Breathe Underwater" - akustyczna ballada o całkiem zgrabnej melodii i chwytliwym refrenie, ale też, niestety, dużej dawce kiczu (nie czepiam się, kupuję z dobrodziejstwem inwentarza). Gdyby producent nie interweniował tak bardzo w brzmienie, gitarzysta potrafił zagrać coś konkretnego a Mutt Tuck miał jakiekolwiek umiejętności wokalne, mogłoby coś z tego nawet być. Na "Gravity" jest jednak tylko kawałkiem-przybłędą, nie dość że kompletnie niepasującym do reszty, to jeszcze schrzanionym po całości.

Reszta to już dokładnie taka bezpłciowa muzyka, jakiej można się spodziewać po tym zespole. Mimo szczerych chęci nie jestem w stanie odróżnić od siebie tych następujących po sobie koszmarków. Tylko niektórym udaje się jakimś cudem wyróżnić. "Not Dead Yet" - o połowę mniejszym poziomem tandety niż w innych utworach (jednak wciąż przekracza on granice jakiegokolwiek smaku), utworowi tytułowemu - kuriozalnymi zaśpiewami rodem z jakiegoś hymnu piłkarskiego, "Coma" - przezabawnym tekstem z najbardziej wymuszonymi rymami, jakie słyszałem (I Keep Swimming Through An Empty Ocean, In Slow Motion, In Slow Motion - serio, panowie?). Jako recenzent, uważam ostrzeganie przed tak złą muzyką za swojego rodzaju powinność. "Gravity" nie warto poświęcać choćby sekundy - ani z ciekawości, ani z chęci doznania tego specyficznego poczucia żenady, które wiele osób lubi, a tym bardziej w poszukiwaniu czegoś choćby znośnego. Jedyne, co dobrego można o tym albumie napisać, to że zespół nie obniżył na nim poziomu. Było to po prostu niemożliwe.
Tak na marginesie, omawiany album powstawał dwa lata. Naprawdę.

Artysta: Bullet For My Valentine
Tytuł: Gravity
Wytwórnia: Spinefarm Records
Rok wydania: 2018
Gatunek: Metal Alternatywny, Nu Metal
Czas trwania: 41:37

Ocena muzyki
Poziomy1

Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Nowe testy

Poprzedni Następny
ELAC Miracord 50

ELAC Miracord 50

ELAC to firma jednoznacznie kojarzona z zestawami głośnikowymi. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bo w ich produkcji specjalizuje się od wielu, wielu lat. Niemcy skupili się na kolumnach...

Fezz Audio Silver Luna

Fezz Audio Silver Luna

Choć żyjemy w epoce smartfonów i inteligentnych głośników, miłośnicy sprzętu audio wciąż chętnie kupują wzmacniacze lampowe. Mogłoby się wydawać, że urządzenia zbudowane w oparciu o tę technologię są z góry...

My Monitors MY5

My Monitors MY5

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego domowy sprzęt audio tak bardzo różni się od tego używanego przez profesjonalistów? Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda podobnie - mamy źródła, przetworniki, wzmacniacze i zestawy...

Komentarze

Ryś
Na ile uciążliwa jest rozjeżdżająca się stereofonia przy normalnym słuchaniu całej playlisty? Problem według dystrybutora nie występował nawet przy WX-030, któr...
Lukasz
Nie za bardzo rozumiem skąd fenomen tego klocka, obecna wersja prezentuje się powiedzmy w miarę, ale nawet do polskich innych klocków wiele im brakuje, miałem j...
Razr
@Jacek - To miałeś pecha, że kupiłeś taki streamer przed wejściem nowszego modelu NA6006, który ma sporo nowych rzeczy, między innymi HEOS-a. NA6005 był już dos...
Jacek
Używam tego odtwarzacza od prawie roku. Brzmienie wspaniałe. Bardzo ciepłe. Idealnie wpasowane w mój gust. Obsługa niestety koszmarna. Aplikacja na Androida bar...

Bannery boczne

Partnerzy StereoLife

Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.