Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Audium Comp 9.2 Air

Audium Comp 9.2 Air

Poczynania marki Audium śledzę dość dokładnie już parę ładnych lat, właściwie od kiedy w moje ręce wpadły piękne podłogówki Comp 5. Przekonała mnie minimalistyczna forma i rewelacyjna jakość wykończenia, a także jedno rozwiązanie będące bazą dla wszystkich zestawów niemieckiej firmy - głośnik szerokopasmowy, który odpowiada za większość tego, co słyszymy. Dzięki temu przetwornikowi, Frank Urban i jego koledzy uzyskali spójny dźwięk i rewelacyjną przestrzeń, i to bez dzielenia pasma, wsadzania tweetera w środek głośnika średniotonowego czy innych zabiegów sprawiających mniejsze lub większe problemy. A przede wszystkim - bez konieczności stosowania gigantycznej membrany w jeszcze większej skrzyni, uzupełnionej przykładowo długą tubą lub linią transmisyjną, aby taki głośnik generował jakikolwiek bas. Niemcy poszli prostszą drogą, dopalając swój głośnik szerokopasmowy wbudowanym, praktycznie niewidocznym z zewnątrz subwooferem, który pokrywa zwykle pasmo od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu herców, w zależności od modelu. Może więc nie mamy do czynienia ze stuprocentowo szerokopasmowymi głośnikami wykorzystującymi tylko jeden przetwornik, ale za to dostajemy głęboki, czasami naprawdę atomowy bas, a do tego kolumny w pięknych, smukłych obudowach, które można umieścić w dowolnym pokoju bez konieczności wynoszenia z niego wszystkich pozostałych mebli.

Comp 5 spodobały mi się tak bardzo, że kilka lat później włączyłem je do swojego systemu odsłuchowego, a w międzyczasie poznawałem kolejne pozycje z katalogu - Comp 3, Comp 7, Comp 8, Comp 3 Active, Comp 7 Drive... Wszystkie grały fajnie, a z punktu widzenia audiofila szczególnie dobrą zabawą było testowanie modeli aktywnych i półaktywnych. O ile zestawy aktywne pojawiają się na rynku coraz częściej (domyślam się, że głównie za sprawą rosnącej popularności DAC-ów i streamerów z wyjściem regulowanym, a także zapotrzebowania klientów na kompaktowy sprzęt nie zawalający całego salonu), to kolumny półaktywne uchodzą dziś za wyjątkowo oryginalny pomysł. Na szczęście audiofile wiedzą swoje, bo na bazie takich kolumn można złożyć naprawdę ciekawy system. Od kilku lat dochodziły mnie jednak słuchy, że Niemcy pracują nad aktywnymi kolumnami bezprzewodowymi, które nie potrzebowałyby do szczęścia nic oprócz prądu i źródła muzyki, którym mógłby być nawet komputer czy tablet. W tym czasie wiele firm wprowadzało już takie rozwiązania. Dynaudio, Focal, Klipsch... Niemcy w tym czasie pracowali i pracowali, aż wreszcie obok serii Passive, Active i Drive pojawiła się zupełnie nowa zakładka - Air. Bezprzewodowe kolumny zaprezentowano na kilku wystawach, ale konstruktorzy stosunkowo szybko wprowadzili do tego projektu małe poprawki, dodając między innymi wyświetlacze i usprawniając proces kalibracji. Tak powstały modele Air z dwójką po kropce. Kiedy tylko pierwsze paczki przyjechały do Polski, dorwaliśmy hi-endowe "dziewiątki" w wersji bezprzewodowej. Czy warto było na nie czekać?

Audium Comp 9.2 Air

Wygląd i funkcjonalność

Test niemieckich kolumn zaczął się tym razem od niepokojącego telefonu. Zadzwonił kolega, który odbierał paczki w naszej sali odsłuchowej i poinformował mnie, że w niektórych miejscach kartony popękały lub zostały rozerwane. Po piętnastu minutach byłem na miejscu i wspólnie, w obecności przewoźnika, zaczęliśmy powoli wyjmować kolumny z fabrycznych opakowań. Te faktycznie miały parę niewielkich dziur, ale na szczęście niczego nie uszkodzono. Odesłaliśmy więc nieco zestresowanego kuriera w dalszą drogę, a ja ucieszyłem się podwójnie - raz, że kolumny przeżyły, a dwa że miałem je już rozpakowane i ustawione. Na miejscu producenta pomyślałbym jednak o mocniejszych kartonach. Tak doświadczona firma powinna wiedzieć, że przewoźnicy i pracownicy sortowni raczej nie patyczkują się z przesyłanym towarem i w nosie mają to, czy w środku znajdują się meble, kieliszki czy może audiofilskie kolumny w cenie nowego samochodu. Każda firma ma na to własne patenty, ale jakoś zabezpieczać się trzeba. Ja natomiast od razu po odstawieniu kolumn na bok skontaktowałem się z dystrybutorem, aby po naszym teście odebrał Comp 9.2 Air osobiście.

Kolumny stoją, wszystko gotowe, a więc co - podłączamy i odpalamy? Nie tak szybko! To przecież nie są zwykłe paczki, którym wystarczy wsadzić plus do plusa i minus do minusa. Powiecie, że bezprzewodowe kolumny powinny grać od razu po podłączeniu do prądu? Może i tak, ale dobrze pamiętam jak wydawało mi się, że podłączenie i skonfigurowanie monitorów Comp 3 Active będzie łatwe, proste i przyjemne. Fakt, kiedy już zorientowałem się jak to działa, zabawa była przednia, ale konieczna była do tego instrukcja obsługi i instalacja specjalnego programu wydającego dźwiękowe komendy każdej z kolumn. Nauczony tymi doświadczeniami, poczekałem aż otrzymam na skrzynkę mailową instrukcję obsługi najnowszych kolumn z serii Air. To był zdecydowanie dobry pomysł, bo konstruktorzy nie dość, że umożliwili użytkownikowi odsłuch z wielu źródeł, to jeszcze wyposażyli modele Air w większość udogodnień znanych z serii Active.

Pomysł jest prosty - kupując parę kolumn z serii Air otrzymujemy tak naprawdę kompletny system stereo, który nie potrzebuje już wzmacniacza ani żadnego zewnętrznego sterownika. Głośniki muszą więc realizować funkcje wszystkich tych dodatkowych urządzeń, których nie mamy. Nie dziwi więc obecność pokrętła czy wyświetlacza na tylnej ściance. Do każdej z kolumn musimy również podłączyć zasilacz - identyczny lub bardzo podobny do tego, który pamiętam z testu Comp 3 Active i Comp 7 Drive. Nie jest to najbardziej eleganckie rozwiązanie na świecie. Kojarzy mi się z zasilaczem od mojego pierwszego laptopa, ale plus jest taki, że transformator siejący największymi zakłóceniami rzeczywiście pozostaje w tym przypadku na zewnątrz kolumn, z dala od wrażliwych układów wzmacniających i źródłowych. Comp 9.2 Air przyjeżdżają do nas jako para oznaczona jako Master i Slave. Co ciekawe, kanały nie komunikują się ze sobą bezprzewodowo, ale za pośrednictwem cyfrowego kabla koaksjalnego. W zestawie znalazłem taki przewód o wystarczającej dla mnie długości, ale jeśli planujecie rozstawić kolumny bardzo szeroko, lepiej zawczasu upewnić się czy będziecie mieć stosowny przewód. Może to być dodatkowa upierdliwość dla instalatorów lub audiofilów, którzy będą chcieli mimo wszystko puścić do kolumn sygnał za pośrednictwem kolejnego kabla cyfrowego (co nie jest takie głupie z uwagi na parametry wejściowe). Na pewno nie będzie to trudniejsze niż stawianie wzmacniacza na szafce pod telewizorem i prowadzenie dwóch kabli - jednego do prawej kolumny, a drugiego do lewej.

Jeśli chcecie naprawdę dowiedzieć się na czym polega konfiguracja Comp 9.2 Air i co dokładnie można z nimi zrobić, powinniście zapoznać się z instrukcją obsługi, dostępną w języku polskim. Postaram się jednak wyciągnąć najważniejsze rzeczy dotyczące użytkowania tych kolumn. Obie skrzynki mają wbudowane wzmacniacze, ale za odbiór i obróbkę sygnału odpowiada oczywiście Master. Korekty "akustyczne" wprowadzane są z kolei na obu głośnikach. Na tylnym panelu z gniazdami i niewielkim radiatorem znajdziemy wejście dla zasilacza (puszka ma swój własny włącznik - należy o nim pamiętać przy uruchamianiu kolumn), cyfrowe wejście koaksjalne, drugie wejście Mini Toslink, pojedyncze wyjście cyfrowe (do podłączenia drugiej kolumny), a także to, co najważniejsze - maleńki wyświetlacz i umieszczone obok niego wielofunkcyjne pokrętło. Nie mam pojęcia dlaczego elementów tych nie przeniesiono na przednią ściankę Mastera, ale niech im będzie - może chodziło o to, że po prawidłowym ustawieniu kolumn, użytkownik nie będzie już tak często korzystał z panelu sterowania. Warto jednak zapoznać się ze wszystkimi funkcjami i komunikatami widocznymi na wyświetlaczu. Czego tu nie ma... Nazwa modelu, wybrane źródło, przypisanie kanału (lewy lub prawy), a nawet parametry odtwarzanego sygnału (do 24 bit/192 kHz). Głośniki można oczywiście szybko wyciszyć, a także zablokować, kiedy wprowadzimy już wszystkie ustawienia i będziemy chcieli mieć pewność, że nikt nie będzie w nich gmerał. Comp 9.2 Air wyposażone są również w układ wykrywania sygnału. Jeśli go nie ma, wyłączą się automatycznie po piętnastu minutach.

Ale to nie wszystko. Podobnie, jak kolumny z serii Active, tak i Air-y mają wbudowany układ korekcji akustyki pomieszczenia. Nie odbywa się to za pośrednictwem mikrofonu ani czegoś podobnego, ale całkowicie "ręcznie" - to my decydujemy które ustawienie najlepiej pasuje do naszego pokoju, sposobu ustawienia kolumn i stosownej ilości niskich tonów. W pierwszym przypadku mamy pięć trybów - od pomieszczenia mocno wytłumionego po silny pogłos. Po wybraniu jednej z opcji kolumny dostosują swoje brzmienie tak, aby efekt brzmieniowy był jak najlepszy. Drugie pytanie dotyczy pozycji głośników w pokoju. Tu do wyboru mamy trzy ustawienia - wolna przestrzeń, blisko ściany lub w narożniku. I właśnie dlatego mamy możliwość wprowadzenia innych ustawień dla lewej i prawej kolumny. Jeśli mamy przykładowo duży salon, a cały system stoi w pobliżu jednej ze ścian, to jedna z paczek wyląduje w rogu, a druga - nie. Układ korekcji akustyki pomoże nam skorygować te nierówności. I wreszcie trzeci parametr - bas. Tutaj możemy po prostu regulować ilość niskich tonów w czterech krokach (-1, 0, +1 i +2). Ostatecznie mamy więc z kilkadziesiąt różnych opcji do wyboru. Zapewne niektóre z nich okażą się zupełnie do bani, ale wystarczy trochę poeksperymentować, a z łatwością "trafimy" we właściwą konfigurację.

Okej, a z czego możemy słuchać muzyki? Tutaj producent przewidział trzy główne scenariusze. Pierwszy to odtwarzanie za pośrednictwem sieci WLAN w trybie punktu dostępu czyli przez AirPlay lub UPnP/DLNA. W takiej sytuacji głośniki tworzą sobie własną sieć Wi-Fi o nazwie Audium-AIR-WLAN, a my bierzemy do ręki powiedzmy iPhone'a lub laptopa, łączymy się ze wspomnianą siecią (bez użycia hasła - ta sieć jest otwarta) i po chwili możemy streamować muzykę bezpośrednio do kolumn. Fajnie, bo jest to najłatwiejsza i najprostsza opcja wymagająca od użytkownika minimalnego użycia mózgu, natomiast dużą wadą tego rozwiązania jest fakt, że łącząc swoje urządzenie źródłowe z siecią utworzoną przez kolumny, automatycznie tracimy dostęp do innych sieci, czyli de facto nie mamy połączenia z Internetem. Tak naprawdę wydaje mi się, że ta opcja może być najfajniejsza z punktu widzenia użytkownika playera takiego, jak Astell&Kern AK70, który po Wi-Fi potrafi odtwarzać muzykę z wewnętrznej pamięci i już niczego do szczęścia nie potrzebuje, a my też nie potrzebujemy wtedy Internetu bo przecież taki AK70 nie wejdzie na Facebooka i nie pokaże nam jak to nasi znajomi jeżdżą na nartach albo robią sobie szarlotkę... Druga opcja to "sztywne" podłączenie się do domowej sieci Wi-Fi. Podobnie, jak w pierwszym przypadku, głośniki tworzą sobie własną sieć, ale tylko po to, abyśmy wskazali im z którą z dostępnych sieci Wi-Fi mają się później połączyć i jakie jest jej hasło. Działa to w zasadzie bardzo podobnie lub identycznie, jak w produktach Sonosa i podobnych. Musimy więc przede wszystkim ściągnąć na swój telefon lub tablet dedykowaną aplikację Audium dostępną na systemy iOS i Android. Po prawidłowym uruchomieniu apki i sieci, możemy już słuchać muzyki na przykład z dysku NAS, ale także przez AirPlay czy z serwisów streamingowych. Trzeba przyznać, że w tym przypadku funkcjonalność głośników jest o wiele większa, a my nie tracimy dostępu do Internetu. Jedynym minusem jest według producenta uzależnienie jakości odtwarzania od stabilności domowej sieci Wi-Fi. Należy to chyba rozumieć tak - postaw kolumny w miejscu, w którym sygnał jest bardzo dobry, a najlepiej kup sobie porządny router, szanowny audiofilu. No i wreszcie trzecia opcja - połączenie kablowe. To chyba nie wymaga tłumaczenia - podpinamy do naszego Mastera cyfrowy kabel koaksjalny lub Mini Toslink i lecimy. Co ciekawe, producent jako przykładowe urządzenie mogące korzystać z takiego połączenia wymienia odtwarzacz płyt kompaktowych. Może i słusznie, bo w końcu co pozostaje melomanom posiadającym sporą kolekcję srebrnych krążków? Zaletą trzeciej drogi jest stuprocentowa stabilność połączenia i możliwość odtwarzania sygnałów w jakości do 24 bit/192 kHz. Wadą - konieczność podpięcia kolejnego kabla i źródła. Zresztą jeśli ktoś chce korzystać wyłącznie z połączenia kablowego, to zamiast Air-ów może kupić wersję Active.

Uff... Teraz już rozumiecie dlaczego nie wziąłem się za podłączanie i słuchanie Comp 9.2 Air ot tak, z marszu? A to i tak nie wszystko, o czym można napisać. Mamy jeszcze ustawianie priorytetu wejść, czas wyciszenia, ustawienia cyfrowe, monitor wejścia, a nawet regulację jasności wyświetlacza. Dobra informacja jest taka, że w testowanym przez nas egzemplarzu całe menu było dostępne w języku polskim. Niemcy chyba bardzo cenią sobie nasz rynek, bo ich strona internetowa również została przetłumaczona na trzy dodatkowe języki - angielski, francuski i właśnie polski. Wybierając którykolwiek model Audium, możecie również liczyć na fachową pomoc ponieważ polski dystrybutor wie o tych głośnikach wszystko i ma na koncie wiele kompletnych instalacji wykorzystujących kolumny tej marki. Gdyby więc ilość opisanych powyżej opcji wydała się komuś przytłaczająca - pełen spokój. W praktyce wygląda to o wiele przyjemniej, a w razie problemów można zawsze liczyć na wsparcie. Dwa ogromne plusy Comp 9.2 Air są takie, że faktycznie nie jesteśmy "uwiązani" jeśli chodzi o urządzenie źródłowe, no i przede wszystkim mamy w pokoju same kolumny, a nie kolumny plus stolik z elektroniką. Wydaje mi się, że niektórym melomanom mocno znudziło się już dokładanie kolejnych pudełek do swojego systemu. Wzmacniacz, odtwarzacz, przetwornik, streamer, do tego pewnie jeszcze dekoder, konsola, router, kondycjoner... Okej, może ja nie miałbym nic przeciwko gdyby takie pięćset kilo elektroniki stanęło w moim salonie, ale trzeba pamiętać, że oprócz "nas" są na świecie jeszcze "normalni ludzie", którzy po prostu chcą żeby coś im fajnie w domu grało. A gdyby jeszcze zajmowało mało miejsca i wyglądało elegancko, to cudownie - strzał w dziesiątkę. I właśnie takim czymś są Comp 9.2 Air.

Właśnie zorientowałem się, że nie napisałem jeszcze ani słowa o obudowach, głośnikach, maskownicach, ani nie rozwinąłem tematu głośnika szerokopasmowego, który przecież jest tutaj tak samo ważny, jak wszystkie opcje połączeniowe. Ale wiecie co? To już będzie trochę za dużo. Poza tym nie chcę się powtarzać. Zajrzyjcie proszę do poprzednich testów kolumn Audium, a będziecie wiedzieli na czym ta koncepcja polega. Jeśli chodzi o jakość wykonania powiem tylko tyle - jest jak zwykle bezbłędna. Tym razem dostaliśmy do testu parę wykończoną białym lakierem, więc może nie ma co podziwiać ich koloru, ale wyraźnie widać, że podobnie jak w wersjach fornirowanych, specjaliści od wykończenia się postarali. Podobno obudowy dla Niemców dostarcza jakaś polska firma. Nie wiem która, Frank Urban nie chciał mi wyjawić tej tajemnicy. Ale czy to ważne? Ważne jest to, że kolumny wyglądają świetnie, chociaż bliższe mojemu sercu są naturalne forniry. Minusy? Hmm... Chyba mogę tu wymienić jedynie cenę, ale i tu dwie uwagi. Po pierwsze Comp 9.2 to najwyższy model tej marki, więc wiadomo było, że i wersja Air nie będzie tania. Po drugie - to przecież nie tylko kolumny, ale też wzmacniacz, streamer, sterowanie aplikacją i parę innych rzeczy. Te paczki "robią" za cały system, więc ich cenę należy porównać z ceną pełnego zestawu składającego się powiedzmy ze streamera, wzmacniacza i kolumn pasywnych. A to pewnie wyjdzie bardzo podobnie albo nawet z korzyścią dla Comp 9.2 Air. A zresztą, ja tam nikomu nie będę do portfela zaglądał. Jak niedawno powiedział mi pewien producent kolumn, jak kogoś na takie nie stać, to niech sobie kupi tańsze. A jak nie stać go na tańsze, to niech siedzi w domu i je serek, a nie szuka kolumn. Ja mam to szczęście, że nie muszę kupować sprzętu aby go posłuchać, więc biorę się do roboty - słuchamy!

Audium Comp 9.2 Air

Brzmienie

Nie wiem ile godzin przepracowały Comp 9.2 Air dostarczone do naszej redakcji. Na pewno nie były zupełnie świeże, ale z drugiej strony producent wyraźnie zaleca przeprowadzenie co najmniej 200-godzinnego wygrzewania przed rozpoczęciem krytycznych odsłuchów. Tyle niestety nie mogłem im zapewnić, ale po dwóch dobach nieprzerwanej rozgrzewki postanowiłem przeprowadzić konfigurację i rozpocząć odsłuchy. W tym momencie dochodzimy do zasadniczego problemu związanego z tym testem - jak opisać brzmienie głośników, których brzmienie można zmieniać? Gdyby jeszcze zastosowane przez producenta rozwiązanie polegało na wprowadzaniu jakichś drobnych zmian... Ale nie - tutaj dźwięk jest zupełnie inny na różnych nastawieniach. Gdyby firma przewidziała możliwość całkowitego wyłączenia korekcji... Ale użytkownik musi się zdecydować na którąś z opcji, bo nie istnieje nic w rodzaju trybu "czystego". Uznałem, że najbliższe prawdy będzie ustawienie stopnia wytłumienia pokoju na normalny, pozycji kolumn w pobliżu ściany i basu na zero. W dużej mierze się to sprawdziło, ale inne możliwości też miały swoje plusy. Regulacja natężenia niskich tonów chyba nie wymaga dodatkowych wyjaśnień. O wiele ciekawsze są ustawienia związane z akustyką. Zmiana charakterystyki pokoju na bardziej wytłumiony wprowadzała coś w rodzaju dodatkowego pogłosu i lekkiego "poluzowania" dźwięku na boki. Idąc w przeciwną stronę robił się on natomiast bardziej skondensowany, lepiej kontrolowany, może nawet trochę suchy. Zmiana sposobu ustawienia kolumn w pomieszczeniu najbardziej rzutowała na bas i przestrzeń, ale ostatecznie zostałem przy pierwotnym wyborze - w pobliżu ściany. Mimo, że kolumny były od niej odsunięte o dobre pół metra. Cóż, w każdych warunkach najlepiej sprawdzi się pewnie jedna z opcji, które w innym pomieszczeniu nie będą działały tak dobrze.

To oczywiście fajna sprawa, co najmniej z kilku powodów. Raz - klient nie musi się obawiać, że kupione przez niego kolumny okażą się ewidentnie za duże i już niczego nie będzie można z tym zrobić. Wielu audiofilów w takich sytuacjach stara się naprawić sprawę doborem odpowiedniego wzmacniacza i kabli, ale jeśli problem akustyczny jest duży, takie łatanie dziury i tak nic nie pomoże. Tutaj wystarczy zmienić ustawienia układu korekcji w kolumnach i już słychać efekty, a że opcji do wyboru jest dużo, to i można się bawić do skutku. Dwa - zakup takich kolumn to inwestycja, która może przeżyć nawet zmianę mieszkania lub domu. Niejeden audiofil zna to uczucie, kiedy po przeprowadzce sprzęt gra gorzej. Nie ma się czemu dziwić, bo pokój odsłuchowy jest tak samo ważnym elementem systemu, jak kolumny czy wzmacniacz, albo nawet ważniejszym. I znów pojawia się pytanie - co robić? Zmieniać głośniki, szukać szczęścia w kablach? Tutaj nie musimy tego robić. W porządku - wyniesienie Comp 9.2 Air z 35-metrowego salonu do 10-metrowego pokoiku mogłoby się im nie spodobać niezależnie od wprowadzonych ustawień, bo to po prostu duże kolumny, które muszą mieć czym oddychać. Układ korekcyjny to i owo poprawi, ale mechanikę nie zawsze uda się oszukać za pomocą elektroniki. Ale taki scenariusz przeprowadzki jest chyba mało prawdopodobny. Jeśli właściciel Audiumów będzie musiał przenieść je powiedzmy z 35-metrowego, dobrze wytłumionego salonu do 28-metrowego pokoju o żywszej akustyce - nic złego nie powinno się stać. Zresztą całe szczęście, że mamy do dyspozycji wszystkie te "zabawki", bo inaczej nie bardzo byłoby czym manewrować. Przecież Comp 9.2 Air nie potrzebują już żadnego wzmacniacza ani przedwzmacniacza, a i kablami za bardzo nie naciągniemy ich brzmienia. Jako użytkownik bardzo ucieszyłbym się z tych wszystkich możliwości, ale jako recenzent mam twardy orzech do zgryzienia. Umówmy się więc, że moje wrażenia z odsłuchów będą mocno uśrednione, a już szczególnie w dziedzinie basu i stereofonii. Podobnie wykresy pod testem. Te będą obrazować raczej średnie możliwości kolumn, niż ich brzmienie w sytuacjach skrajnych.

Jak grają Comp 9.2 Air? Moim zdaniem bardzo blisko im do wersji Active, co chyba nie powinno nikogo dziwić. Niewtajemniczonych zapraszam do poprzednich testów kolumn tej marki, bo tylko w ten sposób uda się uzyskać kompletny wgląd w sytuację i otrzymać pełną historię moich przygód z niemieckimi zestawami. Osobiście zawsze będę cenił sobie klasyczne wersje pasywne, bo uważam, że przy odrobinie wysiłku można z nich wydobyć rewelacyjną spójność, słodycz średnich i wysokich tonów, a także iście atomowy bas. Tam muzyka podawana jest w sposób bardzo spokojny i relaksujący. Natomiast w kolumnach z serii Active, Drive, a teraz również Air, filozofia kształtowania brzmienia jest troszeczkę inna. Na mój gust bliższa temu, co lubią i z czym na co dzień mają do czynienia profesjonaliści. Dostajemy mniej romantyzmu, ale więcej dynamiki, kontroli i dosłownej wręcz przejrzystości. Dźwięk nie jest ani ciepły ani zimny, natomiast udaje mu się zachować jedną z najważniejszych zalet, które znamy z wersji pasywnych - spójność. Tego niemieckim kolumnom nie można odmówić. Przy odpowiednio wprowadzonych nastawieniach potrafią sprawić, że już zupełnie nie wyobrażamy sobie aby ktoś rozdzielił nam zakres średnio-wysokotonowy pomiędzy dwa różne głośniki. Przetwornik stosowany w "ósemkach" i "dziewiątkach" jest większy, niż w pozostałych modelach - ma średnicę 10 cm (wobec 7,6 cm) i inną konstrukcję, co w modelach pasywnych skutkuje również wyższą skutecznością. Pasywna odmiana testowanego modelu osiąga 93 dB, więc możecie sobie wyobrazić jak te kolumny "ładują". Naprawdę potrafią przyłożyć - dynamiką, basem, detalami... To takie brzmienie z gatunku "nie dyskutuj, tylko słuchaj". Może nie będą to kolumny dla miłośników łagodności i subtelnych klimatów w rodzaju lampek na 300B napędzających vintage'owe monitory, ale też ciężko jest wskazać jakieś oczywiste błędy w takim dźwięku. Comp 9.2 Air grają bardzo dobrze, z typową dla niemieckiego sprzętu energią, neutralnością, rozdzielczością, a nawet odrobiną arogancji.

Dwa aspekty prezentacji, o których nie chciałem się za bardzo rozpisywać z uwagi na obecność układów korekcyjnych, okazują się być jednocześnie najciekawszymi z punktu widzenia audiofila. Bas niemieckich podłogówek to prawdziwy dynamit. Do tego stopnia, że w późniejszych etapach odsłuchu zdecydowałem się skorzystać z możliwości wycofania go o pół kroku, choć zapewne duży wpływ na moją decyzję miał tutaj rozmiar naszej sali odsłuchowej. Comp 9.2 Air na moje ucho poczułyby się w pełni swobodnie dopiero w pomieszczeniu o dwukrotnie większym metrażu. Jedno jest pewne - z takimi głośnikami pompującymi decybele w podłogę, nikomu nie powinno zabraknąć niskotonowych wrażeń. Druga wisienka na torcie to stereofonia. Moim zdaniem wynikająca wciąż przede wszystkim z zastosowania znakomitych głośników szerokopasmowych. Niemieccy konstruktorzy połączyli w ten sposób ideę punktowego źródła dźwięku z czymś jeszcze - możliwością znacznego ograniczenia szerokości przedniej ścianki kolumn. Głośnik znajdujący się w istocie w dodatkowym "kołnierzu" gra w praktycznie wolnej przestrzeni. Przekłada się to na bardzo sugestywne wrażenia przestrzenne, w tym przypadku z efektem lekkiego wysunięcia sceny w kierunku słuchacza. Tutaj znów zahaczamy o elementy studyjnej szkoły brzmienia i być może wcale nie jest to przypadek.

Jak można podsumować brzmienie Comp 9.2 Air w kilku słowach? Potężne, konkretne, rozdzielcze, dobrze kontrolowane, ale też bardzo spójne i przestrzenne. Pod tym względem niemieckie kolumny na pewno mnie nie zawiodły. Myślę, że zgadza się również funkcjonalność, a także kalkulacja ekonomiczna. Pasywna wersja flagowych Audiumów kosztuje 27000 zł. Nie ma szans żeby dobrać do nich wzmacniacz, streamer i okablowanie za 8200 zł. To znaczy - można, ale nie spodziewałbym się po takim systemie niczego nadzwyczajnego. Tymczasem kupując Comp 9.2 Air dostajemy wszystko w pakiecie, nie musimy już nic wymyślać, a dodatkowo dostajemy do ręki potężną zabawkę w postaci całego wbudowanego "komputerka" otwierającego drogę do łatwej modyfikacji brzmienia i paru innych funkcji. Kolumny mogą też grać zupełnie same - odpada więc stolik ze sprzętem, kable, listwy i wiele innych akcesoriów. Dla wielu osób są to bardzo istotne plusy, a dla niektórych wręcz rzeczy, które przesądzą o zakupie.

Minusy? Ano też kilka znalazłem. Nie podobają mi się zasilacze i nie wiem co miałbym z nimi zrobić gdybym chciał postawić te kolumny u siebie w domu. Widzę tylko taką opcję aby wrzucić je za jakąś komodę, która stanęłaby między kolumnami. Przy okazji posłużyłaby do poprowadzenia kabla koaksjalnego, który łączy jedną kolumnę z drugą. Niektórzy mogą to odczytać jako "naciąganie" koncepcji bezprzewodowych kolumn. Funkcjonalną wadą Audiumów jest także brak łączności Bluetooth, a także innych opcji pozwalających na przykład na podłączenie ich do dekodera, telewizora, konsoli... Ja oprócz słuchania swoich audiofilskich plików, lubię na przykład obejrzeć film albo pograć w "Call of Duty" ciesząc się dźwiękiem z dużych kolumn. Czemu miałbym ich nie wykorzystać? Bo są takie hi-endowe i nie powinny odtwarzać niczego prócz muzyki? Przecież nie po to kupuje się sprzęt audio, żeby potem znów puszczać dźwięk z telewizora. Tutaj nie wiem jak miałbym to zrobić. Świetnie słuchało mi się Audiumów w naszej sali odsłuchowej, ale gdybym zabrał je do domu, szybko zacząłbym kombinować jak zrobić z nimi to, co normalnie robię ze swoim systemem stereo. Tutaj właśnie pojawia się ostatni minus - opisywane kolumny to zamknięty system, którego raczej już nie rozbudujemy ani nie zmodyfikujemy. Jasne, mamy do dyspozycji różne ustawienia i funkcje, ale po znalezieniu optymalnej kombinacji rzadko wraca się do grzebania w menu. Co zrobić, kiedy pewnego dnia zechcemy pójść jeszcze dalej, poprawić albo po prostu trochę zmienić brzmienie? Gdyby to były kolumny pasywne, wystarczyłoby kupić lepszy wzmacniacz, kable, źródło - wszystko to, co robią w takich sytuacjach normalni audiofile. A tutaj? Hmm... Powiecie, że wtedy zamiast kolumn kosztujących 35200 zł i będących kompletnym systemem stereo, musielibyśmy wybrać model pasywny za 27000 zł plus co najmniej drugie tyle na elektronikę i okablowanie. Fakt, to jest ogromna różnica i nie zdziwię się tym, którzy po prostu wezmą Comp 9.2 Air i zamkną temat. Ale ja jestem audiofilem i uważam, że duża część frajdy, jaką można czerpać z tej zabawy polega właśnie na kombinowaniu i ulepszaniu swojego systemu. I z tego powodu wybrałbym kolumny pasywne z jakąś porządną elektroniką. Robi się za drogo? Ale przecież Comp 8, Comp 7, a nawet Comp 5 też dają radę!

Powoli dochodzę więc do wniosku, że Comp 9.2 Air nie są kolumnami dla typowego audiofila, a raczej dla melomana, który chce jednym ruchem załatwić kwestię sprzętu, a potem już tylko słuchać muzyki, a nie wzmacniaczy, przetworników i kabli. I ja to jak najbardziej rozumiem, bo kiedy kupię samochód, to chcę nim jeździć, a nie spędzać każdą sobotę w garażu wymieniając amortyzatory, wahacze, klocki, paski i filtry. Okej, są ludzie, którzy uwielbiają to robić i pewnie sam wciągnąłbym się w to gdybym tylko miał czas, i garaż, i drugi samochód "do zabawy". Ale na razie wolę jeździć i nie interesuje mnie to, że gdybym wymienił sobie chip w silniku, to uzyskałbym dodatkowe ileś tam koni, a z lepszymi amortyzatorami moje auto lepiej trzymałoby się asfaltu na zakrętach. Nie interesuje mnie to - chcę wsiąść i jechać, a podczas podróży przejmować się tylko tym, co dzieje się na drodze. Jeśli podobnie podchodzicie do słuchania muzyki, zainteresujcie się bezprzewodowymi Audiumami. Niech podłączy i ustawi je sprzedawca lub dystrybutor, a potem będziecie już tylko odpalali tablet i wybierali płytę, jakiej chcecie słuchać, bez przejmowania się kablami i koniecznością wymiany lamp we wzmacniaczu. Hi-end na skróty? Wygląda na to, że dokładnie tak.

Audium Comp 9.2 Air

Budowa i parametry

Audium Comp 9.2 Air to aktywne, bezprzewodowe kolumny podłogowe wyposażone w dwa przetworniki - umieszczony na górze głośnik szerokopasmowy o średnicy 10 cm oraz ulokowany w podstawie skrzynek 27-cm subwoofer. Pierwszy jest napędzany wzmacniaczem o mocy 50 W, natomiast do wysterowania drugiego konstruktorzy przewidzieli wzmacniacz o mocy 130 W. Co ciekawe, kolumny mają dwie podstawy - w górnej znajduje się głośnik basowy, natomiast dolna to właściwy cokół, w który możemy wkręcić dołączone do zestawu kolce. Cztery walcowate nóżki zapewniają stałą odległość między tymi dwiema płytami, co jest kluczowe dla zachowania poprawnego charakteru niskich częstotliwości. Dzięki temu użytkownik ma mieć gwarancję, że niezależnie od okoliczności, uda mu się usłyszeć głęboki i mocny bas. Odtwarzanie niskich tonów wspomaga tunel rezonansowy umieszczony na tylnej ściance, tuż nad panelem z gniazdami i cyfrowym centrum sterowania. Ze względu na ten szczegół, wypadałoby zapewnić kolumnom trochę miejsca z tyłu, jednak tutaj z pomocą przychodzi nam możliwość dopasowania naszych głośników do akustyki pomieszczenia, co opisałem dokładnie w jednym z powyższych akapitów. Jeśli chodzi o budowę wewnętrzną i wykończenie Comp 9.2 Air, mógłbym powtórzyć wszystko, co napisałem w poprzednich testach kolumn tej marki - jest naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Parametrami w zasadzie nie musimy się przejmować ponieważ wszystko jest tutaj "zintegrowane". Producent podaje tylko, że na wejściu koaksjalnym i optycznym możemy odtwarzać sygnał w jakości do 24 bit/192 kHz. Bardzo mądrym zagraniem jest wprowadzenie możliwości upgrade'u kolumn do "wyższej" wersji. Przykładowo kupując zwykłe, pasywne Comp 9, możemy później ulepszyć je do postaci półaktywnej (Drive), aktywnej (Active) albo bezprzewodowej (Air). Obudowy i przetworniki pozostają wówczas takie same. Zmienia się tylko panel z gniazdami - celowo ma on takie same wymiary we wszystkich wersjach.

Konfiguracja

Asus Zenbook UX31A, iPad Air 2, Astell&Kern AK70, T+A MP 1000 E.

Audium Comp 9.2 Air

Werdykt

Comp 9.2 Air to kolejne bardzo udane kolumny niemieckiej firmy. Dopracowane, oferujące użytkownikowi bardzo ciekawe możliwości, choć z racji swojej zamkniętej formy ograniczające nam pole do manewru jeśli chodzi o sprzęt towarzyszący. No bo jakiego sprzętu towarzyszącego tu potrzebujemy? Telefonu, komputera, ewentualnie dobrego DAP-a z łącznością Wi-Fi? Koniec szukania i kombinowania. Stawiamy, podłączamy, gramy. Świetna sprawa. Mam jednak wrażenie, że modele z serii Air nie zostały stworzone dla audiofilów, ale melomanów, których wymagania względem sprzętu audio są bardzo proste - ma być ładny, zajmować mało miejsca i dobrze grać. W salonach z audiofilskim sprzętem tacy ludzie pojawiają się coraz częściej, a nierzadko są w stanie dużo zapłacić za produkty spełniające ich oczekiwania. Opowieści o dopasowaniu wzmacniacza do kolumn traktują jak próbę zwalania na nich czegoś, co powinno leżeć po stronie sprzedawcy. Na wieść, że w celu posłuchania muzyki z sieci, do wzmacniacza trzeba by było dokupić jeszcze pudełko zwane przetwornikiem lub streamerem, reagują alergicznie. No bo jak to, mają w domu soundbar, który odtwarza dźwięk ze wszystkiego, a do uzyskania lepszego brzmienia potrzeba aż pięć różnych klocków? Nie można jakoś prościej? Ależ można, proszę bardzo! Oto kolumny Audium Comp 9.2 Air, które nie potrzebują do szczęścia niczego oprócz prądu i tabletu. Podpinamy do prądu, łączymy się z siecią i słuchamy. Gwarantuję, że w wielu przypadkach będzie to strzał w dziesiątkę.

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podłogowe, aktywne, bezprzewodowe
Efektywność: 93 dB
Impedancja: 4 Ω
Głośnik szerokopasmowy: 10 cm
Głośnik niskotonowy: 27 cm
Moc wzmacniacza: 50 W + 130 W
Maksymalne parametry sygnału: 24 bit/192 kHz (wejście optyczne lub koaksjalne)
Wymiary (W/S/G): 106/27/36 cm
Masa: 29 kg (sztuka)
Cena: 35200 zł (para)

Sprzęt do testu dostarczyła firma Akwa Audio Projekt.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-highend


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Kriskris
Słuchałem tych monitorków kilka tygodni temu, podpięte pod Gato Audio AMP-150. Grały świetnie, zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i zdecydowałem się na kupno. Ni...
Włodek
Witam serdecznie. Dzięki za ciekawą recenzję. Właśnie czekam na nowiutkie Pearle 27 i Yamahę R-N602. Mam gorącą prośbę o podpowiedź jakimi kablami połączyć zest...
1piotr13
Dobry pomysł z tymi siateczkami na głośnikach. Przyda się na pewno jak ktoś ma w domu małe dzieci:)

Cytaty

AdamNeste.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.