Bannery górne

A+ A A-

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition

[English version] Możemy się śmiać z Amerykanów, że ich cały kraj jest młodszy niż pierwsza lepsza kamienica na rynku jednego z europejskich miast, ale może właśnie dlatego szanują oni swoją historię jak rzadko który naród. I nie mówię tu o celebrowaniu ważnych świąt państwowych, ale przede wszystkim o pielęgnowaniu swojego dziedzictwa w znacznie mniejszym, lokalnym wymiarze. U nas rzadko komu przychodzi do głowy, aby pewnego dnia odtworzyć drzewo genealogiczne swojej rodziny czy wybrać się w podróż do miasta, gdzie mieszkali nasi pradziadkowie. Zabytki liczące sobie kilkaset albo nawet kilka tysięcy lat traktujemy jako coś normalnego, a Amerykanie urządzają wycieczki aby zobaczyć żarówkę, która została wyprodukowana w 1901 roku i świeci do dziś. W remizie strażackiej w mieście Livermoore zamontowano nawet kamerę, dzięki której słynną żarówkę można oglądać na żywo przez Internet. Jak myślicie, czy nigdzie na świecie nie produkowano tak długowiecznych żarówek? Może te amerykańskie sprzed ponad stu lat były niesamowicie niezawodne. A może w innym kraju taka żarówka zostałaby po prostu wymieniona na lepszą, nawet gdyby świeciła jeszcze zupełnie przyzwoicie? Tak mi się wydaje, bo z coraz większą łatwością wymieniamy różne przedmioty na nowsze, co nie zawsze wychodzi nam na zdrowie. Wyrzucamy na śmietnik całkiem dobre rzeczy, zastępując je takimi, których pozbędziemy się jeszcze szybciej. Nic dziwnego, że niektórzy mają już tego po dziurki w nosie i szukają prawdziwej jakości w produktach, które produkowano dawno temu. Sęk w tym, że nie jest to takie proste.

Weźmy na przykład vintage'owy sprzęt audio. Wśród setek urządzeń trzeba umieć znaleźć takie, które faktycznie są wartościowe i niepowtarzalne. Wymaga to nie tylko dużej wiedzy i doświadczenia, ale też pieniędzy. Nie oszukujcie się, że za kilkaset złotych można dziś kupić legendarny, hi-endowy sprzęt w idealnym stanie. Renowacja takich urządzeń jest często równie trudna, jak ich znalezienie. Kolumny liczące sobie kilkadziesiąt lat potrafią być naprawdę mocno sfatygowane. Wymiana przetworników z oczywistych względów nie wchodzi w grę, chyba, że na zupełnie inne o zbliżonych wymiarach. Wymiana kondensatorów sprawi, że brzmienie nie będzie już dokładnie takie samo. A co gdyby można było kupić fabrycznie nowe kolumny zbudowane według dawnej receptury? Myślicie, że to niemożliwe? W takim razie zajrzyjcie do katalogu Klipscha. Amerykańska firma ma w swojej ofercie całą serię takich głośników. Modele z linii Heritage to klasyczne kolumny produkowane po dziś dzień z mniejszymi lub większymi modyfikacjami. Jednym z niekwestionowanych hitów jest model Heresy, wytwarzany już w trzeciej odsłonie. Jest to jednak niemal wierna kopia konstrukcji zaprezentowanej po raz pierwszy w 1957 roku. Możemy więc kupić całkowicie nowe, pachnące fabryką kolumny, które są produkowane już sześćdziesiąt lat! Ale to nie wszystko. Aby uczcić siedemdziesiątą rocznicę założenia firmy, Klipsch wypuścił na rynek jubileuszową wersję tego modelu. Heresy III 70th Anniversary Edition otrzymały luksusowy fornir w kolorze orzecha australijskiego i kilka zmienionych detali, a wyjątkowość tego urodzinowego prezentu dla fanów marki podkreśla limitowana skala produkcji. Na cały świat wypuszczono zaledwie siedemdziesiąt par tych kolumn, a jedna z nich właśnie trafiła do naszej redakcji.

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition

Wygląd i funkcjonalność

Dawno już nie miałem styczności z tak wyjątkowymi zestawami dostępnymi w, nazwijmy to, akceptowalnej cenie. Wersja limitowana jest oczywiście droższa od standardowej, ale niejeden audiofil z chęcią dopłaci za piękny fornir i przyjemność posiadania jednej z siedemdziesięciu wyprodukowanych par tych kolumn. Kiedy przywiozłem je na odsłuch do domu, zacząłem się zastanawiać jak to się w ogóle stało, że Heresy III 70th Anniversary Edition nie zostały wykupione od razu po pierwszej dostawie. Na oficjalnej stronie producenta model ten widnieje już tylko w celach informacyjnych z adnotacją, że nie można go już zamówić w firmowym sklepie, a jeśli ktoś jest zainteresowany, powinien jak najszybciej obdzwonić wszystkich autoryzowanych dealerów Klipscha w swojej okolicy. Ja nie musiałem, ale nie zdziwiłbym się gdyby opisywana para była jedyną sprowadzoną do Polski. Jak napisano dalej na stronie producenta, decydując się na ten model nie kupujemy tylko głośników, ale kawałek historii amerykańskiego sprzętu audio i kozacki dźwięk. Tak, dokładnie takiego słowa użyto w oryginalnym opisie, ale u Klipscha często natkniecie się na takie kwiatki, jak "badass" czy "bullshit". W dziale promocji i marketingu tej marki raczej nie pracują grzeczni chłopcy. Ale cała otoczka tego jubileuszowego modelu to tylko dodatek do dania głównego. Poza kilkoma detalami takimi, jak kolor forniru, czarne cokoły czy specjalne naklejki z tyłu, Heresy III 70th Anniversary Edition nie różnią się od wersji bazowej. Tańsze o całe cztery tysiące złotych Heresy III to wciąż ta sama technologia i ten sam dźwięk. Tak też zamierzam je oceniać, bo kiedy opisywana para opuści naszą redakcję i wyląduje w domu jakiegoś szczęściarza, normalne Heresy III będą prawdopodobnie jedyną odmianą tego modelu, jaką będziecie mogli kupić.

Dlaczego te kolumny są tak wyjątkowe? No cóż, spójrzcie na nie! Czy amerykańskie paczki przypominają Wam jakiekolwiek inne zestawy, które można kupić na rynku jako nówki? Ja chyba niczego takiego nie kojarzę. Przede wszystkim, są to głośniki produkowane od sześćdziesięciu lat i nie da się ukryć, że dokładnie tak wyglądają. Nie są tylko porysowane i poobijane na krawędziach, nie mają zniszczonych resorów w głośnikach niskotonowych i zwrotnic nadających się do natychmiastowej wymiany. To całkowicie nowe skrzynki, choć produkuje się je tak samo, jak w 1957 roku. Świat sprzętu audio zna kilka podobnych historii. Wystarczy wspomnieć o słuchawkach Sennheiser HD 414 produkowanych od 1968 roku czy końcówce mocy McIntosh MC275 zaprezentowanej po raz pierwszy w 1961 roku. Nie zmienia to jednak faktu, że takich urządzeń jest coraz mniej, a zmiany w kolejnych generacjach Heresy były raczej kosmetyczne, co pod względem wartości historycznej czyni je jeszcze bardziej wyjątkowymi.

Niezwykła, jak na dzisiejsze standardy, jest także konstrukcja testowanych zestawów. Heresy III to duże monitory wsparte na zamontowanych fabrycznie cokołach, które odchylają skrzynki do tyłu. Technicznie mamy więc do czynienia z kolumnami podłogowymi, których wysokość ledwie przekracza 60 cm. Klipsch twierdzi, że dzięki kompaktowej obudowie te trójdrożne zestawy są bardzo uniwersalne jeśli chodzi o ustawienie. Czytaj - grają wszędzie i ze wszystkim. Dla nas jednak taka konstrukcja jest co najmniej dziwna. To tak, jakby wziąć jakieś monitory Spendora czy Harbetha i zamiast na dedykowanych stendach, postawić je na podłodze, podkładając pod przednią ściankę jakiś drewniany klocek. Absolutnie nie mieści się to w dzisiejszych normach i standardach, według których tweeter powinien znaleźć się mniej więcej na wysokości uszu słuchacza. Tutaj mamy go raczej na poziomie kolan, ale... Pochylenie skrzynek do tyłu sprawia, że faktycznie mamy wrażenie jakby stały one przed nami. Trzeba tylko spojrzeć na nie w dół. Osie tweeterów przecinają się tam, gdzie powinny, tylko pod trochę innym kątem i oczywiście przy zachowaniu odpowiedniej odległości między kolumnami a naszym punktem odsłuchowym. Przez chwilę myślałem nawet co by się stało gdyby fabryczne cokoły zastąpić szerokimi stendami o wysokości powiedzmy 40 cm. Myślę, że rezultaty mogłyby być równie ciekawe, choć na pewno bardziej zbliżone do naszego standardowego postrzegania przestrzeni. Ustawienie takich monitorów na podłodze wymaga od nas jeszcze jednego, małego zabiegu - zlikwidowania wszystkich przeszkód takich, jak krzesła, pufy czy stoliki. Z mojego salonu na czas testu musiał na przykład wyjechać niewielki stolik kawowy, na którym zwykle leżakują okulary, piloty, tablety i podobne bibeloty. Wyobrażam sobie jednak sytuację, w której Klipsche zostaną ustawione zupełnie nieprawidłowo, a i tak będą grały świetnie.

Na tym jednak oryginalność amerykańskich kolumn się nie kończy. Nietypowy jest także ich układ akustyczny. Zastosowano tutaj dwa głośniki tubowe oraz wielki klasyczny, woofer pracujący w obudowie zamkniętej. Mogłoby się wydawać, że łukowate wycięcie w przedniej części cokołu stabilizującego to właśnie jakiś element układu strojenia, ale nie. Heresy III są całkowicie szczelne. Głośnik niskotonowy o średnicy 30,48 cm otrzymał membranę kompozytową i pofalowane zawieszenie. Średnie tony odtwarza umieszczony w szerokiej tubie tytanowy głośnik o średnicy 4,45 cm, natomiast najwyższy fragment pasma pokrywa bardzo podobny przetwornik o średnicy 2,54 cm, z proporcjonalnie mniejszą tubą. Wszystkie umieszczono maksymalnie blisko siebie. Kosz woofera nawet trochę zachodzi na obudowę głośnika średniotonowego. Jak można się domyślać, wszystko to w celu poprawy spójności i stereofonii. Aby zobaczyć te wszystkie cuda, trzeba ściągnąć maskownice, które są rozpięte na mocnej ramie, ale idealnie licują się z drewnianymi brzegami przedniej ścianki. Ich demontaż nie jest jednak wyjątkowo trudny, bo grille są mocowane magnetycznie. Producent najwyraźniej stwierdził, że niewielu użytkowników będzie zdejmować maskownice, bo deska głośnikowa jest, jak na dzisiejsze standardy, mało reprezentacyjna. Heresy III nawet w formie roznegliżowanej niewątpliwie mają swój urok, ale czy czarna płyta z głośnikami i widocznymi śrubami jest czymś wyjątkowym? Oczywiście maskownice można zdejmować na czas krytycznego odsłuchu, ale moim zdaniem nie wpływają one na brzmienie tak mocno, żeby trzeba było zawracać sobie nimi głowę. Przyznam jednak, że widok takich mocno upakowanych głośników, z dwoma tubami i wooferem zajmującym dwie trzecie frontu, to coś bardzo niecodziennego. W linii pionowej głośniki zajmują praktycznie cały front od dołu do góry. Nie wiem czy na czarnej płycie został choćby centymetr wolnego miejsca. Taki widok od razu powoduje u audiofila szybsze bicie serca.

Co zatem mamy z tyłu? Ano kolejną czarną deskę, na której oprócz oznaczeń modelu znajdziemy tylko gniazda. Są to podwójne terminale umieszczone w plastikowym profilu. Mało hi-endowe, ale całkiem praktyczne. Nie wiem czy rodowane wubety by tutaj pasowały, ale ucieszyłem się, że Klipsch nie zdecydował się na jakieś większe dziwactwo, jak śrubki do których można podłączyć co najwyżej gołe druty. A niestety i takie wynalazki w życiu widziałem. Tutaj jest jak najbardziej normalnie, więc do gniazd podłączymy także wtyki bananowe lub widełki. Para, która trafiła do naszego testu nie miała tylko zworek. Prawdopodobnie zostały u dystrybutora, bo nakrętki terminali również były poluzowane. Domyślam się, że fabryczne zworki to standardowe blaszki wygięte pod odpowiednim kątem. Można się zastanawiać dlaczego Amerykanie nie zdecydowali się na wykończenie tylnych ścianek fornirem. Szczerze mówiąc, nie wiem. Jak dla mnie, jest to do przełknięcia, bo w jakiś przedziwny sposób takie czarne tyły wpisują się w ogólną stylistykę tych kolumn. Nie chcę jednak żebyście pomyśleli, że z racji walorów historycznych Klipschom wszystko się upiecze. Gdybym dostał do przetestowania normalne, nowoczesne podłogówki z takimi czarnymi dechami z tyłu, byłbym co najmniej niezadowolony. A gdyby jeszcze kosztowały dziesięć tysięcy złotych za parę, przejechałbym się po nich jak Ken Block po pustyni za kierownicą Forda Raptora. Heresy III w wersji 70th Anniversary Edition kosztują prawie czternaście, więc wiadomo... Ale zapewniam Was, że można im to wybaczyć, bo te kolumny mają taki urok i duszę, jakiej nie znajdziecie w większości produkowanych obecnie kolumn, bez względu na cenę.

Na koniec kolejna porcja nietypowych detali. Heresy III 70th Anniversary Edition są dostarczane jako para - lewa i prawa. Zwykle mamy do czynienia z taką sytuacją wtedy, gdy przetworniki w każdej ze skrzynek są rozmieszczone niesymetrycznie. Przykładowo, kiedy tweetery są umieszczone w pobliżu bocznych ścianek, producent może nam mocno zasugerować ustawianie kolumn kopułkami na zewnątrz i wówczas stosuje tego typu oznaczenia. Sęk w tym, że amerykańskie zestawy są idealnie symetryczne. Zarówno głośniki, jak i gniazda są montowane centralnie. Jedynym wytłumaczeniem jest rysunek słojów. Klipsch chwali się, że fornir w opisywanym modelu jest przycinany i kładziony tak, aby lewa kolumna była lustrzanym odbiciem prawej. To bardzo dobra wiadomość, ale dlaczego akurat ta została oznaczona jako lewa, a tamta jako prawa? Nie mam pojęcia. Owszem, każda skrzynia pakowana jest w osobny karton, ale wydaje mi się mało prawdopodobne aby ktoś pomieszał je w magazynie. Każda sztuka ma bowiem indywidualny numer seryjny, a ponieważ do naszego testu dotarła para z limitowanej edycji, nosiła dodatkowe oznaczenie - 54 z 70. Amerykanie informują, że oprócz obudów, także przetworniki są dobierane tak, aby tworzyły idealną parę. I to akurat rozumiem i szanuję. Ale czy są parowane tak, aby jedne były lewe, a drugie - prawe? Mocno bym się zdziwił.

Druga ciekawostka dotyczy cokołów stabilizujących. W regularnej wersji są one fornirowane, natomiast tutaj polakierowano je na czarno, co czyni zestawy jeszcze bardziej wyjątkowymi. Dla niektórych taka decyzja producenta będzie niezrozumiała. No bo jak to? Jubileuszowa edycja powinna być lepsza, ładniejsza i bardziej luksusowa, a tu zamiast drewna - kawałek pomalowanej na czarno deski. Co więcej, kolumny stoją tak naprawdę na czterech metalowych bolcach wkręconych tudzież wbitych w podstawy. Czy jak chodziliście do szkoły, wbiła Wam się kiedyś metalowa pinezka w trampki? No to dokładnie tak to wygląda. O kolcach możecie zapomnieć, chyba, że w jakiś sprytny sposób zmodyfikujecie sobie tę konstrukcję albo usuniecie fabryczne nóżki. Ja natomiast się ucieszyłem, bo do metalowych krążków wystarczyło przykleić filcowe podkładki. Na twardą podłogę, świetna sprawa. O wypoziomowanie kolumn raczej nie ma się co martwić, bo są tak ciężkie, że i tak się nie chwieją. A ponieważ są pochylone do tyłu, nie można na nich postawić doniczki. Heresy III dobrze sprawdzają się za to w roli podstawki pod laptopa. Ostatnia sprawa to parametry. Tak, te kolumny mają skuteczność 99 dB! Dokładniej zajmiemy się tym w kolejnych akapitach, ale jest to niewątpliwie kolejna cecha, która odróżnia je od typowych, nowoczesnych zestawów, których efektywność waha się zwykle między 87 a 91 dB. Heresy III to zupełnie inna galaktyka - technicznie i wizualnie. A czy brzmieniowo również?

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition

Brzmienie

Przed odsłuchem długo zastanawiałem się, czego w ogóle spodziewać się po takich kolumnach. Dźwięku jak sprzed sześćdziesięciu lat? Ale na pewno nie tylko, bo słuchałem już w życiu kilku podobnych konstrukcji i za każdym razem było trochę inaczej. Jedne stawiały na muzykalność i spokój, inne zaś atakowały atomowym basem i podawały dźwięk na twarz. Nie ma reguły. Do tego dochodzi nietypowe ustawienie amerykańskich paczek i skuteczność wykraczająca daleko poza obecne standardy. Dwa głośniki tubowe i potężny woofer pracujący w obudowie zamkniętej, a wszystko to w dość prostych, kanciastych skrzyniach, które postawione obok smukłych podłogówek Equilibrium Ether Ceramique wyglądały co najmniej jak Gimli walczący ramię w ramię z Legolasem. Dziwactwo. Kosmos. Totalny odjazd. Naprawdę zastanawiałem się czy po odpaleniu muzyki usłyszę dźwięk, który w jakimkolwiek aspekcie będzie przypominał to, do czego jestem przyzwyczajony i czego normalnie spodziewałbym się po kolumnach za te pieniądze. Spodziewałem się, że Heresy III przestawią świat do góry nogami. Tymczasem, amerykańskie głośniki totalnie mnie zaskoczyły. Dlaczego? Bo zagrały dźwiękiem, o którym wiele nowoczesnych zestawów za te pieniądze może tylko pomarzyć!

Większość audiofilów na widok takich kolumn będzie wyobrażać sobie dość agresywny zakres średnich i wysokich tonów (tuby) połączony z dość miękkim, pulsującym basem (duże woofery) i dziwną, trudną do opanowania stereofonią (ogólny kształt i nietypowe ustawienie). Tymczasem z tego wszystkiego częściowo sprawdzają się tylko przewidywania dotyczące przestrzeni. Owszem, scena budowana jest na poziomie podłogi, co nie jest do końca naturalne, ale z drugiej strony kiedy ostatnio byliście na koncercie? I gdzie siedzieliście? Jeśli w pierwszym rzędzie, to tutaj wrażenia będą zupełnie inne, ale ja zwykle celuję w dalsze miejsca i najczęściej patrzę na scenę z góry i z pewnego dystansu. Tak samo, jak podczas odsłuchu Heresy III. Wprawdzie potrzebowałem trochę czasu aby się przestawić, ale w pewnym momencie coś mnie ruszyło. Czy to właśnie nie z takiej perspektywy słuchamy muzyki na żywo?! Oczywiście sporo zależy od dokładnych odległości między kolumnami i naszym miejscem odsłuchowym. Można powiedzieć, że mimo drobnej zmiany punktu widzenia, testowane kolumny zachowywały się tak, jak każde inne. Reagowały na zmiany dystansu od ściany czy kąta dogięcia dokładnie tak, jak się tego spodziewałem. Amerykańskie skrzynie potrafią budować przestrzeń z koncertowym rozmachem, szczególnie w kwestii głębi i czegoś, co nazwałbym hojnym dawkowaniem dźwięku. Wiecie, jak babcia nałoży zupy, to aż się z talerza wylewa. Tutaj jest podobnie. Fakt, lokalizacja źródeł mogłaby być bardziej precyzyjna, a scena mogłaby lepiej rozchodzić się na boki, ale to wszystko nieważne, bo Heresy III budują w pokoju taką ścianę dźwięku, że mamy ochotę się w nim zanurzyć. Generalnie czujemy się jak na koncercie i myślę, że ten efekt będzie trudny do powtórzenia w tej cenie. Zresztą, oficjalne odsłuchy trwały zaledwie kilka dni, bo ustawiła się już lista chętnych. Ale ponieważ był weekend, wpadło do nas kilku znajomych, a ich reakcje mówiły same za siebie. Jaka barwa, a jaka przestrzeń... Naprawdę dawno nie nasłuchaliśmy się tylu ochów i achów.

W takim razie jak to jest z tymi świszczącymi średnimi i wysokimi tonami? Powiem krótko - to jest zdecydowanie największe zaskoczenie jeśli chodzi o brzmienie amerykańskich kolumn. Ich brzmienie jest rewelacyjnie spójne i harmonijne, a zakres średnich i wysokich tonów nie nosi praktycznie żadnych oznak spłaszczenia, wyostrzenia czy zapiaszczenia. Ba! Dźwięk jest szybki i bardzo bezpośredni, ale ma bardzo naturalną barwę. Wokale chwilami brzmiały tak, jakby zamiast tych czarnych hornów z tytanowym wnętrzem śpiewały nam jakieś niewielkie szerokopasmowce albo miękkie kopułki średniotonowe znane z niektórych brytyjskich monitorów. Płynnie, chwilami nawet ciepło, bez jakichkolwiek oznak szarpaniny i syczenia. Naprawdę nie wiem jak to możliwe, ale najwyraźniej i takie przypadki się zdarzają. Raz na wiele, wiele przypadków trafi się przecież wzmacniacz lampowy grający chłodnym, technicznym dźwiękiem albo małe, dwudrożne monitory z atomowym basem. Heresy III są takimi właśnie kolumnami. Ich brzmienie bardziej przeczy stereotypom niż je potwierdza. Amerykanie wydobyli z głośników tubowych niesamowitą barwę i zszyli je ze sobą tak idealnie, że w dźwięku nie słychać praktycznie żadnych śladów łączenia. To samo dotyczy zresztą przejścia ze średnich do niskich tonów. Tutaj także nie zauważyłem nic niepokojącego. A teoretycznie powinienem, bo jak pogodzić ze sobą 4,5-cm tytanowy głośnik z 30-cm wooferem? Może nie znam się na akustyce, ale tu powinna być przepaść wynikająca nie tylko z rozmiarów membran (wszak średniotonowiec jest wspomagany długą tubą), ale też materiałów, z jakich je wykonano. Myślicie, że panowie z Harbetha dokonali cudu łącząc radialowe membrany z metalowymi tweeterami? To posłuchajcie tego. Co więcej, inżynierom Klipscha udało się w tym wszystkim zachować największe zalety głośników tubowych takie, jak szybkość, przejrzystość i zjawiskowa dynamika. W moim przekonaniu to właśnie ta błyskawiczna reakcja na impulsy czyni dźwięk Heresy III tak wciągającym. Nie musimy się nawet wysilać, a i tak dotrze do nas wszystko, co powinniśmy wiedzieć o danym nagraniu. Ale bez nieprzyjemnego jazgotania czy wyciągania brudów na siłę.

Domyślam się, że niektórzy będą w tym momencie nieco skołowani. To jak w końcu grają te kolumny? Najpierw gość pisze, że spójnie, płynnie, a nawet trochę ciepło. Potem twierdzi, że szybko i bezpośrednio. A do tego z dużą, może trochę dziwną, ale wciągającą i koncertową przestrzenią... No co ja mogę powiedzieć, dokładnie tak jest! Wiem, że niektóre atrybuty tak opisywanego dźwięku mogą wydawać się sprzeczne, ale Klipsch znalazł jakiś magiczny sposób aby wszystko to ze sobą połączyć. A teraz najlepsze. Efekt końcowy wcale nie jest nienaturalny czy wręcz karykaturalny. Przeciwnie - odbieramy to brzmienie jako wyjątkowo przyjemne i fizjologiczne. Ja w każdym razie wciągnąłem się w nie wyjątkowo szybko. Ten dźwięk po prostu mi wchodził. Z jednej strony można w nim znaleźć mnóstwo ciekawych elementów, ale z drugiej, jak mawia Max Kolonko, wszystko to się dodaje. Wcale nie mamy wrażenia jakby ktoś wziął wysokie tony ze starych Altusów, średnicę ze Spendorów, przestrzeń z Audiovectorów, a dynamikę z Paradigmów. Szczerze? Gdyby to był ślepy odsłuch, miałbym bardzo duży problem z odgadnięciem szczegółów budowy tych kolumn i ich ceny. Z tą ostatnią byłoby łatwo, bo prawdopodobnie strzeliłbym za wysoko. Natomiast jeśli chodzi o konstrukcję, prawdopodobnie powiedziałbym, że mam przed sobą jakieś bardzo dobrze zrobione szerokopasmowce, może z dodatkowym głośnikiem basowym.

No właśnie, pomówmy chwilę o niskich tonach. Te akurat najbardziej przypominały to, co sobie wyobrażałem patrząc na duże woofery w zamkniętych skrzyniach. Mamy do czynienia z rzadkim połączeniem głębi i kontroli, przy czym ważniejsza dla konstruktorów musiała być szybkość i umiejętność bezwzględnego trzymania się rytmu muzyki. Jak to w zamkniętych obudowach, buczący bas czy lejące się po podłodze pomruki możemy sobie raczej wykreślić z repertuaru, natomiast głębia jest, co moim zdaniem bierze się z zastosowania przetworników o tak dużej średnicy. Ogólnie niskie tony są jednak o pół kroku cofnięte względem średnicy, co dla wytrawnych audiofilów będzie dużą zaletą amerykańskich zestawów, ale przez niektórych słuchaczy może zostać odczytane jako brak subwooferowego zejścia, do którego są przyzwyczajeni i którego od kolumn za te pieniądze oczekują. Moja ocena? Podczas odsłuchów nigdy nie brakowało mi basu, a przynajmniej nie na tyle, żebym z tego powodu narzekał. Szybkość reakcji tego zakresu jest fenomenalna. Do tego dochodzi gęsta, przyjemna barwa i odświeżający brak różnego rodzaju podbić czy innych nienaturalnych efektów. W dzisiejszych czasach coraz rzadziej słyszy się taki bas. Dominują przecież kolumny wentylowane, a jeżeli producenci coś kombinują, to coraz częściej idą w kierunku membran biernych czy innych rozwiązań nakierowanych na uzyskanie większej potęgi kosztem szybkości. Dlatego powoli zapominamy jak może się zachowywać bas bez ciągnącego się za nim ogona. Szybkość i kontrolę, którą dają Heresy III najprędzej powtórzycie w dobrych słuchawkach. Ale fakt, nie obraziłbym się gdyby niskich tonów było trochę więcej. Nawet gdyby delikatnie odbiło się to na spójności. Dobra wiadomość jest taka, że dołek nie jest duży. Nie mamy wrażenia jakbyśmy słyszeli połowę basu, który powinien gdzieś tam być. Jest go po prostu odrobinę mniej niż w kolumnach, które uznalibyśmy za idealnie liniowe. Jeżeli będziecie chcieli wydobyć z tych zestawów więcej, wystarczy rozejrzeć się za wzmacniaczem, który dokładnie tyle samo basu od siebie doda. W razie potrzeby można wspomóc się kablami. Spróbowałem i wiem, że nie jest to trudne. Plus jest taki, że nawet ze wzmacniaczem dającym trochę więcej niskich tonów, Heresy III nie powinny wpadać w buczenie ani utracić swojej genialnej szybkości.

Skoro już mówimy o sprzęcie towarzyszącym, pozwolę sobie krótko opisać swoje przygody z Klipschami. Odsłuchy zacząłem od lampowej integry Unison Research Triode 25, którą dobrze znam i która ma na pokładzie bardzo dobry przetwornik. W trybie triodowym włoski piecyk dogadał się z kolumnami niemal idealnie, wydobywając z nich to, co najlepsze. Można było ponarzekać co najwyżej na lekko wycofany bas, ale barwa, przejrzystość, przestrzeń i ogólny realizm brzmienia pozwalały szybko zapomnieć o tej niewielkiej odchyłce. Inna sprawa, że Heresy III tak naprawdę zapuszczały się tam, gdzie powinny, ale bez robienia takiego hałasu. Co ciekawe, równolegle z amerykańskimi kolumnami otrzymaliśmy do testu wzmacniacz Synthesis Roma 96DC+, który tak naprawdę jest bardzo podobny do Unisona. Wysoki, głęboki i stosunkowo wąski, włoski, piękny, oferujący 25 W z dwóch lamp EL34 pracujących w układzie push-pull w każdym kanale, wyposażony w przetwornik i stalowe elementy dekoracyjne, które pięknie odbijają żar szklanych baniek. Synthesis pokazał jednak trochę inne oblicze lampy. Zagrał nieco potężniejszym i jednocześnie łagodniejszym dźwiękiem. Heresy III dostały od niego więcej basu, a jeśli ubyło trochę szybkości i rozdzielczości, dokładnie tyle samo przybyło w sferze głębi i muzykalności. Gdyby jednak udało mi się znaleźć wzmacniacz będący połączeniem wszystkich zalet Unisona z basem Synthesisa, do tych kolumn byłaby to opcja idealna. Na koniec do obu wzmacniaczy podłączyłem jeszcze najnowszego Chorda Hugo 2, co znów podniosło poprzeczkę i pozwoliło mi nacieszyć się dźwiękiem amerykańskich głośników. Później przyszedł mi jednak do głowy pewien pomysł. A co ze wzmacniaczami tranzystorowymi? Niestety nie wiem. Tak zasłuchałem się w połączeniu Heresy III z lampami, że po paru dniach odebrałem maila od dystrybutora z prośbą przygotowania kolumn do zwrotu. Domyślam się jednak, że tranzystor nie jest takim dobrym pomysłem. Możliwe, że w połączeniu z takim piecykiem brzmienie stałoby się kwadratowe i mało wciągające. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z kolumnami zaprojektowanymi w czasach, gdy wzmacniacze tranzystorowe były praktycznie nieznane w domowym sprzęcie audio. Nie wykluczone jednak, że uda się znaleźć takie, które z Klipschami zagrają równie dobrze albo nawet lepiej. Przecież nikt nie będzie specjalnie wygrzebywał wzmacniaczy z tamtego okresu. Osobiście strzelałbym jednak w coś z odrobiną ciepła w zakresie średnich i wysokich tonów, bo nawet dziś na swojej stronie internetowej producent prezentuje te zestawy w towarzystwie lampiaka i gramofonu. Jedno jest pewne - zarówno szukanie odpowiedniego sprzętu towarzyszącego, jak i samo słuchanie Heresy III dostarczy Wam mnóstwo przyjemności. Naprawdę żałuję, że nie mogłem przetrzymać ich dłużej.

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition

Budowa i parametry

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition to trójdrożne zestawy wolnostojące w obudowie zamkniętej. Oryginalne kolumny po raz pierwszy ujrzały światło dzienne w 1957 roku. Zostały zaprojektowane jako kompaktowy odpowiednik tubowych głośników Klipschorn. W roku 1985 projekt został lekko odświeżony i wprowadzony do sprzedaży jako Heresy II. Dzisiejsza, trzecia odsłona amerykańskich zestawów została wyposażona w mocniejszy głośnik niskotonowy, podwójne terminale oraz tytanową membranę głośnika wysokotonowego, korzystającą z większego magnesu. Membrana przetwornika średniotonowego została wykonana z tytanu. Opisywana, limitowana wersja z dopiskiem 70th Anniversary Edition nie różni się od podstawowego modelu Heresy III pod względem zastosowanych rozwiązań technicznych ani parametrów. W każdej z kolumn pracuje więc wysokotonowy głośnik K-107-TI o średnicy 2,54 cm i podobny przetwornik średniotonowy K-53-TI o średnicy 4,45 cm. Oba mają membrany wykonane z tytanu i spore tuby zapewniające wysoką skuteczność. Niskie tony odtwarza natomiast klasyczny głośnik K-28-E o średnicy 30,48 cm, którego membranę wykonano z włókna kompozytowego. Częstotliwości podziału zwrotnicy ustalono na 850 i 5000 Hz. Parametry modelu Heresy III robią wrażenie. Skuteczność podawana przez producenta to aż 99 dB, co przy impedancji nominalnej 8 Ω sprawia, że amerykańskie kolumny napędzi dosłownie każdy wzmacniacz, w tym większość audiofilskich lampowców o bardzo ograniczonej mocy wyjściowej. Pasmo przenoszenia zawiera się w przedziale 58 Hz - 20 kHz, co również jest świetnym wynikiem jak na kolumny w obudowach zamkniętych. Jubilauszowa wersja 70th Anniversary Edition różni się od tej regularnej przede wszystkim wykończeniem. Dostajemy tu naturalną okleinę w kolorze orzecha australijskiego, w dodatku idealnie dopasowaną, bo kolumny są produkowane parami tak, aby rysunki drewna na lewej i prawej skrzynce były swoimi lustrzanymi odbiciami. Od zwykłych Heresy III, wersję limitowaną można odróżnić również po cokołach, które w tym przypadku są czarne. Specjalnie ścięte nóżki mają za zadanie pochylić kolumny do tyłu, co jest pożądane z uwagi na ich niewielką wysokość. Właśnie w takiej "niskopodłogowej" konfiguracji Klipsche są prezentowane na wystawach i zdjęciach zamieszczonych na stronie producenta. Ponieważ jednak cokoły są przykręcone do skrzynek długimi wkrętami, nie jest wykluczone, że dobrą opcją byłoby także pozbycie się ich i ustawienie Heresy III na solidnych, szerokich i niewysokich stendach. Warto zadbać o stabilność takiej konstrukcji, bo każda z paczek waży okrągłe 20 kg. Jak przystało na specjalną edycję, kolumny są również oznaczane specjalnymi naklejkami i tabliczkami. Znajdziemy na nich podpis osoby, która wykonała daną parę oraz drugi podpis, tym razem pracownika odpowiedzialnego za końcowe testy.

Konfiguracja

Marantz HD-DAC1, Chord Hugo 2, Unison Research Triode 25, Synthesis Roma 96DC+, Cardas Parsec, Enerr Tablette 6S, Equilibrium Tune 33 Light, Solid Tech Radius Duo 3.

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition

Werdykt

Moje spotkanie z Klipschami Heresy III 70th Anniversary Edition było stosunkowo krótkie, ale bardzo intensywne. Do czego można je porównać? Chyba tylko do niektórych zestawów zbudowanych w oparciu o podobną koncepcję, jak chociażby JBL 4429, a także innych potężnych monitorów i vintage'owych głośników, z których do dzisiejszych czasów w dobrym stanie nie przetrwało zbyt wiele. Sęk w tym, że Heresy III nie należą tak naprawdę do żadnej z tych kategorii. Nie jest to typowy vintage, bo kolumny są zupełnie nowe, a ich konstrukcja została poddana modyfikacjom, więc nie jest to już dokładna kopia zestawów z 1957 roku. Klipsche nie są nawet monitorami, lecz bardzo nietypowymi podłogówkami. Do tego dochodzą niecodzienne głośniki, wyczynowe parametry i brzmienie, które - wbrew pozorom - bardzo szybko daje się polubić. Ten dźwięk jest bardzo efektowny, ale też naturalny i łatwo przyswajalny. Absolutnie nie mamy do czynienia z jakąś wykrzywioną wizją dźwięku, którą zaakceptuje tylko garstka słuchaczy. Heresy III mogą pogonić kocura wielu nowoczesnym kolumnom, a jeśli dodacie do nich dobry wzmacniacz lampowy z mocnym basem i urzekającą średnicą, wejdziecie w świat prawdziwej magii. Nie będę owijał w bawełnę - amerykańskie zestawy mnie oczarowały. W tym momencie nie mam w domu miejsca na trzecią parę kolumn, ale coś mi się wydaje, że pewnego dnia jeszcze sobie o nich przypomnę. Skoro Klipsch produkuje je już sześćdziesiąt lat, to może jeszcze trochę poczeka. Wszystkim poszukiwaczom oryginalnego sprzętu audio serdecznie polecam wybrać się na odsłuch, bo Heresy III to absolutnie jedne z najciekawszych kolumn, jakie można kupić za dziesięć tysięcy złotych. No bullshit!

Klipsch Heresy III 70th Anniversary Edition

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podłogowe, trójdrożne, zamknięte
Efektywność: 99 dB
Impedancja: 8 Ω
Pasmo przenoszenia: 58 Hz - 20 kHz
Częstotliwości podziału: 850 Hz, 5000 Hz
Zalecana moc wzmacniacza: max 100 W
Wymiary (W/S/G): 60,5/39,4/33,7 cm
Masa: 20 kg (sztuka)
Cena: 14000 zł (wersja testowana), 10000 zł (wersja regularna)

Sprzęt do testu dostarczyła firma EIC.

Zdjęcia: Klipsch, Małgorzata Karasińska, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga3Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy8

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy5

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery dolne

Wyszukiwarka

Nowe testy

Poprzedni Następny
iFi Audio iGalvanic 3.0

iFi Audio iGalvanic 3.0

Rozwój segmentu audiofilskich przetworników zaczyna wyraźnie odbijać się na innych rodzajach urządzeń audio. Streamery i urządzenia zbudowane w celu podpięcia klasycznego zestawu stereo do systemu multiroom muszą mieć nie tylko...

NAD C368

NAD C368

Długo zastanawiałem się jak przybliżyć NAD-a osobom, które być może widzą sprzęt tej marki po raz pierwszy, ale nie wymyśliłem żadnego dobrego wstępu. Jeśli nie wiecie co to za firma,...

DIMD PP10 Stereo

DIMD PP10 Stereo

Pewnego dnia, siedząc w poczekalni i wertując z nudów prasę, trafiłem na bardzo interesujący wywiad z kobietą, która przedstawiała się jako analityczka trendów. W normalnych warunkach raczej nie zwróciłbym uwagi...

Bannery boczne

Komentarze

mirek
Czy do ceny producenta trzeba doliczyć cło w przypadku ściągnięcia tego subwoofera?
Marcin
Na samym wstępie należałoby napisać, że typowy komputer sam w sobie nie jest dobrym urządzeniem dla transportu sygnału audio (zasilanie impulsowe, zakłócenia od...
alan
Najprostsza konstrukcja jaka może być, jedna kostka przetwornika, wolałbym by to było na Burr Brown. Jeden transformator, nie wiadomo jak zrealizowano zasilanie...

Płyty

Newsy

RHA MA390 i S500 Universal

RHA MA390 i S500 Universal

Do sprzedaży na terenie Polski wchodzą właśnie dwa nowe modele słuchawek RHA uniwersalnych. MA390 Universal i S500 Universal wykorzystują szereg...

Nowości ze świata

  • British high-performance audio specialist, Chord Electronics, has introduced a high-quality protective leather case for its new Hugo 2. Designed to complement Chord Electronics' award-winning transportable DAC/headphone amplifier, the new Hugo 2 protective leather case offers reliable protection from everyday knocks...

  • We live in strange times when people often throw away old stuff to buy something new, not always better. Everything gets replaced faster and faster, sometimes just for the sake of making small changes in our lives. Not surprisingly, some...

  • It is very difficult, even daunting, to update a classic. An overly ambitious and inexperienced designer, in his zeal to advance the product with the "latest and greatest technology" can inadvertently sacrifice the very qualities at the heart of the...

Prezentacje

Najeźdźca z północy - Hegel

Najeźdźca z północy - Hegel

Wydawałoby się, że w bardzo gęstej branży audio kompletnie nie ma już miejsca dla nowych graczy. Że wszystkie stołki obsadzone są sztywno, bez szans na zmiany. A jednak od czasu do czasu pojawiają się firmy, które potrafią zaintrygować i porwać audiofilów, odbierając klientów starym wyjadaczom. Jednym z producentów, który wkroczył...

Ostatnie aktywności

  • Trochę pod wpływem recenzji redakcji Stereolife, a trochę w poszukiwaniu wysoko skutecznych kolumn do wzmacniaczy lampowych, ściągnęliśmy Klipsch Heresy III Anniversary w przepięknym fornirze Indian Rosewood. Pomijając walory wizualne, kolumienki czarują brzmieniem, wywołując niesamowitą radochę słuchacza. Kolega Rafał odleciał zupełnie i po testach w domu stwierdził, że już nic innego nie chce. Trzeba dodać, że grały u niego ze wzmacniaczem lampowym DIY, na lampach 2A3 - 2x2,5W na kanał. Zapraszamy na odsłuchy. http://www.premiumsound.pl/klipsch-heresy-iii.html
  • Konradpalac1984
    Konradpalac1984 właśnie zarejestrował/a się na stronie
  • Pjiterek
    Pjiterek właśnie zarejestrował/a się na stronie

Poradniki

Jak złożyć system stereo w siedmiu prostych krokach

Jak złożyć system stereo w siedmiu prostych krokach

Na łamach naszego portalu publikowaliśmy już poradniki dotyczące rzeczy dość podstawowych, jak i tych bardziej skomplikowanych. Doradzaliśmy jak wybierać słuchawki,...

Dyskografie

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

Dziś już nie powstanie taki zespół jak Jethro Tull. Dlaczego? Bo czasy już nie te. Czasy, które z miejsca spłaszczają...

Galerie

15 premier wystawy IFA 2017

15 premier wystawy IFA 2017

Wakacje oficjalnie dobiegły końca, a u naszych zachodnich sąsiadów zakończyła się jedna z największych wystaw elektroniki użytkowej. IFA to prawdziwe...

Wywiady

Siegfried Amft - T+A

Siegfried Amft - T+A

[English version] Mówi się, że w skomplikowanym i specyficznym świecie sprzętu audio liczą się nie tylko marki i produkty, ale...

Popularne artykuły

Vintage

Sony WM-GX788

Sony WM-GX788

Do tej pory w dziale Vintage jeszcze nie pojawił się tekst mówiący o urządzeniu kończącym pewną erę. Pisaliśmy o pierwszym...

Partnerzy StereoLife

Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Subiektywny Dziennik Muzyczny
Blog prowadzony przez Rafała Garszczyńskiego - redaktora miesięcznika JazzPRESS i RadioJAZZ, którego recenzje pojawiają się również w naszym portalu. Ogromna ilość płyt jazzowych, a podobno to wcale nie wszystko, może jakiś ułamek tego, co Rafałowi udało się przesłuchać i opisać. Biblia jazzu!
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza - bank informacji o nowościach muzycznych, okraszonych opisami, ciekawostkami i próbami ocenienia jakości. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.

Słownik

Poprzedni Następny

Bi-wiring

Sposób połączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem z użyciem dwóch kompletów kabli zamiast jednego. W niektórych kolumnach producenci stosują podwójne gniazda, które najczęściej fabrycznie połączone są zworkami. Po ich usunięciu, dolne...

Ta strona używa plików cookies. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej dowiesz się tutaj.