Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Tsakiridis Aeolos Plus

Tsakiridis Aeolos Plus

Mimo, że Tsakiridis ma dokładnie trzydzieści lat doświadczenia w branży audio, nigdy wcześniej nie słyszałem o tej firmie. To jest, aż do momentu otrzymania wzmacniacza o wdzięcznej nazwie Aeolos. Zupełnie nie wiedziałem czego mogę się po nim spodziewać, więc zacząłem test od dziennikarskiego śledztwa. Przejrzałem różne strony na których wyszukiwarka znalazła produkty Tsakiridisa, ale poza ich krótkimi opisami i danymi technicznymi nie znalazłem zbyt wiele. Dokładnych informacji dotyczącej samej firmy próżno szukać nawet na jej oficjalnej stronie internetowej - znajdziemy tam tylko garść informacji opakowanych w standardowe formułki. W końcu jednak udało mi się czegoś dowiedzieć, chociaż łatwo nie było. Firma została założona 1987 roku w Grecji jako rodzinny biznes, w którym swoje miejsce znaleźli dwaj bracia wraz z głową rodziny. Jak sami piszą, spędzili wiele lat tworząc urządzenia audio - najpierw dla siebie i swoich przyjaciół, a z czasem również dla nowych klientów, którzy usłyszeli o ciekawych produktach tworzonych przez pasjonatów. Założyciele Tsakiridisa od początku starali się znaleźć dźwięk, który pozwoli czerpać prawdziwą przyjemność ze słuchania muzyki, ale bez konieczności wydawania setek tysięcy dolarów. A jak wiadomo, audiofile są w stanie i takie kwoty przeznaczyć na hi-endowy sprzęt. Wszystko to brzmi zachęcająco, ale czy mała, rodzinna firma rzeczywiście ma szansę sprostać temu zadaniu?

Odważny pomysł to nie wszystko, ale pomysł przecież nie narodził się przypadkowo, a założyciele Tsakiridisa nie podeszli do swego przedsięwzięcia bez żadnego przygotowania. Pierwszy z braci posiadł teoretyczne podstawy elektroniki w Athens Technical College, drugi zdobył praktyczne doświadczenie w telekomunikacji pracując w greckiej armii, a ich ojciec okazał się być wszechstronnie utalentowany. Był elektrykiem, cieślą, hydraulikiem, budowlańcem, a przede wszystkim człowiekiem, który dodawał synom otuchy, gdy zaczynali tworzyć sprzęt dla wymagających odbiorców. Ich pierwotnym założeniem było stworzenie urządzeń najwyższej jakości za jak najniższą cenę. Jak widać, wciąż trzymają się tego planu, choć pewnie mogliby już myśleć o systematycznym podnoszeniu cen do poziomu wyznaczonego przez utytułowaną konkurencję. Wszystkie modele produkowane są w Grecji, a konstruktorzy zapewniają o stosowaniu najwyższej jakości komponentów. Dziś w katalogu znajdziemy kilka serii urządzeń pod postacią wzmacniaczy zintegrowanych Aeolos, Aeolos Ultra i Theseus, przedwzmacniaczy Alexander, Thalia, Zeus, Dionysos i Sofia, końcówek mocy Electra, Apollon, Artemis, Orpheus i Achilles oraz kondycjonerów sieciowych Athina, Super Athina i Hercules. Wszystkie nazwy to oczywiście imiona bohaterów greckiej mitologii. Opisywany dziś Aeolos to mityczny władca wiatrów oraz wyspy Eolii. Dzięki jego przychylności, Odyseusz uzyskał bezpieczną morską podróż - wichry, które mogłyby ją utrudniać, dostał zamknięte w worku. A my cóż takiego znajdziemy w naszym tajemniczym pakunku?

Tsakiridis Aeolos Plus

Wygląd i funkcjonalność

Zacznijmy od tego, że Aeolos występuje w trzech wersjach różniących się głównie rodzajem zastosowanych lamp mocy. W podstawowym modelu mamy EL34 z których wydobyto 35 W na kanał, Aeolos Plus otrzymał lampy 6550 dające 10 W więcej, a najdroższy Aeolos Ultra wykorzystuje KT150 oferujące już 70 W na kanał. O ile jednak dwie pierwsze wersje zostały wycenione całkiem rozsądnie - odpowiednio 6600 i 7700 zł - to z Aeolosem Ultra producent już trochę poszalał. 11200 zł to prawie dwa razy tyle, ile trzeba zapłacić za model bazowy. Ale cóż, lampy KT150 nie są tanie, a z drugiej strony jedenaście tysięcy z groszami to kwota za którą wielu producentów jest w stanie zaoferować co najwyżej wzmacniacz słuchawkowy lub phono stage. Do naszego testu trafił środkowy model z lampami 6550. Prawdopodobnie to właśnie on charakteryzuje się najlepszym stosunkiem jakości do ceny.

Aeolos Plus przybył do mnie w standardowym, kartonowym opakowaniu. Po jego otwarciu moim oczom ukazał się aksamitny worek z wyhaftowanym żółtym logiem firmy. Od razu zacząłem się zastanawiać czy aby nie znajdę w nim wichrów zapakowanych dla Odyseusza. Ładny, miękki worek wspaniale prezentuje się na tle zwykłej folii bąbelkowej, w jaką zwykle pakowane są tego typu urządzenia. Minus jest taki, że folię zawsze możemy potargać, rozerwać i wyrzucić, a tu trzeba się uzbroić w cierpliwość ponieważ wzmacniacz swoje waży, a zarówno z przodu, jak i z tyłu ma delikatne, wystające elementy, jak chociażby pokrętła i terminale głośnikowe. Głupotą byłoby oparcie na nich tak ciężkiego wzmacniacza tylko po to, aby wydobyć go z worka. Trzeba więc trochę pogłówkować, a najlepiej przygotować sobie wcześniej odpowiednie miejsce i asekuracyjnie poprosić kogoś o pomoc.

Po całej zabawie ukazuje nam się zwarta bryła w postaci prostokątnej kostki. Chciałoby się napisać - olbrzymia, wielka, prostokątna kostka. Podzielona jest na dwie mniejsze. Patrząc z góry zobaczymy tu obudowę transformatorów i równie dużą, a nawet ciut wyższą pokrywę lamp. No i tutaj zagadka, bo miały być lampy, a całość jest tak szczelnie zabudowana, że prawie ich nie widać. Jak ściągnąć pokrywę lamp? Po bokach widać śruby, ale otwory są za małe aby można było wsadzić w nie krzyżak. Może ktoś dysponuje takimi specjalnymi narzędziami, ale nie tędy droga. W górnej części metalowej osłony wykonano szereg otworów wentylacyjnych oraz cztery okrągłe dziurki. No to mamy już jakiś trop - potrzebny jest długi i odpowiednio cienki śrubokręt. Ponieważ nie mam takiego, pozostało mi udać się do pobliskiego marketu budowlanego w celu nabycia odpowiedniego narzędzia. Wracając do domu zastanawiałem się czy grecki wzmacniacz jeszcze czymś mnie zaskoczy... Większość producentów wzmacniaczy lampowych stosuje osłony, które można zdjąć bez żadnego problemu. Czasami wychodzą same, ewentualnie potrzebny jest do tego standardowy śrubokręt lub mały kluczyk. Skoro konstruktorzy Tsakiridisa zdecydowali się na system wymagający użycia specjalnego, długiego wkrętaka, mogli po prostu dorzucić takowy do zestawu, oszczędzając klientom kłopotów. Może wyszli z założenia, że wzmacniacz lampowy to bardzo skomplikowany sprzęt w którym powinien grzebać się tylko wykwalifikowany pracownik serwisu? Nawet jeśli tak, to przecież wielu audiofilów od razu zdejmuje pokrywę aby cieszyć się nie tylko dźwiękiem, ale też przyjemnym światłem i żarem szklanych baniek. No nic - grunt, że się udało.

Z nowym śrubokrętem odkręcanie poszło już szybko i sprawnie, a moim oczom ukazały się ustawione w jednym rzędzie lampy mocy 6550 oraz cztery podwójne triody 12AT7 chętnie stosowane przez wiele firm w sekcji przedwzmacniacza. Pomiędzy nimi w każdym kanale zainstalowano przełączniki do zmiany trybu pracy z triody na pentodę lub odwrotnie. Obok znajdują się, również osobno na każdy kanał, przełączniki służące do wyboru wzmocnienia - możemy ustawić niski lub normalny poziom. O ile tryb triodowy i pentodowy jest dla mnie oczywisty, o tyle funkcja feedbacku trochę mnie zaintrygowała. Na jej temat dowiedziałem się tyle, że najlepiej jest poeksperymentować i sprawdzić jak system gra na jednym ustawieniu, a jak na drugim. Nie ma jednak co oczekiwać jakichś niezwykłych zmian - przełączniki można potraktować bardziej jako dodatek pozwalający odrobinę podciągnąć brzmienie pod nasz gust. Z pozostałych atrakcji mamy jeszcze umieszczone na górze wloty, które umożliwiają nam ustawienie prądu spoczynkowego lamp mocy. Operacja jest całkiem prosta, bo pod lampami 12AT7 umieszczono podświetlane wskaźniki wychyłowe, oczywiście również osobne dla każdego kanału. Wszystko to bardzo przypomina inny testowany przez nas wzmacniacz - Unison Research Triode 25. Tam również użytkownik ma do dyspozycji przełączniki trybu pracy i wzmocnienia, a regulacja biasu odbywa się prawie tak samo. Z tą różnicą, że włoska integra ma jedno okienko z "wycieraczką", które osobnym hebelkiem przypisujemy do lewego lub prawego kanału.

Jeśli chodzi o funkcjonalność, Tsakiridis wypada całkiem nieźle. Z przodu umieszczono duży przycisk włączający zasilanie, okienko sensora podczerwieni, przycisk umożliwiający wybór źródła, duży potencjometr i cztery diody informujące o aktywnym w danym momencie wejściu. Z tyłu idąc od prawej mamy gniazdo zasilające IEC, pojedyncze terminale głośnikowe, a następnie rząd pięciu wejść analogowych w standardzie RCA. Kwestię dopasowania kolumn mamy poniekąd z głowy ponieważ wzmacniacz sam się do nich dostosuje. Możemy eksperymentować z dowolnymi zestawami, których impedancja zawiera się w przedziale 4-8 Ω. Cała bryła wzmacniacza jest wykonana z grubej blachy, oprócz frontu, który tworzy płyta z aluminium. Całość utrzymano w kolorystyce czerni i szarości. Wzmacniacz z założoną osłoną na lampy przypomina trochę ekskluzywną wersję stabilizatora napięciowego, jakiego używało się w "komunie" do telewizorów produkcji ZSRR. Natomiast gdy pozbędziemy się owej osłony, wzmacniacz nabiera niebywale efektownego wyglądu. Szkoda, że producent nie postarał się w kwestii pilota. Zdalne sterowanie na szczęście jest, ale jeśli liczyliście na jakiś metalowy gadżet w stylu Audio Analogue'a albo drewnianą łódeczkę a'la Unison Research, musicie zejść na ziemię. Tutaj dostajemy zwykły, uniwersalny pilot. Grecy nie pokusili się nawet o naniesienie na sterownik swojego loga i zapakowanie go w osobny worek. Pilot jest zapakowany w standardowe, plastikowe pudełko, a sam wygląda jak te potworki dodawane do tanich telewizorów. Pozwoliłem sobie go nawet nie otwierać. Jak patrzę na takie cudo, to chyba wolę już podejść do wzmacniacza i pokręcić gałką.

Tsakiridis Aeolos Plus

Brzmienie

Aeolos Plus ma możliwość grania w trybie triodowym i pentodowym, więc na "dzień dobry" postanowiłem odpalić go w tym pierwszym. Oj... Pierwsze, co mnie uderzyło, to ogromna przestrzeń otaczająca słuchacza z każdej strony. No i już po pierwszych dźwiękach grecki wzmacniacz mnie wciągnął. Wraz z rosnącą temperaturą lamp, z minuty na minutę było coraz lepiej. Z każdym wydobywającym się dźwiękiem mogłem czerpać jeszcze więcej przyjemności z tego, co wydobywał z siebie ten wzmacniacz. Mijały godziny, a ja zamiast robić notatki, przesłuchiwałem płytę za płytą i w ogóle nie mogłem się ogarnąć. Teoretycznie powinienem włączyć sobie tryb krytycznego odsłuchu i zapisywać swoje obserwacje, ale jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi co innego. Daj spokój, zrelaksuj się. Kiedy ostatnio słyszałeś coś grającego w tak urzekający sposób? No i dokładnie w ten sposób upłynął mi pierwszy dzień z Aeolosem. Nazajutrz postanowiłem więc, że kolejny raz się nie dam. Wezmę się w garść, usiądę i przeanalizuję brzmienie greckiego wzmacniacza z góry na dół, wzdłuż i wszerz. Jak się pewnie domyślacie, tego dnia też poległem... Trzeciego dnia postanowiłem więc nie włączać Tsakiridisa, aby przynajmniej nie stracić kolejnego wieczora na bezproduktywne słuchanie ulubionej muzyki godzinami bez jakichkolwiek "wyników". Ale tutaj znów odezwał się w mojej głowie ten tajemniczy głos. Hej, stary, to tylko wzmacniacz, włącz go... Mniej więcej po trzech tygodniach otrzymałem telefon z redakcji - jak tam idzie mi test i czy już skończyłem. I co ja mogłem powiedzieć? Że właśnie kończę? No to już nie ma żartów, trzeba brać się do roboty, choć niektórzy pewnie już z tej krótkiej historii wyciągnęli sobie właściwe wnioski.

Co mi wyszło z odsłuchów Aeolosa? Przede wszystkim to, że włączając ten "szatański" wzmacniacz, trzeba zarezerwować sobie dużo czasu. Kolejna ważna sprawa to odpowiednio duży pokój odsłuchowy i wygodny fotel. Pierwszy pozwoli greckiemu lampiakowi wypełnić każdy zakamarek dźwiękiem, otulić nim słuchacza z każdej strony. Drugi natomiast sprawi, że po kilku godzinach chłonięcia muzyki nie będą nas bolały nogi i plecy, a przede wszystkim to, co znajduje się pośrodku. Jeśli spełnicie te dwa warunki i oczywiście zadbacie również o przyzwoity sprzęt towarzyszący, możecie przygotować się na wyjątkowo przyjemną i bezpieczną podróż w nieznane dotąd rejony ulubionych nagrań. I to mogłaby być najkrótsza recenzja, jaką w życiu napisałem. Tak prosta, a tak wiele mówiąca. Domyślam się jednak, że to nie przejdzie, więc postaram się wymyślić coś jeszcze abyście nie dostali mentalnego rozwolnienia jak to po raz setny redaktor Stobiecki będzie zachwalał piękne brzmienie greckiego wzmacniacza, o którym pewnie nigdy nie słyszeliście. Z drugiej strony mogę pisać o perlistej średnicy korespondującej z niskim podzakresem makrodynamiki, ale czy tego naprawdę oczekujecie?

Podejdźmy do tematu trochę inaczej. Jeśli faktycznie chcecie odbyć długą, muzyczną podróż, to Aeolosa należy słuchać w trybie triodowym. Polecam do tego celu grupę Portico Quartet i jej album o zaskakującej nazwie "Portico Quartet". Dla bardziej odlatujących - "Heart of the Shamans" Liquid Bloom. Tryb pentodowy przyda się natomiast kiedy będziecie chcieli dostać energetycznego kopa. Można go włączyć podczas imprezy, ale nie tylko, bo nagle możecie odkryć, że sam na sam z muzyką również potraficie się wspaniale bawić, na przykład przy dźwiękach "Legion" Junkie XL lub "I See You Baby (Fatboy Slim Remix)" Groove Armady. Przy dźwiękach "Sabotage" Beastie Boys trzeba odłożyć pilot w bezpieczne miejsce aby mieć kontrolę nad swoim kciukiem. Ten mimowolnie będzie chciał zwiększać poziom głośności, a w pewnym momencie kolumny mogą przy takiej zabawie skapitulować. Osobiście skoncentrowałem się na odsłuchu w trybie triodowym, co nie oznacza, że z trybem pentodowym jest coś nie tak. Aeolos Plus jako trioda gra po prostu bardziej wciągająco, jest bardziej urokliwy i autentycznie żałuję, że nie mogłem testować go dłużej. No ale tutaj rodzi się pytanie - dłużej czyli ile? W takiej sytuacji pewnie nie skończyłbym tego testu co najmniej przez kilka miesięcy.

Wszelkie porównania z posiadanym przeze mnie sprzętem są bez sensu, bo Aeolos Plus gra po swojemu, z bardzo mocno zaznaczonym charakterem, którego do tej pory we wzmacniaczach lampowych z tej półki nie słyszałem. Jeśli miałbym go z czymś porównać, to przychodzi mi na myśl jedynie T+A V10. Znawcy tematu pewnie od razu załapią, że są to urządzenia z zupełnie różnych przedziałów cenowych. Aeolos Plus kosztuje 7700 zł, a V10 przed zakończeniem produkcji był wyceniany na 43000 zł. Oczywiście nie chodzi mi więc o to, że jest to ta sama klasa brzmienia ani też o to, że Tsakiridis gra podobnie. Nie w tym rzecz. On po prostu ma tak samo niepowtarzalny charakter. Opisywanie niskich i wysokich tonów jest w tej sytuacji pozbawione sensu, bo cóż ja miałbym napisać? Że oba te zakresy wypadają w tej cenie wzorowo? Tutaj należy się raczej skupić na wszystkim, co przekłada się na własny, charakterystyczny sznyt greckiego wzmacniacza. Ale do tego przydałby się raczej jakiś poeta.

Tsakiridis Aeolos Plus

Budowa i parametry

Tsakiridis Aeolos Plus to wzmacniacz lampowy oferujący możliwość pracy w trybie triodowym i pentodowym. Obudowę wykonano z grubej blachy stalowej, przy czym podstawa jest lakierowana na czarno, a pokrywy transformatorów i lamp oraz przednia ścianka otrzymały srebrne, chropowate wykończenie. Konstruktorzy zastosowali łącznie osiem lamp - cztery 12AT7 oraz cztery 6550 pracujące w stopniu mocy. W modelu bazowym pracują EL34, a droższa wersja obsadzana jest lampami KT120. Aeolos Plus dostarcza moc 45 W na kanał w klasie AB1 przy lampach pracujących w układzie push-pull. Wewnątrz zastosowano między innymi wysokiej jakości selektor źródeł oraz potencjometr ALPS-a. W sekcji zasilacza znajdziemy chociażby kondensatory United Chemi-Con, a w torze sygnałowym zastosowano wysokiej jakości kondensatory polipropylenowe oraz metalizowane rezystory foliowe z tolerancją 1%. Lampy osadzono na porządnych, porcelanowych podstawkach. Zamiast plątaniny kabli, producent zastosował dwustronną płytkę drukowaną z oddzielnymi ścieżkami zasilającymi i sygnałowymi. Jeśli chodzi o parametry takie, jak chociażby zniekształcenia, stosunek sygnału do szumu czy pasmo przenoszenia, producent jest wyjątkowo oszczędny. Na oficjalnej stronie firmy znajdziemy tylko rodzaj zastosowanych lamp i moc wyjściową. Na szczęście dane te znalazły się w instrukcji obsługi wzmacniacza. Czyżby producent doszedł do wniosku, że takie informacje nie mają znaczenia w momencie podejmowania decyzji o zakupie? Hmm, może nawet miał trochę racji, ale umieszczanie dokładnych danych technicznych - włącznie z wymiarami - dopiero w instrukcji obsługi jest trochę dziwne.

Konfiguracja

T+A MP 1000 E, Audiovector SR3 Super, Furutech FP-314Ag, Furutech TP60E, Cardas Parsec.

Tsakiridis Aeolos Plus

Werdykt

Tak pięknie grający i dobrze wyglądający wzmacniacz lampowy, wykonany w Europie i wyceniony na 7700 zł, to rzecz zdecydowanie godna polecenia, co niniejszym czynię. Aeolos Plus potrafi przede wszystkim niesamowicie wciągnąć nas w słuchanie. Ma piękną średnicę, jego dźwięk jest ciepły, ale też energiczny, czysty i otwarty, a przestrzeń szczelnie wypełnia nawet duży pokój. Dodatkową atrakcją jest możliwość wyboru trybu triodowego lub pentodowego, dzięki czemu możemy w zależności od nagrania lub nastroju wybrać brzmienie spokojniejsze i bardziej nasycone lub bardziej dynamiczne i rozdzielcze. Jedyne minusy tego wzmacniacza to brzydki pilot oraz konieczność zakupu specjalnego, długiego śrubokręta w celu zdjęcia pokrywy lamp. To chyba krótka lista wad, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę cenę Tsakiridisa oraz fakt, że za tak muzykalne i cywilizowane brzmienie moglibyśmy zapłacić znacznie, znacznie więcej. Ale w końcu czego można oczekiwać od narodu, który dał nam Platona, Sofoklesa i Homera?

Tsakiridis Aeolos Plus

Dane techniczne

Zastosowane lampy: 4 x 12AT7, 4 x 6550
Moc wyjściowa: 45 W/8 Ω
Pasmo przenoszenia: 7 Hz - 75 kHz
Zniekształcenia: 1,7%
Stosunek sygnał/szum: 85 dB
Czułość wejściowa: 350 mV
Impedancja kolumn: 4-8 Ω
Wymiary (W/S/G): 20/28,5/48 cm
Cena: 7700 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Audio System.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo03

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy8

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (2)

  • Tadeusz

    Po przeczytaniu recenzji wnoszę, że to taka grecka PrimaLuna:-)

    0
  • Paweł

    Wyżej opisany wzmacniacz lampowy Tsakiridis jest naprawdę rewelacyjnym urządzeniem. Dane urządzenie jest naprawdę dobrym wzmacniaczem dla człowieka inteligenta i człowieka z wszechstronnym rozwojem. Temu że oprócz dobrych danych technicznych ma cztery wejścia, kiedy dużo wzmacniaczy lampowych mają tylko jedno wejście. Tutaj od razu do wzmacniacza można podłączyć cztery źródła, na przykład odtwarzacz CD, deck Kasetowy, magnetofon szpulowy, odtwarzacz płyt winylowych. Ja myślę że tutaj nie wystarcza drugiego wyjścia Tape Out. Wtedy wspólna praca kasetowego i szpulowego magnetofonu byłaby idealna. Można by było nagrywać z płyt winylowych czy kompaktowych na magnetofon szpulowy czy kasetowy nie wymieniając połączenie kabla z wyjścia Tape Out z potrzebnym magnetofonem. Albo robić nagranie z kasety na szpule i odwrotnie nie wyjmując kabli ze wzmacniacza. Rozwiązać ten problem można stosowaniem niedrogiego miksera dźwiękowego. Może być najprostszy z jednym mikrofonowym wejściem i jedna albo dwie linii. Tape Out z wzmacniacza dajemy na Tape In na mikserze. Tape Out miksera podłączamy z magnetofonem kasetowym, a wyjście główne miksera z magnetofonem szpulowym. Jeżeli ktoś ma więcej źródeł dźwięku nim jest cztery wejścia w wzmacniaczu to trzeba jeszcze jeden mikser dodatkowy dla przesłuchania. Na przykład komuś trzeba jeszcze podłączyć radio tuner, komputer to na to wejść nie wystarczy.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Kriskris
Słuchałem tych monitorków kilka tygodni temu, podpięte pod Gato Audio AMP-150. Grały świetnie, zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i zdecydowałem się na kupno. Ni...
Włodek
Witam serdecznie. Dzięki za ciekawą recenzję. Właśnie czekam na nowiutkie Pearle 27 i Yamahę R-N602. Mam gorącą prośbę o podpowiedź jakimi kablami połączyć zest...
1piotr13
Dobry pomysł z tymi siateczkami na głośnikach. Przyda się na pewno jak ktoś ma w domu małe dzieci:)

Cytaty

PaulClaudel.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.