Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

NAD C368

NAD C368

Długo zastanawiałem się jak przybliżyć NAD-a osobom, które być może widzą sprzęt tej marki po raz pierwszy, ale nie wymyśliłem żadnego dobrego wstępu. Jeśli nie wiecie co to za firma, to najwyraźniej macie sporo do nadrobienia. Dla większości miłośników dobrego brzmienia NAD to specjalista od wzmacniaczy. Nie ma w tym nic dziwnego, bo praktycznie każdy nowy piecyk tego producenta to potencjalny hit. Firma dawno już odkryła swój przepis na sukces, a z generacji na generację zmieniała raczej mniej, niż więcej. Na wzmacniaczach świat się jednak nie kończy, bo dziś w katalogu New Acoustic Dimension można znaleźć praktycznie wszystko - odtwarzacze, tunery, streamery, amplitunery, przetworniki, gramofony, a nawet słuchawki. W przeciwieństwie do niektórych producentów systematycznie ulepszających swoje urządzenia i podnoszących ceny, NAD w pewnym momencie wprowadził do katalogu serię hi-endowych komponentów, z których wyewoluowała dzisiejsza linia Masters. Audiofile, którzy wiele lat temu zaczynali swoją przygodę ze sprzętem audio, a dziś mają trochę więcej oszczędności i adekwatne wymagania, mogą kupić piękne, zaawansowane technicznie klocki pasujące do wyczynowych kolumn. Z kolei ci, którzy szukają normalnego hi-fi w ludzkiej cenie, wciąż mogą kupić szare, kanciaste pudełka, z których firma zawsze słynęła. Wilk syty i owca cała.

Do niedawna trzonem budżetowego segmentu katalogu były klasyczne, w pełni analogowe wzmacniacze zintegrowane, a eksperymenty ze streamerami i wzmacniaczami pracującymi w klasie D firma prowadziła w innych obszarach, wprowadzając na przykład sprytne, małe integry D 3020 i D 7050. Teraz przyszła pora na unowocześnienie dużych wzmacniaczy zintegrowanych. Tym razem nie chodzi jednak o drobne zmiany natury estetycznej. Wprowadzenie na rynek modeli C338, C368 i C388 to wręcz mała rewolucja! Każdy z nich otrzymał moduł DAC-a, łączność Bluetooth i wejście phono, a dwa ostatnie modele także możliwość montażu opcjonalnych modułów MDC i całkowicie przeprojektowane wnętrze. Czy cała operacja wyjdzie firmie na dobre? Audiofilskie środowisko wydaje się być w tej sprawie mocno spolaryzowane. Jedni cieszą się, że wreszcie można kupić normalny, duży wzmacniacz NAD-a wyposażony w funkcje załatwiające kwestię źródeł, inni natomiast zaczynają tęsknić za klasycznymi wzmacniaczami będącymi w prostej linii spadkobiercami legendarnych konstrukcji zaprojektowanych przez Bjørna Erika Edvardsena.

Gdybym sam miał wybrać sobie jeden z obozów, stanąłbym w rozkroku, jak ta żaba w znanym dowcipie. Przecież się nie rozdwoję! Z jednej strony popieram dokładanie nowoczesnych funkcji do wzmacniaczy, bo tak zwanym normalnym użytkownikom mocno ułatwia to sprawę, czyniąc użytkowanie sprzętu audio bardziej przyjaznym. Skoro w amplitunerach za niecałe dwa tysiące złotych dostajemy najrozmaitsze gadżety, to dlaczego audiofilskie wzmacniacze miałyby być ich pozbawione? A już możliwość upgrade'u swojego urządzenia poprzez dołożenie dodatkowych modułów to jedna z mądrzejszych rzeczy, jakie producent może zaoferować klientom. Oczywiście zakładając, że wśród dostępnych modułów znajdą się te naprawdę potrzebne, a firma nie zaniedba tematu kiedy pojawią się nowe gniazdka, funkcje czy formaty. Z drugiej strony w swojej audiofilskiej karierze słuchałem wielu wzmacniaczy NAD-a będących klasycznymi, analogowymi integrami i żaden z nich mnie nie zawiódł. Zawsze grały świetnie. Wprowadzenie piecyków zaprojektowanych zupełnie inaczej - cyfrowych, hybrydowych, impulsowych czy jak by ich tam nie nazywać - faktycznie może niepokoić melomanów, którzy zawsze ufali tradycyjnym integrom NAD-a. Skoro wcześniej było dobrze, przeprowadzanie takich transformacji może być ryzykowne. Firma musi się naprawdę postarać aby utrzymać poziom jakościowy, do którego przyzwyczaiła swoich fanów. Szczerze mówiąc, nie mogłem się doczekać by posłuchać któregoś z nowych piecyków. W moje ręce trafił zresztą potencjalnie najlepszy z nich - C368. Ten model wydaje się być optymalny. Ma prawie wszystko, co oferuje większy C388, ale kosztuje tyle, ile bylibyśmy skłonni zapłacić za dobrego NAD-a z dodatkowym wyposażeniem. Jak zwykle, na wszystkie pytania najlepiej odpowie odsłuch.

NAD C368

Wygląd i funkcjonalność

C368 może i ma nowoczesny wyświetlacz, ale pod jednym względem na pewno nie zawiedzie fanów "starego, dobrego NAD-a". Jest tak samo szary, kanciasty i nieciekawy wizualnie, jak starsze wzmacniacze, które podbiły serca tysięcy melomanów na całym świecie. I to mnie akurat cieszy, bo nowoczesne integry D 3020 i D 7050 są jakieś takie... Ładne. Nie mówiąc już o serii Masters. Te klocki to prawdziwe cudeńka. A przecież sprzęt dla prawdziwego audiofila nie powinien taki być! Wyjątkowo niski współczynnik akceptacji małżonki stał się niemalże znakiem rozpoznawczym NAD-a. Starzy wyjadacze powinni zatem być ukontentowani, bo C368 wygląda dokładnie tak, jak powinien. O stylistyce budżetowych wzmacniaczy tej marki krążyły już w audiofilskim środowisku różne historie i dowcipy. Moja ulubiona mówi, że ciemnoszare fronty wykonane z tworzywa sztucznego są po prostu sprytnym zabezpieczeniem antykradzieżowym. W nocy włamywacz w ogóle nie zauważy naszego wzmacniacza na stoliku pod telewizorem, a jeśli włamie się w dzień, to prędzej zgarnie stojący obok odtwarzacz DVD albo dekoder Cyfrowego Polsatu. Żarty żartami, a każdy audiofil wie, że brzydki sprzęt gra lepiej i tego się trzymajmy! A tak serio, cieszę się, że projektanci nie zabili charakterystycznego stylu tej marki. Nowoczesny wyświetlacz to wprawdzie tylko przedsmak gruntownych zmian, jakie zaszły w konstrukcji wzmacniaczy zintegrowanych tego producenta, ale szara bryła w charakterystycznym, ciemnoszarym kolorze nie pozostawia wątpliwości - to wciąż NAD.

Wprowadzenie dużego okienka z przodu pozwoliło na wyeliminowanie rzędu przycisków i pokręteł, które na przestrzeni lat zmieniały co najwyżej swój kształt. Oprócz wyświetlacza, na przednim panelu C368 znajdziemy tylko włącznik, przyciski do obsługi menu zebrane w typowy, okrągły dżojstik, duże gniazdo słuchawkowe, dwa dodatkowe przyciski do zmiany źródła i pokrętło głośności. Prosto, schludnie i funkcjonalnie. O wiele ciekawsze jest to, co czeka na nas z tyłu. Rzut oka na zaplecze NAD-a i już wiadomo, że raczej niczego nam tutaj nie zabraknie. Zamiast sześciu czy siedmiu wejść analogowych, pozostawiono trzy, w tym jedno przeznaczone do podłączenia gramofonu. Jak na dzisiejsze standardy, dwa wejścia RCA powinny nam w zupełności wystarczyć. To, co konstruktorzy zabrali nam jedną ręką, oddali drugą. Do dyspozycji mamy bowiem dwa cyfrowe wejścia koaksjalne i dwa optyczne, a także Bluetooth z kodekiem apt-X. C368 ma także wyjście z przedwzmacniacza, które może się przydać również do podłączenia subwoofera, złącze komunikacyjne RS232, triggery, podwójne terminale głośnikowe przyzwoitej jakości oraz trójbolcowe gniazdo zasilające z włącznikiem. Nieźle, ale wymagający audiofile wciąż mogą czuć pewien niedosyt. Z rzeczy, których nie było w starszych, klasycznych integrach NAD-a mamy bowiem tylko kilka wejść cyfrowych i Bluetooth. Przydałoby się chociażby gniazdo USB do podłączenia komputera, nie wspominając już o łączności z siecią.

Tutaj właśnie do akcji wkraczają moduły MDC (Modular Design Construction). Są one czymś w rodzaju kart z gniazdami, które mogą dać nam dokładnie to, czego potrzebujemy. C368 ma miejsce na dwa takie moduły, a producent poleca trzy opcje - MDC BluOS, DD HDM-1 i DD HDM-2. Dwa ostatnie to po prostu rozszerzenia dodające do naszego wzmacniacza gniazda HDMI ze wszystkimi potrzebnymi funkcjami i całkiem poważną obsługą kinowych formatów. Melomanów natomiast najbardziej zainteresuje pierwszy moduł dodający nie tylko łączność sieciową, ale de facto przekształcający nasz wzmacniacz w pełnoprawny element firmowego ekosystemu BluOS. Z taką kartą, C368 staje się od razu streamerem mogącym pracować w instalacji multiroom. MDC BluOS daje nam także łączność Wi-Fi i LAN, obsługę gęstych formatów w jakości do 24 bit/192 kHz, a do tego zyskujemy dwa gniazda USB i kompatybilność ze standardem MQA. Tłumacząc z polskiego na nasze, użytkownik zyskuje możliwość podłączenia wzmacniacza do domowej sieci i odtwarzania muzyki na przykład z serwisów streamingowych takich, jak Spotify, Deezer czy TIDAL. To chyba najwygodniejsza opcja, ale jeśli mam być szczery, nie gorszą jest podłączenie dysku z plikami do jednego z gniazd USB. Odtwarzanie plików udostępnionych w sieci również jest możliwe, jednak w tym celu należy skonfigurować moduł MDC BluOS pod UPnP. Oczywiście pomysł nie jest nowy, bo całe rozwiązanie zostało zapożyczone z urządzeń marki Bluesound, która - podobnie, jak NAD - należy do kanadyjskiej Lenbrook Group. Bluesound produkuje głównie głośniki i inne urządzenia sieciowe pracujące we własnym środowisku BluOS. To taka nieco droższa i podobno bardziej dopracowana konkurencja Sonosa. Łatwo sobie wyobrazić, że integra wyposażona w takie funkcje automatycznie staje się prawdziwym muzycznym kombajnem. Dodajcie drugi moduł MDC z gniazdami HDMI, a otrzymacie wzmacniacz, który pod względem wyposażenia i funkcjonalności nie będzie się miał czego wstydzić nawet w porównaniu z zaawansowanymi amplitunerami AV. Streaming, dysk, konsola, telewizor, dekoder, tablet, smartfon, gramofon... Ciężko będzie znaleźć urządzenie, z którego nie posłuchamy muzyki. Chociaż - wciąż nie ma w tym wszystkim gniazda USB typu B, które pozwoliłoby na podłączenie komputera i używanie NAD-a w trybie normalnego DAC-a.

Na tym nie koniec ciekawostek, jakie znajdziemy w nowej integrze NAD-a. Gdybyśmy na przykład chcieli wykorzystać wyjście z przedwzmacniacza do podłączenia subwoofera aktywnego, nie będziemy musieli polegać tylko i wyłącznie na jego własnej regulacji częstotliwości odcięcia. Zazwyczaj gdy podpinamy do systemu dodatkowy głośnik basowy, cała reszta pozostaje nietknięta i gra tak, jak wcześniej. Niektóre subwoofery dają możliwość lepszej integracji z kolumnami poprzez wykorzystanie kabli głośnikowych. Sygnał ze wzmacniacza trafia wtedy do subwoofera, który odcina dla siebie bas, a resztę wysyła z powrotem do głośników głównych. Wadą takiego rozwiązania jest konieczność prowadzenia długich przewodów, a to przecież niekorzystnie odbija się na jakości brzmienia, nie wspominając już o kosztach. C368 jest mądrzejszy, bo pozwala na ustawienie częstotliwości odcięcia z poziomu menu. Niskie tony popłyną więc do subwoofera przez zwykłe gniazda RCA, natomiast kolumnom podany zostanie dźwięk z odciętym basem, aby głośniki nie musiały dublować tego, co już z założenia wyprodukuje nasz aktywny basista. To bardzo sprytne rozwiązanie i uważam, że inni producenci powinni zacząć wdrażać je w swoich urządzeniach. W pokładowym menu NAD-a znajdziemy oczywiście więcej opcji takich, jak chociażby regulacja barwy. Skorzystacie czy nie, warto wiedzieć, że w razie czego jest taka możliwość.

I teraz najlepsze - żadna z powyższych rzeczy nie interesuje audiofilów tak bardzo, jak to, co znalazło się w środku C368. Moduły z rozszerzeniami czy sprytne gniazda dla subwoofera to małe piwo w porównaniu z rewolucją, jaka dokonała się w wewnętrznej architekturze nowych wzmacniaczy NAD-a. A przecież to ona ma największy wpływ na brzmienie. Tradycyjne układy tranzystorowe z dużym radiatorem i transformatorem toroidalnym zastąpiono nowocześniejszą konstrukcją pracującą w klasie D. Takie rozwiązanie ma wiele zalet, ale niektórzy audiofile jeszcze się do tej technologii nie przekonali. W sieci pojawiło się już mnóstwo opinii na ten temat. Ich autorzy twierdzą, że producent poszedł na łatwiznę, że kolejna dobra firma dała się sprowadzić na złą drogę, że to już nie będzie to samo. Ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, czy wprowadzenie takiej rewolucji jest oznaką lenistwa? Bo mnie się wydaje, że dużo prościej byłoby wypuścić na rynek kolejną generację klasycznych wzmacniaczy, w których od wielu lat nie zmieniało się nic poza kształtem przedniej ścianki i może kilkoma innymi drobiazgami. NAD mógł klepać te klocki w nieskończoność. Teraz mielibyśmy na przykład to samo, tylko z dodanymi dwoma wejściami cyfrowymi. Szefowie firmy zdecydowali jednak, że najwyższy czas ruszyć do przodu. Wykonali więc trzy duże kroki naraz - dodali wiele gniazd cyfrowych i moduły MDC, zmienili wygląd zewnętrzny swoich klasycznych wzmacniaczy i całkowicie przeprojektowali ich wnętrze. Jak by nie patrzeć, to dużo roboty. Uważam więc, że ktoś musiał dostrzec w takiej metamorfozie głęboki sens. No bo kto by chciał projektować wzmacniacze praktycznie od nowa gdyby nie przynosiło to żadnych korzyści? Powiecie, że wzmacniacze pracujące w klasie D są tańsze w produkcji? No nie wiem... Może i nie ma tu ciężkiego transformatora, ale sama technologia kosztuje słono, a wdrożenie takiego pomysłu to duża operacja. Zaprojektowanie takiego układu lub zakup gotowego rozwiązania, dołożenie kolejnych elementów i sprawdzenie ich kompatybilności, przeprowadzenie testów, uruchomienie procesu produkcji - to wszystko oznacza duże wydatki. A przecież można było dalej robić to samo... Druga uwaga jest dość oczywista. Ludzie, którzy skrytykowali NAD-a za wprowadzenie nowych rozwiązań prawdopodobnie nie mieli okazji posłuchać któregokolwiek wzmacniacza z rewolucyjnej linii. Niektórzy na pewno nie mogli tego zrobić, bo zamieszczali komentarze jeszcze przed pojawieniem się nowych modeli w sklepach. A ja już nie raz miałem okazję przekonać się, że przed wygłoszeniem jakiejkolwiek opinii warto przeprowadzić choćby krótki test odsłuchowy. Przejdźmy więc do tego etapu i sprawdźmy na co stać C368.

NAD C368

Brzmienie

Gdybym mógł przed rozpoczęciem odsłuchu wymazać ze swojej głowy wiedzę na temat wnętrzności C368, po kilkunastu minutach mógłbym dojść do wniosku, że konstruktorzy NAD-a różnymi metodami doszlifowali brzmienie klasycznego układu tranzystorowego z zachowaniem charakterystyki typowej dla starszych modeli tej marki. Ciemnoszare integry zawsze kojarzyły mi się bowiem z wszechobecną naturalnością. W ich brzmieniu można było wprawdzie zidentyfikować kilka ciekawych akcentów, jak dynamika, przejrzystość, barwa czy stereofonia, jednak żaden z nich nie wybijał się po chamsku na pierwszy plan. W urządzeniach NAD-a zawsze królowało coś, co nazwałbym poszanowaniem prawidłowych proporcji w muzyce. Tych klocków nigdy nie kupowało się w celu podkręcenia jakiegoś jednego, wybranego elementu układanki. Audiofile zawsze cenili sobie NAD-a za neutralność i uniwersalność, a mniej wtajemniczeni melomani wybierali tę markę aby zminimalizować ryzyko wpadki. Taki sprzęt to pewniak. Oczywiście w zrównoważonym brzmieniu nastawionym na prawidłowe odwzorowanie wszystkich aspektów prezentacji można z czasem dostrzec o wiele więcej, dlatego jedni chwalili wzmacniacze NAD-a za barwę średnich tonów, inni zwracali uwagę na dynamikę i rozdzielczość, a jeszcze inni rozkoszowali się mocnym basem i szeroką sceną stereofoniczną. Dla mnie każda integra tej marki była po prostu bezpiecznym wyborem.

W swoim życiu przetestowałem chyba kilkanaście NAD-ów i za którymś podejściem zaczynały mi się kończyć pomysły. No bo ile razy można pisać to samo, tylko innymi słowami? Własny charakter w brzmieniu NAD-ów pojawiał się dopiero na poziomie najwyższych modeli z serii klasycznej. Pamiętam jak wielkie wrażenie zrobił na mnie odsłuch modelu C372 z dedykowaną końcówką mocy C272. Już sama integra dawała mnóstwo satysfakcji, z niskim basem i leciutko podkręconą przestrzenią, ale to, co stało się po przejściu na bi-amping przerosło moje najśmielsze oczekiwania. To była mała, domowa elektrownia - hi-end w cenie dwóch wzmacniaczy ze średniej półki. Niedługo potem firma zrobiła ten sam numer prezentując serię Masters. Kiedy testowałem pierwszy wzmacniacz M3, znów byłem w dużym szoku. To był taki Mark Levinson za jedną trzecią ceny. Gdybym nie zakochał się wtedy w brzmieniu Electrocompanieta ECI-5, być może srebrny NAD do dziś pracowałby w moim systemie. Mając w głowie tak dużo doświadczeń, ciężko jest rozpoczynać odsłuch nowego modelu bez jakichkolwiek oczekiwań. A już na pewno wiedząc, że firma całkowicie zmieniła znajdującą się w środku elektronikę. Tymczasem C368 zaczął grać, a ja miałem wrażenie jakby podszedł do mnie stary, dobry znajomy. Ten sam, ale jakiś taki... Bardziej dojrzały, elegancki, w dobrze skrojonym garniturze. Nie wiem jak inżynierom NAD-a się to udało, ale zachowali większość cech, z którymi od zawsze kojarzyły mi się wzmacniacze tej marki, dodając do niego jeszcze trochę dynamiki, rozdzielczości i głębi - zarówno w kwestii basu, jak i stereofonii. Wszystko to sprawia, że dobrze znany mi dźwięk wskoczył na wyższą półkę jakościową.

Jak to możliwe? Nie wiem. Naprawdę, nie pytajcie mnie, bo gdybym wiedział, pewnie zacząłbym już konstruować wzmacniacze na kuchennym stole. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że znajdą się fani marki, którym nowe piecyki nie przypadną do gustu. Każda zmiana jest nierozerwalnie związana z ryzykiem uformowania się takiej grupy odbiorców. Narzekania pojawiają się zawsze, kiedy Apple prezentuje nowego iPhone'a, a Porsche wprowadza nową generację modelu 911. A to za duże, a to za małe, a to światła nie takie, a to kierownica działa zbyt lekko. A kiedy już technicznie nie można się do niczego przyczepić, zawsze można powiedzieć, że cena jest stanowczo za wysoka. Podczas, gdy jedni wylewają swoje żale w Internecie, inni wyciągają oszczędności i kupują. Bo tego typu produkty dają coś bardzo ważnego - pewność, że dokonało się dobrego wyboru. Można nie kochać iPhone'a i marki Apple w ogóle. Można też nie lubić Porsche 911. Ciężko jednak zaprzeczyć, że są to kultowe wynalazki, które z każdą kolejną odsłoną stają się coraz lepsze. Ich producenci nie muszą już niczego udowadniać ani wykonywać nerwowych ruchów aby wyprzedzić konkurencję. W zasadzie wszyscy byliby szczęśliwi gdyby skupili się na tym, aby w miarę nadążać za nowymi technologiami i nie schrzanić tego, co już udało się wypracować.

To samo moglibyśmy powiedzieć o wzmacniaczach NAD-a. W swojej kategorii to po prostu świetne urządzenia. Ich lista wad zaczyna się i kończy na topornym, nieco garażowym wzornictwie, które audiofile zdążyli już polubić. Nie dziwi mnie więc to, że wyrzucenie starych wnętrzności i zastąpienie ich nowymi mogło wywołać małą panikę w szeregach fanów marki. Okazuje się jednak, że nie ma się czego bać. Wydaje mi się, że NAD może jedynie wpaść w pułapkę, którą sam na siebie zastawił. Nowa integra w ogólnym rozrachunku gra bardzo równo i naturalnie. Teoretycznie tak samo, jak starsze modele. Jednak gdybyśmy bardzo mocno się wsłuchali, z pewnością zauważymy jakieś różnice. Czegoś może być odrobinę więcej lub odrobinę mniej. Pytanie tylko która opcja jest lepsza. Wiem, że niektórzy w tym momencie mocno się zdziwią, ale moim zdaniem C368 przy całej swojej uniwersalności ma taką dynamikę, bas i przejrzystość, jakiej nie dawały starsze modele w porównywalnej cenie. Możliwe, że fani starszych NAD-ów wskażą kilka cech, które z kolei tam były ciut lepsze. Ciekawe tylko czy to samo powiedzieliby gdyby na parę tygodni zostawić im w domu C368. Udałoby się wrócić do poprzedniej wersji bez kręcenia nosem?

Ciężka sprawa? Z jednej strony tak, bo nowe NAD-y muszą na nowo przekonać do siebie audiofilów, którzy obrazili sie na firmę jeszcze zanim jej nowe klocki pojawiły się w sklepach. Z drugiej jednak jestem pewien, że unowocześnione wzmacniacze będą wyjeżdżały z nich dokładnie tak samo, jak wcześniejsze modele. Mimo zmiany całej zawartej w środku elektroniki, firmie udało się zachować swoją filozofię kształtowania brzmienia. Pojawia się więc ważne pytanie - co z tego wszystkiego ma tak zwany normalny klient? Ano całkiem sporo. Przede wszystkim za te same lub trochę większe pieniądze może kupić znacznie nowocześniejszy sprzęt, który pod względem brzmienia prezentuje się co najmniej tak samo dobrze lub nawet lepiej, ale oferuje zupełnie inne możliwości połączeniowe. W podstawowej wersji C368 to bardzo fajny wzmacniacz z wejściami optycznymi i łącznością Bluetooth, a z modułem MDC BluOS to już pełen wypas, praktycznie pełny system w jednym pudełku. Możliwości dynamiczne tego piecyka są godne podziwu. Z nowym NAD-em nie ma dyskusji, dzięki czemu można podłączyć do niego nawet wymagające kolumny. Może nie te z najwyższej półki, ale przecież to i tak byłby mezalians cenowy. Ten wzmacniacz po prostu nie może się nie podobać. To solidna maszyna, na której można polegać. Czy można go polecać w ciemno? Raczej tak, choć wszystkim zainteresowanym polecałbym króciutki odsłuch, aby na własnej skórze przekonać się czy aby na pewno o to chodziło.

Pora na najważniejsze pytanie. Czy mimo wszystko nie brakowało mi tutaj pewnych elementów dźwięku, który znam ze starszych konstrukcji NAD-a? Hmm... Chyba nie. Gdybym miał taką możliwość, do C368 włożyłbym tylko ich stereofonię. I nie chodzi nawet o to, że przestrzeń testowanego wzmacniacza jest zła. Bo nie jest. Jest inna. C368 gra bardziej skondensowanym, czasami wręcz kameralnym dźwiękiem. To coś, co z pewnością spodoba się fanom brzmienia w stylu Harbetha. Ja preferuję raczej szkołę Audio Physica, więc tutaj klasyczne NAD-y lepiej trafiały w mój gust. Ale czy miały taką spektakularną i trójwymiarową przestrzeń? Tego chyba też bym nie powiedział. Jeśli chcecie w tej dziedzinie wydusić z C368 coś więcej, musicie po prostu postawić na kolumny, które wyczarują trochę więcej dźwięku po bokach. Za to świetną głębię dostaniecie w standardzie i tu już nikogo nie będziecie musieli o nic prosić.

NAD C368

Budowa i parametry

NAD C368 to - jak podaje producent - hybrydowy, cyfrowy wzmacniacz zintegrowany łączący w jednej obudowie kluczowe elementy systemu audio, w tym przetwornik cyfrowo-analogowy i wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy obsługujący wkładki MM z precyzyjną korekcją RIAA i niskim poziomem szumów. Urządzenie ma na pokładzie także zaawansowany wzmacniacz słuchawkowy, który umożliwia podłączenie nawet wymagających nauszników studyjnych o wysokiej impedancji. Wszechstronność C368 zwiększają wyjścia liniowe, do których można podłączyć na przykład aktywny subwoofer. W opisywanym modelu zastosowano modułową konstrukcję MDC. Rozwiązanie to pozwala użytkownikowi wzbogacić urządzenie o dodatkowe funkcje - także te, które zostaną udostępnione w przyszłości. C368 posiada dwa sloty na takie moduły, a ich montaż nie powinien przysporzyć problemów nawet początkującym użytkownikom. Jedną z ciekawszych opcji jest kupno karty MDC BluOS opracowanej we współpracy z firmą Bluesound. Nasz wzmacniacz połączy się wtedy z domową siecią, a odtwarzaniem muzyki będzie można sterować z poziomu smartfona, tabletu lub komputera. NAD C 368 przystosowany jest także do bezprzewodowej współpracy z nowoczesnymi źródłami dźwięku dzięki łączności Bluetooth z kodekiem apt-X. Złącze RS-232 umożliwia z kolei podłączenie wzmacniacza do systemów automatyki domowej takich firm, jak Control4, Crestron, RTI, URC, AMX, Savant czy Elan.

Jeśli chodzi o wnętrze, NAD odszedł od liniowych zasilaczy i tranzystorowych stopni wyjściowych pracujących w klasie AB. Zamiast tego, wprowadzono nowocześniejsze układy wykorzystujące zasilacze impulsowe i klasę D. Firma już kilka lat temu flirtowała z tą technologią, czego owocem był nowatorski cyfrowy stopień końcowy Direct Digital opracowany w kolaboracji z brytyjskim producentem półprzewodników, firmą Zetex. We wzmacniaczach zintegrowanych nowej generacji wykorzystano jednak inne obwody bazujące na impulsowych modułach UcD holenderskiej firmy Hypex. Taka konstrukcja ma być bardzo liniowa w szerokim paśmie i zapewniać stałą wydajność przy wszystkich obciążeniach głośnikowych. Widać to chociażby po nominalnej mocy wyjściowej, która zarówno przy ośmiu, jak i czterech omach wynosi 80 W. To jednak nic w porównaniu z mocą, jaką C368 może oddać w impulsie. Dochodzi ona nawet do 240 W przy 4 Ω. Z pozostałych parametrów warto wspomnieć chociażby o paśmie przenoszenia rozciągającym się od 10 Hz do 65 kHz, zniekształceniach na poziomie 0,03% czy stosunku sygnału do szumu powyżej 98 dB.

Konfiguracja

Chartwell LS6, Tannoy Revolution XT 6F, DALI Spektor 2, Audio Physic Avanti, Xavian Jolly, T+A MP 1000 E, Marantz HD-DAC1, Cardas Clear Light, Enerr Tablette 6S, Enerr Symbol Hybrid, Solid Tech Radius Duo 3.

NAD C368

Werdykt

No i co? Mieliśmy dostać kontrowersyjny wzmacniacz zbudowany na zupełnie innych podzespołach, a otrzymaliśmy kolejną świetną integrę oferującą wyważony, dynamiczny, czysty i uniwersalny dźwięk. Jeśli zaczniecie uparcie analizować poszczególne aspekty jego brzmienia, dojdziecie do wniosku, że gra trochę inaczej niż klasyczne konstrukcje NAD-a, ale moim zdaniem "inaczej" to w tym przypadku po prostu "lepiej". Wiem, że narażam sie w tym momencie na gniew posiadaczy starszych modeli, ale cóż ja mogę na to poradzić? Brutalna prawda jest taka, że inżynierowie NAD-a wykonali kawał dobrej roboty i zaprojektowali układ, na którym z pewnością będą teraz bazowali bardzo długo. Audiofile mogą analizować brzmienie na wszystkie strony i zastanawiać się czy nowe wzmacniacze mają więcej tego, a mniej tamtego. Będzie to jednak przypominać degustowanie bigosu. W jednym będzie lepsza kiełbasa, w innym bardziej aromatyczne grzyby, a w jeszcze innym suszone śliwki. Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą siedzieli przy stole i debatowali nad tym bigosem do wieczora, ale bez względu na to, czy na duży garnek pójdzie półtora czy dwa słoiki koncentratu pomidorowego, bigos to zawsze bigos. Ja wciągam każdy i zawsze mi smakuje. Tak samo jest ze wzmacniaczami NAD-a. To brzmienie będzie pasowało każdemu melomanowi, bez względu na preferencje muzyczne. Wprowadzając nowe modele, firma zrobiła jednak coś bardzo fajnego. Receptura bigosu trochę się zmieniła, a do tego nie dostajemy go już w misce z plastikową łyżką. Dzięki nowym gniazdom i możliwości zainstalowania dodatkowych modułów MDC, nasz bigos podawany jest na dużym talerzu, z chrupiącym chlebem, ogórkiem kiszonym i szklanką chłodnego piwa. Zestaw kosztuje więcej niż sama kapusta, ale za to niczego nam już nie brakuje. I taką obsługę to ja rozumiem!

Dane techniczne

Wejścia analogowe: 2 x RCA, 1 x Phono (MM)
Wejścia cyfrowe: 2 x koaksjalne, 2 x optyczne, Bluetooth (apt-X)
Opcjonalne rozszerzenia: Moduły MDC
Moc wyjściowa: 2 x 80 W (4 i 8 Ω)
Pasmo przenoszenia: 10 Hz - 65 kHz
Zniekształcenia: < 0,03%
Stosunek sygnał/szum: > 98 dB
Współczynnik tłumienia: > 200
Zużycie energii: 29 W (bieg jałowy), 0,5 W (standby)
Wymiary (W/S/G): 10/43,5/39 cm
Masa: 7,8 kg
Cena: 4299 zł (wzmacniacz) + 2099 zł (moduł MDC BluOS)

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy8

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy6


Komentarze (1)

  • Artur

    Jak Waszym zdaniem sprawdzi się z kolumnami Tannoy XT 8F? Czy przy utworach LP, Jessie Ware gdzie jest dużo basu nie będzie dudnił? Myślę aby go kupić, ale zastanawiam się jeszcze nad Rotelem A12, Cambridge Audio CXA60 i Yamaha S701.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Zenobi
A ja kupiłem cały dzielony system Marantza, bo chciałem. I do kina i do stereo. MM7025, MM7055, MM8077, AV7703 (wymieniam na AV8805), NA7004, CD6006, DV4003, UD...
MIR
Jakiś namiar na ten serwis?
Rav
Naprawę paska bez problemu załatwisz w serwisie prowadzonym przez pana Kołodzieja w Gorzowie Wielkopolskim. Z klapką może być gorzej.
stereolife
Dziękujemy za obszerny i bardzo ciekawy komentarz. Do tematu zapewne jeszcze nie raz wrócimy, ale w tym przypadku zależało nam na stworzeniu czytelnego przewodn...
Tomasz
Warto dodać, że prąd spoczynkowy w klasie A jest stały tylko w przypadku braku sygnału muzycznego. Jeśli podamy sygnał na wejście wzmacniacza, prąd spoczynkowy ...

Cytaty

GeorgeBernardShaw.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.