Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Auris Audio Fortissimo

Auris Audio Fortissimo

Obserwowanie rozwoju poszczególnych firm z branży audio bywa niezwykle ciekawe. Z czasem można podjąć się prognozowania pewnych trendów, a po latach sprawdzać czy nasze przewidywania się sprawdziły. Dzisiejszy test to nie tylko opis kolejnego produktu, ale także kontynuacja mojej przygody z serbską firmą Auris Audio, która cztery lata temu dostarczyła nam do testu jeden z pierwszych modeli w swojej, wówczas jeszcze bardzo krótkiej historii. Nie spodziewaliśmy się, że Adagio 300B będzie perfekcyjny, a pod wieloma względami taki właśnie był. Biorąc pod uwagę, że firma została założona zaledwie rok wcześniej, trudno było w to uwierzyć. Kiedy jednak z pudełka wyjęliśmy elegancki, klasyczny, dopracowany w każdym detalu wzmacniacz zbudowany w oparciu o kultowe, bezpośrednio żarzone triody, stało się jasne, że nie może to być dziełem przypadku. Serbska integra sprawiała wrażenie urządzenia zbudowanego przez prawdziwego audiofila, który już dawno wszystko to sobie przemyślał, następnie zebrał potrzebne elementy i pewnego dnia podjął decyzję o rozpoczęciu produkcji. W ten sam sposób zorganizowany był ówczesny katalog firmy. Większość tego typu manufaktur startuje od jednego, może trzech lub czterech wzmacniaczy, a tutaj niemal od samego początku dostępne były rozmaite urządzenia podzielone na kilka serii. Auris zbudował fabrykę z niezbędnym zapleczem technicznym, zatrudniał obeznanych w temacie inżynierów, miał profesjonalne opakowania i nowoczesną stronę internetową, a oprócz tego odnosił sukcesy na największych wystawach sprzętu audio. Wyglądało to podejrzanie dobrze, a w kolejnych latach firma pokazała, że zamierza na stałe wpisać się w krajobraz audiofilskiego świata. Dowodem na to jest między innymi najnowsza integra Fortissimo.

Gdybyście cztery lata temu spytali jak widzę przyszłość serbskiej firmy, wyobrażałbym sobie dwa scenariusze. Albo odniesie ona spektakularny sukces, albo w ciągu kolejnego roku okaże się, że jej założyciele się przeliczyli, zbyt szybko wprowadzili na rynek markę z całym wachlarzem modeli i będą musieli przejść do defensywy. Żadna z tych opcji się nie sprawdziła. Po dość spektakularnym początku, Serbowie zaczęli działać zupełnie normalnie. Wprowadzali nowe modele, rozszerzali sieć dystrybucyjną i prezentowali swoje wyroby na największych wystawach, takich jak High End w Monachium, AXPONA w Chicago, Audio Video Show w Warszawie, a nawet słuchawkowy CanJam w Singapurze czy Nowym Jorku. Auris wykorzystywał każdą okazję, by zaznaczyć swoją obecność i dotrzeć do nowych klientów. Na przestrzeni kilku lat przekształcił się także katalog. Seria kompaktowych urządzeń w metalowych obudowach poszła w odstawkę. Najwyraźniej większym powodzeniem cieszyły się klocki przyozdobione drewnem i skórą. W podobnej stylistyce utrzymane są także kolumny, których w aktualnym katalogu znajdziemy aż sześć. Niedawno w ofercie pojawiły się jednak wzmacniacze wyróżniające się większymi obudowami i nieco innym wzornictwem. Nie ma w nich ani grama skóry. Są za to charakterystyczne, aluminiowe fronty w kształcie, hmm... Spłaszczonej bieżni olimpijskiej? Deski snowboardowej? To były moje pierwsze skojarzenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że monobloki Forte 150 i integra Fortissimo to kolejne niezwykle urodziwe wzmacniacze serbskiej firmy. Są przy tym naprawdę potężne, bo, dysponują ogromną jak na lampy mocą 100 W (RMS) na kanał. Jeżeli podczas odsłuchów integry Adagio 300B miałem wrażenie, że serbscy inżynierowie i styliści nie musieli się specjalnie ograniczać, to teraz poszli już na maksa.

Auris Audio Fortissimo

Wygląd i funkcjonalność

Fortissimo to w chwili obecnej jeden z najbardziej ekskluzywnych wzmacniaczy na naszej planecie. Jest to świeży model, który zaprezentowano podczas tegorocznej wystawy High End w Monachium, a wedle moich informacji do naszego testu dostarczono drugi wyprodukowany egzemplarz. Zdobycie i przewiezienie go na miejsce będzie dla każdego zainteresowanego audiofila najtrudniejszym etapem całej operacji. Nie jest to bowiem urządzenie, które można dostać w każdym sklepie, a jego gabaryty sprawiają, że kwestie logistyczne nabierają hi-endowego wymiaru. Wzmacniacz jest pakowany w drewnianą skrzynię, którą kurier przywozi na wózku widłowym. U nas skrzynia ledwo zmieściła się w drzwiach. Wieko otwieramy wykręcając sześć zalakowanych wkrętów. Po jego demontażu naszym oczom ukazuje się duży kawałek szarej gąbki i leżąca na nim instrukcja obsługi. Odsłaniając zewnętrzne zabezpieczenie zobaczymy już część wzmacniacza - okrągłe pokrywy transformatorów i zapakowane w kartonowe pudełka lampy. Znalazł się tutaj też pilot zdalnego sterowania - piękny kawałek metalu z trzema przyciskami i logiem firmy. Podobnie, jak w modelu Adagio 300B podklejono go małymi odbojnikami, ale w tym przypadku nie umieszczono ich na śrubach mocujących dekielek, lecz obok nich. Owe śruby przypominają te, które służą do regulacji prądu spoczynkowego lamp mocy w samym wzmacniaczu, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Fortissimo wygląda jak skrzyżowanie klasycznego wzmacniacza lampowego z odjechanym projektem artystycznym. Serbowie stworzyli wielką, ciężką i pod niektórymi względami trochę niepraktyczną integrę zbudowaną tak, jakby jej projektanci nie musieli przejmować się żadnymi ograniczeniami.

Kiedy usuniemy dwa grube, precyzyjnie docięte profile z gąbki, możemy wreszcie chwycić wzmacniacz i postawić go na miejscu. Najlepiej skorzystać przy tym z pomocy drugiej osoby, ubezpieczając tylną część obudowy. Jest jeszcze coś, o czym producent niestety w żaden sposób mnie nie uprzedził. Urządzenie stoi na kolcach, a ponieważ waży trzydzieści kilogramów, podczas wyjmowania go z drewnianej skrzyni nie pomyślałem aby zajrzeć pod spód. Postawienie integry na górnej półce stolika było błędem. Na szczęście nie jestem z tym meblem specjalnie związany, ale gdybym porysował sobie w ten sposób audiofilski stolik z drewnianymi blatami, byłbym wkurzony zanim jeszcze Fortissimo zdążyłby się rozgrzać. A przecież wystarczyło umieścić choćby małe ostrzeżenie obok instrukcji obsługi lub zorganizować wnętrze skrzyni tak, aby trzeba było w pierwszej kolejności wyjąć metalowe podkładki. Gdybym wyjął je wraz z lampami i pilotem, wiedziałbym już co się święci. A tak, niestety, będę miał nauczkę na przyszłość. Nie omieszkałem podzielić się swoimi wątpliwościami z producentem, więc mam nadzieję, że żaden z nabywców Fortissimo nie popełni tego samego błędu. Serbowie zadbali natomiast o odpowiednie oznaczenie lamp. Każda z nich ma swoje miejsce, a nam pozostaje tylko dopasować numer gniazda do naniesionego flamastrem opisu na pudełku. Tutaj użytkownik nie może popełnić błędu. Jedyne, o czym należy pamiętać, to bawełniana ściereczka lub rękawiczka. W naszej redakcji mamy całą szufladę tego typu akcesoriów, ale nie każdy świeżo upieczony właściciel Fortissimo będzie o tym pamiętał. Dorzucenie choćby jednej białej rękawiczki do pudełka byłoby ze strony producenta miłym gestem. Szczególnie biorąc pod uwagę cenę wzmacniacza.

Kiedy urządzenie stanęło już na swoim miejscu, mogłem wreszcie dokładnie mu się przyjrzeć. Wygląda jak skrzyżowanie klasycznego wzmacniacza lampowego z odjechanym projektem artystycznym. Mamy tu bowiem piecyk wyposażony w selektor wejść, potencjometr, zdalne sterowanie i podstawowy system regulacji prądu spoczynkowego lamp mocy. Z tyłu znalazły się trzy wejścia niezbalansowane i jedno zbalansowane, gniazda głośnikowe z odczepami dla 4 i 8 Ω oraz trójbolcowe gniazdo sieciowe z głównym włącznikiem. Pod względem funkcjonalnym i użytkowym Fortissimo jest dość prostym wzmacniaczem, choć obecność pilota i wejść XLR i tak wykracza poza standardy wielu producentów lampowej aparatury audio. Z drugiej strony, urządzenie jest totalnie kosmiczne. Serbowie stworzyli wielką, ciężką i pod niektórymi względami trochę niepraktyczną integrę zbudowaną tak, jakby jej projektanci nie musieli przejmować się żadnymi ograniczeniami. Ogromna obudowa została w całości wykonana z metalu i przyozdobiona drewnianymi boczkami, w których wyfrezowano logo firmy. Wielka nazwa producenta znalazła się także z przodu, a dokładnie między pokrętłami, których nie da się pomylić z żadnymi innymi. Metalowe gałki w charakterystycznym kształcie umieszczono na tle dużych, czarnych kołnierzy zawierających opisy poszczególnych wejść (z lewej) i poziomów głośności (z prawej). Zastanawia mnie sam kształt przedniego panelu będącego oczywiście grubą, aluminiową płytą. Przylega on do właściwej obudowy tylko w czterech miejscach. Gdyby miał dokładnie odwzorowywać jej kształt, byłby prostokątny, ale projektant z jakiegoś powodu zdecydował się na bardziej skomplikowaną, zaokrągloną formę wystającą poza obrys samego wzmacniacza. Lustrzane odbicie frontu znajduje się po drugiej stronie, w związku z czym patrząc na Fortissimo z przodu, dokładnie widzimy też brzegi tylnego panelu. Gdyby elementy te wystawały na boki jeszcze trochę, mogłyby służyć za rączki. Mając na uwadze masę wzmacniacza, może nie byłby to taki głupi pomysł.

Wszystko to wydaje się dość dziwne, ale nadaje testowanemu wzmacniaczowi cechy charakterystyczne dla prawdziwie hi-endowych urządzeń. Umiejscowienie poszczególnych elementów nie wynika bowiem z potrzeb praktycznych czy chęci ułatwienia życia użytkownikowi, a raczej z przyjętej przez konstruktorów koncepcji. Może się ona podobać lub nie, ale trzeba przyznać, że jest oryginalna i dziwnie pociągająca. Fortissimo wygląda jak sprzęt dla audiofilów, którzy chcą definitywnie wyrwać się ze świata kompromisów. A że wzmacniacz musi się zmieścić na stoliku pod telewizorem, a że musi mieć brzydką kratownicę chroniącą lampy, a że powinien mieć przetwornik aby nie trzeba było kupować kolejnego klocka... Wszystkie tego typu ograniczenia oddalają nas od tego, czego naprawdę chcemy. A projektanci Aurisa chcieli najwyraźniej stworzyć duży, piękny i nieco kosmiczny wzmacniacz dysponujący dużą mocą, wyposażony jedynie w niezbędne wejścia i wyjścia, a przy okazji prezentujący się jak prawdziwe dzieło sztuki. Koniec i kropka. Nie podoba się? To prosimy szukać innego piecyka, pamiętając jednak, że idąc tą ścieżką można skończyć na amplitunerze kina domowego albo miniwieży. Artystyczna strona całego projektu dała o sobie znać podczas sesji zdjęciowej. Ciężko było znaleźć kadr, który wyglądałby źle. Każdy jeden element tego wzmacniacza zasługiwał, by pokazać go z bliska. Dlatego nawet późniejsza selekcja zdjęć nie była łatwym zadaniem. Fortissimo zdecydowanie różni się od kanciastych pudełek z przyciskami, jakich nawet w segmencie hi-endowym jest całe mnóstwo. To coś innego, niebanalnego i bardzo luksusowego.

Fortissimo w pełni zasługuje na swoją nazwę. Jest naprawdę wielki, ciężki i bardzo wysoki. Szczególnie ciekawe są pokrywy transformatorów, które prawdopodobnie nie musiały być aż takie duże, ale dopasowano je do znajdującej się z przodu szybki. Ta jest właściwie jedynym elementem osłaniającym lampy. Producent nie przewidział żadnej dodatkowej kratownicy, która faktycznie uniemożliwiłaby dotknięcie rozgrzanych baniek gołymi palcami. Auris nie jest więc odporny na ataki dzieci lub zwierząt domowych, a szyba rozpostarta między metalowymi słupkami pełni raczej funkcję ozdobną. Wygodny dostęp do górnej sekcji wzmacniacza ma jednak swoje uzasadnienie, bowiem oprócz lamp znajdziemy tu eleganckie okienko ze wskaźnikiem wychyłowym, umieszczone nad nim pokrętło oraz cztery maleńkie potencjometry przy gniazdach lamp mocy. Jest to oczywiście system umożliwiający regulację biasu. Pokrętła działają płynnie i pozwalają na "wyzerowanie" wskaźnika z dużą precyzją. Podobne rozwiązanie w modelu Triode 25 zastosował Unison Research, przy czym tam lampy mierzone są parami, a prąd spoczynkowy ustawia się jednym pokrętłem. Tutaj trzeba sięgnąć po płaski śrubokręt, uważając przy tym, aby nie dotknąć znajdujących się tuż obok lamp mocy. System jest jednak dość bezproblemowy, a raz wprowadzonych regulacji nie da się rozstroić w przypadkowy sposób.

Minusy? Pierwszym jest oczywiście cena. Mam jednak wrażenie, że gdyby na przedniej ściance znalazło się logo Audio Researcha, Unisona, Manleya, Air Tighta, McIntosha, BAT-a, Nagry, Audio Note'a albo VTL-a, nikt by nie narzekał. W porównaniu z nimi, Auris Audio jest na pewno mniej rozpoznawalną firmą, ale jeśli pod względem jakości wykonania i brzmienia dane urządzenie nie ma się czego wstydzić w porównaniu z utytułowaną konkurencją, jest to już tylko kwestia wyboru każdego klienta. A wierzcie mi, że widząc Fortissimo na własne oczy, nie będziecie zastanawiać się dlaczego tyle kosztuje. To po prostu widać. Natomiast co do jego walorów praktycznych, mam kilka drobnych zastrzeżeń. Przede wszystkim nie rozumiem dlaczego główny włącznik umieszczono na tylnej ściance. Zwykle jest to sugestia aby zostawiać urządzenie pod prądem i wyłączać je tylko na czas dłuższej nieobecności w domu. W przypadku wzmacniacza lampowego ciężko jednak przyjąć takie wytłumaczenie. Może producent nie chciał szpecić eleganckiego frontu brzydkim przyciskiem? To już bardziej do mnie trafia, ale skoro umiał wykonać tak oryginalne pokrętła, może byłby także w stanie zrobić ładny przycisk, sprytnie wmontować go w istniejące elementy albo po prostu umieścić go na dole, tuż za krawędzią aluminiowego frontu? W praktyce konieczność sięgania na tylną ściankę nie stanowi jednak problemu, bo wzmacniacza o takich gabarytach nie wstawia się w ciasną meblościankę. Spodobała mi się natomiast procedura startowa, w trakcie której lampy są nagrzewane w stabilny i dość bezpieczny sposób. Finał sygnalizuje pstryknięcie przekaźnika i w tym momencie możemy zacząć słuchanie. Tak naprawdę Fortissimo potrzebuje piętnastu minut na dojście do właściwego brzmienia. Kilkanaście sekund przy każdym rozruchu nikogo nie zbawi, za to może wydłużyć życie lamp. Kolejne ostrzeżenie dotyczy bardzo wysokiej mocy wyjściowej. Podczas odsłuchów szybko zorientowałem się, że z tym wzmacniaczem nie ma żartów. W związku z tym, należy bardzo delikatnie obchodzić się z potencjometrem. W zależności od zastosowanych kolumn, tak zwany realistyczny poziom głośności można osiągnąć już na godzinie dziewiątej lub dziesiątej. Regulacja głośności za pomocą pilota to absurd. Króciutkie trącenie przycisku powoduje taki przyrost mocy, że wieczorem jedyną opcją było oderwanie tyłka od kanapy. Wyraźnie słyszałem nawet, jak puszczone pokrętło sprężynowało po oderwaniu od niego dłoni. Wydaje mi się, że w tak mocnym wzmacniaczu potencjometr powinien być wyskalowany inaczej. Nie wspominając już o rozwiązaniach znanych chociażby z urządzeń Audio Analogue'a, gdzie możemy dostosować charakterystykę pracy potencjometru do skuteczności podłączonych kolumn. Poza tymi drobiazgami, Fortissimo stanowi przykład hi-endowej, lampowej integry wykonanej w prawdziwie bezkompromisowy sposób. Czy to wystarczy aby zdobyć serca audiofilów?

Auris Audio Fortissimo

Brzmienie

Już podczas pierwszego uruchomienia serbskiego wzmacniacza wiedziałem, że czeka mnie bardzo interesująca sesja odsłuchowa, ale postanowiłem zachować zimną krew i dać lampom kilka dni na dotarcie. Wreszcie, w sobotnie popołudnie włączyłem wzmacniacz, dałem mu cichutko pograć dobre pół godziny, sprawdziłem bias i przystąpiłem do akcji. Patrząc na tę ogromną integrę wciąż zastanawiałem się czy jej zewnętrzna forma to faktycznie przejaw bezkompromisowego podejścia do tematu czy zwykły przerost formy nad treścią. Mimo potężnej obudowy, nie mamy tu przecież czterech czy ośmiu lamp mocy w każdym kanale. Dostajemy wzmacniacz konstrukcyjnie bardzo zbliżony do konkurencji, takiej jak Octave V 110 SE, Jadis DA50S, Leben CS-1000P, Audio Research VSi60, Trafomatic Audio EOS czy Ayon Spirit III. Ostatecznie doszedłem jednak do wniosku, że przed rozpoczęciem krytycznego odsłuchu dobrze byłoby wyrzucić z głowy wszystkie tego typu przemyślenia i zacząć od zera. Odczekałem jeszcze trochę i włączyłem pierwszą płytę wyobrażając sobie, że stoi przede mną zwykłe, czarne pudełko.

Pierwsze takty dosłownie wgniotły mnie w kanapę. Fortissimo dał mi do zrozumienia, że będę czuł się jak podczas koncertu na żywo. Kolumny eksplodowały dynamiką i stereofonią. Pokój odsłuchowy został w mgnieniu oka zalany przekonującym i trójwymiarowym dźwiękiem. Całość opierała się na solidnym, głębokim i mięsistym basie. W sposobie prezentacji wokali i wysokich tonów czy chociażby organizacji poszczególnych warstw muzyki słychać było również dużą dbałość o detale. Auris obchodzi się z każdym dźwiękiem w iście hi-endowy sposób. Niczym lokaj w luksusowym hotelu, potrafi znaleźć dla każdego instrumentu odpowiednie miejsce, czas, i serdeczny uśmiech. Mimo to, największe wrażenie zrobił na mnie rozmach, z jakim Fortissimo buduje w pokoju prawdziwe muzyczne wydarzenie. Po przesiadce z Unisona Triode 25, czułem się tak, jakbym z kameralnego klubu przeniósł się na wielką arenę, na której grają gwiazdy światowego formatu. Auris porządnie rozkręcił się już z potencjometrem wskazującym godzinę dziewiątą czyli raptem trzecią z jedenastu kropek na tej nieco nietypowej skali. Wzmacniacz bez fałszywej nieśmiałości dyktował kolumnom warunki gry. Membrany reagowały na każdy impuls jakby w głębi duszy bały się, że podkręcę głośność jeszcze bardziej i rozciągnę je do granic wytrzymałości. Faktycznie coś w tym mogło być, bo z każdą chwilą nabierałem ochoty na więcej. Słysząc tak dobry dźwięk, chcemy tylko cieszyć się nim jak najdłużej albo dołożyć do pieca i zafundować sobie w domu prawdziwy koncert. Fortissimo potrzebował trzydziestu minut aby kupić mnie w całości. I choć przede mną było jeszcze wiele do odkrycia, wiedziałem już, że udało mi się odkryć coś dużego. Jedno z tych urządzeń, które na długo zapadają nam w pamięć i które żal jest odsyłać po zakończonym teście.

W odróżnieniu od wzmacniaczy lampowych, które prowadzą z nami niekończącą się grę wstępną i każą wsłuchiwać się w subtelne niuanse, a i tak do szczęścia potrzebują kolumn o wysokiej skuteczności, Auris serwuje nam odważny, dojrzały i przebojowy dźwięk, w którym wszystko mamy podane jak na tacy.

Serbska integra nie bierze jeńców. Podczas każdego odsłuchu daje z siebie wszystko. W odróżnieniu od wzmacniaczy lampowych, które prowadzą z nami niekończącą się grę wstępną i każą wsłuchiwać się w subtelne niuanse, a i tak do szczęścia potrzebują kolumn o wysokiej skuteczności, Auris serwuje nam odważny, dojrzały i przebojowy dźwięk, w którym wszystko mamy podane jak na tacy. Kiedy już przyzwyczaimy się do iście amerykańskiego sposobu kreślenia przestrzeni i pulsującego, subwooferowego basu, którego nie powstydziłby się niejeden tranzystorowy piec z wielkimi radiatorami po bokach, możemy przejść do odkrywania elementów przekładających się na naturalność, realizm i namacalność brzmienia. Kluczowy jest tutaj zakres średnich tonów, niezwykle ważny w każdym urządzeniu, a we wzmacniaczu lampowym liczący się nawet podwójnie. Każdy słuchacz wobec takiej konstrukcji będzie miał wygórowane oczekiwania. W końcu sprzęt zbudowany w tej technologii kupuje się po to, aby każdy odsłuch dostarczał nam tej niezwykłej bliskości, delikatności i barwy, wciąż niedostępnej dla większości wzmacniaczy tranzystorowych. W połączeniu z fantastyczną mikrodynamiką i przestrzenią pełną rozmaitych śladów, cieni i pogłosów możemy otrzymać efekt całkowitego zanurzenia się w muzyce. Tak właśnie gra Fortissimo. Z jednej strony to wyjątkowo mocna, wręcz brutalna integra, która lubi grać dużym dźwiękiem i nie ma najmniejszych problemów z opanowaniem kolumn, a z drugiej - prawdziwa, pełnokrwista lampa.

Co niezwykle ważne, brzmienie nie jest przegrzane, choć należałoby je umieścić po tej cieplejszej stronie umownego zera. Wokale są jednak zjawiskowe. Nie wybrzmiewają gdzieś tam, w bliżej nieokreślonej otchłani. Są z nami tu i teraz. Auris na pewno ma w sobie odrobinę typowo lampowego romantyzmu, ale ta część jego natury jest zawsze równoważona mocą, basem i dynamiką. Średnicę budzącą skojarzenia z kultowymi brytyjskimi monitorami neutralizuje z kolei bogate stereofoniczne tło, które rozpościera się szerokim łukiem za wokalami, dając wrażenie niesamowitej głębi. Po pewnym czasie, gdy przyzwyczaimy się do tego poziomu namacalności pierwszego planu, zaczynamy zauważać, że na niektórych nagraniach w tej drugiej czy trzeciej warstwie muzyki dzieje się o wiele więcej, niż nam się wydawało. Serbski wzmacniacz nie gubi się w tej mieszaninie dźwięków. To ważna informacja, bo niektórzy audiofile, czytając powyższy akapit, mogli już wysunąć taki wniosek. Tu pierwszy plan, tam stadionowa przestrzeń, a więc ewidentnie coś tu nie pasuje. Bałagan. Otóż wcale nie. Pod tym względem Fortissimo bardzo przypomina mi wysokie wzmacniacze dzielone Naima. W kategoriach ogólnych to oczywiście zupełnie inna stylistyka, ale przestrzeń? Tak, to coś bardzo podobnego. Jest bliski, namacalny wokal, ale dookoła jest też cała reszta. Wydawałoby się, że nie będzie nam łątwo odnaleźć się w tym oceanie dźwięków, ale tak naprawdę jest to bardzo naturalne i fizjologiczne. Przesiadka na inny sprzęt może być bolesnym przeżyciem. Przypomina wyjście z kina i oglądanie filmu na tablecie. Scena kurczy się jakby dźwięki były wciągane przez niewidoczną czarną dziurę między kolumnami. Wokale brzmią płasko i mało sugestywnie. W głowie bijemy się z myślami, bo teoretycznie to ta sama muzyka, ale zupełnie nie taka sama. Chcemy jak najszybciej wrócić. Pod tym względem Fortissimo zachowuje się jak prawdziwie hi-endowy wzmacniacz. Ja byłem pod wrażeniem jego dźwięku od samego początku, ale wielu słuchaczy nawet po kilku godzinach słuchania pozostanie w stanie błogiej nieświadomości. Na pewno będą wiedzieli, że gra dobrze, ale część z nich nie będzie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo. Podczas odsłuchu szybko wpadamy bowiem w klasyczną pułapkę, myśląc, że tak powinien grać każdy wzmacniacz. Mało tego - pewnie każda dobra lampa dokładnie tak gra! Niestety nie. Ale wszystko staje się jasne dopiero w momencie powrotu do wcześniejszej konfiguracji. Fortissimo już nie gra, nie jest nawet podłączony do prądu, a dopiero w tym momencie robi nam największego psikusa. Co kolego? Nie ma tej przestrzeni? Nie ma tego basu? Nie ma połowy dźwięku, który słyszałeś pięć minut temu? No popatrz, ale niespodzianka...

Wszystko wskazuje na to, że to żadna niespodzianka. Takiego dźwięku nie można uzyskać przez przypadek. Aby każdy element prezentacji był tak dopracowany, konstruktor musi zadbać o każdy jeden element wzmacniacza. Tutaj niczego się nie oszuka. Nie ma innej drogi. Budując sprzęt metodą prób i błędów, albo - co gorsza - zatrzymując się na etapie jednego z tych błędów i oddając urządzenie w ręce klientów, można uzyskać co najwyżej dźwięk sprawdzający się w danych warunkach. Z kolumnami o charakterystycznym brzmieniu, z jednym gatunkiem muzycznym, w jednym jedynym systemie i pomieszczeniu. Tutaj natomiast mamy do czynienia z urządzeniem, które serwuje nam całą masę zalet, a przy tym dba o ogólną naturalność i prawidłowe wyważenie wszystkich aspektów prezentacji. Możemy zatem pokusić się o bardzo śmiałe eksperymenty w kwestii sprzętu towarzyszącego. Nie musimy trzymać się ustalonych reguł, biorąc pod uwagę jedynie kolumny o wysokiej skuteczności i srebrne kable. Fortissimo to jeden z naprawdę niewielu wzmacniaczy lampowych, które bez problemu napędziły podłogowe zestawy Equilibrium Ether Ceramique. Tym kolumnom wzmacniacze lampowe raczej średnio się podobają, a tutaj wszystko było w najlepszym porządku. Może z pełnopasmowymi elektrostatami i głośnikami o wyjątkowo niskiej skuteczności bym nie szalał, ale wszystkie zestawy o normalnych parametrach mogą znaleźć się na naszym celowniku. Reszta zależy od naszych osobistych preferencji. W naszym teście najlepiej sprawdziły się kolumny o dynamicznym i przejrzystym brzmieniu. Jeżeli jednak lubicie dźwięk w stylu PMC, Graham Audio, Dynaudio, Spendora albo nawet Harbetha - czemu nie? Trzeba spróbować, bo zawsze może dać o sobie znać ta druga, bardziej ekspresyjna i ekstrawertyczna strona charakteru serbskiego wzmacniacza.

Jedno jest dla mnie pewne. Fortissimo prezentuje tak wysoki poziom, że niezależnie od podłączonych kolumn powinniśmy mieć po prostu ogromną satysfakcję z każdego odsłuchu. Co do stylistyki serbskiego lampowca, zdania będą pewnie podzielone. Tak jest z każdym ekstrawaganckim projektem, jak chociażby Eryk S Concept Red King Premium, G Lab Design Fidelity Block, Egg-Shell Prestige 12WKT czy Unison Research P40. Jeśli natomiast chodzi o brzmienie, sprawa jest bezdyskusyjna. Flagowa integra Aurisa prezentuje poziom hi-endowy i nie daje nam najmniejszych powodów, byśmy zaczęli myśleć inaczej. Po prostu miażdży. Z takim wzmacniaczem zyskujemy wysokie prawdopodobieństwo spektakularnego sukcesu, nawet jeśli skrócimy etap czasochłonnego dobierania sprzętu towarzyszącego. Fortissimo jest w swoim działaniu tak skuteczny i zdeterminowany, że tego typu drobiazgi go nie obchodzą. Zamiast sytuacji, w której po wielu miesiącach prób i błędów dostajemy dźwięk, o który nam chodziło, tutaj otrzymujemy go od razu po wyjęciu wzmacniacza z drewnianej skrzyni, podłączeniu kabli i krótkiej rozgrzewce. Dla wielu audiofilów to prawdziwe spełnienie marzeń. Jeśli lubicie lampowe granie, zdecydujecie się zmierzyć z kilkoma utrudnieniami aby sprowadzić ten wzmacniacz i zrezygnujecie ze sprzętu bardziej rozpoznawalnych marek, będziecie mogli cieszyć się dźwiękiem nieosiągalnym dla większości urządzeń dostępnych na rynku, bez względu na cenę.

Auris Audio Fortissimo

Budowa i parametry

Auris Audio Fortissimo to stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany zbudowany w oparciu o cztery lampy KT120 Tung-Sola pracujące w układzie push-pull w klasie A/AB oraz cztery podwójne triody ECC99 dostarczone przez słowacką firmę JJ Electronic. Producent zdecydował się zaimplementować KT120 w konfiguracji pentodowej, dzięki czemu udało mu się uzyskać moc 100 W (RMS) na kanał. Z tyłu znalazły się wyjścia dla kolumn o impedancji 4 lub 8 Ω, trzy wejścia RCA i jedno wejście XLR. Na temat wewnętrznej konstrukcji wzmacniacza niestety niewiele wiadomo. Producent na swojej stronie internetowej publikuje tylko garść informacji i podstawowe dane techniczne. Z uwagi na zbyt duże ryzyko uszkodzenia ważącego 30 kg wzmacniacza oraz fakt, że otrzymaliśmy go bezpośrednio od producenta, zrezygnowaliśmy z jego rozkręcania. Wysoka masa nie bierze się jednak znikąd, a aluminiowa obudowa z drewnianymi boczkami, które mają tłumić niepożądane wibracje, to zapewne tylko część historii. Okrągłe pokrywy transformatorów głośnikowych sugerują, że producent zdecydował się na toroidy, ale to tylko domysły. Liczą się natomiast parametry i tutaj Fortissimo nie ma się czego wstydzić. Warto spojrzeć chociażby na pasmo przenoszenia, które rozciąga się od 15 Hz do 50 kHz czy stosunek sygnału do szumu utrzymujący się powyżej 85 dB. Zniekształcenia, jak to w konstrukcji lampowej, są dość wysokie. Producent zapewnia, że do 1 W na wyjściu utrzymują się one w granicach 1%, natomiast przy pełnej mocy mogą sięgać 5%. W prawdziwym życiu jest jednak wątpliwe, aby ktokolwiek zbliżył się do tej granicy. Prędzej z głośników wylecą woofery, a kopułki zapłoną żywym ogniem.

Werdykt

Fortissimo to potężne, oryginalne i bezkompromisowe urządzenie, w którego konstrukcji widać dużą odwagę, chęć przełamywania barier i brak jakichkolwiek ograniczeń. To także elektroniczne dzieło sztuki, którego każdy element jest dopracowany i piękny. Przede wszystkim to jednak jeden z najlepszych wzmacniaczy, jakich miałem okazję słuchać w kontrolowanych warunkach. Łączy brutalną moc z lampową delikatnością, dodając do tej mieszanki wszystko, czego moglibyśmy oczekiwać od prawdziwie hi-endowego sprzętu. Trójwymiarową przestrzeń, głęboki bas, namacalną średnicę, rewelacyjną przejrzystość, barwę i mikrodynamikę... Powiedzcie czego sobie życzycie, a Fortissimo dokładnie to wyczaruje. Jest naprawdę cudowny. Naturalnie, przymierzając się do zakupu wzmacniacza z tak wysokiej półki, każdy audiofil będzie rozważał co najmniej kilka opcji. Urządzenia w tej cenie z reguły mają wiele do zaoferowania, ale nie wszystkie potrafią łączyć przeciwieństwa w tak spektakularny sposób. Często okazuje się, że w niektórych dziedzinach idą na maksa, ale w innych prezentują tylko przyzwoity, a wręcz przeciętny poziom. Jeden wzmacniacz pokaże nam wyczynową dynamikę i przejrzystość, inny piękną przestrzeń i barwę, ale tych, które mają wszystko jest naprawdę niewiele. Fortissimo to jeden z nich. Prawdziwa elita świata audio.

Auris Audio Fortissimo

Dane techniczne

Wejścia analogowe: 3 x RCA, 1 x XLR
Lampy: 4 x KT120, 4 x ECC99
Moc wyjściowa: 2 x 100 W (RMS)
Pasmo przenoszenia: 15 Hz - 50 kHz
Stosunek sygnał/szum: > 85 dB
Zniekształcenia: < 1% (1 W), < 5% (100 W)
Impedancja wejściowa: 100 kΩ
Pobór mocy: 300 W
Wymiary (W/S/G): 33,5/49/44,7 cm
Masa: 30 kg
Cena: 10925 euro

Sprzęt do testu dostarczyła firma Auris Audio. W artykule wykorzystano zdjęcia dostarczone przez firmę Auris Audio i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy8

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo03

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy5

Nagroda
sl-highend


Komentarze (2)

  • 1piotr13

    Co tu dużo mówić, uczta dla ucha i oka... Ehhh, żeby tylko ktoś miał dla mnie zbędne 10000 juro...

    0
  • Adam

    KT120 to piękna lampa, ale KT150 to dopiero miód na uszy. Szkoda, że producenci wzmacniaczy i lampowych końcówek mocy tak bezkrytycznie trzymają się popularnych modeli, jak EL34, 6550, KT88 czy 300B, a boją się używać rzadziej spotykanych 6V6, 6L6, 5881, KT90, 2A3, 211, 845 albo 6S33S. Na bazie tych lamp, i jeszcze wielu innych, można zbudować bardzo ciekawy wzmacniacz. Miałem kiedyś okazję słuchać KR Audio Kronzilla SX na olbrzymich triodach T1610. Dźwięk - poezja, ale cena z kosmosu.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Nowe testy

Poprzedni Następny
Synthesis Roma 37DC

Synthesis Roma 37DC

Synthesis to na polskim rynku wciąż lekka egzotyka. Urządzenia włoskiej marki kojarzą tylko audiofile, ale nie ma w tym nic złego, bo właśnie do nich manufaktura z malowniczego Morrovalle kieruje...

Sennheiser HD 820

Sennheiser HD 820

Nie macie czasami wrażenia, że niektóre firmy w poszukiwaniu idealnego dźwięku zabrnęły tak daleko, że później ciężko im przebić swoje własne dokonania? Prace nad nowymi modelami muszą jednak posuwać się...

Pylon Audio Pearl 27

Pylon Audio Pearl 27

Pylon Audio to ewenement nie tylko na polskim, ale także europejskim rynku audio. Firma z Jarocina wyjątkowo szybko podbiła serca melomanów dostarczając im proste, solidnie zbudowane i bardzo przystępne cenowo...

Komentarze

Paweł Kłodnicki
Co w sumie jest domeną niemal całej współczesnej fonografii, niestety. Miałem o tym wspomnieć w tekście, ale nie chciałem się czepiać, zdarzały się o wiele gors...
Marceli
Świetne słuchawki! Po dwuletniej przygodzie z pięcioprzetwornikowymi customami (LEA) przesiadłem się na q-Jays i po roku użytkowania jestem już pewny, że zostaj...
fghj
Calikiem niezła płyta, choć trochę "za głośno" nagrana.
Tomek
Właśnie mam zamiar kupić te kolumny, tylko nie wiem jak wypadną że wzmacniaczem Onkyo A-9150, źródło to streamer Onkyo NS-6170. Może ktoś coś napisać o tym zest...

Bannery boczne

Płyty

Buddy Guy - The Blues Is Alive And Well

Buddy Guy - The Blues Is Alive And Well

"Blues żyje i ma się dobrze" - Buddy Guy nie stawia żadnych pytań ani hipotez, lecz po prostu stwierdza to...

Newsy

Reloop Turn 2

Reloop Turn 2

Po udanej premierze gramofonu Turn 3 i droższego modelu Turn 5, Reloop wprowadza na rynek najtańszą konstrukcję o nazwie Turn...

Nowości ze świata

  • Watching the development of companies representing the audio industry can be very interesting. With time, you can make predictions of certain trends, and after many years check whether they turned out to be true. Today's review is not just another...

  • Naim has previewed three new network players, which includes the ND 555, the first 500 series product in 12 years. The flagship ND 555 is joined by the new NDX 2 and ND 5 XS 2. Naim says it has...

  • Cambridge Audio celebrates its 50th anniversary with the introduction of Edge, a flagship hi-fi system that introduces a new standard for sound and design from the company. The new series builds on Cambridge Audio's driving principles of creating products that...

Prezentacje

Historia ma znaczenie - Marantz

Historia ma znaczenie - Marantz

Marantz to jedna z tych firm, które powinien znać każdy miłośnik muzyki i dobrego brzmienia. Jeden z wielkich graczy, którym na przestrzeni lat udało się zachować swój wizerunek i opowiadać swoją historię nie inaczej, jak poprzez kolejne urządzenia zyskujące status kultowych. Może to trochę odważne stwierdzenie, ale wystarczy prześledzić internetowe...

Poradniki

Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

To pytanie zadają sobie praktycznie wszyscy audiofile. Początkujący miłośnicy dobrego brzmienia muszą znaleźć na nie odpowiedź podczas kupna pierwszego poważnego...

Dyskografie

Callisto - Ewolucja post metalu

Callisto - Ewolucja post metalu

Skandynawia od lat słynie przede wszystkim z ekstremalnych odmian metalu, głównie z przedrostkiem "black". Jednak raz na jakiś czas trafiają...

Galerie

30 hitów wystawy High End 2018

30 hitów wystawy High End 2018

Jeżeli chcecie się dowiedzieć co ciekawego będzie się działo na rynku audio w ciągu najbliższych kilku miesięcy, wystarczy wybrać się...

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Harman Kardon 630

Harman Kardon 630

Dzisiejsze urządzenia amerykańskiej firmy wyglądają bardzo nowocześnie, a nawet futurystycznie. Przednie ścianki wyraźnie podzielone na dolną część z przyciskami i...

Partnerzy StereoLife

Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.

Słownik

Poprzedni Następny

Membrana bierna

Element wykorzystywany w niektórych kolumnach głośnikowych i subwooferach. Z zewnątrz przypomina tradycyjny głośnik i na ogół ciężko jest odróżnić ją od pozostałych przetworników. Od strony technicznej jest ustrojem wyłączenie mechanicznym,...

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.