Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Synthesis Roma 37DC

Synthesis Roma 37DC

Synthesis to na polskim rynku wciąż lekka egzotyka. Urządzenia włoskiej marki kojarzą tylko audiofile, ale nie ma w tym nic złego, bo właśnie do nich manufaktura z malowniczego Morrovalle kieruje swoje wyroby. Jeżeli wyobrazicie sobie sprzęt zaprojektowany i wykonany we Włoszech, prawdopodobnie pomyślicie o czymś bardzo stylowym. Z lampami, drewnem, eleganckimi dodatkami i detalami doszlifowanymi do perfekcji przez rzemieślników, którzy lubią swoją robotę i z niczym się nie spieszą, bo zarabiają godziwe pieniądze, a nie pół dolara i dwa banany za cały dzień lutowania kabli. To właśnie jest Synthesis. Możemy tu odhaczyć każdy jeden punkt, z którego słynie włoska aparatura audio. Mimo to, w naszym kraju produkty tej marki przez długi czas pozostawały w cieniu równie stylowych wzmacniaczy i odtwarzaczy Unisona, Pathosa i Audio Analogue'a. Za sprawą nowego dystrybutora, powoli z owego cienia wychodzą. Wreszcie można je zobaczyć w sklepach, poczytać jak sprawdziły się w testach, a nawet posłuchać potężnych, flagowych klocków na największej wystawie sprzętu audio-video w Polsce. Dotychczas przerobiliśmy tylko jeden wzmacniacz tej marki. Roma 96DC+ to średniej wielkości lampowa integra, którą z pewnością warto wziąć pod uwagę przy konfigurowaniu systemu. Teraz w moje ręce trafił kolejny reprezentant serii Roma - hybrydowa integra 37DC.

Firmę założył w 1992 roku niejaki Luigi Lorenzon, którego ojciec już od 1961 roku zajmował się produkcją transformatorów do wzmacniaczy lampowych. Jak widać, droga od wytwarzania samych transformatorów do produkcji kompletnych urządzeń nie musi być taka skomplikowana. Oczywiście mówimy o zupełnie innej skali przedsięwzięcia, ale ponieważ transformatory pełnią kluczową rolę w każdym wzmacniaczu lampowym, szczególnie z punktu widzenia jakości brzmienia, być może ich dostępność daje wielu ludziom mocnego kopa do działania. Podobnie zaczynała się historia takich firm, jak Octave czy Fezz Audio. Dzisiaj wszystkie ważniejsze elementy od transformatorów po obudowy są wykonywane są ręcznie i montowane we Włoszech. Oferta Synthesisa została podzielona na cztery serie - Roma, Action, Metropolis i najnowszą, skierowaną do mniej zamożnych klientów linię Soprano. Ta pierwsza jest zdecydowanie największa i obejmuje, oprócz wysokiej klasy wzmacniaczy lampowych, wydajne wzmacniacze impulsowe wykorzystujące mostkowane stopnie końcowe, hybrydowy odtwarzacz płyt kompaktowych, przedwzmacniacz gramofonowy, lampowy wzmacniacz słuchawkowy z wyjściem głośnikowym i lampowy przetwornik cyfrowo-analogowy.

Jeśli zastanawiacie się skąd wzięły się ich symbole, składające się z liczby z dopiskiem "AC" i "DC", nie chodzi wcale o prąd zmienny i stały, ale o ważne daty z historii Rzymu. Nie wiedzieć czemu, dominują w nich daty objęcia władzy przez kolejnych cesarzy. Nazwa testowanego wzmacniacza jest więc nawiązaniem do marca 37 roku, kiedy to cesarzem został Gaius Iulius Caesar Augustus Germanicus, znany jako Kaligula. Był powszechnie znany ze swej rozwiązłości, a jego drugim hobby było organizowanie procesów politycznych i konfiskowanie majątków swoich oponentów, z czego czerpał środki na swoje rozmaite zachcianki, zabawy, uczty i igrzyska. Stryjeczny dziadek Kaliguli, Tyberiusz, miał ponoć kiedyś powiedzieć, że nadaje się on na cesarza tak, jak konie z jego wozu do jazdy po zatoce Baiae. Wówczas Kaligula kazał zatopić w Zatoce Neapolitańskiej, na linii z Baiae do Puteoli, w dwóch szeregach obok siebie, dwa tysiące statków handlowych skonfiskowanych właścicielom, a na ich wrakach wybudować drogę - tylko po to, by móc się przejechać konno tam i z powrotem po tym najdłuższym na świecie moście. Ubytek takiej liczby statków transportowych drastycznie ograniczył import zboża z krajów zamorskich, co sprowadziło głód na mieszkańców Rzymu. Gdyby to ode mnie zależało, nawet najmniejszy wzmacniacz nie otrzymały symbolu nawiązującego do objęcia władzy przez takiego kretyna, ale cóż... Przed nami Roma 37DC.

Synthesis Roma 37DC

Wygląd i funkcjonalność

Na pierwszy rzut oka wzmacniacz wygląda zupełnie normalnie. Gdyby nie wypolerowany na wysoki połysk front wykonany z naturalnego drewna, nie wyróżniałby się niczym szczególnym. Ma standardowe wymiary i nawet nie jest przesadnie ciężki, co jednak nie zmienia faktu, że zmontowano go z dbałością o najmniejsze szczegóły. Nie uświadczymy tu żadnych brzydkich szpar ani ostrych narożników. W centralnej części panelu czołowego umieszczono duże pokrętło głośności, które samo w sobie jest dość ciekawe. Zlewa się bowiem z powierzchnią drewna, w związku z czym regulacji dokonujemy poprzez wetknięcie palca w niewielką dziurkę. Ciężka, metalowa gałka porusza się z przyjemnym oporem, ale osobiście wolałbym żeby jednak wystawała parę centymetrów do przodu. Od biedy można ją chwycić po bokach, bo po obu stronach potencjometru rozciągają się długie wgłębienia, w których umieszczono przyciski, opisy i niebieskie diody. Z wiadomych względów zakres ruchu jest jednak mocno ograniczony. To taki typowo włoski przerost formy nad treścią, ale po pierwsze projektantom przynajmniej chciało się wymyślić coś oryginalnego, a po drugie wzmacniaczem możemy także sterować za pomocą pilota. A gwarantuję, że z takiego pięknego, metalowego sterownika będzie Wam się chciało korzystać.

Patrząc na testowaną integrę pomyślałem, że jej wzornictwo musi mieć związek z pozostałymi komponentami wchodzącymi w skład serii Roma. Mam na myśli przede wszystkim odtwarzacze płyt kompaktowych. Wycięcia po obu stronach potencjometru wydają się być stworzone pod szufladę i wyświetlacz. Ale nic bardziej mylnego. Odtwarzacz oznaczony symbolem 14DC i jego brat z plusem (zwiastującym obecność wejść cyfrowych) mają szuflady umieszczone centralnie i to nie w czarnym wgłębieniu, ale w górnej, drewnianej belce. Archaiczny wyświetlacz umieszczono natomiast pod transportem. Coś przedziwnego! Gdyby w tej rodzinie znalazł się gramofon, miałby pewnie metalową podstawę i drewniane ramię, a nie odwrotnie. Niektórzy audiofile powiedzą, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Wzornictwo jest przecież kwestią gustu, a najbardziej liczy się to, co ma wpływ na brzmienie. Ale i tutaj włoscy inżynierowie lubią od czasu do czasu nagiąć obowiązujące powszechnie zasady. Nie wiedzieć czemu, w swoich wzmacniaczach lampowych obok rozgrzanych do czerwoności baniek stosują scalaki. I to w sekcji przedwzmacniacza. Przyjęło się, że konstrukcje tego typu powinny wykorzystywać lampy w każdym jednym punkcie, a jeśli już, lepiej jest zastosować lampy w przedwzmacniaczu i tranzystory w końcówce mocy. Synthesis nie widzi jednak przeciwwskazań, by połączyć w jednym modelu triody, pentody i wzmacniacze operacyjne, co widzieliśmy chociażby w teście Romy 96DC+. To jednak nic w porównaniu z Romą 37DC. Mamy tu do czynienia z hybrydą będącą połączeniem lampowego przedwzmacniacza i wzmacniacza mocy zbudowanego na bazie zmostkowanych, impulsowych modułów ICEpower. Rezultatem jest moc 250 W na kanał przy 8 Ω i brzmienie, które zdaniem producenta zachowuje wyjątkowo naturalny, lampowy charakter.

Początkowo, siedzący we mnie audiofilski purysta mocno pokręcił nosem, ale przed rozpoczęciem testu odsłuchowego niczego nie należy rozstrzygać. O tym, że dziwne eksperymenty potrafią dać wyjątkowo dobre rezultaty przekonał mnie ostatnio NuPrime IDA-8. Ten malutki wzmacniacz został zaprojektowany w bardzo nietypowy sposób, ale jest też jednym z urządzeń, które potrafią przekonać do klasy D nawet najbardziej zatwardziałych zwolenników klasycznej szkoły budowania sprzętu. Jeśli natomiast chodzi o walory funkcjonalne włoskiego piecyka... Trochę nie ma o czym rozmawiać. W wersji podstawowej, czyli bez plusa, dostajemy dwa wejścia liniowe i jedno gramofonowe, jedno wyjście z przedwzmacniacza, pojedyncze terminale głośnikowe i trójbolcowe gniazdo zasilające IEC. Z przodu, oprócz pokrętła przypominającego mi to ze wzmacniacza Myryad Cameo, znajdziemy główny włącznik i trzy przyciski do wyboru źródła dźwięku. Producent deklaruje, że wejście phono obsługuje zarówno wkładki MM, jak i MC o wysokiej impedancji, jednak nigdzie nie znalazłem choćby małego przełącznika hebelkowego, co sugeruje, że lepiej będzie trzymać się standardowych wkładek MM. Wybierając droższy model Roma 37DC+, dostaniemy jeszcze 32-bitowy przetwornik cyfrowo-analogowy obsługujący sygnały DSD 5,6 MHz, w związku z czym nad gniazdami RCA na tylnej ściance pojawi się także cyfrowe wejście optyczne i USB typu B. Dopłata za taką przyjemność wynosi 2200 zł. Biorąc pod uwagę, że za niewiele większe pieniądze kupimy już całkiem porządny streamer, jak Bluesound Node 2 czy Onkyo NS-6170, to chyba sporo. Ale i sam wzmacniacz tani nie jest, więc jeśli ktoś zechce podpiąć go do komputera przez złącze USB, będzie mógł wyeliminować jeden klocek z systemu.

Włoski wzmacniacz jest dostępny w kilku różnych wersjach kolorystycznych. Wydaje się, że ze względu na naturalny kolor drewna, dobór źródła o identycznym odcieniu będzie dość kłopotliwy. Wystarczy powiedzieć, że egzemplarz dostarczony do naszej redakcji tak naprawdę średnio pasuje do zaprezentowanego na stronie producenta koloru określanego po prostu jako "drewno". Jego front miał barwę czerwonego wina, natomiast kolor widoczny na stronie producenta jest mocno czerwony, wręcz jaskrawy. Ale nie jest to jedyna nieścisłość, bowiem na zdjęciach wnętrza widać było też tradycyjny transformator, a w naszym egzemplarzu znalazł się niewielki toroid, umieszczony zresztą w zupełnie innym, chyba znacznie szczęśliwszym miejscu. Muszę powiedzieć, że Synthesis był bardzo ciężkim zawodnikiem jeśli chodzi o sesję zdjęciową, ale nic nie rozwaliło mnie tak, jak tylna ścianka przypominająca pięknie wypolerowane lustro. Wiem, bo przed uruchomieniem aparatu sam długo czyściłem ją ściereczką do okularów. Trzeba być Włochem aby umieścić szeroką, chromowaną płytę tam, gdzie po instalacji wzmacniacza już nikt nie będzie zaglądał. Czyste marnotrawstwo, ale jakże efektowne. Ostatnio coś takiego widziałem w Alfie Romeo 156 z 2,5-litrowym silnikiem V6, którego rury dolotowe pokryto lśniącym chromem. No, ale... Właściciel takiego samochodu będzie często otwierał maskę, więc niech ma tę przyjemność, a czy we wzmacniaczu będziemy patrzeć się na gniazda? Nie muszę chyba wspominać o tym, że podczas podłączania kabli należy zachować wyjątkową ostrożność. Na lśniącej powierzchni widać bowiem każdy odcisk palca, a co dopiero rysę wyrzeźbioną kablem z wtykami bananowymi. Co ciekawe, producent w żaden sposób nie wyeksponował zastosowanych wewnątrz lamp. Nawet wyrzeźbionych w pokrywie otworów wentylacyjnych nie ustawiono bezpośrednio nad nimi, nie mówiąc już o zastosowaniu okienka w stylu Vincenta lub wpuszczonych w pokrywę tuneli a'la Schiit.

Przedwzmacniacz - lampowy. Ale lamp nie widać i w zasadzie można w ogóle nie wiedzieć, że gdzieś tam się kryją. Końcówka mocy - impulsowa. Oferująca dużą rezerwę prądu, ale zbudowana na bazie gotowych modułów, które audiofilom znane są od dawna. Z przodu - drewno, niewygodne pokrętło i przyciski schowane we wgłębieniu tak, że stojąc przed wzmacniaczem prawdopodobnie nie zobaczycie ich opisów. Z tyłu - chromowana płyta z gniazdami, która jest równie piękna, co niepraktyczna.

Roma 37DC wygląda jak klasyczny, bezpieczny wzmacniacz zbudowany w zgodzie ze wszelkimi zasadami sztuki. Tymczasem jest to bardzo oryginalna konstrukcja, w której niemal na każdym etapie otrzymujemy coś nietypowego. Przedwzmacniacz - lampowy. Ale lamp nie widać i w zasadzie można w ogóle nie wiedzieć, że gdzieś tam się kryją. Końcówka mocy - impulsowa. Oferująca dużą rezerwę prądu, ale zbudowana na bazie gotowych modułów, które audiofilom znane są od dawna. Z przodu - drewno, niewygodne pokrętło i przyciski schowane we wgłębieniu tak, że stojąc przed wzmacniaczem prawdopodobnie nie zobaczycie ich opisów. Z tyłu - chromowana płyta z gniazdami, która jest równie piękna, co niepraktyczna. Nawet pilot nie jest pozbawiony wad. Jest duży, porządny i działa pod dowolnym kątem, ale przyciski służące do wyboru źródła nijak nie pasują do opisów na przedniej ściance wzmacniacza, a regulacja głośności jest odwrócona. Strzałkę do góry mamy po lewej, a w dół - po prawej. Można się do tego przyzwyczaić, ale w świecie sprzętu audio pewne rzeczy nie powinny wymagać myślenia. Gniazda dla kanału prawego przyjęło się montować na dole, a dla lewego - na górze. Kręcąc gałką w prawo robi się głośniej, a w lewo - ciszej. Jeżeli na pilocie mamy dwa przyciski do regulacji głośności, plusem powinien być ten umieszczony na górze lub po prawej, a minusem - na dole lub po lewej. Jeżeli ktoś chce wymyślić koło na nowo, niech to będzie przynajmniej jakiś bardzo innowacyjny pomysł, a nie odwrócenie wszystkiego do góry nogami. Irytujące okazały się również niebieskie diody. Świecą tak jasno, że siedząc wieczorem na wprost wzmacniacza można dostać padaczki. Aby sprawdzić czy wybrałem właściwe źródło, musiałem uruchomić latarkę w telefonie i "zneutralizować" blask tego niebieskiego szperacza. Dlatego też na większości zdjęć Synthesis jest wyłączony. W przeciwnym razie byłoby widać tylko wielką gwiazdę otoczoną niebieską poświatą. Tak naprawdę największym minusem testowanego wzmacniacza jest to, że - już po sesji zdjęciowej i oględzinach wnętrza - nie potrafię usprawiedliwić jego ceny. Owszem, drewniany front może się podobać, lustrzany tył też, środek jest zbudowany bardzo schludnie, a i na obudowie czy gniazdach producent specjalnie nie oszczędzał. Europejska robota też kosztuje, ale nawet dodając to wszystko do siebie, nie wiem dlaczego wyszło aż 11000 zł. Ale dobry sprzęt to więcej niż suma elementów. Niektóre urządzenia, w których obudowie hula wiatr, potrafią zagrać naprawdę wybornie. I nikt nie wie dlaczego.

Jak to wszystko podsumować? Biorąc ten wzmacniacz do testu spodziewałem się, że dostanę klasyczną, włoską hybrydę. No, może nie do końca standardową jeśli chodzi o budowę wewnętrzną, ale to akurat bardzo mnie zaciekawiło. Z niestandardowych połączeń technicznych wychodzą często cuda, jakich nie udałoby się osiągnąć w żaden inny sposób. Roma 37DC okazała się jednak być nie tylko oryginalną, ale też trochę dziwną integrą. Patrząc na niektóre detale, człowiek zaczyna się zastanawiać czy taka była artystyczna wizja jego projektantów, czy może większość tych "smaczków" jest poniekąd dziełem przypadku. Może bijące po oczach diody i nie przystające do niczego opisy źródeł na pilocie to właśnie te szczegóły, które Włosi całkowicie zlekceważyli? Giovanni, jakie diody zamówiłeś? Takie do urządzeń elektronicznych czy takie mocniejsze, jak do latarki? Albo dobra, nieważne. Alessandro, napisałeś maila żeby na pilocie były opisy LN1, LN2 i Phono, tak jak na wzmacniaczu? Nie? Dobra, jakiegoś tam chyba dostaniemy. Kto idzie na pizzę? Tak sobie to wyobrażam. Nic dziwnego, że efektem tych prac jest urządzenie, które wygląda ciekawie, ale jest cudaczne i trochę niepraktyczne, a chwilami nawet irytujące. Spaghetti bolognese też jest niepraktyczne. Choćbym jadł je dwoma widelcami i trzema łyżkami, zawsze się upierdzielę. Ale ważne, żeby było smaczne. Podłączmy więc ten nasz przedziwny wzmacniacz i sprawdźmy czy Włosi naprawdę potrafią gotować, czy tylko tak im się wydaje.

Synthesis Roma 37DC

Brzmienie

Potrafią. Zanim uruchomiłem Synthesisa, zrobiłem sobie jeszcze krótką rozgrzewkę z wykorzystaniem mojego prywatnego wzmacniacza, który również pochodzi od włoskiego specjalisty od konstrukcji lampowych i hybrydowych. Unison Research Triode 25 to wprawdzie pełnokrwista lampa, ale kosztuje tylko 900 zł więcej. Wreszcie trafiłem więc w odpowiedni przedział cenowy, a wiem, że choćby nie zgadzało się nic innego, wielu ludzi kupuje sprzęt kierując się wyłącznie ceną. W ich mniemaniu wzmacniacz za sześć tysięcy złotych nie pasuje do kolumn za tysięcy czterdzieści, choćby nawet parametry mówiły co innego, a brzmienie okazało się wybitnie dobre. Po przepięciu kabli, zastanawiało mnie coś zupełnie innego - co wyjdzie z mariażu lampowego przedwzmacniacza z końcówką mocy zbudowaną na bazie modułów ICEpower i czy uzyskany efekt sprawi, że choćby część audiofilów zacznie się poważnie zastanawiać nad taką integrą. Po tym, co usłyszałem, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Nie wiem jak konstruktorzy Synthesisa to zrobili, ale dźwięk okazał się być nawet odrobinę lepszy, niż zakładałem w tym bardziej optymistycznym scenariuszu. Spodziewałem się bowiem brzmienia ocieplonego i dynamicznego, ale jednocześnie trochę wypranego z emocji. Roma 37DC pokazała natomiast, że umiejętne zestawienie dwóch różnych technologii polega na połączeniu ich największych zalet przy zamaskowaniu potencjalnych wad. Tak, jak poprzez odpowiedni dobór elementów systemu audio można uzyskać efekt synergii, tak wewnątrz tego wzmacniacza zdarzyło się coś, co przeniosło jakość prezentacji na bardzo wysoki poziom. Wspomniany wcześniej Unison Research Triode 25 jest w mojej opinii jednym z najlepszych piecyków w swojej cenie, bez względu na technologię czy oddawaną moc. Gdyby Synthesis zagrał ciut gorzej, uznałbym to za całkowicie normalne i pewnie i tak wystawiłbym mu wysokie noty. W rzeczywistości wyglądało to jednak jak starcie równorzędnych rywali. Lampa z Treviso pokazała bardziej punktowy bas, przestrzeń z bardziej namacalnymi wokalami i słodszą, bardziej perlistą górę, natomiast lampowo-impulsowa hybryda z Morrovalle zagrała równiej, w kategoriach ogólnych bardziej neutralnie, ale z odpowiednim wykopem, fajną mikrodynamiką i sceną stereofoniczną, która w audiofilskich nagraniach rozrastała się na boki niczym skrzydła Natalie Portmann w "Czarnym Łabędziu".

Włoskim inżynierom udało się uchwycić równowagę między charakterystycznym dla lamp ciepłem a brutalną mocą i obiektywną neutralnością, z jakich znane są konstrukcje pracujące w klasie D. Zwykle również nie brakuje im łagodności i płynności, ale w wydaniu standardowym takie wzmacniacze rzadko kiedy potrafią na maksa zaangażować nas w słuchanie. Wbrew temu, czego wielu audiofilów się obawiało, rzadko kiedy grają chłodno, technicznie i sterylnie, ale czasami sprawiają wrażenie jakby muzyka zupełnie ich nie obchodziła, jakby wykonywały swoją pracę nie wkładając w to serca. Zupełnie inaczej podchodzą do sprawy wzmacniacze lampowe. Tutaj jest dusza i pasja, ale czasami są też nierówności, problemy z basem i odczuwalny niedobór mocy. Czy to oznacza, że zderzenie ze sobą tych dwóch światów jest receptą na sukces? Nie wiem. Przed rozpoczęciem odsłuchów byłem do tego pomysłu nastawiony raczej sceptycznie. Jeżeli bowiem ostrego kurczaka w sosie curry zmieszacie z lodami czekoladowymi, otrzymacie coś, po czym będzie można pobić rekord świata w wymiotowaniu na odległość. Ale jeśli do szpinaku dodacie czosnek, przysmażoną cebulę i sos beszamelowy, uzyskacie świetną bazę dla wielu ciekawych dań. Taką bazą dla niejednego audiofilskiego systemu może być Roma 37DC. To uniwersalny wzmacniacz, który łączy w sobie najlepsze cechy obu technologii. Pod wieloma względami jest jak audiofilski lampowiec, który gra równo i dojrzale, nie ma problemów z basem ani dynamiką, a do tego nie trzeba w nim ustawiać biasu, wycierać kurzu z lamp co drugi dzień, a raz na kilka lat wymieniać całego kompletu za kilka stówek.

Włoski wzmacniacz chyba zorientował się, że zastawiłem na niego zasadzkę i wydobył z siebie prawdziwie brutalną moc. Ujawniły się całe pokłady energii drzemiącej w jego "cyfrowych" trzewiach, a lampowy przedwzmacniacz najwyraźniej dorzucił od siebie jeszcze trochę gęstości, mięcha i tak potrzebnej w gitarowych popisach mikrodynamiki.

Kiedy mam do czynienia z urządzeniem o takim charakterze brzmienia, balansującym na linii między neutralnością a przyjemnym ociepleniem, zawsze zastanawiam się jak wypadną nagrania wymagające od sprzętu czegoś zupełnie innego. Postanowiłem więc potraktować Synthesisa rockiem, metalem, krzykliwą elektroniką oraz kilkoma paskudnie zrealizowanymi albumami. Na playliście pojawił się więc "Californication" Red Hot Chilli Peppers i "St. Anger" Metalliki, ale żeby nie zepsuć sobie uszu, sięgnąłem też po Toola, Kazika na Żywo, Rammsteina i kilka podobnych pozycji. Nie szykowałem się na długi odsłuch, bo wydawało mi się, że Roma 37DC dość szybko na takiej muzyce polegnie. I znowu się pomyliłem! Włoski wzmacniacz chyba zorientował się, że zastawiłem na niego zasadzkę i wydobył z siebie prawdziwie brutalną moc. Ujawniły się całe pokłady energii drzemiącej w jego "cyfrowych" trzewiach, a lampowy przedwzmacniacz najwyraźniej dorzucił od siebie jeszcze trochę gęstości, mięcha i tak potrzebnej w gitarowych popisach mikrodynamiki. Dźwięki nie zlewały się ze sobą, a duże kolumny karmione solidną dawką prądu tańczyły tak, jak Synthesis im zagrał. W rezultacie sesja odsłuchowa trochę mi się przeciągnęła. Z otchłani dysku sieciowego wyjmowałem najróżniejsze cuda, jakie niejedną integrę mogłyby zaskoczyć, ale Roma 37DC pozostała niewzruszona. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić, wyłowiłbym dwa raczej mało istotne szczegóły. Pierwszym jest górny skraj pasma, w którym czasami chciałoby się usłyszeć jeszcze więcej blasku. Drugi to natomiast sposób prezentacji średnicy, a raczej umiejscowienia wokali na scenie. O ile do barwy czy czytelności tego zakresu nie sposób się przyczepić, to w kategoriach lokalizacji wygrała chyba natura modułów ICEPower. Dla audiofila jest to dość dziwne przeżycie, bo słysząc naturalnie ciepłe, wręcz organiczne wokale, człowiek spodziewa się ich delikatnego wypchnięcia przed linię kolumn. Nie twierdzę, że tak byłoby lepiej, ale... No nie wiem, przyzwyczaiłem się, że taki efekt namacalności znajduje swoje odbicie również w stereofonii. Tutaj natomiast średnica idealnie licuje się z pozostałymi elementami, a wokale pozostają na linii łączącej głośniki, jakby artystom zabroniono wychodzić przed szereg. Jeżeli więc preferujecie naturalny, pełny dźwięk leżący po cieplejszej stronie mocy, ale nie lubicie kiedy muzyka jest podawana na twarz, Synthesis może być wzmacniaczem, którego długo szukaliście.

Synthesis Roma 37DC

Budowa i parametry

Synthesis Roma 37DC to stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany dysponujący wyjątkowo wysoką mocą 250 W na kanał przy 8 Ω i 450 W przy 4 Ω. Wynika to z zastosowania w końcówce mocy bardzo wydajnego układu impulsowego wykorzystującego zmostkowane moduły ICEpower. Stopień końcowy pracujący w klasie D połączono z lampowym przedwzmacniaczem, zbudowanym w oparciu o dwie podwójne triody ECC88 (6922) Electro-Harmonixa. Wnętrze włoskiej integry podzielono na cztery sekcje. W oczy rzuca się przede wszystkim układ wzmacniacza mocy zamknięty pod ekranującą osłoną. W pobliżu umieszczonego na przedniej ściance głównego włącznika przykręcono średniej wielkości transformator toroidalny. Do frontu przylega także płytka z elementami sterującymi wraz ze niebieskim, zmotoryzowanym potencjometrem ALPS-a. Ostatnią sekcją jest oczywiście przedwzmacniacz, przylegający do tylnej ścianki w pobliżu gniazd wejściowych. Trzeba przyznać, że taki układ tworzy bardzo logicznie rozplanowaną całość. Dostarczony do testu egzemplarz zasadniczo różni się od wersji, jaką można zobaczyć na stronie producenta. Zmienił się chociażby rodzaj zastosowanego transformatora i jego położenie. Najwyraźniej od momentu premiery tego modelu, producent wprowadził w jego konstrukcji kilka zmian, nie wprowadzając jednak żadnych dodatkowych oznaczeń do jego symbolu. Ciekawostką jest układ zasilający, który również podzielono na dwie odrębne sekcje. Transformator toroidalny karmi prądem obwody przedwzmacniacza i układy sterujące, natomiast umieszczone w metalowej klatce moduły ICEpower dysponują własnymi zasilaczami impulsowymi zamkniętymi w tym samym bloku.

Werdykt

Koncepcja połączenia lampowego przedwzmacniacza z impulsową końcówką mocy początkowo do mnie nie przemawiała. Zanim przystąpiłem do odsłuchu, mogłem dokładnie przyjrzeć się testowanemu wzmacniaczowi i tu również zauważyłem kilka rzeczy, które budziły moje wątpliwości. Jest to urządzenie pełne oryginalnych, ale nie do końca przemyślanych rozwiązań. Żadne z nich nie jest tak irytujące, aby zdyskwalifikować włoską integrę w oczach klientów. Mimo to, za te pieniądze mamy prawo oczekiwać, że sprzęt będzie dopracowany w najmniejszych detalach. Drewniany front i chromowany panel z gniazdami to trochę za mało, abyśmy poczuli luksus, na jaki zasługujemy wydając na wzmacniacz jedenaście tysięcy złotych. Ale... Wszystko to staje się mało istotne, kiedy Roma 37DC zaczyna grać. Nigdy bym się nie spodziewał, że połączenie modułów ICEpower z lampami przyniesie aż tak dobry rezultat brzmieniowy. W tym dźwięku jest prawie wszystko, czego szukają audiofile. Według mnie jest to propozycja dla melomanów, którzy "swojego" dźwięku nie znaleźli ani w lampach, ani w tranzystorach, ani nawet w klasycznych hybrydach. Warto dać mu szansę, bo naprawdę może się okazać, że to jest to. Gdyby jeszcze Włosi zrobili porządek z kilkoma funkcjonalnymi głupotkami, byłoby rewelacyjnie.

Synthesis Roma 37DC

Dane techniczne

Wejścia analogowe: 3 x RCA
Wyjścia analogowe: 1 x RCA (pre-out)
Lampy: 2 x ECC88
Moc wyjściowa: 2 x 250 W/8 Ω, 2 x 450 W/4 Ω
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz
Stosunek sygnał/szum: > 90 dB
Maksymalny pobór mocy: 1000 W
Wymiary (W/S/G): 9,5/41/39 cm
Masa: 8 kg
Cena: 11000 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma EIC. W artykule wykorzystano zdjęcia wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy4

Cena
Poziomy5


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Kriskris
Słuchałem tych monitorków kilka tygodni temu, podpięte pod Gato Audio AMP-150. Grały świetnie, zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i zdecydowałem się na kupno. Ni...
Włodek
Witam serdecznie. Dzięki za ciekawą recenzję. Właśnie czekam na nowiutkie Pearle 27 i Yamahę R-N602. Mam gorącą prośbę o podpowiedź jakimi kablami połączyć zest...
1piotr13
Dobry pomysł z tymi siateczkami na głośnikach. Przyda się na pewno jak ktoś ma w domu małe dzieci:)

Cytaty

FrankZappa.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.