Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Primare I15 Prisma

Primare I15 Prisma

Ewolucja elektroniki audio napędzana rozwiązaniami przenoszonymi wprost ze świata komputerów i nowych technologii zatacza coraz szersze kręgi. Szczególnie dobrze widać to kiedy przyglądamy się wchodzącym na rynek źródłom - przetwornikom, streamerom, serwerom, a nawet odtwarzaczom płyt kompaktowych wzbogacanym o możliwość odtwarzania muzyki z sieci. Kiedy producenci sprzętu hi-fi wpadli na pomysł, by wszczepić te funkcje do swoich wzmacniaczy, rozpoczął się technologiczny wyścig, który dziś wkracza w decydującą fazę. Zaczęło się od prostych przetworników z pojedynczym gniazdem USB. Entuzjaści słuchania plików korzystali, a niechętni temu pomysłowi audiofile uznali je za zbędny dodatek. Gniazdo od drukarki w porządnym, hi-endowym wzmacniaczu? Dziwactwo, ale jeżeli cała reszta jest w porządku, można o nim zapomnieć. Później w integrach zaczęły pojawiać się już całe rzędy gniazd cyfrowych współpracujących z przetwornikiem znacznie wyższej jakości. Ten trend ciężko było już zignorować, jednak z punktu widzenia użytkownika to nadal tylko wejścia. Cyfrowe czy analogowe, do kompletu potrzebne było źródło zamieniające pliki na ciąg zer i jedynek zrozumiały dla DAC-a w naszym wzmacniaczu. Oczywistym kandydatem do tej roli jest komputer, jednak nie zawsze i nie dla wszystkich jest to wygodne rozwiązanie. Gdy we wzmacniaczach zaczęły pojawiać się gniazda sieciowe, to była prawdziwa rewolucja. Od tego momentu centralny element systemu stereo mógł samodzielnie odtwarzać muzykę z udostępnionych plików i serwisów streamingowych. Dodajmy do tego łączność bezprzewodową, sterowanie z poziomu aplikacji na urządzenia mobilne, radio internetowe, obsługę plików hi-res i kompatybilność z różnymi systemami automatyki domowej, a otrzymamy urządzenie będące w istocie jednoczęściowym kombajnem muzycznym. Definicja wzmacniacza zintegrowanego została chyba dawno wyeksploatowana. Granica między bogato wyposażonymi integrami a systemami typu all-in-one całkowicie się zatarła. O ile jednak cel jest ten sam, pomysły na jego realizację mogą być zupełnie różne. Oryginalny przepis na wzmacniacz nowej ery proponuje nam firma Primare. Aby go sprawdzić, postanowiliśmy przetestować jedną z jej najnowszych konstrukcji - I15 Prisma.

Szwedzka marka jest dobrze zakorzeniona na polskim rynku. Ma spore grono oddanych fanów, którzy cenią sobie proste, minimalistyczne wzornictwo, którego firma trzyma się od wielu lat oraz - a właściwie przede wszystkim - wysoką jakość wykonania i brzmienia. Ten sprzęt naprawdę jest za co lubić. W nową erę firma wkroczyła dostarczając audiofilom bardzo dobre przetworniki i wzmacniacze wyposażone w dodatkowe wejścia cyfrowe, jednak Szwedzi szybko zorientowali się, że odpowiedź na zapotrzebowanie klientów leży o wiele głębiej. Poszli więc w kierunku łączności sieciowej, decydując się na wprowadzenie własnego systemu o nazwie Prisma. Jak na specjalistyczne przedsiębiorstwo tej wielkości, jest to bardzo odważne posunięcie. Wprowadzenie jednego systemu rozszerzającego funkcjonalność wzmacniaczy i odtwarzaczy to spora inwestycja, którą dodatkowo trzeba później utrzymywać przy życiu wprowadzając aktualizacje oprogramowania i sprawdzając czy wszystko działa jak należy. Szwedzi uznali jednak, że jest to jedyne rozsądne wyjście. Stworzyli jeden uniwersalny moduł sieciowy i uzupełnili go aplikacją na urządzenia mobilne. Do tego dochodzi oczywiście możliwość odtwarzania muzyki z serwisów streamingowych, a także łatwa integracja z systemami inteligentnego domu. Z punktu widzenia użytkownika to chyba najlepsza możliwa opcja.

Wprowadzenie nowego systemu pociągnęło za sobą przetasowanie w katalogu Primare'a. Audiofile przyzwyczajeni do tego, że system stereo tej marki można złożyć z "I" (wzmacniacza) i "CD" (odtwarzacza) z odpowiednim numerkiem, lub ewentualnie "PRE" (przedwzmacniacza) i "A" (końcówki mocy), mają teraz sporo do nadrobienia. W ofercie skandynawskiego producenta pojawiły się oznaczenia, jakich nie widzieliśmy wcześniej - "DD" (transport CD bez wyjścia analogowego) i "SC" (odtwarzacz sieciowy). Ale to tylko początek, bo moduły sieciowe weszły także do wzmacniaczy zintegrowanych i odtwarzaczy płyt kompaktowych. Każdy model z dopiskiem "Prisma" ma na pokładzie firmowy system łączności sieciowej. Co więcej, urządzenia te mają budowę modułową. Możemy więc zamówić wzmacniacz lub odtwarzacz w wersji podstawowej i dopiero później dołożyć do niego kartę z systemem Prisma. To proste rozwiązanie jest też praktycznym sposobem na obniżenie ceny całego systemu. Jeżeli bowiem tak czy inaczej planujemy kupić dwa klocki, nie musimy płacić za moduł Prisma w każdym z nich. Sama karta kosztuje 1990 zł, co na tym poziomie jakościowym wydaje się wręcz szokujące. Dokładnie cztery lata temu testowaliśmy przecież wzmacniacz I32 z modułem MM-30 i wówczas sama karta z przetwornikiem i funkcjami sieciowymi kosztowała - uwaga, uwaga - 6490 zł. Jest postęp, prawda?

Primare I15 Prisma

Wygląd i funkcjonalność

Mam wrażenie, że wprowadzenie nowego modułu sieciowego pozytywnie odbiło się nie tylko na wizerunku, ale też katalogu szwedzkiej firmy. Niemal w jednym momencie usunięto z niego wszystko, co klientom mogło kojarzyć się z poprzednią epoką, kiedy jeszcze nikt tak naprawdę nie wiedział w jaki sposób będziemy w najbliższym czasie słuchać muzyki i jakiego sprzętu będziemy do tego potrzebować. Przetworniki opuściły portfolio Primare na dobre. Jeśli chodzi o odtwarzacze płyt kompaktowych, mamy do wyboru tylko dwie opcje - kompletne źródło z opcją instalacji modułu Prisma (co w zasadzie załatwia nam kwestię dostępu do muzyki w różnych formatach) albo prosty transport, który możemy podłączyć do wzmacniacza wyposażonego w szereg gniazd cyfrowych. W katalogu praktycznie nie ma już końcówek mocy, a przynajmniej nie w takim kształcie, jak dotychczas. Zostawiono tylko dwa zestawy dzielone na samym szczycie - flagowy system stereofoniczny (PRE60/A60) i wielokanałowy (SP33/A30.7). Powiedzmy jednak, że chcemy kupić wzmacniacz zintegrowany z systemem Prisma. Do wyboru mamy trzy modele - I15 Prisma (7599 zł), I25 Prisma (14990 zł) i I35 Prisma (19490 zł). Nie trzeba być geniuszem, by dostrzec tu analogię ze wzmacniaczami innego skandynawskiego producenta - Hegla. Podobnie, jak u producenta z Oslo, funkcjonalność w każdym przypadku jest praktycznie taka sama, może z dodatkowym wejściem zbalansowanym lub innym gadżetem, który w świetle obecności przetwornika i funkcji sieciowych wydaje się mało istotny. Z każdym kolejnym poziomem dostajemy jednak większą obudowę i wyższą moc.

I15 Prisma jest bardzo ładnym i zgrabnym urządzeniem. Po wzmacniaczu tej marki nie spodziewałem się zresztą nic innego. Zaskakujące mogą być jednak gabaryty obudowy. Szwedzi długo trzymali się standardowej szerokości 43 cm, nawet jeśli znajdującą się wewnątrz elektronikę można by było upchnąć w znacznie mniejszym pudełku. Klasycznym i przykładem tej taktyki był przedwzmacniacz gramofonowy R32, który mógłby być co najmniej czterokrotnie mniejszy gdyby firma dysponowała mniejszymi obudowami. Miało to oczywiście swoje plusy. Dotychczasowi klienci wiedzieli, że nawet jeśli w przyszłości pojawią się nowe formaty i źródła, albo jeśli pewnego dnia zechcą dołożyć do swojego systemu przedwzmacniacz gramofonowy, każdy nowy element będzie pasował do istniejącej wieży. Wbrew pozorom, to bardzo ważne, o czym wiedzą chociażby stali klienci Naima. Trwanie przy dużych obudowach za wszelką cenę ma jednak swoje minusy, czego dobitnym przykładem był właśnie R32. Nikt nie lubi kupować powietrza, płacąc przy okazji za kompletnie niepotrzebny kawał metalu i zawalając sobie stolik kolejnym klamotem, który mógłby być znacznie mniejszy. Dlatego też producentów sprzętu audio porzuciło więc szerokie obudowy, dopasowując opakowanie do zawartości. Nie mówimy tu tylko o urządzeniach budżetowych. Modę na odchudzanie podchwycili przede wszystkim projektanci sprzętu ze średniej półki. Cyrus One, Quad Artera, Audiolab M-One, Marantz HD-AMP1, Exposure XM5, NuPrime IDA-8 - przykłady można mnożyć w nieskończoność. W końcu zrobili to także Szwedzi, ale "dieta pudełkowa" ominęła droższe urządzenia. Nowe obudowy otrzymały tylko modele z serii 15. Testowaną integrę trudno byłoby jednak nazwać mikroskopijną. Zamiast 43, ma 35 cm szerokości. Jest też proporcjonalnie niższa i płytsza, ale waży swoje. Dokładnie 6,4 kg, dzięki czemu od początku mamy wrażenie obcowania z urządzeniem wysokiej jakości. Dodatkowo wnętrze wypełniono elektroniką po same brzegi. W niektórych miejscach płytki drukowane trzeba było umieścić piętrowo, jedna nad drugą. Mniej zbędnego metalu, ale więcej treści. To może się podobać.

Niezmiennie od wielu, wielu lat, podoba mi się także wzornictwo szwedzkich klocków. Proste, surowe, minimalistyczne, chłodne, wybitnie skandynawskie, ale też eleganckie i niepozbawione oryginalnych elementów. Najważniejszym z nich jest bez wątpienia aluminiowy panel frontowy odsunięty od głównej bryły i połączony z nią wąskim paskiem pięknego, wypolerowanego metalu. Niezależnie od wybranej wersji kolorystycznej (do wyboru mamy widoczny na zdjęciach tytan i klasyczną czerń), zasadnicza część obudowy pozostanie czarna, a "przerwa" oddzielająca ją od płyty czołowej - srebrna. Moim zdaniem wersja czarna wygląda absolutnie odjazdowo. Podstawowa integra w ofercie Primare wygląda w takim wydaniu bardziej monolitycznie, a na płaszczyźnie frontu nie odcina się duży, czarny wyświetlacz. Muszę jednak przyznać, że wykończenie tytanowe też może się podobać. Dobrze, że szwedzcy projektanci dali klientom wybór, bo w niektórych pomieszczeniach czarne klocki po prostu znikają. Ciekawym akcentem jest firmowe logo odciśnięte w tylnej części pokrywy i trzypunktowe podparcie z dwiema srebrnymi nóżkami z przodu i jedną z tyłu.

Oprócz umiejscowionego centralnie wyświetlacza, na przedniej ściance testowanej integry znajdziemy tylko cztery małe przyciski. Pierwszy to tryb czuwania (główny wyłącznik umieszczony jest z tyłu), kolejny odpowiada za wybór źródła, a te umieszczone po prawej, jeden nad drugim, to oczywiście regulacja głośności. Aby dostać się do bardziej zaawansowanych funkcji, najwygodniej jest skorzystać z dołączonego do zestawu pilota. Jest długi, mocno spłaszczony i ma ciekawą fakturę, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to w gruncie rzeczy przerobiony sterownik od jakiegoś telewizora lub dekodera. Większość przycisków i tak nam się nie przyda, ale przynajmniej można się dzięki niemu dobrać do pokładowego menu naszego wzmacniacza. Możemy w nim ustawić rozmaite funkcje związane przede wszystkim z łącznością Wi-Fi, Bluetooth i AirPlay, ale też kilka funkcji dotyczących dźwięku czy chociażby trybu pracy wyświetlacza. Można się pobawić, choć bez gadżetów w rodzaju systemu korekcji akustyki pomieszczenia. Tylna ścianka I15 Prisma jest zabudowana do ostatniego centymetra. Rozbudowana sekcja cyfrowa oznacza, że z gniazd analogowych do dyspozycji mamy tylko wejście i wyjście RCA. Mam wrażenie, ze zostawiono je tylko na wypadek, gdyby klient zechciał podłączyć do swojego systemu gramofon. W części cyfrowej mamy do dyspozycji cztery (!) wejścia optyczne (trzy standardowe i jedno w formie gniazda 3,5 mm), jedno wejście i jedno wyjście koaksjalne, dwie antenki obsługujące łączność bezprzewodową, złącze LAN połączone z gniazdem USB typu A, kolejne gniazdo USB typu B dla komputera, kilka gniazd komunikacyjnych (trigger, zdalne sterowanie i RS232), eleganckie terminale głośnikowe oraz trójbolcowe gniazdo zasilające z bezpiecznikiem i włącznikiem.

Ciężko mi sobie wyobrazić aby przeciętny użytkownik wykorzystał choćby połowę gniazd i funkcji, jakie oferuje I15 Prisma. Cieszy fakt, że na analogowym wyjściu RCA otrzymujemy w rzeczywistości sygnał z przedwzmacniacza, co daje możliwość rozbudowy systemu o aktywny subwoofer (lub nawet dwa), inną końcówkę mocy lub kolumny aktywne. Furtką do dalszego rozwoju może być także cyfrowe wyjście koaksjalne.

Uff, jest tego trochę. Prawdę mówiąc, ciężko mi sobie wyobrazić aby przeciętny użytkownik wykorzystał choćby połowę gniazd i funkcji, jakie oferuje I15 Prisma. Cieszy fakt, że na analogowym wyjściu RCA otrzymujemy w rzeczywistości sygnał z przedwzmacniacza, co daje możliwość rozbudowy systemu o aktywny subwoofer (lub nawet dwa), inną końcówkę mocy lub kolumny aktywne. Furtką do dalszego rozwoju może być także cyfrowe wyjście koaksjalne. Z wyposażenia, którego niektórym może brakować, należy tutaj wytknąć brak gniazda słuchawkowego. Być może Szwedzi doszli do wniosku, że jeśli użytkownik takiego wzmacniacza będzie chciał przesiąść się na nauszniki, prawdopodobnie podłączy je do swojego telefonu lub tabletu, może nawet bezprzewodowo. Trudno jednak nie dostrzec rosnącej popularności audiofilskich, a nawet ultra hi-endowych słuchawek, których użytkownicy być może chcieliby skorzystać z całego "źródłowego" zaplecza Primare'a. Duże gniazdo słuchawkowe na pewno byłoby miłym dodatkiem. Nawet jeśli nie wystarczyłoby do napędzenia naprawdę wymagających nauszników, idealnym rozwiązaniem byłoby chyba kolejne wyjście analogowe dzięki któremu I15 Prisma mógłby pracować jak normalny streamer lub DAC. Jego właściciel mógłby wówczas zainwestować w zewnętrzny wzmacniacz słuchawkowy. Może nawet lampowy? Gdybyśmy wykorzystali w tym celu wyjście z przedwzmacniacza, musielibyśmy za każdym razem odłączać kable głośnikowe. Zastanawiałem się czy można odłączyć kolumny z poziomu menu, ale producent nie przewidział takiej opcji. Aby skorzystać z wysokiej klasy nauszników, pozostaje więc znalezienie wzmacniacza z cyfrowym wejściem koaksjalnym. Nie jest to niemożliwe, ale na pewno wprowadza dodatkową komplikację, której można było uniknąć. Tak czy inaczej, I15 Prisma to niezwykle bogato wyposażony wzmacniacz, a ja czepiam się, bo na coś przecież muszę ponarzekać.

Jak to wszystko sprawdza się w praktyce? Całkiem nieźle, o ile dysponujemy odpowiednim sprzętem. Aby podłączyć integrę do sieci, najlepiej skorzystać z Chromecasta. Wielu producentów sprzętu audio korzysta z tego dobrodziejstwa, eliminując potrzebę opracowania własnej aplikacji. Google Home to jednak wciąż nie to samo, co własne oprogramowanie za pomocą którego można kontrolować sprzęt i to, co na nim odtwarzamy. Dlatego właśnie swoje aplikacje stworzyły takie firmy, jak Denon, Sonos, Yamaha, Cyrus, Naim, Onkyo, Bluesound, Devialet, Vifa, Dynaudio, Ruark Audio, Lyngdorf czy Auralic. Google Home to na razie tylko narzędzie pozwalające nam szybko podłączyć nowy sprzęt do sieci Wi-Fi. Później jesteśmy zdani na inne aplikacje, które pozwolą nam dostać się do ulubionej muzyki. Może to być na przykład TIDAL lub Spotify, ale jak dobrać się na przykład do plików udostępnionych na dysku NAS lub jednym z komputerów pracujących w tej samej sieci? Odpowiedzią Primare'a jest własna aplikacja o nazwie Prisma. Początkowo miałem jednak duży problem ponieważ odpalając App Store na swoim iPhonie, znalazłem tylko dwie aplikacje Primare'a, z czego jedna uparcie próbowała łączyć się ze wzmacniaczem I32, który testowałem cztery lata temu, a druga poinformowała mnie, że w sieci nie ma żadnego urządzenia, którym potrafiłaby sterować. No dobrze, ale gdzie jest aplikacja o nazwie Prisma? Okazuje się, że wypuszczono ją tylko w wersji na iPady. Znalazłem ją także w wersji na Androida w sklepie Google Play, ale nie mam pojęcia czy tutaj również nałożono jakieś ograniczenia co do wielkości urządzenia, na którym chcielibyśmy ją zainstalować. Screeny sugerują, że powinniśmy sięgnąć po sprzęt z większym ekranem, a oceny użytkowników nie wyglądają zbyt dobrze. Sięgnąłem więc po iPada i muszę powiedzieć, że aplikacja działała bardzo dobrze. Nie ma tu jakichś wodotrysków w sensie graficznym, ale do plików DSD dostałem się w ciągu kilkunastu sekund, a wzmacniacz nie miał żadnych problemów z ich odtworzeniem. Na ekranie wyświetlany jest też rząd podstawowych przycisków sterujących, więc korzystając z aplikacji możemy spokojnie schować pilota do szuflady. Do dyspozycji mamy też Bluetooth, AirPlay i szereg wejść, do których możemy podłączyć niemal wszystko, od komputera po konsolę. Minusy? Wyświetlacz, choć zajmuje sporo miejsca na panelu czołowym, często pokazuje kilka linii tekstu - na przykład podczas poruszania się po menu lub wyświetlania informacji o danym utworze. Odczytanie tych robaczków nawet z dwóch metrów było dla mnie niemożliwe. Wystarczyło pogodzić się z pewnymi ograniczeniami i zostawić jeden poziom napisów. Byłoby może mniej nowocześnie, ale zdecydowanie wygodniej. Poza tym naprawdę ciężko się tutaj do czegoś przyczepić. Wzmacniacz jest elegancki, świetnie wykonany i doskonale wyposażony, a i cena nie wchodzi jeszcze w stratosferę. Czas sprawdzić jak poradzi sobie w odsłuchu.

Primare I15 Prisma

Brzmienie

Jeżeli nie jesteście audiofilami zastanawiającymi się jakie kable wybrać do swojego systemu albo czy większą poprawę wprowadzi wymiana listwy zasilającej czy może powieszenie kolejnych ustrojów akustycznych na ścianie za kolumnami, możecie przejść do kolejnego akapitu. Jeśli natomiast należycie do grona osób mocno siedzących w temacie, z pewnością zastanawiacie się teraz nad jedną, dość kluczową sprawą - co nowego I15 Prisma ma w środku i jak przekłada się to na jego brzmienie. Szwedzi dość ochoczo podeszli bowiem do tematu wzmacniaczy pracujących w klasie D i stosunkowo szybko zdecydowali się na wyrzucenie z katalogu konstrukcji zbudowanych w oparciu o tradycyjną technologię. Tak się przy tym nieszczęśliwie złożyło, że starsze wzmacniacze w swojej cenie były po prostu znakomite. Mówię tu w szczególności o ostatnich reprezentantach tej generacji - I21 i I31. Oba modele oferowały dynamiczny, przejrzysty, przestrzenny i bardzo przekonujący dźwięk. Ich następcy - I22 i I32 - musieli więc przeskoczyć wysoko postawioną poprzeczkę. Czy się udało? Zdania są podzielone. Moim zdaniem przy tak zasadniczej zmianie zwyczajnie nie było sposobu, aby zachować charakter brzmienia, do którego wielu audiofilów zdążyło się już przyzwyczaić. Nowe integry musiały grać inaczej, a ponieważ klienci przyzwyczaili się do pewnej estetyki, w brzmieniu wzmacniaczy zbudowanych w nowej technologii zaczęli najpierw szukać wad, a dopiero później zalet. Tak czy inaczej, niektórzy entuzjaści sprzętu audio od Primare'a się odwrócili. Szwedzi zapewniali jednak, że mają własny pomysł na dalszy rozwój urządzeń pracujących w klasie D. Podobno doszli do wniosku, że korzyści, jakie zapewnia ta technologia, są warte tego, aby walczyć, lutować, kombinować i wyciągnąć z niej dźwięk, jakim nie pogardzą nawet wyjątkowo wybredni słuchacze. Brzmi rozsądnie, prawda? Tymczasem po odkręceniu wyjątkowo ciężkiej pokrywy opisywanego wzmacniacza, obok modułu Prisma zobaczymy gotowy układ Hypex UcD102. Z podzespołów tej firmy korzysta wielu producentów sprzętu hi-fi, jak NAD, Marantz, Micromega czy Rogue Audio, więc nie jest to najmniejszy problem. Tym bardziej nie ma co filozofować w teście urządzenia, które jest w istocie kompaktowym systemem all-in-one. Nie przyczepiłbym się do tego, a być może nawet nie uznałbym tego za istotne gdyby nie fakt, że przedstawiciele Primare'a wielokrotnie przekonywali nas, że mają swoją autorską koncepcję na klasę D. Niby mają, a tu Hypex... Pamiętajmy jednak, że sam moduł końcówki mocy nie przesądza o brzmieniu całego wzmacniacza, a w opisywanym modelu został wykorzystany właściwie jako jedna z wielu części i osadzony na dużej płycie głównej obok modułu Prisma, lustrzanych układów analogowych i wydelegowanego na osobną płytkę zasilacza. Może więc nie ma w tym nic rewolucyjnego, ale mając na uwadze bogatą funkcjonalność tego urządzenia, jego wnętrze wygląda całkiem zacnie. Pytanie tylko jak przełoży się to na brzmienie.

Pierwsze minuty odsłuchu były dość zaskakujące. Szwedzka integra zagrała bardzo odważnie. Z przytupem, pazurem i potężnym, dobrze kontrolowanym basem. Spodziewałem się po niej raczej równego, grzecznego, może nawet lekko ocieplonego brzmienia, a tymczasem pierwszą wiadomością, jaką wykorzystane podczas testu kolumny dostały od Primare'a było atomowe uderzenie w membrany. "Dobra, zatańczycie tak, jak wam zagram, albo puszczę w te kable taki strzał, że nie będzie czego zbierać." - powiedział skromny, kompaktowy, elegancki wzmacniacz, jakby pod płaszczykiem ekologicznego, nowoczesnego urządzenia kryła się bestia z rogami i kopytami. Klimat jak w recenzjach Irka Wacławskiego. Nawałnica dźwięku, złowrogi pomruk basu, srogie łojenie, łomot, tsunami, dźwiękowa łaźnia, ale też dyscyplina, porządek, ład i bezwzględna szczerość. No dobrze, może trochę przesadzam, ale jeśli spodziewaliście się kulturalnego, relaksującego, uspokojonego grania, to nie ten adres. I15 Prisma uderza w ton charakterystyczny dla starszych konstrukcji Primare'a. Tak, tych z tranzystorami przykręconymi do dużych radiatorów i napędzanych dużymi, ciężkimi toroidami. Nowa integra szwedzkiej firmy nie gra oczywiście tak samo, ale oferuje podobny zestaw cech sprawiających, że muzyka tętni życiem. Nie potrzebuje rozgrzewki aby trafić do naszego wnętrza. Nie wylewa się z membran niczym gęsty miód. Nie przedziera się przez powietrze dzielące nas od głośników. Nie przepycha się przez krótki odcinek organicznej galarety między naszymi uszami a mózgiem. Trafia tam, gdzie ma trafić, bez ceregieli, najkrótszą możliwą drogą. Powiedzmy sobie wprost, Primare gra po męsku. W jego rozumieniu gra wstępna polega co najwyżej na trzaśnięciu drzwiami do sypialni i zerwaniu odzienia ze swej wybranki jednym, zamaszystym ruchem ręki. Jeżeli przed odsłuchem chcielibyście jakoś wczuć się w klimat, sugeruję usiąść wygodnie na kanapie, zamknąć oczy i wsłuchać się w błogą ciszę. Kiedy machina ruszy, nie będzie już odwrotu. Pozostanie nam tylko mocno się trzymać i przyjmować na klatę wszystko, co I15 Prisma nam zaserwuje. Będzie potężnie, gwałtownie, intensywnie. Będzie mocno, głęboko, energicznie i koncertowo. Jedno jest pewne. Nigdy, ale to nigdy nie będzie nudno.

Bestia. Dzikus. Potwór. Barbarzyńca. Zwyrodnialec. Muzyczny destruktor, dewastator i terrorysta. Być może powinienem go za to potępić, ale jakoś nie jestem do tego pomysłu przekonany. Widzicie, większość testowanych przeze mnie urządzeń mimo wszystko trzyma się pewnego standardu, porusza się w ramach wytyczonych przez definicję hi-fi - wysokiej wierności. To z kolei sprawia, że po kilku odsłuchach czuję się jak w zatłoczonej perfumerii. Zapachy zaczynają się mieszać i zlewać w jedną słodkawą papkę. Nie zrozumcie mnie źle. I15 Prisma nie jest wzmacniaczem wyginającym dźwiękową czasoprzestrzeń zgodnie z własną, przedziwną wizją i skręcającym pasmo przenoszenia w nienaturalną spiralę. Oceniając sprawę obiektywnie, wszystko jest tu na swoim miejscu. Bas, średnica i góra. Dynamika, przejrzystość i przestrzeń. A jednak gdzieś w tej pozornie zwyczajnej i ze wszech miar prawidłowej mieszance czai się jakaś nieczysta moc, która z wyjątkową siłą przekonywania każe niskim tonom dać z siebie więcej, a do wyższych rejestrów wprowadza pewną dawkę interesującej, wyczuwalnej od pierwszych minut pikanterii. Nie jest to na pewno mdłe granie do kotleta. Jest za to konkret, bliskość, namacalność, przejrzystość, chwilami przeradzająca się nawet w szorstkość. Jak to w życiu bywa, wszystko zależy od nagrania i sprzętu towarzyszącego. Gdybym miał taką możliwość, chętnie podłączyłbym do szwedzkiej integry kolumny o nieco złagodzonym, ocieplonym brzmieniu. Sonus Faber, Opera, Graham Audio, Harbeth, Dynaudio, Vienna Acoustics - najpierw poszedłbym w tym kierunku. Chyba, że obierzemy sobie za cel zbudowanie systemu pokazującego "prawdę o muzyce", choćby nie wiem jak bezlitosne byłoby to dla niektórych albumów i wykonawców. Co ciekawe, jeśli chodzi o repertuar, I15 Prisma nie ma jasno określonych preferencji. Wydawało mi się, że wzmacniacz o tak konkretnym brzmieniu będzie faworyzował na przykład spokojniejszy jazz, muzykę klasyczną lub coś z klimatów ambientowych. W rzeczywistości jednak jakość realizacji jest ważniejsza niż sam gatunek muzyczny. Jeżeli płyta została nagrana dobrze, podczas odsłuchu będziemy mieli mnóstwo frajdy. W przeciwnym razie - szczególnie jeśli mamy do czynienia z albumem brzmiącym płasko, sucho i agresywnie - szwedzka integra pokaże nam wszystkie te mankamenty na równi z daniem głównym, i nie będzie dla niej miało znaczenia czy jest to akurat kameralny jazz, wielka symfonika czy brudny metal.

Wszystko jest tu na swoim miejscu. Bas, średnica i góra. Dynamika, przejrzystość i przestrzeń. A jednak gdzieś w tej pozornie zwyczajnej i ze wszech miar prawidłowej mieszance czai się jakaś nieczysta siła, która z wyjątkową siłą przekonywania każe niskim tonom dać z siebie więcej, a do wyższych rejestrów wprowadza pewną dawkę interesującej, wyczuwalnej od pierwszych minut pikanterii. Nie jest to na pewno mdłe granie do kotleta.

Plusy? Wszystko, co wynika z takiego charakteru brzmienia. Energia, szybkość, rozdzielczość, rzetelność, a także bliskość pierwszego planu i umiejętność odtwarzania muzyki w sposób bezpośredni, chciałoby się nawet powiedzieć - prostolinijny. Wisienką na torcie jest bez wątpienia bas. Głęboki, nasycony, przyjemnie mruczący, wprawiający w drgania cały pokój odsłuchowy, ale też odpowiednio zwarty, rytmiczny i czytelny. Jeśli mam być brutalnie szczery, niskie tony w takim wydaniu można by było zaaplikować do dowolnego wzmacniacza kosztującego nawet dziesięć, dwanaście lub piętnaście tysięcy złotych i nikt by nie narzekał. Słyszałem w swoim życiu kilka znacznie droższych piecyków i systemów all-in-one, które z pewnością chciałyby móc pochwalić się takim basem. Minusy? Hmm... Również wszystko, co wiąże się z przyjętą filozofią. Ta w niektórych przypadkach prowadzi bowiem do osuszenia dźwięku. Nie każdy to lubi, więc nie dla każdego będzie to atrakcyjne. I15 Prisma ma tendencję do podkreślania wszelkiego rodzaju szmerów, szelestów i głosek syczących. Wyraźnie słychać to w nagraniach koncertowych, gdzie odgłosy przerzucanych kartek, oddechy wokalistów i dźwięki dochodzące z sali wychodzą na wierzch od razu. Wszystko to jest nam jednak oferowane jako nierozłączny pakiet. Nie można cieszyć się niesamowitą dynamiką, przejrzystością i basem, jednocześnie narzekając na ofensywny i bezpośredni charakter brzmienia. Jeszcze nie na tym poziomie cenowym. Najlepszym wyjściem będzie więc podkreślenie licznych zalet i zakamuflowanie kilku minusów szwedzkiego wzmacniacza poprzez odpowiedni dobór sprzętu towarzyszącego, z zestawami głośnikowymi na czele. Zgranie tych dwóch elementów, a także kolumn z pomieszczeniem odsłuchowym, to gwarancja sukcesu. Zbyt wiele innych opcji nie mamy, bo opisywana integra wszystko ma już w środku. Jeżeli się uda, stworzymy system, z którym nie będzie można się nudzić. Warto powalczyć, bo I15 Prisma to urządzenie z dużym potencjałem. Odpowiednio wykorzystany, pozwoli mu zyskać przewagę nawet nad znacznie droższą konkurencją.

Primare I15 Prisma

Primare I15 Prisma

Budowa i parametry

Primare I15 Prisma to kompaktowy wzmacniacz zintegrowany, który w materiałach producenta określany jest również jako "centralny system sterowania i mocy". Nie ma w tym nic dziwnego, bo dzięki modułowi Prisma urządzenie łączy się z siecią LAN i Wi-Fi, dysponuje całą baterią gniazd cyfrowych, a do tego ma na wyposażeniu Bluetooth i AirPlay. Jeśli chodzi o dostępną moc, w sieci można znaleźć kilka różnych wartości. Nie mam pojęcia z czego wynikają różnice, ale producent wyraźnie informuje, że jest to 60 W na kanał przy 8 Ω i 100 W na kanał przy 4 Ω. Z pewnością wystarczy do napędzenia większości kolumn ze średniego i wyższego przedziału cenowego. Warto dodać, że oprócz poszerzenia funkcjonalności urządzenia, moduł Prisma daje nam także możliwość sterowania wzmacniaczem i odtwarzaną na nim muzyką za pośrednictwem dedykowanej aplikacji dostępnej na tablety z systemem iOS i Android. Konstruktorom zależało na tym, aby ten skromny klocek umieszczony w obudowie "3/4" mógł dostarczyć nam dźwięk z dowolnego źródła i z łatwością znalazł swoje miejsce w każdej przestrzeni mieszkalnej. Szwedzi odwołują się tutaj do dwóch terminów znanych we wszystkich krajach skandynawskich - "hygge" (popularne ostatnimi czasy słowo używane jako określenie stanu wewnętrznej równowagi, bezpieczeństwa i szczęścia) oraz "lagom" (słowo odnoszące się do szwedzkiej sztuki równowagi, które można przetłumaczyć jako "w sam raz" lub "tyle, ile trzeba"). Patrząc na front opisywanego wzmacniacza, trzeba przyznać, że faktycznie coś w tym jest. Wnętrze urządzenia podzielone jest na kilka wyraźnych sekcji. Mamy tu dużą płytę główną spinającą ze sobą kluczowe elementy, końcówkę mocy pracującą w klasie D i zbudowaną na bazie układu Hypex UCD102 wykorzystującego technologię UFPD 2 (Ultra Fast Power Device), moduł Prisma i mniejszą kartę obsługującą łączność bezprzewodową, płytkę z układami analogowymi i umieszczony w pobliżu przedniej ścianki zasilacz. Konwersję sygnału z postaci cyfrowej na analogową powierzono 32-bitowemu przetwornikowi AKM AK4490EQ, dzięki czemu I15 Prisma obsługuje sygnały PCM do 768 kHz, a także DSD 11,2 MHz.

Werdykt

I15 Prisma to już nie wzmacniacz, ale kompletny system stereo do którego pozostaje nam tylko podłączyć kolumny i dodatkowe źródła, z których korzystamy na co dzień, a na koniec uzupełnić zestaw wysokiej jakości kablami i akcesoriami. Warto przyłożyć się do wyboru każdego jednego elementu, bo szwedzka integra jest jednym z urządzeń, które należy traktować z szacunkiem. Jeżeli kupimy pierwsze lepsze kolumny, których wykończenie pasuje do wystroju naszego salonu, nie słuchając ich ani nawet nie robiąc żadnego rozeznania w kwestii charakteru ich brzmienia, Primare może je dosłownie zmasakrować. W odpowiednim towarzystwie pokaże jednak dynamiczny, przejrzysty i dziarski dźwięk podparty głębokim, sprężystym basem. Szwedzi poszli tutaj dość oczywistą ścieżką - jeżeli słychać więcej, to znaczy, że jest lepiej. Trudno się z tym nie zgodzić, bo słuchając ich podstawowego wzmacniacza ma się wrażenie, że muzyka dociera do nas bez sztucznych barier i opóźnień. Jest odtwarzana w brutalnie szczery sposób. W punkt, tu i teraz. Dostajemy swego rodzaju wykład z muzyki. Objaśnianie skomplikowanych wzorów trwa zaledwie ułamek sekundy. Słuchamy w skupieniu, bo nasz skandynawski profesor drugą ręką już ściera tablicę i po chwili zaczyna zapisywać na niej nowe definicje. Wokal, gitara basowa, perkusja, rozmieszczenie źródeł na scenie... To wszystko na pewno będzie na egzaminie! My wiemy jednak, że zdamy go bez problemu, bo wystarczy posłuchać wybranej płyty raz, aby wiedzieć o niej prawie wszystko. Osobiście chętnie uzupełniłbym taki dźwięk odrobiną ciepła i łagodności, co można osiągnąć właśnie poprzez dobór kolumn i akcesoriów. Nie jest to jednak jedyna droga. I15 Prisma to solidny fundament na którym można zbudować funkcjonalny, audiofilski system. A czy zdecydujecie się przełamać jego temperament odrobiną ciepła, czy może pójdziecie na całość wybierając zestawy, które podkreślą jego charakter? Niech to będzie praca domowa. Na dziś koniec zajęć. Dziękuję i do zobaczenia po sesji.

Primare I15 Prisma

Dane techniczne

Moc wyjściowa: 2 x 60 W/8 Ω, 2 x 100 W/4 Ω
Wejścia analogowe: 1 x RCA
Wyjścia analogowe: 1 x RCA (pre-out)
Wejścia cyfrowe: 4 x optyczne, 1 x koaksjalne, 1 x USB (A), 1 x USB (B)
Wyjścia cyfrowe: 1 x koaksjalne
Łączność: LAN, Wi-Fi, Bluetooth, AirPlay, Chromecast, Spotify Connect
Przetwornik: 32-bitowy (AKM AK4490EQ)
Obsługiwane formaty: WAV, LPCM, AIFF, FLAC, ALAC, MP3, MP4, WMA, OGG, DSD
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz
Stosunek sygnał/szum: >90 dB
Zniekształcenia: <0,05%
Wymiary (W/S/G): 7,3/35/32,9 cm
Masa: 6,4 kg
Cena: 7599 zł

Konfiguracja

Pylon Audio Sapphire 31 StereoLife Edition, Equilibrium Ether Ceramique, Marantz ND8006, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Cardas Clear Reflection, Melodika Purple Rain, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Light, Enerr Tablette 6S, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Voice. W artykule wykorzystano zdjęcia dostarczone przez firmę Primare i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa3

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy5

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy8

Cena
Poziomy7


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Krystian
@Marcin - Serio, kupiłeś go i czujesz się zrobiony na szaro? Bo coś mi się wydaje, że cały Twój system kosztuje ułamek ceny tego Aurendera i narzekasz tylko żeb...
Rolu
@Marcin - Nie zapomniał, tylko Testament chyba nie ma na razie żadnych planów wydawniczych. Coś mi się obił o uszy 2020 rok;) A Testament bardzo lubię. Fajnie w...
Sławek
Dziękuję za szybką i rzeczową odpowiedź. To chciałem przeczytać. Na HD 660 S mogę wkrótce znaleźć trochę grosza, a przy okazji nikt w domu raczej nie zauważy po...

Cytaty

FedericoMoccia.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.