Neurosis - An Undying Love For A Burning World
- Kategoria: Metal
- Karol Otkała

Kiedy opisywałem "Fires Within Fires", uznałem ten album za rozczarowanie. Był dla mnie za krótki, przez co sprawiał wrażenie niedopowiedzianego, a przede wszystkim brakowało mi w nim "polotu" znanego z wcześniejszej twórczości Neurosis. Liczyłem na to, że kolejne wydawnictwo będzie zdecydowanie lepsze. Od tego czasu minęło dziesięć lat. Lata mijały, a następca albumu wciąż się nie pojawiał. W okolicach 2020-2021 zacząłem wątpić, że w ogóle kiedykolwiek powstanie. Po ujawnieniu afery Scotta Kelly'ego w 2022 roku i zawieszeniu działalności zespołu byłem już właściwie pewien, że to koniec. Ostatecznie polubiłem się nawet z "Fires Within Fires", mając świadomość, że to ostatni materiał od Neurosis - i głównie z tego względu. Podobnie miało pewnie wielu fanów zespołu. Pogodziliśmy się z myślą, że dyskografia Amerykanów zamknie się na dwunastu albumach studyjnych. Aż tu nagle 20 marca, na jednej z facebookowych grup, pod dyskusją o nowym Exodusie, trafiłem na komentarz, że szkoda tracić czas na tak marny album, skoro przed chwilą pojawił się nowy Neurosis. I faktycznie - po chwili zaczęły pojawiać się informacje o reaktywacji, a przede wszystkim o tym, że bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi zespół wrzucił do sieci nowy materiał.
W informacji o powrocie kluczowy był jeden element. Do zespołu, w miejsce Kelly'ego, dołączył Aaron Turner, przyjmując tę samą rolę, czyli gitarzysty i wokalisty. Fani post-metalu znają go doskonale z jednego z filarów gatunku - Isis. Turner jest też siłą napędową takich projektów jak Sumac czy Old Man Gloom. Plotki głoszą, że muzyk dołączył do Neurosis już w 2024 roku, co wydaje się całkiem prawdopodobne, bo tworzenie i nagrywanie nowego materiału musiało przecież trochę potrwać. Już po pierwszym przesłuchaniu było jasne, że zespół spełnił moje życzenie - następca "Fires Within Fires" okazał się od niego zdecydowanie lepszy. Nie spodziewałem się jednak skali tego zjawiska, i to na kilku płaszczyznach. Dawno, a może raczej nigdy, nie miałem sytuacji, w której tydzień po premierze nabiłbym na last.fm ponad 350 odtworzeń utworów z jednego albumu. Wychodzi na to, że "An Undying Love for a Burning World" przesłuchałem już ponad czterdzieści razy, czyli spędziłem z nim ponad czterdzieści godzin. Fakt faktem, wielokrotnie leciał sobie w tle podczas pracy, ale za to jak leciał.
Druga sprawa jest taka, że moim zdaniem Neurosis nagrał najlepszy album od dwudziestu pięciu lat. Kiedy ostatni raz w muzyce Amerykanów słychać było tyle gniewu i agresji? Na "Times Of Grace"? Kiedy ostatni raz zespół przygotował tak równy materiał, bez jakichkolwiek mielizn? Na "The Eye of Every Storm"? W przypadku nowego albumu jest to nie lada sztuka, bo trwa on przecież 63 minuty. Ani razu, w żadnym momencie, nie miałem ochoty przeskoczyć dalej. Pewnie spora w tym zasługa "neurosisowego" głodu, który narastał przez dziesięć lat absencji, ale nie ma sensu szukać usprawiedliwień ani dodatkowych tłumaczeń. "An Undying Love for a Burning World" to po prostu cholernie dobre i niesamowicie równe wydawnictwo. Wszystko się tu zgadza, począwszy od wywołującego ciarki "We Are Torn Wide Open". Te 52 sekundy pokazują, z jakim nastawieniem wraca obecnie ekipa Neurosis. A dalej jest tylko lepiej. "Mirror Deep" od początku atakuje słuchacza wściekłym, przytłaczającym riffem. Klimatem utwór ten przypomina czasy "Through Silver In Blood".
W "First Red Rays" mamy okazję po raz pierwszy usłyszeć, co do zespołu wnosi Aaron Turner. Jego growl jest bardzo charakterystyczny, a spokojny fragment w środku to wyraźny ukłon w stronę Isis. Ponieważ również uwielbiam ten zespół, takie granie biorę w ciemno. Bardzo podoba mi się również napotkany w Internecie słowotwórczy stworek - Neurisis. Sam "First Red Rays" ma w sobie kilka świetnych riffów, które ekspresowo zapadają w pamięć. "Blind" kojarzy się z późniejszym etapem twórczości Neurosis. Tutaj główną rolę za mikrofonem przejmuje już von Till, ale spowolnienia ponownie przywołują skojarzenia z macierzystym zespołem Turnera. Takich momentów na krążku jest zdecydowanie więcej i przewijają się one praktycznie do samego końca albumu. Po finałowych dźwiękach aż trudno uwierzyć, że właśnie minęła kolejna godzina spędzona z zespołem.
Na płytę trafił tak dobry materiał, że te 63 minuty są praktycznie nieodczuwalne. Jest to tym bardziej imponujące, że po odjęciu intra i dwóch utworów trwających 4-5 minut zostają nam same molochy, każdy po 8 minut lub więcej. Zamykającemu całość rekordziście, "Last Light", brakuje trzech sekund do pełnych 17 minut, ale dzieje się tu tyle, że na nudę zwyczajnie nie ma miejsca. Czy na "An Undying Love for a Burning World" brakuje Scotta? Pewnie trochę tak, bo zawsze wnosił do zespołu bardzo dużo, nie wspominając już o samym wokalu. Reszta grupy znalazła jednak godnego następcę, który wprowadził powiew świeżości i przemycił na płytę sporo swoich pomysłów. Każdy, kto zna jego wcześniejsze dokonania, bez problemu je wyłapie. Mnie ta zmiana odpowiada. Charakterystyczny styl Neurosis został zachowany, a jednocześnie prawdopodobnie właśnie dzięki rekrutacji Turnera w ogóle powstał nowy materiał. Bo chyba nikt nie wyobraża sobie nagłego zwrotu akcji i powrotu Kelly'ego do zespołu.
Kiedy nieco ponad miesiąc temu ukazywał się nowy album Converge, miałem już nieśmiałego kandydata do tytułu albumu roku. Nowy Neurosis strącił "Love Is Not Enough" z tronu z takim impetem, że o Converge niemal zupełnie zapomniałem. Mamy marzec, więc ciężko stwierdzić, czy "An Undying Love for a Burning World" faktycznie zostanie najlepszym albumem 2026 roku. Jeszcze tydzień temu nikt nie spodziewał się przecież, że taki krążek w ogóle ujrzy światło dzienne. Może więc ten rok szykuje nam jeszcze inne zaskoczenia. Nie wiem jednak, co musiałoby się wydarzyć, żeby przebić tytuł największego, najbardziej niespodziewanego powrotu muzycznego ostatniej dekady. Powrotu, na który chyba każdy fan metalu liczył, w który nikt już nie wierzył, a którego wszyscy potrzebowaliśmy. Teraz, przy dźwiękach "An Undying Love for a Burning World", pozostaje nam jedynie czekać na fizyczną wersję albumu, która ma się pojawić w połowie maja.
Artysta: Neurosis
Tytuł: An Undying Love For A Burning World
Wytwórnia: Neurot,
Rok wydania: 2026
Gatunek: Metal, Atmospheric Sludge Metal
Czas trwania: 63:30
Ocena muzyki![]()
Nagroda












Komentarze