Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

All Them Witches - House Of Mirrors

  • Kategoria: Rock
  • Karol Otkała

All Them Witches - House Of Mirrors

Mniej więcej rok temu przestałem wierzyć, że usłyszymy jeszcze nową muzykę od All Them Witches. Może nie dlatego, że zespół oficjalnie dawał do zrozumienia, że to koniec, ale dlatego, że w przypadku tej grupy cisza zaczęła być coraz bardziej niepokojąca. Amerykanów poznałem przy okazji premiery "Lightning at the Door" i od tamtego momentu miałem wrażenie, że obcuję z jedną z tych kapel, które nie potrzebują wielkich kampanii, agresywnej promocji ani nachalnego budowania własnej legendy. Po prostu regularnie, co rok lub dwa, dostarczały nowy materiał, a każdy kolejny album przynosił coś innego. Raz było bardziej bluesowo i garażowo, innym razem ciężej, psychodelicznie, przestrzennie albo wręcz transowo. All Them Witches potrafili grać tak, jakby wyrastali z tradycji Black Sabbath, Led Zeppelin, pustynnego rocka i amerykańskiego bluesa, ale nigdy nie brzmieli jak kolejny zespół próbujący odtworzyć cudzą przeszłość.

Właśnie dlatego dyskografia All Them Witches szybko stała się dla mnie czymś więcej niż zbiorem płyt do okazjonalnego odsłuchu. To jedna z tych grup, przy których człowiek dość szybko zaczyna mieć swoje ulubione okresy, swoje prywatne punkty odniesienia i własne wyobrażenie o tym, czym "powinien" być kolejny album. Problem polega na tym, że All Them Witches nigdy specjalnie nie przejmowali się takimi oczekiwaniami. Zespół powstał w Nashville w 2012 roku, ale od początku nie pasował do prostych szufladek. Niby psychodeliczny blues rock, niby stoner, niby hard rock, niby coś z doomowej motoryki, ale też sporo przestrzeni, improwizacyjnego luzu i specyficznej, lekko mrocznej amerykańskiej melancholii. Ta muzyka zawsze miała w sobie coś bardzo fizycznego, brudnego i organicznego, a jednocześnie potrafiła odpłynąć w rejony, w których riff przestawał być najważniejszy, a zaczynał liczyć się nastrój.

Wszystko urwało się po wydaniu "Nothing as the Ideal" z 2020 roku. To był album nagrany w Abbey Road Studios, mocny, skupiony i jak na All Them Witches wyjątkowo dopracowany brzmieniowo. Po drodze był jeszcze pandemiczny "Bakers Dozen", ale trudno traktować go jako pełnoprawny album - raczej jako zbiór cyklicznie publikowanych singli, szkiców i dłuższych form, które wspólnie ukazały się na winylu dopiero w 2023 roku. Z perspektywy fana było to oczywiście coś wartościowego, ale nie zastępowało normalnej płyty. Zresztą dziś ceny tej kompilacji osiągają absurdalne poziomy - aktualnie na Discogs dostępne są zaledwie dwa egzemplarze, oba za ponad 1000 euro. W pewnym momencie zacząłem więc zakładać, że All Them Witches zostaną jedną z tych grup, które formalnie istnieją, koncertują, pojawiają się tu i tam, ale na nowy rozdział studyjny trzeba będzie czekać w nieskończoność.

W lutym, zupełnie niespodziewanie, pojawił się "Red Rocking Chair" - pierwszy utwór zapowiadający nowy album. W zasadzie wszystko się w nim zgadzało. Od razu było słychać, że to All Them Witches. Jest świetny, sabbathowski, doomowy riff, fajna solówka, ciężar, przestrzeń i kilka ciekawych przejść. Utwór ma ponad sześć minut, rozwija się niespiesznie i brzmi tak, jakby zespół nie zamierzał nikomu udowadniać, że po długiej przerwie potrafi jeszcze pisać krótkie, zwarte single. A jednak po pierwszym odsłuchu poczułem lekki niedosyt. Brakowało mi czegoś, co sprawiłoby, że po zakończeniu utworu chciałbym natychmiast włączyć go ponownie. Problem leżał jednak głównie po mojej stronie. Moje oczekiwania przez te wszystkie lata urosły do absurdalnych rozmiarów. Jako fan liczyłem na coś, co kompletnie "urwie mi tyłek", a dostałem "tylko" bardzo dobry numer.

Z dwiema kolejnymi zapowiedziami - "Starting Line" i "The Welterweight" - było podobnie. To dobre utwory, oparte na charakterystycznym stylu wypracowanym przez zespół, które bez problemu mogłyby stanowić mocne punkty wcześniejszych wydawnictw. "Starting Line" ma w sobie ten typowo wiedźmowy puls, który jednocześnie buja i lekko hipnotyzuje, jakby muzycy grali coś bardzo prostego, ale za każdym kolejnym taktem przesuwali akcent o milimetr w inną stronę. "The Welterweight" z kolei pokazuje bardziej nerwowe, poszarpane oblicze zespołu, mniej oczywiste i mniej nastawione na natychmiastowy efekt. Gdyby te utwory pojawiły się bez zapowiedzi albumu, pewnie przyjąłbym je bez większych zastrzeżeń. Tutaj jednak wybrano je do promocji materiału, na który czekałem sześć lat, i właśnie wtedy pojawił się u mnie lekki sceptycyzm wobec "House Of Mirrors". Towarzyszył mi on również podczas pierwszych odsłuchów, bo moje oczekiwania dość brutalnie rozjechały się z muzyczną wizją zespołu.

"House Of Mirrors" to 10 nowych utworów i nieco ponad 43 minuty muzyki. Przy pierwszym kontakcie album wydaje się wyraźnie inny od poprzednich wydawnictw grupy. Przede wszystkim nie ma tu typowych "killerów" - numerów, które od razu wpadają w ucho, chwytają za kark i każą zatrzymać się przy nich na dłużej. Nie ma takiego natychmiastowego efektu, jaki dawały niektóre starsze kompozycje zespołu, gdzie wystarczył jeden riff, jeden refren albo jedno wejście sekcji rytmicznej, żeby wiedzieć, że do tego utworu będzie się wracało latami. Po pierwszym odsłuchu nie zapamiętałem z tej płyty właściwie niczego. Co gorsza, nie byłem nawet pewien, czy to znaczy, że album jest zbyt równy, zbyt zachowawczy, czy może zwyczajnie potrzebuje więcej czasu.

Dopiero kolejne spotkania z "House Of Mirrors" sprawiają, że wszystkie puzzle zaczynają wskakiwać na swoje miejsce. To nie jest płyta zbudowana na oczywistych przebojach ani na kilku mocnych punktach, wokół których krąży reszta materiału. All Them Witches nagrali album bardzo równy, zwarty i na swój sposób konsekwentny. Taki, który najlepiej poznawać jako całość, od pierwszego do ostatniego utworu, bez wyrywania pojedynczych fragmentów z kontekstu. Dopiero wtedy zaczyna pokazywać swoje prawdziwe - i bardzo atrakcyjne - oblicze. Szybko okazuje się też, że kryje mnóstwo świetnych momentów, którym po prostu trzeba dać czas. To nie są refreny rzucające się na słuchacza po trzydziestu sekundach, ale raczej drobne przesunięcia nastroju, ciekawe zagrywki gitarowe, rytmiczne pętle, brudne faktury i fragmenty, które początkowo wydają się niepozorne, a później zaczynają pracować w głowie.

Największa siła "House Of Mirrors" polega chyba właśnie na tym, że zespół nie próbował nagrać płyty w trybie "powrotu po latach". Nie ma tu wielkich gestów, desperackiego podbijania stawki ani utworów krzyczących "jesteśmy z powrotem". All Them Witches brzmią raczej tak, jakby po prostu weszli do studia z nową energią, ale bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. To z jednej strony może rozczarować tych, którzy oczekiwali albumu natychmiastowego, ciężkiego i efektownego, ale z drugiej pokazuje coś cenniejszego - zespół nadal ufa własnej intuicji. Nie próbuje wrócić do konkretnego momentu w swojej dyskografii, nie odtwarza "Lightning at the Door", nie nagrywa drugiego "Nothing as the Ideal" i nie poleruje blues rocka do radiowego połysku. Zamiast tego robi rzecz mniej oczywistą, bardziej cierpliwą i bardziej zamgloną.

Bardzo fajnie buja jeden z najbardziej żywiołowych momentów płyty - "Hold Up, Say What?". To utwór, w którym zespół przypomina, że potrafi grać lekko, nerwowo i z pewnym garażowym luzem, bez tracenia własnego charakteru. Nie jest to może przebój w klasycznym sensie, ale ma w sobie energię, która po kilku odsłuchach zaczyna działać coraz mocniej. Z kolei "Aethernet" to czysty garażowy blues rock, który po zmianie wokalisty można byłoby spokojnie pomylić z twórczością The Black Keys. Jest w nim prostota, suchy groove i ta lekko przybrudzona bezpośredniość, która świetnie kontrastuje z bardziej rozciągniętymi, psychodelicznymi fragmentami albumu. Zaskakująco wypada minimalistyczny "Go-Getter" - krótki, oszczędny i pozornie niepozorny, ale właśnie przez tę oszczędność wyróżniający się na tle reszty materiału.

Warto też zwrócić uwagę na to, że "House Of Mirrors" nie jest albumem jednowymiarowym, choć na początku może sprawiać takie wrażenie. "Culling Line" ma w sobie ciemniejszy, bardziej niepokojący puls, "Turn On The Light" dokłada kolejną warstwę tej charakterystycznej dla zespołu zadymy, a "Angel On The Wayside" pokazuje, że All Them Witches wciąż najlepiej czują się tam, gdzie granica między piosenką a jamem robi się nieostra. Całość bardzo zgrabnie zamyka "Saturn Song" - jeden z najciekawszych momentów albumu, dodatkowo wzbogacony partiami klawiszy. Obecność Allana Van Cleave'a zawsze dodawała muzyce zespołu specyficznej głębi, bo jego klawisze nie pełnią tu roli ozdobnika. Często są mgłą, cieniem albo drugim planem, który sprawia, że nawet proste riffy zaczynają brzmieć mniej oczywiście.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że w ostatnich latach w zespole zaszły zmiany personalne. All Them Witches przez długi czas kojarzyli się z charakterystyczną chemią między Charlesem Michaelem Parksem, Benem McLeodem, Robbym Staeblerem i Allanem Van Cleave'em. Powrót Van Cleave'a i późniejsze zmiany za perkusją musiały wpłynąć na dynamikę grupy, nawet jeśli "House Of Mirrors" nie brzmi jak album zaczynany od zera. Słychać tu ciągłość, ale słychać też inne rozłożenie akcentów. Rytmika bywa bardziej sprężysta, kompozycje rzadziej idą w stronę długich, oczywistych kulminacji, a całość wydaje się mniej monumentalna, za to bardziej zwarta i dziwnie napięta. To nadal All Them Witches, ale niekoniecznie dokładnie tacy, jakich chciałem usłyszeć po sześciu latach przerwy.

I tu dochodzimy do najważniejszego problemu tej płyty - niekoniecznie muzycznego, raczej psychologicznego. Ekipa All Them Witches wystawiła swoich fanów na ciężką próbę, robiąc aż sześcioletnią przerwę wydawniczą. Podejrzewam, że wielu słuchaczy wywindowało swoje oczekiwania podobnie jak ja. Po tak długim czasie człowiek nie czeka już po prostu na nowy album. Zaczyna układać go sobie w głowie. Wyobraża sobie, że zespół wróci z materiałem cięższym, bardziej psychodelicznym, bardziej bluesowym albo bardziej przestrzennym - zależnie od tego, który etap jego twórczości ceni najbardziej. A potem przychodzi realna płyta i okazuje się, że muzycy poszli własną drogą. Właśnie to może być źródłem skrajnych reakcji na "House Of Mirrors" - od zachwytu po rozczarowanie.

Nie pomaga również fakt, że zespół nie poszedł na łatwiznę. Po tak długiej przerwie najbezpieczniej byłoby nagrać album złożony z mocnych riffów, kilku chwytliwych refrenów i długich psychodelicznych odjazdów, czyli dokładnie to, czego wielu fanów mogło oczekiwać. All Them Witches wybrali jednak materiał bardziej wymagający, początkowo mniej efektowny i mniej jednoznaczny. Przy pierwszym kontakcie można odnieść wrażenie, że płyta jest zbyt spokojna, zbyt równa albo pozbawiona najmocniejszych punktów zaczepienia. Ale im dłużej się z nią przebywa, tym wyraźniej słychać, że to nie brak pomysłów, tylko inny sposób ich podania. Zamiast krzyczeć, album powoli wciąga słuchacza do środka.

Wystarczy więc na chwilę odłożyć własne oczekiwania na bok, by szybciej polubić się z "House Of Mirrors". Nie twierdzę, że to najlepszy album All Them Witches ani że po kilku odsłuchach wszystkie początkowe wątpliwości magicznie znikają. Sam nadal mam poczucie, że po sześciu latach przerwy liczyłem na coś bardziej porażającego, na płytę, która natychmiast stanie się jednym z najważniejszych punktów w dyskografii zespołu. Ale jednocześnie coraz trudniej odmówić temu materiałowi klasy. To wciąż bardzo dobry album, nagrany przez grupę, która ma własny język, własne tempo i własne pojęcie ciężaru. Nie każdy musi dać się porwać od razu, ale kto zostanie z nim dłużej, prawdopodobnie odkryje znacznie więcej, niż sugeruje pierwszy odsłuch.

"House Of Mirrors" to kolejna mocna pozycja w dyskografii Amerykanów, choć niekoniecznie taka, jakiej wielu fanów mogło się spodziewać. Może właśnie dlatego jest ciekawa. Nie zamyka historii All Them Witches w nostalgii za dawnym brzmieniem, tylko pokazuje zespół, który nadal potrafi skręcić w bok, zamiast jechać najprostszą drogą. Pozostaje nam jedynie liczyć na to, że na następcę tej płyty będziemy musieli czekać krócej niż kolejne sześć lat. Sam liczę też na "Bakers Dozen" w wersji CD.

Artysta: All Them Witches
Tytuł: House Of Mirrors
Wytwórnia: BMG
Rok wydania: 2026
Gatunek: Rock, Stoner Rock, Blues Rock, Hard Rock
Czas trwania: 43:20

Ocena muzyki
Poziomy7

Komentarze (1)

  • Darek

    Wspaniały album z piekielnie mocnymi bębnami! Uwielbiam!

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
The Afghan Whigs - Soft Control

The Afghan Whigs - Soft Control

Przez jednych uznawany za kultowy, przez innych zupełnie nieznany. The Afghan Whigs nigdy nie należał do zespołów, które podbijały listy przebojów i stawały się częścią szeroko rozumianego rockowego mainstreamu, ale przez lata wypracowali sobie bardzo charakterystyczny styl i niezwykle oddane grono słuchaczy. Historia zespołu zaczęła się w połowie lat osiemdziesiątych,...

Chelsea Wolfe - The Dark

Chelsea Wolfe - The Dark

Tytuł "The Dark" brzmi jak obietnica czegoś dobrze znanego wszystkim, którzy śledzą twórczość Chelsea Wolfe od dłuższego czasu. Można więc założyć, że za chwilę znów zrobi się ciężko, chłodno, nawet trochę nieprzyjemnie. Tyle że tym razem nazwa albumu okazuje się wyjątkowo przewrotna. Dlaczego - do tego jeszcze wrócę. Najnowszy album...

The Black Keys - Peaches!

The Black Keys - Peaches!

Patrząc na ostatnie siedem lat działalności The Black Keys, można dojść do wniosku, że zespół wyjątkowo polubił się ze sztuczną inteligencją, która hurtowo generuje duetowi kolejne pomysły na płyty. Efekt? Sześć albumów w siedem lat. Tempo imponujące, szczególnie jak na wykonawcę mającego za sobą ponad dwie dekady działalności, ale niestety...

All Them Witches - House Of Mirrors

All Them Witches - House Of Mirrors

Mniej więcej rok temu przestałem wierzyć, że usłyszymy jeszcze nową muzykę od All Them Witches. Może nie dlatego, że zespół oficjalnie dawał do zrozumienia, że to koniec, ale dlatego, że w przypadku tej grupy cisza zaczęła być coraz bardziej niepokojąca. Amerykanów poznałem przy okazji premiery "Lightning at the Door" i...

Neurosis - An Undying Love For A Burning World

Neurosis - An Undying Love For A Burning World

Kiedy opisywałem "Fires Within Fires", uznałem ten album za rozczarowanie. Był dla mnie za krótki, przez co sprawiał wrażenie niedopowiedzianego, a przede wszystkim brakowało mi w nim "polotu" znanego z wcześniejszej twórczości Neurosis. Liczyłem na to, że kolejne wydawnictwo będzie zdecydowanie lepsze. Od tego czasu minęło dziesięć lat. Lata mijały,...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Sennheiser Momentum 5 Wireless

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...

Matrix Audio ND-1

Matrix Audio ND-1

Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...

Bannery boczne

Komentarze

Jacek
Sensu takich rozwiązań nie będę komentował, bo każdy musi przetestować to u siebie i zdecydować, czy jest różnica i czy jest warta wydania kolejnych pieniędzy. ...
pliki z głową
Wiele lat temu nie wierzyłem w cyfrowe audio. Cyfra to cyfra, więc bit to bit, a więc niech nikt nie p...., że jest inaczej. Nie ma prawa być inaczej. Ale pewne...
Wojtek
Słuchałem Diamondów 25, szukając kolumn do NAD-a C379. Konkurentami były B&W 603v3, Elac Carina i Vela, Audiovector QR3, Focal Theva3. Diamond 25 ładnie zgr...
Darek
No, Panie Tomaszu, w końcu czyta się przyjemnie bez niepotrzebnego nadęcia czy palenia mózgu. Brzytwa Ockhama dobrze zastosowana :) Gratuluję świetny artykuł, b...

Płyty

The Afghan Whigs - Soft Control

The Afghan Whigs - Soft Control

Przez jednych uznawany za kultowy, przez innych zupełnie nieznany. The Afghan Whigs nigdy nie należał do zespołów, które podbijały listy...

Tech Corner

Magiczny świat potencjometrów, czyli wszystko o regulacji głośności w sprzęcie audio

Magiczny świat potencjometrów, czyli wszystko o regulacji głośności w sprzęcie…

Regulacja głośności jest jedną z najważniejszych funkcji każdego systemu audio. Prawidłowe działanie tego elementu naszego sprzętu ma ogromny wpływ na przyjemność płynącą z jego użytkowania. Kiedy potencjometr zaczyna tracić swoją funkcjonalność, nawet w niewielkim stopniu, jest to niezwykle kłopotliwe, a może też być niebezpieczne dla innych elementów zestawu, takich jak...

Nowości ze świata

  • While much of the high-end IEM market seems determined to fit ever more drivers and technologies into increasingly elaborate shells, Noble Audio has decided to move in the opposite direction. Iris is a new universal in-ear monitor built around a...

  • Q Acoustics has spent the last two years filling out the latest generation of its most affordable loudspeaker family, but one obvious model was missing. When 3000c debuted at High End Munich 2024, the range included three standmounts, the large...

  • Meze Audio has been climbing steadily toward the very top of the headphone market for years, but until now the hierarchy was relatively easy to understand. Empyrean established the company's planar magnetic credentials, Elite pushed the concept further, and Empyrean...

Prezentacje

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Cytaty

CarlosRuizZafon.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.