Bluesound Powernode (2025)
- Kategoria: Systemy stereo
- Tomasz Karasiński

Kiedy w 2019 roku testowaliśmy Bluesounda Powernode 2i, całą opowieść rozpoczęliśmy od pytania o różnicę między audiofilem a melomanem. Ten pierwszy miał doskonale znać nazwy i symbole interesujących go urządzeń, studiować dane techniczne, testy i opinie użytkowników, a przymierzając się do zakupu wzmacniacza, wiedział już, jaki kabel zasilający do niego podłączy. Drugi miał po prostu szukać czegoś, co pozwoli mu komfortowo słuchać muzyki, nie przywiązując tak dużej wagi ani do parametrów, ani do symboli zastosowanych wewnątrz kości, ani do tego, co na temat danego sprzętu mają do powiedzenia specjaliści. Powernode 2i był produktem zaprojektowanym tak, aby ten podział przestał mieć znaczenie. Z jednej strony wyglądał jak niepozorne pudełko dla normalnego człowieka, który nie chce zastawiać salonu elektroniką, z drugiej - grał na tyle dobrze, że nawet doświadczeni audiofile musieli przynajmniej na chwilę odłożyć na bok swoje uprzedzenia. W gruncie rzeczy Bluesound zaproponował wówczas bardzo prosty układ. Klient wybiera kolumny, podłącza je do małej skrzynki, uruchamia aplikację i właściwie może już zapomnieć o całej reszcie. Nie musi zastanawiać się nad doborem wzmacniacza, streamera, przetwornika, przewodu łączącego te urządzenia ani nad tym, gdzie ustawić całą wieżę. Miał to być system all-in-one przede wszystkim dla melomana, ale taki, którego audiofil nie wyłączy po pięciu minutach z grymasem niezadowolenia.
Od tamtej pory świat mocno się zmienił. Wzmacniacz strumieniujący przestał być dziwną hybrydą, wynalazkiem dla minimalistów albo uproszczonym systemem multiroom z zaciskami głośnikowymi. Dziś jest jedną z najważniejszych kategorii na rynku hi-fi. W dolnej części cennika znajdziemy urządzenia takie jak WiiM Amp Ultra i Denon Home Amp, nieco wyżej czekają Audiolab 6000A Play, Marantz Model M1 czy Octavio AMP, a bardziej wymagający klienci mogą skierować wzrok w stronę NAD-a M10 V3, Naima Uniti Atom czy jeszcze większych systemów jednoczęściowych i wzmacniaczy sieciowych, takich jak AVM Inspiration CS 2.3, Lindemann Musicbook Combo, Hegel H150 czy Lyngdorf TDAI-2210. Małe urządzenia nie muszą już udowadniać, że w ogóle potrafią napędzać prawdziwe kolumny. Dziś muszą pokazać, że robią to wystarczająco dobrze, aby ich właściciel nie zaczął po miesiącu rozglądać się za większym, cięższym i bardziej audiofilskim wzmacniaczem. Na rynku pojawiło się mnóstwo konstrukcji oferujących streaming, HDMI i całkiem wysoką moc za stosunkowo niewielkie pieniądze, więc sama wygoda nie wystarcza już do uzasadnienia ceny. Jeżeli producent chce zażądać od nas czterech, pięciu albo dziesięciu tysięcy złotych, musi zaproponować coś więcej niż aplikację, zaciski głośnikowe i hasło "just add speakers".
Sytuacja Bluesounda jest pod tym względem szczególnie ciekawa, ponieważ kanadyjska marka nie wskoczyła do rozpędzonego pociągu, lecz w dużym stopniu sama układała tory. Pierwszy Powernode pojawił się ponad dekadę temu, a po nim pojawiały się kolejne generacje - Powernode 2, Powernode 2i, odmiana 2i wyposażona w HDMI, model N330 z 2021 roku i wreszcie opisywany N331, określany najczęściej jako Powernode (2025). Cała rodzina powstawała w obrębie grupy Lenbrook, do której należą również NAD i PSB. Powernode nie jest więc przypadkowym streamerem połączonym z gotową końcówką mocy, lecz częścią większego ekosystemu, w którym spotykają się doświadczenia z zakresu wzmacniaczy, kolumn, instalacji multiroom i oprogramowania sieciowego. Najważniejszym wspólnym elementem stał się BluOS - platforma wykorzystywana nie tylko przez Bluesounda, ale także przez NAD-a i innych partnerów. W przypadku wielu konkurencyjnych urządzeń streaming jest funkcją dobudowaną do wzmacniacza. Tutaj od początku stanowił podstawę całej koncepcji. Sprzęt i oprogramowanie były rozwijane równolegle, a kolejne Powernode'y miały nie tylko grać lepiej, ale także coraz sprawniej wpisywać się w codzienne życie użytkownika. Czy tak będzie i tym razem?

Wygląd i funkcjonalność
Nowy model może początkowo rozczarować kogoś, kto oczekiwał rewolucji. Z zewnątrz wygląda niemal tak samo jak poprzednik. Zachowano wymiary, charakterystyczny panel dotykowy i minimalistyczną formę. Kto rzuci okiem na zdjęcie i poprzestanie na informacji o wzroście mocy z 80 do 100 W na kanał, może uznać N331 za rutynowy lifting - kolejny procesor, kilka nowych gniazd, trochę więcej watów, zaktualizowane oprogramowanie i do widzenia. W rzeczywistości lista zmian jest znacznie ciekawsza. Wzmacniacz HybridDigital zastąpiono konstrukcją DirectDigital wykorzystującą tranzystory GaN, dodano trzeci kanał mocy, pełnowymiarowe wejście analogowe RCA, klasyczne gniazdo optyczne, wejście USB-C i wzmacniacz słuchawkowy THX AAA. Powernode może teraz oddawać 2 x 100 W w stereo lub 3 x 80 W, zasilając również kolumnę centralną. HDMI eARC, obsługa Dolby Digital i możliwość dołączenia bezprzewodowych głośników Bluesounda pozwalają zbudować z niego prosty system kina domowego, a w maju 2026 roku uruchomiono zapowiadaną wcześniej korekcję akustyki Dirac Live. Nie jest to więc stary Powernode z podkręconym zasilaczem, lecz urządzenie, którego rola została wyraźnie rozszerzona.
Co ciekawe, zmiana profilu nastąpiła bez porzucenia podstawowej idei. Nadal chodzi o system typu "just add speakers". Kupujemy jedno małe pudełko, podłączamy kolumny, wybieramy muzykę w aplikacji i gramy. Cała reszta - telewizor, subwoofer, słuchawki, multiroom, korekcja akustyki i opcjonalny kanał centralny - może pozostać dodatkiem, z którego nigdy nie skorzystamy. Tych dodatków zrobiło się jednak tyle, że zaczynają one odgrywać ważną rolę w ocenie produktu. Powernode (2025) nie konkuruje już wyłącznie z innymi małymi wzmacniaczami strumieniującymi. Próbuje przekonać klientów, że zamiast wybierać streamer, DAC, wzmacniacz, urządzenie do telewizora i wzmacniacz słuchawkowy, można kupić jedną skrzynkę i zakończyć temat. Dla części odbiorców będzie to argument ważniejszy niż różnice w topologii stopnia wyjściowego. Jeżeli sprzęt stoi w salonie, korzysta z niego kilka osób, a muzyka, filmy i słuchawki mają działać bez przełączania kabli i studiowania instrukcji, kompletność całego rozwiązania staje się równie istotna jak jakość dźwięku.
TEST: NAD M10 V3
Z zewnątrz Powernode nadal przypomina raczej router, niewielki komputer albo dekoder telewizyjny niż urządzenie zdolne napędzić poważne kolumny. Do wyboru mamy wersję czarną i białą, obie dyskretne, pozbawione ozdobników i zaprojektowane tak, aby wtopić się w otoczenie, a nie dominować nad całym salonem. Trudno powiedzieć, czy jest to przykład konsekwencji, czy zachowawczości. Z jednej strony skrzynka jest zgrabna, schludna i na tyle mała, że można ustawić ją praktycznie wszędzie. Pasuje do współczesnego wnętrza, nie przytłacza stolika ani komody, a przewody głośnikowe są właściwie jedynym elementem zdradzającym, że nie mamy do czynienia ze sprzętem komputerowym. Z drugiej strony Powernode nie wygląda jak urządzenie kosztujące około pięciu tysięcy złotych. Nie ma aluminiowego frontu, dużego pokrętła, kolorowego ekranu ani pięknie wyfrezowanych radiatorów. NAD M10 V3 kosztuje prawie dwa razy więcej, jednak gdy postawimy oba modele obok siebie, bez trudu odgadniemy, który jest droższy. Tylko czy to źle? Patrząc na bogate wyposażenie nowego Powernode'a, trudno oczekiwać, że w cenie oscylującej wokół pięciu tysięcy złotych zmieści się jeszcze obudowa wyglądająca jak małe dzieło sztuki. Poza tym wszyscy wielokrotnie widzieliśmy, jak skrajne emocje budzi sprzęt wyróżniający się z tłumu. Nawet gdyby Bluesound mógł pozwolić sobie na obudowę z aluminium, drewna, miedzi, polerowanej stali albo jakiegoś zupełnie egzotycznego materiału, nie sądzę, by było to korzystne. Powernode (2025) z założenia miał trafić do jak najszerszego grona klientów, a przecież każdy ma inny gust. Każda odważna koncepcja stylistyczna jest w takim przypadku ryzykowna, a zwykła, prosta, czarna lub biała skrzynka sprawdzi się wszędzie. Niewykluczone też, że inżynierowie Bluesounda uznali, że właściciel Powernode'a i tak będzie spoglądał na ekran telefonu lub tabletu, a nie na sam wzmacniacz.
Z przodu znajdziemy jedynie wskaźniki stanu, odbiornik podczerwieni i pełnowymiarowe wyjście słuchawkowe 6,35 mm. Całe podstawowe sterowanie przeniesiono na górną ściankę, gdzie umieszczono dotykowy suwak regulacji głośności, przyciski odtwarzania, pauzy i zmiany utworów oraz pięć programowalnych presetów. Panel budzi się, gdy zbliżymy do niego rękę, dzięki czemu podczas normalnej pracy pozostaje dyskretny, a kiedy chcemy szybko ściszyć muzykę lub zatrzymać odtwarzanie, nie musimy szukać telefonu. Presety mogą uruchamiać stacje radiowe, playlisty, albumy lub inne najczęściej używane pozycje i choć brzmi to jak drobiazg, w codziennym użytkowaniu okazuje się niezwykle praktyczne. Powernode ma funkcjonować nie tylko w systemie audiofila, lecz także w normalnym domu, w którym ktoś chce włączyć radio podczas śniadania bez przechodzenia przez kilka ekranów aplikacji. Szkoda tylko, że producent nie zdecydował się na żaden wyświetlacz. Nie musi to być wielki panel pokazujący okładki albumów. Wystarczyłaby informacja o poziomie głośności, aktywnym wejściu lub trybie pracy. W aplikacji wszystko jest jasne, lecz stojąc obok urządzenia, pozostajemy zdani na diody i własną pamięć. WiiM Amp Ultra czy NAD M10 V3 prezentują się pod tym względem znacznie nowocześniej.
W zestawie nie ma klasycznego pilota, ale producent nie zostawił użytkownika wyłącznie z aplikacją. Powernode ma wbudowany odbiornik podczerwieni i funkcję uczenia się komend, więc można wykorzystać praktycznie dowolny nadajnik, który akurat mamy pod ręką. Opcjonalny RC1 jest fabrycznie zaprogramowany, natomiast po podłączeniu telewizora przez HDMI głośnością można sterować jego pilotem za pośrednictwem CEC (możliwość sterowania różnymi urządzeniami za pomocą jednego pilota). W większości systemów brak firmowego "leniucha" nie będzie zatem poważnym utrudnieniem, chociaż przy tej cenie można było po prostu dorzucić go do pudełka. Z funkcjonalnego punktu widzenia ważniejsze jest to, że Powernode nie wymusza korzystania z jednego sposobu obsługi. Miłośnik streamingu może uruchamiać muzykę przez Spotify Connect, Tidal Connect, Qobuz Connect, AirPlay 2 albo Roon, osoba korzystająca z biblioteki lokalnej może pracować w BluOS-ie, a domownicy oglądający telewizję prawdopodobnie nigdy nie otworzą firmowej aplikacji, ponieważ w ich przypadku obsługę przejmie połączenie HDMI. Urządzenie ma być na tyle elastyczne, aby różni użytkownicy korzystali z niego po swojemu, nie przeszkadzając sobie nawzajem.
Znacznie ciekawiej robi się na tylnej ściance, ponieważ tutaj najlepiej widać, że N331 nie jest tylko kolejną wersją tego samego pudełka. W poprzednich Powernode'ach miniaturyzacja wymuszała korzystanie z gniazd hybrydowych 3,5 mm i przejściówek. Nowy model nadal ma jedno takie wejście, mogące pracować w trybie analogowym lub optycznym mini-Toslink, ale obok pojawiły się standardowe wejście liniowe RCA i pełnowymiarowy Toslink. Jest to pozornie niewielka zmiana, która wyraźnie poprawia komfort instalacji. Do Powernode'a można podłączyć odtwarzacz CD, tuner, zewnętrzny przedwzmacniacz gramofonowy lub inne źródło analogowe bez szukania specjalnych przewodów. Wbudowanego phono stage'a jednak nie ma i dla wielu użytkowników będzie to najważniejszy brak. Urządzenie mające przejąć rolę całego systemu powinno teoretycznie umożliwiać bezpośrednie podłączenie gramofonu, tym bardziej że podobną funkcję oferuje chociażby NAD M10 V3 (ale znów - różnica w cenie jest znaczna). Bluesound najwyraźniej uznał, że klienci zainteresowani winylem mogą skorzystać z zewnętrznego przedwzmacniacza. Jest to rozwiązanie logiczne, lecz oznacza dodatkowe pudełko i kolejny zasilacz, a przecież cała filozofia Powernode'a polega na eliminowaniu takich elementów. Moim zdaniem bardziej prawdopodobne jest to, że projektanci uznali, że grupa miłośników czarnych płyt zaczyna się kurczyć (nie wiem, co na to statystyki, ale wydaje mi się, że moda na winyle zaczyna delikatnie słabnąć), albo są to osoby przywiązujące do gramofonu tak dużą wagę, że kupno zewnętrznego przedwzmacniacza korekcyjnego nie będzie dla nich przykrą koniecznością, lecz kolejną przygodą służącą poprawie brzmienia ukochanych "placków".
Z wejść cyfrowych najważniejsze jest oczywiście HDMI eARC. Telewizor może automatycznie budzić wzmacniacz, regulować jego głośność i przesyłać do niego sygnał Dolby Digital, dzięki czemu Powernode staje się naturalnym centrum systemu stojącego w salonie. Dodano również USB-C Audio, umożliwiające wykorzystanie urządzenia jako zewnętrznego systemu dźwiękowego dla komputera. Port USB-A służy do podłączania pamięci masowych, a z siecią połączymy się bezprzewodowo lub za pomocą gigabitowego Ethernetu. Brakuje natomiast wejścia koaksjalnego S/PDIF, co dla większości użytkowników nie będzie wielkim problemem, ale właściciele transportów płytowych i bardziej klasycznych źródeł cyfrowych mogą być rozczarowani. Jeszcze bardziej znaczącym ograniczeniem jest brak regulowanego wyjścia liniowego. Powernode nie może pracować jako pełnoprawny streamer i przedwzmacniacz współpracujący z zewnętrzną końcówką mocy. Pod tym względem niewiele zmieniło się od czasów modelu 2i. Nadal jest to system zamknięty. Można rozbudować go o subwoofer, kanał centralny, bezprzewodowe głośniki w innych pomieszczeniach lub zestaw tylnych kanałów, ale nie da się zachować jego sekcji sieciowej i wymienić samego wzmacniacza na lepszy. Jeżeli za kilka lat dopadnie nas audiophilia nervosa, Powernode będzie musiał trafić do drugiego pokoju albo zostać sprzedany na rynku wtórnym.
Najbardziej charakterystycznym elementem tylnego panelu są trzy zestawy terminali głośnikowych. Obok zacisków dla lewej i prawej kolumny pojawiło się wyjście kanału centralnego. W trybie stereo wzmacniacz oddaje 2 x 100 W przy 8 Ω, natomiast po aktywowaniu trzeciego kanału moc wynosi 3 x 80 W. Nie oznacza to oczywiście, że Powernode stał się pełnoprawnym amplitunerem kina domowego. Ma tylko jedno złącze HDMI, nie dekoduje Dolby Atmos ani DTS-u, nie obsłuży kanałów sufitowych i nie zastąpi rozbudowanego procesora AV. Telewizor pozostaje centrum źródeł obrazu, a Bluesound odbiera z niego dźwięk przez eARC. Pomysł z kanałem centralnym jest jednak bardzo rozsądny, ponieważ wiele osób chciałoby korzystać z prawdziwych kolumn podczas oglądania filmów, ale nie potrzebuje siedmiu kanałów, wielkiego amplitunera ani plątaniny kabli. W takim układzie zaczynamy od normalnego stereo, później dokładamy głośnik centralny, ewentualnie subwoofer, a jeżeli zechcemy pójść dalej, kompatybilne głośniki Bluesounda mogą pracować jako bezprzewodowe kanały tylne. Nie jest to funkcja, którą koniecznie trzeba testować w każdej możliwej konfiguracji, ale pokazuje, że konstruktorzy pomyśleli o Powernodzie nie jak o tradycyjnej integrze, lecz jak o urządzeniu mającym rosnąć wraz z potrzebami użytkownika. Ile osób się na taki eksperyment zdecyduje? Domyślam się, że niewiele, aczkolwiek nie można wykluczyć, że jeśli ktoś zamieni wysłużony soundbar na Powernode'a (2025) i parę porządnych kolumn, będzie czerpał mnóstwo radości nie tylko ze słuchania muzyki, ale także z oglądania filmów i seriali z porządnym nagłośnieniem. Proszę, nie udawajmy, że ten temat nie istnieje. W zasobach takich platform jak Netflix, Prime Video, Disney+, HBO Max czy Apple TV można znaleźć treści, które naprawdę zasługują na świetny obraz i dźwięk, a nawet takie, które potrafią "przeczołgać" system stereo lepiej niż niejeden audiofilski sampler. Jeśli posiadacze nowego Powernode'a wkręcą się w ten świat, niewykluczone, że zaczną ukradkiem zaglądać na stronę producenta swoich kolumn i sprawdzać, czy w tej samej serii są "kinowe" dodatki, takie jak głośnik centralny i subwoofer.
Skoro już jesteśmy przy tej kwestii, na tylnej ściance Powernode'a umieszczono monofoniczne wyjście RCA dla aktywnego głośnika basowego. W aplikacji można ustawić częstotliwość podziału od 40 do 200 Hz, regulować poziom basu i odciążyć główne kolumny w zakresie najniższych częstotliwości. Alternatywą jest bezprzewodowy Pulse Sub+. I tym razem korzystanie z tych funkcji nie jest konieczne, ale nawet w klasycznym systemie stereo zarządzanie basem może okazać się bardzo użyteczne, szczególnie z niewielkimi monitorami. Warto przy tym pamiętać, że Powernode oferuje bardziej rozbudowany zestaw funkcji DSP, niż sugerowałaby sama karta katalogowa. W menu znajdziemy regulację barwy, ograniczenie maksymalnej głośności, ReplayGain, ustawienia dialogów i tryby nocne, a po podłączeniu kanału centralnego możemy regulować jego poziom. Nie są to rzeczy, które powinny zdominować test wzmacniacza stereo, ale dobrze pokazują kierunek rozwoju urządzenia. Bluesound nie próbuje udawać, że jego klient będzie słuchał wyłącznie plików hi-res w idealnie zaadaptowanym pomieszczeniu. Powernode ma poradzić sobie również wtedy, gdy wieczorem oglądamy serial, rano włączamy radio, a w weekend puszczamy muzykę głośniej i chcemy, aby bas nie rozlewał się po całym salonie.
Jedną z najciekawszych nowości jest wyjście słuchawkowe z technologią THX AAA. W Powernodzie 2i mieliśmy zwykłe gniazdo 3,5 mm, natomiast tutaj producent zastosował pełnowymiarowe złącze i wyraźnie poważniejszy układ. Bluesound nie podaje niestety mocy dla różnych impedancji, maksymalnego napięcia ani impedancji wyjściowej, dlatego na podstawie samej specyfikacji trudno przewidzieć, jak wzmacniacz poradzi sobie z wymagającymi planarami lub słuchawkami 600-omowymi. Producent deklaruje, że tor słuchawkowy jest czysty, cichy i dysponuje dużym zapasem głośności, a więc dla większości użytkowników może z powodzeniem zastąpić osobny, niedrogi wzmacniacz słuchawkowy. Najbardziej wymagający miłośnicy nauszników prawdopodobnie i tak sięgną po wyspecjalizowane urządzenie, ale w systemie projektowanym z myślą o prostocie obecność sensownego wyjścia słuchawkowego jest ważniejsza niż kolejny egzotyczny format plików. Dodatkowo Bluetooth działa dwukierunkowo, więc Powernode może zarówno odbierać muzykę ze smartfona, jak i przesyłać dźwięk do słuchawek bezprzewodowych. Szkoda tylko, że oficjalne materiały są niespójne w kwestii obsługiwanego kodeka - w jednych miejscach pojawia się aptX Adaptive, w innych aptX HD. Nie jest to problem dyskwalifikujący, ale karta techniczna produktu tej klasy powinna być wolna od podobnych zagadek.
Sercem całej operacji pozostaje BluOS i to właśnie oprogramowanie jest jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za Powernode'em. Platforma obsługuje Spotify Connect, Tidal Connect, Qobuz Connect, AirPlay 2, Roon, radio internetowe, dyski USB i biblioteki sieciowe, a aplikacja jest dostępna w wersji na systemy iOS, Android, Windows i macOS. Producent deklaruje integrację z ponad dwudziestoma serwisami oraz możliwość pracy w rozbudowanym systemie multiroom. Dla zaawansowanych użytkowników ważna będzie obsługa bibliotek SMB i dużych kolekcji plików, dla pozostałych - fakt, że muzykę można uruchomić bez otwierania aplikacji Bluesounda. W przypadku wielu konkurencyjnych wzmacniaczy lista funkcji wygląda imponująco na papierze, ale po kilku dniach okazuje się, że korzystanie z nich wymaga cierpliwości, a aplikacja przypomina projekt, który powinien spędzić jeszcze rok w wersji beta. BluOS nie jest idealny, jednak jest przewidywalny, rozbudowany i rozwijany od wielu lat. Właściciel Powernode'a może później dołączyć głośnik w kuchni, drugi w sypialni, pełnowymiarowy streamer NAD-a lub dowolny inny komponent BluOS Enabled, a całość pozostanie zarządzana z jednego miejsca. Realną wartością urządzenia nie jest więc wyłącznie to, co znajduje się w jego obudowie, lecz także infrastruktura, do której uzyskujemy dostęp.
Oczywiście ma to również drugą stronę. Funkcjonalność wielu wzmacniaczy sieciowych zależy od aktualnej wersji firmware'u. Bluesound poprawiał między innymi naukę komend podczerwieni, obsługę Roona, bibliotek sieciowych, serwisów streamingowych i słuchawek Bluetooth. Pojawiały się też pojedyncze zgłoszenia dotyczące współpracy HDMI CEC z niektórymi telewizorami. Nie jest to wyjątkowa wada N331, lecz cecha praktycznie całego nowoczesnego sprzętu podłączonego do sieci. Powernode nie jest prostym analogowym wzmacniaczem, który po dwudziestu latach będzie działał dokładnie tak samo jak w dniu zakupu. Jego możliwości mogą rosnąć, ale po drodze czasami trzeba będzie wykonać aktualizację, uruchomić urządzenie ponownie albo zmienić jedno ustawienie. Najlepszym przykładem jest Dirac Live. W chwili premiery N331 był jedynie przygotowany do obsługi tego systemu, przez co niektórzy krytykowali brak korekcji akustyki. Sytuacja zmieniła się w maju 2026 roku, gdy funkcja została oficjalnie uruchomiona. Powernode obsługuje licencje Dirac Live Limited i Full, ale nie współpracuje z Dirac Live Bass Control ani ART. Licencję oraz zestaw pomiarowy z mikrofonem trzeba dokupić osobno, co podnosi całkowity koszt operacji, jednak obecność Diraca nadal wyróżnia Bluesounda na tle większości tańszych wzmacniaczy. Należy pamiętać, że w normalnym salonie największym problemem nie jest zwykle to, czy DAC osiąga wynik pomiarowy lepszy o dwa decybele, lecz dudnienie basu wywołane ustawieniem kolumn przy ścianie, asymetrią pomieszczenia i pozycją kanapy. Dobrze przeprowadzona korekcja najniższych częstotliwości może przynieść większą poprawę niż wymiana kabli, podstaw czy nawet samego wzmacniacza.
Pod względem codziennej wygody Powernode (2025) jest zatem jednym z najbardziej kompletnych urządzeń tego typu. Może być minimalistycznym systemem stereo, odbiornikiem dźwięku z telewizora, urządzeniem obsługującym słuchawki, częścią multiroomu i bazą do prostego zestawu 3.1 lub 5.1. Mimo to nie jest sprzętem, który ma absolutnie wszystko. Nie znajdziemy tu phono stage'a, wyjścia liniowego, wejścia koaksjalnego, wyświetlacza ani pilota w komplecie. Estetyka pozostaje użytkowa, a nie luksusowa, zaś część funkcji zależy od aplikacji i oprogramowania. Trudno jednak nie zauważyć, że w tak małej obudowie upchnięto zestaw możliwości, który jeszcze kilka lat temu wymagałby kilku oddzielnych komponentów. Co ważniejsze, nie powstał z tego nieczytelny kombajn. Podstawowa obsługa pozostaje prosta, a użytkownik może całkowicie zignorować funkcje, których nie potrzebuje. Powernode nie zmusza nas do budowania systemu wielokanałowego, kalibrowania Diraca czy instalowania głośników w całym domu. Pozwala jedynie zrobić to później, bez wymiany głównego urządzenia.
Z ceną 5199 zł Bluesound wylądował może nie tyle w próżni, ile raczej w strefie buforowej - pomiędzy urządzeniami, które kuszą przede wszystkim stosunkiem funkcjonalności do ceny, a systemami aspirującymi do klasy premium. Powernode 2i w swoim czasie musiał udowodnić, że mała plastikowa skrzynka może zagrać jak prawdziwy system hi-fi. N331 ma trudniejsze zadanie. Musi pokazać, dlaczego warto zapłacić za niego więcej niż za większość bezpośrednich rywali, a jednocześnie przekonać nas, że do codziennego słuchania nie potrzebujemy NAD-a M10 V3 ani klasycznej wieży złożonej z oddzielnych komponentów.Największa wątpliwość dotycząca Bluesounda nie dotyczy jednak technologii, lecz ceny. I nie - wcale nie chodzi mi o to, że jest za drogi jak na to, czym jest. Nie wracam też do mało efektownej i jeszcze mniej luksusowej obudowy, bo uważam, że w urządzeniu, które ma zniknąć w szafce pod telewizorem, nie ma to żadnego znaczenia. Mam na myśli coś zupełnie innego - to, że Powernode (2025) plasuje się dokładnie pomiędzy dwoma światami, które stały się areną walki o względy klientów. Z jednej strony mamy małe i niedrogie pudełka, takie jak WiiM Amp Ultra (2599 zł) czy Denon Home Amp (3499 zł), z drugiej zaś te bardziej audiofilskie systemy all-in-one, jak chociażby NAD M10 V3 (8999 zł), Lyngdorf TDAI-1120 (9390 zł) czy Hegel H150 (12 990 zł). Z ceną 5199 zł Bluesound wylądował może nie tyle w próżni, ile raczej w strefie buforowej - pomiędzy urządzeniami, które kuszą przede wszystkim stosunkiem funkcjonalności do ceny, a systemami aspirującymi do klasy premium. Powernode 2i w swoim czasie musiał udowodnić, że mała plastikowa skrzynka może zagrać jak prawdziwy system hi-fi. N331 ma trudniejsze zadanie. Musi pokazać, dlaczego warto zapłacić za niego więcej niż za większość bezpośrednich rywali, a jednocześnie przekonać nas, że do codziennego słuchania nie potrzebujemy NAD-a M10 V3 ani klasycznej wieży złożonej z oddzielnych komponentów. Poprzeczka nie znajduje się już na poziomie "gra zaskakująco dobrze jak na takie pudełko". To już było. Przerabialiśmy ten temat, gdy na rynku pojawiły się pierwsze Node'y i Powernode'y. Teraz nie wystarczy pokazać, że jest to możliwe - trzeba zrobić to naprawdę dobrze. A może, plasując się gdzieś pośrodku całej tej bijatyki, Bluesound próbuje zawalczyć o dwie grupy klientów jednocześnie? Może tych, którzy planowali kupić podobne urządzenie za 2000-3000 zł, chce przekonać, że warto odrobinę dopłacić, aby wskoczyć na wyższy poziom funkcjonalności i jakości dźwięku, a tym, którzy bez mrugnięcia okiem wzięliby system za 8000-12000 zł, chce dyskretnie dać do zrozumienia, że nie ma co przepłacać?

Brzmienie
Powernode 2i był urządzeniem niezwykle charakterystycznym. Stawiał na dynamikę, szybkość, czystość, bezpośredniość i detale. Grał dziarsko, ofensywnie i z dużą pewnością siebie, a jeśli czegoś mu brakowało, to tylko odrobiny ciepła, płynności i wyrozumiałości - zarówno względem gorzej zrealizowanych nagrań, jak i niedoskonałej "reszty toru", a więc przede wszystkim kolumn, okablowania i akustyki pokoju odsłuchowego. W dobrze dobranym systemie efekt mógł być znakomity. Z jasnymi kolumnami lub w żywym akustycznie pomieszczeniu łatwo było jednak przesadzić. W naszym teście pojawiły się określenia takie jak "konkret, petarda, żyleta", a dobór neutralnych lub lekko złagodzonych zestawów głośnikowych uznaliśmy za najbezpieczniejsze rozwiązanie. Nowy model nie odcina się od tego dziedzictwa, ponieważ nadal jest szybki, dynamiczny, bezpośredni i uporządkowany. Różnica polega na tym, że nie próbuje już przez cały czas udowadniać, ile szczegółów potrafi wyciągnąć z nagrania i jak szybko umie wystartować do każdego impulsu. Powernode (2025) brzmi pełniej, gęściej i spokojniej, ma więcej masy, lepiej wypełnioną średnicę i gładszą górę pasma. Można powiedzieć, że ogień pozostał, ale zadbano też, aby nie przypalał słuchaczowi uszu. Dzięki temu N331 nie sprawia wrażenia sprzętu, który został utemperowany albo sztucznie ocieplony. Nadal ma temperament, lecz nauczył się rozkładać akcenty w sposób bardziej naturalny.
PORADNIK: Jak kupować sprzęt audio i nie zwariować
Równowaga tonalna jest bliska neutralności, jednak środek ciężkości został osadzony nieco niżej niż w modelu 2i. Powernode (2025) nie jest ciepłym, miękkim wzmacniaczem, który otula każdą płytę bursztynowym filtrem i zaokrągla wszystkie krawędzie. Nie przypomina lampowej integry ani urządzenia projektowanego z myślą o łagodzeniu kiepskich realizacji za wszelką cenę. Dźwięk ma jednak więcej substancji, a proporcje między basem, średnicą i sopranami wydają się bardziej naturalne. N331 nie skupia całej uwagi na ataku, detalach i konturach. Pokazuje również wypełnienie dźwięków, ich ciężar i płynne przejścia między kolejnymi fazami wybrzmienia. Zamiast prezentacji polegającej na ciągłym wypychaniu instrumentów do przodu otrzymujemy bardziej zrównoważony obraz, w którym energia nie znika, lecz zostaje osadzona na solidniejszym fundamencie. W praktyce oznacza to, że muzyka nadal przyciąga uwagę, ale nie atakuje nas bez przerwy. Można słuchać długo, przechodzić między różnymi gatunkami i nagraniami o nierównej jakości, nie mając poczucia, że wzmacniacz próbuje zamienić każdą płytę w pokaz szybkości i rozdzielczości.
Bas jest jednym z najmocniejszych punktów programu i właśnie tutaj najlepiej czuć, że zmiana nie ograniczyła się do dopisania dwudziestu watów w tabeli. Niskie tony schodzą głęboko, mają odpowiednią masę i potrafią mocno uderzyć, ale nie są rozlane ani sztucznie pogrubione. Najważniejsza okazuje się kontrola. Powernode dobrze pilnuje początku i końca każdego impulsu, dzięki czemu bas zachowuje czytelność także w gęstych, mocno skompresowanych nagraniach. Nie mamy tu do czynienia z efekciarskim podbiciem, które podczas pierwszych kilku minut robi wrażenie, a później zamienia wszystkie instrumenty basowe w jednostajne dudnienie. Fundament jest mocny, sprężysty i rytmiczny. Deklarowane 100 W nie robiłoby wielkiego wrażenia w pełnowymiarowej integrze, ale w skrzynce ważącej niespełna dwa kilogramy brzmi niemal absurdalnie, szczególnie że moc nie wydaje się wartością czysto katalogową. N331 buduje większą skalę, niż sugerują jego gabaryty, nie traci kontroli podczas głośnego grania i zachowuje energię wtedy, gdy tańsze urządzenia zaczynają spłaszczać dynamikę. Nie należy oczywiście traktować go jak pary monobloków przeznaczonych do napędzania kolumn o morderczym przebiegu impedancji, ale z normalnymi monitorami i podłogówkami zapas jest więcej niż wystarczający.
Co istotne, Powernode potrafi różnicować charakter niskich tonów, a nie tylko dostarczać ich dużo. Kontrabas nie staje się gitarą basową, stopa perkusyjna nie brzmi jak elektroniczne mruczenie, a syntezator nie zlewa się z resztą podkładu. Nie jest to jeszcze poziom najlepszych klasycznych wzmacniaczy w zakresie faktury i subtelnego cieniowania, jednak na tle typowych urządzeń all-in-one otrzymujemy bas dojrzały, konkretny i przede wszystkim muzycznie użyteczny. To nie waty dla samych watów, lecz siła przekładająca się na rytm, swobodę i wiarygodną skalę. Duże znaczenie ma też zachowanie niskich tonów przy umiarkowanym poziomie głośności. Niektóre niewielkie wzmacniacze potrafią być efektowne dopiero wtedy, gdy odkręcimy regulator mocniej, natomiast po ściszeniu dźwięk traci podstawę i staje się płaski. N331 zachowuje proporcje, dzięki czemu podczas wieczornego słuchania nie musimy uruchamiać dodatkowych korekcji, aby muzyka odzyskała sens. Bas naturalnie traci część fizycznego oddziaływania, ale nie znika i nie odkleja się od reszty.
Średnica jest wyraźnie gładsza i bardziej nasycona niż w Powernodzie 2i, co w największym stopniu odpowiada za poczucie dojrzałości. Wokale mają więcej ciała, instrumenty akustyczne są lepiej wypełnione, a całe pasmo nie sprawia wrażenia zawieszonego pomiędzy efektownym basem a wyeksponowaną górą. N331 nie przesuwa głosów przed linię kolumn w sztuczny sposób, ale dba o ich stabilność i czytelność. Zamiast podkreślać sybilanty i artykulację, pozwala skupić się na barwie, intonacji i emocjach. Określenie "gęsta średnica" mogłoby sugerować ocieplenie lub przyciemnienie, jednak tutaj chodzi raczej o brak typowej dla wielu małych wzmacniaczy suchości. Powernode nie składa muzyki z samych konturów. Pomiędzy nimi pojawia się substancja. W brzmieniu gitar słychać drewno i pudło rezonansowe, fortepian ma odpowiednią masę, a głosy nie są jedynie precyzyjnie wyciętymi sylwetkami. Dzięki temu urządzenie brzmi mniej technicznie niż poprzednie generacje, nie tracąc przy tym przejrzystości. Konstruktorzy nie próbowali zamienić go w romantyczny wzmacniacz o słodkiej barwie, lecz wyraźnie zadbali o to, aby muzyka nie była prezentowana wyłącznie jako zbiór impulsów i informacji.
Taka średnica wpływa również na odbiór słabszych realizacji. Powernode nie ukrywa ich wad, ale nie koncentruje całej uwagi na tym, co zostało nagrane zbyt ostro, zbyt płasko albo z nadmierną kompresją. Tam, gdzie bardziej bezkompromisowy wzmacniacz zaczyna ozkładać muzykę na warstwy i eksponować błędy techniczne, N331 nadal zachowuje rytm, masę i komunikatywność. Nie jest pobłażliwy, lecz potrafi ustalić właściwą hierarchię. Muzyka pozostaje ważniejsza niż demonstracja możliwości sprzętu. To zasadnicza różnica względem Powernode'a 2i, który bywał bezlitosny nie tyle dlatego, że miał hi-endową rozdzielczość, ile dlatego, że eksponował szybkość i ostrość krawędzi. Nowy model nadal pokazuje dużo, ale osadza informacje w pełniejszym i bardziej spójnym obrazie. Z tego powodu łatwiej wyobrazić go sobie jako jedyny wzmacniacz w domu, używany codziennie z bardzo różnym repertuarem, a nie jako efektowne narzędzie do prezentowania dobrze zrealizowanych nagrań.
Wysokie tony zachowują dobrą przejrzystość i szybkość, lecz ich charakter jest bardziej cywilizowany. Nie ma szklistości, metalicznego nalotu ani wrażenia, że wzmacniacz za wszelką cenę próbuje wyciągnąć z nagrania dodatkową porcję szczegółów. Talerze perkusyjne są wyraźne i odpowiednio ostre, ale nie wyskakują przed cały zespół. Smyczki mają wystarczająco dużo energii, aby nie brzmieć matowo, a sybilanty pozostają pod kontrolą. Gładkość góry nie oznacza jej wycofania. N331 nie jest ciemny ani przesadnie grzeczny. Wciąż potrafi pokazać słabą realizację, skompresowane soprany, nieprzyjemne zniekształcenia i źle nagrane wokale, ale robi to bez nadmiernego eksponowania problemu. Zamiast bezlitośnie wbijać te niedoskonałości w uszy, podaje informację i idzie dalej. Dzięki temu Powernode (2025) lepiej nadaje się do długiego słuchania, szczególnie gdy repertuar nie ogranicza się do audiofilskich nagrań zrealizowanych z pedantyczną starannością. Zyskujemy więcej swobody w doborze kolumn, ponieważ nie trzeba już za wszelką cenę szukać modeli z zaokrągloną górą, które zrównoważą ofensywny charakter wzmacniacza.
Największą zaletą opisywanego urządzenia pozostaje dynamika, ale również ona jest dziś prezentowana w bardziej wielowymiarowy sposób. W skali makro Powernode potrafi zbudować duży, mocny dźwięk, startuje do nagłych impulsów bez ociągania i nie rozpada się, gdy muzyka staje się głośna i skomplikowana. W małym i średnim pomieszczeniu nietrudno zapomnieć, że źródło i wzmacniacz mieszczą się w obudowie mniejszej niż większość klasycznych odtwarzaczy płytowych. Energia nie jest efektem rozjaśnienia czy sztucznego utwardzenia basu, lecz bierze się z szybkości, kontroli i zdolności do utrzymywania porządku. Równie ważne jest zachowanie przy niskim poziomie głośności. N331 nie musi się rozpędzać, aby pokazać rytm i różnice dynamiczne. Drobne zmiany natężenia, artykulacja i wybrzmienia pozostają czytelne również wtedy, gdy słuchamy późnym wieczorem. Wzmacniacz potrafi więc zagrać rozrywkowo, ale nie został zaprojektowany wyłącznie do robienia hałasu. To ważne, ponieważ wiele kompaktowych urządzeń kusi wysoką mocą, a w codziennym użytkowaniu okazuje się, że ich charakter ożywa dopiero po przekroczeniu poziomu, którego sąsiedzi raczej nie zaakceptują.
Kolejną zaletą starszych Bluesoundów, która w najnowszym modelu bynajmniej nie wyparowała, jest przejrzystość. N331 pokazuje mnóstwo informacji, dobrze separuje instrumenty i nie zamazuje drobnych elementów, ale nie dokonuje wiwisekcji każdego nagrania. Najlepsze klasyczne wzmacniacze w podobnej cenie mogą zaoferować więcej mikrodetali, głębsze różnicowanie faktur i bardziej przejrzysty wgląd w dalsze plany sceny, ale Bluesound wybiera rozsądny kompromis - jest wystarczająco precyzyjny, aby traktować go jako urządzenie audiofilskie, ale nie poświęca dla tej precyzji płynności i przyjemności słuchania. Można powiedzieć, że poprzednie Powernode'y próbowały przekonać użytkownika do swojej jakości, pokazując mu jak najwięcej. Model z dopiskiem "2025" jest pewniejszy siebie. Nie musi podświetlać każdego drobiazgu, ponieważ wie, że ostateczny efekt broni się jako całość.
Jeśli chodzi o przestrzeń, Powernode buduje szeroką, stabilną i dobrze uporządkowaną scenę. Źródła pozorne mają wyraźne pozycje, centrum jest mocne, a obraz nie rozpada się po niewielkiej zmianie pozycji odsłuchowej. Pierwszy plan nie jest przyklejony do kolumn, choć urządzenie nie tworzy tak spektakularnej głębi jak najlepsze systemy złożone z oddzielnego streamera, DAC-a i wzmacniacza. N331 bardziej skupia się na precyzji, szerokości i czytelnych relacjach między muzykami niż na budowaniu niemal holograficznej przestrzeni. Nie należy również oczekiwać przesadnie napompowanej sceny, której rozmiary nie mają związku z nagraniem. Powernode potrafi wyjść poza boczne krawędzie kolumn, ale zachowuje dyscyplinę. Kameralny materiał pozostaje kameralny, natomiast duża orkiestra lub rozbudowana elektronika otrzymują odpowiedni rozmach. Ważniejsze od samej szerokości jest poczucie stabilności. Instrumenty nie pływają, wokal nie zmienia położenia wraz ze wzrostem głośności, a skomplikowane fragmenty muzyczne nie powodują nagłego spłaszczenia całego obrazu. W tej dziedzinie Powernode nie próbuje czarować, ale też nie daje powodów do narzekania.
Wyjście słuchawkowe zachowuje podstawowe cechy brzmienia urządzenia - czystość, szybkość, szeroką przestrzeń i niski poziom szumu. Powernode (2025) daje duży zapas głośności i dobrą kontrolę, ale prezentacja jest nieco bardziej panoramiczna niż intymna. Wokale i instrumenty mają mniej masy i namacalności niż w dobrym, osobnym wzmacniaczu słuchawkowym. Dla większości użytkowników i tak będzie to jednak lepsze niż typowe gniazdko w telewizorze lub amplitunerze. Powernode może napędzać typowe słuchawki wysokiej klasy bez konieczności natychmiastowego kupowania kolejnego urządzenia, co dobrze wpisuje się w jego całą filozofię. Nie ma zastąpić specjalistycznego toru dla najbardziej wymagających planarów, lecz sprawić, aby właściciel dobrych słuchawek nie czuł, że producent potraktował ten element po macoszemu. W urządzeniu mającym obsługiwać streaming, dźwięk z telewizora i codzienne wieczorne odsłuchy jest to funkcja znacznie ważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Jeśli natomiast chodzi o funkcje "kinowe", przyznaję się bez bicia - nie miałem tego jak sprawdzić. Przez chwilę zastanawiałem się, czy do Audiovectorów QR5 nie dołożyć jakiegoś głośnika podstawkowego w roli kanału centralnego, ale nie używam subwoofera (kto wie, co potrafią w tej dziedzinie QR5, nie będzie zdziwiony) ani nie mam głośników sieciowych Bluesounda, które podobno można w takiej konfiguracji wykorzystać jako surroundy. Tym, którzy patrząc na Powernode'a, myślą przede wszystkim o trzeciej parze terminali głośnikowych i możliwości przekształcenia go w coś na wzór amplitunera AV, pozostawiam ten temat do rozpracowania we własnym zakresie.
Największą praktyczną korzyścią, jaką daje użytkownikowi najnowszy Powernode, jest fakt, że zdecydowanie łatwiej dobrać do niego kolumny. Starsza wersja wymagała ostrożności, ponieważ połączenie jej z jasnymi, szybkimi zestawami mogło dać system imponujący przez kwadrans, ale męczący podczas dłuższego odsłuchu. N331 nie ma już tak wyraźnego problemu. Nadal dobrze zagra z kolumnami neutralnymi lub lekko ocieplonymi, lecz gładsza góra i pełniejsza średnica otwierają drogę do konstrukcji bardziej przejrzystych i bezpośrednich. Najbezpieczniejszym partnerem będą zestawy o neutralnym, dynamicznym brzmieniu, ale wcale nie trzeba trzymać się tego schematu. Jeżeli komuś spodobały się głośniki o cieplejszym, łagodniejszym usposobieniu albo takie lekko bezkompromisowe, grające odważnie i żywiołowo - śmiało. Ryzyko wpadki jest tu zdecydowanie mniejsze niż ze starszymi Powernode'ami. N331 oferuje wystarczająco dużo energii, aby ożywić spokojniejsze kolumny, a jednocześnie nie powinien przesadnie rozjaśnić modeli o otwartym charakterze.
Bluesound żąda za swój jednoczęściowy system więcej, ale ma ku temu argumenty - nie tylko te w postaci dodatkowych gniazd czy kilku parametrów wyglądających lepiej w tabeli danych technicznych. Jeżeli zatem szukacie "pudełka, które napędzi kolumny" i zastanawiacie się, dlaczego u licha mielibyście dopłacać do Bluesounda, zamiast wziąć WiiM-a, Denona czy Marantza, proponuję wykonać prostą kalkulację. Rozsądek podpowiada, żeby wybrać model za dwa i pół, a nie pięć tysięcy złotych. Teraz rozłóżmy tę różnicę na dwa lata użytkowania (przyjmując, że po tym czasie będziemy już chcieli przeskoczyć na sprzęt z wyższej półki). Wychodzi na to, że za lepszy dźwięk, który będzie nas cieszył przy każdym odsłuchu, zapłacimy około 3,5 zł dziennie.Na tle dobrze znanych mi urządzeń, takich jak chociażby Octavio AMP, Bluesound reprezentuje podobną ideę nowoczesnego, prostego systemu, ale realizuje ją bardziej zdecydowanie. Octavio prezentuje brzmienie spokojne, neutralne, czytelne i zrównoważone, nabierające życia wraz ze wzrostem poziomu głośności. Powernode ma wyraźnie większą moc, bardziej mięsisty bas i gęstszą średnicę, a także znacznie szerszą funkcjonalność. Wzmacniaczyk Octavio może być atrakcyjny dla kogoś, kto szuka prostoty i nie potrzebuje HDMI, Diraca, rozbudowanego multiroomu ani kanału centralnego. Bluesound jest urządzeniem bardziej ambitnym, kompletnym i uniwersalnym, ale również droższym. Denon Home Amp jest jednym z najgroźniejszych konkurentów, ponieważ oferuje 2 x 100 W przy 8 Ω, HDMI eARC, HEOS, obsługę plików hi-res i DSD, a kosztuje wyraźnie mniej. Nie ma jednak wyjścia słuchawkowego THX AAA, trzeciego kanału ani Diraca, a BluOS uchodzi za bardziej dojrzałą i rozbudowaną platformę multiroom. Denon może więc wygrać w kategorii czystej opłacalności, podczas gdy Powernode próbuje uzasadnić dopłatę bardziej audiofilskim charakterem, większymi możliwościami rozbudowy i lepszym zapleczem programowym. WiiM Amp Ultra i Marantz Model M1 mają nad Bluesoundem oczywistą przewagę ekonomiczną, ale wydaje mi się, że odsłuch również nie pozostawi wątpliwości co do tego, która opcja jest lepsza. Krótko mówiąc, Bluesound żąda za swój jednoczęściowy system więcej, ale ma ku temu argumenty - nie tylko te w postaci dodatkowych gniazd czy kilku parametrów wyglądających lepiej w tabeli danych technicznych. Jeżeli zatem szukacie "pudełka, które napędzi kolumny", upatrzyliście sobie kilku faworytów i zastanawiacie się, dlaczego u licha mielibyście dopłacać do Bluesounda, zamiast wziąć WiiM-a, Denona czy Marantza, proponuję wykonać prostą kalkulację. Bądźmy szczerzy - wszystkie te urządzenia wyglądają z grubsza tak samo i oferują podobny zestaw funkcji (przynajmniej jeśli chodzi o te, z których realnie będziemy korzystać). Rozsądek podpowiada, żeby zaoszczędzić i wybrać model za dwa i pół, a nie pięć tysięcy złotych. Teraz rozłóżmy tę różnicę na dwa lata użytkowania (przyjmując, że po tym czasie będziemy już chcieli przeskoczyć na sprzęt z wyższej półki). Wychodzi na to, że za lepszy dźwięk, który będzie nas cieszył przy każdym odsłuchu, zapłacimy około 3,5 zł dziennie. Czy naprawdę warto oszczędzać - niech każdy odpowie sobie sam.

Budowa i parametry
Bluesound Powernode (2025) (N331) to kompaktowy, stereofoniczny system all-in-one. Największa różnica między tym modelem a jego poprzednikami kryje się w sekcji wzmacniającej. Powernode 2i korzystał z rozwiązania HybridDigital, blisko spokrewnionego z konstrukcjami NAD-a, i oddawał 2 x 60 W przy 8 Ω. Model N330 z 2021 roku zwiększył moc do 2 x 80 W, ale nadal wykorzystywał architekturę HybridDigital. W Powernodzie (2025) zastosowano technologię DirectDigital z tranzystorami GaN. Moc wzrosła do 2 x 100 W, a dzięki trzeciemu kanałowi urządzenie może pracować również jako wzmacniacz LCR, oddając 3 x 80 W przy 8 Ω. Określenie DirectDigital nie oznacza po prostu obecności przetwornika cyfrowo-analogowego i końcówki klasy D. W tego typu architekturze sygnał cyfrowy może pozostać w swojej pierwotnej domenie przez większą część toru - od przetwarzania i regulacji głośności po modulację stopnia wyjściowego. Nie korzystamy więc z klasycznego łańcucha, w którym DAC zamienia sygnał na analogowy, ten przechodzi przez przedwzmacniacz, a następnie trafia do oddzielnej końcówki mocy. Konwersja do postaci zdolnej poruszać membranami odbywa się praktycznie na końcu toru.
Taka konstrukcja ma kilka potencjalnych zalet. Liczba pośrednich stopni i konwersji jest mniejsza, regulacja głośności może odbywać się bez klasycznego analogowego potencjometru, a pętla sprzężenia zwrotnego kontroluje pracę stopnia wyjściowego. W teorii pozwala to ograniczyć szum, zniekształcenia i błędy powstające na kolejnych etapach. Trzeba jednak uważać, aby nie traktować nazwy DirectDigital jak automatycznej gwarancji jakości. Ostateczny rezultat zależy od implementacji, zasilania, modulacji, filtrów wyjściowych, prowadzenia masy i wielu innych elementów. Bluesound nie publikuje pełnego schematu ani szczegółowego opracowania technicznego N331. Oficjalne materiały podkreślają ulepszoną ścieżkę sygnałową, najnowszą wersję DirectDigital i zastosowanie tranzystorów GaN, lecz nie pozwalają prześledzić konstrukcji w taki sposób, jak można to zrobić w przypadku niektórych klasycznych wzmacniaczy. Najbezpieczniej mówić więc o nowoczesnej architekturze DirectDigital pracującej według zasad charakterystycznych dla zaawansowanych wzmacniaczy impulsowych.
GaN, czyli azotek galu, pozwala budować tranzystory, które przełączają się szybciej i generują mniejsze straty niż typowe elementy krzemowe. Może to poprawiać sprawność, ograniczać wydzielanie ciepła i ułatwiać pracę z wyższą częstotliwością przełączania. W praktyce daje konstruktorom większe pole manewru w zakresie sprzężenia zwrotnego, filtracji i liniowości. Samo umieszczenie liter "GaN" w materiałach reklamowych nie oznacza oczywiście, że wzmacniacz będzie grał lepiej, ale w N331 zmiana technologii idzie w parze z wyższą mocą, niższymi deklarowanymi zniekształceniami i wyraźnie dojrzalszym charakterem brzmienia. Analogowe wejścia Powernode'a wymagają przy tym konwersji A/C. Jeżeli podłączymy odtwarzacz CD, tuner albo zewnętrzny przedwzmacniacz gramofonowy do gniazd RCA, sygnał zostanie zamieniony na cyfrowy, aby mógł przejść przez DSP, regulację głośności i modulator DirectDigital. Dla większości użytkowników nie ma to żadnego praktycznego znaczenia. Miłośnicy winyli mogą jednak uznać, że urządzenie nie jest odpowiednim partnerem dla bardzo zaawansowanego gramofonu, ponieważ nie zapewnia całkowicie analogowej ścieżki sygnału.
Producent deklaruje moc ciągłą 2 x 100 W przy 8 Ω w stereo lub 3 x 80 W przy 8 Ω w trybie LCR. Moc dynamiczna IHF ma wynosić 140 W przy 8 Ω i 265 W przy 4 Ω. Stosunek sygnału do szumu określono na 102 dBA, a THD+N na 0,005%. Wartość 265 W odnosi się do krótkotrwałej mocy dynamicznej, nie do stałej pracy obu kanałów z takim obciążeniem. Parametr sugeruje dobrą rezerwę prądową, ale nie pozwala uznać Powernode'a za idealnego partnera dla dowolnie trudnych kolumn. Przy normalnych monitorach i podłogówkach jego wydajność powinna być wystarczająca, natomiast w przypadku zestawów schodzących z impedancją w okolice 2 Ω bezpieczniej byłoby przeprowadzić osobny odsłuch. Co ciekawe, część obliczeniowa nie jest całkowicie nowa. Powernode (2025) korzysta z czterordzeniowego procesora ARM Cortex-A53 taktowanego częstotliwością 1,8 GHz na rdzeń, czyli jednostki znanej już z N330. Zachowano również dwuzakresowe Wi-Fi i Ethernet. Nie jest to wada, ponieważ BluOS działa sprawnie, a parametry są wystarczające do obsługi strumieniowania, DSP i multiroomu. Pokazuje to jednak, że N331 nie jest całkowicie nową platformą, lecz rozbudowaną modernizacją sekcji audio, złączy i funkcji AV. Producent podaje obsługę sygnałów PCM do 24 bitów i 192 kHz oraz DSD256, ale nie ujawnia producenta ani symbolu układu przetwornika. W klasycznym wzmacniaczu sieciowym byłaby to informacja dość istotna. W architekturze DirectDigital znaczenie pojedynczej kości DAC jest mniejsze, ponieważ nie mamy do czynienia z typowym układem, w którym cały charakter sekcji cyfrowej można próbować wyjaśnić obecnością określonego przetwornika. Mimo wszystko od produktu kierowanego do wymagających odbiorców można oczekiwać bardziej szczegółowej dokumentacji.
Lista obsługiwanych formatów obejmuje między innymi FLAC, WAV, AIFF, ALAC, MP3, AAC, OGG, WMA, Opus, MQA i MPEG-4 SLS. Maksymalna rozdzielczość 24/192 w zupełności wystarcza do praktycznie całej dostępnej muzyki hi-res, a brak obsługi PCM 32 bit/768 kHz nie ma większego znaczenia użytkowego. Ważniejsza jest możliwość odtwarzania plików z pamięci USB, serwerów NAS i usług streamingowych bez konieczności instalowania dodatkowych transportów czy konwerterów. Sekcja słuchawkowa wykorzystuje technologię THX AAA, której zadaniem jest ograniczanie zniekształceń powstających w stopniu wyjściowym poprzez układ korekcji błędów. Bluesound nie publikuje jednak tak szczegółowych parametrów, jak w przypadku niektórych swoich streamerów. Nie znamy mocy dla poszczególnych impedancji ani maksymalnego napięcia, dlatego pozostaje nam traktować ten układ jako wysokiej jakości element wyposażenia, a nie ekwiwalent poważnego wzmacniacza słuchawkowego przeznaczonego do najbardziej wymagających modeli.
Co istotne również z praktycznego punktu widzenia, zasilacz umieszczono wewnątrz obudowy. Powernode korzysta z normalnego gniazda IEC, więc za urządzeniem nie trzeba ukrywać dodatkowej kostki. To rozwiązanie eleganckie, choć niewielka masa sprzętu oznacza, że gruby, sztywny przewód zasilający może poruszać urządzeniem lub nawet ściągać je ze stolika. Dokładnie ten sam problem zauważyliśmy w Powernodzie 2i. Małe pudełka lubią nowoczesną technologię, ale nie przepadają za audiofilskimi kablami przypominającymi przewody do spawarki. Wewnątrz jednej obudowy otrzymujemy streamer, przetwarzanie cyfrowe, przedwzmacniacz, wzmacniacz dwu- lub trzykanałowy, zarządzanie basem, HDMI eARC, wzmacniacz słuchawkowy i platformę multiroom. Wszystko to waży 1,9 kg i podczas normalnej pracy nie wymaga aktywnego chłodzenia. Trudno nie docenić poziomu integracji, nawet jeżeli estetyka i jakość materiałów użytych do wykonania obudowy nie pachną hi-endem.
Werdykt
Powernode 2i był w swoim czasie urządzeniem zaskakującym. Wyglądał jak zwykłe pudełko, funkcjonował jak wygodny system dla melomana, a po rozpoczęciu odsłuchu okazywało się, że jego twórcy potraktowali jakość dźwięku poważnie. Grał dynamicznie, czysto, szybko i bezpośrednio, choć jego ofensywny charakter wymagał uważnego doboru kolumn. Niejeden audiofil zmęczony noszeniem ciężkich kartonów, przepinaniem kabli i ciągłym rozbudowywaniem systemu mógł po odsłuchu Powernode'a 2i zacząć się zastanawiać, czy ta zabawa naprawdę ma sens i czy nie lepiej wyrzucić całą wieżę, postawić go na komodzie i po prostu słuchać muzyki. Siedem lat później taka koncepcja wydaje się jeszcze mniej szalona. Powernode (2025) jest mocniejszy, dojrzalszy brzmieniowo i znacznie bardziej wszechstronny. Zachował szybkość, dynamikę i bezpośredniość poprzedników, ale dodał do nich pełniejszy bas, gęstszą średnicę, gładszą górę i większą odporność na słabe nagrania. Nie brzmi już jak mały wzmacniacz, który próbuje zaimponować detalami i energią. Gra jak poważny system hi-fi, który przypadkiem mieści się w wyjątkowo niewielkiej obudowie.
Największym atutem N331 nie jest ani wysoka moc, ani obecność tranzystorów GaN, ani szeroko pojęta funkcjonalność, ani nawet Dirac. Siła Powernode'a bierze się z połączenia tych elementów w spójną całość. Możemy używać go jak normalnego wzmacniacza stereo, podłączyć go do telewizora, słuchać na przewodowych i bezprzewodowych słuchawkach, stworzyć na jego bazie system multiroom, dołożyć subwoofer lub kanał centralny, bawić się korekcją akustyki pomieszczenia albo po prostu rozsiąść się na kanapie i słuchać muzyki lub oglądać filmy i seriale z nagłośnieniem lepszym niż w niejednym kinie. Warto przy tym dodać, że obsługa sprzętu pozostaje banalnie prosta. To bardzo ważne, ponieważ wiele rozbudowanych urządzeń sprawia wrażenie, jakby projektowano je poprzez dokładanie kolejnych pozycji do listy, a w pewnym momencie nikt już nad tym nie panuje. Powernode działa inaczej. Możemy korzystać tylko z tych elementów, które są nam potrzebne, a reszta nie przeszkadza w codziennym słuchaniu. W podstawowej konfiguracji nadal jest po prostu małym wzmacniaczem, do którego podłączamy kolumny, wskazujemy źródło sygnału i przełączamy się w tryb melomana - konsumujemy muzykę, zamiast ciągle coś poprawiać, przestawiać i grzebać w ustawieniach wzmacniacza.
Oczywiście nie jest to urządzenie bez wad. Obudowa wygląda, jak na sprzęt kosztujący prawie pięć tysięcy złotych, skromnie. Nie ma wyświetlacza, pilota w zestawie, koaksjalnego wejścia cyfrowego ani wyjścia liniowego. Dirac wymaga dodatkowej licencji i mikrofonu. Miłośnicy gramofonów i płyt winylowych mogą narzekać na brak wbudowanego phono stage'a. Największym minusem jest moim zdaniem to, że Powernode pozostaje systemem zamkniętym. Jeżeli kiedyś zechcemy ulepszyć swój zestaw, kupując wzmacniacz z prawdziwego zdarzenia, nie będziemy mogli wykorzystać naszego "pudełka" w roli streamera, ponieważ nie ma ono ani wyjścia analogowego, ani cyfrowego. Powernode został zaprojektowany raczej jako urządzenie przyjmujące sygnał z różnych źródeł, a nie takie, które w dowolnym momencie może się w takie źródło zmienić. Szczerze mówiąc, trochę szkoda. Wyjście RCA byłoby moim zdaniem fajniejszym dodatkiem niż gniazda głośnikowe dla kanału centralnego. Audiofil planujący stopniową wymianę źródeł, DAC-a, przedwzmacniacza i końcówki mocy powinien wiedzieć, że przejścia z Bluesounda na system "dzielony" nie uda się przeprowadzić na raty - trzeba będzie pewnego dnia przeskoczyć na lepszy wzmacniacz i inne źródło.
Dla kogo zatem powstał Powernode (2025)? Przede wszystkim dla melomana, który chce zbudować wysokiej jakości system stereo bez stawiania na stoliku kilku urządzeń. Dla kogoś, kto słucha muzyki ze streamingu, ale nie chce rezygnować z normalnych, pasywnych kolumn. Dla użytkownika, który podłącza system do telewizora i zależy mu na dobrym dźwięku zarówno podczas słuchania muzyki, jak i oglądania serialu. Dla osoby, która być może nigdy nie skorzysta z kanału centralnego, multiroomu czy Diraca, ale woli mieć taką możliwość niż za dwa lata zaczynać wszystko od początku. Powernode nie jest urządzeniem dla wszystkich, lecz nie próbuje nim być. Został zaprojektowany dla ludzi, którzy chcą kupić jedno pudełko i na tym zakończyć kompletowanie systemu, a nie dopiero je rozpocząć. Jeżeli czujecie się częścią obozu melomanów i szukacie tylko fajnego sprzętu, na którym będzie można kulturalnie posłuchać muzyki bez ciągłego szarpania się z aparaturą, możecie potraktować Powernode'a (2025) wręcz jako sprzęt docelowy. Wystarczy dołożyć do niego kolumny, takie jak chociażby Indiana Line Diva 5, DALI Sonik 7, Focal Aria Evo X N°1 albo Pylon Audio Opal 23 mkII, kupić przyzwoite kable, zadbać o prawidłowe ustawienie oraz korzystać ze źródeł lepszej jakości niż teledyski z YouTube'a lub podstawowy pakiet popularnego serwisu streamingowego i system stereo gotowy.
A co z audiofilami? Jeśli marzycie o tym, że kiedyś w swoim salonie zbudujecie prawdziwą muzyczną świątynię, z panelami akustycznymi na ścianach i suficie, wielkim regałem pełnym winyli i hi-endowym systemem ze wzmacniaczem lampowym i srebrnymi kablami ułożonymi na idiotycznie drogich podstawkach antywibracyjnych, na razie możecie kupić Bluesounda, eksperymentować, poszerzać swoją wiedzę, jeździć na wystawy i zdobywać doświadczenie. Powernode (2025) będzie w tym czasie grał tak dobrze, że pierwsza poważniejsza zmiana w systemie nastąpi dopiero wtedy, gdy postanowicie kupić znacznie droższe kolumny lub zamienić to niepozorne pudełko na dwa urządzenia kosztujące razem przynajmniej 10-15 tysięcy złotych, bo dopiero taki przeskok będzie miał sens. Szczerze mówiąc, jeśli takie małe, zaskakująco mocne, wszechstronne i wciąż przystępne cenowo systemy all-in-one grają tak dobrze, to nie ma się co dziwić, że coraz mniej osób decyduje się na budowanie budżetowego zestawu hi-fi z oddzielnych komponentów, a "zabawa w audiofila" przesuwa się w obszar, w którym za pięć tysięcy złotych można kupić co najwyżej kabel zasilający albo złote kolce pod switch sieciowy.

Dane techniczne
System operacyjny: BluOS
Topologia wzmacniacza: DirectDigital, tranzystory GaN
Moc wyjściowa: 2 x 100 W lub 3 x 80 W przy 8 Ω
Moc dynamiczna IHF: 265 W przy 4 Ω, 140 W przy 8 Ω
Zniekształcenia THD+N: 0,005%
Stosunek sygnał/szum: 102 dBA
Procesor: czterordzeniowy ARM Cortex-A53
Maksymalna jakość sygnału: 24 bit/192 kHz (PCM), DSD256
Formaty: MP3, AAC, WMA, WMA-L, OGG, ALAC, Opus, FLAC, MQA, WAV, AIFF, MPEG-4 SLS
Wejścia: HDMI eARC, USB-C Audio, Toslink, RCA, 3,5 mm analogowe/optyczne, USB-A, IR in
Wyjścia: 1 x RCA sub-out
Wyjście słuchawkowe: 6,35 mm
Łączność: Ethernet, Wi-Fi, Bluetooth 5.2
Streaming: Spotify Connect, Tidal Connect, Qobuz Connect, AirPlay 2, Roon
Korekcja akustyki: Dirac Live Limited/Full (licencja i mikrofon sprzedawane osobno)
Wymiary (W/S/G): 7/22/19 cm
Masa: 1,9 kg
Cena: 5199 zł
Konfiguracja
Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Pylon Audio Jade 10, Unison Research Triode 25, Octavio AMP, Hegel H20, Auralic Aries G1, Silent Angel M1T, Auralic Vega G1, Marantz HD-DAC1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Tellurium Q Ultra Silver II, Tellurium Q Ultra Blue II, Van den Hul CS-122 Hybrid, Albedo Geo, KBL Sound Red Corona, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultimate, Fidata HFU2, Melodika Purple Rain, Final Audio Design A8000, Sennheiser HD 600, Beyerdynamic DT 990 PRO, Beyerdynamic DT 770 PRO, Meze 99 Classics, Bowers & Wilkins PX5, Pro-Ject Wallmount It 1, Custom Design RS 202, Silent Angel N8, Vicoustic VicWallpaper VMT, Vicoustic ViCloud VMT.
Równowaga tonalna![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Dynamika![]()
Rozdzielczość![]()
Barwa dźwięku![]()
Szybkość![]()
Spójność![]()
Muzykalność![]()
Szerokość sceny stereo![]()
Głębia sceny stereo
Jakość wykonania![]()
Funkcjonalność![]()
Cena![]()
Nagroda

















Komentarze