Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Pylon Audio Jade 10

Pylon Audio Jade 10

Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy po latach nadrabiania zaległości nie chcą już nikomu niczego udowadniać, tylko robią swoje - budują firmy, inwestują, projektują i wchodzą na rynki, które jeszcze trzy dekady temu wydawały się zupełnie poza zasięgiem. Widać to w nowych technologiach, przemyśle, usługach, designie, a także w dziedzinach znacznie bardziej niszowych, takich jak sprzęt audio. Choć może się to wydawać zaskakujące, działa tu ponad setka producentów rozmaitych urządzeń, akcesoriów i komponentów - od dużych, coraz bardziej rozpoznawalnych marek, po maleńkie, specjalistyczne, czasami wręcz jednoosobowe manufaktury budujące dziwne kolumny, wzmacniacze, kable, listwy zasilające, podstawki, izolatory i przedmioty, których przeznaczenie trzeba tłumaczyć nawet ludziom interesującym się tym tematem od lat. Niektóre z tych firm już dawno przestały być ciekawostką dla lokalnych patriotów i stały się pełnoprawnymi uczestnikami międzynarodowej gry. Wzmacniacze lampowe Fezz Audio, gramofony J.Sikora i Muarah, przetworniki i urządzenia cyfrowe Myteka, ekscentryczne konstrukcje Lampizatora, kable Albedo i Audiomica Laboratory, akcesoria sieciowe JCAT, listwy i kondycjonery Enerra oraz Gigawatta - to tylko najłatwiejsze do przywołania przykłady. Jeśli zaś chodzi o zestawy głośnikowe, niekwestionowanym liderem jest Pylon Audio.

Jeśli się nad tym zastanowić, oprócz kraju pochodzenia można wskazać tu jeszcze jeden wspólny mianownik - w każdym z tych przypadków mówimy o "historii najnowszej". W najlepszym razie początki tych firm sięgają wczesnych lat dziewięćdziesiątych, a najczęściej okresu jeszcze późniejszego, kiedy po transformacji gospodarczej zaczęły powstawać warunki do prowadzenia biznesu, importowania komponentów, wyjeżdżania na wystawy, budowania sieci dystrybucji i rywalizowania z markami, które miały za sobą kilkadziesiąt lat spokojnego rozwoju. Wcześniej również sporo się w tej dziedzinie działo, ponieważ w Polsce działały ogromne fabryki głośników, elektroniki i sprzętu powszechnego użytku, takie jak Tonsil, Radmor, Unitra czy Diora. Problem w tym, że ten świat został niejako odcięty od współczesności grubą zasłoną komunizmu. W 1989 roku stary porządek się rozpadł, a nowy rodził się powoli, w trudnych warunkach, w których o wszystko trzeba było walczyć samemu. Właśnie dlatego współcześni polscy producenci sprzętu audio, nawet jeśli odnieśli spektakularny sukces, nie mają takiej historii, do jakiej mogą odwoływać się marki brytyjskie, amerykańskie, japońskie czy skandynawskie. A przynajmniej nie rozumianej jako nieprzerwana linia kultowych modeli, technologie zrodzone w latach siedemdziesiątych, stare katalogi pełne zabawnych z dzisiejszego punktu widzenia zdjęć i urządzeń, które można dziś wznowić w niemal niezmienionej formie.

Nie oznacza to jednak, że Polacy muszą stać z boku, gdy cały świat hi-fi odkrywa na nowo gramofony, wzmacniacze lampowe, kolumny z głośnikami tubowymi, prawdziwy rytuał słuchania i przyjemność obcowania z przedmiotami, które mają duszę. W końcu fascynacja przeszłością nie musi być zarezerwowana wyłącznie dla tych, którzy byli jej uczestnikami. Nikt rozsądny nie powie dziś dwudziestolatkowi, że nie ma prawa słuchać "Nevermind" Nirvany na winylu, bo nie było go na świecie, gdy ta płyta się ukazała. Podobnie firma, która nie produkowała monitorów studyjnych w latach siedemdziesiątych, może spróbować zrozumieć, co w tamtej estetyce było wartościowe, i przełożyć to na współczesny język. Pylon Audio ma do tego nie tylko odpowiednie kompetencje, ale także możliwości techniczne i finansowe. Firma dysponuje ogromną fabryką z własną komorą bezechową, ma dystrybutorów w ponad 30 krajach na całym świecie, otwiera salony w Chinach i produkuje obudowy dla wielu innych firm, wliczając w to marki kojarzone ze sprzętem hi-endowym. Krótko mówiąc, manufaktura z Jarocina jest w tej branży prawdziwym gigantem i może zrealizować niemal dowolny projekt, a to, co oferuje pod własną marką, jest tylko czubkiem góry lodowej.

Paradoksalnie brak własnej legendy może być pewnym ułatwieniem. Starsze marki, wskrzeszając dawne hity, muszą obchodzić się z nimi ostrożnie. Każda zmiana proporcji, przetworników, zwrotnicy, materiałów czy brzmienia może zostać odebrana jako zdrada oryginału. Trzeba jednocześnie zadowolić tych, którzy pamiętają stare modele, jak i tych, którzy oczekują współczesnej jakości wykonania oraz charakterystycznego, ale jednak uwspółcześnionego brzmienia. Pylon nie miał takiego balastu. Polscy projektanci nie mogli wyjąć z archiwum własnego monitora sprzed pół wieku, bo takowego po prostu nie było. Mogli natomiast zadać sobie inne, być może nawet ciekawsze pytanie - jak wyglądałyby idealne kolumny retro, gdyby projektować je dzisiaj od zera, bez konieczności rekonstruowania czegokolwiek, ale z pełną świadomością tego, czego szukamy w dawnych konstrukcjach? Duży dźwięk, swoboda, barwa, dynamika, naturalny fornir, papierowa membrana, tubowy tweeter, charakterystyczne brzmienie i przyjemność słuchania także przy umiarkowanej głośności - to wszystko można potraktować jako punkt wyjścia do całkowicie współczesnego projektu.

Pomysł stworzenia takich kolumn narodził się trochę przypadkowo. Jeśli obstawialiście, że pierwsze założenia techniczne i szkice tych kolumn powstały w gabinecie prezesa obserwującego rosnącą popularność sprzętu vintage albo w biurze projektowym, gdzie konstruktorzy postanowili spełnić fantazję o przeniesieniu się w czasie, jesteście w błędzie. Pierwszą wersję takich oldschoolowych zestawów stworzył grafik, który tworzy dla Pylona rendery i materiały reklamowe. Fotorealistyczne obrazy z kolumnami stojącymi w pięknych, ekstrawaganckich wnętrzach to kompozycje składane z trójwymiarowych modeli każdego przedmiotu, z meblami, ustrojami akustycznymi, płytami i kablami, które zwisają za stolikiem w naturalny sposób. Pewnego dnia, przygotowując kolejne rendery dla Pylona, ów artysta zaczął fantazjować, jak mogłyby wyglądać kolumny tej marki, gdyby funkcjonowała ona pół wieku temu. Dla zabawy stworzył więc taki model - duże, dwudrożne monitory z wielkim wooferem, tubowym głośnikiem wysokotonowym, szerokim tunelem rezonansowym z przodu i pochyloną do tyłu obudową. Efekt tego eksperymentu był traktowany jako wewnątrzfirmowy żart. Początkowo nikt nie brał na poważnie pomysłu, aby wcielić ten projekt w życie, jednak kiedy zetknęło się z nim więcej osób, ich reakcje dawały szefostwu Pylona do myślenia. Wątpliwości było sporo. Vintage'owe zestawy wyglądały zupełnie inaczej niż smukłe, nowoczesne i dość minimalistyczne kolumny z serii Pearl, Opal, Sapphire, Ruby, Diamond, Zirkon czy Jasper. Nie było też żadnego punktu zaczepienia w historii, która zaczęła się w 2011 roku. Jednak co właściwie stało na przeszkodzie, aby tę artystyczną wizję zrealizować? W końcu nikt poza firmą o tym nie wiedział, jej fanom nie składano żadnych obietnic, a dystrybutorom nie podano przewidywanego terminu pierwszej dostawy. Jade'y mogły spokojnie rodzić się za kulisami i krok po kroku zaczęły nabierać kształtów. Obudowy, przetworniki, zwrotnice, maskownice - każda decyzja wymagała cierpliwości, ale radochy też było ponoć co niemiara.

Pod koniec 2022 roku światło dzienne ujrzał model Jade 20 - duży, dwudrożny monitor z 12-calowym papierowym wooferem, tweeterem kompresyjnym w tubie Tractrix, szerokim frontem, szerokim bass-refleksem i obudową wykończoną naturalnym fornirem. Reakcja rynku była jednoznaczna - fani polskiej firmy docenili jej odwagę, miłośnicy sprzętu retro natychmiast się w tej konstrukcji zakochali, a recenzenci chwalili ją za wysoką jakość wykonania i pełne, spójne, dopracowane brzmienie. Zainteresowanie vintage'owymi Pylonami było tak duże, że powstanie kolejnych modeli z tej serii było tylko kwestią czasu. W 2025 roku pojawiło się więc rozwinięcie tego projektu w znacznie większej skali - Jade 30. Tym razem polska manufaktura zaproponowała klientom prawdziwego potwora - trójdrożną kolumnę z 15-calowym wooferem, średniotonowcem z papierową membraną i aluminiowym korektorem fazy oraz wysokotonowym driverem BMS pracującym w krótkiej tubie. Producent mówił już nie tylko o barwie, swobodzie i estetyce vintage, ale także o prawdziwie koncertowym doświadczeniu i pełnym wolumenie dźwięku. Kilka miesięcy później w katalogu pojawił się mniejszy odpowiednik "dwudziestek" - Jade 10. Jest to próba skondensowania całej filozofii serii Jade do najbardziej poręcznej formy. Jade 10 zachowują kluczowe elementy, takie jak pękate obudowy, czarny front, naturalny fornir, papierową membranę, tubowy tweeter i szeroki bass-refleks, ale pakują je w konstrukcję przeznaczoną do znacznie mniejszych pomieszczeń. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy, odruchowo się uśmiechnąłem. W porównaniu z większymi modelami Jade 20 i Jade 30 wyglądają słodko. Tylko czy skalowanie takich kolumn w dół ma sens? Czy da się z nich wydobyć dźwięk przywołujący na myśl złotą erę sprzętu stereo? I czy młoda polska firma może stworzyć kolejną wersję klasycznego monitora, nie udając, że ma za sobą pół wieku historii?

Pylon Audio Jade 10

Wygląd i funkcjonalność

Jade 10 to najmniejszy model z tej rodziny, ale słowo "najmniejszy" może być tutaj mylące. W świecie dzisiejszych monitorów, w którym za standard uchodzi wąska skrzynka z wooferem o średnicy 13-18 cm i 25-milimetrową kopułką, Jade 10 wyglądają jak przybysz z innej epoki. Mają 52 cm wysokości, 30 cm szerokości, 35 cm głębokości, a każda z takich skrzyń waży 20 kg. Ponieważ w porównaniu z "dwudziestkami" i "trzydziestkami" to i tak waga piórkowa, producent oferuje do "dziesiątek" opcjonalne standy, z którymi osiągają one wysokość zbliżoną do niewielkich kolumn podłogowych, ale nawet bez nich nie sprawiają wrażenia typowych monitorów, które można postawić na półce z książkami. Dlatego też ich domyślnym terytorium jest podłoga. Puryści powiedzą pewnie, że to niezgodne z zasadami, z których jedna mówi, że tweetery powinny znaleźć się na wysokości uszu słuchacza, ale dajcie spokój - przecież od razu widać, że te głośniki nie zostały stworzone do krytycznych odsłuchów, tylko dla frajdy. Jak na dzisiejsze standardy to raczej duże monitory, w których proporcje obudowy, wielkość woofera i sposób promieniowania wysokich tonów podporządkowano zupełnie innemu celowi niż w większości współczesnych konstrukcji. Nie chodziło o to, aby kolumna zniknęła wizualnie, była jak najwęższa i możliwie dyskretna. Chodziło o to, aby dała muzyce skalę i swobodę, których małe monitory często po prostu nie mają z czego wygenerować.

Już w tym miejscu trzeba zaznaczyć jedną rzecz, bo jest ona kluczowa dla zrozumienia filozofii przyświecającej temu projektowi. Jade 10 nie są kolumnami dla każdego. Jeżeli szukacie sprzętu maksymalnie neutralnego estetycznie i brzmieniowo, gotowego do wpasowania się w dowolny system, pomieszczenie i gust, powinniście zainteresować się zestawami z serii Ruby, Diamond lub Jasper. Jade to coś innego - hi-fun, zabawa formą, swoisty hołd dla czasów, w których świat wyglądał inaczej. Pylon stworzył konstrukcję, która ma charakter. Nie agresywny, nie efekciarski i nie prowokacyjny, ale wyraźny. W wyglądzie Jade'ów 10 widać tęsknotę za latami siedemdziesiątymi, ale uwagę zwraca także to, że nie ma tu ani grama przesady. Przy całej swojej oryginalności opisywane kolumny są dość dyskretne. Klasyczne, ale nie idiotyczne. Ba! Mimo niestandardowej formy są także niezwykle przyjazne użytkownikowi, ale o tym później. Wrażenie robią nawet takie detale jak czcionka w nazwie modelu na przedniej ściance. W środku nie znajdziemy przypadkowego zestawu rozwiązań wziętych z dawnych konstrukcji. To nowoczesny projekt ubrany w formę, która budzi skojarzenia z klasyką. Chyba właśnie dlatego Jade 10 są tak interesujące. Nie próbują naśladować jednego konkretnego modelu z przeszłości. Nikt nie przekonuje nas, że skład polipropylenu, z którego wykonano membranę woofera, jest najbardziej zbliżony do tego, jaki stosowano w monitorach BBC pięćdziesiąt lat temu. Ich pasmo przenoszenia nie kończy się na 14 kHz, bo "dokładnie tak było w oryginale". Pylon po prostu zaczerpnął z tamtej estetyki to, co wciąż ma sens, dodając do tego trzy elementy, z których znane są inne produkty tej marki - wysokiej jakości podzespoły, fantastyczną stolarkę i przystępną cenę.

Pierwsze spotkanie z "dziesiątkami" jest bardzo przyjemne, ale też trochę zaskakujące, bo zdjęcia nie do końca oddają ich proporcje. Na ekranie można pomyśleć, że to po prostu ładne monitory w stylu vintage, ale już sam rozmiar kartonów zdradza, że nie są to małe kolumny. Szeroki front, spora głębokość i duży przetwornik nisko-średniotonowy sprawiają, że Jade 10 wyglądają bardziej jak monitory studyjne niż klasyczne kolumny podstawkowe. Jednocześnie nie jest to gabaryt, z którym nie można poradzić sobie w pojedynkę. Głośniki pakowane są w dwa osobne pudełka, więc nie musimy dźwigać jednej ważącej ponad 40 kg skrzyni. Proces rozpakowywania przebiega szybko i sprawnie - nie ma tu żadnych niemiłych niespodzianek. Wstępne ustawienie i podłączenie Jade'ów 10 to bułka z masłem. Kolumny wyposażono w niewielkie cokoły, które mają ogniskować fale dźwiękowe na wysokości głowy słuchacza. Od razu zamontowano w nich spłaszczone, plastikowe nóżki, dzięki którym skrzynie mogą bezpiecznie stanąć zarówno na dywanie, jak i na twardej podłodze, takiej jak parkiet czy płytki. Terminale są pojedyncze i akceptują dowolny rodzaj wtyków. Dodatkowo umieszczono je tak nisko, że łatwo będzie ukryć lub przynajmniej ładnie ułożyć kable. Jeżeli zdecydujemy się na firmowe podstawki, wystarczy odkręcić kilka śrub, aby pozbyć się cokołów i użyć nagwintowanych tulei w tych miejscach, aby zespolić monitory ze standami. Metalowe podstawy mają dwie półeczki wykończone fornirem, a ich wysokość to 37,5 cm, co podnosi zestaw do około 90 cm. Swoją drogą, na wystawie High End 2026 w Wiedniu w systemie Pylona nie zagrały ani Jaspery 25 mkII, ani Zirkony 20, ani hi-endowe Amethysty Gamma, ale właśnie Jade'y 10 na firmowych podstawkach, w towarzystwie lampowej elektroniki Fezz Audio.

Podobnie jak w dwóch większych modelach z serii Jade, ciekawym smaczkiem "dziesiątek" są maskownice. Wielu producentów vintage'owych kolumn ma w tej kwestii oryginalne pomysły. Widzieliśmy już grille z kolorowej gąbki, perforowanego metalu i różne warianty nawiązujących do tradycji BBC cienkich ramek wciskanych w szpary na brzegach przedniej ścianki (Frameless Frame). Pylon zrobił coś podobnego, ale w swoim stylu. Tutaj mamy do czynienia z grubymi deskami, które obszyto ciekawym, bardzo wytrzymałym materiałem, który z bliska wygląda jak plecionka z różnokolorowych taśm i żyłek wędkarskich. Maskownice są mocowane na kołki. Aby je zdemontować, trzeba pociągnąć za maleńką "metkę" z firmowym logo. Należy jednak robić to umiejętnie, o czym informują specjalne kartki z ostrzeżeniem. Kiedy tylko dolne kołki wyskoczą z otworów, powinno się chwycić za maskownicę i uwolnić jej górną część. Jeżeli zaczniemy dalej ciągnąć za metkę, połamiemy górne kołki. Jest to właściwie jedyny szczegół, o którym posiadacze Jade'ów 10 muszą pamiętać. Od spodu grille są oczywiście podklejone miękkim filcem, aby nie pozostawiły rys na czarnych frontach. Poza tym kolumny są praktycznie bezobsługowe. Dmuchający do przodu bass-refleks oznacza, że mamy dużą dowolność w kwestii dystansu od tylnej ściany. Nawet gdyby "dziesiątki" zostały do niej dosunięte na maksa, dzięki znacznej głębokości skrzyń głośniki wciąż będą znajdowały się 35-40 cm od niej. Jeżeli zechcemy pobawić się ustawieniem albo przenieść sprzęt do innego pokoju, nie będziemy musieli zamawiać firmy od przeprowadzek ani dzwonić do kolegi, z którym dziesięć lat temu w ramach postanowienia noworocznego poszliśmy na siłownię, tyle że on nigdy nie zrezygnował.

Na przedniej ściance Jade'ów 10 sporo się dzieje. Górną część zajmuje driver kompresyjny pracujący w krótkiej tubie, niżej umieszczono 22-centymetrowy przetwornik nisko-średniotonowy, a przy dolnej krawędzi znalazł się szeroki wylot bass-refleksu. Taki układ nie tylko nadaje kolumnom charakterystyczny wygląd, ale także zdradza najważniejsze założenia konstrukcyjne. Duży woofer ma zapewnić masę, swobodę i odpowiednią skalę dźwięku. Driver kompresyjny ma dać szybkość, mikrodynamikę i kontrolowaną kierunkowość. Przedni port wentylacyjny ma ułatwić ustawienie zestawów w pokoju i pozwolić im oddychać nawet wtedy, gdy nie możemy odsunąć ich daleko od tylnej ściany. Pylon deklaruje, że układ pracuje optymalnie zarówno przy ustawieniu na podłodze, jak i na firmowych standach. To ważna informacja, bo Jade 10 nie są małymi monitorami, które trzeba koniecznie wyciągać metr od ściany i stawiać na ciężkich, wysokich podstawkach w dużym pokoju. Jeśli chodzi o walory wizualne, bardzo ważnym elementem jest fornir z orzecha amerykańskiego wykończony olejowoskiem. Nie chodzi wyłącznie o to, że drewno "ociepla" wizualnie całą konstrukcję i pasuje do estetyki retro. Chodzi o jakość i poczucie kontaktu z czymś prawdziwym. Wyraźnie widać, że coraz więcej klientów właśnie tego szuka, a Pylon potrafi to zrobić. "Dziesiątki" nie wyglądają, jakby zostały oklejone folią lub czymś, co ma jedynie imitować prawdziwe drewno. Rysunek słojów jest bardzo wyraźny, łączenia idealne, a powierzchnia przyjemnie chropowata w dotyku. Wykończenie wprowadzone pierwotnie dla serii Jade okazało się tak trafione, że teraz kolumny z serii Diamond i Jasper również dostępne są w tym samym fornirze i sprzedają się jak ciepłe bułeczki.

Funkcjonalnie Jade'y 10 są ciekawym kompromisem między monitorem a małą kolumną wolnostojącą. Formalnie pozostają konstrukcją podstawkową, ale ich gabaryty, masa i objętość obudowy sprawiają, że wymagają poważniejszego podejścia niż większość monitorów. Nie ma mowy o stawianiu ich na komodzie pod telewizorem, ale obok niej - jak najbardziej. Na dobrą sprawę mamy więc do czynienia z czymś, co moglibyśmy nazwać podłogowymi monitorami. Jeśli właśnie tak je potraktujemy, okazuje się, że nie są przesadnie trudne w ustawieniu, bo przedni bass-refleks i dość szeroki kąt optymalnego odsłuchu powinny dawać większą tolerancję niż w wielu konstrukcjach z mocno kierunkową górą pasma. Ciekawostką jest też fakt, że producent rekomenduje "dziesiątki" do pomieszczeń o powierzchni od 12 do 32 m², co jest bardzo szerokim zakresem. Można się domyślić, że sukces całej operacji zależy głównie od ustawienia, nie wspominając o sprzęcie towarzyszącym i warunkach akustycznych panujących w danym wnętrzu. Opisywane kolumny mają jednak potencjał, aby w małym pokoju pokazać pełny i dojrzały dźwięk, jakiego raczej nie wyczaruje się z monitorów w rozmiarze "pudełka po butach", natomiast w większym salonie prawdopodobnie odwdzięczą się swobodą i szeroką sceną, o ile nie będziemy oczekiwali od nich ciśnienia akustycznego typowego dla trzykrotnie większych podłogówek.

Jak to się sprawdza w praktyce? Muszę przyznać, że początkowo miałem pewne wątpliwości, ale już po kilku dniach doszedłem do wniosku, że taka konstrukcja jest wyjątkowo praktyczna. Wbrew pozorom nie jest to historia z gatunku "na zdjęciach wyglądało fajnie, ale w rzeczywistości nie da się z tym żyć". Przeciwnie! Jade 10 to naprawdę przemyślane, cywilizowane kolumny. Na dodatek można z nimi zrobić rzeczy, które z typowymi monitorami albo podłogówkami się nie udadzą. No bo postawmy typowe monitory na podłodze... Albo ustawmy podłogówki tak, aby zachować odpowiedni dystans od ściany, ale żeby jednocześnie nie zasłaniały telewizora powieszonego na ścianie, nawet gdy oglądamy mecz, siedząc w jadalni... Nie twierdzę, że koncepcja podłogowego monitora jest lepsza niż wszystko inne i od teraz każdy producent zestawów głośnikowych powinien mieć takie cudo w swojej ofercie. Zresztą warto wspomnieć, że Pylon nie jest pierwszą firmą, która na to wpadła. Klipsche Heresy funkcjonują na rynku od wielu, wielu lat. JBL ze swoją serią Classic też ma dużo do powiedzenia. To legendy, które na stałe zapisały się w historii branży audio. Z drugiej strony nikt nie zabroni innym tworzyć swoich wersji, takich jak Revival Audio Atalante 5. Mimo to - a także mimo trwającej w najlepsze mody na sprzęt retro - konstrukcje tego typu wciąż są na rynku rzadkością. Traktuje się je raczej jako niegroźne dziwactwo niż obowiązującą normę. Dlaczego? Cóż, po trzech tygodniach spędzonych z Jade'ami 10 nie jestem w stanie tego rozgryźć, bo w wielu salonach takie kolumny odnajdą się szybciej niż klasyczne monitory lub podłogówki. Może producenci zestawów głośnikowych boją się eksperymentować? Może nie potrafią stworzyć czegoś, co aż tak mocno różni się od modeli tworzących trzon ich oferty? Może wolą uniknąć krytyki ze strony tych, którzy twierdzą, że prawo do konstruowania głośników mają jedynie firmy, które prężnie działały pięćdziesiąt lat temu?

Minusy? Pierwszym jest fakt, że dostępne są tylko dwie wersje kolorystyczne - orzech i czerń. Niby więcej nie potrzeba, ale wiele modeli Pylona można zamówić w co najmniej kilkunastu fabrycznych wykończeniach, a jeśli ktoś chce, to nawet dowolnym lakierze z palety RAL. Tutaj takiej opcji nie widzę, a może czerwone lub niebieskie "dziesiątki" z czarnymi maskownicami wyglądałyby oszałamiająco? Jeżeli chcielibyście się przekonać, zapytajcie, czy istnieje możliwość zamówienia takiej wyjątkowej pary. Wprawdzie jarocińska manufaktura realizuje tyle zleceń dla zewnętrznych firm i produkuje tyle własnych kolumn w standardowych wersjach, że ciężko jest jej znaleźć w harmonogramie czas na specjalne projekty, ale z drugiej strony każde takie zamówienie jest okazją, by pochwalić się swoimi możliwościami technologicznymi, a przy okazji przeprowadzić swoiste badanie rynku na żywym organizmie - swoich fanach. Drugi minus opisywanych kolumn był dla mnie dość zaskakujący. Chodzi o fakt, że po ich rozpakowaniu po domu rozszedł się ostry, nieprzyjemny, chemiczny zapach. I nie wystarczyło otworzyć okien na pół godziny. Ten specyficzny "aromat" utrzymywał się dobry tydzień. Winne okazały się maskownice. Nie wiem, czy tak pachnie materiał, który na nich rozciągnięto, czy może stosowany jest w nich jakiś impregnat lub klej, ale przez kilka dni trzeba było wietrzyć chałupę. Na szczęście potem ten efekt ustępuje całkowicie i nic nie czuć nawet z bliska. Jade'y 10 są więc jednymi z tych kolumn, które muszą się nie tylko wygrzać, ale i wyśmierdzieć.

Do czego jeszcze mógłbym się przyczepić? Chyba tylko do drobiazgów, które można szybko poprawić. Wspomniane już plastikowe nóżki dobrze sprawdzają się zarówno na twardej podłodze, jak i na dywanie lub wykładzinie, ale na żadnym z tych podłoży nie spisują się idealnie. Na panelach paczki ślizgają się z łatwością, więc jeśli spędzicie godzinę na szukaniu optymalnego kąta dogięcia, nawet przeciągający się kot może wprowadzić do tego ustawienia swoją "korektę". Rozwiązaniem mogą być silikonowe odbojniki. Z kolei na grubej wykładzinie kolumny mogą wydawać się niestabilne. W takiej sytuacji można pozbyć się drewnianych podpórek i wykorzystać znajdujące się pod nimi gwinty, aby wkręcić porządne, długie kolce. Przy okazji zyskamy wówczas możliwość regulacji kąta odchylenia skrzynek. Ach, i jeszcze jedno. Kolumny wysokie na 55-56 cm, z górną ścianką o wymiarach 35 x 31 cm - czy to nie idealne podstawki pod rośliny doniczkowe? Jeżeli wszystkie parapety i szafki macie już zagospodarowane, radzę zawczasu przedyskutować tę kwestię z domownikami, bo a to się coś przeleje, a to nawóz się rozsypie, a jednak szkoda tego pięknego, orzechowego forniru.

Mimo trwającej w najlepsze mody na sprzęt retro konstrukcje tego typu wciąż są na rynku rzadkością. Traktuje się je raczej jako niegroźne dziwactwo niż obowiązującą normę. Dlaczego? Cóż, po trzech tygodniach spędzonych z Jade'ami 10 nie jestem w stanie tego rozgryźć, bo w wielu salonach takie kolumny odnajdą się szybciej niż klasyczne monitory lub podłogówki.

W tym momencie dochodzimy do kwestii ceny. Jak można się było spodziewać, w porównaniu z najbardziej oczywistymi rywalami Pylon tę rundę zdecydowanie wygrywa. Weźmy na przykład takie Klipsche Heresy IV. Okej, są nieznacznie większe, a do tego trójdrożne, ale kosztują 20 998 zł. Revival Audio Atalante 5 także są większe, ale zasadniczo to bardzo podobna koncepcja, a za parę takich skrzyń zapłacimy 23 490 zł. Z oferty JBL-a najbliższe gabarytowo są L82 Classic za 9998 zł, ale one są z kolei zauważalnie mniejsze, a dodatkowo nie są to monitory przeznaczone do stawiania na podłodze, więc na dobrą sprawę musielibyśmy doliczyć podstawki. Trudno też zapomnieć o takich potworach jak Wharfedale Super Linton za 8798 zł, z tym że znów są to po prostu duże monitory, do których powinno się od razu dokupić firmowe standy, a dodatkowym utrudnieniem są dwa dmuchające do tyłu bass-refleksy. Na drugim końcu skali są takie rodzynki jak Indiana Line Utah 5 za 2998 zł. Słuchałem ich tylko na wystawie, więc nie powinienem ich oceniać, ale wydaje się, że to bardzo ciekawa propozycja, która pokazuje, że w dziedzinie dostosowywania tej koncepcji do znacznie niższego budżetu można pójść o wiele dalej. Pylon wybrał typowy dla siebie wariant - wstrzelić się w średni zakres cenowy, za to jakość podkręcić tak, że klienci odruchowo zaczną porównywać Jade'y raczej z tymi droższymi, a nie tańszymi odpowiednikami. Według mnie "dziesiątki" to takie 90% Heresy IV za 50% ceny. Z czego bierze się ta różnica? Raczej nie z tego, że polskie kolumny są gorsze, brzydsze i mniej dopracowane. Może po prostu nikt nie kasuje nas dodatkowo za dziedzictwo, o którym firmy z wieloletnimi tradycjami tak chętnie nam przypominają? A może wynika to ze skali działalności Pylona i faktu, że firma ta robi we własnym zakresie wszystko, co tylko się da, więc nie musi płacić nikomu ani za projekt, ani za pomiary, ani za produkcję obudów? Nie wiem, ale tak jak uwielbiam sprzęt hi-fi z historią, od kultowych gramofonów po tunery z "magicznym oczkiem", tak pozbawione tego waloru kolekcjonerskiego Jade'y 10 zrobiły na mnie znakomite wrażenie. To po prostu europejska robota na najwyższym poziomie.

Pylon Audio Jade 10

Brzmienie

Niektórzy twierdzą, że moda na sprzęt retro bierze się wyłącznie z tego, że wygląda on oryginalnie i nietuzinkowo, a miłośnicy wzmacniaczy, magnetofonów szpulowych i kolumn nieprodukowanych od kilkudziesięciu lat mają nie po kolei w głowie, bo nowoczesne urządzenia grają zdecydowanie lepiej, nie mówiąc już o tym, jak wypadają w pomiarach. Ja jednak zawsze darzyłem to środowisko ogromnym szacunkiem, chociażby dlatego, że jest to niezwykle wymagająca zabawa i nikomu nie chciałoby się poświęcać na nią czasu i pieniędzy, gdyby jedyną nagrodą była możliwość strzelenia sobie kilku zdjęć lub satysfakcja z posiadania wyjątkowego przedmiotu, który może co najwyżej pełnić rolę dekoracji. To przecież nie tak, że wystarczy kupić pierwszy lepszy system z komisu, aby cieszyć się czarującym dźwiękiem. Trzeba orientować się w temacie, śledzić ogłoszenia i polować na prawdziwe perełki, a potem znaleźć dobry serwis i odczekać swoje w kolejce, aby doprowadzić taki sprzęt do porządku - o ile w ogóle będzie to możliwe. Oczywiście pewna otoczka ekskluzywności, atrakcyjna powierzchowność i sama możliwość obcowania z vintage'ową maszynerią też potrafią dać wiele radości, ale ostatecznie chodzi przede wszystkim o brzmienie - równie wyjątkowe i niepasujące do dzisiejszych realiów jak konieczność przełożenia płyty na drugą stronę po wysłuchaniu kilku utworów lub towarzyszące temu procesowi trzaski. Przecież równie dobrze można kupić głośnik sieciowy, uruchomić apkę na telefonie i po chwili słuchać tej samej płyty. A jednak to nie to samo.

Vintage'owa aparatura audio ma pewien niepowtarzalny urok i nie chodzi tu ani o towarzyszące jej użytkowaniu ceremoniały, ani o to, że jej brzmienie jest z reguły jaśniejsze, ciemniejsze, gęstsze, swobodniejsze, bardziej dynamiczne, przestrzenne lub namacalne, ale o to, że ma więcej charakteru. Dziś konstruktorzy sprzętu dopasowują się do wzorca opartego na neutralności i uniwersalności. Słuchawki, wzmacniacze i kolumny mogą mieć lekko podbity bas lub delikatnie ocieploną średnicę, muszą z łatwością wkręcać się na wysoki poziom głośności, ale poza tym najlepiej by było, gdyby były nijakie. Trudno się oprzeć wrażeniu, że ich brzmienie ma być szare, bezkształtne i pozbawione wyrazu, bo ma trafić w gust jak najszerszej grupy odbiorców. Preferowana jest sytuacja, w której 80% stwierdzi, że dźwięk ich nie razi niż ta, gdy 20% się nim zachwyci. Globalizacja, poprawność polityczna i czysto komercyjny pragmatyzm. A gdzie w tym wszystkim miejsce na innowacyjność? Na realizację idei projektantów, którzy chcą, aby ich sprzęt był jakiś? Paradoksalnie dziś aktem odwagi może być powrót do schematów sprzed kilkudziesięciu lat i tworzenie takich zestawów jak Jade 10.

Teoretycznie takie staromodne pudła odstają od dzisiejszego świata, pełnego smartfonów, robotów, autonomicznych samochodów, wszechobecnych wytworów sztucznej inteligencji i produktów jednorazowego użytku. I wiecie co? To wspaniale, że do niego nie pasują. Co więcej, wyłamują się z obowiązujących schematów nie tylko swoim kształtem, wyglądem i jakością wykonania, ale także brzmieniem. Co prawda w kontrolowany, całkiem cywilizowany sposób, ale jednak nie trzeba słuchać ich długo, aby załapać, że są inne. Od razu wiadomo też, że zostały zaprojektowane przez kogoś, kto doskonale wie, co leży u podstaw wyjątkowości klasycznego sprzętu hi-fi i jak tę magię odtworzyć. Nie będę owijał w bawełnę - po kilku minutach odsłuchu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Już w tamtym momencie wiedziałem, ile frajdy dostarczy mi testowanie tych kolumn, ale ucieszyło mnie także to, że konstruktorzy Pylona ewidentnie puszczają tu oczko do ludzi, którzy orientują się, jak powinny grać takie oldschoolowe monitory, na czym powinna opierać się ich tożsamość, a nawet czego powinny wymagać od użytkownika. To niemal jak żart środowiskowy, który zrozumie tylko określona grupa osób. Jeżeli nigdy nie słuchaliście podobnych głośników, być może uznacie brzmienie Jade'ów 10 za specyficzne lub nawet dziwne, ale jeśli znacie i lubicie tę estetykę, jestem pewien, że również uśmiechniecie się po kilku pierwszych taktach.

Brzmienie "dziesiątek" najlepiej zrozumieć, wychodząc nie od średnicy czy góry pasma, ale od skali. Najmniejsze kolumny z serii Jade nie grają jak klasyczne monitory, których największą zaletą jest znikanie z pokoju, punktowość i precyzyjne rysowanie małych źródeł pozornych. Owszem, potrafią budować szeroką scenę i wypełnić pokój dźwiękiem, ale ich podstawowa zaleta i przewaga nad kompaktowymi monitorami i smukłymi podłogówkami tkwi w czym innym - tym, że odtwarzana przez nie muzyka ma ciało. Nie jest pomniejszona, odchudzona ani sprowadzona do ładnie uporządkowanej miniatury. Jade'y 10 starają się grać dźwiękiem większym, bardziej swobodnym i mięsistym, niż wynikałoby to z ich gabarytów. To zupełnie inne granie niż w przypadku standardowych zestawów głośnikowych z 15-cm wooferem. Tam często dostajemy znakomitą stereofonię, czystość i szybkość, ale bas oraz niższa średnica zawsze w mniejszym lub większym stopniu są podporządkowane formatowi obudowy. Wiele firm nauczyło się sprytnie maskować te niedoskonałości, a w niektórych przypadkach efekt jest zdumiewająco dobry, ale część audiofilów uważa, że fizyki nie da się oszukać - jeśli chcemy uzyskać prawdziwie głęboki, soczysty, mięsisty bas, potrzebujemy woofera z pokaźną membraną. Można to porównać do powiedzenia "there's no replacement for displacement", powtarzanego przez miłośników samochodów z silnikiem o dużej pojemności skokowej. Ja nie stawiałbym sprawy na ostrzu noża, bo pracujące w jednym z moich systemów Audiovectory QR5 potrafią srogo przyłożyć i zafundować słuchaczowi masaż brzucha, jakiego nie powstydziłby się niejeden subwoofer. Tam jednak mamy nie jeden, ale trzy 15-cm głośniki, więc kolumny z cokołami i nóżkami mierzą prawie 110 cm. Tutaj równie imponujący bas wydobywa się ze skrzyń, które zdecydowanie łatwiej jest wkomponować w istniejącą przestrzeń, a przy odrobinie szczęścia można je wręcz ukryć pośród innych mebli, dekoracji i przedmiotów codziennego użytku.

Skoro już poruszyłem ten temat, porozmawiajmy o ustawieniu, ponieważ ostateczny efekt zależy w głównej mierze właśnie od niego. Podobnie jak w przypadku standardowych monitorów lub podłogówek naszym podstawowym zadaniem jest znalezienie optymalnego balansu między równowagą tonalną a przestrzenią. Nietypowość sytuacji polega jednak na tym, że manewrujemy pochylonymi do tyłu skrzyniami o wymiarach 55 x 30 x 35 cm, więc pewne procedury, do których możemy być przyzwyczajeni, nie do końca mają tu zastosowanie w praktyce. Jeszcze ważniejszy jest fakt, że "dziesiątki" mają szerokie tunele rezonansowe na przedniej ściance, w związku z czym naprawdę lubią pracować w niewielkiej odległości od ściany. Mogłoby się wydawać, że bez względu na umiejscowienie bass-refleksów trzeba będzie zapewnić im przynajmniej 40-50 cm wolnej przestrzeni dookoła, ale to nieprawda. Ba! W dwóch pokojach i dwóch różnych systemach, w których je testowałem, odsuniętym od ściany na pół metra Pylonom wyraźnie brakowało oparcia w zakresie niskich tonów. Grały wówczas płasko i pudełkowato. Wraz ze stopniowym zmniejszaniem dystansu dźwięk stawał się coraz bardziej nasycony, mięsisty, pełny i głęboki, a kiedy osiągnąłem optymalną pozycję, miarka pokazała... 15 cm. Serio - te kolumny są zupełnie szczęśliwe, gdy dosuniemy je do ściany na długość dłoni. To ważna informacja dla wszystkich melomanów szukających sprzętu nie tylko ciekawego, ale także praktycznego - takiego, który nie zabiera zbyt wiele cennej przestrzeni i nie musi być traktowany jak eksponat muzealny. Dosuwając do ściany typowe podłogówki z bass-refleksem umieszczonym z tyłu, natychmiast otrzymalibyśmy karę w postaci podbitego, dudniącego basu. Niektórzy oszukują się, że wcale nie jest tak źle, inni szukają rozwiązania w korektorach i kablach, a część melomanów wysuwa kolumny do przodu na czas odsłuchu. Z Jade'ami nie trzeba się tak gimnastykować, ponieważ zostały one zaprojektowane i zestrojone podobnie jak Lyngdorfy FR-2 - nie tylko nie obrażają się, gdy dosuniemy je do ściany, ale wręcz potrafią się za to odwdzięczyć pełnym, głębokim, swobodnym dźwiękiem.

Co jeszcze bardziej zaskakujące, specjalnie nie ucierpiała na tej operacji scena stereofoniczna, bo Jade'y 10 i tak lubią grać szeroko, stawiając raczej na typowo koncertowy, a nie studyjny efekt. Mówiąc jeszcze inaczej, ich specjalnością jest prezentowanie muzyki w dużej skali, budowanie przed słuchaczem ściany dźwięku, a nie tworzenie holograficznego obrazu, w którym możemy określić pozycje poszczególnych źródeł z dokładnością do ułamka milimetra. Jeżeli ktoś właśnie takiego efektu oczekuje, sugerowałbym zacząć od zakupu firmowych podstawek, bo chyba tylko w takim wariancie "dziesiątki" będą mogły wyczarować przestrzeń, do jakiej przyzwyczaiły nas "normalne" (w dzisiejszym rozumieniu) zestawy głośnikowe. Jeżeli mieliście okazję słuchać dużych, precyzyjnie ustawionych monitorów, takich jak Graham Audio LS6 10th Anniversary Limited Edition, Spendor Classic 2/3, Graham Audio LS5/9 albo Harbeth Super HL5, na pewno wiecie, że jest to możliwe - mimo szerokich frontów, ściętych pod kątem prostym krawędzi i wielu innych przeciwności losu, które powinny czynić uzyskanie takiego rezultatu niemożliwym. Niczego bym zatem nie przekreślał. Może pewnego dnia usłyszę Jade'y 10 ustawione tak umiejętnie i połączone z takim sprzętem towarzyszącym, że od pierwszych minut zanurzę się w trójwymiarowej przestrzeni i zapragnę powtórzyć ten efekt u siebie. Jeśli mam być brutalnie szczery, nie sądzę, aby melomani zainteresowani tym modelem mieli takie wymagania. Jeżeli komuś zależy na głębokiej, szerokiej i precyzyjnie poukładanej scenie stereo, raczej nie wybierze vintage'owych pudeł, które domyślnie mają pracować na podłodze, najlepiej w niewielkiej odległości od ściany. Tutaj liczy się przede wszystkim skala wydarzenia i umiejętność wypełnienia pokoju dźwiękiem po same brzegi.

Zakresem, w którym najlepiej słychać cel projektantów, jest średnica. Papierowa membrana, duża powierzchnia woofera i dość klasyczna estetyka strojenia powinny dawać przekaz nasycony, naturalny, pozbawiony sztucznego chłodu, a nawet zabarwiony odrobiną przyjemnego ciepła. I tak jest w rzeczywistości, przy czym dochodzi do tego jeszcze jeden element - spójność. Dla fanów polskiej firmy to wręcz oczywiste, bo umiejętność płynnego łączenia wszystkich fragmentów pasma w jeden homogeniczny przekaz jest jednym z jej znaków rozpoznawczych, jednak jak tego dokonać, gdy trzeba zszyć ze sobą 22-cm papierowy woofer i 25-mm kompresyjny głośnik wysokotonowy w szerokiej tubie? Gdzieś pomiędzy nimi powinna utworzyć się dziura, a nawet jeśli jakimś cudem pod względem natężenia poszczególnych częstotliwości nie byłoby jej słychać, pozostaje problem niejednolitości w charakterze obu przetworników. Niższa średnica powinna być gęsta, miękka i przyjemna, a wyższa - szybka, rozdzielcza, może nawet trochę rozjaśniona. Tymczasem inżynierom Pylona udało się może nie tyle uczynić z "dziesiątek" wzór liniowości i audiofilskich cnót, co raczej zachować kulturę i muzykalność, z których kolumny tej marki są powszechnie znane. Fakt, w centrum pasma słychać pewne zawirowania, ale nie jest to walka dwóch żywiołów, a raczej połączenie zalet obu przetworników.

Długo zastanawiałem się, dlaczego ta osobliwa średnica tak bardzo mi się podoba i dopiero po kilku dniach słuchania coś mnie olśniło. Sekretem jest to, że przejście z jednego świata w drugi nie następuje nagle, skokowo, bez ostrzeżenia. Obserwujemy raczej coś, co można porównać do uwielbianego przez audiofilów połączenia lampowego przedwzmacniacza i mocnej, tranzystorowej końcówki mocy. Wiemy, że "na wyjściu" wyraźnie słychać będzie specyfikę obu tych elementów. Wiemy też, że w zależności od odtwarzanej muzyki proporcje między tymi składnikami mogą się delikatnie różnić - raz na pierwszy plan wysunie się ciepło i delikatność preampu, a raz pałeczkę przejmie brutalna siła tranzystorów. Ostatecznie jednak zawsze dostaniemy połączenie ze wszech miar satysfakcjonujące, a do tego wciągające. To nie jest nudna neutralność uzyskana poprzez eliminowanie z dźwięku wszystkiego, co intrygujące i klimatyczne. Przeciwnie - to mieszanka dwóch różnych smaków, które znakomicie ze sobą kontrastują, co chwila się uzupełniając i walcząc o naszą uwagę. A ponieważ każdy odbiorca koncentruje się na czymś innym, nie bądźcie zdziwieni, jeśli opinie użytkowników na temat średnicy Jade'ów 10 będą zupełnie sprzeczne. Jedni zaczną chwalić je za wspaniale naturalne, plastyczne i organiczne wokale, idealne do jazzu, muzyki akustycznej, bluesa, soulu i kameralnych składów, gdzie krytycznego znaczenia nabiera barwa i namacalność pierwszego planu. Inni zwrócą uwagę na to, że przy całej swojej mięsistości średnica Pylonów jest zaskakująco czytelna, precyzyjna i szybka, chwilami zahaczając o estetykę typową dla sprzętu studyjnego. I kto będzie miał rację? Wszyscy.

Góra pasma jest oczywiście tematem najbardziej intrygującym. Wysokotonowy driver kompresyjny natychmiast uruchamia wyobraźnię, ale też budzi obawy u tych, którzy mieli złe doświadczenia z tubami. W powszechnym rozumieniu głośniki tubowe potrafią kojarzyć się z natarczywością, krzykliwością, zbyt mocnym atakiem i dźwiękiem dostrojonym bardziej pod występy sceniczne niż odsłuchy w domu. Pylon wyraźnie starał się tego uniknąć. Producent podkreśla, że profil tuby ma zapewniać detaliczne, ale łagodne wysokie tony oraz szeroki kąt optymalnego odsłuchu. Czy ta sztuka się udała? Do pewnego stopnia tak, ale niektórzy na pewno już z opisu średnich częstotliwości zdążyli wywnioskować, że góra Jade'ów 10 skręca w kierunku szybkości i przejrzystości. Na szczęście tweeter nigdy nie przekracza granic dobrego smaku, więc jego charakter pozostaje kolejną ciekawostką, na której od czasu do czasu mimowolnie koncentrujemy swoją uwagę, a nie elementem definiującym brzmienie opisywanych zestawów oraz sprzęt towarzyszący, którego powinniśmy dla nich szukać. Wysokie tony są przyjemnie lekkie i rozdzielcze, ale pozbawione typowej dla niektórych hornów natarczywości. Mówiąc jeszcze dosadniej - w odpowiednich warunkach potrafią zabłyszczeć, ale nie syczą.

Tak zestrojona góra może okazać się jedną z największych zalet najmniejszych kolumn z serii Jade, szczególnie przy cichym słuchaniu. Tam, gdzie wiele kolumn zaczyna już "plumkać", grać płasko i niewyraźnie, kompresyjny tweeter "dziesiątek" wciąż pracuje znakomicie, zachowując czystość, świeżość i energię. Jeżeli więc szukacie sprzętu, który podczas normalnego odsłuchu zaśpiewa pełną piersią, ale poradzi sobie również wtedy, gdy będziecie chcieli posłuchać muzyki wieczorem, z minimalnym poziomem głośności, nie budząc domowników, ale też bez potrzeby sięgania po słuchawki, możecie zapisać ten nietypowy "parametr" po stronie plusów. To samo tyczy się wzmacniacza. Widząc impedancję 8 Ω i efektywność na poziomie 88 dB, niektórzy miłośnicy lampowych piecyków pomyślą, że mimo tubowego tweetera to nie są kolumny dla nich. Nieprawda. Jade'y są łatwiejsze do napędzenia niż wiele nowoczesnych zestawów o niższej impedancji, więc przy zachowaniu odrobiny zdrowego rozsądku spokojnie można do nich startować ze wzmacniaczem lampowym. Może nie takim o mocy rzędu 5-10 W, bo 22-cm woofer musi być kontrolowany, aby bas nie zamienił się w bezkształtną, rozlewającą się po podłodze, żyjącą własnym życiem galaretę, ale wykorzystany przeze mnie Unison Research Triode 25 poradził sobie z Pylonami śpiewająco. Ach, a jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, głośniejsze granie też jest możliwe. Z 200-watowym Heglem H20 "dziesiątki" pokazały dynamikę, jakiej nie powstydziłyby się duże, trójdrożne podłogówki.

Jade'y 10 mają w nosie, co o nich myślicie. Jeśli powiecie, że są brzydkie - luz. Jeżeli umówicie się na odsłuch i stwierdzicie, że ich brzmienie nie jest wystarczająco spójne i przekonujące - niech tak będzie. Jeśli nawet nie dacie im szansy, podnosząc argument, że firma funkcjonująca zaledwie 15 lat nie ma prawa tworzyć własnej interpretacji kolumn, jakie dominowały na rynku 50 lat temu, żyjcie w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Ja jestem vintage'owymi Pylonami całkowicie zauroczony.

Dawno nie miałem do czynienia ze sprzętem, który ma tyle charakteru i absolutnie nie wstydzi się tego, że przyjęta przez projektantów koncepcja ma swoje plusy i minusy, więc z założenia nie jest uniwersalny, a jednak jest idealny w byciu tym, czym miał być. Jade'y 10 mają w nosie, co o nich myślicie. Jeśli powiecie, że są brzydkie - luz. Jeżeli umówicie się na odsłuch i stwierdzicie, że ich brzmienie nie jest wystarczająco spójne i przekonujące - niech tak będzie. Jeśli nawet nie dacie im szansy, podnosząc argument, że firma funkcjonująca zaledwie 15 lat nie ma prawa tworzyć własnej interpretacji kolumn, jakie dominowały na rynku 50 lat temu, żyjcie w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Ja jestem vintage'owymi Pylonami całkowicie zauroczony. Te kolumny nie boją się prezentować muzyki w sposób z jednej strony intrygujący, a z drugiej wystarczająco poprawny, aby nasze ulubione nagrania nie zamieniły się w swoją własną karykaturę. Są na swój sposób dziwne, ale też zaskakująco praktyczne. Można ustawić je niemal przy samej ścianie i robić z nimi rzeczy, które z większością typowych zestawów zakończyłyby się spektakularną porażką, a mimo to potrafią się pięknie odwdzięczyć, gdy poświęcimy trochę uwagi na dobór sprzętu towarzyszącego i akcesoriów. À propos tych ostatnich, kiedy test zbliżał się do końca, przyszło mi do głowy, że do Jade'ów 10 idealnie pasowałyby przewody głośnikowe, których używałem dawno, dawno temu - Van den Hul CS-122 Hybrid. Jak pomyślałem, tak zrobiłem - zamówiłem parę z fabrycznie założonymi bananami i to był strzał w dziesiątkę. Bas nabrał ciała, szczególnie na samym dole skali, wysokie tony zostały wygładzone i wypolerowane, nie tracąc blasku ani rozdzielczości, a średnica zrobiła pół kroku w kierunku ciepła, zupełnie jakby w tej koleżeńskiej rywalizacji papierowej muzykalności ze studyjnym realizmem holenderskie kable opowiedziały się po stronie obozu celulozowego. CS-122 Hybrid pozbawił mnie ostatnich wątpliwości, stawiając kropkę nad "i". Czysta synergia. Rzadko polecam takie zestawienia, bo przecież każdy system jest inny, ale jeśli przymierzacie się do Jade'ów 10 albo już je kupiliście, koniecznie wypożyczcie ten konkretny model Van den Hula i przekonajcie się sami. Niech to będzie taka wskazówka ode mnie dla wszystkich wtajemniczonych.

Pylon Audio Jade 10

Budowa i parametry

Pylon Audio Jade 10 to dwudrożne kolumny w obudowie wentylowanej, które - jak przystało na monitory wzorowane na klasycznych konstrukcjach - wykorzystują nietypowe jak na dzisiejsze standardy przetworniki. Niskie i średnie tony obsługuje 22-cm przetwornik PSW 22.8 CS z membraną z modyfikowanej celulozy. Producent podkreśla jej optymalne tłumienie wewnętrzne, niską częstotliwość rezonansową układu oraz zastosowanie mocnego napędu z symetryzacją pola magnetycznego i pierścieniami redukującymi prądy wirowe. Wybór papierowej membrany również nie jest przypadkowy. Celuloza, w różnych modyfikowanych formach, pozostaje jednym z najbardziej lubianych materiałów wśród konstruktorów, którzy cenią naturalność średnicy, dobrą odpowiedź impulsową i przyjemny sposób wygaszania rezonansów. W dobie membran metalowych, ceramicznych, kompozytowych, kanapkowych i wzmacnianych włóknami węglowymi papier może wydawać się rozwiązaniem tradycyjnym, ale wciąż ma sens, zwłaszcza w kolumnach nastawionych na barwę i koherencję. Za wysokie tony odpowiada tweeter PST 25PO.8, czyli profesjonalny driver kompresyjny stosowany również w większych modelach serii Jade, współpracujący z tubą o profilu Tractrix. Producent wspomina o lekkiej cewce CCAW oraz dwustronnym nawinięciu uzwojenia, które ma poprawiać chłodzenie, umożliwiając lepsze odtwarzanie złożonych sygnałów. Symbole przetworników stosowane przez polską firmę sugerują, że są one jej własnym opracowaniem, ale jednostka wysokotonowa to profesjonalny głośnik BMS 4550. Jest on opisywany przez producenta jako wydajna jednostka przeznaczona do stosowania w systemach nagłośnieniowych o dużej mocy i monitorach scenicznych, w których wymagana jest niska częstotliwość podziału. Woofer dla odmiany nie nosi żadnych oznaczeń. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego Pylon zastępuje oryginalne nazwy przetworników swoją numeracją. Konkurencja i tak dowie się, co siedzi w środku, a klienci nie powinni poczuć się oszukani, ponieważ BMS 4550 nie jest jakimś beznadziejnym, tanim tweeterem. To ceniona zarówno przez profesjonalistów, jak i hobbystów jednostka, której cena w zależności od sklepu waha się od 670 do nawet 1300 zł. Użycie takiego wysokotonowca w wysokiej klasy kolumnach nie jest dla producenta powodem do wstydu, ale z jakiegoś powodu Pylon woli oznaczenie PST 25PO.8, więc niech tak będzie.

Obudowa została wykonana z grubych płyt MDF i wzmocniona od wewnątrz w kilku newralgicznych punktach. W roli wytłumienia zastosowano naturalną wełnę owczą, która ma ograniczać fale stojące i niepożądane dźwięki z tunelu bass-refleks. To ciekawy wybór, bo wełnę widuje się dziś niezwykle rzadko. Producenci kolumn stosują raczej jej syntetyczne odpowiedniki. Pylon zdecydował się na materiał tradycyjny, a jeszcze ciekawsze jest to, że zobaczymy go za tweeterem, natomiast dolna część skrzynki pozostaje względnie pusta. Być może chodziło o to, aby "dziesiątki" grały żywo i naturalnie, a szerokie porty wentylacyjne mogły pracować swobodnie. Tuż za wooferem, na osobnej płycie z MDF-u, znajduje się zwrotnica złożona z elementów bardzo wysokiej jakości, takich jak chociażby kondensatory Jantzen Audio Superior Z-Cap, charakteryzujące się minimalną indukcyjnością dzięki przeplataniu uzwojeń i zastosowaniu maszyn zapewniających wysokie naprężenie materiału, co przy okazji redukuje wpływ wibracji i efekt mikrofonowy. Folia polipropylenowa metalizowana jest cząstkami aluminium i cynku, a wyprowadzenia wykonane są z miedzi PCOCC. Po raz kolejny widać zatem, że Pylon nie oszczędzał na częściach. Mimo to firma w ogóle się tym nie chwali. Aby się o tym przekonać, musiałem przede wszystkim rozkręcić testowane kolumny, a następnie przeprowadzić własne śledztwo na temat poszczególnych komponentów. W swoich materiałach polska manufaktura nie opowiada o kablach z kosmicznych stopów ani kondensatorach za absurdalne pieniądze. Mówi raczej o precyzyjnym dopasowaniu filtrów do konkretnych przetworników, co brzmi bardzo rozsądnie. Może to kolejny przykład puszczania oczka do znawców tematu, bo nowicjuszom napisy na kondensatorach nie powiedzą absolutnie nic, natomiast doświadczeni audiofile od razu będą wiedzieli, z czym mają do czynienia.

Mimo tych pozytywów i wysokiej jakości wykonania opisywanych kolumn podczas ich rozkręcania moją uwagę przykuły pewne detale, które początkowo trudno mi było zrozumieć, a które na pewno zauważyła część osób interesujących się nie tylko tym, jak sprzęt hi-fi wygląda z zewnątrz i jak gra, ale także jak jest zbudowany. Weźmy na przykład głośnik średnio-niskotonowy i sposób jego montażu. Kosz woofera jest blaszany i aż ugina się pod wkrętami mocującymi. Od wewnątrz został podklejony gąbką, co jest pozytywne, ale za to wkręty wchodzą bezpośrednio w przednią ściankę kolumn. W kolumnach za te pieniądze można już było pokusić się o gwintowane tuleje. Okablowanie wygląda dość zwyczajnie i nawet jeśli ktoś uważa, że nie robi to większej różnicy, można było na przykład owinąć przewody pianką lub gąbką, aby upewnić się, że nie zetkną się z innymi elementami, wpadając w wibracje. Najwięcej kontrowersji może jednak budzić zwrotnica. Tak jak wspomniałem wyżej, do jakości zastosowanych tu komponentów nie mam żadnych zastrzeżeń, ale montaż w technice punkt-punkt wygląda co najmniej dziwnie. Cewki i kondensatory przyłapane trytytkami i oblane czarnym klejem, druty układające się w pajęczyny, skręcone i polutowane w mało estetyczny sposób. Dziś rzadko widuje się takie rzeczy. O co chodzi? Czyżby producent postanowił zawrzeć odrobinę uroku lat siedemdziesiątych również tam, gdzie nikt nie będzie zaglądał? Wytłumaczenie tego fenomenu poznałem przy okazji testu Diamondów 25 mkII. Inżynierowie Pylona twierdzą, że taki montaż jest najlepszy z punktu widzenia jakości dźwięku. Podobno przeprowadzono dziesiątki testów odsłuchowych i okazało się, że zwrotnica zbudowana w ten sposób zawsze wygrywa z taką "ładniejszą", osadzoną na eleganckiej płytce drukowanej. A przecież ostatecznie to właśnie brzmienie jest najważniejsze, prawda? Jeżeli to wyjaśnienie do kogoś nie trafia, zawsze można potraktować to jako element vintage'owej estetyki. W podobnych kolumnach zobaczymy bowiem różne "kwiatki", takie jak kosze głośników zakryte grubą, brzydko przyciętą pianką, zworki na przedniej ściance lub bass-refleksy w postaci wyciętej w obudowie dziury, pomalowanej czarną farbą albo i nie. W nowoczesnych zestawach takie rozwiązania zostałyby najprawdopodobniej wyśmiane. Na szczęście Pylon nie poszedł w tej kwestii za daleko, dzięki czemu Jade'y 10, mimo że na pierwszy rzut oka wyglądają, jakby zostały znalezione pod stertą kartonów w garażu dziadka, są cywilizowane i po prostu ładne.

Werdykt

Pylon Audio Jade 10 to kolumny, które najłatwiej byłoby opisać kilkoma atrakcyjnymi hasłami - stylistyka retro, głośnik tubowy, klasyczny monitor z dużym wooferem i odważny, koncertowy dźwięk. Problem w tym, że żadne z tych określeń nie oddaje ich pełnego sensu. Retro? Tak, ale nie jako zewnętrzna powłoka mająca wpisywać się w obowiązującą modę, ale jako pełny pakiet rozwiązań technicznych i decyzji projektowych. To nie jest podróbka, lecz kwintesencja stylu vintage. Tubowy tweeter? Tak, na dodatek zbudowany w oparciu o jednostkę do zastosowań studyjnych i głośników scenicznych, ale zaaplikowany i zestrojony w tak umiejętny sposób, że dostajemy znacznie więcej niż kojarzoną z tego typu przetwornikami jaskrawość i bezwzględną czystość. Duży woofer? Tak, ale on także nie stara się być jedyną gwiazdą tego przedstawienia. Koncertowe granie? To także się sprawdziło, choć bardziej chodzi o swobodę i skalę prezentacji niż podkręcony, estradowy temperament, który na dłuższą metę mógłby być nie do zniesienia.

I chyba właśnie tu kryje się prawdziwy sekret tej konstrukcji - jej największą zaletą jest zaskakująca konsekwencja i jednolitość przekazu. To nie są kolumny, które błyszczą w jednym obszarze, a resztę zostawiają przypadkowi. Bas, średnica, góra, dynamika i przestrzeń są podporządkowane jednej idei - brzmienie ma być interesujące, wciągające, obecne, swobodne i czytelne, ale mimo wszystko na tyle naturalne, prawidłowe i dobrze zrównoważone, aby nie wywoływało reakcji alergicznej, nie popadało w śmieszność i nie męczyło nawet podczas wielogodzinnych odsłuchów. Muzyka ma mieć rytm i energię, ale nie walić słuchacza po głowie bez wyraźnego powodu. Ma pokazywać szczegóły, ale bez rozkładania nagrań na atomy. Ma dawać prawdziwą przyjemność ze słuchania, a nie tylko udawać, że odnajdziemy tu spełnienie marzeń o vintage'owym sprzęcie, którego nie trzeba sprowadzać z drugiego końca świata w nadziei, że uda się wymienić zawieszenie w głośnikach, odbudować zwrotnice i odnowić obudowy tak, jak rewitalizuje się stare meble. Tutaj dostajemy to wszystko w postaci pachnących nowością (oj, i to jeszcze jak...) kolumn, którym wystarczy zapewnić odpowiedniej klasy elektronikę i trochę wolnego miejsca na podłodze. Reszta zrobi się sama.

Najbardziej zaimponowało mi jednak to, że Pylonowi udało się stworzyć kolumny z charakterem, ale bez popadania w karykaturę. To nie są zestawy, które będą udawały neutralne monitory studyjne. Przemówią przede wszystkim do słuchaczy szukających dźwięku z ciałem, barwą i odrobiną koncertowej zadziorności. Co ciekawe, mimo nietypowej formy i charakterystycznego brzmienia są łatwe w ustawieniu i zaskakująco praktyczne. Nie protestują, gdy dosuwamy je do ściany, a wręcz odpowiadają na takie traktowanie jeszcze pełniejszym, głębszym i lepiej osadzonym w przestrzeni brzmieniem. Ich ograniczenia wynikają jedynie z przyjętej przez projektantów koncepcji. Oczywiste jest, że nie będą idealnym wyborem dla osób szukających dyskrecji, wizualnej lekkości i nowoczesnej estetyki. Nie są też kolumnami, które pokażą pełnię swoich możliwości z dowolną elektroniką. Wymagają systemu, który nie popsuje ich barwy ani nie rozjaśni wysokich tonów. Raczej nie widzę ich ze wzmacniaczem o zbyt dosłownym, twardym, odchudzonym dźwięku. Powinny natomiast świetnie zgrać się z dobrą lampą, muzykalnym tranzystorem albo jakimkolwiek neutralnym piecykiem o dobrej kontroli basu i kulturalnej górze pasma.

Ten test był dla mnie czymś więcej niż obowiązkiem, a nawet więcej niż jednym z tych momentów, które dostarczają mi przyjemności z odsłuchu lub satysfakcji płynącej z możliwości sprawdzenia kolejnego ciekawego urządzenia. Od samego początku był pasmem małych odkryć wywołujących uśmiech na twarzy, pozytywnych zaskoczeń i zwrotów akcji, eksperymentowania z ustawieniem i okablowaniem, a nawet wygrzebywania albumów, których nie słuchałem chyba kilkanaście lat. Czy dałem się ponieść emocjom i uwieść marketingowi uderzającemu w nostalgiczne nuty? Być może, ale powinienem zaznaczyć, że w tym roku skończę czterdzieści lat, więc nie jest to dla mnie podróż w czasie w dosłownym sensie. Nigdy nie miałem takich kolumn. Jeśli miałbym się odwoływać do wspomnień, byłyby to przede wszystkim odsłuchy takich zestawów jak Klipsch Heresy III, JBL L100 Classic, Revival Audio Atalante 5, Spendor Classic 2/3, Tannoy Legacy Cheviot czy Graham Audio LS6 10th Anniversary Limited Edition, a więc historia ostatnich dziesięciu lat. Zasmakowałem również prawdziwie vintage'owego sprzętu, ale choć darzę jego miłośników ogromnym szacunkiem, sam nigdy bym takich głośników nie kupił. Nie wywołuje on u mnie takich uczuć jak u osób, które kiedyś mogły oglądać go tylko w katalogach przemyconych zza żelaznej kurtyny. Nie miałbym też cierpliwości, by śledzić serwisy aukcyjne, a następnie szukać specjalisty, który podejmie się renowacji takich kolumn. Pylony rozwiązują ten problem. Nie muszę ich szukać ani naprawiać, bo stoją tuż obok mnie i grają coraz lepiej, każdego dnia wywołując uśmiech na mojej twarzy. I wiecie co? Już ich nie oddam. Postawię je pod samą ścianą, będę słuchał na nich infantylnej muzyki z czasów mojej młodości, a żeby było jeszcze weselej, przy najbliższej okazji poproszę całą ekipę Pylona o złożenie autografów na ich maskownicach. Wielkie brawa za odwagę i za zrekonstruowanie wspomnień, których nigdy nie mieliśmy okazji wytworzyć.

Pylon Audio Jade 10

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podłogowe/podstawkowe, dwudrożne, wentylowane
Efektywność: 88 dB
Impedancja: 8 Ω
Pasmo przenoszenia: 38 Hz - 20 kHz
Wymiary (W/S/G): 52/30/35 cm (bez nóżek)
Masa: 20 kg (sztuka)
Cena: 11 999 zł (para)

Sprzęt do testu dostarczyła firma Pylon Audio. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Pylon Audio i wykonane przez redakcję magazynu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-wyborredakcji


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Pylon Audio Jade 10

Pylon Audio Jade 10

Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy...

Sennheiser HD 480 PRO Plus

Sennheiser HD 480 PRO Plus

Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....

FiiO FT7

FiiO FT7

Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...

Bannery boczne

Komentarze

Bogdan
Byłem w MP3 Store na odsłuchu nastawiony, że chyba je kupię. Można by je wziąć dla samego wyglądu... śliczne są. Fakt - ten pomarańczowy kapsel tam nie pasuje, ...
stereolife
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
Mary
A jakie to modele? Bo mnie interesuje ten temat...
słuchacz
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Marcin
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...

Płyty

Neurosis - An Undying Love For A Burning World

Neurosis - An Undying Love For A Burning World

Kiedy opisywałem "Fires Within Fires", uznałem ten album za rozczarowanie. Był dla mnie za krótki, przez co sprawiał wrażenie niedopowiedzianego,...

Newsy

Tech Corner

Korekcja sygnału audio - grzech, czy przydatne narzędzie?

Korekcja sygnału audio - grzech, czy przydatne narzędzie?

Podczas jednej z ostatnich rodzinnych wizyt prezentowałem zainteresowanemu członkowi rodziny swój zestaw grający. Usłyszałem wtedy dość intrygujące pytania: "A wzmacniacz nie powinien mieć korektora? Ma tylko pokrętło głośności?". Padły one z ust osoby, dla której czymś całkowicie naturalnym jest, że nawet współczesny amplituner kina domowego, z którego zresztą obecnie korzysta,...

Prezentacje

Królowa gramofonów - Rega

Królowa gramofonów - Rega

Rega - nazwa znana i ceniona w całym świecie audio, głównie z powodu znakomitych gramofonów, ale także innych komponentów hi-fi. Każdy, kto choć trochę interesuje się sprzętem grającym, doskonale woe, że produkty brytyjskiej legendy są uważane za jedne z najlepszych na świecie i chyba każdy marzy, aby chociaż raz sprawdzić...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Gentle Giant - W szklanym domu

Gentle Giant - W szklanym domu

Przyjęło się mówić o wielkiej szóstce rocka progresywnego. W skład jej wchodzą zespoły Pink Floyd, King Crimson, Genesis, Yes, Jethro...

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

MPMan F10

MPMan F10

Przeglądając nasz dział Vintage czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że historia audio jest pisana tylko przez stare gramofony, wzmacniacze i kolumny...

Słownik

Poprzedni Następny

Lampa elektronowa

Stary jak świat element elektroniczny składający się z zespołu elektrod zamkniętych w próżniowej, szklanej bańce. Taka konstrukcja umożliwia przepływ prądu wytwarzanego przez strumień swobodnych elektronów pomiędzy elektrodami. Lampy są zazwyczaj...

Cytaty

LudwigVanBeethoven.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.