Fabio Serblin - Serblin & Son
- Kategoria: Wywiady
- Tomasz Karasiński

Projektowanie i budowanie sprzętu audio potrafi być tak zaraźliwe, że zajmują się tym całe rodziny. Wychowane w duchu muzycznej pasji dzieci często przejmują talent swoich rodziców i krewnych. Jednym z takich przypadków jest familia Serblinów. Kiedy audiofile słyszą to nazwisko, pierwsze skojarzenie przychodzi natychmiast - Franco, legendarny konstruktor zestawów głośnikowych. Był synem chorwackiego żołnierza marynarki wojennej, który wraz z żoną wyemigrował z Istrii do Włoch. Jego pierwsze rozpoznawalne dzieło było tak oryginalne, że po prostu musiało przykuć uwagę melomanów. Mowa oczywiście o urządzeniu znanym jako Snail Project, składającym się z subwoofera i wystających z niego, niczym oczy ślimaka, głośników satelitarnych. Trzy lata później Franco założył firmę Sonus Faber - i tu moglibyśmy napisać osobny rozdział. Po latach tworzenia kolumn, które stały się ikonami włoskiego audio, wrócił do jeszcze bardziej butikowego rzemiosła, tworząc sprzęt sygnowany jego własnym nazwiskiem. Drugi wątek rodzinnej historii prowadzi do marki Serblin & Son. I tu niespodzianka - nie stoi za nią syn Franco, lecz jego bratanek, Fabio. Z elektroniką był za pan brat już w latach osiemdziesiątych - współtworzył między innymi integrę Sonus Faber Quid, a potem poszedł własną drogą, zakładając manufakturę o nazwie Fase Evoluzione Audio. Oferowała ona bardzo udane wzmacniacze, zestawy dzielone, a nawet odtwarzacze CD. W pewnym momencie trop się urywa, a Fase Evoluzione Audio znika z rynku na długie lata. Fabio Serblin wrócił do budowania wzmacniaczy w 2019 roku, zakładając firmę Serblin & Son. Jej pierwszym produktem był wzmacniacz Frankie, nazwany tak w hołdzie dla stryja. I tak domknięta zostaje zagadka - nazwisko Serblin nadal prowadzi nas w stronę dźwięku, tyle że tym razem opowiada tę historię poprzez wzmacniacze.
Fabio Serblin urodził się w 1960 roku w Vicenzie. Jego ojciec był inżynierem budownictwa, ale pasjonował się elektroniką, więc wieczorami w domu zajmował się swoim radiem lampowym, czym Fabio był zachwycony. Dorastał więc, bawiąc się komponentami elektronicznymi, narzędziami, czasami niegroźnie rażąc się się prądem, aż w końcu w 1972 roku udało mu się zbudować działające lampowe radio krótkofalowe. Później, na początku lat osiemdziesiątych, jego wujek, Franco, który był blisko związany z rodziną Fabia jako młodszy brat jego ojca, poprosił młodego pasjonata elektroniki o wsparcie w realizacji jego pomysłu na stworzenie produktów hi-fi. Fabio miał wtedy 20 lat, Franco - 41, ale był już odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą na rynku... produktów stomatologicznych. Tak - jeżeli zawsze żyliście w przekonaniu, że założyciel firmy Sonus Faber od najmłodszych lat budował zestawy głośnikowe, jesteście w błędzie. Zanim w pełni poświęcił się audiofilskiej pasji, specjalizował się w protetyce i związanych z tą dziedziną preparatach chemicznych. Fabio wspomina, że stryj wydawał mu się gwiazdą posiadającą alchemiczne moce, dlatego też łatwo uległ jego grawitacyjnemu przyciąganiu. Gdyby nie to, jego losy mogłyby potoczyć się inaczej, ale spokojnie - facet i tak ma co opowiadać.
Podczas naszego pierwszego spotkania żartowałem i zapytałem, czy jesteś tym słynnym projektantem głośników. Czy ludzie często popełniają ten błąd?
Tak, oczywiście. To cena, jaką trzeba zapłacić, mając tak sławnego i utalentowanego krewnego, ale płacę ją z przyjemnością - nie ma w tym nic złego. Zawsze pamiętam, że prawdopodobnie nigdy nie miałbym szansy na rozwinięcie własnej działalności, gdyby nie Franco.
Czy mógłbyś opowiedzieć nam historię Franco Serblina z Twojej perspektywy?
Był genialnym człowiekiem, cudownym wujkiem i kochałem go jak drugiego ojca. Miał w sobie coś, co nazywam "świętym ogniem", ponieważ każde zadanie, które podjął, wykonywał z pełnym zaangażowaniem i prawdziwą miłością. Było to naprawdę inspirujące nie tylko dla mnie, ale także dla wielu osób, które go znały.

Ostatecznie jednak wasze drogi się rozeszły i założyłeś własną firmę, Fase Evoluzione Audio. Jak wspominasz początki swojej działalności?
Było to bardzo trudne, ponieważ nie miałem prawie żadnego doświadczenia w biznesie, a zwłaszcza pierwsze dwa lata były czasami dramatyczne. Przez pewien czas firma Fase Evoluzione Audio radziła sobie całkiem dobrze. Pojawiały się nowe modele, otrzymywaliśmy entuzjastyczne recenzje, wszystko szło zgodnie z planem. W pewnym momencie jednak historia firmy dobiega końca. Dlaczego? Wyjaśnienie tego zajęłoby dużo czasu, ale krótko mówiąc, byłem błędnie przekonany, że popyt na wielokanałowe produkty audio-video mnie zniszczy, ponieważ nie miałem możliwości poniesienia kosztów rozwoju i opłat licencyjnych niezbędnych do wejścia na ten rynek. W tym samym czasie przechodziłem przez rozwód i wszystkie związane z tym problemy, więc postanowiłem zająć się handlem. Przez kilka lat importowałem i dystrybuowałem produkty związane z audio, odnosząc, muszę przyznać, spory sukces.

Gdybyś mógł cofnąć czas, podjąłbyś inne decyzje? Próba przejścia na produkcję wzmacniaczy i systemów kina domowego była prawdopodobnie nierealistyczna, ale może lepiej byłoby pozostać Fase Evoluzione Audio jako małym producentem ekskluzywnego, wysokiej klasy sprzętu stereo?
Oczywiście, pozostanie na rynku stereo i kontynuowanie działalności byłoby właściwym wyborem. Nie obwiniam się jednak za podjętą decyzję i podjąłbym taką samą decyzję teraz, gdybym znalazł się w dokładnie takiej samej sytuacji, w jakiej byłem w latach 2001-2002. Muzyka zawsze była dla mnie głęboką pasją do tego stopnia, że w tamtych latach naprawdę zastanawiałem się, jaką ścieżką powinienem podążać w życiu - czy zająć się tworzeniem muzyki, czy czymś innym. Przyznaję, że byłem marzycielem, ale zabawne jest to, że nadal nim jestem w wieku 65 lat!
Czy uważasz, że doświadczenie zdobyte podczas pracy jako dystrybutor lub sprzedawca jest cenne i przydatne teraz, gdy powróciłeś do projektowania sprzętu hi-fi? Innymi słowy, czy ten etap nauczył Cię czegoś, co jest teraz przydatne podczas projektowania nowych wzmacniaczy?
Z pewnością. Wiele się nauczyłem dzięki temu doświadczeniu, a bardzo pomogła mi potrzeba zarabiania pieniędzy, aby zapewnić przetrwanie sobie i moim dzieciom. W tamtym czasie "wynająłem" siebie jako biznesmena i całkiem dobrze mi to wyszło. Ale moja prawdziwa natura nie polega na prowadzeniu biznesu dla samego biznesu, co szybko stało się dla mnie zbyt nudne.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Frankie na żywo, najpierw byłem pod wrażeniem jakości wykonania, a potem brzmienia. Jak to osiągnąłeś? Wykorzystałeś jakieś pomysły z przeszłości, czy wszystko zostało zaprojektowane od podstaw?
Oczywiście przypomniałem sobie, co sprawdziło się w przeszłości w przypadku Fase Evoluzione Audio pod względem obwodów i podstawowych koncepcji, ale oczywiście wszystko zostało przeprojektowane od podstaw - również przy pomocy narzędzi, które nie były dostępne w przeszłości, takich jak projektowanie mechaniczne 3D, komputerowe oprogramowanie do symulacji obwodów i tak dalej. Wiele komponentów nigdy nie było dostępnych. Nowe implementacje, takie jak przekaźniki przełączające regulację głośności i całkowicie nowy wygląd zewnętrzny - wszystko to wymagało zupełnie nowego podejścia i projektu od podstaw. Właśnie to sprawia mi największą radość.
Serblin & Son to niewielka, skromna manufaktura, ale mimo to zdołałeś włączyć do swoich urządzeń moduły strumieniowe. Wiele renomowanych firm ma z tym problem lub po prostu ignoruje ten temat, pozostawiając go innym. Twoje wzmacniacze oferują natomiast pełnoprawne strumieniowanie w rozsądnej cenie. Jak to możliwe?
Prawdopodobnie jest to możliwe, ponieważ nie muszę płacić wielu osobom za wykonanie niewielkich części zadania, a następnie łączenie ich w całość, jak robi to wiele renomowanych firm. Po prostu siedzę przy biurku i robię to, co muszę, czyli zajmuję się oprogramowaniem, schematami, płytkami drukowanymi, projektowaniem przemysłowym, renderowaniem, stroną internetową i wszystkim innym. Z pewnego punktu widzenia może to brzmieć szalenie i prawdopodobnie tak jest, ale taki właśnie jestem i to lubię robić. Gdybym zamiast tego pracował w dużej firmie, musiałbym cały czas wykonywać jedno konkretne zadanie, co stałoby się zdecydowanie nudne i ograniczające, niezależnie od tego, ile pieniędzy mógłbym za to dostać.

Twoje urządzenia wyróżniają się ciekawymi elementami sterującymi i dość nowoczesną sekcją cyfrową, ale jeśli chodzi o wzmocnienie, pozostajesz wierny typowym obwodom tranzystorowym. W środku widzimy klasyczny wzmacniacz mocy klasy AB i wydajny zasilacz z transformatorem toroidalnym - wszystko jest zrobione w starym stylu. Dlaczego? Nie kusi Cię bardziej nowoczesne obwody klasy D lub inne rozwiązania?
Moim zdaniem klasa AB nadal jest najlepsza, jeśli jest dobrze zaprojektowana. Ale klasa AB odnosi się tylko do techniki polaryzacji stopnia wyjściowego.Nie ma to żadnego znaczenia, jeśli nie weźmiemy pod uwagę topologii tego, co znajduje się przed nim, jak jest rozmieszczone i spolaryzowane, ile sprzężenia zwrotnego jest zastosowane, jak obwód jest zasilany i tak dalej. W modelu Frankie oferuję również opcję klasy D i w tym przypadku stosuję najlepsze moduły mocy dostępne na rynku, ponieważ nie ma dla mnie sensu samodzielne opracowywanie wzmacniacza klasy D. Nawiasem mówiąc, większość moich klientów preferuje brzmienie mojego wzmacniacza pracującego w klasie AB, a stosunek sprzedaży wynosi 9 do 1.
W urządzeniach Serblin & Son widzimy wiele pięknie wykonanych elementów metalowych i drewnianych. Tworzenie takiego sprzętu wymaga nie tylko wiedzy z zakresu elektroniki, ale także pewnych zasobów technicznych. Jak są produkowane te obudowy? Korzystasz z usług lokalnych podwykonawców, czy masz na to inne, sprytne rozwiązanie?
Projektuję każdą część produktu i zlecę jej produkcję sprawdzonym dostawcom, których znam od lat.
W porządku, więc zapytam wprost - ile osób jest obecnie zaangażowanych w działalność firmy Serblin & Son?
Tylko ja, chociaż nazwa "& Son" mogłaby sugerować, że mój syn pracuje ze mną. Cóż, taki był pomysł, ale czasami w życiu sprawy potoczą się inaczej, więc musimy radzić sobie z tym, co mamy.

Niektórzy klienci mogą obawiać się, że zakup sprzętu od tak małego producenta jest ryzykowny. Czy jednak istnieją pewne korzyści, których nie uzyskamy, kupując sprzęt od dużych, znanych firm?
Rozumiem tę obawę, ponieważ jest ona całkowicie uzasadniona. Przy okazji chciałbym przedstawić naszym czytelnikom kilka uwag, aby mogli spojrzeć na tę kwestię z punktu widzenia, który bardzo często jest pomijany. Duże, znane firmy prowadzą produkcję masową. Charakter produkcji masowej sprawia, że produkty szybko stają się przestarzałe. Z tego powodu produkty te są klasyfikowane jako "konsumpcyjne", ponieważ muszą być szybko zużyte, wyrzucone i zastąpione nowymi modelami. Takie firmy nigdy nie mogą zagwarantować dobrej obsługi starszych produktów (niezależnie od tego, co twierdzą), ponieważ jest to całkowicie sprzeczne z istotą ich działalności. W przeciwieństwie do tego, Serblin & Son bez problemu serwisuje produkty Fase Evoluzione Audio z lat 90.
Czyli sama marka już nie istnieje, ale posiadacze tych urządzeń mogą zgłaszać się do Serblin & Son?
Dokładnie tak. Niedawno na przykład wymieniliśmy uszkodzony transformator toroidalny zasilacza w modelu Performance 2.0 z 1993 roku i otrzymaliśmy dokładnie taki sam oryginalny transformator, po prostu dzwoniąc do naszego dostawcy, znajdującego się 4 km od naszej siedziby, i zamawiając jedną sztukę jako część zamienną. Ku mojemu zaskoczeniu, w swoim biurze firma ta przechowywała oryginalną dokumentację techniczną tego transformatora, więc nie musiałem nawet podawać im specyfikacji elektrycznej. Potrzebowali tylko znać oryginalny numer części, którą zbudowali dla mnie 32 lata temu! W ciągu kilku dni byli w stanie wykonać nowy transformator za całkowicie rozsądną cenę. W takim razie pojawia się pytanie - dlaczego właściciel tego 32-letniego Performance 2.0 był skłonny naprawić swój wzmacniacz, zamiast wyrzucić go do pierwszego lepszego kosza na śmieci przy drodze? Nie powiem dlaczego, chętnie pozostawiam czytelnikom zgadywanie. I dlaczego ta naprawa była możliwa, szybka i względnie tania? Ponieważ dostawca transformatorów jest również małym producentem, więc wysłuchał takiego zapytania nie tylko po to, aby zarobić trochę nieistotnych pieniędzy, ale głównie dlatego, że znamy się jako właściciele naszych firm od wielu lat i łączą nas przyjazne relacje międzyludzkie. Czy uważasz, że duża firma w ogóle rozważyłaby takie zapytanie? Na przestrzeni 32 lat osoba, która odebrałaby telefon, prawdopodobnie nie pamiętałaby nawet imienia osoby, która kilka lat wcześniej zajmowała jej stanowisko.

To niesamowite, ale niektórzy klienci uważają, że duże firmy mają znacznie większe możliwości...
W ostatnich latach widziałem wiele firm, które zaczynały zachowywać się, jakby miały podbić świat. Ich prezesi i pracownicy jeździli luksusowymi samochodami, a kilka lat później przedsiębiorstwo ogłaszało upadłość. Tymczasem nadal widzę wielu małych producentów, którzy przetrwali wiele lat, wytwarzając niemal te same produkty, stale je ulepszając i po prostu prowadząc zwyczajne życie. Myślę, że przekonanie, że "im większe, tym lepsze" jest chorobą naszej kultury. Zbyt duże, by upaść? Och, przypomnijmy sobie Lehman Brothers! Zbyt duże, by zatonąć? Och, przypomnijmy sobie Titanica! Ci, którzy przeżyli tę tragedię, przetrwali dzięki małym łodziom ratunkowym.
Jakie są największe plusy prowadzenia małej firmy w branży audio?
Posłużę się przykładem. W maju, podczas mojej wizyty w Polsce, wysłuchałem zapytań moich przyjaciół i dystrybutorów, Michała Gogulskiego i Mariusza Szkoły, którzy zasugerowali wprowadzenie poprawki do Frankiego, aby 4 przednie diody LED zmieniały zachowanie i stały się swego rodzaju paskiem poziomu głośności na kilka sekund za każdym razem, gdy użytkownik korzysta z pokrętła głośności lub pilota. Mały producent może wysłuchać drobnych zapytań klientów, również w zakresie dostosowania produktów do indywidualnych potrzeb. Pod koniec lipca, po wprowadzeniu poprawek do sprzętu i oprogramowania, z radością mogłem zaproponować to rozwiązanie moim znajomym. Od kilku tygodni dostępna jest nowa płytka sterująca do Frankiego, która umożliwia wizualizację poziomu głośności za pomocą 4 diod LED z przodu. Jest to opcja płatna, którą oferuję obecnie na żądanie tylko dla Polaków, ponieważ to oni o to prosili. Jest ona oczywiście w pełni kompatybilna ze starszymi modelami Frankie dla każdego, kto chciałby ją otrzymać. Produkcja jest kontynuowana ze standardowym kontrolerem i ładnym aluminiowym pilotem. Podoba mi się to podejście, ponieważ nie chodzi tylko o dostarczanie pudełek i zbieranie pieniędzy, ale o coś głębszego, co dotyczy relacji międzyludzkich, a wszystko to oparte jest na wspólnej pasji i głębokim szacunku.
W ilu krajach na świecie można obecnie oficjalnie kupić urządzenia Serblin & Son? Czy chciałbyś, aby firma dynamicznie się rozwijała, czy jesteś zadowolony z tego, co już osiągnąłeś?
Oczywiście chciałbym się rozwijać i widzieć, jak moje produkty trafiają na cały świat. Nawiasem mówiąc, wymagałoby to dużego wysiłku, również pod względem inwestycji, których nie jestem w stanie samodzielnie sfinansować. Obecnie moje produkty są sprzedawane we Włoszech, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Niemczech, Holandii, Polsce, Rumunii, na Węgrzech, w Rosji i na Ukrainie. Pojawiają się również zapytania z Azji. Niedawno wysłaliśmy próbki na Tajwan, więc zobaczymy.

Na stronie internetowej Serblin & Son widzę zapowiedź nowego hi-endowego wzmacniacza Raptor 1000. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wygląda on jak sprzęt dla entuzjastów motoryzacji. Czy sam należysz do tej grupy?
Raptor był pierwszym projektem nowej linii Serblin & Son, ale uznałem, że bardziej konserwatywnym i mniej ryzykownym rozwiązaniem będzie ponowne rozpoczęcie działalności od bardziej klasycznego produktu, jakim był Frankie. Potem rozwinęła się linia Frankie, pojawił się Performer, również na sugestię moich polskich przyjaciół. Teraz jestem tak zajęty, że przysięgam, nie mam czasu, aby ukończyć projekt Raptor (który w międzyczasie bardzo się zmienił i obecnie jest planowany jako hybryda klasy AB). Być może nadszedł czas, abym znalazł inwestorów, którzy pomogą mi w rozwoju firmy. Nie wiem jednak, od czego zacząć i kogo o to poprosić. Kiedy patrzę wstecz na to, co stało się z moim drogim wujkiem, Franco, i jego firmą kilka lat po tym, jak pojawiły się ogromne pieniądze, nie jestem pewien, czy byłoby to dla mnie właściwym wyborem. Pieniądze zajmą każdą przestrzeń, a inwestorzy oczywiście dążą do maksymalizacji przychodów, pomimo wielu innych czynników. Ale może są też tacy, którzy podchodzą do tematu inaczej, bo sami są prawdziwymi pasjonatami sprzętu audio? Czas pokaże.

















Komentarze