Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

The Police - Stać! Policja!

  • Kategoria: Dyskografie
  • Adam Widełka

The Police - Stać! Policja!

Nigdy nie miałem problemów z policją. No, może kiedyś, jakiś mandat za przejście na czerwonym świetle, ale to za gówniarza. Teraz, jako dorosły mężczyzna, kontakt z funkcjonariuszami ograniczam do spoglądania na radiowóz jadący po ulicy. Analogicznie mogę powiedzieć, że tak samo przez lata traktowałem grupę The Police. Wybitnie nie było nam ze sobą po drodze, ale znałem ten zespół i nie zamierzałem podważać jego znaczenia. Dopiero niedawno, pod wpływem impulsu, zacząłem chętniej sięgać po twórczość brytyjskiego trio. Od 1977 do 1986 roku i później, w latach 2003, 2007 i 2008, służbę w tej jednostce pełnili Stewart Copeland (perkusista i założyciel grupy), gitarzysta Andy Summers (zastąpił grającego krótko Henry'ego Padovaniego) i tajemniczy agent Sting, operujący na czterech strunach. Ten ostatni, dla przyjaciół Gordon Sumner, był głównym kompozytorem piosenek trafiających na albumy formacji.

Od samego początku istnienia The Police byli okrzyknięci zespołem, który na żywo był awangardą - grupą, która w trakcie występów przekształcała imponujące brzmienie studyjne w coś zupełnie innego. Łącząc kontrolowaną energię i sugestywne melodie, Sting, Stewart Copeland i Andy Summers grali z improwizacyjnym instynktem tria jazzowego i surową energią zespołu punk-rockowego. Grupa przebiła się w tym samym czasie, kiedy punk wstrząsnął sceną muzyczną pod koniec lat 70. Każdy z członków grupy wywodził się z innego środowiska muzycznego: Summers grał z The Animals, Soft Machine i Kevinem Ayersem, Copeland był członkiem Curved Air i miał krótką karierę solową jako Klark Kent, natomiast Sting grał wcześniej w różnych grupach jazz fusion. Zespół wykazał się niewymuszoną wirtuozerią, wykorzystując swoje umiejętności w reggae'owych groovach i skomplikowanych aranżacjach. Pomiędzy wyrazistą i przełomową pracą gitarową Summersa, zwodniczo złożonymi polirytmami Copelanda, leniwym basem i śpiewnym wokalem Stinga, The Police byli bezsprzecznie najbardziej odważnymi ambasadorami gatunku znanego wówczas jako nowa fala.

Po tym jak zespół rozstał się w 1984 roku, ich indywidualne kariery nadal kwitły. W 1985 roku Sting wydał album Dream of the Blue Turtles, na którym wystąpili znakomici muzycy jazzowi, w tym Kenny Kirkland, Darryl Jones, Omar Hakim i Branford Marsalis. Jest również autorem dwóch książek, w tym najlepiej sprzedającego się pamiętnika New York Timesa, "Broken Music". Stewart Copeland jest odpowiedzialny za jedne z najbardziej innowacyjnych i przełomowych ścieżek dźwiękowych w świecie filmu. Od 1984 roku współpracował z wieloma reżyserami przy blisko 40 filmach i produkcjach telewizyjnych, w tym przy "Wall Street" Olivera Stone'a, "Rumblefish" Francisa Forda Coppoli, otrzymał nominację do Złotego Globu za najlepszą ścieżkę dźwiękową, a także był autorem nominowanego do Oscara dla najlepszego filmu zagranicznego "Four Days in September" oraz nominowanych do nagrody Emmy programów telewizyjnych, takich jak "Dead Like Me". Wśród jego solowych albumów znajduje się kultowa ścieżka dźwiękowa do filmu "The Rhythmatist" - jego odysei słuchowej po kontynencie afrykańskim. Występując na żywo, Copeland z powodzeniem koncertował z wieloma zespołami grającymi muzykę świata i rocka, w tym z zespołem wykonującym unikalnie ezoteryczną i zadziornie melodyjną muzykę "La Notte della Taranta" - starożytną muzykę transową pochodzącą z regionu Grecia-Salentina w południowych Włoszech. Andy Summers, po odejściu z Police, cieszy się zróżnicowaną i sławną karierą. W 2017 roku nagrał 14 solowych albumów, stale występuje na festiwalach muzycznych na całym świecie i współpracował z wieloma innymi artystami, takimi jak Robert Fripp, John Etheridge, Benjamin Verdery, Victor Biglione, Robert Menescal i Fernanda Takai. Andy prowadzi również karierę jako fotograf, mając na koncie czterdzieści pięć wystaw w muzeach i galeriach od Szanghaju po Nowy Jork.

Tyle faktów suchych jak pieprz i dostępnych na jedno kliknięcie. Muszę przyznać, że kiedyś lubiłem pewne utwory, jak na przykład "De Do Do Do, De Da Da Da" czy "Message In A Bottle". W domu była taka składanka, jakiś standardowy "The Best of..." z całą paletą przebojów. Bo The Police tak naprawdę znani są niedzielnym słuchaczom głównie dzięki swoim wielkim hitom. Przecież dzięki "Roxanne", "Don't Stand So Close To Me", "Walking On The Moon", "Spirits In The Material World" czy gigantycznym "Every Breath You Take" byli na językach wszystkich. Nagroda - w 1982 roku - dla najlepszej grupy brytyjskiej i odznaczenie za wybitne zasługi dla brytyjskiej muzyki w 1985 roku nie wzięło się za nic. Pomijając już wszystko inne, The Police było jedną z bardziej innowacyjnych formacji w dziejach szeroko pojętego rocka. Przez dłuższy czas nie zwracałem jednak uwagi na takie wiadomości. Dobrze pamiętam, że nawet chętnie sięgałem po wspomniany wyżej krążek, ale nie określałem siebie mianem fana. Wtedy bardziej interesowali mnie The Rolling Stones, a już chwilę później machałem głową przy Led Zeppelin, Black Sabbath czy Budgie. Daleki byłem jednak od arogancji i ignorowania Copelanda, Summersa i Stinga. Po prostu przez te wszystkie lata funkcjonowałem bez konieczności zagłębiania się w ich twórczość. Kilkanaście ostatnich dni spędziłem na odsłuchu wszystkich albumów The Police. Tak naprawdę w całości znałem debiut "Outlandos d'Amour" z 1978 roku i zamykający dyskografię "Synchronicity", datowany na 1983 rok. Co do reszty, zawsze coś stawało na przeszkodzie, żeby zapoznać się z danym albumem od początku do końca. Niedawno jednak uległem impulsowi i stałem się posiadaczem kompletnego zbioru płyt. Muszę przyznać, że po latach muzyka brytyjskiego trio zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

The Police - Stać! Policja!

"Outlandos d'Amour" (1978)

Ocena
Poziomy6

Debiut grupy to rzecz bezczelna i bardzo bezpośrednia. Numery tutaj zawarte są ulepione z różnych elementów. Do kociołka podgrzewanego na pełnym ogniu panowie wrzucili rock, reggae, punk i co tam jeszcze było pod ręką. Całość przyprawili energią i wyszedł album, który nie może zostawić nikogo obojętnym. Zgoda - można go nie lubić. No ale nikt nie wmówi mi, że nie jest "jakiś". Dla mnie jest trochę zbyt szalony, a nad częścią materiału nie zaszkodziłoby jeszcze trochę posiedzieć. Skupię się jednak na pozytywach, bo tych jest kilka. No od razu z grubej rury - "Roxanne". Zasłużony przebój grupy. Numer mający wszystko, co pozwala stać się rozpoznawalnym i lubianym. Obok niego "Outlandos d'Amour" niosą "So Lonely" i "Can't Stand Losing You". Tyle jeśli chodzi o hity. Z pierwszej części krążka jeszcze warto zwrócić uwagę (zresztą uderza na początku) na krótki, ale zdecydowany "Next To You". Niezły jest też energiczny "Peanuts" czy "Truth Hits Everybody". Na końcu płyty, niestety, trio spuszcza z tonu i funduje słuchaczom lżejsze klimaty. Bardziej swobodne i brzmiące zabawowo. Niekoniecznie mi to pasuje i w sumie tylko dzięki temu ocena nie jest wyższa. Poza tym "Outlandos d'Amour" to debiut, jakiego życzyć można każdej grupie. Mieszają się tutaj dojrzałość z werwą, liryzm z prostotą, a całość zagrana jest brawurowo.

The Police - Stać! Policja!

"Reggatta de Blanc" (1979)

Ocena
Poziomy7

Po tak absorbującym początku kariery The Police nie zamierzali zwalniać. Ponownie weszli do studia i przygotowali płytę w konstrukcji podobną, lecz brzmiącą zdecydowanie lepiej i zawierającą numery zagrane na wyższym poziomie. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to, że materiał jest zdecydowanie równiejszy niż na poprzednim albumie. Jeśli komuś strasznie podoba się "Outlandos d'Amour", to "Reggatta de Blanc" wystrzeli go na orbitę. W momencie włączenia przycisku "play" atakuje nas jeden z większych hitów grupy - "Message In A Bottle". Nic się nie zestarzał. Pamiętam go z czasów, kiedy byłem knypkiem. Słucham go teraz, a reakcja jest podobna. Nie da się nie lubić. Nie ma jednak czasu na ochy i achy, bo jako drugi jest utwór tytułowy i tu już robi się bardzo ciekawie. Instrumentalny, z niepokojącym, narastającym klimatem, aż do pełnej emocji końcówki. Dalej wchodzimy w trend wznoszący - nośny "Bring On The Night" ociekający reggae, głęboki "Walking On The Moon", transowy "The Bed's Too Big Without You". Co ciekawe, kawałki pomiędzy nimi może nie zapadają tak w pamięć, ale tworzą niesamowity fundament. Takie "Deathwish" na przykład w niczym nie ustępuje wspomnianym numerom, ale z jakichś względów nie załapało się, kiedy brali na przeboje. Dzięki tej przeplatance kompozycyjnej "Reggatta de Blanc" staje się jednością i sprawia wrażenie bardzo równej. Koniec płyty nie drażni mnie tak jak w przypadku debiutu, choć i tutaj panowie pozwalają sobie na lekkie rozluźnienie. Muzykom trzeba natomiast oddać to, że nie bezpodstawnie w swoim czasie robili piorunujące wrażenie - wyłapać można wiele niecodziennych aranży i rozwiązań rytmicznych, które nie byłyby możliwe gdyby nie ich warsztat.

The Police - Stać! Policja!

"Zenyatta Mondatta" (1980)

Ocena
Poziomy7

Matko, ile ja się naczytałem opinii, że ten album jest słaby, bez polotu i w ogóle be... Bałem się trochę kontaktu z trzecim krążkiem "policjantów". Mając z tyłu głowy recenzje z prasy i zdania z sieci, ciężko było mi się za ten materiał zabrać. Kojarzyłem z niego kilka momentów, ale ogólnie kompletnie nie miałem pojęcia, co tutaj zastanę. Strach ma jednak wielkie oczy - krążek okazał się bardzo intrygujący, mimo większej niż wcześniej dawki reggae. Copeland, Summers i Sting stanęli trochę okoniem i po dwóch bardzo zadziornych albumach zaproponowali coś zupełnie innego. Są tutaj numery totalne, jak "Driven To Tears" czy lżejsze, ale szalenie chwytliwe, jak "Bombs Away" albo "Canary In Coalmine" (chyba żaden niedzielny fan tego w ogóle nie zna). Nie wspominam o przebojach, bo są tu "Don't Stand So Close To Me", "When The World Is Running Down, You Make The Best Of What's Still Around" czy, wreszcie, "De Do Do Do, De Da Da Da". Warto jednak posłuchać głośniej "Behind My Camel" - naprawdę dobry kawałek instrumentalny, z dusznym klimatem. Odrobinę odbiega od wesołej aury, jaką roztacza "Zenyatta Mondatta". Potem jest jeszcze niepokojący "Shadows In The Rain", który powoduje, że koniec krążka w końcu jest równy początkowi. Swoje umiejętności panowie potwierdzają na każdym kroku, ale nie byliby sobą, gdyby w ostatnim numerze pofolgowali sobie bardziej - "The Other Way Of Stopping" to jeden z lepszych instrumentalnych kawałków, jakie znam. Mimo że nie lubię reggae, ten album mi się podoba. The Police udowodnili, że można zagrać to w taki sposób, że nie mamy ochoty wyrzucić płyty przez okno.

The Police - Stać! Policja!

"Ghost In The Machine" (1981)

Ocena
Poziomy4

Nie może być tak, że wszystko będzie idealnie. Nie ma takiej siły i w każdej dyskografii pojawiają się lekkie kontrowersje, zgrzyty czy po prostu płyty słabsze. Dla mnie, choć pewnie się narażę, takim właśnie przypadkiem jest "Ghost In The Machine". Po, wydawałoby się, miałkiej "Zenyatta Mondatta", miał to być dla formacji powrót na właściwe tory. Miała to być muzyka nawiązująca do pierwszych płyt. No i niestety, jak na moje ucho, chłopaki polegli. Chociaż nie, inaczej - The Police nagrali kolejny materiał, na jaki mieli po prostu ochotę. Początek albumu to cios. Trzy kompozycje, jakie otwierają album, to majstersztyki. Kapitalne "Spirits In The Material World", "Every Little Thing She Does Is Magic" oraz chyba najlepszy z nich "Invisible Sun". W tym momencie, zgodzę się, nawiązują do wcześniejszych dokonań. Natomiast to, co dzieje się później, już niekoniecznie do mnie trafia. Żeby była jasność, to nie jest zły album, jednak strasznie mnie zmęczył. Chyba przez fascynację muzyków klawiszami i sekcją dętą czy saksofonami (zwłaszcza Sting). Warstwa tekstowa oparta jest na książce "Duch w maszynie" Artura Koestlera, więc jest ciekawie, ale opakowano to w dźwięki, które mogą sfrustrować. W każdym numerze brzęczą jakieś puzony, saksy czy inne trąbki. Niby sekcja gra z polotem, gitara oszczędnie, ale mocno kreśli ramy kompozycji, ale całość jest zniweczona tym, co brzmi w tle. W środku krążka są numery, które wyrwane z kontekstu mogą się podobać - "Demolition Man", "Too Much Information" czy "One World (Not Three)". Nawet mogłyby trafić na poprzedni album, a już zwłaszcza ostatni z tej trójki. Prawdziwy powrót do wczesnych dokonań panowie Copeland, Summers i Sting pokazują jedynie w "Omegaman" , "Secret Journey" i "Darkness". Sama końcówka albumu jest bardzo nostalgiczna i otula fajnym klimatem (w końcu bez dęciaków!) z lekko pulsującym basem i cieniującą gitarą. Może gdyby zrobili z "Ghost In The Machine" mini album byłoby lepiej?

The Police - Stać! Policja!

"Synchronicity" (1983)

Ocena
Poziomy8

No i koniec. Zamykający dyskografię "Synchronicity" to prawdziwa wisienka na torcie. Dla krytyków i fanów crème de la crème. Ciężko się z tym nie zgodzić. Mamy tutaj twórczość The Police w pigułce. Jedenaście kompozycji, które streszczają większość pomysłów, jakie wcześniej chłopaki instalowali na poszczególnych krążkach. W warstwie tekstowej Sting znów sięgnął po lubianego przez siebie Koestlera i jego "The Roots Of Coincidence". Muzycznie natomiast trójka kolegów wspięła się na wyżyny swoich umiejętności i wyobraźni. Jest coś z Adriana Belew i późnego King Crimson ("Mother"). Są delikatny "Walking In Your Footsteps" i przebojowy "Synchronicity II". W "Tea In The Sahara" uwidaczniają się inspirację muzyką świata. Bardzo erotyczny w wyrazie "Wrapped Around Your Finger" jest w fajnej konstelacji z pozornie wesołym "King Of Pain" czy też totalnym strzałem w postaci "Murder By Numbers". Zresztą ten ostatni Sting zagrał gościnnie, zaproszony przez Franka Zappę w windzie, na jego "Broadway The Hard Way". To o czymś świadczy. Celowo też nie wymieniłem "Every Breath You Take". To hit. Ale też kawałek-przekleństwo. Przyćmiewający resztę, bardzo zresztą niesłusznie. Idę o zakład, że gdyby go nie było, odbiór tego albumu i jego popularność byłyby inne. Chociaż tak czy inaczej ciężko pisać jakieś nowatorskie zdania o tej kodzie dyskografii policjantów. Tak mogli żegnać się tylko najlepsi. Mimo wszystko wracam do niego rzadziej niż na przykład do "Reggatta de Blanc". Momentami zbyt mocno pachnie mi na tym krążku już solowym Stingiem, za którym aż tak nie przepadam. "Synchronicity" to rzecz szczególna i po kilku przesłuchaniach ciężko się od tego uwolnić.

Epilog

Po "Synchronicity" zespół się rozpadł. Powód? Różnice w postrzeganiu kierunku, w jakim miał się poruszać. Sting najwięcej darł kotów z Copelandem i w końcu obaj panowie poszli w swoje strony. Pozostali jednak przyjaciółmi. Weteranami służby. Długo działali tu i ówdzie. Sting prowadził udaną karierę solową, wciąż jednak nie zwalniając praw do nazwy. Copeland i Summers musieli powołać do życia swoje projekty. Po zakończeniu kariery wystąpili razem na ślubie Stinga w 1993 roku, gdzie pod presją wykonali gości dwa utwory - "Roxanne" i "Message In The Bottle". Dopiero w 2003 roku po latach wystąpili oficjalnie na Rock And Roll Hall of Fame. Później, w 2007 roku, doszło do reaktywacji i globalnej trasy, po której jednak The Police milczy i wydaje się, że będzie milczeć już do końca dni naszych bohaterów. Na szczęście "policjanci" pozostawili po sobie szereg płyt. Świetnych utworów. Byli kontrowersyjni ale też i szalenie wpływowi. Wywarli wrażenie nie tylko na kolegach z branży, ale i fanach muzyki na całym świecie. Można powiedzieć, że przed, jak i po nich, nikt nie zbliżał się do takiego sposobu grania. Przyznaję, że teraz muzykę The Police bardziej rozumiem. Brzmi dla mnie w pełni. Być może maniakalnym fanem nie zostałem, ale zyskałem inne spojrzenie na ich twórczość. Jako młody chłopak nie mogłem tego w sobie odnaleźć. Niezdecydowanym również życzę dojścia do podobnych wniosków.

Zdjęcia: Oficjalna strona zespołu

Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Cena wygody, czyli maleńki problem ze sprzętem bezprzewodowym

Cena wygody, czyli maleńki problem ze sprzętem bezprzewodowym

Słuchawki i głośniki bezprzewodowe to szczególna kategoria sprzętu grającego, niesłychanie ważna dla milionów ludzi, którzy chcą słuchać muzyki w wygodny sposób. Z punktu widzenia dziennikarza jest to także - obok streamerów, głośników sieciowych i nowoczesnych systemów all-in-one - wyjątkowo interesująca grupa urządzeń, w której widać postęp, świeżość, innowacyjność i walkę...

Bob Surgeoner - Neat Acoustics

Bob Surgeoner - Neat Acoustics

Audiofile zainteresowani niebanalnymi zestawami głośnikowymi często zwracają uwagę na zestawy Neat Acoustics - firmy założonej w 1989 roku przez Boba Surgeonera, który spędził większość swojego życia grając muzykę w różnych stylach, takich jak blues, rock, jazz, folk, country i bluegrass. Neat Acoustics posiada własne studio nagraniowe, w którym można nagrywać...

Czy ludzie... Czy my naprawdę nie słuchamy już muzyki?

Czy ludzie... Czy my naprawdę nie słuchamy już muzyki?

Jeśli zapytacie audiofilów, z jakimi problemami boryka się ta branża i co zagraża dalszemu rozwijaniu pasji, której oddają się od wielu lat, usłyszycie mnóstwo historii krążących wokół dwóch kwestii - pieniędzy i technologii. Aby słuchać muzyki, trzeba bowiem posiadać jakikolwiek sprzęt grający i wykupić dostęp do jednego z popularnych serwisów...

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Dual to jedna z marek, do których audiofile, a w szczególności miłośnicy czarnych płyt, odnoszą się z wielkim szacunkiem. Ma to swoje uzasadnienie. Niemiecka manufaktura wydała na świat tyle znakomitych gramofonów, że aż ciężko je policzyć. Dobrze zachowana szlifierka tej marki to sprzęt, który po renowacji można bez kompleksów podłączyć...

Jak zarobić na audiofilskim sprzęcie, nie robiąc zupełnie nic?

Jak zarobić na audiofilskim sprzęcie, nie robiąc zupełnie nic?

Tytuł tego artykułu brzmi jak chamski clickbait albo reklama cudownego sposobu na zdobycie fortuny w pół godziny, ale to nie tak. Nie chodzi mi ani o to, aby pochwalić się swoim geniuszem lub zachęcić kogokolwiek do "zarabiania pieniędzy" w sposób, który za chwilę opiszę, a jeśli moim celem miało być...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Bowers & Wilkins 706 S3

Bowers & Wilkins 706 S3

Bowers & Wilkins od dawna przekonuje audiofilów, że jedyną drogą prowadzącą do całkowitego zadowolenia z dźwięku jest stuprocentowa wierność wobec oryginału. Prowadzi to do oczywistego wniosku, że nasz domowy system...

AVM Inspiration CS 2.3

AVM Inspiration CS 2.3

Jeśli uważacie, że miłośnicy wysokiej klasy sprzętu audio to dinozaury, wąsaci malkontenci bojkotujący wszystkie nowe rozwiązania techniczne, wzdychający do wzmacniaczy lampowych, gramofonów i głośników tubowych, z pewnością macie trochę racji....

Ortofon 2M Black LVB 250

Ortofon 2M Black LVB 250

Ludwig van Beethoven urodził się 17 grudnia 1770 roku w Bonn. W jego rodzinie muzyką zajmowały się już dwa pokolenia - dziadek był kapelmistrzem, a ojciec śpiewakiem na dworze elektora...

Komentarze

Leszek
Jestem ciekaw w porównaniu z Lyngdorfem TDAI-1120.
Piotr
Rozumiem to, sam oczywiście używam smartfona do odpalenia np. Tidala czy muzyki z NAS-a. Ale też irytuje mnie sięganie po takie urządzenie za każdym razem gdy c...
stereolife
@Piotr - chyba coraz więcej producentów dochodzi do wniosku, że jeśli użytkownik naprawdę będzie chciał coś zobaczyć, wyświetli sobie to na ekranie smartfona lu...
stereolife
@Michał - Definitywnie jest postęp względem poprzedniego modelu. W ogromnym skrócie można to opisać tak, że 706 S2 grały równo, neutralnie, ale trochę nudno, a ...
Piotr
Nie potrafię się nadziwić, że producenci tak strasznie ignorują temat wyświetlaczy. Skoro już w ogóle zaimplementowano wyświetlacz (a więc poniesiono jakiś kosz...

Płyty

Newsy

Tech Corner

Krótka historia płyty kompaktowej

Krótka historia płyty kompaktowej

Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...

Prezentacje

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Dual to jedna z marek, do których audiofile, a w szczególności miłośnicy czarnych płyt, odnoszą się z wielkim szacunkiem. Ma to swoje uzasadnienie. Niemiecka manufaktura wydała na świat tyle znakomitych gramofonów, że aż ciężko je policzyć. Dobrze zachowana szlifierka tej marki to sprzęt, który po renowacji można bez kompleksów podłączyć...

Poradniki

Jak złożyć system stereo w siedmiu prostych krokach

Jak złożyć system stereo w siedmiu prostych krokach

Na łamach naszego portalu publikowaliśmy już poradniki dotyczące rzeczy dość podstawowych, jak i tych bardziej skomplikowanych. Doradzaliśmy jak wybierać słuchawki,...

Galerie

Popularne testy

Wywiady

Vintage

Sony D-50

Sony D-50

Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku był dla Sony czasem, gdy firma kroczyła od sukcesu do sukcesu. Rozpoczynała się era płyty kompaktowej...

Słownik

Poprzedni Następny

Naskórkowość

Efekt występujący w kablach podczas przesyłania prądu zmiennego. Polega na tym, że gęstość prądu maleje wraz ze zbliżaniem się do wnętrza przewodnika, a mówiąc jeszcze prościej - sygnał zasuwa bardziej...

Cytaty

GeorgeBernardShaw.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.