Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Closterkeller - Scarlet

  • Kategoria: Metal
  • Radomir Wasilewski

Closterkeller - Scarlet

Po olbrzymim komercyjnym i artystycznym sukcesie albumu "Violet", na następcę tej płyty muzycy kazali czekać swoim fanom jedynie niecałe półtora roku. Co ciekawe, po raz pierwszy (i jak na razie ostatni w długiej historii zespołu) pod autorstwem nowych piosenek mieli podpisać się ci sami artyści, którzy tworzyli trzeci album Closterkellera. Dla wszystkich, którzy liczyli, że metalowe akcenty okażą się jedynie krótkim epizodem w historii warszawskiego zespołu, a grupa wróci do gotyckiego smęcenia, czwarta płyta musiała być sporym zawodem. Bo nie tylko nie ma tu cofnięcia się w eksplorowaniu metalowego brzmienia, ale wręcz w jego ramach grupa poszła kilka kroków do przodu. Promowany gorącymi, zatopionymi w krwistej czerwieni barwami "Scarlet" to jeszcze cięższa, a przy tym podana w zaskakująco tradycyjnym i surowym wydaniu muzyka. Tak, jak na "Violet" można było odnaleźć skojarzenia z twórczością Metalliki czy Iron Maiden, tak przy tworzeniu jej następczyni Anja Orthodox z kolegami musiała już słuchać zespołów z kręgu tak zwanego metalu klimatycznego, a więc przede wszystkim Type o Negative, My Dying Bride i Paradise Lost, a także popularnych w tamtych czasach kapel groove metalowych, jak Pantera, Sepultura czy Machine Head.

Opeth - Orchid

  • Kategoria: Metal
  • Radomir Wasilewski

Opeth - Orchid

Opeth jest uważany za jeden z najdoskonalszych tworów współczesnego metalu progresywnego, któremu udało się stworzyć i przez wiele lat skutecznie rozwijać oryginalną formułę gatunku, polegającą na łączeniu w ramach długich i rozbudowanych suit death metalowej agresji i wściekłości z delikatną grą akustycznych gitar i wielobarwnymi, klimatycznymi ozdobnikami. Choć w ostatnich latach Mikael Åkerfeldt wyraźnie odciął się od nurtu, który współtworzył, nikt mu nie odbierze zasług za przeszłe dokonania, które złotymi zgłoskami zapisały się w historii muzyki metalowej. Te zaś rozpoczęły się już na debiutanckim, wydanym w 1995 roku albumie "Orchid". Patent na muzykę zawartą na tym krążku wydaje się prosty. Opeth połączył ostre, wywodzące się ze szwedzkiego death metalu w jego melodyjnej odmianie dynamiczne granie z ciężkimi, konkretnymi zwolnieniami, inspirowanymi angielską i szwedzką szkołą grania doom metalu i wreszcie z momentami spokojnymi i klimatycznymi, w których główną rolę odgrywa delikatne, akustyczne brzmienie gitar, czasem wspomagane różnymi pomysłowymi efektami brzmieniowymi czy pogłosami. Co ciekawe, w początkowym etapie działalności Szwedzi w bardzo małym stopniu posiłkowali się klawiszami, które na "Orchid" pojawiają się zaledwie w formie szczątkowej, tworzącej epizodyczny podkład dla gitar. Do tego dochodzi miks wściekłych, charkotliwych, zniekształconych growlów lidera formacji z jego czystym, póki co jeszcze nieśmiałym, będącym w wyraźnej mniejszości i pozbawionym późniejszej finezji śpiewem.

Ostatnie komentarze

  • RadomirW

    Pod względem wokalnym ciekawe rzeczy w twórczości Opeth zaczęły się mniej więcej od albumu "Still Life", kiedy Mikael Åkerfeldt się "przełamał" i zaczął w pełni pokazywać swój talent wokalny zarówno w formie świetnego, czystego śpiewu, jak i całkiem niezłego growlingu, pozbawionego już elementów "wy...
    0
Zobacz inne komentarze

Haken - Vector

  • Kategoria: Metal
  • Paweł Kłodnicki

Haken - Vector

"Metal progresywny", to jedna z bardziej kuriozalnych nazw związanych z muzyką, jakie dane mi było słyszeć. Opisuje bowiem coś, co tak naprawdę nie istnieje, o ile trzyma się prawdziwego znaczenia progresywności, które, niestety, mocno się już zatarło. Dzisiaj na miano "progresywnej" może sobie zasłużyć każda grupa grająca długie, pełne patosu utwory, pisząca epickie teksty na kilka stron maszynopisu i nieustannie prezentująca swoje techniczne umiejętności, ładnie zwane wirtuozerią. I choć każdy z tych elementów jest bezpośrednio związany z prawdziwym rockiem progresywnym, to żaden z nich nie jest w nim obowiązkowy ani nie jest jego wyznacznikiem. Jest nim natomiast poszerzanie granic muzyki rockowej i wzbogacanie jej o zupełnie nowe rozwiązania. O heavy metalu można powiedzieć wiele rzeczy, ale doszukiwanie się w nim realnej progresywności to zadanie z góry skazane na porażkę. Nie istnieje zespół metalowy, który wprowadziłby do muzyki (nie tylko) rockowej cokolwiek nowego, czego nie wymyślono już wcześniej. Jedyne dwa wyjątki, jakie można rozważyć, to Iron Maiden i wczesna Metallica, które, czerpiąc co nieco z prog rocka i muzyki poważnej, faktycznie były na dobrej drodze do stworzenia czegoś, co pokazałoby zupełnie nową jakość. Gdy jednak za progresywne uznaje się grupy takie, jak Haken, pozostaje się tylko zaśmiać i jednocześnie zasmucić nad tym, jak bardzo można wypaczyć określenie wymyślone dla nazwania twórczości takich zespołów, jak King Crimson, Pink Floyd, Van Der Graff Generator czy Gentle Giant. Mniej więcej taka reakcja sprowokowała mnie do napisania tej recenzji.

Ostatnie komentarze

  • RadomirW

    Jak to dobrze, że zacząłem świadomie słuchać muzyki jakieś 30 lat temu i dzięki temu odkryłem mnóstwo ciekawych i twórczych zespołów metalowych. Gdybym też żył w przekonaniu, że jedyne wartościowe zespoły w tym gatunku to Iron Maiden i Metallica, bardzo wiele bym stracił. Haken jest na liście rzeczy...
    0
Zobacz inne komentarze

Overkill - The Wings Of War

  • Kategoria: Metal
  • Karol Otkała

Overkill - The Wings Of War

W 2010 roku światło dzienne ujrzał "Ironbound" czyli prawdopodobnie najlepszy thrashowy album wydany w tym stuleciu. Od tego czasu ekipa Overkill nie próżnowała (chociaż w ich przypadku trudno mówić o jakimkolwiek leserstwie) i w kolejnych latach nagrała jeszcze cztery albumy. Na przestrzeni prawie czterdziestu lat powstało ich już 19 (plus "Coverkill", którego tutaj nie liczę). Po kilku słabszych i odbiegających od macierzystego gatunku albumach, "Ironbound" był momentem przełomowym i powrotem do thrashu. Od tej pory Overkill kroczy wytyczoną ścieżką, schodząc z niej bardzo sporadycznie. Jaki zatem jest "The Wings Of War"? W wielkim skrócie mógłbym napisać, że jest to po prostu kolejny bardzo dobry album w "poironboundowym" dorobku grupy i na tym zakończyć recenzję, nie rozmijając się specjalnie z prawdą. Ale czy na tym koniec?

Agalloch - Ashes Against the Grain

  • Kategoria: Metal
  • Radomir Wasilewski

Agalloch - Ashes Against the Grain

John Haughm i Don Anderson ewidentnie nie należą do pracusiów. Pomiędzy "The Mantle" a jej następczynią nastąpiła długa, czteroletnia przerwa wydawnicza i takie interwały czasowe staną się standardem między kolejnymi dużymi płytami Agalloch. W tej kwestii klimatyczni blackowcy przypominają inny amerykański zespół - Type o Negative, który również niezbyt często płodził kolejne albumy. Podobnie, jak w przypadku ekipy Petera Steela, dłuższy czas wyczekiwania na nową płytę w pełni rekompensuje jej jakość. "Ashes Against the Grain" to kolejne klasowe wydawnictwo zespołu, stanowiące absolutny top jego twórczości. Przepis na muzykę jest podobny, jak w przypadku reszty dyskografii. Styl Agalloch to wciąż połączenie szorstkiego, brudnego, ale niezbyt ekstremalnego black metalu z doomowym ciężarem, folkowym klimatem oraz ambicjami nawiązującymi do progresywnych form muzyki metalowej. Nadal głównym składnikiem twórczości zespołu jest przeplatanka czystych i skrzekliwych wokali, a także duża melodyjność dźwięków, głównie za sprawą długich solówek Dona Andersona czy też nakładek gitar akustycznych na elektryczne. Utwory - tak, jak na innych płytach - są bardzo długie, wielowątkowe i rozbudowane, tworząc 5 suit trwających około dziesięć minut każda, a w przypadku trzyczęściowej, stanowiącej muzyczny monolit "Our Fortress is Burning" dochodząc do prawie dwudziestu minut. W poszczególnych utworach muzycy przeplatają fragmenty klimatyczne, zagrane zarówno na akustykach, spokojnym brzmieniu gitar elektrycznych, ale również za pomocą różnorakich pogłosów czy mrocznych klawiszy, z dominującym gitarowym wymiataniem i blackowym skrzekiem lidera Johna Haughma. Klimat twórczości Agalloch jest jednoznacznie mroczny i zimny, tym razem w mniejszym stopniu tworząc pejzaż zasypanych śniegiem gór, a raczej wilgotne, zamglone i dżdżyste obrazy ponurej, zimowej odwilży.

Slayer - Reign In Blood

  • Kategoria: Metal
  • Ireneusz Wacławski

Slayer - Reign In Blood

Rok pański 1987. San Francisco. Słońce powoli chyli się ku zachodowi, majestatycznie zanurzając się w odmętach majaczącego na horyzoncie, rozgrzanego Pacyfiku. Czerwone świetlne refleksy rozbijają się o orkany niespokojnych fal, drażniąc oczy bezlitośnie krwistą czerwienią, jakby jakiś olbrzym wybroczył ze swych żył mający zalać wszystko co żywe ocean posoki. Wystająca już tylko malutkim okręgiem tonącej poświaty ognista tarcza znika w głębinach oceanu, pożegnalnym muśnięciem światła fosforującym na kryształowej dzierżonej w dłoni szklanicy, potwierdzając swoją agonię. Spoglądający na to codzienne misterium natury dwudziestotrzyletni perkusista thrashmetalowego zespołu Forbidden Paul Bostaph dopija resztki łyskacza, odwraca się na pięcie i spokojnym krokiem powraca do pokoju, w którym przebywa kilkadziesiąt obficie zarośniętych mężczyzn i mniej więcej tyle samo równie obdarzonych przez naturę owłosieniem kobiet. Jedna z typowych rock'n'rollowych imprez sterylnego metalowego środowiska Bay Area powoli nabiera tempa. Obszar Zatoki San Francisco to wszak miejsce, w którym nastąpiła prawdziwa erupcja thrash metalowego podziemia, które stanowiło jeden z podstawowych napędów rozkręcającego się na świecie thrashowego szaleństwa. Załogi takie, jak święcąca już pierwsze wielkie tryumfy Metallica, jeszcze starszy od niej Exodus, Testament, Death Angel, Defiance, Vio-lence, Mordred czy Forbidden stanowiły awangardę metalu, w mniej lub bardziej zdrowy sposób rywalizując między sobą o prymat lidera gatunku i uważnie obserwując swoje wzajemne dokonania, czy aby któryś z bandów nie wyjdzie poziomem zbyt wyraźnie przed szereg peletonu. I właśnie na powyższej imprezie widzimy bezceremonialnie luzującą się ekipę ostatniej z wymienionych grup z Paulem Bostaphem, Craigiem Locicero i pogrywającym z nimi wówczas Robem "Machine Head" Flynnem na czele.

Ostatnie komentarze

  • RadomirW

    Fajne oddanie ducha epoki. Ja co prawda zacząłem słuchać metalu w czasach już odrobinę spokojniejszych (początek lat 90-ych) ale o klimatach odpytywania czy krojenia przez starszych kolegów, to się sporo wtedy słyszało. Pytanie tylko czy dzisiaj "Reign in Blood" też zostanie odebrane przez potencjal...
    0
Zobacz inne komentarze

Agalloch - The Mantle

  • Kategoria: Metal
  • Radomir Wasilewski

Agalloch - The Mantle

Druga płyta Agalloch stanowi w prostej linii kontynuację i rozwinięcie pomysłów muzycznych "Pale Folklore", co nie powinno dziwić mając na uwadze mocno eklektyczny i niejednoznaczny charakter debiutu zespołu. Mało kto jednak w momencie ukazania się tego albumu spodziewałby się po Amerykanach tak ciekawych pomysłów i kompozycji. Niewielu też w 2002 roku mogło się zakładać, że "The Mantle" okaże się jednym z ważniejszych i bardziej wpływowych wydawnictw w historii klimatycznej muzyki metalowej. Podobnie, jak poprzedniczka, płyta ta została utkana z połączenia black metalowej szorstkości, brudu oraz okazjonalnej agresji z doom metalowym ciężarem, progresywnymi, zwiewnymi melodiami oraz pięknem i delikatnością folkowych, klimatycznych wstawek. Na "The Mantle" progresywny element uległ zdecydowanemu wzmocnieniu, czego efektem stały się porównania tej płyty do klasyków twórczości Pink Floyd.

Ostatnie komentarze

  • mario

    @Piotr - To prawda, kompozycje są spokojne, ale za to na jakim poziomie, i do tego ten klimat... Fantastyczna płyta, niedoceniona perła. To, że są watki metalowe, nie znaczy, że ma być ciągłe łojenie i walenie po garach, jak wielu identycznych i prawie nieodróżnialnych od siebie zespołach. Znakomite...
    0
Zobacz inne komentarze

Mountain Witch - Buring Village

  • Kategoria: Metal
  • Karol Otkała

Mountain Witch - Buring Village

W latach 1970-1975 ekipa Black Sabbath wypuściła na światło dzienne sześć albumów. Gdyby ktoś odczuwał niedosyt dźwięków związanych szczególnie z "Master Of Reality", "Vol. 4" i "Sabbath Bloody Sabbath", pomocną dłoń z radością wyciąga niemiecki Mountain Witch.Od paru ładnych lat coraz silniej w świecie muzycznym zaznacza się moda na granie retro. Co ciekawe - w lidze tej wcale nie dominują Stany Zjednoczone. Bardzo mocną reprezentację ma Europa. W natłoku wielu,stosunkowo podobnych kapel można się pogubić. Jednak nad zespołem z Hamburga warto się pochylić. Trio Mountain Witch powstało w 2008 roku i ma na koncie trzy albumy. Ostatni z nich, czyli właśnie "Burning Village", swoją premierę miał w 2016 roku. Bez wątpienia jest to najbardziej dojrzała pozycja w dorobku zespołu. Jest to również wydawnictwo najsilniej nawiązujące do klasyki gatunku.

Ostatnie komentarze

  • Bronek

    Tony (Anthony) Iommi;)
    0
Zobacz inne komentarze

Agalloch - Pale Folklore

  • Kategoria: Metal
  • Radomir Wasilewski

Agalloch - Pale Folklore

Agalloch to jeden z najciekawszych zespołów w szeroko pojętym metalu klimatycznym. Ich oryginalna mieszanka black metalu i doomu z elementami folkowymi, klimatycznymi i progresywnymi od samego początku zdobyła sobie olbrzymią popularność zarówno wśród fanów takiej muzyki jak i sporej grupy zespołów, czerpiących z twórczości Amerykanów. A wszystko zaczęło się w 1999 roku, gdy został wydany debiutancki krążek "Pale Folklore", który z miejsca zdobył status kultowego wydawnictwa.

The Ocean - Phanerozoic I: Palaeozoic

  • Kategoria: Metal
  • Karol Otkała

The Ocean - Phanerozoic I: Palaeozoic

Każdy kolejny album berlińskiej grupy The Ocean Collective to świetna okazja do poszerzenia wiedzy z różnych dziedzin. Dzięki niemieckim muzykom nieświadomi fani mogli zgłębić zasady poglądów heliocentrycznego i antropocentrycznego, poznać budowę oceanów i procesy eoliczne, a także cofnąć się do czasów prekambryjskich. Oczywiście zawartość albumów nie jest w stu procentach skoncentrowana na wymienionych tematach, jednak zawiera pewien "wyciąg" najważniejszych tematów dotyczących danego zagadnienia. W dzisiejszych, typowo konsumpcyjnych czasach, gdzie wszystko podane jest na tacy, jest to praktyka jak najbardziej godna pochwały. Zmusza słuchacza do myślenia i podjęcia wysiłku, jaki trzeba włoży, aby te zagadnienia poznać, a co za tym idzie - zrozumieć ich twórczość. Na pierwszą część duetu "Phanerozoic" czyli album zatytułowany "Paleozoic" (druga ma się ukazać w 2020 roku) przyszło nam czekać najdłużej w historii zespołu, bo ponad pięć lat. Czy było warto?

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audeze LCD2 Closed-Back

Audeze LCD2 Closed-Back

Audeze to jedna z firm, które narodziły się ponad dekadę temu w odpowiedzi na rosnące zainteresowanie audiofilów hi-endowymi słuchawkami. Wiedząc jaki sukces odniosła i jak potoczyły się jej losy, możemy...

Pylon Audio Ruby 25 mkII

Pylon Audio Ruby 25 mkII

Wielu szachistów uważa, że najważniejszym elementem tej gry jest otwarcie. Już kilkanaście pierwszych ruchów w dużym stopniu definiuje to, co może stać się później. Z tego powodu powstała rozbudowana teoria...

Triangle Comète EZ

Triangle Comète EZ

Triangle Electroacoustique to jeden z najbardziej rozpoznawalnych francuskich producentów zestawów głośnikowych. Przedsiębiorstwo działa na rynku już niespełna czterdzieści lat. To wystarczająco dużo, aby wyrobić sobie markę i przekuć filozofię założycieli...

Bannery boczne

Komentarze

Kriskris
Słuchałem tych monitorków kilka tygodni temu, podpięte pod Gato Audio AMP-150. Grały świetnie, zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i zdecydowałem się na kupno. Ni...
Włodek
Witam serdecznie. Dzięki za ciekawą recenzję. Właśnie czekam na nowiutkie Pearle 27 i Yamahę R-N602. Mam gorącą prośbę o podpowiedź jakimi kablami połączyć zest...
1piotr13
Dobry pomysł z tymi siateczkami na głośnikach. Przyda się na pewno jak ktoś ma w domu małe dzieci:)

Partnerzy StereoLife

Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.

Cytaty

HarukiMurakami.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.