Po nagraniu bardzo dobrego "Dante XXI", Sepulturę czekało bardzo trudne zadanie. Trudne o tyle, że ich kolejny album też miał być conceptem. Tym razem muzycy na warsztat wzięli "Mechaniczną Pomarańczę" autorstwa Anthony'ego Burgessa. Każdy, kto zaliczył tę pozycję pewnie potwierdzi, że jest to raczej specyficzna literatura. Świetna, ale skierowana do wąskiego grona odbiorców - koneserów. Podobnie jest z tym albumem. Rozbieżności w jego ocenie są duże. Jedni narzekają, że są to tylko marne popłuczyny po wcześniejszej twórczości, inni widzą tu światełko w tunelu, a jeszcze inni odcinają się od przeszłości i starają się oceniać to, co jest tu i teraz. I właśnie z tej perspektywy album wypada co najmniej dobrze. Nie umiem wyjaśnić jak to jest dokładnie, ale osobiście do niektórych zespołów nie potrafię podejść nie patrząc w przeszłość, natomiast w przypadku innych przychodzi mi to bez problemów. Tak właśnie mam z Sepulturą. Może dlatego, że moja przygoda z tym zespołem rozpoczęła się, gdy Maxa od dawna już w nim nie było?
Po wydaniu kilku świetnych płyt pod rząd, większość zespołów dalej kroczyłaby tą drogą i tworzyła rzeczy sprawdzone - podobające się słuchaczom. Problem w tym, że Killing Joke nie należy do większości i nie jest to normalny zespół. Po wydaniu w 2003 roku albumu świetnie przyjętego przez fanów, grupa nie odcięła kuponów od własnego sukcesu, tylko zamknęła się w piwnicy gdzieś w Pradze (Jaz jest zafascynowany tym miastem, ja w gruncie rzeczy też) i nagrała najbardziej bezkompromisowe dzieło w swoim dorobku. I jednocześnie najtrudniejsze w odbiorze. Lekko ponad 62 minuty grania zostało zamknięte w 9 utworach. Najkrótszy z nich trwa 4 minuty i 15 sekund, a najdłuższemu niewiele brakuje do 10 minut. Otwierający "This Tribal Antidote" nie zapowiada jeszcze w pełni tego, co ma dopiero nadejść. Utwór jest w miarę normalny jak na twórczość Killing Joke. Gdyby trochę zluzować ciężar, to klimatem mógłby się wpasować w "Pandemonium".
Siedem lat musieli czekać fani na nowy - pierwszy w XXI wieku - album Killing Joke. Czy drugi krążek w dorobku zespołu był tego warty? Jakby to powiedział były premier: "Yes, yes, yes!". Killing Joke w wersji 2003 jest wybitny. Jest też swego rodzaju fenomenem - brzmi jednocześnie nowocześnie i klasycznie. Już od pierwszych dźwięków "The Death & Ressurection Show" czuć, że mamy do czynienia właśnie z ekipą Colemana. Gitary są od razu rozpoznawalne ale jednocześnie jakby świeższe i bardziej wyraziste, niż na Pandemonium. W błąd może początkowo wprowadzić Jaz brzmiący delikatniej niż zwykle. Ale po kilkudziesięciu sekundach od startu uruchamia swój "wydzier" i już wszystko znajduje się na swoim miejscu, a sam utwór daje słuchaczowi porządnego kopa. Jednak ten kop jest niczym w porównaniu z uderzeniem, które serwuje nam trio "Asteroid", "Implant" oraz "Blood On Your Hands".
Podczas gdy zespoły Mastodon i Baroness wyszły z cienia i stały się na swój sposób popularne (szczególnie Mastodon w ostatnich latach, Baroness już troszkę mniej), Kylesa nadal pozostaje w cieniu i jest w miarę niszowa. Co nie zmienia faktu, że dla chcącego nic trudnego - poszukiwacze z pewnością w końcu trafią na kapelę, która powstała w 2001 roku w Savannah - amerykańskim zagłębiu sludge'a. Kylesa ma na swoim koncie pięć albumów. Moja przygoda z tym zespołem zaczęła się parę miesięcy temu. Podczas grzebania w serwisie Sputnik Music, Kylesa pojawiła mi się w gronie zespołów grających podobnie do Baroness. Posłuchałem kilku utworów na YouTubie i nie ma co ukrywać - to brzmienie od razu wpadło w ucho. Od kilku dni jestem szczęśliwym posiadaczem ich najnowszego dziecka - "Spiral Shadow".
Przeczytałem gdzieś, że okładka najlepiej oddaje to z czym mamy do czynienia na tym wydawnictwie. W sumie racja ale nie wszyscy wiedzą, kto to jest John Baizley, nie znają jego twórczości "okładkowej" i muzycznej, więc czas na szybkie wprowadzenie. Black Tusk to ekipa złożona trzech gości z Savannah, obracająca się w klimatach sceny sludge-metalowej. Czyli koledzy Baroness, Kylesy i Mastodona (ze szczególnym naciskiem na Kylesę). "Taste The Sin" to ich drugi album. Na fali fascynacji sludgem sięgnąłem po ich płyty i zacząłem właśnie od tego krążka. Zaczyna się niepozornie - "Embrace The Madness" ma delikatne wprowadzenie trwające raptem kilkanaście sekund. Ale po nim pojawiają się gitary. O kurde, stoner! Kocham to strojenie (tu idealnie przypomina "Welcome To Sky Valley" Kyussa, jest tylko jeszcze cięższe). Już jestem w siódmym niebie. Muzyka wgniata w fotel, miażdży, nie to co niektóre produkcje, które mimo fajnego materiału są płaskie niczym piersi baletnicy. Tu może i muzyka nie jest ambitna, ale doznania podczas jej słuchania są niesamowite (przebrnijcie przez cały album).
W XXI wiek Biohazard wszedł odmieniony. Wydany w 2001 roku "Uncivilization" znacząco odbiega od tego, co zespół prezentował jeszcze w ubiegłym milenium. Ale prawdziwy przełom miał dopiero nadejść. Dwa lata później zespół nagrał album, który poszedł jeszcze dalej (o kilka kroków). "Kill Or Be Killed" nie bierze jeńców - jest to najbardziej bezkompromisowy krążek w dyskografii grupy. I jednocześnie najbardziej niedoceniony, bo spotkał się raczej z przeciętnymi i negatywnymi ocenami. W ogóle tego nie rozumiem bo jest o wiele bardziej wyrazisty i interesujący, niż chociażby "New World Disorder". Od początku do końca mamy tu samo "gęste". Po krótkim intro rozpoczyna się rzeź, która trwa praktycznie do końca albumu.
Zasadniczo nie przepadam za albumami z coverami. Jeden przerobiony (najlepiej w ciekawej, innej aranżacji, a nie czysta zżyna z oryginału) utwór wciśnięty między autorski materiał jest w porządku, ale cały krążek to już zdecydowanie za dużo. Nie dotyczy to Acid Drinkersów i ich "Fishdicków". "Kwasożłopy" to straszni jajcarze, ludzie z wielkim dystansem do siebie i tego, co robią. Bo kto inny ruszyłby klasykę w postaci "Seasons In The Abyss" Slayera i przerobił ten kawałek na country? Albo "Nothing Else Matters" na folklor z akordeonem i Mozilem na wokalu? A takich rodzynków jest tu więcej.
Prawdę powiedziawszy, praktycznie nigdy wcześniej nie słuchałem Manowara. Płytę kupiłem tylko dlatego, że kumpel bardzo lubi ten zespół, a album był przeceniony na niecałe 10 zł. Był to całkowicie przypadkowy zakup. Jakież było moje zdziwienie, gdy szukając informacji o tej grupie przeczytałem, że "The Triumph of Steel" jest jedną z najlepszych pozycji w jej dyskografii Niestety, pierwsze przesłuchanie przyniosło mieszane odczucia. Tak zachwalana perkusyjna solówka według mnie brzmi jak wprawki i ćwiczenia gry na tym instrumencie (owszem, technicznie jest rewelacyjnie, ale brak jej jakiegoś, cholera, polotu), a poziom patosu na minutę troszkę mnie przerastał.
Przeciętny Kowalski mógłby pomyśleć, że za granicą Polska tylko Behemothem i Vaderem stoi (no i jeszcze ewentualnie Bayer Full w Chinach czy tam Japonii). A tu zonk! Bo jest jeszcze co najmniej jedna gałąź muzyki, w której jesteśmy mocni, cenieni i szanowani. Chodzi tu oczywiście o granie progresywne z zakresu rocka i metalu. Od dawna znakomitą renomą w tej branży cieszy się m. in. Riverside. Co jakiś czas do grona szanowanych wykonawców z Polski dołącza kolejny zespół. Jakiś czas temu przeczytałem w pewnym czasopiśmie bardzo pozytywną recenzję nowego albumu Votum. Na allegro poszukałem ich wcześniejszych płyt. Trafiłem na jedną w bardzo okazyjnej cenie. Akurat ten użytkownik sprzedawał też w identycznej cenie drugi album Indukti - "Idmen". Nazwę zespołu kojarzyłem, twórczości w ogóle. Wziąłem w ciemno i nie żałuję.
Wreszcie ją mam! Dawno temu kaseta z "Wildhoney" mi wsiąkła i od tamtej pory chciałem sobie kupić ten album na CD. I jakoś nigdzie go nie mogłem dostać... Dopiero ostatnio pojawiło się kilka reedycji wcześniejszych płyt tej kapeli, chyba dzięki premierze ich nowego albumu "The Scarred People". Cały czas biję się z myślami czy kupić to ich najnowsze dzieło, ale "Wildhoney" jakoś tak samo wskoczyło mi w ręce. Zresztą czemu tu się dziwić? Uwielbiam tą płytę! Ma w sobie potężną moc, która niesie ze sobą spokój i ukojenie. To przepiękna, przestrzenna muzyka która wymaga od słuchacza pełnego zaangażowania i wysłuchania od początku do samego końca.
Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy...
Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....
Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...
Bannery boczne
Komentarze
lekarz
Gdy kogoś rozboli odwłok z powodu zbyt drogiego sprzętu, to trzeba iść na spacer i ochłonąć.
Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...
JBL is expanding its Live series with two new wireless headphone models - the Live 680 NC and Live 780 NC. Both belong to the Live 4 generation and have been designed for users who now expect everyday headphones to...
Matrix Audio continues to develop its M Series, the company's most advanced line of digital sources, but its latest model is not simply another product aimed only at users looking for a full, no-compromise flagship. The MS-1c is intended as...
Portable listening is no longer just a matter of convenience. For a long time, taking better headphones and high-resolution files outside the home meant accepting a stack of compromises - weak headphone outputs, awkward adapters, short battery life, and small...
Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.