Metallica - Ride The Lightning
- Kategoria: Metal
- Karol Otkała

Metallica nie skończyła się na "Kill'em All". Nie zaczęła się też na "Master Of Puppets" (który większość fanów przesadnie gloryfikuje). Między tymi dwoma albumami znajduje się krążek uznawany przez niektórych za najlepszy w dyskografii zespołu. No i oczywiście do tej grupy zalicza się moja skromna osoba. "Ride The Lightning" to album kompletny - nie ma tu praktycznie ani jednej rzeczy, którą chciałbym wyrzucić, zmienić, przekształcić, skrócić itp. Od początku do końca jest to najwyższa półka thrashowego grania. A zaczyna się tak niepozornie… Pierwsze 40 sekund krążka to spokojna gitara akustyczna. Po chwili jednak Metallica odsłania swoje prawdziwe oblicze i "Fight Fire With Fire" zmienia się w metalową galopadę. Skandowane zwrotki przeplatają się z nośnym refrenem. Do tego dochodzi błyskawiczne tempo, trafia się świetna solówka. Mocne rozpoczęcie albumu. Następny w kolejce jest tytułowy "Ride The Lightning" - mimo że trochę wolniejszy, również prezentuje bardzo wysoki poziom. James Hetfield zmienia sposób śpiewania i w tej wersji prezentuje się równie dobrze, a na gitarze ponownie cuda wyprawia Hammett. Ale swoje prawdziwe 5 minut Kirk ma dopiero w czwartym na płycie "Fade To Black".







Wielki Vinylator