Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris nie jest marką nową, choć przez długi czas funkcjonowała na rynku trochę obok głównego nurtu audiofilskich rozmów. Firma wystartowała w 1995 roku jako Advance Acoustic. Początkowo oferowała zestawy głośnikowe projektowane we Francji, jednak po kilku latach zmieniła kierunek, przenosząc swoje zainteresowanie w kierunku elektroniki. Prace rozpoczęto w 2002 roku, a dwa lata później na rynku zadebiutował pierwszy wzmacniacz zintegrowany. Operacja musiała być dobrze przemyślana, ponieważ już wtedy pojawił się szereg elementów, które do dziś rozpoznajemy w produktach tej marki - lampy, wskaźniki wychyłowe, porządne zasilanie, bogate wyposażenie oraz specyficzne połączenie typowej dla wielu chińskich marek solidności wykonania obudowy z marketingiem odwołującym się do francuskiej elegancji. Nazwa Advance Paris pojawiła się w 2013 roku jako bardziej prestiżowa seria produktów, ale z czasem przejęła rolę głównej marki. Dziś firma działa na wielu rynkach i choć oferuje też inne urządzenia, wciąż jest kojarzona przede wszystkim ze wzmacniaczami, czego symbolem stało się jej nowe logo, w które wkomponowano wskaźnik wychyłowy. Seria Apex została przygotowana jako jubileuszowa linia z okazji 30-lecia firmy. W jej skład weszły wzmacniacze A8 Apex, A10 Apex, A12 Apex oraz odtwarzacz ACD Apex. Skromnie, ale z drugiej strony taka konsekwencja zasługuje na uznanie. Ponieważ na łamach naszego magazynu nigdy jeszcze nie testowaliśmy sprzętu tej marki, postanowiłem przyjrzeć się flagowemu piecykowi z serii Apex - A12.

Jeszcze zanim urządzenie trafiło na stół, postanowiłem przeprowadzić rekonesans i od samego początku wiedziałem, że będzie ciekawie. Mamy do czynienia z topowym wzmacniaczem tej marki, więc być może nie powinny mnie dziwić jego gabaryty, masa, wyposażenie ani żaden inny element, którego próżno szukać w budżetowych integrach. To, że z przodu sporo się dzieje, a niektórzy zaczną doszukiwać się inspiracji sprzętem McIntosha, Luxmana czy Accuphase'a, to tak naprawdę drobiazg. Jeszcze lepiej prezentuje się bowiem tylna ścianka, a kropkę nad "i" stawia wnętrze. Z której strony by nie spojrzeć, jest bogato. Z drugiej strony firma przyzwyczaiła nas do tego, że trzonem jej oferty są modele w cenie 3000-5000 zł, dlatego przeskoczenie na poziom 8795 zł za A8 Apex, 10 995 zł za A10 Apex i 14 995 zł za A12 Apex wymaga przyzwyczajenia, a nawet zmiany podejścia do tej marki. Na szczęście to nie tak, że zmieniły się tylko ceny i podświetlenie wskaźników, a w zamian producent nie daje nam nic konkretnego. Wydaje się, że podjęto decyzję, aby podnieść poprzeczkę i tę samą filozofię, która przyniosła sukces wzmacniaczom ze średniej półki, zaaplikować do urządzeń adresowanych do bardziej wymagającego odbiorcy. W porównaniu ze starszymi klockami w serii Apex wszystko ma być lepsze. Na tym zresztą nie koniec, ponieważ niebawem na rynek wchodzi jeszcze wyższa seria Nova, która - co tu dużo mówić - pachnie rozwiązaniami kojarzonymi dotąd w sprzęcie hi-endowym. Wszystko wskazuje na to, że po trzydziestu latach działalności Advance Paris atakuje średnią i wyższą półkę cenową. A czy oprócz śmiałego planu ma argumenty, które przekonają klientów?

Advance Paris A12 Apex

Wygląd i funkcjonalność

Są wzmacniacze, które już w momencie rozpakowywania dają nam do zrozumienia, że nie chcą być tylko kolejnym anonimowym pudełkiem ustawionym między źródłem a kolumnami. Advance Paris A12 Apex należy właśnie do tej kategorii. Nie próbuje udawać sprzętu laboratoryjnego, nie chowa emocji za ascetycznym frontem i nie wpisuje się w modę na dyskretny, niemal biurowy minimalizm. Wręcz przeciwnie - robi wszystko, aby użytkownik od razu wiedział, że ma przed sobą sprzęt z charakterem. Są tu duże wskaźniki, widoczne lampy, masywna obudowa, pokaźna liczba wejść i wyjść, a do tego funkcje, których wielu konkurentów wciąż unika, jakby podłączenie telewizora do wzmacniacza stereo było czymś wstydliwym. Tutaj konstruktorzy podeszli do tematu inaczej. A12 Apex ma być poważną integrą hi-fi, ale także praktycznym centrum współczesnego systemu domowego. Nie jest to all-in-one z wbudowanym streamerem, aplikacją na telefon i wszystkim, co można sobie wyobrazić, lecz bardzo rozbudowanym wzmacniaczem, który łączy klasyczną analogową architekturę z wygodą i wszechstronnością - wejściem HDMI eARC, rozbudowaną sekcją phono, wejściami XLR, wyjściami na dwa subwoofery, funkcją końcówki mocy i opcjonalnym modułem Bluetooth działającym również jako nadajnik słuchawkowy. Krótko mówiąc, jest to integra, do której podłączymy praktycznie wszystko. I mam tu na myśli nie tylko źródła, ale również kolumny. 190 W na kanał przy 8Ω, i 292 W na kanał przy 4Ω to moc, z którą nawet wyjątkowo trudne do napędzenia zestawy głośnikowe nie powinny dyskutować.

Urządzenie jest oczywiście duże i ciężkie. Masa 18,2 kg nie bierze się z powietrza, bo wewnątrz pracują dwa transformatory toroidalne, a sam wzmacniacz ma pokaźną głębokość. To trzeba uwzględnić przy ustawianiu go na stoliku. Nie jest to urządzenie, które da się bezproblemowo zainstalować w komodzie pod telewizorem. Sprzęt takiego kalibru wymaga miejsca, wentylacji i zdrowego rozsądku. Pomijając fakt, że skrzynka o wymiarach 19,2 x 43 x 45,4 cm nie wszędzie się zmieści, A12 Apex solidnie nagrzewa się podczas pracy, szczególnie przy dłuższym słuchaniu, więc wciskanie go w zamkniętą szafkę byłoby proszeniem się o problemy. Tak samo nie polecałbym ani stawiania tak ciężkiego wzmacniacza na innych urządzeniach, ani umieszczania czegokolwiek na nim. Po pierwsze ze względu na wentylację, a po drugie dlatego, że jego obudowa przypomina to, co widuje się w amplitunerach AV - całość trzyma się na solidnych belkach umieszczonych głębiej, a pokrywa to w zasadzie cienka, zewnętrzna powłoka. Mimo to projektantom chciało się wytłoczyć na niej firmowe logo - to całkiem fajny akcent stylistyczny. W praktyce opisywany piecyk najlepiej wygląda i funkcjonuje wtedy, gdy dostanie miejsce na górnej półce, wolną przestrzeń wokół siebie i możliwość pokazania tego, co w nim najbardziej charakterystyczne. A to widać już na pierwszy rzut oka.

Po włączeniu wzmacniacza wielka, czarna, lustrzana tafla panelu czołowego ożywa i ujawnia szereg elementów, z których część pełni naprawdę istotną funkcję, a część to tylko dekoracja. Duże wskaźniki wychyłowe, lampy we własnym okienku z dodatkowym podświetleniem, świecące pierścienie wokół pokręteł i przycisków - dla jednych to wiocha, dla innych część spektaklu, która potrafi poprawić humor jeszcze zanim z kolumn popłyną pierwsze dźwięki. Jeśli chodzi o jakość wykonania, nie mam się do czego przyczepić. No, może poza dwoma drobiazgami. Pierwszym jest fakt, że na firmowych zdjęciach podświetlenie frontu jest białe, a w rzeczywistości mocno wpada w kobaltowy błękit. Drugim jest aspekt praktyczny - utrzymanie takiego wzmacniacza w nieskazitelnej czystości wymaga cierpliwości i samozaparcia. Na szczęście w zestawie znajduje się całkiem praktyczny pilot.

Sterowanie nie budzi żadnych wątpliwości. Wszystko odbywa się tak, jak byśmy się spodziewali. Za pomocą pokręteł i z poziomu menu możemy ustawić między innymi konfigurację głośników A/B, pracę subwooferów, automatyczny tryb czuwania, korekcję barwy, loudness, startowy poziom głośności czy jasność podświetlenia, a nawet sprawdzić wersję firmware'u. Aktualizacja oprogramowania odbywa się przez osobny port USB. A12 Apex nie jest urządzeniem sieciowym, które samo zgłosi dostępność nowej wersji i zaktualizuje się przez aplikację, ale być może po jakimś czasie dobrze będzie taką operację przeprowadzić, aby wszystkie wejścia cyfrowe działały jak należy. Poza tym wszystko jest dość tradycyjne, ale też czytelne. Dla wielu użytkowników będzie to zaleta. Ten wzmacniacz pozostaje wzmacniaczem, a nie komputerem z dołączoną końcówką mocy.

Największym praktycznym atutem A12 Apex jest jednak liczba i różnorodność połączeń. Z tyłu znajdziemy pięć wejść RCA, zbalansowane wejście XLR, wejście gramofonowe MM/MC, trzy wejścia optyczne, trzy koncentryczne, AES/EBU, USB-B do komputera, HDMI eARC, bezpośrednie wejście do końcówki mocy, dwa wyjścia z przedwzmacniacza, dostępne zarówno w postaci gniazd RCA, jak i XLR, wyjście do nagrywania, dwa wyjścia subwooferowe, triggery i terminale głośnikowe dla dwóch par kolumn. Na froncie znajdują się jeszcze dwa wyjścia słuchawkowe - 6,35 mm i 3,5 mm. Już sama ta lista pokazuje, że nie jest to integra zaprojektowana wyłącznie z myślą o jednym źródle cyfrowym i parze kolumn. To urządzenie o tak rozbudowanym wyposażeniu, że aż ciężko sobie wyobrazić realną sytuację, w której każde z tych gniazd zostanie wykorzystane. Jak musiałoby to wyglądać? Zakładając, że projektanci naprawdę to przemyśleli, stworzyli wzmacniacz dla kogoś, kto ma gramofon, magnetofon, transport CD, telewizor, komputer, streamer, dwa subwoofery, kilka par słuchawek, a dodatkowo chce zintegrować swój piecyk z pracującym tuż obok systemem kina domowego. Bardziej prawdopodobny wydaje się więc scenariusz, w którym nikt nie analizował, czy każde z tych gniazd będzie użytkownikowi potrzebne. Zamiast tego napakowano ich tyle, aby nikt nie mógł narzekać.

Szczególnie ważne wydaje mi się tu gniazdo HDMI eARC, bo zmienia sposób myślenia o wzmacniaczu i umożliwia proste zaprzęgnięcie systemu stereo do nagłośnienia wieczornych seansów filmowych. A12 Apex można podłączyć do telewizora i korzystać z regulacji głośności za pomocą pilota do telewizora. Wzmacniacz może nawet uruchamiać się wraz z telewizorem, co w codziennym użytkowaniu jest znacznie wygodniejsze niż żonglowanie pilotami albo ręczne wybieranie źródła we wzmacniaczu i wyjścia audio w telewizorze. Trzeba tylko pamiętać, że mówimy o urządzeniu dwukanałowym, przyjmującym sygnał PCM, a nie o amplitunerze AV z dekodowaniem formatów wielokanałowych. Dla użytkownika, który chce zbudować system 2.0 lub 2.1 do muzyki, filmów, seriali i koncertów, to jednak rozwiązanie bardzo sensowne. Nie każdy potrzebuje kina domowego z siedmioma kolumnami i dodatkowymi głośnikami wiszącymi na suficie. Coraz więcej osób chce po prostu mieć świetne stereo, które przy okazji dobrze obsłuży telewizor. A12 Apex odpowiada właśnie na tę potrzebę.

Sekcja subwooferowa jest rozbudowana, co po raz kolejny daje do zrozumienia, że A12 Apex nie jest i nigdy nie miał być prostym, minimalistycznym wzmacniaczem kierowanym do purystów, którzy brzydzą się korektorami i uważają, że dobry sprzęt powinien charakteryzować się krótką ścieżką sygnałową. Dla porządku dodajmy, że wyraźnie oddzielone od innych gniazd i oznaczone kolorem fioletowym wyjścia subwooferowe nie są jedyną dostępną opcją, ponieważ do dyspozycji są jeszcze wyjścia z przedwzmacniacza w obu formatach - RCA i XLR. Dedykowane wyjścia dla aktywnych głośników niskotonowych mogą pracować w trybie stereo lub mono, więc jeśli nasz subwoofer ma tylko jedno gniazdo, możemy podać na nie zmiksowany sygnał z obu kanałów. Dodatkowo instrukcja obsługi informuje o filtracji sygnału przy 200 Hz. To brzmi konkretnie, ale wciąż nie jest pełnym systemem zarządzania basem znanym z procesorów AV czy bardziej zaawansowanych wzmacniaczy sieciowych. Główne kolumny nie są odcinane filtrem górnoprzepustowym, więc subwoofer nie odciąża ich z najniższego basu. W praktyce oznacza to, że prawidłowe zestrojenie systemu wciąż będzie zależało od ustawień samego subwoofera, akustyki pomieszczenia i cierpliwości użytkownika. Ustawienia we wzmacniaczu mogą być pomocne, a sama liczba dostępnych gniazd sprawia, że nie jesteśmy skazani na jedną opcję, ale to tylko pewne praktyczne ułatwienie na początek. Później cała zabawa szybko przeniesie się na tylny panel lub aplikację subwoofera - jeśli możliwości jego regulacji nie będą wystarczające, wzmacniacz raczej nas nie uratuje.

Duże wrażenie zrobiła na mnie sekcja przedwzmacniacza gramofonowego. Celowo użyłem słowa "sekcja", bo nie jest to tylko kolejne wejście RCA z dodatkowym zaciskiem uziemiającym, ale osobna część tylnego panelu, wyglądająca jak zewnętrzny phono stage, który dla wygody zainstalowano w tej samej obudowie. A12 Apex obsługuje wkładki MM, MC High i MC Low, a dla MM przewidziano regulację pojemności - 100, 200 lub 300 pF. To znacznie więcej niż w wielu integrach, w których wejście gramofonowe wygląda dobrze w tabelce, ale w praktyce jest dodatkiem o nieznanych parametrach. Tutaj funkcjonalnie jest naprawdę sensownie, choć publiczna dokumentacja nie podaje wszystkich danych tak przejrzyście, jak chcieliby zaawansowani miłośnicy płyt winylowych. Domyślam się jednak, że oni i tak mają już wysokiej klasy przedwzmacniacz, a regulacje w opisywanym wzmacniaczu są raczej dla tych, którzy po zakupie pierwszego gramofonu z wkładką MM i zgromadzeniu sensownej kolekcji czarnych krążków zastanawiają się, co robić dalej. Zmienić gramofon? Zainwestować we wkładkę MC? Ale jeśli tak, to zaraz trzeba będzie doliczyć osobny phono stage. Tutaj takiej konieczności nie ma i nawet jeśli wbudowany układ korekcyjny nie jest hi-endowy, wytrzyma więcej niż typowe wejście gramofonowe, którego jedyną zaletą jest to, że istnieje. Swoją drogą, tuż obok znajdziemy hebelki służące do regulacji parametrów wyjść słuchawkowych. Dla każdego osobno możemy ustawić wzmocnienie (gain) i impedancję wyjściową. Petarda! Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziałem coś takiego we wzmacniaczu zintegrowanym i jakoś nic nie przychodzi mi do głowy.

Dla wielu użytkowników najważniejsze będą zapewne wejścia cyfrowe. Jest ich sporo, a najciekawsze jest to, że oprócz standardowych gniazd koaksjalnych i optycznych znalazło się tu złącze USB-B, wyraźnie opisane jako gniazdo do podłączenia komputera. A12 Apex może więc służyć jako przedłużenie peceta, serce systemu desktopowego. A czy ktoś naprawdę będzie chciał stawiać taką kobyłę niedaleko biurka? Jako człowiek, który podczas pracy słucha muzyki na wysokiej klasy monitorach podłączonych do 200-watowego Hegla H20, chyba nie powinienem takiego scenariusza skreślać. Swoją drogą, opisywany wzmacniacz mógłby wówczas pełnić co najmniej dwie funkcje, bo dwa gniazda słuchawkowe na przednim panelu też dają spore możliwości. Wymarzona integra do zestawu gamingowego, z wielkim biurkiem, kilkoma monitorami, potężnym pecetem i niebiesko-fioletowym podświetleniem z każdej strony? Czemu nie. Warto dodać, że sygnał z wejść cyfrowych trafia do DAC-a zbudowanego w oparciu o kość ESS Technology ES9039Q2M. To wysokiej klasy układ, którego audiofilom nie trzeba przedstawiać. Jeżeli ktoś ma ochotę posłuchać muzyki hi-res, też nie będzie z tym problemu. Wejścia optyczne, koaksjalne i AES/EBU obsługują sygnały do 24 bit/192 kHz, a na USB-B dostaniemy także DSD64, DSD128 i DSD256.

Tak naprawdę do pełni szczęścia brakuje tylko streamera. W tym miejscu producent najwyraźniej postanowił postawić kropkę i może to dobrze, ponieważ użytkownik może wybrać taki transport sieciowy, jaki spełnia jego oczekiwania, a sam wzmacniacz nie będzie obarczony obecnością modułu, który za kilka lat mógłby sprawiać problemy. Wbudowane streamery starzeją się szybciej niż dobre wzmacniacze, więc modularność może być rozsądnym wyborem. Myślę, że większość klientów wybierze coś takiego jak Bluesound Node albo Silent Angel M1T, co w połączeniu z przetwornikiem opartym na kości ESS Technology ES9039Q2M powinno dać co najmniej zadowalające rezultaty. Co ciekawe, na podobny krok zdecydowano się w kwestii łączności bezprzewodowej. A12 Apex nie ma standardowo wbudowanego modułu Bluetooth, ale można dokupić urządzenie o nazwie A-BTC, które działa dwukierunkowo - jako odbiornik sygnału z telefonu, tabletu czy komputera oraz jako nadajnik do słuchawek i głośników Bluetooth. To ciekawszy pomysł niż typowy odbiornik dorzucony do listy funkcji. Dzięki temu wzmacniacz może obsługiwać na przykład wieczorne seanse filmowe przez słuchawki bezprzewodowe. Instalacja A-BTC jest banalnie prosta - na tylnej ściance znajduje się szerokie gniazdo, w które wpinamy nasz adapter Bluetooth. Niestety nie udało mi się jeszcze znaleźć oficjalnej ceny tego urządzonka, ale na podstawie kwot w innych walutach policzyłem, że powinny to być okolice 749-799 zł.

Jak to wszystko podsumować? Szczerze mówiąc, nie mam na to żadnego pomysłu. Chyba nie da się tego zrobić w kilku zdaniach. A12 Apex to nietypowa mieszanka, która zgodnie z tym, co podpowiada mi zdrowy rozsądek, powinna stać się sprzedażowym hitem. Niespełna 200 W na kanał, tylna ścianka zabudowana gniazdami i przełącznikami niemal jak w wypasionym amplitunerze, całkiem oryginalne wzornictwo w stylu "klasyka w nowoczesnym wydaniu", godna podziwu funkcjonalność i co najmniej kilka opcji rozwoju na bliższą lub dalszą przyszłość - to nie są opowieści o transformatorach nawijanych srebrnym drutem przez dziewice, tylko konkrety. A12 Apex jest duży i ciężki, a i tak trudno sobie wyobrazić, aby można było do niego wcisnąć coś jeszcze. Co więcej, podana w tabelce masa nie wynika z zastosowania obudowy z aluminiowymi panelami o grubości dwóch centymetrów. Przeciwnie - to raczej ciężkie wnętrze w lekkim opakowaniu. Aha - skoro są lampy, szkoda że tak trudno jest się do nich dostać. Nawet po otwarciu obudowy widzimy tylko osobne, niemal szczelnie zabudowane pudełko, w którym szklane bańki się znajdują. A przecież niejeden użytkownik będzie się zastanawiał, jak zmieniłby się dźwięk, gdyby tak wydać jeszcze parę stówek na lampy z bardzo wysokiej półki. Wydaje się jednak, że bez gruntownego demontażu wzmacniacza jest to niemożliwe (nie zdziwiłbym się zresztą, gdyby lampy były od spodu wlutowane bezpośrednio w płytkę drukowaną). Cóż, najwyraźniej nie można mieć wszystkiego.

Jak wygląda porównanie opisywanego modelu z konkurencją? Z której strony do tego podejść? Czy za punkt wyjścia przyjąć, że mamy do czynienia ze 190-watową integrą z bogatym wyposażeniem i wskaźnikami wychyłowymi? Jeśli tak, to mamy alternatywę dla McIntosha MA8950 (48 500 zł) i Accuphase'a E-4000 (46 900 zł).

Pod wieloma względami A12 Apex to wzmacniacz, który według niektórych audiofilów nie powinien istnieć, bo "takiego sprzętu już dawno się nie robi". Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie opisywanego modelu z konkurencją. No bo z której strony do tego podejść? Czy za punkt wyjścia przyjąć, że mamy do czynienia ze 190-watową integrą z bogatym wyposażeniem i wskaźnikami wychyłowymi? Jeśli tak, to mamy alternatywę dla McIntosha MA8950 (48 500 zł) i Accuphase'a E-4000 (46 900 zł). Jeżeli zaczniemy od ceny i przyjrzymy się, jakie inne wzmacniacze oferują tak wysoką moc i tak wiele możliwości połączeniowych, w grę wchodzą takie konstrukcje jak Denon PMA-3000NE, Musical Fidelity M6xi, Hegel H190v albo Lyngdorf TDAI-2210. Oczywiście kandydatów jest znacznie więcej, ale gdy spojrzymy na budowę wewnętrzną, okaże się, że tylko kilka modeli dotrzymuje kroku Advance'owi, a w temacie wyposażenia rywale zostają daleko w tyle (może poza Lyngdorfem, który nadrabia sekcją cyfrową i systemem korekcji akustyki pomieszczenia). O ile rozumiem potrzebę doskonalenia swoich produktów, dzięki czemu posiadacze starszych piecyków tej marki będą mogli przesiąść się na coś lepszego bez uciekania w objęcia innych manufaktur, o tyle należy również mieć z tyłu głowy, że będą oni mieli o wiele większy wybór. Wchodząc w segment 8795 - 14 995 zł, a niebawem jeszcze wyżej, firma musi mieć świadomość, że za takie pieniądze można kupić na przykład bardzo fajny wzmacniacz lampowy. Ot, chociażby taki jak testowana niedawno Titania MK2. Nie ma może dwustu watów na kanał, pięćdziesięciu gniazd na tylnym panelu i dwóch regulowanych wyjść słuchawkowych, ale daje radę. Nie twierdzę, że któraś z tych opcji jest lepsza lub gorsza. Mówię po prostu, że w tym przedziale konkurencja jest mocniejsza niż w budżetówce, a upodobania sporej części klientów są takie, że filozofia "więcej, więcej, więcej" może nie wystarczyć.

Paradoksalnie, właśnie to bogactwo może być przez niektórych uznane za największy minus opisywanego wzmacniacza. Przeładowanie sprzętu gniazdami i wsadzenie do niego przewymiarowanego zasilacza z dwoma dużymi transformatorami toroidalnymi nie musi oznaczać automatycznego sukcesu. Niektórzy szukają czegoś zupełnie innego. Sceptycy powiedzą, że A12 Apex to wzmacniacz o absurdalnie wysokiej mocy, z wieloma gniazdami i funkcjami, z których 80% użytkowników nigdy nie skorzysta, z lampami i wskaźnikami zamontowanymi tylko po to, żeby dobrze wyglądały, a do tego stanowczo za drogi jak na "chińszczyznę". Ach, bo musimy to powiedzieć jasno i wyraźnie - to nie jest sprzęt montowany ręcznie przez małą manufakturę działającą na przedmieściach Paryża. Produkcyjnie A12 Apex wpisuje się w model typowy dla Advance Paris - projekt i koncepcja powstają we Francji, natomiast produkcja odbywa się w Chinach pod nadzorem marki. To jeden z powodów, dla których wzmacniacz oferuje tak wiele funkcji, dużą moc i efektowną konstrukcję w cenie niższej niż wiele zachodnich urządzeń o skromniejszym wyposażeniu. Dokładnie tak samo działa wiele innych firm, takich jak Audiolab, iFi Audio, Leak, Quad, Vincent czy Wharfedale. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Nie ma też sensu traktować chińskiej produkcji jako automatycznej wady. Współczesny rynek audio od dawna działa globalnie, a o jakości decydują projekt, kontrola, komponenty, montaż i serwis, nie sam kraj produkcji. A jak to wszystko przekłada się na brzmienie? Czas się przekonać.

Advance Paris A12 Apex

Brzmienie

Największym błędem, jaki można popełnić przy A12 Apex, jest założenie, że skoro mamy lampy na wejściu, to wzmacniacz musi grać ciepło, ciemno, miękko i trochę staroświecko. To nie jest ten przypadek. Advance Paris rzeczywiście zachowuje pewien element gładkości i plastyki, ale w ujęciu ogólnym opisywany wzmacniacz brzmi nowocześniej, czyściej i bardziej dynamicznie, niż sugerowałaby jego hybrydowa konstrukcja. Można nawet powiedzieć, że brzmienie jest doskonałym odzwierciedleniem fizycznej formy tego piecyka - mamy do czynienia z dużym, ciężkim klockiem, w którym pierwsze skrzypce grają tranzystory i transformatory, na przednim panelu wzrok przyciągają wskaźniki wychyłowe, wyświetlacze i pokrętła, a dwie maleńkie lampki są niewiele wnoszącą ozdobą, zamkniętą w osobnym pudełku. Po pierwszym odsłuchu miałem wrażenie, że A12 Apex jest po prostu typowym tranzystorowym skurczybykiem, który nie wstydzi się swojego charakteru, bezceremonialnie pręży muskuły, a lampowy przedwzmacniacz traktuje bardziej jako wymówkę, na wypadek gdyby ktoś chciał mu zarzucić brak ludzkiego podejścia do muzyki. W tym dźwięku jest duża skala, nasycenie i płynność, ale nie ma wrażenia, że producent próbował za wszelką cenę oczarować nas "magicznym brzmieniem lamp". Dwie 12AT7 nie zamieniają go w miękki, nudny, romantyczny piecyk do wieczornego słuchania jazzu. Może delikatnie wygładzają krawędzie, wprowadzają odrobinę ciepła do średnicy, porządkują pasmo i zdejmują z wysokich tonów ślady ostrości, jednak wciąż pozostawiają końcówce mocy dużo przestrzeni do zaprezentowania swojej dynamiki i przejrzystości.

Pierwsze wrażenie jest związane z rozmachem. A12 Apex nie gra małym dźwiękiem. Nawet przy umiarkowanym poziomie głośności potrafi zbudować obszerny, trójwymiarowy obraz i wyraźnie oderwać scenę od linii głośników. Advance Paris potrafi zbudować obraz z dobrym rozmachem, nie zamykając wykonawców między kolumnami. Nie jest to jednak wzmacniacz, który rozrysowuje przestrzeń w sposób chłodny i geometryczny. Zależy mu na wrażeniu głębi, obecności i płynnym łączeniu poszczególnych planów. W zależności od nagrania wokale potrafią stanąć przed słuchaczem, ale nawet wtedy instrumenty zachowują naturalne proporcje, a dźwięk nie rozpada się na kawałki. Nie jest to prezentacja w typie sprzętu studyjnego, gdzie wydarzenia rozgrywają się blisko, a każdy dźwięk zostaje wycięty skalpelem i ustawiony w idealnie oświetlonym miejscu. Advance Paris uderza w bardziej koncertowy klimat, ze znakomitą energią i poczuciem, że nie przyglądamy się muzyce przez lupę, ale uczestniczymy w prawdziwym, może nawet nie do końca przewidywalnym spektaklu. Bas ma masę, średnica ma ciało, a góra jest wystarczająco czytelna, by równowaga tonalna nie przesuwała się zbyt mocno w stronę niskich tonów. To może oznaczać wyraźny postęp, bo wcześniejsze konstrukcje tej marki bywały opisywane jako cieplejsze, ciemniejsze i ewidentnie zmiękczone. A12 Apex przesuwa ten charakter w stronę przejrzystości. Nie robi z Advance'a sprzętu do analizowania najdrobniejszych szczegółów, ale też nie zatrzymuje się w świecie starych hybryd grających głównie barwą, makrodynamiką i masywnym, pogrubionym dołem.

À propos dołu, po przeanalizowaniu danych technicznych i zerknięciu na zdjęcia wnętrza, nikt nie powinien być zaskoczony, że jednym z najmocniejszych elementów prezentacji jest bas. Opisywany wzmacniacz ma duży zapas prądu i bardzo dobrze kontroluje sytuację, więc z jednej strony możemy liczyć na potężne uderzenie i subwooferowy masaż brzucha, ale z drugiej nie jest to bas podbity, suchy ani przesadnie skrócony tylko po to, aby wyrabiał się na zakrętach. Opisałbym go jako mocny, sprężysty i nasycony. Potrafi uderzyć, potrafi dociążyć nagranie, potrafi pokazać skalę dużych kolumn, ale nie traci rytmu. W tym sensie A12 Apex może być dobrym partnerem dla zestawów neutralnych, szybkich albo lekko rozjaśnionych, którym przyda się więcej wypełnienia i masy. Z kolumnami ciepłymi, miękkimi i potrafiącymi podkręcić to i owo w zakresie niskich tonów trzeba zachować ostrożność. Nie dlatego, że Advance natychmiast je zamuli, ale dlatego, że jego naturalna skłonność do dużego wolumenu może w niektórych pomieszczeniach wymagać staranniejszego ustawienia albo nawet delikatnej ingerencji w akcesoria, takie jak ustroje akustyczne czy okablowanie.

Średnica jest zakresem, w którym najbardziej słychać sens hybrydowej architektury. Nie chodzi o nachalne ocieplenie, lecz o pewną ciągłość i gładkość przekazu. Wokale są dobrze osadzone, mają czytelny kontur, ale nie są wypychane na pierwszy plan. Instrumenty akustyczne nie brzmią jak z katalogu cyfrowych próbek, ale mają odpowiednią masę i fakturę. Wzmacniacz nie próbuje nic na siłę wyostrzać, nie rozjaśnia środka po to, aby symulować większą szczegółowość. Jego detaliczność bierze się raczej z porządku i stabilności sceny niż z podkręcenia wyższego środka. To bardzo dobra wiadomość dla osób, które mają dość wzmacniaczy efektownych przez pierwsze pół godziny, a męczących po całym wieczorze. Góra pasma także została zestrojona rozsądnie. Z jednej strony jest wystarczająco otwarta, aby nie mieć wrażenia przyduszenia czy lampowej "mgły". Z drugiej nie ma w niej metalicznej ostrości, którą czasami kojarzy się z tranzystorami.

Podsumowując, A12 Apex to dobry, uczciwy, mocny, chwilami nawet lekko bezkompromisowy tranzystor przyprawiony odrobiną lampowej płynności i barwy. Gdybym jednak nie wiedział, że w torze czają się dwie podwójne triody, mógłbym uznać, że mam do czynienia z piecykiem czysto tranzystorowym, którego brzmienie dla większego komfortu słuchania delikatnie zmiękczono i wygładzono. Jeżeli ktoś liczy na to, że wybierając ten model, oszuka system i zafunduje sobie stuprocentowo lampowe brzmienie z mocą rzędu niemal 200 W na kanał, bogatym wyposażeniem, bardzo dobrym przetwornikiem, przedwzmacniaczem gramofonowym, wzmacniaczem słuchawkowym, możliwością dołączenia adaptera Bluetooth i innymi udogodnieniami, to nie - taki numer się nie uda. Ale czy to źle? Nie wydaje mi się. Jeżeli szukacie ciepłego, gęstego, pastelowego dźwięku, słyszałem w życiu wiele wzmacniaczy hybrydowych, a nawet tranzystorowych, które idą w tej kwestii znacznie dalej, o lampach nie wspominając. Advance Paris ma inne priorytety. Lampowy przedwzmacniacz nie jest w jego przypadku elementem determinującym efekt końcowy. Co najwyżej wtrąca swoje trzy grosze, ale na tym koniec. Resztę roboty wykonują półprzewodniki, scalaki i całe to żelastwo, które widać w galerii pod testem.

Na koniec zostawiłem sobie dodatki. Najważniejszym jest rzecz jasna przetwornik, który oceniam bardzo dobrze. ES9039Q2M może brzmieć analitycznie, jasno i bardzo precyzyjnie, ale może też zostać wkomponowany w tor w sposób bardziej płynny i organiczny. W opisywanej integrze mamy do czynienia z tym drugim scenariuszem. Sekcja cyfrowa nie wybija się z charakteru całego wzmacniacza. Nie sprawia wrażenia przypadkowego elementu wyposażenia analogowej integry, tylko gra spójnie z resztą urządzenia. Dźwięk z wejść cyfrowych jest czysty, dynamiczny i uporządkowany, a jednocześnie nie traci tej lekko wygładzonej, przyjaznej natury toru analogowego. Sekcja gramofonowa jest praktyczna, ale nie zmienia wzmacniacza w specjalistyczny przedwzmacniacz korekcyjny. Z wkładką MM uzyskałem dobre, nasycone i spokojne brzmienie - bez rozczarowania, ale też bez uniesień. Jak byłoby z wkładką MC, tego niestety nie wiem, bo nie wystarczyło mi czasu, aby to sprawdzić.

Nawet gdyby A12 Apex był zwykłą, prostą skrzynką z jednym przyciskiem i dwoma pokrętłami, miał dość standardowe wyposażenie i nie oferował takich atrakcji jak chociażby tryb High-Bias, wciąż byłby arcyciekawą propozycją ze względu na to, jakim jest potężnym zawodnikiem, jak jest skonstruowany, jakimi parametrami się charakteryzuje i jak dużo "treści" umieszczono w jego wnętrzu.

Ciekawostką jest natomiast tryb High-Bias. Producent deklaruje, że przy niskiej mocy, poniżej 5 W, wzmacniacz aktywuje podwójne polaryzowanie tranzystorów, pracując w sposób zbliżony do klasy A, a dopiero przy większym zapotrzebowaniu przechodzi w klasyczną klasę AB. W praktyce najwięcej zyskują na tym odsłuchy wieczorne i nagrania, w których liczy się ciągłość, barwa i mikrodynamika. Dźwięk wydaje się wtedy bardziej płynny, trochę bardziej nasycony i mniej tranzystorowy w potocznym sensie. Nie zmienia to jednak A12 Apex w inny wzmacniacz. To nie jest przełącznik "neutralnie/lampowo", lecz subtelne przesunięcie akcentów. Trzeba też pamiętać, że High-Bias oznacza wyższą temperaturę pracy i większy pobór energii. W codziennym użytkowaniu warto traktować go jako specjalny tryb odsłuchowy, a nie domyślne ustawienie do wszystkiego. Mimo to jest to kolejny gadżet z kategorii "lepiej mieć i nie potrzebować niż potrzebować i nie mieć". Nawet gdyby A12 Apex był zwykłą, prostą skrzynką z jednym przyciskiem i dwoma pokrętłami, miał dość standardowe wyposażenie i nie oferował takich atrakcji jak chociażby tryb High-Bias, wciąż byłby arcyciekawą propozycją ze względu na to, jakim jest potężnym zawodnikiem, jak jest skonstruowany, jakimi parametrami się charakteryzuje i jak dużo "treści" umieszczono w jego wnętrzu. Wszystko to znajduje swoje odbicie w odsłuchu. Choć początkowo może się wydawać, że 14 995 zł za taki wzmacniacz to sporo, po przeanalizowaniu sprawy i porównaniu go z konkurencją wychodzi na to, że niekoniecznie. Okazja stulecia? Nie, tego nie powiedziałem. Ale uczciwa propozycja - jak najbardziej. A jeśli komuś nie potrzeba aż takiego potwora, proponuję przyjrzeć się modelom A8 Apex i A10 Apex.

Advance Paris A12 Apex

Budowa i parametry

Advance Paris A12 Apex to wzmacniacz zintegrowany, który w momencie publikacji niniejszej recenzji jest flagowym modelem francusko-chińskiej marki. Pod względem konstrukcyjnym A12 Apex jest klasyczną hybrydą - przedwzmacniacz pracuje na dwóch lampach ECC81/12AT7, a końcówka mocy jest tranzystorowa i działa w klasie AB z trybem High-Bias. Wnętrze tego urządzenia wygląda... Hmm, nawet nie wiem, czy powinienem to komentować, ponieważ takie rzeczy widuje się raczej w sprzęcie hi-endowym lub w nielicznych wzmacniaczach takich marek jak Denon czy Atoll, których projektanci nie porzucili klasycznych wzorców na rzecz coraz dalej idących kompromisów lub klasy D. A12 Apex to pełne dual mono z ładnie uporządkowanym wnętrzem. Końcówki mocy po bokach, przedwzmacniacz i elementy sterujące z przodu, sekcja wejściowa i dodatkowe moduły tuż za gniazdami, a w samym centrum, pod wieloma warstwami płytek, kondensatory filtrujące, prostowniki i kilka innych "mniej istotnych" drobiazgów. Dość nietypowo, bo pionowo po bokach, zamontowano także dwa transformatory toroidalne o mocy 280 VA każdy. To istotne, bo przy deklarowanej mocy 2 x 190 W przy 8 Ω i 2 x 292 W przy 4 Ω zasilanie musi być naprawdę solidne. Taki wzmacniacz nie powinien bać się trudniejszych kolumn, chyba że mówimy o konstrukcjach ekstremalnych pod względem impedancji. Oficjalne dane obejmują pasmo przenoszenia 20 Hz - 80 kHz przy tolerancji 1 dB, zniekształcenia na poziomie 0,047% przy 135 W, stosunek sygnału do szumu 104,8 dB oraz wysoki współczynnik tłumienia, wynoszący dokładnie 330. Ten ostatni parametr sugeruje dobrą kontrolę głośników i niską impedancję wyjściową. Ważniejsze jest to, że konstrukcja ma realną moc i rezerwę prądową.

Sekcja cyfrowa jest jednym z głównych punktów modernizacji względem modelu A12 Classic. Zamiast starszego przetwornika PCM1796 zastosowano ESS Technology ES9039Q2M, a w dokumentach pojawia się także regulator ES9312. To nie jest tylko kosmetyczna zmiana. ES9312 jest precyzyjnym regulatorem napięcia przeznaczonym do aplikacji audio, a stabilność zasilania w sekcji DAC-a ma bezpośredni wpływ na poziom szumu, jitter i finalną kulturę brzmienia. Producent podkreśla również użycie cichszych zasilaczy, lepszych komponentów pasywnych i poprawionej regulacji napięcia. Różnic względem poprzedniego modelu jest zresztą więcej. Zmieniono układ odpowiedzialny za wejście HDMI, dodano gniazdo dla adaptera Bluetooth, a wyjścia subwooferowe można przełączyć w tryb stereo. Praktycznym dodatkiem może okazać się bezpośrednie wejście do końcówki mocy. W praktyce pozwala to wpiąć naszą integrę w system kina domowego, gdzie amplituner lub procesor AV steruje przednimi kanałami, a Advance Paris napędza kolumny frontowe. W połączeniu z HDMI eARC daje to dwie drogi integracji ze światem telewizji i kina.

Werdykt

Advance Paris A12 Apex jest jednym z najciekawszych wzmacniaczy zintegrowanych w swoim segmencie nie dlatego, że próbuje być najlepszy w jednej, wąsko zdefiniowanej kategorii, lecz dlatego, że bardzo szeroko rozumie rolę nowoczesnej integry. To wzmacniacz dla kogoś, kto chce mieć prawdziwe stereo, ale nie chce udawać, że telewizor, komputer, gramofon, subwoofery, słuchawki i zewnętrzne źródła cyfrowe nie istnieją. Dostajemy tu tak dużo, że właściwie nie wiadomo, od czego zacząć i co w tej wyliczance jest najważniejsze. Duża moc, hybrydowa architektura, nowoczesny przetwornik, gniazdo HDMI, wejścia analogowe i cyfrowe w ilości rzadko spotykanej w tej klasie, przedwzmacniacz gramofonowy z obsługą wkładek MM i MC oraz możliwością regulacji parametrów wejścia, dwa wyjścia słuchawkowe również z osobną regulacją parametrów pracy, możliwość dalszej rozbudowy dzięki instalowanemu w mgnieniu oka adapterowi Bluetooth? Każdy odpowie na to pytanie inaczej.

Brzmieniowo nie jest to urządzenie tak stereotypowe, jak można by sądzić po lampach i wskaźnikach. Nie gra ciemno, leniwie ani przesadnie słodko. Oferuje płynność, nasycenie i kulturę, ale to tylko wisienka na torcie, bo podstawą są tutaj atrybuty kojarzone z mocnymi piecami tranzystorowymi - dynamika, przestrzeń, przejrzystość i dobra kontrola basu. A12 Apex najbardziej przekonuje tam, gdzie można wykorzystać jego połączenie mocy i muzykalności - z neutralnymi lub lekko uspokojonymi kolumnami, w systemach wymagających większego wolumenu dźwięku i wszędzie tam, gdzie potrzebna jest energia, ale bez popadania w agresję. Nie jest to wzmacniacz dla skrajnych purystów, którzy chcą najkrótszej możliwej ścieżki sygnału, a nie dodatkowych funkcji, gadżetów, trybów, wskaźników i "świecidełek". To wzmacniacz dla tych, którzy lubią, gdy sprzęt ma charakter, prezentuje się oryginalnie i nie zmusza użytkownika do szukania kompromisu między muzyką a codziennym korzystaniem z "domowego centrum rozrywki".

Nie jest oczywiście pozbawiony słabszych punktów. Brak wbudowanego streamera w tej cenie część użytkowników uzna za niedopatrzenie. Bluetooth jako opcja, a nie standard, także może dziwić. Sekcja phono jest funkcjonalna, ale nie zastąpi wysokiej klasy przedwzmacniacza. Do tego dochodzi stylistyka, która jednych zachwyci, a innych skutecznie odstraszy. A12 Apex nie jest produktem neutralnym - takim, obok którego można przejść obojętnie. Na jego temat każdy będzie miał swoje zdanie i dotyczy to zarówno wyglądu, jak i wyposażenia czy budowy wewnętrznej. Jedni powiedzą, że taki piecyk to szczyt wiochy. Drudzy zaczną narzekać, że wzmacniacz powinien być wzmacniaczem, a nie kombajnem przypominającym amplituner AV. Inni zachwycą się jego zasilaczem i schludnością montażu, snując opowieści o tym, że ostatnio taki sprzęt produkowano kilkadziesiąt lat temu, a jak tak dalej pójdzie to Chińczycy nas podbiją, a potem całą Europę zamienią w skansen. Dlatego właśnie polecam podejść do tematu na chłodno, przeanalizować wszystkie "za" i "przeciw", a ostateczny werdykt wydać dopiero po sprawdzeniu tego wzmacniacza we własnym systemie. Ja swoje zdanie mam i wyrażę je, przyznając topowemu - przynajmniej na razie - wzmacniaczowi Advance Paris naszą rekomendację. Nie dlatego, że urzekł mnie jego wygląd albo usłyszałem w jego brzmieniu coś, z czym nie spotkałem się w całej swojej dotychczasowej karierze, ale dlatego, że również sporządziłem sobie taką listę i doszedłem do wniosku, że inaczej być nie może.

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris A12 Apex

Dane techniczne

Lampy: 2 x ECC81/12AT7
Moc wyjściowa: 2 x 190 W/8 Ω, 2 x 292 W/4 Ω
Wejścia analogowe: 5 x RCA, 1 x XLR, 1 x phono MM/MC
Wyjścia analogowe: 1 x rec-out RCA, 1 x pre-out RCA, 1 x pre-out XLR, 2 x sub-out
Wejścia cyfrowe: 3 x optyczne, 3 x koaksjalne, 1 x USB-B, 1 x AES/EBU, 1 x HDMI eARC
Wyjścia słuchawkowe: 6,35 mm, 3,5 mm
Przetwornik: ESS Technology ES9039Q2M
Obsługiwane sygnały: PCM 24 bit/192 kHz, DSD64, DSD128
Łączność: opcjonalny moduł Bluetooth A-BTC
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 80 kHz
Zniekształcenia: 0,047%
Stosunek sygnał/szum: 104,8 dB
Wymiary (W/S/G): 19,2/43/45,4 cm
Masa: 18,25 kg
Cena: 14 995 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Stratos International. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Advance Paris i wykonane przez redakcję magazynu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy8

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audio-Technica ATH-M60x

Audio-Technica ATH-M60x

W katalogach dużych producentów sprzętu audio są produkty, których rola staje się oczywista już po kilku sekundach. Wystarczy spojrzeć na nazwę, cenę, konstrukcję i miejsce w ofercie, aby mniej więcej...

Beyerdynamic DT 30 IE

Beyerdynamic DT 30 IE

Beyerdynamic to jedna z tych marek, o których trudno pisać bez należnego jej szacunku, ale coraz trudniej robić to bez poczucia pewnego rozżalenia czy wręcz zwątpienia. Szacunku - bo mówimy...

Audiolab D9

Audiolab D9

Audiolab jest i dla wielu miłośników sprzętu stereo chyba już zawsze będzie specjalistą od wzmacniaczy. Jest to zrozumiałe nie tylko przez wzgląd na historię marki, ale także jej dzisiejszy katalog,...

Bannery boczne

Komentarze

Grzegorz
No jestem ciekaw jak sobie poradzą na rynku, bo muszą być wybitne przy takich podwyżkach cenowych w stosunku do serii Nova.
leszcz
Aktywność kolumn polega na podziale pasm niskopoziomowym elektrycznym lub DSP, tutaj nadal zwrotnica jest pasywna.
Jerry
Napisał facet, który jak widać nigdy nie słyszał 25 W RMS. Te klocuszki zapewne też nie...
Obywatel GC
Ach, tak, lubię, kiedy firmy kradną obudowy lub elementy designu od siebie. Wcale nie widać, że to oryginalnie były Bowersy & Wilkinsy.
Piotrek
@Artur - A co to są te "sztywne pasma efektywnego podziału dźwięku"?

Płyty

All Them Witches - House Of Mirrors

All Them Witches - House Of Mirrors

Mniej więcej rok temu przestałem wierzyć, że usłyszymy jeszcze nową muzykę od All Them Witches. Może nie dlatego, że zespół...

Newsy

Tech Corner

Najbardziej obiecujące i rewolucyjne formaty audio, które nie przetrwały próby czasu

Najbardziej obiecujące i rewolucyjne formaty audio, które nie przetrwały próby…

Przez wieki jedynym sposobem na delektowanie się muzyką było udanie się osobiście na koncert, recital lub jakiś mniejszy występ. Oczywiście zwykłemu zjadaczowi chleba nie dane było usłyszeć niczego oprócz karczemnych zespołów biesiadnych. Na takie ekscesy jak pełnoprawny koncert w operze, teatrze lub sali koncertowej pozwolić sobie mogli jedynie najbardziej zamożni,...

Nowości ze świata

  • Monitor Audio has introduced the Radius Series 4G, a new generation of one of its best-known compact loudspeaker ranges. The idea behind the series is straightforward but still highly relevant - to offer proper hi-fi performance from speakers small enough...

  • Ruark Audio has introduced two new products that fit neatly into the current move toward hi-fi systems combining several once-separate worlds - physical media, streaming, furniture-like design and a more integrated approach to home audio. The British company, which celebrates...

  • Cambridge Audio is expanding its Evo series, a range of all-in-one systems designed for listeners who want a real hi-fi setup without building a traditional stack of separate components. This approach has become one of the most interesting directions in...

Prezentacje

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

Co przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o Francji? Wiadomo - świetna kuchnia, doskonałe wina i sery, luksusowe perfumy, nowoczesna architektura, pokazy mody, festiwale filmowe, słynni malarze i wiecznie zakorkowane uliczki Paryża. Dla amatorów sprzętu hi-fi jest to także jeden z najważniejszych krajów na audiofilskiej mapie świata. To właśnie tutaj...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Sony EL-7

Sony EL-7

Muszę przyznać, że nigdy nie byłem wielkim fanem kaset magnetofonowych ani magnetofonów. Patrząc na nie odczuwam oczywiście pewną nostalgię i...

Słownik

Poprzedni Następny

DLNA

Wykorzystawany przez coraz większą liczbę producentów protokół umożliwiający współdzielenie zasobów multimedialnych w ramach wewnętrznej, lokalnej sieci bezprzewodowej WiFi. Każde urządznie wyposażone w standard DLNA może stać się swoistym serwerem, który...

Cytaty

HarukiMurakami.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.