Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

  • Kategoria: Poradniki
  • Tomasz Karasiński

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na żywo". Wierzą, że dzięki odpowiednim komponentom i właściwym ustawieniom można wydobyć z muzyki to, co najczystsze i najbardziej wzruszające. Ale co, jeśli u podstaw ich poszukiwań czai się podstawowy błąd - coś, co jest już wpisane w sam materiał źródłowy? Jeśli cała muzyka, którą znamy - od Mozarta po Milesa Davisa, od Pink Floyd do Nine Inch Nails - została nagrana z wykorzystaniem... źle nastrojonych instrumentów? Minimalnie, ale znacząco - tak, aby dźwięk, który miał być miękki i naturalny, został celowo napięty, aby coś w nim drżało nie w harmonii z naturą, ale wbrew niej. To drobna zmiana, ale jej echo może sięgać naszej biologii, psychiki, zdolności do regeneracji, a nawet duchowej równowagi. Czy to jeszcze muzyka, czy już manipulacja? To właśnie wokół tej niepokojącej hipotezy zbudowano jedną z najbardziej intrygujących i kontrowersyjnych opowieści współczesnej kultury dźwięku. Opowieści, która dla jednych jest pseudonaukowym nonsensem rodem z zakamarków YouTube'a, a dla innych - zapomnianą prawdą, zatuszowaną przez "system". Historia strojenia muzyki do 432 Hz zamiast przyjętych 440 Hz to więcej niż tylko matematyczna różnica. To pytanie, czym jest "naturalny dźwięk" oraz kto i dlaczego o tym decyduje.

Zagłębianie się w temat strojenia muzyki do 432 Hz przypomina wejście do ogromnego labiryntu. Na początku wygląda to całkiem niewinnie - ot, alternatywa dla standardowego strojenia instrumentów do 440 Hz, przyjętego w XX wieku. Wystarczy jednak kilka kliknięć, by znaleźć się w świecie pełnym niepokojących pytań, chaotycznych domysłów i zaskakujących wątków. To podróż przez historię dźwięku i ludzkiej potrzeby harmonii, która prowadzi nas od kamertonów w XVIII-wiecznych pracowniach lutników po konferencje naukowe w międzywojennej Europie. Od Verdiego, który miał postulować "bardziej ludzką" częstotliwość, po... Goebbelsa, któremu niektórzy przypisują zaskakująco znaczącą rolę w tym, co dziś słyszymy z naszych głośników. Na tej trasie spotkamy fizyków, którzy obliczają rezonans planet, muzyków, którzy przestawiają się na "czystą wibrację", a także teoretyków duchowości i konspiracji, dla których 440 Hz to narzędzie zniewolenia, a 432 Hz - brama do kosmicznego porządku. Badając temat, natkniemy się na nagrania mające leczyć komórki, wykresy, tabelki, piasek układający się pod wpływem drgań w piękne, geometryczne wzory, ale też sporo bardzo konkretnych pytań, w tym to kluczowe - kto i kiedy ustalił, że standardem ma być właśnie 440 Hz? Czy rzeczywiście kiedyś było inaczej? Jak brzmi muzyka w 432 Hz i czy w ogóle da się to usłyszeć? A jeśli tak - to czy to naprawdę robi różnicę? To opowieść, która zaczyna się w świecie instrumentów i nauki, a kończy gdzieś pomiędzy ezoteryką, filozofią i naszymi własnymi wrażeniami słuchowymi. Jedni widzą w tym wszystkim niedorzeczne szarlatanerie, inni - spisek zatuszowany przez system. Jeszcze inni po prostu słuchają i twierdzą, że brzmi to lepiej. Cieplej. Przyjemniej. Spokojniej. Bardziej naturalnie. A może to tylko sugestia?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

440 Hz kontra 432 Hz - o co w ogóle chodzi?

Zanim zagłębimy się w ezoteryczne wątki, warto zrozumieć, skąd wzięło się całe zamieszanie ze strojem 432 Hz. Otóż w muzyce strój oznacza umowny punkt odniesienia dla wysokości dźwięków. Obecnie za standard uchodzi częstotliwość A₄ = 440 Hz - czyli dźwięk A (a¹, la) w oktawie powyżej środkowego C drgający z częstotliwością 440 razy na sekundę. Do tej wysokości stroi się instrumenty. Przykładowo, orkiestra symfoniczna przed koncertem dostraja wszystkie instrumenty do dźwięku A wydobywanego przez obój lub kamerton o częstotliwości 440 Hz. Strojenie 432 Hz oznaczałoby, że ten sam dźwięk A zamiast 440 ma 432 drgania na sekundę. Różnica wynosi zaledwie 8 Hz - to tylko około 1,8% częstotliwości, czyli mniej niż 1/3 półtonu. Innymi słowy, strój 432 Hz to minimalne obniżenie wysokości dźwięku w stosunku do standardu. Dla przeciętnego ucha różnica jest subtelna - niektórzy eksperci twierdzą, że większość słuchaczy nie jest w stanie wychwycić tak niewielkiego obniżenia wysokości. Jeśli jednak zestawimy nagranie przestrojone do 432 Hz obok tego samego nagrania w 440 Hz, można dostrzec pewną odmienność barwy - dźwięki 432 Hz wydają się ciut niższe, czasem opisywane są jako "łagodniejsze".

Technicznie zmiana stroju wpływa na wszystkie instrumenty jednocześnie. To tak, jakbyśmy lekko zwolnili taśmę analogową - cała tonacja muzyki obniża się odrobinę, ale proporcje między dźwiękami pozostają te same. Gdy zespół decyduje się na strój A = 432 Hz, wszyscy muzycy stroją swoje instrumenty do tego odniesienia. W dobie nagrań cyfrowych można także przetransponować gotowe nagranie - istnieją programy i wtyczki, które obniżają tonację o tę wartość, nie zmieniając tempa utworu. Taki efekt da się uzyskać np. w odtwarzaczu Foobar2000 (niegdyś popularna była specjalna wtyczka), a dziś również w aplikacjach mobilnych. Powstały nawet dedykowane odtwarzacze, jak 432 Player, oraz wtyczki do przeglądarek, które automatycznie modyfikują streaming (YouTube, Spotify) do 432 Hz w czasie rzeczywistym. Innymi słowy, technicznie to żadna magia - to wciąż ta sama muzyka, tylko delikatnie przesunięta w dół skali. Skoro różnica jest tak niewielka, skąd pomysł, że 432 Hz to "prawdziwa" muzyka? Aby odpowiedzieć, musimy cofnąć się w czasie i zbadać, jak ludzkość doszła do obecnego standardu 440 Hz - oraz kto i kiedy wpadł na to, by promować powrót do 432 Hz.

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Czy kiedyś naprawdę stroiliśmy do 432 Hz?

Pierwszy argument zwolenników teorii głosi, że 432 Hz to historyczny strój, z którego rzekomo korzystano od starożytności, zanim XX-wieczni technokraci narzucili nam 440 Hz. Brzmi to intrygująco, jednak fakty historyczne są inne. Przez większość dziejów muzyki nie istniał żaden ogólnoświatowy standard strojenia. W praktyce każdy region, każda kapela czy manufaktura instrumentów miała własne stroje, często różniące się diametralnie. W epoce baroku dźwięk A mógł mieć na przykład 415 Hz (tak zwany strój barokowy - pół tonu niżej od dzisiejszego), ale w innych miejscach strojenie bywało wyższe niż 440 Hz. Brytyjski matematyk i muzykolog, Alexander Ellis, badając stroje historyczne, odnotował wartości od 374 Hz aż do 567 Hz. Ogromna rozpiętość! Innymi słowy, bywały kiedyś "A" tak niskie jak 374 Hz i tak wysokie jak 567 Hz - w porównaniu z tym 432 Hz nie jest niczym szczególnym ani unikalnym.

Dlaczego dawniej panował taki chaos strojenia? Częściowo z braku precyzyjnych narzędzi pomiarowych. Jednostkę Herc (Hz), opisującą liczbę drgań na sekundę, wprowadzono dopiero w 1930 roku. Sekunda jako miara czasu też jest arbitralnym wynalazkiem - kiedyś wcale nie dzielono czasu na sekundy. Zanim wynaleziono dokładne stroiki i tonometry, instrumenty po prostu stroiło się "do siebie". Organy w kościele stanowiły referencję dla lokalnych muzyków, ale organy w sąsiednim mieście mogły być nastrojone wyżej lub niżej. Dopiero w 1711 roku niejaki John Shore wynalazł kamerton widełkowy (pierwowzór stroika), co pozwoliło powtarzalnie uzyskiwać konkretny dźwięk, lecz do standaryzacji było jeszcze daleko (różne kamertony miały różne częstotliwości).

W XVIII i XIX wieku narastało zjawisko "inflacji wysokości dźwięku". Orkiestry stroiły coraz wyżej, by brzmieć jaśniej i głośniej. To jednak męczyło śpiewaków (wyższy strój zmuszał do śpiewania powyżej komfortowej skali utworów). Dlatego zaczęto szukać jednolitego standardu. Pierwszy poważny krok wykonano we Francji w 1859 roku - rząd napoleoński dekretem ustanowił standard A₄ = 435 Hz (diapason normal). Wartość ta zyskała popularność w Europie. W Wielkiej Brytanii interpretowano francuskie 435 Hz nieco inaczej, skutkiem czego Brytyjczycy używali stroju 439-440 Hz. W 1834 roku niemiecki fizyk Johann Scheibler sugerował, by 440 Hz przyjąć jako wzorzec, co poparł kongres fizyków w Stuttgarcie. Pomysły unifikacji krążyły więc długo, a magiczna liczba "440" pojawiła się stosunkowo wcześnie.

W 1880 roku słynny kompozytor Giuseppe Verdi zaangażował się w dyskusję o stroju we Włoszech. Verdi popierał obniżenie stroju zgodnie z przykładem Francji. W liście z 1884 roku apelował, by włoskie orkiestry przyjęły francuskie A = 435 Hz, a nawet nie miałby nic przeciw nieco niższemu A = 432 Hz, jeśli komisja uzna taką potrzebę. Podkreślał, że zbyt wysoki strój (450 Hz proponowane w Rzymie) to poważny błąd, a obniżenie stroju dodaje muzyce "szlachetności i majestatu" zamiast krzykliwości. Dzięki tym wydarzeniom Verdi bywa dziś przywoływany przez zwolenników stroju 432 Hz jako genialny kompozytor, który wiedział, jak istotna, fundamentalna jest to kwestia. Trzeba jednak zaznaczyć, że Verdiemu chodziło o praktyczny komfort śpiewu i unifikację na poziomie kraju, nie zaś o mistyczne właściwości samej częstotliwości. Włosi ostatecznie przyjęli wtedy standard w okolicach 432-435 Hz. Co ciekawe, Verdi to jedyny wielki kompozytor, który wprost wspomina 432 Hz w źródłach historycznych. W internetowych dyskusjach pojawiają się też inne nazwiska, takie jak Mozart czy Bach, jednak należy podchodzić do tych rewelacji z dużym dystansem. Nie ma bowiem dowodów na to, by Mozart świadomie stroił całą orkiestrę do 432 Hz.

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Jak 440 Hz stało się standardem

Pod koniec XIX wieku "wojna formatów" wciąż trwała. W 1885 roku na konferencji w Wiedniu (zdominowanej przez delegatów brytyjskich) nie udało się przeforsować jednolitego niższego stroju - granicą było pogodzenie 435 Hz z brytyjskim 439 Hz. Ostatecznie kompromis osiągnięto tuż przed II wojną światową. W 1939 roku w Londynie zorganizowano międzynarodową konferencję, na której uzgodniono A = 440 Hz jako standardowy strój koncertowy. Ustalono tę wartość między innymi dlatego, że leżała pośrodku używanych powszechnie strojeń, a także z powodów technicznych - brytyjska rozgłośnia BBC wolała 440 Hz zamiast 439 Hz, bo ta druga wartość była trudna do uzyskania w generatorach elektronicznych, podczas gdy 440 Hz generowało się łatwiej z częstotliwości sieci elektrycznej. Na konferencji w 1939 roku obecni byli przedstawiciele wielu krajów, w tym delegaci z Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Holandii, a także z hitlerowskich Niemiec. Wybuch wojny opóźnił formalne wdrożenie standardu, ale w 1955 roku organizacja ISO oficjalnie zatwierdziła 440 Hz jako międzynarodowy standard (ISO 16), co potem potwierdzono w 1975 roku. Ten standard jest w użyciu do dziś.

Jeżeli z tematem spotykacie się nie pierwszy raz, zapewne widzicie już pewną rozbieżność z historycznym tłem lansowanym przez zwolenników strojenia 432 Hz i całej związanej z tym otoczki. W sieci można bowiem natknąć się na narrację, jakoby to właśnie 432 Hz było długo obowiązującym i ogólnie akceptowanym standardem, aż zadziałały mroczne siły, tajne stowarzyszenia i sam diabeł, przez co "nagle" częstotliwość ta została zmieniona na 440 Hz. Nie powiem, taka wersja brzmi niezwykle intrygująco, ale warto drążyć dalej. Im głębiej szukamy, tym mocniej tej wersji wydarzeń przeczą fakty. 432 Hz nigdy nie był oficjalnie przyjętym standardem stroju na świecie, choć bywał dyskutowany i lokalnie używany w pewnych kręgach. Twierdzenia, że "kiedyś wszystko strojono do 432 Hz", wydają się co najmniej przesadzone. W starożytności czy średniowieczu ludzie nie mieli pojęcia o hercach, więc strojenie do dokładnie 432 Hz było praktycznie niemożliwe do zrealizowania (brakowało narzędzi pomiarowych). Jeśli już, poprzednim powszechnym standardem, zastąpionym dopiero przez 440 Hz, było strojenie do 435 Hz (francuski diapason). Oczywiście dawni lutnicy mogli stroić instrumenty niżej niż dzisiaj, ale równie dobrze mogli stroić wyżej - nie istniała żadna "naturalna" liczba drgań na sekundę, do której wszyscy by się dostrajali. Skąd zatem wzięło się przekonanie, że 432 Hz ma jakieś unikatowe znaczenie? Tutaj kończy się historia, a zaczyna... tajemnica.

432 Hz i teorie spiskowe - Goebbels, kosmos i mistyczne wibracje

Wróćmy do krążących po internecie rewelacji. Według memów udostępnianych w mediach społecznościowych, przejście na 440 Hz to efekt zmowy. Często obwinia się o to nazistowskiego ministra propagandy, Josepha Goebbelsa, sugerując, że forsował wyższy strój, by wywoływać u ludzi lęk i agresję. Inne warianty teorii mówią o tajnym dekrecie z 1953 roku, który miał zmuszać przemysł muzyczny do 440 Hz (w rzeczywistości w 1953 roku konferencja w Londynie jeszcze raz potwierdziła rekomendację 440 Hz, ale to była decyzja międzynarodowa, a nie tajny spisek). Narracje spiskowe często odwołują się do dramatyzmu - od 1953 roku "cała muzyka jest nastrojona na 440 Hz", co rzekomo nie ma żadnego związku z wszechświatem, w efekcie powodując nawet depresję lękową i zaburzenia równowagi. 432 Hz bywa zaś nazywane "pulsem Ziemi" lub "częstotliwością natury" - padają twierdzenia, że starogreckie i egipskie instrumenty strojono pod tę częstotliwość, że to "uzdrawiająca wibracja", a nawet że John Lennon, Jimi Hendrix, Bob Marley czy Prince stroili swoje gitary do 432 Hz. Innymi słowy, brzmi to jak zbitka wszelkich możliwych wątków - od autorytetów muzyki po nazistów, od starożytnych cywilizacji po new-age'owe koncepty uzdrawiania dźwiękiem.

Co na to fakty i eksperci? Historycy i muzykolodzy stanowczo mówią, że to mit. Nie ma dowodów, by Goebbels przywiązywał wagę do częstotliwości stroju. Profesor Jeffrey Herf, historyk zajmujący się propagandą III Rzeszy, komentuje tezę o nazistach i 440 Hz krótko - to absurd. Rzeczywiście, trop nazistowski wydaje się pochodzić nie ze źródeł z epoki, a z artykułu z 1988 roku, opublikowanego przez kontrowersyjną organizację polityczną z kręgu Lyndona LaRouche'a. W nim po raz pierwszy pojawiła się sugestia, że Goebbels maczał palce w konferencji 1939 roku. Choć faktem jest, że delegat z Niemiec brał w niej udział (co zrozumiałe, jako że Niemcy były wówczas potęgą muzyczną), nie ma żadnej wzmianki, by częstotliwość 440 Hz miała służyć manipulowaniu emocjami wrogów. To po prostu kolejna teoria spiskowa próbująca dopisać dramatyczną narrację do prozaicznej historii standaryzacji.

W popularnych teoriach spiskowych często pojawia się twierdzenie, że standard 440 Hz "wymusili" Rockefellerowie, Rothschildowie i Masoni, by rzekomo "zmanipulować ludzką świadomość". Są to jednak niepotwierdzone narracje, często cytujące siebie nawzajem bez odwołań do konkretnych źródeł. Twierdzenia o udziale tych rodów w ustalaniu stroju 440 Hz pojawiają się dopiero w publikacjach i postach internetowych po 2000 roku, głównie w środowiskach alternatywnych, ezoterycznych lub na forach zrzeszających fanów różnych teorii spiskowych. Nie ma ich w żadnych archiwach konferencji ISO, BSI, ANSI ani dokumentach rządowych z tamtych lat. Również twierdzenia o starożytnych instrumentach z Egiptu czy Grecji, niby odkrytych ze strojem 432 Hz, są wyssane z palca. Muzykolodzy wyjaśniają, że nie jesteśmy w stanie określić absolutnego stroju starożytnych instrumentów - nie zachowały się żadne "kamertony faraonów", a napięcie strun czy długość piszczałek w antycznych artefaktach nie przekładają się jednoznacznie na częstotliwość wyrażaną w hercach. "To fantazja, by twierdzić, że starożytni stroili dokładnie A = 432 Hz." - mówi profesor Armand D'Angour z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Podobnie doktor Heidi Köpp-Junk, egiptolog, podkreśla, że brakuje dowodów, by egipskie harfy czy lutnie trzymały się takiej częstotliwości. W starożytności po prostu nie istniał pojęciowy ani techniczny aparat, by mierzyć i komunikować herce, więc argument o pradawnej tradycji 432 Hz nie wytrzymuje zderzenia z faktami.

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

W poszukiwaniu kosmicznego porządku

Co z mistycznymi właściwościami samej liczby 432? Tu wchodzimy w obszar numerologii i symboliki. Rzeczywiście, liczba 432 pojawia się tu i ówdzie. Bywa nazywana "liczbą kosmiczną". Proponentom teorii 432 Hz imponuje, że 432 = 3 x 144 (gross, wielki tuzin, czyli tuzin tuzinów), że 432 to suma czterech kolejnych liczb pierwszych (103 + 107 + 109 + 113), że w mitologii hinduistycznej doba Brahmy trwa 4,32 miliarda lat, a na legendarnej górze Meru stoi 432 posągów Buddy. Padają także argumenty o pewnych związkach z geometrią. Jeśli dobrze poszukacie, natkniecie się nawet na tegorię mówiącą, że firma Nike odkryła, że najlepsze piłeczki golfowe mają 432 dołeczki. Ogólnie pseudonauka lubi takie "magiczne" liczby, doszukując się ich wszędzie. Tyle że to wszystko nie ma związku z muzyką. Jak zgryźliwie zauważył jeden komentator, jednostka Hz jest arbitralna - gdyby kiedyś ustalono inną definicję sekundy, to ta "mistyczna" liczba 432 oznaczałaby zupełnie co innego. Innymi słowy, 432 drgań na sekundę jest "kosmiczne" tylko o tyle, o ile uznamy za cud kosmosu definicję sekundy opartą na drganiach atomu cezu 133 (bo tak właśnie zdefiniowana jest sekunda w układzie SI). Trudno dopatrywać się tu świętej geometrii. Podobnie argumenty o 432 Hz w odgłosach natury to błędne rozumowanie. Szum fal czy śpiew ptaków nie mają jednej dominującej częstotliwości - to cała mieszanka dźwięków. Analizy spektrogramów odgłosów przyrody nie wykazują żadnego wyróżnienia częstotliwości 432 Hz. Natura nie "stroi się" do konkretnej liczby - to my, ludzie, dostrajając instrumenty, wprowadzamy porządek częstotliwości tam, gdzie wcześniej panowała różnorodność.

Wobec tego skąd współczesny fenomen mody na 432 Hz? Wydaje się, że złożyło się na to kilka rzeczy. Po pierwsze, Internet sprzyja rozprzestrzenianiu atrakcyjnych teorii i memów - a idea "ukrytej prawdy" o stroju koncertowym brzmi na tyle intrygująco, że wiele osób się nią dzieli. Po drugie, ta teoria wpisuje się w szerszy trend poszukiwania alternatywnych, holistycznych doznań muzycznych. W erze cyfrowej doskonałości ludzie czasem tęsknią za czymś "bardziej naturalnym" i tajemniczym. 432 Hz obiecuje taką właśnie naturalność. Hasła typu "Uzdrawiająca muzyka 432 Hz" świetnie klikają się na YouTubie. Istnieją tysiące nagrań opisanych jako "432 Hz Deep Healing Music", "432 Hz Relaxation - Cosmic Frequency" i tak dalej, często ilustrowanych fraktalami i grafikami duchowymi. Miliony użytkowników odtwarzają te godzinne loopy z delikatną muzyką ambientową lub medytacyjną, wierząc, że obniżony strój uspokaja, redukuje stres, synchronizuje się z rytmem fal mózgowych czy częstotliwością rezonansu Ziemi (Rezonans Schumanna). W praktyce trudno oddzielić efekt samej muzyki (zwykle wolnej, kojącej melodii) od efektu stroju, ale marketingowo "432 Hz" stało się etykietą wellness, podobnie jak "organiczne", "eko" i "bezglutenowe" w świecie żywności. Jednak historia na tym się nie kończy. Choć twarde dowody nie potwierdzają mistycyzmu 432 Hz, nie znaczy to, że strojenie niższe niż standardowe nie ma absolutnie żadnego wpływu. Muzyka to zjawisko psychofizyczne - drobne zmiany mogą subtelnie oddziaływać na nasze wrażenia. Warto więc sprawdzić, co na temat 432 Hz mówią faktyczne badania naukowe i doświadczenia muzyków.

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Naukowe testy - czy 432 Hz naprawdę uspokaja?

W ostatnich latach kilku badaczy postanowiło empirycznie zbadać różnice między muzyką w stroju 440 a 432 Hz. Włosi Diletta Calamassi i Gian Paolo Pomponi przeprowadzili podwójnie ślepą próbę. 33 ochotników słuchało przez 20 minut muzyki filmowej - raz w stroju 440 Hz, innym razem tego samego nagrania przetransponowanego do 432 Hz. Wyniki? Przy 432 Hz zaobserwowano nieznaczne obniżenie ciśnienia krwi, wyraźny spadek tętna średnio o 5 uderzeń na minutę oraz tendencję do wolniejszego oddechu. Uczestnicy deklarowali też, że czuli się bardziej skupieni i zadowoleni po sesji 432 Hz. Badanie było pilotażowe (nieduża próba), ale zasugerowało, że muzyka 432 Hz może nieco skuteczniej relaksować fizjologicznie niż ta sama muzyka w 440 Hz.

Podobny eksperyment powtórzono w 2020 roku z udziałem pacjentów z urazami kręgosłupa cierpiących na bezsenność - słuchali oni przed snem playlisty w 440 Hz i innym razem tych samych utworów obniżonych do 432 Hz. Ci, którzy spali po muzyce 432 Hz, mieli lepsze subiektywne odczucia snu i niższy poziom lęku. Z kolei jeszcze nowsze badanie niemieckich lekarzy przeprowadzone w 2023 roku na grupie chorych na raka porównało efekt sesji muzykoterapii monochordem strojonym raz do 432 Hz, raz do wyższego stroju 443 Hz. Oba zabiegi działały relaksująco, ale 432 Hz powodowało nieco większe zwolnienie akcji serca i wzrost zmienności rytmu zatokowego (HRV), co świadczy o głębszym odprężeniu organizmu. Różnice nie były ogromne ani zawsze statystycznie istotne, jednak trend się powtarza - niższy strój daje minimalnie mocniejszy efekt uspokajający. Naukowcy ostrożnie konkludują, że może to wynikać po prostu z tego, iż nieco niższe dźwięki są odbierane jako przyjemniejsze, bo "ogólnie niższy strój może być przyjemniejszy dla ucha", a niekoniecznie z jakiejś mistycznej właściwości samej liczby 432.

Co z wpływem na mózg i emocje? Badania EEG nie wykazały jakichś unikalnych fal mózgowych pojawiających się przy 432 Hz - reagujemy na muzykę bardzo indywidualnie, zależnie od gatunku, wspomnień i własnych preferencji. Natomiast psychologicznie potwierdzono, że słuchacze subiektywnie częściej preferują utwory w niższym stroju. W jednym z testów 90% badanych wskazało, że muzyka 432 Hz bardziej ich relaksuje i woli jej słuchać, opisując brzmienie jako "cieplejsze, przyjemniejsze, bardziej analogowe i kojące" w porównaniu do nieco ostrzejszego brzmienia 440 Hz. Takie opisy pojawiają się też wśród audiofilów na forach. Muzyka w standardowym stroju bywa określana jako odrobinę "jaśniejsza, ostrzejsza", podczas gdy 432 Hz dodaje głębi, miękkości. Zwolennicy wręcz mówią o bardziej "naturalnym" odczuciu dźwięku. Oczywiście sporo tu autosugestii - gdy wiemy, czego słuchamy, możemy doszukiwać się różnic. Gdy słuchaczom puszcza się utwory, nie mówiąc, która wersja jest która, nie wszyscy potrafią konsekwentnie wskazać tę preferowaną. Jak wspomniano, czysto akustycznie różnica jest trudna do wychwycenia, zwłaszcza bez bezpośredniego porównania.

Można zatem powiedzieć, że coś jest na rzeczy, ale nie są to "cudowne wibracje", a raczej delikatny efekt psychofizjologiczny. Muzyka o minimalnie obniżonej tonacji może sprzyjać relaksowi, tak jak śpiewakowi łatwiej zaśpiewać ciut niżej niż sięgać wysoko. To trochę analogiczne do zmiany tonacji piosenki na taką, w której lepiej "leży" ona w głosie - brzmi wtedy swobodniej. Dla równowagi warto zaznaczyć, że nie wszystkie badania wykazały takie różnice. Na przykład turecki eksperyment z 2021 roku, badający wpływ radosnej i smutnej muzyki w stroju 432 vs 440 Hz na parametry fizjologiczne, nie potwierdził znaczących zmian reakcji skórnej czy rytmu serca - czynnikiem dominującym pozostał charakter utworu (wesoły vs smutny), a nie strój. Wychodzi na to, że strojenie nie zastąpi dobrej muzyki, ale faktycznie może dawać pewien efekt psychoakustycznej poprawy. Nawet jeśli jest ona niewielka, należy pamiętać, że niektórzy z nas słuchają muzyki co najmniej kilka godzin dziennie. A kropla drąży skałę.

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Muzycy eksperymentujący ze strojem 432 Hz

Teoretyczne dywagacje to jedno, a praktyka muzyczna - drugie. Czy w dzisiejszych czasach ktoś świadomie stroi instrumenty do 432 Hz? Okazuje się, że tak, choć to wciąż nisza. Co ciekawe, do grona ciekawych świata artystów dołączył Leszek Możdżer, wybitny polski pianista jazzowy. W 2017 roku wraz z holenderską orkiestrą muzyki dawnej Holland Baroque wydał album "Earth Particles" w stroju obniżonym do 432 Hz, traktując to jako początek nowego etapu poszukiwań brzmieniowych. Możdżer podkreśla, że to dla niego symboliczny gest buntu wobec zastanych konwencji. Cały przemysł nagraniowy trzyma się ISO 16 (440 Hz), więc on postanowił pójść pod prąd i przestroić swój prywatny fortepian na 432 Hz. Nie było to łatwe. Muzyk opowiadał, że wymagało to przeliczenia od nowa naprężeń strun i kilkukrotnej wymiany całego ich kompletu w fortepianie, bo dopiero za trzecim razem instrument zabrzmiał zadowalająco. Różnica stroju jest niewielka, jednak fortepian to skomplikowany układ mechaniczno-akustyczny i nawet tak mała zmiana wpływa na całą równowagę instrumentu. Możdżer przyznaje, że różnica w brzmieniu jest subtelna, prawie niesłyszalna, ale czuje pewne zmiany w "środowisku rezonansowym" podczas gry. Eksperymentuje zresztą dalej - stroił nawet fortepian do 417 Hz (jeszcze niżej), próbując różnych częstotliwości dla porównania. W 2021 roku podczas plenerowego koncertu na Festiwalu Wibracje zagrał na dwóch fortepianach jednocześnie - jednym w stroju 440 Hz, drugim 432 Hz, dając publiczności szansę usłyszeć różnicę na żywo. W wywiadzie dla magazynu "Zwierciadło" powiedział, że często spotyka się z szyderstwami, że 432 Hz to "foliarska teoria". "Krytycy nierzadko bywają agresywni, twierdząc, że to jest bez znaczenia. Ale gdyby rzeczywiście było bez znaczenia, to po prostu nie zwracaliby na niego uwagi, zamiast go zwalczać, prawda?" - ale zauważa przewrotnie.

Możdżer nie jest jedyny. Coraz częściej wykonawcy niezależni i niszowi eksperymentują z innym strojem. Szczególnie w muzyce relaksacyjnej, ambient, medytacyjnej - tam 432 Hz stało się wręcz modą. Ale nie tylko. Zdarzają się albumy rockowe czy elektroniczne świadomie nagrane w tym stroju. Coraz więcej artystów nagrywa albumy w stroju 432 Hz - od muzyki relaksacyjnej po rock i elektronikę, ponieważ słuchacze często mówią, że taka muzyka brzmi cieplej, pełniej i bardziej naturalnie". W kręgach reggae pojawiały się plotki, że Bob Marley stroił do 432 Hz, ale to raczej mit. Współcześnie niektórzy wykonawcy decydują się na taki strój, być może z inspiracji tą legendą. Pink Floyd, Mozart, Hendrix, Prince - te nazwiska krążą w artykułach o 432 Hz, ale zazwyczaj są to niepotwierdzone pogłoski. W rzeczywistości większość mainstreamowych nagrań jest rejestrowana w standardowym stroju, chyba że twórca celowo zrobi inaczej i poinformuje o tym słuchaczy.

Ciekawostką jest, że orkiestry symfoniczne również nie zawsze trzymają się 440 Hz - ale bynajmniej nie z powodu magii 432 Hz. Wręcz odwrotnie - wiele czołowych orkiestr stroi trochę wyżej. Na przykład Filharmonicy Wiedeńscy preferują strojenie około 443 Hz, a New York Philharmonic deklaruje strój 442 Hz. Powód? Wyższy strój dodaje brzmieniu blasku, co w dużej sali koncertowej bywa pożądane. Z kolei inne orkiestry eksperymentują z niższymi strojami. Przykładowo, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Kuby grała na 436 Hz. Ogólnie nie ma jednej żelaznej zasady - standard 440 Hz jest punktem wyjścia, ale świat muzyki klasycznej dopuszcza odchylenia rzędu kilku herców w górę lub w dół. Natomiast instytucje edukacyjne uczą strojenia do 440 Hz, by zachować jednolitość. Gdy Leszek Możdżer w wywiadzie powiedział, że trudno byłoby zebrać większy zespół chętny grać w 432 Hz, miał sporo racji - instrumenty dęte czy fortepiany w filharmoniach są zestrojone pod 440 Hz i przestawienie całej orkiestry na inny strój to logistyczny koszmar (nie wspominając o tym, że instrumenty dęte mogą gorzej intonować poza przewidzianym strojem). Dlatego rewolucja 432 Hz, o ile następuje, to raczej w małych składach lub studiach nagraniowych niż w salach koncertowych.

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Jak sprawdzić, w jakim stroju nagrano muzykę?

Jeśli ktoś ciekaw jest, czy ulubiona płyta została nagrana standardowo, czy może w "stroju Verdiego", jak może to sprawdzić? Nie dysponując odpowiednimi narzędziami, raczej się tego nie dowiemy - chyba że mamy słuch absolutny. Przeciętny meloman może skorzystać z aplikacji lub urządzenia do strojenia instrumentów. Wystarczy odtworzyć utwór i sprawdzić wysokość któregoś dźwięku (na przykład znaleźć moment, gdzie powtarzany jest jeden dźwięk i zmierzyć jego częstotliwość). Jeśli sprzęt pokaże 440 Hz - strój jest standardowy, a jeśli bliżej 432 Hz - mamy ciekawostkę. Można też użyć programów do analizy audio, które wykażą widmo częstotliwości i pomogą zlokalizować podstawowe pasmo częstotliwości instrumentów.

Prostsza droga dla ciekawych to skorzystać z gotowych narzędzi online. Istnieją strony i aplikacje, gdzie możemy załadować plik, a one przekonwertują nam utwór do wybranego stroju (432hzconverter.com pozwala zamienić plik z 440 na 432 Hz i odwrotnie). Dzięki temu można porównać dwie wersje. Jeśli chodzi o streaming, dostępne są różne wtyczki (takie jak 432 Hz Player jako rozszerzenie do Chrome'a), które w locie przesuwają odtwarzany dźwięk. Trzeba jednak uważać, ponieważ samo przetransponowanie cyfrowe może nieznacznie pogorszyć jakość dźwięku (to dodatkowa obróbka DSP). Dlatego audiofile preferują raczej utwory nagrane w 432 Hz niż "sztucznie" przeliczone z 440 Hz.

Na rynku pojawiły się też urządzenia stworzone przez fanów strojenia 432 Hz, takie jak belgijski streamer 432 EVO Standard, który oferuje tryb automatycznej konwersji całej odtwarzanej muzyki do 432 Hz w czasie rzeczywistym. Producent chwali się, że dzięki temu każdy utwór - czy to z pliku, czy z serwisu strumieniowego - możemy odsłuchać w "ulepszonym" stroju bez wysiłku. To pokazuje, że 432 Hz przeniknęło nawet do sfery audiofilskich gadżetów. Oczywiście, sprzęt ten kierowany jest do pasjonatów, a co się z tym wiąże - nie jest tani (17 500 zł). Trzeba jednak przyznać, że jest to dość bezkompromisowe rozwiązanie i jeżeli ktoś jest przekonany o wyższości strojenia 432 Hz nad standardem 440 Hz, takie jedno pudełko załatwia problem raz a dobrze.

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Epilog

Historia 432 Hz przypomina dobrą powieść detektywistyczną. Znajdziemy w niej wątki historyczne (Verdi, konferencje i XIX-wieczne standardy stroju), jest teoria spiskowa z nazistami w tle, są naukowe dociekania o wpływ na ciało i umysł, a wreszcie artyści, którzy postanowili wypróbować to na własnej skórze (a właściwie uszach). Czy zatem 432 Hz to lepsza odsłona muzyki i kosmiczna częstotliwość o właściwościach leczniczych, czy bujda na resorach, której popularność wynika z umiejętnego dobierania faktów i tworzenia nowych, chwytliwych opowieści, których nie sposób sprawdzić? Prawda chyba leży pośrodku, dlatego warto zbadać ten temat samemu, ale przy zachowaniu zdroworozsądkowego sceptycyzmu. Częstotliwość 432 Hz nie jest magicznym kluczem do "prawdziwej muzyki". Fakty świadczą o tym, że standard 440 Hz nie został wprowadzony przez żaden globalny spisek dla ogłupienia mas, a jedynie w wyniku dążenia do ujednolicenia stroju i praktycznych kompromisów. Tak, 440 Hz stało się powszechne dopiero od połowy XX wieku, ale wcześniej wcale nie królowało 432 Hz, tylko różne inne stroje (najczęściej około 435 Hz w Europie). Nie ma solidnych dowodów naukowych, by 432 Hz miało wyjątkowe właściwości uzdrawiające, choć wyniki kilku eksperymentów rzeczywiście dają do myślenia.

Jak ujął to profesor Ian Cross z Uniwersytetu Cambridge, brak jakichkolwiek empirycznych podstaw dla twierdzenia, że wszechświat preferuje akurat tę częstotliwość. Z drugiej strony muzyka to coś więcej niż liczby. Jeśli subiektywnie obniżony strój komuś bardziej odpowiada, dodaje brzmieniu ciepła i spokoju, to czemu nie słuchać muzyki właśnie w takim strojeniu? W końcu liczy się przyjemność z odbioru dźwięku. Nawet jeśli jest to efekt placebo, to przecież i placebo potrafi poprawić samopoczucie. Dla zawodowych muzyków liczy się głównie spójność stroju. Chaos, jaki panował przed erą standaryzacji, był koszmarem. Dlatego posiadanie wspólnego punktu odniesienia (440 Hz) jest ogromnym ułatwieniem w świecie muzyki. Niemniej muzycy o otwartych głowach, jak chociażby Leszek Możdżer, pokazują, że warto kwestionować status quo, nawet jeśli tylko po to, by poszukać nowych barw. Sztuka rozwija się dzięki eksperymentom.

Zainteresowanie melomanów strojeniem 432 Hz przyniosło coś dobrego bez względu na to, po której stronie stoimy. Zwróciło bowiem uwagę tysięcy ludzi na kwestię strojenia, fizyki dźwięku, a nawet historii muzyki. Wielu melomanów po raz pierwszy usłyszało o tym, że istnieją różne wysokości stroju, że Bach czy Mozart nie grali w 440 Hz, bo tego standardu wtedy nie było. Dyskusje o czymś, co leży poza światem kolumn, wzmacniaczy i kabli, rozgrzały audiofilskie fora na całym świecie. A to zawsze pozytywne zjawisko. Podsumowując, czy 432 Hz to objawiona prawda muzyki, czy tylko ciekawostka? Chyba jedno i drugie. Tajemnicy starożytnych Sumerów tu nie ma, ale jest piękna metafora - w muzyce naprawdę wszystko jest wibracją. A fakt, że drobna zmiana tych wibracji wpływa na nasz odbiór, przypomina, jak wrażliwymi istotami jesteśmy w świecie dźwięku.

Komentarze (3)

  • Piotr

    Różnice typu dźwięk "niższy, głębszy, ciemniejszy" można by ewentualnie zauważyć słuchając A/B tego samego utworu w różnych strojach. Ale jeśli słuchamy całej playlisty "zrobionej" od razu w 432 Hz, to na nasze postrzeganie wpływa po prostu proporcja dźwięków (częstotliwości) wysokich i niskich. Jeśli utwór w 432 Hz operuje rejestrami sopranowymi, to i tak w sposób oczywisty będzie postrzegany jako jaśniejszy niż utwór 440 w którym przeważają częstotliwości niższe. To wszystko jest relatywne, więc cała ta teoria jest totalną bzdurą na równi z płaską ziemią czy reptilianami. Może też mieć znaczenie marketingowe, bo sprzeda się więcej albumów które rzekomo "regulują ciśnienie". Albo odtwarzacz, który może program przestawić się na tryb 432 Hz (co zresztą powinno być postrzegane jako fałszowanie intencji wykonawców i naruszenie licencji). Ale dziękujemy za ciekawy i wyczerpujący artykuł, który to naświetla.

    1
  • Johnny

    Fajnie, fajnie, ale skoro jednostkę Hertz wprowadzono w 1930 roku, to jak Verdi i inni wspominani w artykule mogli się odwoływać do stroju podawanego w tej jednostce...?

    4
  • Piotr

    Bo wtedy wprowadzono Hertz po prostu jako nazwę jednostki na cześć wielkiego fizyka, wobec świadomości, że można tak mierzyć wszelkie zjawiska falowe nie tylko akustyczne. Sama metodologia liczenia drgań akustycznych na sekundę była rozwijana od lat 30 XIX wieku i pisano po prostu o "drganiach na sekundę" - "cycles per second" (czasem określonych skrótem cps).

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Małe klocki, wielki dźwięk - Cyrus

Małe klocki, wielki dźwięk - Cyrus

Lata osiemdziesiąte były dla branży hi-fi czymś w rodzaju złotego wieku - półki sklepów uginały się pod ciężarem urządzeń, z których wiele nazywamy dziś kultowymi, a każda licząca się firma miała w ofercie wzmacniacz, który może nie był najpiękniejszy i wykonany niczym szwajcarski zegarek, ale nie kosztował majątku i grał...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Rose RS451

Rose RS451

Rose to jedna z największych niespodzianek, jakie w ostatnich latach widzieliśmy w świecie sprzętu stereo. Ta zupełnie nieznana marka wdarła się na rynek bocznymi drzwiami, a po kilku latach jest...

Hegel H150

Hegel H150

Hegel to marka, która w ciągu ostatnich dwóch dekad zbudowała w świecie audio reputację solidną jak norweska skała. Wzmacniacze tej firmy nie przykuwają uwagi nietuzinkowym wzornictwem ani egzotycznymi materiałami, ale...

Vivid Audio Kaya S12

Vivid Audio Kaya S12

W świecie hi-endowego sprzętu audio rzadko pojawiają się firmy tak osobliwe jak Vivid Audio. Z jednej strony to marka stosunkowo młoda, bo założona w 2001 roku, z drugiej - wymieniana...

Bannery boczne

Komentarze

meloman
Gradienty Helsinki grają u mnie od wielu lat i nie znudziły mi się. Ich dźwięk nigdy mnie nie rozczarował, choć przecież nie są to ani najlepsze ani najdroższe ...
Tadeusz
Jestem ogromnym miłośnikiem skandynawskiego sprzętu, ale o kilku wymienionych tu markach słyszę po raz pierwszy. Dziękuję za arcyciekawy materiał!
Garfield
Bardzo przyjemna lektura, choć nie jestem wielkim miłośnikiem tej szkoły wzornictwa (a Ikeę omijam szerokim łukiem). Chcę jednak zdementować tezę, jakoby skandy...
Laser
Fajnie się to wszystko czyta w 2026 roku. Właśnie wyjąłem z pudełka takie słuchawki, które mi podarowano. Do naprawy jest ta miękka poduszeczka pod pałąkiem. Po...
Kemot
Kocham materiały promocyjne. Ale jeszcze bardziej kocham testy ciekawego sprzętu.

Płyty

Mark Knopfler - One Deep River

Mark Knopfler - One Deep River

Z muzyką Marka Knopflera mam pewien bardzo specyficzny problem. Uwielbiam jej słuchać, niezależnie od albumu, ale gdy przychodzi moment, w...

Newsy

Tech Corner

Prostota, lekkość i najwyższa jakość audiofilskiego streamingu - JPLAY

Prostota, lekkość i najwyższa jakość audiofilskiego streamingu - JPLAY

W dobie streamingu i dostępności cyfrowych plików audio mogłoby się wydawać, że słuchanie muzyki jeszcze nigdy nie było tak proste. W praktyce jednak, szczególnie dla bardziej wymagających użytkowników, to wciąż zaskakująco skomplikowana sprawa, zwłaszcza gdy chcemy połączyć wygodę korzystania ze smartfona z możliwościami bardziej zaawansowanego sprzętu audio. Jeśli chodzi o...

Nowości ze świata

  • We Are Rewind has announced an exclusive collaboration with Duran Duran for the WE-001 Duran Duran Special Edition, a portable cassette player that pairs the band's distinctive visual world with a thoroughly modern take on the classic Walkman style. Finished...

  • Sendy Audio has introduced Egret, a new open-back planar magnetic headphone that pairs the company's latest nano-diaphragm technology with its familiar handcrafted wooden construction. Developed from the ground up with a focus on accuracy, refinement and long-term comfort, Egret is...

  • HEDD Audio has expanded its headphone line-up with HEDDphone Two Unplugged and HEDDphone Two GT Unplugged, new cable-free editions designed for experienced listeners who already own their preferred aftermarket cables. Both models retain the full-range Air Motion Transformer sound that...

Prezentacje

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

W świecie sprzętu audio wiele legendarnych marek zaczynało od kolumn składanych z gotowych przetworników, wzmacniaczy lutowanych na kuchennym stole i czy kabli skręcanych podczas koncertów na żywo. W przypadku słuchawek taka historia brzmi mało prawdopodobnie. To znacznie bardziej wymagająca dziedzina, która zwykle pozostaje w rękach dużych koncernów - firm dysponujących...

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Vintage

Onkyo Grand Integra M-510

Onkyo Grand Integra M-510

Pewnego dnia przeglądając dział sprzętu audio na popularnym portalu aukcyjnym, natknąłem się na tę końcówkę mocy i zakochałem się w...

Słownik

Poprzedni Następny

D'Appolito

Konfiguracja przetworników w kolumnach głośnikowych, której ojcem jest Joseph D'Appolito - autora pracy opisującej działanie takiego układu, zaprezentowanej w 1983 roku. Rozwiązanie polega na tym, że przetwornik wysokotonowy jest umieszczony...

Cytaty

LudwigVanBeethoven.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.