Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Vivid Audio Kaya S12

Vivid Audio Kaya S12

W świecie hi-endowego sprzętu audio rzadko pojawiają się firmy tak osobliwe jak Vivid Audio. Z jednej strony to marka stosunkowo młoda, bo założona w 2001 roku, z drugiej - wymieniana jednym tchem z uznanymi manufakturami, które budowały rynek przez dekady. Jej rodowód jest jednocześnie nietypowy i bardzo logiczny. Siedziba oraz fabryka znajdują się w Republice Południowej Afryki, natomiast zaplecze inżynieryjne mieści się w Wielkiej Brytanii. Jeszcze ciekawsze są geny, z których Vivid Audio się narodziło - jest to bowiem bezpośrednia kontynuacja inżynierskich poszukiwań Bowers & Wilkins. Laurence Dickie, główny konstruktor Vivida, dał się wcześniej poznać jako autor legendarnego modelu Nautilus oraz systemu wewnętrznych wzmocnień Matrix. To właśnie on wprowadził do świata kolumn głośnikowych koncepcję zwężających się tub pochłaniających energię tylnej fali przetworników, co nie wynikało z potrzeby stworzenia kolumn w kształcie ślimaka, ale raczej głębokiego zrozumienia zjawisk fizycznych. Dziś wszystkie kolumny Vivid Audio korzystają z rozwinięcia tamtego pomysłu - zaawansowanych komór i tuneli o zmiennym przekroju, których zadaniem jest eliminacja rezonansów i zniekształceń wewnątrz obudowy. Od pierwszego modelu konstruktorowi przyświecała ta sama idea, dzięki której Nautilusy stały się żywą legendą - odtwarzać nagrania jak najwierniej, bez dopisywania własnej historii do tego, co zarejestrowano w studiu.

Rynkowa kariera Vivid Audio jako producenta kolumn zaczęła się w 2004 roku od modelu B1. Już sama nazwa tej serii - Oval - dobrze oddawała filozofię formy podporządkowanej funkcji. Obudowy dalekie były od prostopadłościennych "skrzynek", pozbawione równoległych ścian i ostrych krawędzi. Przypominały raczej krople wody lub wydłużone jajka o organicznych, obłych kształtach. Tu nic nie jest narysowane "dla ozdoby" - krzywizny i przejścia między płaszczyznami wynikają wprost z akustyki, minimalizując dyfrakcje i fale stojące. Kolejnym krokiem była flagowa seria Giya, która w 2008 roku wywołała w świecie audio spore zamieszanie. Smukłe, spiralne obudowy z charakterystycznymi "ogonkami" kryjącymi w środku długie tuby absorpcyjne wyglądały jak rzeźby z innej planety. Dickie nazywa te labirynty absorberami wykładniczymi - to w nich znika tylna fala wszystkich głośników, a sama skrzynia staje się elementem maksymalnie obojętnym. Giya stała się dla Vivida tym, czym Nautilus był dla B&W - manifestem technologii i punktem odniesienia.

Dziś katalog Vivid Audio dzieli się na trzy główne linie - Oval, Giya i Kaya. Oval to seria historyczna, nieco bardziej "konwencjonalna" pod względem brył i cen, ale nadal bardzo daleka od typowego hi-fi. Giya stanowi szczyt możliwości firmy - wysokie, rozbudowane konstrukcje kosztujące setki tysięcy złotych, budowane bez żadnych kompromisów. Najmłodszą rodziną jest Kaya, której nazwa - zaczerpnięta z języka zulu i oznaczająca "dom" - mówi wprost, że te kolumny powstały z myślą o realnych, domowych pomieszczeniach. Chodziło o połączenie firmowej technologii z formą, która wciąż jest odważna, ale mniej "rzeźbiarska" niż Giya. W serii tej znajdziemy smukłe podłogówki Kaya 25, 45 i 90, głośnik centralny Kaya C35 oraz bohatera tego testu - najmniejszy i najbardziej "przystępny" model, monitor Kaya S12.

S12 zajmuje w katalogu miejsce szczególne. To najmniejsza i najtańsza konstrukcja umożliwiająca wejście do świata Vivida, ale wcale nie "okrojona" czy uproszczona. Wręcz przeciwnie - producent bardzo wyraźnie podkreśla, że to mały koncentrat firmowych rozwiązań. Do 12-litrowej obudowy przeniesiono rozwiązania z dużo droższych modeli Giya - tę samą filozofię wygaszania fal, ten sam tweeter, podobne myślenie o dyspersji i sztywności skrzyni. Idea jest prosta - dać użytkownikowi dźwięk, który jakościowo należy do świata high-endu, ale w formacie monitora do niewielkiego salonu, pokoju odsłuchowego lub domowego studia. Pytanie brzmi, czy tak mała kolumna faktycznie jest w stanie dostarczyć doświadczenie, jakie kojarzymy z dużymi Vividami. Teoretycznie wszystko się zgadza - na papierze wszystkie elementy tej konstrukcji wyglądają jak przeniesione ze znacznie droższych zestawów, a na zdjęciach Kaya S12 prezentuje się jak małe dzieło sztuki. W cenniku mamy jednak przepaść. O serii Giya nawet nie wspominam, ale nawet w tej samej linii podłogówki Kaya 90 kosztują 120 000 zł (ceny za parę), Kaya 45 - 82 000 zł, Kaya 25 - 46 000 zł, a Kaya S12 - 28 000 zł. Sprawdźmy więc, jak wygląda i jak funkcjonuje w praktyce ta "mini Giya".

Vivid Audio Kaya S12

Wygląd i funkcjonalność

Już sam proces rozpakowywania najmniejszych monitorów Vivid Audio uświadamia nam, że mamy do czynienia z nietuzinkowym sprzętem. Kolumienki przyjeżdżają w sporych kartonach, więc do pewnego momentu wszystko wygląda normalnie, jednak potem orientujemy się, że zamiast zestawów głośnikowych widzimy płytę z klejonej warstwowo sklejki. Wykonano w niej cztery otwory, a między nimi umieszczono trzy duże śruby motylkowe i kolejny otwór, przez który widać tabliczkę znamionową z opisem modelu i numerem seryjnym. Tak, to nic innego jak fragment podstawy głośnika, który ze względu na skomplikowany kształt transportowany jest na takim właśnie stelażu, zawieszony do góry nogami niczym śpiący nietoperz. Muszę przyznać, że jest to nie tylko sprytne, ale i dość wygodne. Zamiast mocować się z workami lub szukać wygodnego punktu, za który moglibyśmy chwycić taką obłą obudowę, możemy elegancko unieść i obrócić "stelaż", a następnie, w dogodnym miejscu, powoli odkręcić śruby, uwalniając kolumny.

Nietypowy system pakowania kolumn jest jednocześnie wskazówką dla użytkownika. Po pierwsze, podstawa monitorów jest płaska, więc jeśli planujemy umieścić je na istniejących meblach, jest to jak najbardziej możliwe. Na początek wystarczą nawet samoprzylepne, filcowe nóżki lub gumowe odbojniki. Po drugie, obecność śrub oznacza, że każdą z kolumn wyposażono w trzy nagwintowane tuleje, a to z kolei otwiera drogę do eksperymentowania z bardziej audiofilskimi nóżkami i podstawkami. Vivid Audio proponuje własne standy o bardzo nietypowym kształcie. Umieszczone na nich monitory wyglądają jak skrzyżowanie studyjnego sprzętu z dizajnerską lampą. Co więcej, firmowe podstawki są dość lekkie, ponieważ priorytetem nie było wcale stworzenie "betonowego" fundamentu, ale odizolowanie głośników od podłoża - trochę jak w droższych gramofonach Regi, które wydają się śmiesznie lekkie, ale koncepcja ta nie polega na dodawaniu masy, lecz tłumieniu wibracji, z czym doskonale radzą sobie także lekkie materiały. Stabilność ma gwarantować kształt standów, z trzema nóżkami mocno rozchodzącymi się na boki. Kolumny przykręca się do podstaw od spodu, więc ryzyko przypadkowego strącenia jest minimalne. Największym minusem jest oczywiście cena - 7000 zł za parę. Plusem - fakt, że oba elementy idealnie do siebie pasują, a ustawione na takich trójnogach monitory wyglądają, jakby były dwukrotnie droższe. Istnieje również trzecia, niezwykle ciekawa opcja - uchwyty ścienne, które łączą minimalistyczny design z funkcjonalnością. Za parę takich uchwytów zapłacimy 3300 zł.

Kaya S12 to jedne z tych kolumn, które nawet laik od razu wskaże jako coś "innego". Z daleka widać, że to Vivid - organiczna, płynna bryła bez ostrych krawędzi, bez klasycznej, prostopadłościennej skrzynki i frontu przypominającego mebel. Obudowa ma około 40 cm wysokości i przypomina bardziej rzeźbę użytkową niż tradycyjny monitor. Z przodu widzimy dwa przetworniki - u góry 26-milimetrową kopułkę wysokotonową z charakterystyczną siateczką ochronną, poniżej 10-cm głośnik średnio-niskotonowy. Malutki, prawda? Ale spokojnie - już teraz zdradzę, że daje radę. Obie jednostki są lekko zagłębione we froncie, który płynnie przechodzi w boki i tył, jakby całą kolumnę wyrzeźbiono z jednego kawałka materiału. Materiałem tym jest odlewany ciśnieniowo kompozyt poliuretanowy RIMCast. To nie MDF ani sklejka, nawet nie typowy laminat, tylko tworzywo opracowane z myślą o wysokiej sztywności i bardzo dobrej elastyczności formowania. Dzięki temu Vivid mógł pozwolić sobie na obudowę, która wewnętrznie jest gęstą, wielokomorową strukturą ze wzmocnieniami, a z zewnątrz - kusi naturalnymi krzywiznami i lśni niczym karoseria sportowego auta. Pojedyncza kolumna waży około 6-7 kg, więc jak na tak skomplikowaną konstrukcję nie jest ciężka, natomiast w dłoni sprawia wrażenie zwartej i bardzo solidnej. Jakość lakieru stoi na poziomie, jaki zwykle oglądamy w topowych seriach. Powierzchnia jest równa, głęboka, bez śladów "skórki pomarańczy" czy jakichkolwiek innych niedociągnięć. Standardowo S12 oferowane są w wykończeniach Piano Black, Lexus Pearl White i Oyster Matte, ale producent pozwala na zamówienie praktycznie dowolnego koloru z palety lakierów samochodowych. Jak widać, skojarzenia z motoryzacją okazały się trafione.

Bass-refleks w opisywanym modelu jest nietypowy. Zamiast pozwolić, by fala pochodząca od tylnej strony głośnika odbijała się od tylnej ścianki, prowadzi się ją "naokoło", tak aby energia była stopniowo pochłaniana.

Forma obudowy opisywanych monitorów nie jest kaprysem projektanta, ale wprost wynika z przyjętych założeń akustycznych. Brak równoległych płaszczyzn wewnątrz ogranicza powstawanie fal stojących, a mocno zaokrąglony front minimalizuje dyfrakcję, dzięki czemu poprawia się odpowiedź w osi i poza osią, a dźwięk jest mniej podatny na podbarwienia wynikające z odbić na krawędziach. Patrząc na Kayę S12 z boku czy z góry, odnosi się wrażenie, że to mały "organizm" akustyczny, w którym wszystko pracuje na rzecz czystego sygnału - od kształtu bryły przez rozmieszczenie przetworników aż po układ tunelu basowego. Ten zresztą też jest nietypowy. Zamiast pozwolić, by fala pochodząca od tylnej strony głośnika odbijała się od tylnej ścianki, prowadzi się ją "naokoło", tak aby energia była stopniowo pochłaniana. W opisywanym modelu mamy do czynienia z rozwiązaniem typu "omni-absorber" - wewnętrzną pół-obudową z radialnymi żebrami i labiryntem, który pochłania fale w wielu kierunkach, działając jednocześnie jak bardzo skuteczny system usztywniający. Strojenie bass-refleksu ustalono nieco powyżej 40 Hz, z łagodnym spadkiem, co w praktyce daje bas sięgający w okolice 45 Hz przy równiejszej charakterystyce powyżej tego punktu.

Kaya S12 jest konstrukcją dwudrożną, więc siłą rzeczy największą uwagę przykuwają przetworniki. Tweeter D26 to 26-milimetrowa aluminiowa kopułka o specjalnie dobranym profilu, przypominającym krzywą łańcuchową. Dzięki takiej geometrii udało się przesunąć w górę częstotliwość pierwszego modowego podziału membrany - rezonans pojawia się dopiero powyżej zakresu słyszalnego, w okolicach 40-44 kHz. Kopułka promieniuje do tyłu w długą, tłumiącą tubę, więc jej tylna fala nie wraca na membranę w postaci opóźnionych odbić. Co istotne, to dokładnie ten sam tweeter, który pracuje w znacznie droższych modelach z serii Giya. Oznacza to, że pod względem jakości wysokich tonów S12 korzystają z tego samego rozwiązania, co najbardziej prestiżowe konstrukcje marki. Głośnik średnio-niskotonowy C100L ma 10-cm aluminiową membranę z dużą, sztywną nakładką przeciwpyłową, wspartą przez wydajny, cylindryczny układ magnetyczny z pierścieniowym magnesem neodymowym otaczającym cewkę. To przetwornik długoskokowy, zaprojektowany tak, by przy niewielkiej średnicy zapewnić możliwie duże wychylenia bez gwałtownego wzrostu zniekształceń. Punkt podziału między głośnikami ustawiono na około 3 kHz, co jak na tak mały woofer jest wartością rozsądną - nie pracuje on zbyt wysoko, a tweeter przejmuje pałeczkę na tyle nisko, by zachować spójność kierunkowości.

Jeśli chodzi o walory użytkowe, bardzo spodobała mi się maskownica w formie plastikowej, mocowanej magnetycznie siateczki. Dzięki niej kolumny wyglądają tak samo dobrze w obu wariantach - z grillami i bez. Przetworniki wysokotonowe są chronione cały czas - tutaj samodzielnie niczego nie zdemontujemy. Gniazda przyłączeniowe umieszczono w eleganckim zagłębieniu tuż przy podstawie. Są pojedyncze, za to solidne i wygodne. Jak to zwykle bywa, najwygodniej będzie użyć przewodów zakończonych bananami - widełki wchodzą w grę tylko wtedy, gdy umieścimy monitory na podstawkach. W praktyce S12 są dość wdzięczne w ustawieniu. Niewielka szerokość frontu sprawia, że szybko znikają z pomieszczenia, ale warto dać im odrobinę przestrzeni od ścian - pół metra z każdej strony i sensowny trójkąt równoboczny z miejscem odsłuchowym to minimum, które pozwala im pokazać pełnię możliwości przestrzennych. Patrząc na niewielkie głośniki nisko-średniotonowe, część osób na pewno pomyśli, że konieczne będzie uzupełnienie systemu subwooferem, ale wstrzymałbym się z tą decyzją co najmniej do pierwszego odsłuchu. Owszem, warto mieć przewidziane miejsce na aktywnego basistę, ale w zależności od pomieszczenia i sprzętu towarzyszącego może się okazać, że takie wspomaganie nie będzie nieodzowne. Sam na co dzień używam monitorów z ciut mniejszymi, ceramicznymi wooferami i niczego więcej w zakresie niskich tonów od nich nie wymagam. Na koniec słówko o parametrach. Skuteczność na poziomie około 85 dB oznacza, że S12 nie są łatwym obciążeniem dla wzmacniacza. Dramatu też nie ma, ale gdybym miał wybierać, na pewno zacząłbym od tranzystorów o mocy 50-150 W, a nie 25-watowych lampowców.

Vivid Audio Kaya S12

Brzmienie

Pierwsze określenia, które nasunęły mi się na myśl po kilku minutach odsłuchu, to równowaga, czystość i dynamika. W gruncie rzeczy można powiedzieć, że te małe monitory grają tak, jak wyglądają od strony inżynierskiej - jak narzędzie, którego jedynym zadaniem jest jak najwierniejsze przełożenie sygnału na wibracje powietrza. Obawiałem się, że S12 zostały zaprojektowane po to, aby dać niektórym klientom przedsmak jakości i emocji towarzyszących obcowaniu z "prawdziwymi" Vividami, ewentualnie jako nietuzinkowe surroundy do ekstrawaganckich systemów wielokanałowych, w związku z czym ich brzmienie będzie szybkie i przejrzyste, ale niepełne i w wielu aspektach zwyczajnie niedojrzałe. Ale nie. To pełnowartościowe kolumny, które mogą zagrać samodzielnie w systemie stereo, oczywiście w małym lub średnim pomieszczeniu i z odpowiednio mocnym wzmacniaczem. Balans tonalny został uchwycony tak dobrze, że ani przez chwilę nie czujemy się jak obywatele drugiej kategorii - ci, którzy wybrali najmniejsze Vividy, bo na kosztujące 400 000 zł Gaie G1 Spirit Cu ich zwyczajnie nie stać. Żadna część pasma nie wyskakuje przed szereg, nie ma ani wyraźnego "dopalenia" basu, ani rozświetlenia góry dla "efektu wow". To nie znaczy, że brzmienie jest nijakie. Przeciwnie, S12 potrafią wciągnąć w słuchanie bardzo szybko mocno, ale robią to raczej jakością, przejrzystością i rytmem niż spektakularną kolorystyką i "jedyną w swoim rodzaju wizją reprodukcji dźwięku".

Analizując, czy dźwięk jest wystarczająco równy, naturalny i pełnopasmowy, odwróciłem uwagę od średnich tonów. Tymczasem to właśnie one stanowią jeden z najbardziej efektownych składników tej układanki. Jest to dość podchytliwe, bo przecież średnica Vividów na pozór niczym szczególnym się nie wyróżnia. Nie znajdziemy tu ciepła spod znaku Harbethów, bliskości i namacalności typowej dla dużych kopułek (ATC, PMC, Revival Audio), ani koncertowego, bezkompromisowego podawania dźwięku na twarz w stylu JBL-a. Średnicę S12 można określić jako neutralną, rzetelną, a jednocześnie nasyconą informacjami dzięki nieprzeciętnej szybkości. Wokale są obecne, ale nie wypchnięty karykaturalnie w stronę słuchacza. Barwa ma w sobie coś interesującego. Z jednej strony słychać charakter aluminium - czystość, pewien "bezpieczny dystans" i brak papierowego podbarwienia. Z drugiej nie ma typowego dla złych metalowych przetworników zimna czy szklistości. To brzmienie, które trochę przypomina dobrą membranę polipropylenową pod względem gładkości, a jednocześnie zachowuje szybkość metalu. W okolicach przełomu basu i średnicy można odnieść wrażenie lekkiego przygaszenia, delikatnego "mruczenia", które raczej porządkuje pasmo niż je rozjaśnia. Jak widać, geny Nautilusa są przekazywane na kolejne głośniki. Jeśli kiedykolwiek mieliście okazję słuchać "ślimaków" B&W, na pewno uchwycicie tu ten sam motyw przewodni. A przypominam, że mówimy tu o kolumnach wartych około 450 000 zł. I tak, to nie żart - pomijając rozciągnięcie pasma w dół i ogólną skalę prezentacji, słychać tu więcej podobieństw niż różnic.

Góra w wykonaniu S12 naprawdę potrafi zabłysnąć. Tweeter D26 jest jednym z tych przetworników, które bardzo szybko uświadamiają, że większość jedwabnych kopułek gra "po swojemu". Podczas gdy w wielu głośnikach wysokie tony są ewidentnie zmiękczone, monitory Vivid Audio stawiają na realizm - ze wszystkimi plusami i minusami. Talerze perkusji, dzwoneczki, przeszkadzajki czy struny gitary akustycznej mają naturalny blask i aż iskrzą się od mikrodetali. Na szczęście metalowe kopułki nie są nastawione na rozjaśnianie czy doświetlanie dźwięku za wszelką cenę, a zatem nie wpadają w jazgot i nie męczą, kiedy tylko artyści lub realizatorzy dadzą im ku temu najmniejszy powód. Tu nie ma odchyłki ani w jedną, ani drugą stronę. Dostajemy po prostu świetnie rozciągnięte pasmo z czytelnymi, naturalnymi wybrzmieniami najwyższych składowych. Trudno uniknąć wrażenia, że właśnie tu słychać doświadczenie konstruktora i pokrewieństwo z Giyą. S12 nie brzmią jak "tani hi-end" z podrasowaną górą, tylko jak mały monitor, który korzysta z rozwiązań stworzonych dla topowych kolumn tej marki.

Dysponując takim narzędziem jak Kaya S12, traktujemy obecność najróżniejszych drobnych dźwięków jako coś normalnego, jak najbardziej naturalnego i pożądanego. Przypomina to sytuację, w której podstawowym źródłem w systemie stereo jest gramofon. Wtedy prawie zawsze pojawiają się jakieś szmery i trzaski. Jeśli przesiądziemy się na streaming, czujemy się dziwnie, jakby nagle zabrakło czegoś bardzo ważnego.

Nie da się jednak ukryć, że przejrzystość raz po raz wysuwa się na pierwszy plan. S12 słucha się trochę jak lupy, która pokazuje to, co zwykle pozostaje w tle. Szelest palców na strunach, oddechy wokalistów, pogłosy sali, przypadkowo zarejestrowane dźwięki w nagraniach na żywo - to wszystko pojawia się bardzo wyraźnie. Po pewnym czasie zaczynamy wręcz podejrzliwie patrzeć na nagrania, w których tego planktonu brakuje. Co jest, do licha? To kolejny wytwór sztucznej inteligencji? Czy może to realizatorzy aż tak mocno przyłożyli się do swojej roboty albo przesadzili z "czyszczeniem" podobnych artefaktów? Dysponując takim narzędziem jak Kaya S12, traktujemy obecność najróżniejszych drobnych dźwięków jako coś normalnego, jak najbardziej naturalnego i pożądanego. Przypomina to sytuację, w której podstawowym źródłem w systemie stereo jest gramofon. Wtedy prawie zawsze pojawiają się jakieś szmery i trzaski. Jeśli przesiądziemy się na streaming, czujemy się dziwnie, jakby nagle zabrakło czegoś bardzo ważnego (choć przecież same szumy niczego do muzyki nie wnoszą). Jeśli będziecie mieli sposobność posłuchać Vividów, dajcie im przynajmniej pół godziny, a następnie przesiądźcie się na inne, najlepiej lekko "ugrzecznione" kolumny. Pouczające doświadczenie. Ale znów - nie powiedziałbym, że Laurence Dickie stworzył zestawy, które coś wyjątkowego z nagrań "wydobywają". Nie ma tu poczucia, że kolumny próbują błyszczeć analitycznością - raczej stawiają na uczciwe odwzorowanie tego, co zostało zapisane w pliku czy na płycie. S12 nie upiększają materiału, nie wygładzają ostrych krawędzi, ani nie dodają ciepła tam, gdzie go nie ma. Efekt uboczny jest łatwy do przewidzenia - dobre realizacje zabrzmią przepięknie, zaś słabe zostaną obnażone.

Dynamika - zarówno w skali mikro, jak i makro - jest jak na tak mały głośnik imponująca. Wrażenie robi nie tylko atak, ale także zdolność natychmiastowego wygaszania impulsów. Dzięki temu rytm jest wyjątkowo klarowny, a muzyka ma świetny drive. Przy umiarkowanych poziomach głośności S12 sprawiają wrażenie bardzo szybkich i lekkich, ale gdy mocniej odkręcimy potencjometr w prawo, wciąż trzymają fason, nie dając się tak łatwo wyprowadzić z równowagi. Nie ma tu też szybko pojawiającej się kompresji ani wyraźnego "zaciskania się" pasma. W pokoju o powierzchni 15-20 m² łatwo dojść do poziomu głośności, przy którym wiele innych monitorów zaczyna błagać o litość. Co ciekawe, nawet przy takim poziomie decybeli S12 nie męczą uszu. Czy to zasługa niskich zniekształceń i braku sztucznego wyostrzenia? Słuchamy głośno, ale nie towarzyszy temu typowy dyskomfort. Oczywiście - powtórzę to chyba trzeci raz - kluczem do sukcesu jest wydajna amplifikacja. Nie żeby prawdopodobieństwo sukcesu z zastosowaniem wzmacniacza o mocy 30-50 W było zerowe, ale warto mieć pewien zapas. Przekłada się to na większy realizm prezentacji nawet przy niższych poziomach głośności. Natomiast dla tych, którzy lubią fundować sobie koncertowe doświadczenia, Kaya S12 jest strzałem w dziesiątkę. Pytanie tylko, co na to sąsiedzi...

Bas w wykonaniu Kaya S12 to osobna historia. Ilościowo - zgodnie z fizyką - jest go tyle, ile może dać 10-cm woofer w 12-litrowej obudowie. Za to jakościowo jest to poziom, którego wiele większych kolumn mogłoby pozazdrościć. S12 oferują głęboki, zwarty, sprężysty i doskonale kontrolowany bas. Nie ma tu nawet śladu buczenia czy dudnienia. Nawet w trudniejszych akustycznie pomieszczeniach małe Vividy zachowują w dole pasma porządek. Kontrabas jest rysowany czytelną kreską - słychać zarówno atak, jak i rezonans pudła. Stopa perkusji ma szybki cios i konkret, choć nie ma tej masy, jaką dają duże woofery. W elektronice syntetyczny dół jest wzorowo trzymany w ryzach - jest obecny, punktowy, ale nie próbuje poprzestawiać nam mebli w pokoju. Naturalnie, najniższa oktawa pozostaje poza zasięgiem tych kolumn. Pomruki organów czy ekstremalne efekty w muzyce filmowej wymagają wsparcia subwoofera. Niestety nie miałem okazji tego sprawdzić, ale z tego, co słyszałem, S12 bardzo chętnie przyjmują taką pomoc. Po odciążeniu ich z zakresu poniżej 50-60 Hz powinniśmy zyskać jeszcze większą swobodę. W większości typowych, stereofonicznych zastosowań aktywny basista nie będzie konieczny - chyba że lubimy bardzo mocny dół albo mamy duży pokój.

Kolejnym obszarem, w którym S12 pokazują, po co były te wszystkie krzywizny, falowody i labirynty, jest przestrzeń. Kolumny znikają z pokoju zadziwiająco szybko, a scena, którą budują, jest szeroka, głęboka i bardzo precyzyjnie zorganizowana. Źródła pozorne mają jasne kontury, między nimi jest mnóstwo powietrza, a całość nie rozpada się nawet przy głośnym graniu. Pierwszy plan jest lekko przybliżony - wokale czy instrumenty solowe znajdują się odrobinę bliżej niż w wielu "relaksacyjnych" zestawach, co sprzyja poczuciu namacalności i kontaktu z wykonawcą. Jednocześnie tło jest dość rozbudowane, głębsze plany są czytelne, a aura sali koncertowej czy klubu staje się czymś więcej niż pogłosem. Wydaje mi się, że słychać tu synergię wszystkich elementów - wąskiego frontu, falowodu tweetera, czystej pracy woofera i skutecznego tłumienia wewnątrz obudowy. Vividy bardzo dobrze kontrolują ilość energii wysyłanej w stronę ścian bocznych, dzięki czemu odbicia nie rozmywają obrazowania. W efekcie scena jest jak trójwymiarowy model - można śledzić położenie poszczególnych instrumentów, ich odległość od siebie i od słuchacza. A skala rozgrywającego się przed nami wydarzenia jest znacznie większa, niż sugerują rozmiary kolumn. Innymi słowy, S12 w pełni wykorzystują naturalną przewagę małych monitorów nad dużymi, szerokimi pudłami. Możliwe nawet, że pewna część audiofilów przygarnie małe Vividy pod swój dach nie ze względu na fenomenalną przejrzystość i neutralność, lecz właśnie za to, jak przekonującą, obszerną i trójwymiarową scenę stereofoniczną potrafią przed nami roztoczyć. Dla innych będzie to tylko wisienka na smakowitym, wykwintnym, nie za słodkim torcie.

Vivid Audio Kaya S12

Budowa i parametry

Vivid Audio Kaya S12 to dwudrożne, podstawkowe zestawy głośnikowe w obudowie wentylowanej. Od strony technicznej model ten jest świetnym przykładem, jak przenieść idee z absolutnego hi-endu do mniejszej formy. Obudowa z kompozytu RIMCast (z opisu producenta wynika, że jest to wzmocniony poliuretan) pozwoliła na stworzenie kształtu, który z jednej strony jest bardzo sztywny, z drugiej - daje ogromną swobodę w modelowaniu struktury wewnętrznej. W środku znajdziemy więc nie tylko typowe wzmocnienia w formie poprzeczek czy płyt, ale skomplikowaną konstrukcję złożoną z żeberek, komór i kanałów, które tworzą absorber, budząc skojarzenia z czymś, co zobaczylibyśmy raczej w przemyśle lotniczym lub sportowym samochodzie. To w tych kanałach pochłaniane są fale emitowane przez tylną stronę membrany zarówno głośnika nisko-średniotonowego, jak i częściowo tweetera. Gdzieś w całej tej plątaninie żeber i wzmocnień znalazł się jeszcze element, który na rysunkach przekrojowych opisany jest jako "obudowa wewnętrzna". To właściwie coś w rodzaju miski, której zadanie - jak się domyślam - nie polega na wzmacnianiu całej struktury, ale wprowadzeniu do równania kolejnego materiału o innych właściwościach rezonansowych i stworzenie czegoś w rodzaju przegrody, z której powietrze kierowane jest do bass-refleksu (samo ujście tunelu jest elementem obudowy zewnętrznej, ale jego zasadnicza, wewnętrzna część to właśnie fragment owej "miski"). Jedno jest pewne - mamy do czynienia z arcyciekawą konstrukcją, czymś zupełnie innym niż klasyczne skrzynki z MDF-u. Postawione obok większości dostępnych na rynku monitorów, S12 wyglądają jak prom kosmiczny przy XVI-wiecznym galeonie.

Przetworniki, jak to u Vivida, są w całości opracowane przez Dickiego. Tweeter D26 z aluminiową kopułką o kształcie krzywej łańcuchowej został zaprojektowany tak, by możliwie opóźnić pojawienie się podziałów modowych membrany. Dzięki temu w paśmie słyszalnym pracuje ona w sposób bardzo zbliżony do tłoka, a wszelkie rezonanse przenoszą się w rejony, gdzie są łatwiejsze do stłumienia i trudniej je usłyszeć. Tuba tłumiąca z tyłu kopułki ma odpowiednio dobraną długość i przekrój, by pochłonąć energię tylnej fali bez odbić. Woofer C100L to również przetwornik w pełni firmowy. Aluminiowa membrana ze sztywną nakładką przeciwpyłową charakteryzuje się wysoką sztywnością, a pierścieniowy magnes neodymowy otaczający cewkę zapewnia bardzo równomierne pole magnetyczne. Długa cewka i szerokie zawieszenie pozwalają na duże wychylenia bez gwałtownego wzrostu zniekształceń. Zwrotnica została zaprojektowana w charakterystyczny dla Vivida, minimalistyczny sposób. Jak tłumaczy konstruktor, przy tak liniowych przetwornikach nie trzeba walczyć z wybrzuszeniami charakterystyki, więc mamy tu "czysty" filtr, wykorzystujący wysokiej klasy komponenty (cewki powietrzne i kondensatory polipropylenowe renomowanych producentów), a nie rozbudowany układ, który ma przy okazji coś kompensować lub "linearyzować". Częstotliwość podziału ustalono na 3 kHz.

Parametry opisywanych monitorów mają być konsekwencją obranej przez konstruktora drogi. Objętość obudowy wynosi około 12 litrów, strojenie bass-refleksu - trochę powyżej 40 Hz, pasmo przenoszenia rozciąga się od 45 Hz do 25 kHz, przy czym są to wartości podawane przy -6, a nie -3 dB. Skuteczność na poziomie 85 dB w połączeniu z impedancją nominalną 8 Ω (minimum 5,3 Ω) stawia Kaye S12 w gronie monitorów, które lubią wzmacniacze o wysokiej wydajności. W praktyce wybór elektroniki powinien więc iść w kierunku mocnych urządzeń o wysokiej kulturze pracy, stabilnych prądowo i możliwie neutralnych. Vividy nie potrzebują "dopieszczenia" basu ze strony wzmacniacza - potrzebują raczej czystego, dobrze kontrolowanego sygnału, który nie będzie maskował ich własnej szybkości i rozdzielczości. No, chyba że ktoś ma na nie inny pomysł i będzie się upierał, że z 8-watowym SET-em grają lepiej.

Werdykt

Vivid Audio Kaya S12 to kolumny, które bardzo klarownie pokazują, czym może być nowoczesny monitor hi-end, jeśli nie jest projektowany jako dodatek do systemu wielokanałowego albo mniejsza, tańsza wersja zestawu flagowego, która jednak poza gniazdami i emblematem na froncie nie dzieli z nim ani jednego elementu. Tutaj mamy pełne pokrewieństwo - produkt bazujący na tych samych genach, podzespołach, materiałach i filozofii projektowania. Nie dziwi więc, że brzmienie również wpisuje się w to, co prezentują topowe kolumny tej marki. To nie są głośniki, które próbują czarować "lampowym" ciepłem, miękkim basem czy złagodzoną górą. To precyzyjne narzędzia, które przy okazji są pięknymi przedmiotami. Ich zadaniem jest przeniesienie nagrania do pokoju w sposób jak najczystszy, zgodny z zamierzeniami artystów i realizatorów. W tym sensie obietnica, którą Vivid składa od pierwszego dnia istnienia, została tutaj spełniona bardzo konsekwentnie.

Czy S12 są idealne? Oczywiście nie. Mają pewne wymagania systemowe, a fizyki nie da się tak do końca oszukać. Kto marzy o basie rodem z wielkich podłogówek, musi szukać gdzie indziej albo uzupełnić swój zestaw subwooferem. S12 nie będą też pierwszym wyborem dla tych, którzy ponad wszystko kochają dźwięk spod znaku lampy, winylu i papierowych membran. To raczej propozycja dla osób, które cenią przejrzystość, rytm, stereofonię i możliwość śledzenia w nagraniu absolutnie wszystkiego. Jeśli jednak właśnie tego szukacie - małych kolumn, które grają jak duże, są zaprojektowane z obsesyjną dbałością o szczegóły i wyglądają jak małe dzieło sztuki - S12 są jedną z najciekawszych propozycji na rynku. To głośniki, które potrafią całkowicie zniknąć, zostawiając nas z muzyką. No i ta cena... Nie żeby 28 000 zł to były "drobniaki", ale taki dźwięk w tym budżecie to coś niezwykłego, praktycznie niespotykanego. To nie jest przedsmak hi-endu - to hi-end pełną gębą, tylko w mniejszej skali (która w wielu pomieszczeniach będzie więcej niż optymalna). Czapki z głów, panie Dickie!

Vivid Audio Kaya S12

Sprzęt do testu dostarczyła firma Sound Source. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Vivid Audio i wykonane przez redakcję magazynu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo03

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-highend


Komentarze (1)

  • Antek

    Monitory z wooferem wielkości mysiej c***i to high end? To raczej głośniki do odtwarzania dźwięku przelatujących kul.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
FiiO FT7

FiiO FT7

Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris nie jest marką nową, choć przez długi czas funkcjonowała na rynku trochę obok głównego nurtu audiofilskich rozmów. Firma wystartowała w 1995 roku jako Advance Acoustic. Początkowo oferowała zestawy...

HiDiamond Top Bronze

HiDiamond Top Bronze

Kable audio to jeden z tych tematów, przy których emocje potrafią pojawić się szybciej niż rozsądek. Wystarczy rzucić hasło, a po chwili można mieć przy stole dwa obozy, z których...

Bannery boczne

Komentarze

stereolife
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
Mary
A jakie to modele? Bo mnie interesuje ten temat...
słuchacz
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Marcin
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...
Artur
Witam. Widzę, że dołożono kartę rozszerzeń XLR. Czy jest dużo różnica między RCA a XLR ? Warto zainwestować w to rozszerzenie?

Płyty

Blindead 23 - Deuterium

Blindead 23 - Deuterium

Gdybym miał stworzyć zestawienie dziesięciu najlepszych polskich albumów metalowych nagranych w tym milenium, "Affliction XXIX II MXMVI" byłby jednym z...

Newsy

Tech Corner

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Czym powinien kierować się miłośnik sprzętu audio przy wyborze wzmacniacza? Gdyby na tak postawione pytanie można było udzielić prostej i zwięzłej odpowiedzi, pewnie nikt nie zawracałby sobie głowy testami i odsłuchami. Przyjmijmy jednak, że mamy już pewne rozeznanie w temacie, a z długiej listy dostępnych na rynku modeli chcemy wybrać...

Nowości ze świata

Prezentacje

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

Co przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o Francji? Wiadomo - świetna kuchnia, doskonałe wina i sery, luksusowe perfumy, nowoczesna architektura, pokazy mody, festiwale filmowe, słynni malarze i wiecznie zakorkowane uliczki Paryża. Dla amatorów sprzętu hi-fi jest to także jeden z najważniejszych krajów na audiofilskiej mapie świata. To właśnie tutaj...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Nakamichi RX-505

Nakamichi RX-505

Firma Nakamichi gościła już w naszym kąciku vintage za sprawą jej najsłynniejszego magnetofonu - Dragona, który do dziś jest uznawany...

Słownik

Poprzedni Następny

SPDIF

Standard połączenia cyfrowego dla sygnału audio przeznaczony do urządzeń domowych, oparty na opracowanym wcześniej standardzie AES/EBU przeznaczonym raczej do użytku profesjonalnego. SPDIF został wprowadzony przez firmy Sony i Philips, skąd...

Cytaty

HonoreDeBalzac.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.