Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

FiiO FT7

FiiO FT7

Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne zaczynają od przenośnych wzmacniaczy, odtwarzaczy, przetworników, dokanałówek, małych urządzeń biurkowych i akcesoriów, a dopiero po latach dochodzą do wniosku, że skoro zbudowały już techniczne zaplecze, doświadczenie produkcyjne i zaufanie użytkowników, mogą spróbować sił w czymś znacznie trudniejszym. FiiO należy do tej drugiej grupy. Marka założona w 2007 roku w Kantonie przez długi czas była kojarzona przede wszystkim z urządzeniami przenośnymi i biurkowymi, które pozornie wydawały się ze sobą niepowiązane, ale miały jedną wspólną cechę - charakteryzowały się wyjątkowo korzystną relacją jakości do ceny. Nie zawsze były najpiękniejsze, nie zawsze najbardziej luksusowe, ale zwykle dawały użytkownikowi poczucie, że za naprawdę niewielkie pieniądze dostał coś przemyślanego, nowoczesnego i kompletnego. W ostatnich latach FiiO zaczęło jednak coraz śmielej wychodzić poza tę bezpieczną strefę. Oferta rozrosła się do rozmiarów, które jeszcze dekadę temu trudno byłoby sobie wyobrazić. Odtwarzacze przenośne, streamery, przetworniki, wzmacniacze słuchawkowe, dokanałówki, słuchawki Bluetooth, kable, a wreszcie pełnowymiarowe modele wokółuszne. W tym ostatnim segmencie chiński producent nie miał oczywiście takiego bagażu historii jak Sennheiser, Beyerdynamic, Audeze czy HiFiMAN, ale miał coś innego - świeżość, zaplecze produkcyjne i gotowość do agresywnej gry cenowej. Modele FT1, FT3 i FT5 pokazały, że FiiO traktuje ten temat poważnie, ale dopiero FT7 można uznać za prawdziwy sprawdzian dojrzałości. To nie jest kolejny "rozsądny" model - to obecny flagowiec pełnowymiarowych słuchawek FiiO - otwarty model planarny z autorskimi przetwornikami, drewnianymi grillami, bogatym wyposażeniem i ceną, która stawia go w samym środku jednego z najciekawszych, ale też najbardziej bezlitosnych segmentów rynku.

Dlaczego bezlitosnych? Bo w okolicach 3000-4000 zł rywalizacja jest naprawdę ostra. Tutaj nie wystarczy już zrobić produktu poprawnego. Oczywiście nie jest to jeszcze absolutny hi-end, ale klient, który wydaje takie pieniądze na słuchawki, zazwyczaj wie, czego szuka. A kandydatów do zakupu nie brakuje. Meze Strada, Audio-Technica ATH-AD2000X, HiFiMan Arya Organic, Focal Hadenys, Audeze LCD-2 Classic - to tylko kilka propozycji. W tym świecie każdy producent musi mieć jakąś odpowiedź na pytanie, dlaczego to właśnie jego model miałby trafić na biurko, stojak albo głowę audiofila. FiiO odpowiada w swoim stylu - dużą ilością technologii, mocnym zestawem akcesoriów, bardzo dobrym wykonaniem, dwoma kompletami padów, przyjaznymi parametrami i obietnicą brzmienia, które ma łączyć planarną szybkość z dojrzałą, uniwersalną tonalnością. Chińska firma ewidentnie chce pokazać, że nie musi być kojarzona wyłącznie ze sprzętem za rozsądne pieniądze i że potrafi zaproponować wymagającym klientom pełnoprawny produkt premium, który stanie w szranki z nausznikami uznanych marek. Taka sytuacja jest dla recenzenta wyjątkowo wdzięczna. Z jednej strony mamy markę dynamiczną, głodną rynku i technicznie odważną. Z drugiej - słuchawki, które muszą zmierzyć się z konkurencją o bardzo mocnej reputacji. A pośrodku jest użytkownik, który nie kupuje już pierwszych lepszych słuchawek, tylko oczekuje dopracowania w każdym wymiarze - wygodzie, wykonaniu, akcesoriach, łatwości napędzenia i oczywiście brzmieniu.

FiiO FT7

Wygląd i funkcjonalność

Pierwsze wrażenie jest dość jednoznaczne - FT7 wyglądają na droższe, niż są w rzeczywistości. Nie ukrywam, że trochę mnie to zaskoczyło, ponieważ o ile elektronika FiiO robi wrażenie funkcjonalnością, wyposażeniem, a nawet budową wewnętrzną, o tyle pod względem stylistyki firma chyba nie może się oderwać od swoich korzeni. Weźmy na przykład opisywany niedawno streamer S15 - to urządzenie pozytywnie zaskakuje pod każdym względem za wyjątkiem wzornictwa, bo tu konstruktorom po pierwsze zabrakło pomysłów, a po drugie chyba z przyzwyczajenia wprowadzili podświetlane pokrętła i zupełnie niepotrzebne napisy na obudowie, przez co S15 wygląda trochę jak odtwarzacz DVD, a trochę jak sprzęt gamingowy. Ostatnio sytuacja zaczyna się zmieniać, co widać po wzmacniaczu słuchawkowym K17, idącym bardziej w stronę sprzętu studyjnego lub nawet - wiem, że to naciągane porównanie - wzmacniaczy Luxmana. Ale podświetlane pokrętła musiały być.

Tego typu gadżety powodują, że mamy wrażenie obcowania ze sprzętem, który może i został dopieszczony pod kątem technicznym, ale mimo to pozostaje niedojrzały, a może nawet niedopracowany. A jeśli połączymy to z faktem, że FiiO wprowadza kolejne nowości niemal co tydzień, trudno się dziwić, że klienci mają pewne obiekcje i podchodzą do tematu z dużą dozą ostrożności. Tych szukających taniego odtwarzacza przenośnego albo słuchawek za dwieście złotych pewnie w ogóle to nie interesuje, ale ci rozglądający się za porządnymi nausznikami planarnymi za kilka tysięcy złotych na pewno zaczną się zastanawiać, czy kupno flagowego modelu tej marki jest dobrym pomysłem. Krótko mówiąc, FiiO nie musi nas już przekonywać, że potrafi produkować różne dziwne wynalazki za przyzwoite pieniądze. Teraz musi nam pokazać, że rozumie, na czym zależy bardziej wymagającym użytkownikom, że potrafi się przyłożyć i stworzyć sprzęt z wyższej półki.

Biorąc do testu FT7, miałem już przestudiowane firmowe materiały, naczytałem się o autorskich przetwornikach i kablach poddawanych obróbce kriogenicznej, widziałem zdjęcia, ale mimo to spodziewałem się, że po wyjęciu słuchawek z opakowania dojdę do wniosku, że wyglądają trochę... wieśniacko. Otóż nie. Może nie ma tu jakichś rewolucyjnych pomysłów, bo drewno, włókno węglowe, perforowana skóra - wszystko to już widzieliśmy. A jednak słuchawki prezentują się świetnie. Może nie są najbardziej dyskretnymi nausznikami na świecie, ale Chińczycy nie przesadzili. Nie ma tu żadnych złotych śrub ani innych świecidełek. Nawet elementy z włókna węglowego i drewniane "żaluzje" są w gruncie rzeczy elementami konstrukcyjnymi, ponieważ układ listew został dopasowany do położenia magnesów, aby ograniczać odbicia i interferencje. Nawet jeśli potraktujemy takie zapewnienia z pewną ostrożnością, efekt wizualny jest bardzo dobry. FT7 wyglądają jak produkt zaprojektowany z myślą o użytkowniku, który lubi technikę, ale nie chce mieć na biurku kolejnego anonimowego, czarnego akcesorium, tylko coś bardziej charakterystycznego.

O tym, że producent odrobił pracę domową i naprawdę przyłożył się do tematu, można przekonać się, patrząc na opakowanie i wyposażenie testowanego modelu. Zestaw pakowany jest w grube, kartonowe pudełko z motywem czarno-miedzianej mozaiki. W środku znajdziemy instrukcję obsługi i pękaty, twardy futerał z materiału, który aż połyskuje miedzią, kiedy pada na niego światło. Ciekawostką jest ukośnie zamontowana skórzana rączka. Wewnątrz oprócz samych nauszników znajdują się dwa adaptery - na 6,3-mm jacka i 4-pinowy wtyk XLR. Oba spoczywają w gumowych rękawach, z których na pewno się nie wysuną (pomijając fakt, że ta część etui jest oddzielona od reszty). Krótko mówiąc, otrzymujemy najważniejsze akcesoria, dzięki którym słuchawki można nie tylko wygodnie przechowywać w domu, ale także zabrać je ze sobą w podróż lub na gościnne odsłuchy.

Na tym jednak nie koniec. Głębiej w głównym kartonie umieszczono gruby, porządny kabel zakończony wtykiem 4,4 mm Pentaconn i dwoma 3,5-mm jackami po stronie muszli, a jeszcze niżej znalazło się osobne pudełeczko z zapasowymi padami. Te standardowe są wykonane z perforowanej skóry, a drugi komplet obszyto przyjemną, przewiewną tkaniną, która moim zdaniem jest o wiele przyjemniejsza (a już na pewno lepiej sprawdza się w ciepłe dni). Producent podkreśla, że wybór nie powinien być podyktowany jedynie wygodą lub osobistymi preferencjami, ale także względami sonicznymi. Firma informuje, że pady wpływają na charakter dźwięku na tyle mocno, że można traktować je jak dwa ustawienia strojenia. Skórzane mają otwierać prezentację, dodawać powietrza i konturu, ale mogą też mocniej eksponować wyższe zakresy. Materiałowe podobno przesuwają balans w stronę większej spójności, łagodniejszej góry i pełniejszej średnicy, choć niektórzy mogą odbierać je jako mniej efektowne przestrzennie. To bardzo dobry pomysł, bo pozwala użytkownikowi dopasować FT7 nie tylko do własnego gustu, ale też do toru. Ostatnim prezentem od FiiO jest czarny, aksamitny woreczek ze ściągaczem. Co by nie mówić, jest bogato.

Dołączony do zestawu przewód imponuje grubością i jakością wykonania. Nie jestem tylko przekonany, czy dobrym pomysłem jest tak mocne opowiadanie się po stronie przewodów zbalansowanych. Z jednej strony gdyby we flagowych słuchawkach planarnych tej opcji zabrakło, byłoby to duże niedopatrzenie. Z drugiej - to wciąż słuchawki za trzy i pół tysiąca złotych, a więc jak na dzisiejsze standardy żaden hi-end. Co najwyżej średnia półka, a wręcz jej dolny kraniec. Wielu melomanów zainteresowanych takimi nausznikami nie ma sprzętu z wyjściem zbalansowanym. Tymczasem jedyną opcją "normalnego" połączenia w FT7 jest adapter 6,3 mm, z którym cały "zespół wtyku" staje się sztywny, ciężki i długi na 11 cm. Dodajmy do tego fakt, że przewód ma 3 m długości. Przy stacjonarnym torze ustawionym dalej od fotela może to być zaleta, ale w systemie biurkowym zaczyna przeszkadzać. Nieprzypadkowo FiiO wypuściło później krótszy, 1,5-metrowy przewód LL-RC 2025, argumentując to poprawą wygody codziennego użytkowania. W praktyce warto więc powiedzieć jasno - kabel fabryczny jest wypasiony, ale ergonomicznie nie każdemu przypadnie do gustu. W wielu domowych konfiguracjach krótszy przewód będzie po prostu wygodniejszy.

Przechodzimy zatem do dania głównego. Słuchawki są duże, ale wcale nie przesadnie ciężkie. Według katalogu ich masa wynosi 427 g bez kabla, co w przypadku pełnowymiarowych, otwartych planarów z dwustronnym układem magnetycznym jest wynikiem bardzo rozsądnym. Nie są to nauszniki wagi piórkowej, ale też nie jest to wielkie słuchawkowe imadło, które po godzinie zaczyna przypominać o swoim istnieniu karkowi i skroniom. FiiO podaje nawet siłę docisku - 4,2 N z tolerancją 0,3 N - co samo w sobie jest ciekawostką, bo wielu producentów w ogóle nie publikuje takiej informacji. W praktyce nacisk na głowę oceniam jako dobrze dobrany - wystarczający do stabilnego osadzenia słuchawek, ale nie męczący. Oczywiście przy dużych padach i otwartej konstrukcji wiele zależy od anatomii użytkownika. Część osób będzie miała wrażenie pełnej swobody wokół ucha, inni mogą zauważyć delikatny kontakt małżowiny z wewnętrzną częścią pada. To nie jest wada obiektywna, a raczej typowa cecha dużych słuchawek wokółusznych. Jak dla mnie FiiO osiągnęło tu bardzo dobry kompromis między mięsistością padów a ilością przestrzeni wewnątrz nich.

Jeśli chodzi o jakość wykonania, generalnie wygląda to bardzo dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę cenę oraz fakt, że producent stara się dać nam to, z czego jest znany - ekwiwalent sprzętu ze znacznie wyższej półki, pozornie niczym nie różniący się od modeli kosztujących dwa lub trzy razy więcej. Same muszle faktycznie mogłyby wylądować w słuchawkach Audeze czy HiFiMAN-a. Przyglądałem im się długo i nie widzę wielkiej różnicy, może poza tym, że drewniane żaluzje prezentują się mało naturalnie - z bliska wyglądają jak plastikowe listwy ozdobne w niektórych starszych samochodach (dziś już mało który producent udaje drewno, stawiając raczej na materiały imitujące aluminium lub lakier fortepianowy). Gniazda umieszczono pod kątem w plastikowych osłonkach udających włókno węglowe. Ten detal jest akurat niepotrzebny, a ponieważ tworzywo jest dość dobre, nikt by się nie czepiał, gdyby było jednolicie czarne. Nie ma żadnego systemu blokowania wtyczek, więc przy mocniejszym pociągnięciu może się zdarzyć, że nagle stracimy jeden lub oba kanały, ale może to lepsze niż uszkodzone nauszniki lub wyrwane gniazdo. Półokrągłe metalowe widełki, na których obracają się muszle, również nie budzą żadnych zastrzeżeń. Pałąk z włókna węglowego i skórzany pasek z miękkim obiciem od strony głowy - super.

Słuchawki są duże, ale wcale nie przesadnie ciężkie. Według katalogu ich masa wynosi 427 g bez kabla, co w przypadku pełnowymiarowych, otwartych planarów z dwustronnym układem magnetycznym jest wynikiem bardzo rozsądnym. Nie są to nauszniki wagi piórkowej, ale też nie jest to wielkie słuchawkowe imadło, które po godzinie zaczyna przypominać o swoim istnieniu karkowi i skroniom.

Największe i w zasadzie jedyne poważne zastrzeżenie dotyczy mechanizmu regulacji pałąka. Nie czepiam się go dlatego, że działa źle. Kliknięcia są wyraźnie słyszalne i poza tym, że trzeba uważać, aby już przypadkowo nie rozsunąć słuchawek mocniej, nic strasznego się nie dzieje. Problem w tym, że jest to jedyny element FT7 sprawiający takie wrażenie, jakby został zapożyczony ze znacznie tańszego modelu. Prowadnice w kształcie wydłużonego sześciokąta wykonano z plastiku wydającego z siebie tak tępe odgłosy, jakbyśmy trzymali w rękach zabawkę z AliExpress. Co więcej, jeśli po założeniu słuchawek na głowę usłyszymy jakieś odgłosy, możemy być pewni, że ich źródłem będzie właśnie mechanizm regulacji pałąka - wspomniane prowadnice i suwaki w kolorze miedzianym, poruszające się wewnątrz nich. Szczerze mówiąc, jestem aż zły, bo FiiO stworzyło naprawdę fajne nauszniki, które w 90% wyglądają jak modele z wyższej półki, a pozostałe 10% stanowią elementy mało istotne z punktu widzenia całej konstrukcji. Czy naprawdę trzeba było zaoszczędzić na takim detalu? O ile wzrosłyby masa i cena słuchawek, gdyby cały mechanizm zaprojektowano porządnie i wykonano z metalu? FT7 byłyby wtedy o 15 g cięższe i o 100 zł droższe? Nie chciałbym, aby pracownik odpowiedzialny za tę decyzję został zwolniony, ale uważam, że to potknięcie powinno zostać jak najszybciej poprawione. To drobiazg, ale w produkcie aspirującym do klasy premium każdy taki element ma znaczenie. Słuchawki mogą wyglądać jak sprzęt z wyższej półki, mogą mieć luksusowe opakowanie i wyposażenie, wewnątrz mogą czaić się przetworniki z membranami cieńszymi niż ludzki włos, ale jeśli za każdym razem, gdy zaczniemy rozsuwać pałąk, mamy słyszeć dźwięki, jakby ktoś obok bawił się plastikową grzechotką, czar "hi-endowego sprzętu za rozsądne pieniądze" natychmiast pryska. Nie oznacza to, że FT7 są źle wykonane. Wręcz przeciwnie - ogólny konsensus jest bardzo pozytywny. Chodzi raczej o to, że chińscy projektanci dopracowali całą resztę tak dobrze, że każdy mniej elegancki element zaczyna wyraźnie odstawać. No ale cóż, na razie mamy to, co mamy, a jak znam życie, wprowadzenie poprawionego modelu zajmie ludziom z FiiO jakieś trzy godziny, z przerwą na kurczaka z ryżem i taniec na cześć partii. Pora sprawdzić, jak ten kopniak z półobrotu wymierzony w słuchawkowy segment premium sprawdza się w odsłuchu.

FiiO FT7

Brzmienie

Najkrótszy opis brzmienia FT7 brzmiałby tak - neutralnie, szybko, przestrzennie, technicznie, z bardzo dobrym basem i wyraźną, ale zwykle nieagresywną górą. To słuchawki, które nie próbują uwodzić ciepłą mgiełką ani symulować lampowej miękkości. Nie są też jednak bezdusznym narzędziem studyjnym, które rozkłada nagranie na części pierwsze i zostawia słuchacza z raportem sekcyjnym zamiast muzyki. FiiO znalazło tu dość nowoczesny kompromis - dźwięk jest szybki, czysty i otwarty, ale nie odchudzony w sposób typowy dla części jaśniejszych planarów. Skraje pasma są aktywne, bas ma dobrą gęstość i sprężystość, góra wnosi dużo powietrza, a średnica nie jest ani wypchnięta, ani wycofana do tego stopnia, by muzyka traciła kontakt z emocjami. Jeżeli więc zastanawialiście się, czy na etapie odsłuchu opowieść o aspirujących do segmentu premium słuchawkach marki kojarzonej raczej z tanim sprzętem się nie posypie, uprzejmie donoszę, że absolutnie nie. Chińczykom przydarzyła się drobna wpadka z materiałami użytymi do wykonania mechanizmu regulacji pałąka, kilka mało istotnych drobiazgów też dałoby się poprawić niewielkim kosztem, ale baza dla istnienia tego produktu - przetworniki, cały układ akustyczny i wynikające z tego brzmienie - niewątpliwie jest na swoim miejscu.

Największym atutem FT7 wydaje się bas. Niskie tony są szybkie, sprężyste, dobrze kontrolowane i mają naprawdę fajną teksturę. Nie chodzi o ilościowe pompowanie dołu ani o efekt uzyskany przez podbicie midbasu. Raczej o wrażenie, że membrana zaczyna i kończy ruch dokładnie wtedy, kiedy powinna. Można wręcz powiedzieć, że najniższe częstotliwości w opisywanych słuchawkach są zdyscyplinowane jak w nausznikach z wyższej półki cenowej, a jednocześnie nie popadają w suchość. Bas potrafi uderzyć i zejść nisko, ma dobrą definicję i nie rozlewa się na średnicę. W muzyce elektronicznej, nowoczesnym popie, trip-hopie, a nawet bardzo wymagających w tej dziedzinie filmowych ścieżkach dźwiękowych, daje bardzo dobre połączenie rytmu i kontroli. Tam, gdzie dynamiki z podobnej półki czasami budują masę przez zaokrąglenie konturu, FiiO pokazują precyzję, fakturę, napięcie i szybkość. To bas, który bardziej przekonuje jakością niż ilością. Nie oznacza to, że wszyscy usłyszą tu subbasowy fundament w stylu większych, cięższych planarów z wyższej półki. Sam dolny skraj pasma może nie być tak potężny jak u części konkurentów, a przy gorszym uszczelnieniu padów może nawet stracić trochę energii. To ważne, bo w słuchawkach wokółusznych bas zawsze zależy od dopasowania. Okulary, kształt głowy, włosy, sposób ułożenia padów - wszystko może zmienić ostateczny rezultat. Jednak nawet tam, gdzie pojawiają się uwagi o umiarkowanej ilości subbasu, jakość niskich tonów pozostaje jedną z najczęściej chwalonych cech FT7.

Średnica jest mniej spektakularna, ale bardzo dobrze wpisuje się w całościową koncepcję. FT7 nie są słuchawkami, które stawiają wokal metr przed twarzą słuchacza i robią z niego centrum muzycznego świata. Nie mają też tej gęstej, aksamitnej, niemal analogowej barwy, którą kojarzymy z niektórymi konstrukcjami Audeze. Ich środek jest raczej czysty, uporządkowany, neutralny i dobrze doświetlony. Instrumenty akustyczne mają wyraźny kontur, ale nie są przesadnie wysuszone. Wokale brzmią naturalnie, choć ich bliskość zależy od padów. Na skórzanych mogą być ustawione nieco dalej, co zwiększa poczucie przestrzeni, ale u części słuchaczy może dać wrażenie lekkiego dystansu. Na tych materiałowych wysuwają się bliżej, robią się pełniejsze i bardziej namacalne. To jeden z powodów, dla których wybór padów nie powinien być traktowany jako szybka ciekawostka, ale integralna część odsłuchu. Jest to jeden z obszarów, w których potwierdziły się deklaracje producenta. Swoją drogą, FiiO ma takie możliwości produkcyjne, że nie zdziwiłbym się, gdyby w niedalekiej przyszłości w ofercie pojawiły się kolejne rodzaje padów do FT7, o nieco zmienionym kształcie, innym wypełnieniu i wykończeniu. W końcu takie samo musi być tylko mocowanie, a zmiana zajmuje dosłownie kilka sekund - niczego nie trzeba obracać ani wyciągać na siłę. Ot, kilka kliknięć i gotowe. Tak samo nie będzie dla mnie zaskoczeniem, jeśli spora część użytkowników będzie miała oba komplety padów w zasięgu ręki, zmieniając je nawet kilka razy w ciągu jednej sesji odsłuchowej. Obserwowanie efektów na tych samych nagraniach samo w sobie jest świetną zabawą.

Wysokie tony są najbardziej charakterystycznym elementem FT7. To właśnie one odpowiadają za poczucie świeżości, powietrza, rozdzielczości i otwartości. Słuchawki na pewno nie grają ciemno. Nie przygaszają blach, nie chowają pogłosów i nie próbują wygładzać każdego nagrania. Czasami potrafią być nawet lekko bezkompromisowe, dlatego przy doborze sprzętu towarzyszącego zdecydowanie poszedłbym w stronę wzmacniaczy, przetworników lub DAP-ów grających neutralnie lub ciepło, a nie zimnych, tranzystorowych drani rozkładających każdy utwór na części pierwsze. Czy oznacza to, że wysokich tonów jest za dużo? Hmm, chyba nie do końca. Podobnie jak w przypadku basu powiedziałbym raczej, że sprawa ma charakter jakościowy, a nie ilościowy. FT7 potrafią pokazać mnóstwo detali i korzystają z tej możliwości, kiedy tylko materiał daje im ku temu powód. Nie odchudzają całego przekazu ani nie zamieniają słuchania w nieprzyjemny obowiązek. Potrafią jednak pokazać górę w sposób bezpośredni. Jeśli ktoś jest szczególnie wrażliwy na zakres sopranowy, powinien unikać ostro grającej elektroniki. Jeśli natomiast ktoś lubi dużą ilość powietrza, szybki atak i wyraźną separację planów, będzie zachwycony.

Mocną stroną opisywanych słuchawek jest z pewnością dynamika. FT7 potrafią oddać uderzenie, kontrast i rytmiczną energię bez wrażenia kompresji. Bas ma sprężystość, perkusja nie jest spłaszczona, a większe skoki głośności są oddawane z godną podziwu swobodą. Scena jest szeroka, dobrze uporządkowana i precyzyjna, choć niekoniecznie rekordowa w sensie tworzenia wokół słuchacza trójwymiarowego spektaklu. Flagowe nauszniki FiiO robią wrażenie otwartością i bardzo dobrą lokalizacją źródeł, co w naturalny sposób łączy się z przejrzystością. Plany nie zlewają się, więc nawet gęste aranżacje pozostają czytelne. Nie jest to jednak scena absolutnie holograficzna w takim sensie, w jakim potrafią to robić niektóre hi-endowe słuchawki, potrafiące zbudować większą przestrzeń i bardziej "głośnikowe" poczucie oderwania dźwięku od głowy. FT7 opowiadają się za mniej stadionową, za to świetnie uporządkowaną przestrzenią. To nie jest bańka rozciągnięta daleko poza czaszkę, tylko bardzo dobrze zorganizowana, stabilna przestrzeń, w której łatwo śledzić poszczególne elementy nagrania.

Fani mocnych wrażeń coraz częściej szukają swojego ideału u producentów sprzętu profesjonalnego, bo audiofilskie słuchawki planarne to przede wszystkim neutralność, spójność, równowaga, piękna barwa i umiejętność serwowania dźwięku w sposób niewymuszony. FT7 są inne. W każdej sekundzie odsłuchu chcą nam pokazać swoje mocne strony. Jakby wiedziały, że muszą walczyć o swoje miejsce na tym niełatwym rynku.

Jak to wszystko podsumować? Najkrócej porównałbym swoje wrażenia do tych, jakie towarzyszyły mi po oględzinach i przymiarkach opisywanych słuchawek, zanim jeszcze przystąpiłem do odsłuchu. FT7 to bardzo udany, choć jeszcze nie idealny produkt. I tak jak w kwestii budowy i funkcjonalności brakowało dosłownie kilku dopracowanych detali, tak w sferze brzmieniowej nie brakuje ani jakości, ani pomysłów, a co najwyżej spójności i wyrafinowania. Otrzymujemy nauszniki grające stosunkowo równo i naturalnie, z czytelnym i energicznym basem o bogatej fakturze, nasyconą średnicą i przejrzystą górą. Bardzo dobra dynamika i scena skoncentrowana raczej na stabilności i klarownym "rozwarstwianiu" nagrań niż stadionowym rozmachu znakomicie uzupełniają ten obraz. I może w moich ustach zabrzmi to dziwnie, bo przeważnie kibicuję urządzeniom, które nie boją się pokazywać swojego charakteru, ale wydaje mi się, że FiiO niepotrzebnie próbuje udowodnić słuchaczom, że potrafi lepiej i pod wieloma względami może przeskoczyć nawet utytułowanych rywali. Wystarczy spojrzeć na to, co robi większość z nich. Nawet jeśli w materiałach prasowych mamy opowieści o dynamice, przestrzeni i rozdzielczości, potem zakładamy takie słuchawki na głowę i szybko orientujemy się, że mimo wszystkich tych atrakcji grają jakoś tak... przyjemnie. Miały być wyścigi i prężenie muskułów, a jest relaks na plaży w bezchmurny, letni wieczór. I ludzie to lubią. Fani mocnych wrażeń coraz częściej szukają swojego ideału u producentów sprzętu profesjonalnego, bo audiofilskie słuchawki planarne to przede wszystkim neutralność, spójność, równowaga, piękna barwa i umiejętność serwowania dźwięku w sposób niewymuszony. FT7 są inne. W każdej sekundzie odsłuchu chcą nam pokazać swoje mocne strony. Jakby wiedziały, że muszą walczyć o swoje miejsce na tym niełatwym rynku. Jeśli chodzi o repertuar, najlepiej odnajdują się tam, gdzie liczy się szybkość, basowa kontrola, przejrzystość i rytm - elektronika, rock, pop, fusion, soundtracki, cięższe odmiany muzyki z dobrą realizacją. W jazzie i muzyce akustycznej docenimy czystość oraz separację, ale osoby szukające spokoju, muzykalności, odprężenia i cieplejszej, bardziej organicznej średnicy będą chyba musiały szukać dalej. I nie ma w tym nic złego, bo nie każdy sprzęt musi podobać się wszystkim. FT7 mają nie tylko jakość, ale też charakter i za to dostają ode mnie kolejnego małego plusa.

FiiO FT7

Budowa i parametry

FT7 to flagowy model słuchawek marki FiiO. Producent twierdzi, że nauszniki te stanowią ukoronowanie doświadczeń i przełomów technologicznych osiągniętych w poprzednich modelach FT1, FT3 i FT5, wyznaczając nowe standardy w świecie audiofilskiego sprzętu. Sercem FT7 jest autorski przetwornik planarny o średnicy 106 mm. Już sama ta liczba robi wrażenie, bo mówimy o dużej membranie, której kontrola wymaga poważnego układu magnetycznego i dobrze zaprojektowanego zawieszenia akustycznego. FiiO informuje, że membrana wykonana jest z politereftalanu etylenu i ma grubość 1 μm. To bardzo cienka struktura, a w słuchawkach planarnych (dynamicznych zresztą też) masa membrany ma ogromne znaczenie. Im jest mniejsza, tym łatwiej uzyskać dobrą odpowiedź impulsową, lepszą mikrodynamikę i mniejsze bezwładnościowe rozmycie dźwięku. FiiO zwraca uwagę, że różnica między membraną o grubości 2 μm a 1 μm przekłada się na znaczącą poprawę wydajności, szczególnie w zakresie szybkości odpowiedzi, rozszerzenia wysokich częstotliwości i mikrodynamiki. Ten ultracienki profil pozwala membranie reagować szybciej na zmiany sygnału, ograniczając bezwładność i redukując zniekształcenia. Oczywiście sama grubość membrany nie gwarantuje sukcesu. Liczy się jeszcze sposób naniesienia ścieżek przewodzących, ich masa, równomierność pola magnetycznego, tłumienie i cała akustyczna oprawa przetwornika. Dlatego FiiO dość mocno eksponuje nie tylko rozmiar, ale cały pakiet technologiczny.

Najbardziej efektownie brzmi informacja o wielowarstwowej powłoce z 24-karatowego złota i czystego srebra. Złoto charakteryzuje się bardzo wysoką przewodnością i wyjątkową odpornością na utlenianie. Srebro natomiast pozostaje najlepszym przewodnikiem elektrycznym występującym w naturze, gwarantując szybką i precyzyjną odpowiedź. Łącząc te dwa szlachetne metale, FiiO optymalizuje zarówno transmisję sygnału, jak i stabilność w czasie, jednocześnie wzbogacając bogactwo tonalne słuchawek. Do nakładania warstw złota i srebra FiiO wykorzystuje procesy nanometryczne zwykle zarezerwowane dla półprzewodników. Materiał śladu złota i srebra jest przekształcany w zjonizowane cząsteczki, które gromadzą się na membranie poprzez przyciąganie elektryczne. Producent twierdzi, że takie rozwiązanie pozwala uzyskać bardzo precyzyjne, trwałe i lekkie ścieżki, a połączenie złota oraz srebra ma wpływać na charakter dźwięku. Sama ambicja technologiczna jest godna pochwały - FiiO nie kupiło gotowego przetwornika i nie włożyło go do ładnej obudowy, tylko próbuje budować własny język konstrukcyjny.

Układ magnetyczny jest dwustronny, typu push-pull. Na każdy przetwornik przypada 18 magnesów neodymowych N52, po 9 z każdej strony membrany, a maksymalny strumień magnetyczny ma dochodzić do 1,5 T. Stałe pole magnetyczne zapewnia bardziej precyzyjny i symetryczny ruch membrany, zwiększając wierność dźwięku, szczególnie w niskich i wysokich częstotliwościach. W teorii taki układ pozwala równomierniej kontrolować membranę, zwiększyć skuteczność napędu i ograniczyć zniekształcenia wynikające z nierównomiernego działania siły na jej powierzchni. FiiO mówi też o opatentowanej technologii jednolitego pola magnetycznego i magnesach z zaokrąglonymi krawędziami, które mają redukować lokalne zaburzenia pola. Brzmi to jak typowy materiał marketingowo-techniczny, ale ma sens fizyczny, ponieważ każda nierówność napędu może objawić się jako podbarwienie, rezonans albo utrata kontroli w określonym zakresie pasma. Nie lada ciekawostką jest dołączony do zestawu przewód, wykonany z monokrystalicznej miedzi OCC o czystości 6N (99,99998%). Miedź poddawana jest kriogenicznej obróbce zamrożonym azotem utrzymywanym w temperaturze -192°C przez 7 dni. Zdaniem producenta przyspiesza to eliminację naprężeń wewnętrznych w materiale metalowym, a także wyrównuje i zaciska granice kryształów w celu zwiększenia przewodności elektrycznej i transmisji sygnału.

Ponadto PFA o stałej dielektrycznej wynoszącej zaledwie 2,1 jest wybierany jako warstwa izolacyjna kabla. PFA ma właściwości tłumiące i odporne na wstrząsy, co również może przyczyniać się do uzyskanego dźwięku. Słuchawki planarne są zazwyczaj wysoce rozdzielcze, ale mają tendencję do brzmienia nieco „sucho”. Warstwa izolacyjna PFA nie tylko zachowuje wysoką rozdzielczość monokrystalicznego przewodu miedzianego, ale także pomaga dostosować średnie i niskie częstotliwości, nadając odrobinę bogactwa brzmienia, a tym samym zapewniając bardziej relaksujący i przyjemny dźwięk.

Oficjalna specyfikacja mówi o impedancji 25 Ω, skuteczności 94 dB/mW lub 110 dB/Vrms, paśmie przenoszenia 5 Hz - 40 kHz i masie 427 g bez kabla. FT7 nie są więc ekstremalnie trudne do napędzenia jak niektóre klasyczne planary, ale nie są też słuchawkami, z którymi poradzi sobie byle kieszonkowy przetwornik. Owszem, z dobrego przenośnego źródła zagrają głośno, ale mocniejszy wzmacniacz pozwoli poprawić kontrolę basu, separację i stabilność sceny. To dość typowe dla dużych planarów. Niska impedancja oznacza też, że FT7 nie są naturalnym partnerem dla większości klasycznych wzmacniaczy OTL. Lepiej myśleć o dobrym tranzystorze, hybrydzie z odpowiednio niską impedancją wyjściową albo wzmacniaczu lampowym z transformatorami wyjściowymi. FiiO oczywiście chętnie widziałoby je w towarzystwie własnych urządzeń, ale nie ma tu żadnego sugerowanego partnera systemowego, chyba że za taką wskazówkę przyjmiemy zdjęcia, na których FT7 prezentowane są w towarzystwie wzmacniacza K17.

Werdykt

FT7 to kolejny udany produkt FiiO, który pozwala sądzić, że chińska firma nie tylko przymierza się do ataku na coraz wyższe segmenty cenowe w różnych kategoriach sprzętu audio, ale także ma pomysły, chęci i możliwości techniczne, aby ten plan zrealizować. W chwili obecnej świat hi-endu wydaje się jeszcze nieosiągalny, ale założę się, że jeśli poczekamy jeszcze kilka lat, zaczniemy traktować FiiO nie jako specjalistę od tanich odtwarzaczy przenośnych i sprzętu biurkowego, ale dostawcę sensownego, oryginalnego sprzętu ze średniej i wyższej półki.

FT7 są niezwykle interesujące również dlatego, że nie zostały zaprojektowane tak, aby w każdym aspekcie wypadać średnio, akceptowalnie, przeciętnie. Chińczycy potraktowali ten model raczej jako okazję, by wysłać całej branży wyraźny sygnał - nie będziemy nikogo kopiować, bo możemy stworzyć zaawansowane technicznie słuchawki od podstaw, zbudować własne przetworniki z pokrytymi złotem membranami o grubości 1 μm, a na kolejne kroki przyjdzie czas. FT7 mają jasno określone priorytety także w kwestii brzmienia. Nie mają największej sceny w swojej klasie. Nie są najcieplejsze, najprzyjemniejsze ani najbardziej romantyczne. Ale potrafią zainteresować, wciągnąć w słuchanie, prezentując zgrabny, dobrze kontrolowany bas, naturalną, czytelną średnicę i przejrzystą górę. Ten dźwięk łączy w sobie szybkość, przejrzystość, kontrolę i dobrą, lekko skondensowaną, ale za to łatwą do "nawigacji" przestrzeń.

Największym sukcesem FiiO jest jednak to, że FT7 nie sprawiają wrażenia eksperymentu firmy, która dopiero uczy się robić duże słuchawki. Owszem, pewne elementy można dopracować. Regulacja pałąka powinna pracować płynniej. Fabryczny kabel jest za długi i zbyt ciężki do systemów biurkowych. Ale, ale - pamiętajmy, że mówimy o słuchawkach za 3499 zł. Nie są to oczywiście "marne grosze", ale nie ma co oczekiwać takiego poziomu wyrafinowania i dbałości o detale jak w modelach za kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych. Szczególnie biorąc pod uwagę to, że - a przynajmniej ja mam takie nieodparte wrażenie - większość środków przeznaczono na to, co najważniejsze, czyli przetworniki. Jeżeli uważacie, że technologia jest ważniejsza niż piękne muszle i stalowe elementy wyglądające jak biżuteria, a do tego nie boicie się odważnego, chwilami nawet lekko bezkompromisowego dźwięku, wpiszcie FT7 na swoją listę i nie zwlekajcie zbyt długo z wypożyczeniem ich do odsłuchu. W Chinach czas płynie szybko, a jeśli kolejny flagowiec FiiO będzie nie tylko lepszy, ale i zauważalnie droższy, nikt nie będzie żałował tych, którzy przegapili okazję.

FiiO FT7

Dane techniczne

Typ słuchawek: otwarte, wokółuszne, planarne
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 40 kHz
Przetworniki: 106 mm
Impedancja: 25 Ω
Skuteczność: 94 dB
Przewód: 3 m/4,4 mm (zbalansowany)
Masa: 427 g
Cena: 3499 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firmaw MIP. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez FiiO.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy7

Tłumienie hałasu
Poziomy2

Cena
Poziomy7


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
FiiO FT7

FiiO FT7

Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris nie jest marką nową, choć przez długi czas funkcjonowała na rynku trochę obok głównego nurtu audiofilskich rozmów. Firma wystartowała w 1995 roku jako Advance Acoustic. Początkowo oferowała zestawy...

HiDiamond Top Bronze

HiDiamond Top Bronze

Kable audio to jeden z tych tematów, przy których emocje potrafią pojawić się szybciej niż rozsądek. Wystarczy rzucić hasło, a po chwili można mieć przy stole dwa obozy, z których...

Bannery boczne

Komentarze

stereolife
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
Mary
A jakie to modele? Bo mnie interesuje ten temat...
słuchacz
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Marcin
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...
Artur
Witam. Widzę, że dołożono kartę rozszerzeń XLR. Czy jest dużo różnica między RCA a XLR ? Warto zainwestować w to rozszerzenie?

Płyty

Blindead 23 - Deuterium

Blindead 23 - Deuterium

Gdybym miał stworzyć zestawienie dziesięciu najlepszych polskich albumów metalowych nagranych w tym milenium, "Affliction XXIX II MXMVI" byłby jednym z...

Newsy

Tech Corner

Krótka historia płyty kompaktowej

Krótka historia płyty kompaktowej

Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...

Nowości ze świata

  • Advance Paris has introduced the Nova series, a new flagship platform of hybrid integrated amplifiers designed to function as complete control centers for modern stereo systems while preserving the company's established tube-assisted analog architecture. Positioned above the Classic and Apex...

  • Schiit Audio has introduced the Eitr 2, a compact digital-to-digital converter designed to improve signal integrity when using computers, tablets, or smartphones as audio sources in high-performance playback systems. Building on the concept of the original Eitr released in 2017,...

  • Musical Fidelity has introduced the M6xi, a new integrated amplifier that updates one of the company's longest-running high-power platforms with expanded digital connectivity and broader system-integration capabilities while preserving the core analog architecture that defined the earlier M6si. Rather than...

Prezentacje

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

O historii sprzętu audio można się wiele nauczyć przeglądając dzieje firm, które tworzą go od wielu, wielu lat. Korzeni większości wynalazków stanowiących swoiste kamienie milowe w rozwoju technologii nagrywania i odtwarzania dźwięku należy oczywiście szukać w Europie i USA, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że życie dzisiejszych audiofilów nie...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Denon PMA-850

Denon PMA-850

W porównaniu z różnymi staroświeckimi cudeńkami prezentowanymi przez nas w tym dziale, Denon PMA-850 prezentuje się całkiem nowocześnie. Ciekawy zabieg...

Słownik

Poprzedni Następny

Magnes neodymowy

Magnes dający znacznie silniejsze pole magnetyczne, niż porównywalny pod względem rozmiarów magnes ferrytowy. Wykonuje się je zazwyczaj ze stopu neodymu, żelaza i boru. Ze względu na łatwość obróbki mechanicznej, trudność...

Cytaty

SakaguchiAngo.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.