Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

  • Kategoria: Poradniki
  • Tomasz Karasiński

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chińskie hi-fi wywróciło rynek audio do góry nogami. Jeszcze dekadę temu wysokiej klasy dźwięk kojarzył się z drogimi urządzeniami zachodnich marek, na które trzeba było przeznaczyć znaczną część swoich oszczędności. Dziś jednak sprzęt projektowany i produkowany w Chinach oferuje zadziwiająco dobrą jakość za, jak przyjęło się mówić, ułamek ceny europejskich, amerykańskich czy japońskich odpowiedników. Wzmacniacze, przetworniki, odtwarzacze przenośne czy słuchawki z Państwa Środka zdobyły uznanie melomanów na całym świecie. W efekcie dokonała się pewna demokratyzacja hi-fi - dobry dźwięk stał się dostępny dla znacznie szerszego grona odbiorców niż dawniej. Wielu audiofilów z entuzjazmem kupuje urządzenia takich marek jak SMSL, Topping, FiiO, Cayin, Auralic czy Eversolo, odkrywając, że tanie pudełka z Chin potrafią konkurować z uznanymi, lecz droższymi konstrukcjami uznanych, zachodnich marek. Chińscy producenci raz po raz podnoszą poprzeczkę, nieśmiało wdzierając się nawet w obszar hi-endu, niemal całkowicie zdominowany przez firmy mogące pochwalić się kilkudziesięcioletnimi tradycjami oraz mniejsze manufaktury stawiające na oryginalność i wybitną, kosmiczną wręcz jakość wykonania i brzmienia. Czy inwazja kuszących niskimi cenami urządzeń to tylko pierwszy krok na drodze do przejęcia rynku w całości? Czy na dłuższą metę kupowanie chińskiego sprzętu naprawdę się opłaca? Czy jest jakiś haczyk, którego nie widać na pierwszy rzut oka?

No właśnie - intuicja podpowiada, że w podejrzanie dobrej ofercie ów haczyk musi się gdzieś kryć. Tylko gdzie? Cóż, część użytkowników zapewne powie, że niczego takiego nie ma, a chiński sprzęt ma swoje plusy i minusy jak każdy inny - najzwyczajniej w świecie trzeba wybrać takie urządzenie, jakie najbardziej nam odpowiada. Inni natomiast zwracają uwagę na pewne mankamenty, które powtarzają się nie tylko w przypadku grającej elektroniki, ale właściwie każdego innego towaru z Państwa Środka. Chińskie marki przełamują pewne bariery cenowe, ale rodzą się pytania o jakość, trwałość, serwis i etykę. Czy urządzenia z Chin wytrzymają próbę czasu? Co z dostępnością części zamiennych i wsparciem posprzedażowym? Ponadto, czy sukces chińskich firm nie opiera się na kopiowaniu cudzych rozwiązań? Sceptycy wskazują na przypadki nieuczciwych praktyk - od zawyżania specyfikacji po wprowadzanie klientów w błąd co do prawdziwej natury urządzeń. Z drugiej strony nie brakuje głosów, że Chi-Fi to naturalna konsekwencja globalizacji technologii. Skoro w Chinach powstają dziś najnowocześniejsze smartfony, układy scalone czy nawet dobra luksusowe, to czemu z wysokiej klasy sprzętem stereo miałoby być inaczej? W tym artykule spróbujemy obiektywnie przyjrzeć się temu zjawisku. Czy Chi-Fi to faktycznie rewolucja, która trwale zmieniła rynek na lepsze, czy może zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Od "taniej tandety" do fabryki świata - stereotypy a rzeczywistość

W zbiorowej świadomości od lat pokutuje obraz Chin jako źródła tanich, kiczowatych produktów. Napis "Made in China" wielu osobom wciąż kojarzy się z wyrobami, łagodnie rzecz ujmując, niezbyt trwałymi, nieudanymi, wyglądającymi jak tanie podróbki wyrobów zachodnich marek. I rzeczywiście, zalew globalnych rynków przez masowo produkowane chińskie zabawki, elektronikę czy tekstylia na przełomie XX i XXI wieku ugruntował ten stereotyp. Regularnie słychać było twierdzenia, że produkty z Chin są nie tylko brzydkie i jednorazowe, ale i szkodliwe. Media donosiły o przypadkach przekroczonych norm ftalanów (substancji będących pochodnymi kwasu ftalowego, stosowanych głównie jako plastyfikatory dodawane do tworzyw sztucznych, aby nadać im elastyczność i miękkość), a także wykrycia ołowiu w farbach używanych do malowania wyprodukowanych w Chinach lalek. "Chińszczyzna" stała się synonimem bubla - rzeczy, która może i jest tania, ale najpewniej szybko się zepsuje.

Czy jednak to przekonanie jest dziś uzasadnione? Rzeczywistość bardzo się zmieniła. W ciągu ostatnich dwóch dekad Chińska Republika Ludowa stała się główną fabryką świata. Produkowane są tam już nie tylko tanie gadżety z plastiku, ale i najbardziej zaawansowany sprzęt, który nie mógłby powstać nigdzie indziej. W Państwie Środka powstają urządzenia z najwyższej półki - smartfony, tablety, komputery i zegarki firmy Apple, większość elektroniki użytkowej największych marek, podzespoły dla przemysłu motoryzacyjnego, a nawet dobra luksusowe (wiele torebek znanych domów mody czy komponenty zegarków również produkuje się w Chinach). Jak zauważa jeden z raportów, niemal wszystkie światowe marki luksusowe zlecają w Chinach znaczącą część produkcji, a sukces gigantów technologicznych pokroju Apple czy Samsunga nie byłby możliwy bez chińskiego outsourcingu. Innymi słowy, napis "Made in China" nie musi oznaczać niskiej jakości - to stereotyp, który nie wziął się z znikąd, ale bywa dziś krzywdzący. Chińskie fabryki, zwłaszcza te należące do lub współpracujące z zachodnimi firmami, potrafią utrzymać bardzo wysokie standardy jakości. Przykładowo, legendarne głośniki KEF LS50 - monitory uznawane za audiofilski wzorzec w swojej klasie - są projektowane w Wielkiej Brytanii, ale produkowane właśnie w Chinach. I trudno się do czegokolwiek w ich wykonaniu przyczepić.

Jak to przekłada się na ogół rynku hi-fi? Przez lata funkcjonowało przeświadczenie, że chińskie audio to głównie tanio wyglądające klony zachodnich konstrukcji, pozbawione finezji, zrobione młotkiem. Rzeczywiście, na portalach aukcyjnych można było znaleźć różne "cuda", takie jak wzmacniacze lampowe nieznanych marek łudząco podobne do klasycznych modeli McIntosha czy Audio Researcha, ale dostępne za ułamek ich ceny. Większość audiofilów omijała je szerokim łukiem, zakładając (często słusznie), że to tylko podróbki, które nie mają startu do oryginałów. Jednak chiński sektor audio dojrzał. Najpierw zafundował światu zalew taniego sprzętu - czasem tandetnego, ale czasem zaskakująco udanego - a dziś coraz częściej prezentuje produkty z najwyższej półki, które przełamują stereotyp "chińskiego badziewia". Innymi słowy, w branży hi-fi powtarza się to, co widzieliśmy w innych gałęziach - od etapu montowania tanich kopii przez powolne ulepszanie własnych konstrukcji aż po wprowadzane samodzielnie innowacje i atak na segment premium. Dziś "Made in China" może oznaczać zarówno marketowy mini-wieżowy bubel, jak i audiofilski sprzęt klasy hi-end - wszystko zależy od konkretnego producenta, jego filozofii i kontroli jakości.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

"Chińczykomierz" i jego stany pośrednie, czyli co czyni produkt chińskim?

Choć żyjemy w epoce postępującej globalizacji, wiele osób wciąż lubi myśleć o sprzęcie audio w kategoriach tradycji, narodowości, a czasem wręcz stereotypów związanych z nazwą i historią firmy lub lokalizacji jej siedziby. Każdemu urządzeniu chcemy przykleić łatkę, wychodząc z założenia, że kraj pochodzenia jest niezwykle istotny - japońskie wzmacniacze będą działały perfekcyjnie i grały dość jasno, a włoskie kolumny będą wykonane z prawdziwego drewna i skóry, oferując dźwięk ciepły, pełny i muzykalny. Do pewnego stopnia wciąż się to sprawdza, jednak pewne granice zaczęły się zacierać, a inne rozmyły się całkowicie. Globalizacja sprawiła, że "chińskość" urządzenia audio jest dość płynną koncepcją - można ją sobie wyobrazić jako suwak, a nie dwupozycyjny przełącznik. Rozważmy zatem kilka poziomów "zawartości ChRL w sprzęcie audio" i spróbujmy dopasować do nich konkretne przykłady.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Czy istnieje sprzęt "No China Inside"?

Pierwszą, najmniej "chińską" grupę stanowią urządzenia zaprojektowane i wyprodukowane w USA, Europie, Japonii i innych krajach nie mających nic wspólnego z Państwem Środka. Jak to? Ano tak, ponieważ nawet w takim przypadku najczęściej nie da się uniknąć użycia podzespołów produkowanych w Chinach. Nawet jeśli urządzenie audio zostało w całości zaprojektowane i złożone w Danii, Niemczech, Polsce czy Kanadzie, niemal na pewno znajdziemy w nim podzespoły wyprodukowane w Chinach. Wiele układów scalonych pochodzi z Tajwanu lub Chin. Kondensatory, rezystory, płytki drukowane, wyświetlacze, przełączniki, złącza, okablowanie, transformatory, obudowy i znacznie, znacznie więcej - każdy z tych elementów mógł zacząć swój żywot w fabryce w Pekinie, Shenzhen, Guangzhou, Dongguan, Zhejiang, Chengdu, Shandong albo Chongqing. Współczesny wzmacniacz "Made in USA" może mieć w środku chińskie kondensatory i złącza nie dlatego, że są tanie, ale dlatego, że są dostępne w dużych ilościach - fabryka nie stanie, bo zabrakło kilku części i nie ma ich nawet w hurtowniach w sąsiednim hrabstwie. Jak zauważają amerykańscy recenzenci, nawet budując sprzęt w USA nie unikniemy wpływu globalnego łańcucha dostaw. Cła na sprowadzane z Chin komponenty, takie jak półprzewodniki czy obudowy, mogą podnosić koszt nawet "rdzennie amerykańskich" urządzeń. Krótko mówiąc, prawie każdy produkt hi-fi ma w sobie coś z Chin - choćby drobną część. Nie ma nawet sensu wymieniać konkretnych marek i modeli.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

"Designed in Europe, made in China"

Drugą grupę urządzeń stanowią te stworzone według niezwykle popularnego modelu, w którym mamy zachodni projekt i myśl techniczną, ale produkcja odbywa się we własnej fabryce w Chinach. Dlaczego to ważne? Wiele firm twierdzi, że tylko własny, w pełni kontrolowany zakład daje gwarancję jakości. Taki schemat nie jest zbyt popularny, ponieważ jest to duża inwestycja. Aby się zwróciła, skala produkcji musi być naprawdę duża. Do firm, które otworzyły w Chinach własne zakłady produkcyjne, by korzystać z lokalnych zasobów, a jednocześnie zachować pełną kontrolę jakości, należy choćby Bowers & Wilkins. W siedzibie firmy, w mieście Worthing na południowym wybrzeżu Anglii, produkowane są właściwie tylko najwyższe modele zestawów głośnikowych, w tym topowa seria 800 Diamond i kultowe Nautilusy. Proces - od klejenia i lakierowania obudów po montaż zwrotnic i przetworników - w dużej mierze odbywa się ręcznie, a jednego dnia brytyjską fabrykę opuszcza zaledwie kilkanaście gotowych par kolumn. Cała reszta - serie 700, 600, a także głośniki bezprzewodowe, soundbary i słuchawki - zjeżdża z taśm w Azji. I nie stanowi to żadnej tajemnicy. Bowers & Wilkins otwarcie mówi, że większość produkcji przeniosła do Chin, przy czym firma gwarantuje zachowanie jakości dzięki własnej kontroli. Podobnie działają takie firmy jak Monitor Audio czy KEF. Tego typu "chińskość" produktu polega głównie na miejscu montażu - know-how pochodzi z ojczystego kraju producenta, a fabryka zlokalizowana w Chinach często pracuje na wyłączność danej marki, co przy okazji zapobiega "wyciekom".

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Outsourcing kontrolowany

Trzecia grupa jest pozornie zbliżona do tej opisanej powyżej, jednak z tą różnicą, że zamiast budowania własnej fabryki, firma zleca wykonanie i montaż sprzętu podwykonawcom, których samodzielnie nie kontroluje. Niemal w każdym tego typu przypadku - o ile w ogóle taka informacja nie jest ukrywana - producent podkreśla, że projektowanie i strojenie urządzeń nadal odbywa się w Europie, USA lub Japonii, a tylko końcowy montaż zlecany jest chińskim zakładom, aby obniżyć cenę dla odbiorcy końcowego. Cambridge Audio od dobrych kilkunastu lat produkuje niemal wszystko w Chinach, od budżetowych modeli po wysokie serie Azur i CX. NAD - kanadyjska firma znana z doskonałego stosunku jakości do ceny - również zleca wykonanie amplitunerów i wzmacniaczy w chińskich fabrykach (często ta sama firma OEM produkuje dla kilku marek). Ciekawym przykładem jest Musical Fidelity. Brytyjska firma ma wprawdzie niewielką, własną fabrykę w Londynie, gdzie produkowane są flagowe wzmacniacze, jednak lwia część urządzeń wytwarzana jest w Chinach, a w Londynie każdy egzemplarz jest wyjmowany z pudełka, oglądany, sprawdzany, poddawany podstawowym pomiarom i ponownie pakowany. Firma nie kontroluje więc samego procesu produkcji, a jedynie jego efekt - gotowy sprzęt.

Ciekawy model działania przyjął Hegel. Ta znana norweska firma projektuje sprzęt w Oslo, ale montaż odbywa się w Chinach, po czym urządzenia trafiają z powrotem do Norwegii na ostateczną kontrolę jakości przed wysyłką do klientów. Hegel podkreśla przy tym jedną bardzo ważną rzecz - przed zleceniem montażu konkretnej partii jego ludzie kompletują potrzebne do tego komponenty. Fabryka nie może więc pozyskiwać tranzystorów czy kondensatorów samodzielnie, lecz dostaje "worek części" i ma za zadanie złożyć je do kupy. Biorąc pod uwagę koszty pracy i prowadzenia firmy w Norwegii, jest to zupełnie zrozumiałe. W siedzibie Hegla w Oslo znajduje się spore pomieszczenie, w którym pracownicy zajmują się dokładnie tym - mierzeniem pojedynczych części i pakowaniem ich do pudełek. Przypomina to zestawy klocków Lego - w małych woreczkach otrzymujemy dokładnie policzone elementy. Hegel wysyła do Chin, przykładowo, 400 kompletów części potrzebnych do złożenia wzmacniacza H190v (bez obudowy, która jest najcięższa i w całości powstaje na miejscu), po czym otrzymuje 400 złożonych egzemplarzy H190v. Dotyczy to wszystkich modeli, od najtańszego H95 po flagowe H600, P30A, H30A i D50. Nie zmienia to jednak faktu, że spora część klientów i komentatorów nie analizuje tego tak drobiazgowo. Dla nich wzmacniacz zmontowany w Chinach jest chiński i kropka. Jakość dźwięku Hegli przekonuje wielu sceptyków, ale mentalny zgrzyt pozostaje. Dawniej hi-end kojarzył się z manufakturą, ręczną produkcją w USA (Krell, Audio Research, McIntosh) albo Niemczech (T+A), tymczasem wiele europejskich firm składa swoje piecyki w Shenzhen. Czasy się zmieniły.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Rdzenne Chi-Fi, czyli firmy, które niczego nie udają

Czwarta grupa to chiński projekt i chińska produkcja, czyli pełnoprawna marka, która niczego nie udaje (chyba że dla zachowania pozorów i efektu marketingowego zakłada maleńkie biuro w USA lub Europie, co również często obserwujemy). Zazwyczaj na tym poziomie mamy do czynienia z produktami w całości "Made in China" - od pomysłu przez inżynierię po wykonanie. To właśnie one najczęściej rozumiane są jako "Chi-Fi". Firmy takie jak FiiO, Topping, SMSL, Cayin, iBasso, Moondrop, Questyle, Eversolo i dziesiątki innych produkują sprzęt w chińskich fabrykach (często własnych), a następnie sprzedają go globalnie pod własnymi markami. Wiele z nich to młode, dynamiczne przedsiębiorstwa technologiczne, które wyrosły w ostatnich 10-15 latach wraz z rozwojem rynku audio w Chinach. Ich produkty nie są "kopiami" konkretnych zachodnich modeli, choć oczywiście bazują na ogólnodostępnej technologii (te same chipy DAC, wzmacniacze operacyjne, tranzystory - kupowane na przykład od firm amerykańskich czy japońskich). Chińskie marki budują jednak własną tożsamość i portfolio. Co ciekawe, w tej grupie także zdarzają się różne podejścia do jakości - od totalnej masówki po konstrukcje z segmentu premium. Innymi słowy, chiński sprzęt audio nie jest już jednowymiarowy. Można kupić na przykład w pełni chiński wzmacniacz lampowy za 15 000 zł, wykonany z troską o detale i oferujący znakomity dźwięk, jak i chińskie słuchawki Bluetooth za 120 zł, pachnące tandetą na kilometr. "Chi-Fi" obejmuje więc i segment budżetowy, i średni, i coraz śmielej - hi-end.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Między deklaracjami a rzeczywistością

Z punktu widzenia klienta, który w ogóle zwraca uwagę na takie "drobiazgi", największym problemem może być ustalenie stanu faktycznego, ponieważ większość firm - szczególnie tych oferujących sprzęt z wyższej półki - jest świadoma niechęci klientów do "chińszczyzny" i w ten czy inny sposób stara się odwrócić naszą uwagę od tego faktu. "Designed and Engineered in UK, Made in China", "Assembled in Europe" - któż z nas nie widział takich napisów? Niektórzy producenci organizują łańcuch dostaw tak, by ostatni etap montażu wykonać u siebie - wtedy mogą legalnie oznaczyć produkt jako "Assembled in France" mimo że 90% pracy wykonano wcześniej w Szanghaju. Podkreślenie lokalnej "ręcznej roboty" bywa argumentem marketingowym. Dlatego też wiele firm korzysta z chińskich fabryk do produkcji modułów, które łatwo jest ze sobą połączyć. Wówczas takie "prawie gotowe" urządzenia są wysyłane na przykład do USA i tam odbywa się ostateczny montaż. Dumne logo i kraj producenta widnieją na obudowie, a o chińskim pochodzeniu części nie ma żadnej wzmianki. Czy to oszustwo? Jedni powiedzą, że tak, ale z drugiej strony liczy się efekt końcowy, a czy w Chinach wykonany został jeden kondensator, czy obudowy, płytki drukowane, a nawet opakowania - obecnie jest to bardzo płynna sprawa. W praktyce często mamy miks kategorii opisanych wcześniej. Przykładowo, amerykańska firma AudioQuest produkuje popularne przetworniki DragonFly - urządzenie zaprojektowano w USA, montuje się je w Chinach, a kluczowy układ (DAC) pochodzi od ESS Technology (USA). Takie sytuacje pokazują że "chińskość" produktu audio bywa ukryta głębiej niż na etykiecie.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chińskie hity audio - wzmacniacze lampowe

Chińskie firmy odniosły wielki sukces w niektórych segmentach rynku audio. Jednymi z pierwszych hitów z Państwa Środka były wzmacniacze lampowe. Dlaczego? Cóż, wydaje się, że idealnie zbiegły się tutaj trzy czynniki. Po pierwsze, urządzenia te bazują na starej, sprawdzonej technologii, a schematy, opracowania naukowe i gotowe projekty są w zasadzie ogólnodostępne. Nawet gdyby ktoś posądził chińskich producentów o kopiowanie dokonań konkurencji, w tym przypadku nie będzie to uzasadnione. Po drugie, do zbudowania wzmacniacza lampowego potrzeba sporo "żelastwa", a w tej dziedzinie Chińczycy od dawna są dobrzy. U zachodnich firm ogromną część kosztów pochłania wykonanie obudowy i transformatorów, podczas gdy w chińskich realiach jest to względnie tanie - tam wzmacniacz może być złożony z aluminiowych płyt o grubości dwóch centymetrów i na nikim nie robi to wrażenia. Po trzecie - ten czynnik powtarza się właściwie w każdym obszarze, w którym chińscy producenci odnieśli sukces - zachodnie firmy w znakomitej większości odpuściły sobie produkcję wzmacniaczy lampowych w przystępnych cenach, przenosząc się do segmentu premium. Klienci musieli zapomnieć o takich okazjach jak Amplifon WT-30 II za 3500 zł czy Jadis Orchestra za 6500 zł. W pewnym momencie za europejski, amerykański lub japoński piecyk trzeba było zapłacić co najmniej 10 000 zł, a i tak był to skromny sprzęt dysponujący mocą rzędu kilku lub kilkunastu watów na kanał. Chińczycy za połowę tej kwoty oferowali zaś normalne, "poważne" wzmacniacze. Xindak, MingDa, Cayin, Shanling, Yaqin, Auna, Fenton, Raphaelite, Boyun - tego typu marki dosłownie zalały rynek i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ powstała na nim dziura, którą Chi-Fi z radością wypełniło. Pamiętajmy też o dwóch markach, które teoretycznie są "nasze" (jedna amerykańska, druga niemiecka), ale ich sprzęt produkowany jest w Chinach - Jolida i Vincent. Obie w swoim czasie narobiły na audiofilskiej scenie sporego zamieszania, przecierając szlaki i udowadniając, że gdy jakość wykonania jest co najmniej przyzwoita, a cena kusząca, klienci przestają zaprzątać sobie głowę lokalizacją fabryki.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chińskie hity audio - duże wzmacniacze tranzystorowe i hybrydowe

Kolejną chińską specjalnością, która zawdzięcza swą popularność podobnemu mechanizmowi, stały się duże, tranzystorowe końcówki mocy, wzmacniacze dzielone i zintegrowane - również hybrydowe. Na przełomie XX i XXI wieku zachodni producenci niemal całkowicie wycofali się z tego segmentu, wychodząc z założenia, że jest to nieopłacalne, bo większość klientów i tak zdecyduje się na integrę. Dzielenie jej na preamp i końcówkę mocy lub dwa monobloki stało się sportem dla audiofilów żądnych wrażeń i gotowych na duże wydatki. Ze sklepowych półek wyparowały ostatnie względnie niedrogie końcówki mocy Audio Analogue'a, Creeka i Audiolaba. Pasjonatom, chcącym mieć lampowy przedwzmacniacz i potężny, ważący kilkadziesiąt kilogramów, tranzystorowy piec, pozostały koszmarnie drogie konstrukcje Krella, Passa, Pliniusa i Marka Levinsona. W tym momencie pojawiają się Chińczycy, oferując wielkie, ciężkie, potężne piece za 8-10 tysięcy złotych, czyli ułamek ceny zachodnich odpowiedników. Doskonale pamiętam szok, jaki przeżyłem podczas swojego pierwszego spotkania z Vincentem SV-233. Ta duża, imponująca, świetnie wykonana (przynajmniej z zewnątrz) integra może nie do końca grała tak, jakbym sobie życzył, ale perspektywa wejścia w posiadanie takiego kloca mimo wszystko mocno mnie kusiła. Wielu melomanów zdecydowało się na hybrydowy, bardziej udany pod kątem brzmienia model SV-237. W swoim czasie sporą popularnością cieszyły się zbudowane według tej samej receptury wzmacniacze marki Xindak. Dziś podobny model stosuje znana z dobrze brzmiących wzmacniaczy lampowych i hybrydowych marka Pier Audio.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chińskie hity audio - przetworniki i streamery

Prawdziwą żyłą złota okazała się dla chińskich firm produkcja przetworników i streamerów. Po raz kolejny wiąże się to z niskimi cenami, ale czy tylko? W tym obszarze niezwykle istotne są również takie kwestie, jak dostęp do najnowocześniejszych chipów, kompatybilność z usługami sieciowymi i dopracowane, stale rozwijane oprogramowanie. To, co zachodnim producentom sprawiało duże problemy, dla Chińczyków nie było żadnym wyzwaniem. Jeszcze 5-10 lat temu dobry przetwornik z wejściem USB kosztował 3000-5000 zł, natomiast dziś ceny chińskich DAC-ów zaczynają się od kilkuset złotych, a te za kilka tysięcy pod wieloma względami przypominają sprzęt klasy hi-end, tylko w mniejszej skali. Do pewnego momentu klienci traktowali ten sprzęt podejrzliwie, jednak kiedy portal Audio Science Review udostępnił pomiary, w których Topping DX3 Pro czy SMSL SU-8 deklasowały dużo droższe konkurencyjne przetworniki, wywołało to istny szał i nikt nie miał już wątpliwości, że firmy z Państwa Środka będą z powodzeniem rywalizowały z uznanymi markami nie tylko tam, gdzie te oddały pole bez walki, ale również na froncie nowych technologii. SMSL, Topping, FiiO, Questyle, Eversolo, Auralic i Matrix Audio praktycznie zdominowały rynek przetworników i streamerów - szczególnie w niższym przedziale cenowym, ale nie tylko.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chińskie hity audio - sprzęt przenośny

Jednym z sektorów, w którym ekspansja chińskich firm była tylko kwestią czasu, jest z pewnością mobilne audio - od odtwarzaczy przenośnych przez kieszonkowe przetworniki aż po słuchawki. Klasyczne iPody dawno odeszły do lamusa, a audiofile wciąż chcą obcować z dźwiękiem wysokiej jakości w podróży, w pracy, a nawet w domu. Chińskie marki zapełniły tę niszę w całości. FiiO, iBasso, Cayin, HiBy, Shanling - to główni gracze na rynku odtwarzaczy hi-res i wzmacniaczy przenośnych. Szczególnie wyróżnia się tu ta pierwsza marka. Od 2007 roku zbudowała ogromne portfolio, od małych DAC-ów po zaawansowane przenośne playery z Androidem na pokładzie. Model M11 i jego kolejne iteracje zyskały opinię zabójców droższych DAP-ów - za 2000-3000 zł oferują to, co kiedyś kosztowało co najmniej dwa razy tyle u pioneera branży audiofilskich odtwarzaczy (Astell&Kern). DAP-y marek Shanling (M3X, M6) czy iBasso (DX300, DX240) również zdobyły świetne recenzje - dobrze grają, są znakomicie wykonane, obsługują serwisy streamingowe i oferują cały szereg dodatkowych funkcji. Przenośne "dongle" to kolejna kategoria, gdzie Chi-Fi bryluje. Urządzenia pokroju xDuoo XD05, FiiO Q3, iBasso DC-Elite pozwalają znacząco poprawić dźwięk smartfona czy laptopa małym kosztem.

Należy jednak zwrócić uwagę na to, że znów powtarza się pewien schemat - chińscy producenci odważnie wchodzą tam, gdzie zachodniej konkurencji praktycznie już nie ma albo nigdy nie było. Intuicja podpowiada, że w segmencie DAP-ów wymienione firmy powinny rywalizować z producentami japońskimi, bo w czasach dominacji kieszonkowych kaseciaków i odtwarzaczy płyt kompaktowych dominowały takie marki jak Sony, Panasonic, Sanyo, Sharp czy Aiwa. Dziś na placu boju pozostał właściwie tylko wynalazca i popularyzator "walkmanów" - Sony, z modelami takimi jak NW-WM1Z czy NW-A45. W kwestii kieszonkowego hi-endu dominuje koreański Astell&Kern. Zachodnie marki całkiem dobrze radzą sobie z produkcją kieszonkowych przetworników (Chord Mojo, AudioQuest Dragonfly, Pro-Ject DAC Box E Mobile, Audiolab M-DAC Nano, iFi Audio Nano iDSD), jednak cała reszta to Chi-Fi. A swoją drogą, czy AudioQuest, Audiolab lub iFi Audio w dużej mierze też nie są chińskie? Ten temat też już analizowaliśmy.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chińskie hity audio - słuchawki dokanałowe

Prawdziwym fenomenem w kwestii Chi-Fi jest rynek słuchawek dokanałowych (IEM). Tutaj chińscy producenci mają naprawdę wiele do powiedzenia - marki takie jak Moondrop, TinHiFi, KZ (Knowledge Zenith), BLON, 1More, TRN, ThieAudio, Fearless Audio, Tanchjim, Unique Melody czy QDC zalewają rynek przeróżnymi konstrukcjami, od zaskakująco dobrze grających modeli budżetowych po dopracowane, wieloprzetwornikowe dokanałówki za kilka tysięcy złotych. Jeszcze dziesięć lat temu w tym segmencie dominowały firmy z USA (Westone, Shure) czy Japonii (JVC, Audio-Technica, Final Audio Design), jednak dziś ich udziały skurczyły się, bo Chińczycy oferują często więcej za mniej. Przykładowo, model Moondrop Aria (399 zł) bywa porównywany do modeli 2-3 razy droższych, a w sferze hi-endu przebitka jest jeszcze większa. Co więcej, chińskie firmy często najszybciej wdrażają nowe technologie, takie jak planarne przetworniki, hybrydy (elektrostatyczne + armatury + dynamiczne) - to, co jeszcze niedawno kosztowało krocie, dziś jest dostępne w zasadzie dla wszystkich. Przeciętny meloman może za ułamek ceny topowych słuchawek kupić kilka par chińskich IEM-ów i cieszyć się znakomitym dźwiękiem - to kolejna forma "demokratyzacji hi-fi". Oczywiście, wśród chińskich IEM-ów trafia się także mnóstwo modeli przeciętnych lub zwyczajnie słabych, więc klienci muszą wykazać się sprytem, czytać recenzje i śledzić to, co dzieje się w społeczności online, aby oddzielić ziarno od plew. Bonus finansowy jest jednak na tyle duży, że warto tę pracę wykonać.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Czy jest coś, co chińskim firmom idzie średnio?

Gdybyśmy chcieli skompletować wysokiej klasy system stereo, używając wyłącznie chińskich produktów, na pewno byłoby to możliwe, jednak szybko zauważylibyśmy, że w pewnych obszarach wybór jest ogromny, a w innych mocno ograniczony. Innymi słowy, z niektórymi typami urządzeń hi-fi chińskim producentom jest ewidentnie nie po drodze. Pierwszą i najbardziej ewidentną ciemną plamą na mapie świata Chi-Fi są zestawy głośnikowe. Oczywiście również i w tym obszarze Chińczycy powoli się rozpychają, jednak idzie im to opornie, a zachodnia konkurencja jest wyjątkowo silna i nie oddaje pola dalekowschodniej konkurencji, tak jak w przypadku budżetowych DAC-ów, streamerów, wzmacniaczy lampowych czy dokanałówek. Istnieją oczywiście takie marki jak Balenald, SoundArtist, Paiyon, HiVi czy Aurum Cantus, jednak poza nielicznymi wyjątkami ich kolumny wyglądają jak bezczelne i raczej mało udane kopie produktów takich firm jak Bowers & Wilkins czy Spendor. Dobry przykład zdaje się dawać Aurum Cantus - firma produkująca między innymi bardzo ciekawe głośniki wstęgowe. Póki co jednak chińskie manufaktury trzymają się tego, co potrafią najlepiej, oferując głównie zestawy budżetowe. W branży głośników aktywnych, idealnych do postawienia na biurku dobre radzi sobie Edifier - chiński producent, który w zasadzie opanował globalny rynek głośników multimedialnych (o tej firmie ponownie wspomnimy zresztą za chwilę). Jeśli jednak chodzi o sprzęt typowo audiofilski, to zachodni producenci kolumn mogą spać spokojnie. Przynajmniej na razie.

Kolejny obszar, w którym aktywność chińskich marek jest wyjątkowo mała, to szeroko rozumiany rynek okablowania i akcesoriów do sprzętu hi-fi. Jest to co najmniej zastanawiające, ponieważ chińskie fabryki z całą pewnością mają takie możliwości, a na portalach aukcyjnych można znaleźć najróżniejsze przewody przypominające produkty znanych zachodnich manufaktur. Chińskie marki oferują mnóstwo kabli audio (interkonekty, przewody zasilające, sieciowe, słuchawkowe) wykonanych często z bardzo przyzwoitych materiałów (srebro, miedź OCC) za ułamek ceny audiofilskich kabli z USA czy Europy. Problem w tym, że często są to zupełne no-name'y albo bezczelne podróbki kabli takich firm jak Nordost, AudioQuest czy Kimber Kable. Istnieją też marki, które starają się oferować coś własnego i nie wstydzą się swojego pochodzenia, jednak póki co żadna z nich nie przebiła się na tyle mocno, aby stworzyć realne zagrożenie dla uznanych producentów. Wydawałoby się, że co jak co, ale przewody, listwy zasilające, akcesoria antywibracyjne, a nawet wszelkiego rodzaju gadżety z pogranicza audiovoodoo Chińczycy będą nam dostarczali niezwykle chętnie (podobno w tym segmencie można najszybciej dorobić się na "naiwniakach"), ale nie - takie zjawisko póki co nie istnieje. Poszukiwaczom okazji pozostaje przekopywać się przez strony chińskich serwisów aukcyjnych, jednak wydaje się, że jest to ruletka - nie ma nawet pewności, że zamówione przez nas kable będą wyglądały tak, jak na zdjęciu, a co dopiero mówić o jakości wykonania czy walorach sonicznych. Mimo to wydaje się, że inwazja chińskich akcesoriów audiofilskich jest jak najbardziej możliwa.

Jak widać, choć jest to trochę paradoksalne, Chińczycy najlepiej radzą sobie tam, gdzie technologia szybko się zmienia i można osiągnąć wiele dzięki nowoczesnym układom scalonym lub możliwości szybkiego dostosowania się do nowych formatów i trendów. Stąd właśnie dominacja Chi-Fi w segmencie niedrogich DAC-ów, streamerów, urządzeń mobilnych czy słuchawek dokanałowych. Producentom z Państwa Środka znacznie trudniej jest poruszać się w obszarach wymagających know-how zdobywanego latami metodą prób i błędów, takich jak chociażby wysokiej klasy zestawy głośnikowe. Tu Europa, USA i Japonia nadal mają przewagę doświadczenia w konstrukcji zwrotnic, jakości stolarki, a nawet technik wytwarzania samych przetworników. Słaba, a raczej kiepsko ukierunkowana aktywność Chińczyków w kwestii okablowania i akcesoriów jest co najmniej zastanawiająca. Zamiast nowych marek, które starałyby się czymś wyróżnić, a z pewnym wsparciem promocyjnym mogłyby coraz odważniej wdzierać się na ten rynek, dostajemy tylko morze podróbek i podejrzanie tanich "kotów w worku". Nie zmienia to faktu, że kilka popularnych segmentów konsumenckiego audio już dawno padło łupem chińskich marek. Na kolumny i kable prawdopodobnie też przyjdzie czas.

Hi-end "Made in China" - wielkie ambicje i ceny bez kompleksów

Jeżeli komuś wydaje się, że sprzęt audio z Państwa Środka to wyłącznie budżetowe przetworniki i słuchawki bezprzewodowe, może się mocno zdziwić. Tamtejsi producenci konsekwentnie podnoszą poprzeczkę, a chiński hi-end przestał być ciekawostką. Wystarczy posłuchać wysokich modeli Cayina, żeby zrozumieć, skąd te ambicje. Modele bazujące na lampach 845 czy 300B nie są już "tańszymi wersjami zachodnich klasyków", tylko pełnoprawnymi konstrukcjami z własnym charakterem i kulturą grania, którą dawniej przypisywano wyłącznie manufakturom z Europy i USA. Do tego dochodzi wrażenie obcowania z luksusowym przedmiotem - frezowane panele, ciężkie transformatory w eleganckich puszkach, solidne potencjometry, przemyślana ergonomia. Podobną ścieżką idzie firma Line Magnetic, która zaczęła od urządzeń inspirowanych kultowymi konstrukcjami Western Electric, a dziś oferuje na przykład wzmacniacz zintegrowany LM 845 Premium za 46 950 zł, przedwzmacniacz LMG-512CA i monobloki LM-503PA za 84 500 (komplet) czy zestawy głośnikowe LMG-LM812 wycenione na 60 999 zł. Oczywiście do pewnego stopnia widać tu naśladowanie zachodnich (głównie amerykańskich) urządzeń z dawnych lat, jednak pod tą vintage'ową skórą kryje się konsekwentne rzemiosło ze współczesnymi komponentami, sensownym zasilaniem i wykorzystaniem nowoczesnych materiałów.

Drugi biegun chińskiego hi-endu to cyfrowe źródła, gdzie najczęściej padają takie nazwy jak Auralic, Matrix Audio, Denafrips czy Holo Audio. Auralic i Matrix Audio konsekwentnie rozwijają źródła sieciowe, stawiając na własne platformy, piękne obudowy, stabilne oprogramowanie, dopracowane zegary i sensownie rozwiązane aplikacje. To ważne, bo w streamerach wygoda, szybkość i niezawodność interfejsu są dziś równie istotne jak sekcja audio. Denafrips postawił na przetworniki R2R i ciężką, nieco toporną, ale robiącą wrażenie konstrukcję mechaniczną. Topowy model Terminator Plus 15th (38 999 zł) to przykład urządzenia, które nie tylko świetnie brzmi (gęstość, skala, spójność), ale też wygląda i waży jak prawdziwy hi-end, z precyzyjną obróbką aluminium i dopracowanym zasilaniem. Holo Audio poszło w stronę purystycznej topologii z autorskimi algorytmami linearyzacji i równie dopracowaną stolarką. Jego Spring i May weszły w skład systemów bardzo wymagających słuchaczy, którzy chwalą je za dobre połączenie rozdzielczości z naturalnością i swobodą.

Do tego dochodzi grupa ambitnych wzmacniaczy tranzystorowych. Kinki Studio zrobiło sporo hałasu modelem EX-M1, który za stosunkowo rozsądne pieniądze (13 990 zł) oferuje potężną dynamikę i kontrolę, które wcześniej były domeną sporo droższych piecyków. Tutaj znów wracamy do takich marek jak Cayin, który zasłynął wzmacniaczami lampowymi zbierającymi masę pochwał za naturalne, żywe brzmienie. Topowe integry jak Cayin CS-845A (23 999 zł) czy wzmacniacz słuchawkowy Soul 170HA (36 900 zł) są wykonane z dużą dbałością o detale (fronty z masywnego aluminium, chromowane transformatory, sterowanie pilotem), stanowiąc doskonały przykład zdolności chińskich marek do tworzenia sprzętu bardzo wysokiej klasy. Wspólnym mianownikiem jest to, że mówimy o produktach, które przestały kusić wyłącznie dobrym stosunkiem jakości do ceny. One bronią się samym dźwiękiem, wykonaniem i stabilnością działania. Jeżeli Chińczycy muszą jeszcze coś nadrobić, problem leży raczej w długoterminowej polityce serwisowej i "otoczce" posiadania luksusowego sprzętu. Pod tym względem chińskim firmom trudno jest konkurować z zachodnimi legendami, chyba że...

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Hej wy tam w Europie, macie jakieś firmy na sprzedaż?

No właśnie - skoro nie mamy własnej historii, co stoi na przeszkodzie, aby ją kupić, najlepiej w komplecie z istniejącymi projektami i zasobami? Nie jest to nowa praktyka, jednak w ostatnich latach zdaje się nabierać rozpędu. Chińczycy kupują zachodnie legendy i przenoszą produkcję do siebie, rozwiązując w ten sposób problem braku dziedzictwa i zyskując natychmiastową rozpoznawalność wśród audiofilów. Najgłośniejszym przykładem takiej strategii pozostaje koncern IAG, który przez lata zebrał pod jednym dachem sporą część brytyjskich marek hi-fi, takich jak Quad, Wharfedale, Audiolab, Mission, Castle czy reaktywowany niedawno Leak. Od 2009 roku w rękach IAG znajduje się także legenda japońskiego audio - Luxman. Większość produktów wytwarzanych przez tę grupę (poza Luxmanem, którego urządzenia wciąż wytwarzane są w Japonii) powstaje w fabrykach IAG w Chinach, a konkretnie w ogromnej fabryce w Jian, w prowincji Jiangxi. Quad zapewnia, że jego słynne głośniki elektrostatyczne z serii ESL projektowane są w Anglii, ale bądźmy szczerzy - te zestawy, bazujące na konstrukcjach wprowadzonych do sprzedaży w 1957 roku, co najwyżej powoli ewoluują, więc to chyba nie jest tak, że grupa inżynierów z Huntingdon każdego dnia przychodzi do pracy, siada przy biurkach i projektuje kolejne ESL-e. Podobnie wygląda to z kolumnami Wharfedale'a - nawet high-endowe modele jak Elysian powstają w Chinach (choć z dumą się podkreśla, że pod nadzorem brytyjskiego inżyniera). Sęk w tym, że dzięki temu za parę potężnych, trójdrożnych monitorów Super Linton trzeba zapłacić 8798 zł, podczas gdy porównywalne gabarytowo Harbethy M40.3 XD, produkowane w Wielkiej Brytanii, kosztują 82 000 zł. Przy niemal dziesięciokrotnej różnicy w cenie Wharfedale mogłyby nawet przyjeżdżać do Europy wymazane sosem sojowym, a i tak sprzedawałyby się jak ciepłe bułeczki.

IAG nie jest jedynym przykładem przejęcia zachodnich marek przez Chińczyków. Doskonale znane audiofilom firmy KEF i Celestion od wielu lat pozostają w rękach GP Acoustics, będącej częścią Gold Peak Technology Group - międzynarodowej korporacji z siedzibą w Hongkongu, znanej między innymi z produkcji baterii. Połączenie brytyjskiej inżynierii z azjatycką skalą produkcji zaowocowało stworzeniem niezwykle atrakcyjnej mieszanki i pozwoliło KEF-owi wrzucić wyższy bieg. Kolejnym mocnym przykładem jest Edifier, który w 2012 roku kupił japońskiego Staxa - ikonę słuchawek elektrostatycznych. Dzięki temu po latach względnego letargu marka wróciła do gry, a jednocześnie umożliwiła narodziny takich modeli jak Edifier Stax Spirit S5. Są to słuchawki bezprzewodowe, które nie mają zbyt wiele wspólnego z "prawdziwymi" Staxami, jednak prawdopodobnie nie jest to ostatnie słowo nowego właściciela w kwestii przenikania się obu tych światów. Do kolejnego głośnego przejęcia doszło na początku 2025 roku - grupa kapitałowa HongShan Capital objęła większościowy pakiet w Marshall Group - firmie, która jest synonimem gitarowych wzmacniaczy i stworzyła prężny dział słuchawek oraz głośników bezprzewodowych. To nie jest cichy zakup niszowej manufaktury - to ruch o wartości 1,15 miliarda dolarów i jasny sygnał, że chiński kapitał chce być obecny także w segmencie marek popularnych, a nie tylko "tańszych alternatyw".

Warto odnotować również bardziej hybrydowe ścieżki, jak fuzja chińskiego HiVi z kanadyjskim Swans Speakers, która zaowocowała rozwojem szerokiej oferty głośników od zestawów multimedialnych po konstrukcje hi-fi. Choć to nie "kupno ikony" na miarę Marshalla czy Staxa, dobrze ilustruje pragmatykę takich działań. Połączenie zaplecza produkcyjnego i kosztowego z zachodnim doświadczeniem rynkowym daje efekt szybkiej, globalnej ekspansji. Jeżeli jednak nie kojarzycie żadnej z tych marek, co powiecie na to, że w czerwcu 2025 roku legendarny niemiecki producent słuchawek - Beyerdynamic - został przejęty przez firmę Cosonic International, która wprawdzie ma siedzibę w Singapurze, ale należy do chińskiej firmy elektronicznej Jiahe Intelligent Technology, notowanej na giełdzie w Shenzhen. I żeby nie było - Cosonic również nie jest w tej branży nowicjuszem. Firma produkuje słuchawki dla takich marek jak Philips, JBL, Beats, Honor, Huawei, 1More czy Soundcore. W 2024 roku 77% jej przychodów (około 343 milionów dolarów) pochodziło wyłącznie ze sprzedaży słuchawek. Co za zbieg okoliczności, że do tej transakcji doszło niemal dokładnie sto lat od momentu, w którym Eugen Beyer założył swoją firmę. Jak zwykle w takich przypadkach, część fanów niemieckiej firmy obawia się o jej przyszłość, utratę tożsamości i spadek jakości produktów, inni zaś mają nadzieję, że przejęcie pomoże w modernizacji Beyerdynamica. Cosonic ma technologię i możliwości, aby wzmocnić markę Beyerdynamic i uczynić jej słuchawki nie tylko niezawodnymi, ale także nowoczesnymi. Jaka będzie przyszłość - czas pokaże.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Ciemna strona chińskiego audio - triki, atrapy i podróbki

Niestety, dynamiczny rozwój rynku Chi-Fi pociągnął za sobą również pewne nieuczciwe praktyki. Konkurencja cenowa jest ostra, marże niskie, a młode firmy walczą o przetrwanie - w takiej sytuacji niektóre skłonne są do "kombinowania", aby obniżyć koszty lub podbić atrakcyjność produktu na zdjęciach i na papierze. Chińczycy, jak by się nie bronili, mają na koncie wiele takich akcji. Szczególnie zabawne były rozmaite atrapy i urządzenia, których wygląd zewnętrzny nie miał nic wspólnego z tym, co znajdowało się w środku. Jednym z głośniejszych incydentów była sprawa pewnego taniego wzmacniacza lampowego Nobsound MS-10D MKII. Urządzenie kusiło wyglądem retro z wystającymi lampami, jednak pewien dociekliwy użytkownik rozebrał jednak to cacko i odkrył, że lampy pełnią w nim rolę niemal czysto dekoracyjną! Wewnątrz krył się "prawdziwy wzmacniacz", w pełni tranzystorowy, a metalowe puszki, które powinny być osłonami transformatorów, były całkowicie puste. Lampy były co prawda włączone w układ, ale pracowały na bardzo niskim napięciu, a faktyczną amplifikacją sygnału zajmowały się tranzystory i układy scalone. Innymi słowy, producent stworzył iluzję wzmacniacza lampowego - świecące bańki na wierzchu, opóźnienie załączania dźwięku sugerujące nagrzewanie lamp, dyskusje użytkowników "która lampa brzmi lepiej" - podczas gdy w rzeczywistości lampy nic istotnego nie robiły. Społeczność forum StereoNET uznała, że jest to przykład skrajnej nieuczciwości - klient płaci za lampowy dźwięk, a dostaje kiepski tranzystorowy piecyk przebrany za klasyczną lampę.

Czy takie rzeczy to norma? Na szczęście nie - to raczej ekstremum z taniej półki, gdzie producent liczył, że nikt do środka nie zajrzy. Z jednej strony pokazuje to chciwość producentów, z drugiej zaś ignorancję klientów, z których spora część zapewne nie dowiedziałaby się, czego słucha, gdyby komuś nie przyszło do głowy zajrzeć do środka. O ile jednak rozkręcenie wzmacniacza jest dość proste, o tyle znacznie trudniej jest sprawdzić, co kryje się w miniaturowym sprzęcie, takim jak słuchawki dokanałowe. Nie jest więc zaskoczeniem, że i tu zdarzały się srogie przekręty. Boom na IEM-y doprowadził bowiem do swoistego wyścigu technologicznego, w którym wygrywały firmy zdolne wsadzić do swoich słuchaweczek jak najwięcej przetworników. Trzy, pięć, osiem, jedenaście, trzy armaturowe i dwa dynamiczne - istne szaleństwo. W kilku przypadkach okazało się, że część tych przetworników była atrapami lub działa w minimalnym zakresie. Użytkownicy donosili o modelach, w których z deklarowanych pięciu "armaturek" grały tak naprawdę dwie, a reszta praktycznie nic nie wnosiła. Podobno w niektórych IEM-ach były to puste obudowy. Ich producenci liczyli, że konsument i tak nie sprawdzi, a więcej "driverów" zwiększy sprzedaż.

Chińczycy niestety mają też renomę mistrzów podrabiania i dotyczy to również komponentów audio. Fałszywe lampy elektronowe to temat-rzeka. Na rynku wciąż funkcjonują chińskie kopie lamp NOS (New Old Stock), czyli nigdy nieużywanych podzespołów, które miały pochodzić ze starych zapasów. Wiele takich lamp stanowi dla audiofilów łakomy kąsek - są one cenione za wyjątkowe walory brzmieniowe. Liczba tych "zlegających w magazynach" elementów z roku na rok maleje, co powoduje systematyczny wzrost cen. Wystarczy połączyć kropki i wiadomo, że za chwilę w sprzedaży pojawią się na przykład Telefunkeny z wygrawerowanym fałszywym logo, wyprodukowane współcześnie w fabryce w Chinach. Tak - lampy, które pierwotnie były produkowane pięćdziesiąt lat temu, a obecnie są białymi krukami kupowanymi dosłownie na sztuki, o ile komuś uda się je znaleźć, nagle magicznie "pojawiły się" w sklepach i można było zamówić ich, powiedzmy, 100 sztuk. Co za przypadek... Niestety producent nie ustrzegł się kilku drobnych błędów, co także wywołało falę dyskusji. Specjaliści sprzeczali się ze sobą, czy każda lampa Telefunkena miała na dnie symbol diamentu, czy może pewna partia była go pozbawiona. Od razu rodzi się pytanie, jaki to problem taki diament nanieść, choćby i laserowo. Dlatego właśnie sprzedawcy w Europie nieświadomie (lub świadomie) wprowadzali je do obiegu.

Z lampami wiąże się też inna ciekawa historia, której ślady zniknęły w czeluściach Internetu, a którą doskonale pamiętam. Swego czasu audiofile interesowali się chińskimi wzmacniaczami, w których stosowano dość nietypowe lampy. Dziwny kształt bańki niemal zawsze szedł w parze z jej srebrną lub niebieską powierzchnią, przez co z zewnątrz nie było widać tego, co najważniejsze - elektrod i charakterystycznego, bursztynowego blasku. Jeśli dobrze pamiętam, producenci zasłaniali się ochroną tajemnicy (w końcu każda inna firma marzy o kopiowaniu chińskiej technologii). Wreszcie zdarzyło się coś, co było tylko kwestią czasu - jednemu z użytkowników taka lampa wyślizgnęła się z ręki i spadła na podłogę. Kolorowa bańka pękła, ujawniając ową tajemnicę - w środku kryła się nienaruszona "lampa właściwa" (jeśli dobrze pamiętam, zupełnie zwyczajna 12AX7 lub coś podobnego). Cała legenda z "chińskimi lampami nowego typu" była więc kłamstwem. Mimo usilnych starań dziś nie udało mi się odnaleźć zdjęć tej "podwójnej lampy", jednak dotarłem do zdjęć ukazujących duże kondensatory będące w istocie fałszywymi puszkami, w których wnętrzu kryły się kondensatory znacznie mniejsze (i tańsze). Jeśli wiecie, czym jest matrioszka - nie muszę tłumaczyć nic więcej.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Czy obecnie kupno chińskiego sprzętu audio wciąż jest ryzykowne?

Wydaje się, że dziś audiofile są bardziej świadomi i poświęcają więcej czasu, aby wykryć ewentualne oszustwa. Nie zmienia to faktu, że dodawanie fikcyjnych elementów, podawanie nierealnych danych technicznych i rażące przykłady niechlujnego wykonania sprzętu odcisnęły piętno na chińskich produktach audio. Pogoń za chwilowym zyskiem wywołała straty wizerunkowe, które niełatwo jest naprawić. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że wraz z dojrzewaniem chińskich marek takie "kwiatki" stają się rzadsze. Renomowani producenci z Chin zdają sobie sprawę, że walka o klienta to nie tylko parametry, zdjęcia i niska cena, ale też zaufanie.

Najpoważniejsze firmy starają się działać transparentnie i rzetelnie. Wielu audiofilów zdaje sobie sprawę z tego, że potknięcia zdarzają się każdemu, ale oczekują, że w przypadku wystąpienia problemów zostaną potraktowani poważnie, a producent dołoży wszelkich starań, aby naprawić swoje niedopatrzenie. Przykładowo, Topping zaliczył w przeszłości wpadkę z modelem DX7 Pro, który według specyfikacji dysponował wysoką mocą na wyjściu słuchawkowym, a gdy trafił w ręce klientów, okazało się, że w pewnych warunkach potrafił "usmażyć" podłączone do niego nauszniki. Po fali krytyki firma skorygowała swoje podejście, działając ostrożniej i rzetelnie podając parametry techniczne. FiiO ma oficjalny profil na Head-Fi i własne forum, gdzie inżynierowie odpowiadają na pytania, rozwiązują problemy i co jakiś czas wydają poprawki firmware'u do swoich urządzeń. Marki, które budują dobrą reputację, eliminują wpadki i słuchają krytyki, zyskują lojalność klientów. Inne - znikają po kilku latach, wypalone brakiem zaufania. Jeżeli więc świadomie zdecydujemy się na Chi-Fi, ale postawimy na markę funkcjonującą na rynku co najmniej od kilku lat i cieszącą się dobrą opinią, ryzyko wpadki jest niewielkie.

Tak naprawdę z punktu widzenia klienta ważniejsze jest coś, czego czasami nie zauważamy i nie doceniamy - polska dystrybucja. Jeżeli kupowanie sprzętu z Państwa Środka kojarzy się komuś z problemami, powinien zwrócić uwagę na ten "czysto formalny" aspekt całego procesu. O ile bowiem zamawianie sprzętu prosto z Chin na którymś z popularnych portali aukcyjnych wydaje się ryzykowne, o tyle wybierając sprzęt z polskiego sklepu, sprowadzony przez oficjalnego importera i objęty normalną gwarancją, jesteśmy chronieni tak jak w przypadku każdego innego zakupu. Ba! Jeżeli nowy nabytek nam się nie spodoba, mamy prawo zwrócić go bez podania przyczyny (o ile oczywiście sprawdzimy go jak cywilizowani ludzie i odeślemy w nienaruszonym stanie). Niektórzy powiedzą, że samo istnienie dystrybutora i regularnej sieci dealerskiej niewiele zmienia, bo wciąż można trafić na bubel, ale nie byłbym taki pewny. Żadna, ale to żadna normalna firma nie chce bowiem handlować tandetą, a więc brać na siebie odpowiedzialności związanej z realizacją napraw gwarancyjnych i wymiany sprzętu na nowy. Żaden przedsiębiorca nie chce nawet fundować sobie sytuacji, w której 8 z 10 wysłanych urządzeń po tygodniu wraca do sklepu, a po całym tym zamieszaniu w sieci pozostają niepochlebne opinie rozczarowanych klientów. Dystrybutorzy i dealerzy działają więc jak sito, które stara się nie przepuścić dalej kiepskiego, niezgodnego z opisem albo awaryjnego sprzętu. Taka marka jest jak gorący kartofel - albo ktoś od razu wrzuci go z powrotem do ogniska, albo kilka razy przejdzie z rąk do rąk, a gdy kilka osób się sparzy, sprawa jest zamknięta i raczej nikt już do niej nie wróci. Dlatego też coraz więcej chińskich firm stawia na rygorystyczną kontrolę jakości, niezawodność, możliwość łatwego serwisowania swoich urządzeń w razie awarii oraz wsparcie klientów nawet po zakończeniu okresu gwarancji.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Krótki żywot nowości, czyli szybkie cykle chińskich marek

Jedną z obaw przy zakupie sprzętu od stosunkowo nowej, chińskiej marki jest tak zwana sezonowość produktów. Wielu hobbystów zauważa, że chińskie firmy wypuszczają nowe modele w zawrotnym tempie - szczególnie dotyczy to słuchawek i sprzętu przenośnego. Zanim recenzenci zdążą gruntownie przetestować dany model DAC-a czy IEM-ów, na rynek trafia już jego następca, a poprzednik jest szybko wycofywany lub przeceniany. Przykładowo producent słuchawek dokanałowych, Moondrop, potrafi w ciągu roku wypuścić kilka lub kilkanaście różnych modeli, a po kolejnym roku niektóre z nich znikają z oferty na rzecz nowych wersji. Podobnie marka FiiO regularnie aktualizuje swoje odtwarzacze przenośne (DAP-y) - co 12-18 miesięcy w sklepach pojawia się nowa generacja danego modelu (M11, potem M11 Plus, M11 Pro, M11 Plus II i tak dalej). Z jednej strony pokazuje to postęp technologiczny i fakt, że firma nadąża za nowościami, z drugiej - bywa frustrujące dla konsumenta, który ma wrażenie, że jego sprzęt błyskawicznie się starzeje.

Czy regularne wprowadzanie nowych modeli przekłada się na problemy z serwisem i częściami? Niestety bywa, że tak. Żywot produktu Chi-Fi może być krótki, co oznacza, że po 2-3 latach od wypuszczenia modelu producent może już nie wspierać go nowym oprogramowaniem, a w razie usterki trudno będzie znaleźć części zamienne, bo firma będzie skupiała się wyłącznie na bieżących liniach. Zachodni producenci często utrzymują serwis i magazyny części do swoich urządzeń przez wiele lat (marki hi-end potrafią naprawić wzmacniacz sprzed 20 lat, trzymając w magazynie kluczowe części i zapasowe moduły). W przypadku wielu chińskich marek bywa z tym różnie. Nie pozostaje to bez wpływu na ceny na rynku wtórnym. Jeżeli postanowimy sprzedać swój przetwornik lub wzmacniacz słuchawkowy po trzech latach od zakupu, może się okazać, że w międzyczasie ukazały się trzy kolejne generacje tego modelu albo został on zastąpiony nowym, zupełnie innym. Pytanie tylko, czy ma to aż tak duże znaczenie, skoro my także będziemy mogli kupić najnowszą wersję, nie wydając majątku. To, że chiński sprzęt stosunkowo szybko traci na wartości, rekompensuje fakt, że ten nowy wciąż pozostaje względnie tani.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Zachodni sprzęt w Chinach - jak duża jest skala handlu w drugą stronę?

Nie tylko Europa, USA czy Japonia kupują Chi-Fi. Równie mocno, choć w innych segmentach cenowych, rośnie w Chinach popyt na sprzęt zachodni. Od wielu lat widać tu systematyczne umacnianie obecności zachodnich brandów premium i luksusowych. W 2004 roku KEF otworzył pierwszy flagowy salon Music Gallery w artystycznej dzielnicy Pekinu, co jest ukłonem w stronę lokalnego, wymagającego odbiorcy. Focal i Naim rozwijają w Chinach własny format butików - sklepy Focal Powered by Naim działają między innymi w Pekinie i Kantonie, oferując odsłuchy pełnych systemów stereo. McIntosh już ponad dekadę temu otwierał w Chinach flagowe salony (pierwszy samodzielny sklep marki na świecie powstał w Szanghaju, potem dołączył Pekin), a Bowers & Wilkins ma w Chinach własną strukturę dystrybucyjną i punkty firmowe w największych miastach. Devialet z kolei zbudował mocną rozpoznawalność przez partnerstwo produktowe z Huawei i obecność w segmencie premium. To wszystko nie dzieje się przypadkiem, dla pobudzenia zainteresowania klientów zachodnimi markami, tylko dlatego, że w Chinach jest wystarczająco dużo osób skłonnych płacić za europejski sprzęt wysokiej klasy, a nawet hi-end.

Co ciekawe, Chiny stały się istotnym rynkiem nawet dla producentów z Polski. Warto tu wymienić chociażby markę Pylon Audio, która nie kryje się z tym, że jej nowe serie kolumn były w dużej mierze projektowane zgodnie z sugestiami dystrybutora z Państwa Środka. Jak powiedział nam przedstawiciel polskiej manufaktury, w ciągu dwóch miesięcy jej produkty zaprezentowano na dziewięciu dużych wystawach sprzętu audio w Chinach. Jeżeli wyobrazicie sobie, że największa impreza w Polsce, Audio Video Show, odbywa się co tydzień, natychmiast zrozumiecie skalę zjawiska. Naturalnie, chiński rynek "wciąga" także sprzęt najbardziej rozpoznawalnych marek. Bang & Olufsen twierdzi, że Chiny to dla niego największy pojedynczy rynek na świecie. Firma ostatnio zmieniała nawet model sprzedaży online, żeby poprawić wyniki. Część europejskich marek coraz bardziej polega na popycie chińskim, bo to on stabilizuje globalną sprzedaż w latach, gdy europejscy i amerykańscy klienci kupują ostrożniej.

Kto kogo bardziej potrzebuje? Odpowiedź zależy od segmentu. W sferze sprzętu budżetowego, a także słuchawek i głośników bezprzewodowych zachodnie marki zdecydowanie potrzebują Chin. Skala rynku, tempo odświeżania urządzeń i siła promocji e-commerce sprawiają, że to rynek nie do zastąpienia innym krajem. Z kolei dla firm zachodnich, w tym marek premium, Chiny są jednym z filarów wzrostu. Udział eksportu w chińskiej produkcji audio jest oczywiście wysoki, a raporty branżowe mówią, że przemysł wrażliwy jest na cła i popyt zewnętrzny. Innymi słowy, wiele marek Chi-Fi nie utrzymałoby się wyłącznie dzięki klientom krajowym. W drugą stronę zależność jest jednak podobna, z tym że mówimy tu raczej o sprzęcie z wysokiej półki. Odcięcie od rynku chińskiego dla wielu marek specjalizujących się w hi-endzie byłoby dużym ciosem.

Dlaczego Chińczycy kupują zachodnie hi-fi? Po pierwsze, rośnie warstwa zamożnych Chińczyków, a liczba milionerów w Chinach jest drugą najwyższą na świecie - to klientela naturalna dla produktów luksusowych i marek o silnej tożsamości. Po drugie, rosną dochody rozporządzalne w miastach i budżety na kulturę. W statystykach wydatków gospodarstw domowych segment "edukacja, kultura i rekreacja" rośnie szybciej niż średnia, co w praktyce przekłada się między innymi na rosnącą popularność sprzętu audio. Po trzecie, sprzęt zachodni to w Chinach symbol statusu właściciela, ekskluzywna zachcianka, co ma realną wartość symboliczną. Podobnie jak kiedyś w Polsce każdy wolałby mieć Mercedesa niż Poloneza, tak Chińczycy - jeśli tylko ich na to stać - chętniej wybiorą McIntosha niż FiiO.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Przyszłość Chi-Fi - dokąd zmierza chińska ofensywa audio?

Jak będzie wyglądać rynek za kolejne 5-10 lat? Czy Chi-Fi utrzyma impet, czy może napotka bariery? Na razie wszystko wskazuje na to, że kierunek zostanie utrzymany, choć pojawiają się też zjawiska, które mogą ten proces spowolnić lub zatrzymać. Pierwszym jest opłacalność produkcji. Jeśli komuś wydaje się, że Chińczycy będą harować za dwa dolary za godzinę w nieskończoność, srogo się zdziwi. Koszty produkcji w Chinach rosną. Wynagrodzenia w chińskich fabrykach są wielokrotnie wyższe niż 20 lat temu. Rosną też ceny energii i materiałów. Efekt jest taki, że sprzęt hi-fi z roku na rok staje się droższy już na starcie i należy się spodziewać, że inflacja będzie postępować. Może nie będzie to skokowy wzrost, ale Chińscy producenci będą inwestowali w ekologię, rozwijanie własnych technologii czy zapewnienie pracownikom lepszych warunków - również socjalnych.

Choć nie jest to obowiązkowe, wiele chińskich firm, szczególnie tych z branży technologicznej, oferuje pracownikom system wynagrodzenia, w ramach którego otrzymują oni pomniejszoną pensję, ale za to pracodawca zapewnia im mieszkanie. Dla wielu osób jest to niezwykle kusząca opcja. Dodatkowo firma musi opłacać świadczenia emerytalne, zdrowotne, od bezrobocia, od wypadków przy pracy i macierzyńskie. Pracownicy mają wyższe stawki za nadgodziny (zwykle 150% w dni robocze, 200% w dni wolne i 300% w święta państwowe), płatny urlop, dodatki klimatyczne i BHP (na przykład dodatek "wysokotemperaturowy", jeśli praca toczy się w upale), bonusy noworoczne, a często także benefity "miękkie", takie jak stołówka, tańszy transport (busy zakładowe), dopłaty do posiłków, szkolenia czy badania profilaktyczne. Kończą się czasy, gdy Chińczycy - przepraszam za wyrażenie, "pożyczam" je od pewnego polityka - zachrzaniali za miskę ryżu.

Producenci sprzętu audio znajdują się w gronie firm, które muszą rywalizować o pracownika, bo nie każdy umie projektować wzmacniacze, streamery i zestawy głośnikowe. Takich ludzi trzeba będzie przyciągać, kusić wyższymi zarobkami i benefitami, a to kosztuje. Chińskie manufaktury chętnie korzystają też z usług europejskich i amerykańskich inżynierów, którzy czasami są traktowani jak gwiazdy. AirPulse, hi-endowa marka w grupie Edifier, prowadzona jest kreatywnie przez Phila Jonesa - brytyjskiego konstruktora, założyciela Acoustic Energy. HiVi (Swans Speakers) chwali się współpracą z takimi osobistościami jak Frank Hale, Joe D'Appolito czy Vance Dickason. Microlab zaprosił do współpracy Petera Larsena (szefa inżynierii w Vifie i Dynaudio). Planarne słuchawki Oppo projektował Igor Levitsky - inżynier pracujący między innymi dla amerykańskiego BG Radia. Takich kolaboracji można spodziewać się więcej, ponieważ współpraca z zachodnimi projektantami to dla chińskich marek prestiż, dowód dbałości o wysoką jakość produktów.

Ważnym czynnikiem wpływającym na cenę dla odbiorcy końcowego są handlowe i cła, zwłaszcza między USA a Chinami. Sprawiają one, że chińskie produkty tracą część przewagi cenowej w krajach zachodnich. Chińskie marki zaczęły więc podnosić ceny globalnie, bo w zasadzie nie mają innego wyjścia - mogą albo przerzucić cło na klienta, albo wycofać się z rynku. FiiO wprost ostrzegło, że dalsze zaostrzanie polityki celnej może uczynić ich sprzedaż w USA nieopłacalną. Co to oznacza? Możliwe, że Chi-Fi nie będzie już takie tanie jak dotąd, szczególnie w krajach nakładających cła. Być może chińskie firmy będą lokować produkcję w innych krajach, na przykład przenieść część montażu do Wietnamu lub Indii, aby ominąć cła. To oczywiście spekulacje, ale w wielu innych branżach takie zjawisko już występuje. W skrajnym scenariuszu ograniczenia handlowe lub sankcje technologiczne mogłyby utrudnić chińskim firmom dostęp do kluczowych komponentów. Oczywiście audio to nisza, ale nie można wykluczyć, że w razie eskalacji konfliktów, import elektroniki z Chin stanie się trudniejszy. Wówczas chińskie marki mogłyby zwrócić się ku rynkowi wewnętrznemu lub krajom rozwijającym się.

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Chi-Fi - rewolucja czy zagrożenie?

Epilog

Chi-Fi nie jest już chwilowym trendem, a trwałym elementem rynku audio. Chiński sprzęt przyniósł rewolucyjną zmianę - za mniejsze pieniądze można mieć świetny dźwięk, co trzeba ocenić pozytywnie z perspektywy melomanów o skromniejszym budżecie. Inwazja chińskich produktów na pewno wniosła też powiew świeżości, zmuszając "stary świat hi-fi" do podniesienia poprzeczki. Konkurencja jest zdrowa. Jednocześnie spora część obaw i wątpliwości klientów pozostaje aktualna. Niektóre zarzuty o niższą trwałość czy nieuczciwość nie wzięły się znikąd, a przyszłość zależy od tego, jak Chińczycy poradzą sobie z własnym sukcesem - czy poprawią to, co trzeba, czy ulegną pokusie dalszego cięcia kosztów. Czy zatem Chi-Fi to rewolucja czy zagrożenie? W naszym odczuciu - jedno i drugie. Rewolucja - bo demokratyzacja hi-fi stała się faktem. Dziś niemal każdy może złożyć sobie przyzwoity tor audio niewielkim kosztem, a dawne "audiofilskie mity" o magicznych drogich komponentach zostały obnażone przez nieznane wcześniej firmy z Azji. Zagrożenie - bo tradycyjni producenci z Europy, Japonii czy USA faktycznie muszą się mocno nagimnastykować, by konkurować z chińskimi producentami ceną, albo przekonać klientów, że ich produkt jest naprawdę lepszy. Pierwsze jest w zasadzie niemożliwe, chyba że po wielu, wielu latach operowania w swojej ojczyźnie taka manufaktura również przeniesie produkcję do Chin. Drugie staje się coraz trudniejsze, bo Chi-Fi dojrzewa, "śmiesznych" wpadek i pułapek jest coraz mniej, dostajemy coraz więcej wartościowych produktów, a i chińskie marki, kiedyś zupełnie nieznane, w ciągu zaledwie kilku lat zdążyły zapracować na swoją reputację, wyrobić własny styl, zyskać tożsamość i zaufanie audiofilów. Wydaje się więc, że Chi-Fi zostanie z nami na stałe. Być może za kilka lat nie będziemy już nawet doklejać etykietki "Chińskie" - sprzęt audio będzie po prostu sprzętem audio, bez geograficznych uprzedzeń. A to, skąd pochodzi, będzie miało drugorzędne znaczenie wobec tego, jak brzmi i ile kosztuje.

Komentarze (10)

  • Piotr

    Trochę się może rozpędziliście wymieniając WiiM-a jednym tchem z Toppingami i SMSL-ami. Sama produkcja odbywa się w Chinach (jak wielu "europejskich" marek), ale według info z sieci "Firma WiiM (należąca do amerykańskiej firmy Linkplay Technology Inc.) ma swoje korzenie w USA, gdzie znajduje się jej siedziba główna w Kalifornii, i została założona przez byłych pracowników firm takich jak Google, Broadcom i Harman. Choć produkty WiiM są produkowane w Chinach, są projektowane i rozwijane w USA, co czyni firmę amerykańską marką technologiczną." Rose to z kolei firma koreańska. To trochę protekcjonalne podejście - że jakiś tam Daleki Wschód to "ot, jeden Chińczyk". Samsunga też nazwiecie koncernem "chińskim"? To są jednak różne kraje, różne kultury, różne języki...

    5
  • Artur

    Szacunek dla Redaktora za konsekwencję w tworzeniu "kobył" tekstowych. Trzeba mieć tylko nadzieję, że zbuduje to świadomość, zainteresowanej tematem, części społeczeństwa. Oczywiście pod warunkiem, że uda im się przebrnąć przez całość. A chyba warto. A co do sedna tematu, to... Cóż, w tych czasach już prawie żadna firma nie oferuje dawnej jakości i generalnie podejścia do "tematu", jakie (mam nadzieję) wielu z nas pamięta sprzed lat.

    3
  • stereolife

    @Piotr - W artykule wymieniamy też takie firmy jak KEF, Bowers & Wilkins, Monitor Audio, Musical Fidelity, Audiolab, Leak czy Hegel. Piszemy też o tym, jak trudno jest czasami wskazać granicę i ocenić, czy coś jest chińskie, czy nie. Jeżeli decyduje o tym adres siedziby, to wystarczy go zmienić, zakładając najmniejsze biuro choćby i w Warszawie. Jeżeli decyduje kapitał, czyli firma będąca właścicielem danej marki, to wystarczy, że - przykładowo - Focal kupi FiiO i nagle FiiO stanie się producentem francuskim. Jeżeli zaś kluczowa jest lokalizacja fabryki, to Perlisten jest chiński (kolumny tej marki produkowane są w Dongguan). Co do Rose - oczywista pomyłka, wykreślamy. Ale swoją drogą, ciekawe jak wyglądałaby ta lista, gdybyśmy rozszerzyli ją o kilka krajów z "najbliższych okolic" ChRL...

    0
  • Stanisław

    W kontekście inwazji Chin na inne sektory, takie jak rynek motoryzacyjny, temat jest istotny i aktualny. Mnie najbardziej zastanawia, dlaczego chińskie firmy dostarczają nam mnóstwo elektroniki, a z kolumnami im nie idzie. Mogą zrobić tanie głośniki komputerowe, ale poważne zestawy dla audiofilów - tylko dla innych (KEF, B&W, Sonus Faber). Nie przetłumaczyli jeszcze książek o projektowaniu kolumn? Nie mają do tego cierpliwości? A może takie hi-endowe chińskie głośniki istnieją, tylko o tym nie wiemy?

    0
  • Jacek T

    Świetny artykuł! Dziękuję za jego napisanie, lektura była wielką przyjemnością, jak i dobrze dobrane zdjęcia. Mam jedną uwagę główną. Na przykład Musical Fidelity chwali się swoją fabryką na Tajwanie i słusznie. Tajwan to nie Chiny Ludowe, choć oczywiście Pekin by tak chciał. Stąd charakter warunków pracy, produkcji i ogólnie relacji społecznych na Tajwanie przypomina bardziej to, co się dzieje w Seulu i Tokio niż w Pekinie. Oczywiście teraz nie brakuje świetnych urządzeń z CRL, ale warto pamiętać, że Tajwan od dawna idzie raczej drogą japońskich i koreańskich korporacji, ze wszelkimi wadami i zaletami takiego podejścia.

    Moim zdaniem tanie i dobre produkty z CRL to pewna odnowa rynku. Swego czasu przeczytałem opinię szefa Ancient Audio wyrażaną zresztą wielokrotnie, że obudowa urządzenia audio to 70% kosztów. Tymczasem jego odtwarzacz CD kosztował powyżej 100000 złotych. Jak w takim świecie jest możliwa na przykład pralka albo lodówka? Przecież ich obudowy są gigantyczne przy obudowach CD playerów, a jednak przeciętna pralka nie kosztuje kilkunastu milionów złotych (a chyba powinna w myśl logiki pana Waszczyszyna). Więc może dzięki Chińczykom z CRL takie teksty o "drogich obudowach" staną się nieco bardziej wstydliwe?

    Dodam na marginesie, że mam rodzinę na Tajwanie, dzięki czemu czasem otrzymuję trochę tajwańskich CD. Też mają obi jak japońskie i brzmią bardzo dobrze, podczas gdy te z CRL są bardzo fantazyjnie wydawane, zaś brzmią dość często przeciętnie. Oczywiście Tajwan nie miał takich problemów z niewolniczą pracą jak Chiny Ludowe, więc też kwestie etyczne wyglądają nieco inaczej. Oczywiście zarówno Japończycy, jak i Tajwańczycy czy Koreańczycy niejednokrotnie mają chińsko-ludowych poddostawców, podobnie jak firmy angielskie czy niemieckie. Warto też zauważyć, że Samsung wyraźnie unika produkowania urządzeń w Chinach Ludowych. Od wielu lat często pojawia się Wietnam, Tajwan, Indonezja i oczywiście sama Korea Płd.

    2
  • meloman

    Tekst ciekawy i pobudzający do dyskusji. Póki co, nie jestem (jeszcze?) pełnym entuzjastą rdzennie chińskiej elektroniki (pomijam tu wariant europejskich firm, ale montujących w Chinach) podobnie jak motoryzacji. Brzmieniowo to sprzęt do siebie zbyt często podobny, podobnie jak auta chińskich koncernów. Czy Omoda, Cherry, czy BYD, wszystko to karoserie podobne do siebie. Można się bawić w "wytęż wzrok i znajdź 10 szczegółów". Stosunek jakość cena i w elektronice i motoryzacji jest za to znakomity. Tu Chińczycy biją na głowę firmy zachodnie. Za 130-150 tys. żaden europejski koncern samochodowy nie da nam tyle. Chiński wzmacniacz czy źródło cyfrowe za 3000-4000 zł ma na pokładzie wszystko i jeszcze więcej. Jakość wykonania? Hm, jest różnie. Czasem świetnie a czasem coś odstaje/odłazi. Wzornictwo? Na bogato, dużo złoceń, podświetleń na niebiesko. Czasem mało to eleganckie, bo zalatuje kiczem, ale mieszkańcy Państwa Środka to uwielbiają. Zdarza się też oczywiście dyskretna elegancja. Oby jak najczęściej.

    Gdzie leży kres ekspansji chińskich firm? Jedni twierdzą, że granic nie ma, ja twierdzę, że to bańka spekulacyjna, która pęknie z wielkim hukiem. Dlaczego? Dlatego, że podaż i popyt nie mogą rosnąć w nieskończoność. Nawet tam. Tak jak załamał się chiński rynek deweloperski (mieszkaniowy) podczas pandemii, tak jesteśmy blisko pęknięcia bańki motoryzacyjnej. W ciągu kilku lat część chińskich firm samochodowych padnie. Nie wiem, czy klienci w Polsce to wiedzą, że ich super wypasionego SUVa za 150 tys zł "wszystko mającego" może nie mieć kto, czym i jak naprawić. Z audio może być podobnie.

    Chiński high - end. Ciekawe, ale póki co jakoś niespecjalnie im wychodzi i to nie tylko zestawy głośnikowe. Dlaczego? A dlatego, że high - end to nie tylko dążenie do obiektywnie wysokiej jakości dźwięku połączonej z walorami konstrukcyjnymi i wyglądem, ale to również indywidualizm, ekspresja, aura wyjątkowości. To są cechy społeczeństwa zachodnich. Państwo Środka to gigantyczny postkonfucjański kolektywizm. Skoro niemal każdy SUV ma mieć podświetlane i złocone klamki to i audio tak ma wyglądać. Zresztą to nie tylko wygląd. To sposób myślenia i widzenia świata. Owszem, chińskie firmy próbują drogo sprzedawać niektóre flagowe produkty, ale póki co byłbym ostrożny z uznaniem ich automatycznie za high end. I na koniec ciekawy trop. Są firmy, którym udało się przebić do elitarnych kręgów wybrednych audiofilów i które spokojne można zaliczyć do realizujących etos high endu, np. Denafrips czy Lumin (jeśli pominąłem kilka innych, np. Auralica - wybaczcie), ale coś je łączy poza obiektywnie bardzo wysoką jakością. Np. Denafripsa poprzez osobę twórcy kiedyś łączono z Singapurem, byłą brytyjską kolonią a Lumin to niegdyś brytyjski Hongkong. Tam wciąż czuć ducha imperialnej wolności i indywidualizmu. Może to tylko niewiele znacząca symbolika a może...

    2
  • teac

    FiiO to szajs. Miałem 4 DAP-y tej firmy, 3 poszły na gwarancję, 4 nie wiem - sprzedałem.

    0
  • leszcz

    Wszyscy chcemy tanio a dobrze, ale skończy się tym, że w Europie zostaniemy bezrobotni, z masą przybyszy z Afryki. Jednak nikt się tym dzisiaj nie przejmuje.

    3
  • Sławek

    Ja mam kilka urządzeń rdzennie chińskich, i to już od wielu lat - przedwzmacniacz, wzmacniacz słuchawkowy i DAC Audio-gd Master 11 Singularity, słuchawki HiFiMAN HE-1000se, transport CD Jay's audio CDT2 MkIII, końcówka mocy Audio-gd A1. Wszystko to pracuje niezawodnie z wyjątkiem transportu CD, który po dwóch tygodniach od zakupu był uprzejmy witać każdą włożoną do niego płytę napisem "error". Po naprawie gwarancyjnej działa już bezbłędnie od 4 lat. Urządzenia są rdzennie chińskie, ale zawierają także nie chińskie komponenty - Master 11 Singularity kostki DAC Burr-Brown PCM 1704UK, w Jay'sie mechanizm odczytujący płyty to Philips CDM 4/19 (to on się popsuł). Jakość dźwięku jest bardzo dobra i nie żałuję zakupów. To nie jest jednak sprzęt budżetowy, swoje kosztował.

    0
  • Dawid

    Zapomnieliście o legendzie Audio GD... Oni byli jak jeszcze nikt nie wiedział, co to chińskie audio i drabinki R2R. Pierwszy wzmacniacz słuchawkowy kupowałem jakieś 15 lat temu. Miłość została. R8 to dla mnie szczyt możliwości brzmieniowych chińskich DAC-ów.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audio-Technica ATH-M60x

Audio-Technica ATH-M60x

W katalogach dużych producentów sprzętu audio są produkty, których rola staje się oczywista już po kilku sekundach. Wystarczy spojrzeć na nazwę, cenę, konstrukcję i miejsce w ofercie, aby mniej więcej...

Beyerdynamic DT 30 IE

Beyerdynamic DT 30 IE

Beyerdynamic to jedna z tych marek, o których trudno pisać bez należnego jej szacunku, ale coraz trudniej robić to bez poczucia pewnego rozżalenia czy wręcz zwątpienia. Szacunku - bo mówimy...

Audiolab D9

Audiolab D9

Audiolab jest i dla wielu miłośników sprzętu stereo chyba już zawsze będzie specjalistą od wzmacniaczy. Jest to zrozumiałe nie tylko przez wzgląd na historię marki, ale także jej dzisiejszy katalog,...

Bannery boczne

Komentarze

Obywatel GC
Ach, tak, lubię, kiedy firmy kradną obudowy lub elementy designu od siebie. Wcale nie widać, że to oryginalnie były Bowersy & Wilkinsy.
Piotrek
@Artur - A co to są te "sztywne pasma efektywnego podziału dźwięku"?
badacz rynku
Strasznie niektórych odwłok piecze, że ktoś produkuje i ktoś kupuje taki sprzęt.
Bartosz
Wymiana padów nie jest trudna. Poniżej film instruktażowy: https://www.youtube.com/shorts/w9KRM98GKAo
Dariusz
Zbędne wydawanie kasy, ale kto zabroni bogatemu, no nie?

Płyty

All Them Witches - House Of Mirrors

All Them Witches - House Of Mirrors

Mniej więcej rok temu przestałem wierzyć, że usłyszymy jeszcze nową muzykę od All Them Witches. Może nie dlatego, że zespół...

Newsy

Tech Corner

Obudowy głośnikowe w praktyce - rodzaje, właściwości, brzmienie

Obudowy głośnikowe w praktyce - rodzaje, właściwości, brzmienie

Zapewne niejedno z nas próbowało kiedyś przestawiać swoje kolumny głośnikowe w różne miejsca w mieszkaniu lub domu, aby sprawdzić, gdzie będą najlepiej grały. Oczywiście ma to sens, ponieważ rozmiar, akustyka pomieszczenia czy rozstawienie kolumn względem słuchacza i ścian mają kluczowe znaczenie dla ich brzmienia. Jednak czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad...

Nowości ze świata

  • Monitor Audio has introduced the Radius Series 4G, a new generation of one of its best-known compact loudspeaker ranges. The idea behind the series is straightforward but still highly relevant - to offer proper hi-fi performance from speakers small enough...

  • Ruark Audio has introduced two new products that fit neatly into the current move toward hi-fi systems combining several once-separate worlds - physical media, streaming, furniture-like design and a more integrated approach to home audio. The British company, which celebrates...

  • Cambridge Audio is expanding its Evo series, a range of all-in-one systems designed for listeners who want a real hi-fi setup without building a traditional stack of separate components. This approach has become one of the most interesting directions in...

Prezentacje

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Polski sprzęt audio - to hasło przeciętnemu obywatelowi naszego kraju kojarzy się ze wzmacniaczami, kolumnami głośnikowymi i gramofonami sprzed kilku dekad. Większość z nas wyobraża sobie piękne wieże Unitry, Diory czy Radmora, kultowe Altusy lub gramofony takie, jak Daniel, Adam czy Bernard. Jeżeli myślicie, że to wszystko relikty minionego systemu,...

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Dirge - Metalowy collage

Dirge - Metalowy collage

Dirge to po angielsku lament, zawodzenie, elegia, pieśń żałobna. Jest to również nazwa francuskiej grupy założonej w 1994 roku, niedaleko...

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Vintage

Technics SP-15

Technics SP-15

Swego czasu sprzęt marki Technics był w naszym kraju niemalże synonimem luksusu. Japońska elektronika była postrzegana jako stuprocentowo niezawodna, a...

Słownik

Poprzedni Następny

Trioda

Jest to najprostszy i jednocześnie najstarszy rodzaj lampy elektronowej, a jednocześnie najbardziej audiofilski (a przynajmniej wielu tak uważa). Trioda umożliwia sterowanie przepływem elektronów z katody do anody poprzez zmianę napięcia...

Cytaty

FrankZappa.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.