Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

  • Kategoria: Felietony
  • Tomasz Karasiński

Spotify Lossless - spełnienie marzeń czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości. Z biegiem lat zaczęły powstawać o tym żarty i memy - że szybciej doczekamy się emerytury, końca świata albo reaktywacji The Beatles w oryginalnym składzie. Tymczasem platforma jakby nic sobie z tego nie robiła. Wypuszczała kolejne aktualizacje aplikacji, rozwijała podcasty i audiobooki, a obietnica jakości lossless wisiała w powietrzu. I kiedy już wielu zdążyło machnąć ręką, zapomnieć o sprawie i przesiąść się na inne serwisy, nagle się doczekaliśmy. Funkcja została uruchomiona, w sieci zawrzało, ale od razu pojawiły się pytania - czy to faktycznie spełnienie marzeń, czy tylko połowiczny sukces? Obok radości natychmiast zaczęły spływać pierwsze raporty o problemach, brakiem możliwości włączenia najlepszej jakości dźwięku na niektórych urządzeniach, regionalnych blokadach i... dziwnym brzmieniu. Wątpliwości namnożyło się tyle, że na niektórych grupach dyskusyjnych nie rozmawia się o niczym innym. Jedni użytkownicy cieszą się i korzystają. Inni natomiast zastanawiają się, czy po tylu latach warto znów się przesiadać, czy ich sprzęt hi-fi jest gotowy na taką zmianę, a także czy lossless w wydaniu Spotify jest prawdziwy, czy tylko "udawany". Jak jest naprawdę?

Pierwsze sygnały o lossless w Spotify pojawiły się już w 2017 roku, kiedy niektórzy użytkownicy w USA zobaczyli w aplikacji testowe okienka z napisem "Spotify HiFi". Ekscytacja była ogromna, bo w tamtym czasie TIDAL dopiero zaczynał promować swoje MQA, Qobuz zdobywał pierwsze przyczółki poza Francją, a Apple Music nie spieszyło się jeszcze z wejściem w hi-res. Wydawało się, że Spotify może wyprzedzić wszystkich i jako pierwszy z gigantów zaoferować muzykę w jakości CD lub wyższej. Niestety, opcja szybko zniknęła, a firma oficjalnie nie potwierdziła, że pracuje nad tym na poważnie. Taka obietnica padła dopiero w lutym 2021 roku. Podczas konferencji prasowej serwis ogłosił, że "jeszcze w tym roku" startuje Spotify HiFi - lossless w jakości CD, w wybranych krajach, jako element nowej subskrypcji. Audiofile odetchnęli z ulgą, konkurencja wpadła w lekką panikę, a Internet zalała fala entuzjastycznych komentarzy. Problem w tym, że czas mijał, a usługi nie było. Rok 2021 upłynął, potem kolejny i kolejny. Kiedy dziennikarze pytali o status projektu, słyszeli jedynie, że "wciąż nad tym pracujemy". W 2023 roku pojawiły się przecieki o rzekomej nowej subskrypcji, która miała zawierać lossless, ale żadnych konkretów nie podano. Użytkownicy czuli się zwodzeni i oszukiwani. Audiofile mają swoje przyzwyczajenia, ale mają też granice cierpliwości.

Nic dziwnego, że wielu z nich postanowiło odejść albo zachować konto na Spotify do odkrywania nowej muzyki lub słuchania jej w podróży. Aby uzyskać jak najlepszy dźwięk z domowego zestawu audio, musieli jednak skorzystać z innego serwisu. A było to możliwe, ponieważ konkurencja już dawno wprowadziła podobne rozwiązania. Domyślnym wyborem audiofilów stał się TIDAL, od początku stawiający na wysoką jakość strumieniowanych nagrań. Ze wspieraniem formatu MQA trochę mu nie wyszło, ale i tak jest bardzo, bardzo dobrze. Dla producentów sprzętu i dostawców innych aplikacji do słuchania muzyki, takich jak chociażby Roon czy JPLAY, stało się oczywiste, że każdy meloman, któremu zależy na wysokiej jakości dźwięku, korzysta przede wszystkim z TIDAL-a i chce, aby właśnie z tą aplikacją łączył się jego system hi-fi. Przez pewien czas serwis ten był sam na placu boju, ale teraz wybór jest jeszcze większy. Nawet Apple Music i Deezer oferują streaming 24-bitowych plików (odpowiednio 192 kHz i 44,1 kHz). Na domiar złego dwa serwisy uznawane za najbardziej audiofilskie dogoniły największą platformę muzyczną w kwestii łączności. TIDAL wprowadził opcję Connect już pięć lat temu, a Qobuz dołączył do niego w czerwcu tego roku - z dużym opóźnieniem, ale przynajmniej operacja została dobrze przygotowana i wielu producentów sprzętu niemal natychmiast umożliwiło swoim klientom skorzystanie z tego udogodnienia.

Nagle, po ośmiu latach od pierwszych plotek i czterech od oficjalnej zapowiedzi, Spotify w końcu dostarczyło streaming w bezstratnej jakości. We wrześniu słuchacze mogli skorzystać z tej nowości między innymi w Australii, Niemczech, Japonii, Szwecji czy USA, a w Polsce odpowiedni komunikat w aplikacji zaczął pojawiać się w październiku. Użytkownicy otrzymywali dostęp do jakości lossless falami, co sprawiło, że internetowe fora zaczęły przypominać osiedlowe grupy dyskusyjne po awarii zasilania. Melomani zaczęli wstawiać screeny z aplikacji i pisać, komu działa, komu nie działa, na jakim sprzęcie chodzi, na jakim nie chodzi i dlaczego kolega już ma, a ja jeszcze nie mam. Zamieszanie to mało powiedziane. Wyglądało to tak, jakby operacja była kiepsko przemyślana albo po prostu źle zaplanowana. Wydawałoby się, że serwis zapowiadający ten krok od wielu, wielu lat zdąży przygotować użytkowników na nadchodące zmiany, a nawet porozumieć się z producentami sprzętu, aby ci mogli wszystko przetestować i poinformować swoich klientów, czy, kiedy i dla jakich modeli udostępniona zostanie aktualizacja oprogramowania, dzięki której otrzymają ten długo wyczekiwany prezent. Wyszło trochę inaczej, choć nie można wykluczyć, że było to celowe. W końcu nic nie generuje takiego ruchu i darmowych zasięgów jak tysiące ludzi komentujących działania serwisu i poruszających ten sam temat.

Część wymagających słuchaczy zaczęła jednak zwracać uwagę na pewien dość istotny szczegół - skąd nagle takie zainteresowanie tą nowością w miejscach, w których gromadzą się audiofile? W porządku, wielu z nich będzie chciało sprawdzić, ile warty jest bezstratny dźwięk w Spotify, ale czy nie powinna to być dla nich jedynie ciekawostka? Ci, którym zależy na wysokiej jakości brzmienia, powinni już co najmniej od kilku lat korzystać z innych serwisów, a także aplikacji umożliwiających łączenie streamingu z plikami udostępnionymi w lokalnej sieci. Na telefonie Roon albo JPLAY, na dysku własna biblioteka FLAC-ów w jakości CD lub hi-res, do tego TIDAL albo Qobuz i robota zrobiona, prawda? Ktoś, kto mniej więcej tak to sobie ogarnął, nie powinien emocjonować się bezstratną jakością w Spotify, jakby to była sprawa życia i śmierci. A jednak takich osób nie brakuje. Aż ciśnie się na usta pytanie, gdzie wyście się, moi mili, uchowali. Przez osiem lat nie wykupiliście abonamentu w innym serwisie? Macie dobry lub nawet bardzo dobry sprzęt hi-fi, dyskutujecie o srebrnych kablach, a tak naprawdę cały czas korzystacie z aplikacji oferującej jakość "empetrójki"? Proszę, powiedzcie, że to nieporozumienie, a to, że zainteresowaliście się tematem, nie oznacza, że Spotify jest jedynym serwisem, jakiego regularnie używacie. A może drugim jest YouTube z telewizora, który łączy się ze wzmacniaczem przez Bluetooth? Szczególnie spodobał mi się tu komentarz jednego z użytkowników, który włączył bezstratną jakość, wsiadł do samochodu i zaczął zachwycać się lepszym dźwiękiem (jest różnica!), po czym zdał sobie sprawę, że zaznaczył lossless tylko przy połączeniu przez Wi-Fi, a nie sieć komórkową. Pomijam już fakt, że ten "krytyczny odsłuch" odbył się w takich, a nie innych warunkach. Czy zaraz przypadkiem nie okaże się, że większość osób nie słyszy różnicy albo nie dysponuje sprzętem, który pozwoliłby tę zmianę docenić? A może problem leży jeszcze gdzie indziej?

Dobra wiadomość jest oczywiście taka, że lossless działa, można go włączyć i cieszyć się muzyką bez kompresji. Dominujący serwis strumieniowy można również pochwalić za to, że nie wymaga od użytkowników przeskoczenia na wyższy abonament, chociaż z drugiej strony nie ma ku temu argumentów, ponieważ dostęp do TIDAL-a w najwyższej jakości kosztuje 21,99 zł miesięcznie, a za Spotify zapłacimy 23,99 zł. Wprowadzanie podwyżki za korzystanie z bezstratnego streamingu byłoby nie na miejscu. Należy jednak podkreślić, że jakość lossless w Spotify nie jest porażająca. Szwedzki serwis nie wyprzedził konkurencji, wskakując na pozycję lidera, a co najwyżej dołączył do czołówki, jadąc gdzieś w środku peletonu. Na razie mówimy o jakości 24 bit/44,1 kHz, w formacie FLAC. To niewątpliwie ogromny postęp w stosunku do dotychczasowego Ogg Vorbisa 320 kbps, ale... Apple Music bez dodatkowych opłat zapewnia jednak streaming w 24 bitach i częstotliwości próbkowania sięgającej 192 kHz, Qobuz ma katalog pełen plików hi-res, a TIDAL, choć wciąż dyskusyjny w swojej strategii z MQA, także daje dostęp do materiałów powyżej jakości CD. Na tym tle Spotify wygląda raczej skromnie. Gdyby platforma wprowadziła taką jakość osiem, siedem albo sześć lat temu, dla rywali byłby to potężny cios. Możliwe, że wielu audiofilów nawet rozpoczęłoby okresu próbnego w jakimkolwiek innym serwisie. Teraz jednak to już musztarda po obiedzie. Trzeba by było mocno się postarać, aby odzyskać klientów, którzy przeszli do konkurencji z uwagi na jakość dźwięku - urządzili się tam, stworzyli playlisty i połączyli to wszystko ze swoim sprzętem. A czy Spotify faktycznie się postarało? Czy nie jest za późno, by odzyskać zaufanie najbardziej wymagających melomanów?

Radość użytkowników szybko ostudziły pierwsze problemy, głównie te związane ze sprzętem i jego kompatybilnością z nową usługą. Na niektórych urządzeniach, szczególnie starszych smartfonach czy amplitunerach z wbudowanym Spotify Connect, lossless po prostu nie działa. A jeśli już działa, zdarzają się przypadki przerywania odtwarzania, zwłaszcza przy korzystaniu z sieci komórkowej. Najbardziej bolesny jest jednak kłopot z samym Spotify Connect. To ta funkcja sprawiła, że miliony audiofilów - mimo marudzenia na jakość - wciąż korzystały z tej platformy. Dzięki opcji Connect można puszczać muzykę bezpośrednio na streamerach, amplitunerach czy kolumnach aktywnych, bez uciążliwego kombinowania z AirPlayem czy Bluetooth. Niestety, z tego, o czym donoszą użytkownicy i niektórzy producenci sprzętu hi-fi, lossless w systemie Connect nie zawsze jest w pełni wspierany. Część urządzeń wymaga aktualizacji, a część - szczególnie jeśli mówimy o tych ciut starszych klockach i głośnikach sieciowych - nigdy jej nie dostanie. Dla użytkowników może to być największy problem, bo jeśli lossless działa tylko na telefonie, a nie w salonie, na dużym systemie hi-fi, cała magia trochę pryska. I teraz co - kupić nowy streamer, bo ten kupiony cztery lata temu nie był na to gotowy?

Tu po raz kolejny daje o sobie znać opieszałość platformy w kwestii dostępu do bezstratnej muzyki. Gdyby jakość lossless została odblokowana kilka lat temu - nawet w formie wyższego abonamentu, na który zdecydowałaby się zaledwie garstka użytkowników - już wtedy można by było rozwiązać pewne problemy wieku dziecięcego, a producenci sprzętu audio wiedzieliby, jak mają projektować swoje nowe urządzenia, aby były gotowe na bezstratny streaming w Spotify, również z wykorzystaniem opcji Connect. Przykład? Proszę bardzo - Hegel H190v, wzmacniacz sieciowy zaprezentowany na przełomie lutego i marca 2024 roku. Urządzenie dostępne w sprzedaży półtora roku, a więc jak na standardy branży audio zupełnie świeże. I obsługuje Spotify Connect, ale nie w wersji lossless. Aby cieszyć się tą funkcją, trzeba kupić model H150, którego premierę ogłoszono niecałe dwa miesiące temu. Miłośników teorii spiskowych uspokajam - Norwegowie stawiają na długowieczność swojego sprzętu, nie mają najmniejszych problemów ze sprzedażą i nie w głowie im stosowanie głupich zagrywek w stylu zmuszania klientów do wymiany produktu na nowy, jak z tymi żarówkami i rajstopami. Wydaje się, że podobnie jak my, zwykli słuchacze, nie byli gotowi na to, że Spotify po wielu latach obiecywania gruszek na wierzbie wreszcie się ocknie i "dowiezie". Zaskoczenie może i pozytywne, ale to wciąż zaskoczenie.

W tym miejscu pojawia się kolejne pytanie, którym chyba na razie niewielu użytkowników zaprzątało sobie głowę (a które jest kluczowe w kontekście tego, czy ktoś faktycznie słyszy różnicę, czy nie) - ile muzyki naprawdę jest dostępne w jakości lossless? Jest to de facto kolejna niewiadoma. Spotify chwali się, że jego katalog liczy ponad 100 milionów utworów, ale nie wszystkie są od razu dostępne w nowej jakości. Na razie wygląda to tak, że część płyt gra w lossless, a część wciąż leci w formacie Ogg Vorbis 320 kbps. Co ciekawe, w aplikacji Spotify nie ma wyraźnego oznaczenia, które ścieżki są już dostępne w wyższej jakości, a które nie. W TIDAL-u to norma. Nawet jeśli złożymy własną playlistę, możemy podejrzeć, które utwory są strumieniowane w formie plików 16 bit/44,1 kHz (jakość wysoka), a które jako 24 bit/192 kHz (jakość Max). Jeszcze wyraźniej widać to, jeśli skorzystamy z zewnętrznej aplikacji, takiej jak Roon czy JPLAY. Tymczasem w Spotify zaznaczamy najwyższą jakość w ustawieniach aplikacji, ale czy dany utwór rzeczywiście jest w tej formie dostępny, czy tylko nam się tak wydaje - tego już nie widać (ale za to wyraźnie słychać, a przynajmniej ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości). Przypomina to motyw znany melomanom już z początków plikowej rewolucji - tak, można przekonwertować całą swoją bibliotekę z formatu MP3 na FLAC, ale to nie oznacza, że wyższa jakość dźwięku nagle magicznie się pojawi, a program dokonujący konwersji odbuduje utracone wcześniej dane. Analogicznie fakt zaznaczenia jakości lossless w globalnych ustawieniach aplikacji wywoła oczekiwany efekt tylko wtedy, gdy odtwarzane przez nas utwory rzeczywiście będą dostępne na serwerze serwisu w formie bezstratnych plików. Jeżeli zatem rzuciliście się na tę opcję, a nie słyszycie żadnej, ale to żadnej różnicy, nie umawiajcie się jeszcze na wizytę u laryngologa.

Firma obiecuje, że sukcesywnie powiększa bazę, ale nie podaje, jaki procent katalogu faktycznie jest już dostępny w formie bezstratnej. To kolejny punkt, w którym działania konkurencji wydają się bardziej przejrzyste. W TIDAL-u prawie zawsze mamy jakość CD, a czasami wyższą. Apple i Qobuz od początku stawiały sprawę jasno - cały katalog jest dostępny w bezstratnej jakości. Spotify tego nie gwarantuje. Może więc zdarzyć się, że jeśli zaznaczymy w ustawieniach jakość lossless, to tylko poprawimy sobie humor, bo realnie w takiej formie będzie dostępne 10-20% playlisty, której akurat słuchamy. Nie ma jednak żadnych kolorowych kropeczek ani dodatkowych oznaczeń w stylu "lossless", "hi-res" i tak dalej. Pozostaje więc ocenić efekt samodzielnie. W moim przypadku, po wielu próbach z wykorzystaniem różnych urządzeń, wniosek jest prosty - jakość dźwięku jest mieszana. Niektóre płyty i utwory brzmią wyraźnie lepiej i nie ma z tym co dyskutować, ale inne nadal są zamulone jak centrum miasta w popołudniowym szczycie. Potwierdzają to nawet osoby, które nie używają audiofilskich systemów stereo ze srebrnymi kablami, tylko smartfona i porządnych słuchawek bezprzewodowych. Ogólnie rzecz biorąc, poprawa jest, ale nie dotyczy wszystkich nagrań. Niektórzy donoszą też, że część utworów zaczęła brzmieć dziwnie, jakby zostały sztucznie "podkręcone", co ma się objawiać nierównym basem i nienaturalną przestrzenią. Wszystko wskazuje na to, że wprowadzenie jakości lossless to tylko pierwszy, i tak spóźniony, krok na drodze do celu, a my będziemy musieli trochę poczekać, aż jakość brzmienia zostanie "wyrównana do góry".

Z punktu widzenia doświadczonego melomana cała sytuacja ma w sobie coś komicznego. W porównaniu z rywalami Spotify nadal przegrywa. I nie mówię nawet o tym, że średnio podoba mi się brzmienie, bo życie nauczyło mnie, że jest to subiektywna sprawa. Niektórym ludziom podoba się sprzęt, którego dźwięk jest totalnie nieprawidłowy, zniekształcony, wynaturzony albo wręcz komiczny. Na każdej wystawie z kolegami po fachu śmiejemy się z systemów grających "tak źle, że aż warto posłuchać", a potem wchodzimy do takiego pokoju i siedzi tam siwobrody gość szczerze zauroczony tym karykaturalnym dźwiękiem. Tyle tylko, że nawet fakty i parametry przemawiają na korzyść innych platform. Konkurencja od dawna oferuje streaming muzyki z bezstratnej jakości i dotyczy to całego katalogu, a nie tylko jego części. Jeśli chodzi o funkcje ułatwiające życie, TIDAL i Qobuz mają własne "Connecty", które działają bardzo podobnie, pozwalając puszczać muzykę bezpośrednio na kompatybilnych urządzeniach. Oba serwisy świetnie dogadują się też z aplikacjami takimi jak Roon, co dla bardziej zaawansowanych użytkowników jest zdecydowanie najwygodniejsze. Apple Music postawiło na AirPlay, oferując jakość do 24 bit/192 kHz. Dla audiofila każda z tych opcji jest obiektywnie lepsza.

Spotify nie wygrywa więc ani jakością, ani wygodą, ani nawet ceną. A jednak wszystko wskazuje na to, że zielony gigant umocni się na pozycji lidera. Taki gigant na pewno nie upadnie dlatego, że garstce sfrustrowanych audiofilów nie spodoba się dźwięk. Dla typowych słuchaczy jakość brzmienia nie jest priorytetem. Oni cenią sobie przede wszystkim bogaty katalog, szybkość działania, dostępność, a nawet skuteczne algorytmy, które podpowiadają, jaka muzyka może im się spodobać. Spotify można odpalić praktycznie wszędzie - od Islandii po Indie. TIDAL, Qobuz, a nawet Apple Music pozostają na jego tle serwisami niszowymi. Każdy z nich ma swoich fanów i obstawiam, że kiedy kurz opadnie, dokładnie tak pozostanie. Ja zostaję przy TIDAL-u, Roonie, JPLAY-u i plikach zgromadzonych na dysku sieciowym. W kwestii Spotify zmienia się dla mnie tyle, że kiedy będę chciał posłuchać playlisty "Odkryj w tym tygodniu" albo znajdę płytę, która w innych serwisach jest niedostępna (rzadko, bo rzadko, ale zdarza się), brzmienie nie będzie już tak tragiczne jak do tej pory. Może... A może będzie, ale dopóki obok globalnego ustawienia "lossless" nie zostanie wprowadzone czytelne oznaczenie jakości odtwarzanej ścieżki, pozostanie tylko ocena tradycyjną, analogową metodą - na ucho.

Komentarze (13)

Pokaż wcześniejsze komentarze
  • gość

    Ot - taka ciekawostka na chwilę, coś jak Baba Dziwo w cyrku.

    0
  • a.s.

    @Piotr - W Raspberry Pi instalujesz Androida, w androidzie Tidala i USB Audio Player PRO, podłączasz DAC USB albo wkładasz do PI -HiFiBerry Digi2 Pro jak u mnie, podpinasz Ethernet albo łączysz Wi-Fi i streamujesz bez problemu do 24/192 bezpośrednio z Tidala, odtwarzasz ripy CD z pendrive. Sterujesz z ekranu dotykowego i pilota bt albo odtwarzasz przez UPnP z telefonu z Tidalem, jeśli będzie taka potrzeba.

    0
  • Kristoforoz

    Transmisja może być losseless jak napisano, ale czy materiał jest klasy CD lub wyższej, tego już nie wiemy i to "nie wiemy" jest powodem, dla którego audiofile ze starszej półki doświadczenia nie kupują obecnych płytek ani nie analizują serwisów streamingowych, lecz słuchają oryginałów wydanych w tamtej epoce na CD lub winylu. Współczesna muzyka natomiast zupełnie zadowoli się jakością MP3:-)

    0
  • JP

    Miałem Tidala i Spotify, jakość Tidal znacznie lepsza przy słuchaniu na Sundarach + iFi Audio xDSD Gryphon. Teoretycznie więc wybór był prosty ale na słuchawkach słucham sporadycznie. Większość czasu to niezobowiązujące słuchanie na KEF LS50 Wireless + WiiM Pro Plus, samochód i spacerowe słuchawki. Koniec końców zrezygnowałem z Tidala mimo lepszego dźwięku bo rzadko z tej funkcjonalności korzystałem. Spotify które jest teoretycznie gorsze ma lepsze algorytmy wyszukiwania i odpowiadania nowej muzyki. Czasy się zmieniają jakość i tak jest dużo lepsza niż to co pamiętam 10 czy 20 lat temu a swoboda i możliwości odkrywania nowej muzyki są nieporównywalne. Myślę że to właśnie stoi za sukcesem Spotify w przynajmniej w moim przypadku. Poza tym większość młodych ludzi chce po prostu słuchać muzyki, a nie doszukiwać się niuansów i nieprawidłowości, ot takie czasy. Pozdrawiam!

    5
  • Slav

    Poza merytoryczną jakością artykułu co oczywiście na plus muszę zwrócić uwagę na absolutnie niedopuszczalne i złośliwe uwagi o wymagających słuchaczach typu "Gdzie wyście się, moi mili, uchowali. Przez osiem lat nie wykupiliście abonamentu w innym serwisie?" Nie wykupiliśmy! Kupowaliśmy płyty na CD lub LP! To takie złe? a Spotify był tylko do wyławiania co ciekawszych krążków po to, by je później nabyć na fizycznym nośniku.

    4
  • Balboa

    Czyli jak jest? Wyświetla się lossless, a nie wiemy, co dostajemy? Czy w trybie lossless są pliki, które wyświetlają co innego? Na jakich albumach słychać różnicę?

    0
  • figer

    Fakt jest taki, że z dźwiękiem jest jak z malarstwem. Jeden lubi śliwki, a inny kwaśne jabłka. Ze 4 razy podchodziłem do Tidala i zawsze brzmienie mnie odrzucało. Amazon mi przypasował, ale funkcjonalność jest tragiczna. Qobuza bym spróbował, bo podobno fajny, ale skoro oni mnie nie chcą, to nie będę się narzucał. Istotny jest fakt, że wielu "melomanow" ma rodziny, kupiony abonament rodzinny wiele lat temu i teraz próba przeniesienia tej rodziny do innego serwisu odpada, bo zakończyłoby się to wielką awanturą. Myślę, że podobnych do mnie jest wielu i wszyscy mieliśmy nadzieję że wreszcie jak wejdzie lossless, to będzie można zrezygnować z tych dodatkowych abonamentów, a tu figa z makiem...

    1
  • Łukasz

    Może sukces Spotify leży w łatwości użytkowania aplikacji i bogatej bibliotece. Chciałbym przejść na Tidala, ale tam nie ma pełnej fonograri Rammstein, a to tylko jeden zespół, który zauważyłem. Aplikacja Tidala to też jakaś porażka.

    1
  • tomekk

    Autor zadaje pytanie, gdzie podziewali się wszyscy, którzy teraz nagle debatują nad Spotify Lossless. Oto jestem - to ja. Osiem lat czekałem sobie spokojnie na Spotify Lossless (oczywiście chciałem, żeby pojawiło się jak najszybciej, ale wyszło, jak sami wiecie, jak). Spotify słucham od początku i stwierdzam, że najlepiej ze wszystkich serwisów podsuwa muzykę. Mam zacny, jak na prawie-audiofila, sprzęt (prawie zawsze robi różnicę), nie grzeję się kablami za dziesiątki tysięcy złotych, ale chciałbym usłyszeć lepszy dźwięk. Po próbach z Tidalem uznałem, że wolę dobrze dobraną nową muzykę, choć gorszej jakości, niż granie w kółko tego samego. Teraz mam jedno i drugie. Jestem właśnie w tej grupie, która, gdy nie miała Lossless, mówiła "trudno", ale skoro już jest - to czemu nie skorzystać? Spotify Lossless, pomimo pierdyliarda problemów, zaczyna interesować (a może nawet przyciągać) rzeszę użytkowników. To my - grupa, o której autor nigdy nie pomyślał. A jest nas tysiące? Setki tysięcy?

    2
  • a.s.

    Spotify to algorytmy do zarabiania kasy, jakość się nie liczy. Tidal od początku stawiał na jakość streamingu.

    3

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
HiDiamond Top Bronze

HiDiamond Top Bronze

Kable audio to jeden z tych tematów, przy których emocje potrafią pojawić się szybciej niż rozsądek. Wystarczy rzucić hasło, a po chwili można mieć przy stole dwa obozy, z których...

Denon Home 600

Denon Home 600

Są takie segmenty rynku audio, które przez długi czas wydają się rozwijać tylko pozornie. Pojawiają się nowe modele, zmieniają się aplikacje, dochodzą kolejne usługi streamingowe, producenci uczą się lepiej opakowywać...

Audiomica Laboratory Consequence

Audiomica Laboratory Consequence

Ten moment przychodzi w życiu każdego audiofila. Kiedy pokombinujemy z kolumnami, wzmacniaczami i źródłami, a nasz system zaczyna grać naprawdę dobrze, zadajemy sobie pytanie, czy nie powinniśmy zainteresować się kablami....

Bannery boczne

Komentarze

Garfield
@Krzysztof - Ależ oczywiście, zdarza mi się oglądać taką jedną telewizję :)
Krzysztof
@Garfield - A bo to mało firm jest formalnie w likwidacji, a działa sobie w najlepsze?
Tomasz
To z jaką końcówką Vincenta najlepiej to parować?
Garfield
To ta firma? :)
Artur
Trzeba by dorzucić polskiego producenta wzmacniaczy Haiku z Krakowa. Modele Sol IV i Sol V też mają takie wskaźniki.

Płyty

Darkthrone - Pre-Historic Metal

Darkthrone - Pre-Historic Metal

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat wielokrotnie próbowałem podejść do twórczości Darkthrone. Wszystkie te próby prędzej czy później kończyły się niepowodzeniem....

Newsy

Tech Corner

Bluetooth w sprzęcie audio - wersje, kodeki, ustawienia

Bluetooth w sprzęcie audio - wersje, kodeki, ustawienia

W dobie niesamowitej popularności bezprzewodowego sprzętu audio trudno zaprzeczyć, że jest to przyszłość. I to nie tylko jeśli chodzi o urządzenia mobilne, ale także te, z których korzystamy w domu. Trzymając w ręku smartfon czy tablet, potrzebujemy przecież tylko kompatybilnej z nimi elektroniki, aby móc wygodnie odtwarzać muzykę z ulubionego...

Nowości ze świata

  • Matrix Audio has introduced the NA-1, a flagship headphone amplifier from the company's new N Series, designed as the central element of ambitious desktop and stationary systems for demanding users of both dynamic and planar headphones. The unit is a...

  • Grado Labs has introduced the Classic Series, a newly defined structure within its headphone portfolio that brings together several of the company's most recognizable open-back models under a single lineup while incorporating the latest X2 driver platform across the range....

  • FiiO has expanded its lineup with the M33, a portable digital audio player built around the company's proprietary R2R ladder DAC architecture, a solution previously associated mainly with stationary designs. The new DAP combines this classic digital-to-analog conversion topology with...

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Sade - Zmysłowa królowa elegancji

Sade - Zmysłowa królowa elegancji

Wyobraźcie sobie, że siedzicie w przyciemnionym klubie jazzowym w latach czterdziestych XX wieku. Mężczyźni noszą eleganckie, dopasowane garnitury, we włosach...

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Vintage

Sony WM-GX788

Sony WM-GX788

Do tej pory w dziale Vintage jeszcze nie pojawił się tekst mówiący o urządzeniu kończącym pewną erę. Pisaliśmy o pierwszym...

Słownik

Poprzedni Następny

Jitter

To odchylenie lub inaczej rozmycie czasowe w transmisji danych cyfrowych. Pojęcie to zaczęło się pojawiać najpierw w odniesieniu do odtwarzaczy płyt kompaktowych, teraz najczęściej dotyczy przetworników cyfrowo-analogowych i sprzętu komputerowego....

Cytaty

AldousHuxley.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.