Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

  • Kategoria: Dyskografie
  • Adam Widełka

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

Dziś już nie powstanie taki zespół jak Jethro Tull. Dlaczego? Bo czasy już nie te. Czasy, które z miejsca spłaszczają inność, oryginalność, opierają się na płytkiej rozrywce. Komu zresztą chciałoby się tworzyć swój własny świat, oparty na zamierzchłych czasach wędrujących minstreli? Musiałby się też znaleźć ktoś taki jak Ian Anderson, człowiek-orkiestra z poziomem energii małej elektrowni, mający wyobraźnię muzyczną bujną niczym wielki las Amazonii. Jethro Tull był zespołem bardzo charakterystycznym. Chociaż w pierwszym etapie działalności czerpał jeszcze z tak zwanego "białego bluesa", jednak już od trzeciej płyty mocną kreską zaczął rysować swój własny styl. Styl właśnie zanurzony w średniowiecznym kuglarstwie, szkockim folklorze i leśnych wędrówkach.

Grupa powstała w 1967 roku w Luton. Jedynym stałym, od początku do końca działalności, muzykiem i jednocześnie szefem był wspomniany Ian Anderson. Multiinstrumentalista, propagator fletu w muzyce rockowej oraz wielki miłośnik ryb hodowlanych. Na pewno zaprzątający sobie głowę historią, bo kto nazywałby swój zespół od imienia i nazwiska żyjącego na przełomie XVII i XVIII wieku brytyjskiego agronoma? Składy się zmieniały, rys muzyczny też, ale grupa Jethro Tull od 1968 roku - od wydania pierwszej płyty "This Was" - do powiedzmy roku 1984 kiedy wydano bardzo kontrowersyjną płytę "Under Wraps" - była czymś niesamowicie oryginalnym na poletku rocka progresywnego. Było w tej muzyce coś z szaleństwa, coś z romantyzmu ale - głównie - była siła działająca na słuchaczy z wyobraźnią.

Zostawmy historię grupy tym, którzy lubią szperać w odmętach faktów. Zostawmy szczegółowe analizy ludziom, którzy potrafią się posługiwać flamastrem na planszy. Chciałbym się skupić na muzyce. Tej niezwykłej, nietuzinkowej, malującej barwne obrazy. Jako, że płyty Jethro Tull zacząłem poznawać jako mały dzieciak i do dziś grupa pozostała u mnie w ścisłej czołówce ulubionych wykonawców szeroko pojętego rocka, mam na celu w tym artykule przybliżenie w niecodzienny sposób jej, według mnie, najbardziej czarujących fragmentów niezwykle bogatej dyskografii. Ubierzcie się więc wygodnie, załóżcie ciuchy, których nie będzie Wam szkoda. Nie zwracajcie uwagi na sypiące się na głowy szyszki, a palce polepione żywicą bez skrępowania wytrzyjcie w stary płaszcz. Zaciągnijcie się świeżym, wiejskim powietrzem. Spróbujcie poczuć tę muzykę jako integralną część miejsc, w które Was zabiera. Usiądźmy więc wygodnie na leśnej polanie...

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

"Songs from the Wood" (1977)

Ocena
Poziomy8

Legendy mówią, że pierwsze wydanie tego albumu na winylu pachniało głębią lasu. Coś w tym musi być, ponieważ klimat tej płyty jest wprost niesamowity. Mimo, że to dość późna płyta, śmiało powiedzieć, że tutaj udało się Andersonowi uzyskać w stu procentach zamierzony efekt "pieśni z lasu", zawierający wszystkie doskonale znane wcześniej elementy stylu Jethro Tull przyprawione zapachem sosen. Gdy słuchając już pierwszych utworów, patrząc wnikliwie w okładkę możemy odczuć niepokojące wrażenie, że pokój staje się polaną, a przed nami właśnie dogasa palenisko. W oddali pohukuje sowa, a my, zamykając oczy, napawamy się dźwiękami z innego wymiaru. Dziś to muzyka wyjęta wprost z odmętów wieków, a klimat folkowy całkiem dziś niemodny może przyprawić o zgrzyt zębów mało wrażliwe osoby. Obcowanie z tą płytą jest jak chodzenie bosymi stopami po mokrym leśnym runie, a ostrzejsze fragmenty są jak wystający z ziemi kamień, na który po prostu trafia nasza noga. Połamane partie fletu, momentami jazzowe brzmienie i flirty z bluesem. Skoczne melodie muzyki renesansu połączone ze szkockim folklorem, chóry, dzwonki, lutnia i ten wszędobylski zapach nieskażonej niczym leśnej głuszy. Cudownie niecodzienne rytmy, pochłaniające słuchacza bez reszty. Zapraszające głębiej, by odkrywać tajemnice przyrody, tej jeszcze nie zniszczonej przez człowieka nowoczesnością.

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

"Heavy Horses" (1978)

Ocena
Poziomy7

Tym razem zamienimy bose stopy na kalosze. Witam na angielskiej wsi. Takiej prawdziwej, ze zwierzętami i powietrzem pachnącym odchodami. Płyta "Heavy Horses" jest dedykowana wszystkim koniom pociągowym Wielkiej Brytanii i dominuje na niej klimat zupełnie inny, niż na poprzedniej "Songs from the Wood". Jest to album zdecydowanie ostrzejszy, co nie dziwi - przecież ujeżdżone przez ciągniki błoto nie jest tak przyjemne w dotyku bosej stopy jak pokryte rosą runo. Co rusz spotykamy gospodarskie zwierzęta - kaczki, krowy, wspomniane pracowite konie, ale też, wieczorami sącząc whisky, możemy patrzeć na tańczące w ogniu świecy ćmy. Można sobie wyobrazić takie wakacje u dziadków poza miastem i w sumie jesteśmy coraz bliżej zarysu klimatu albumu. Anderson postawił tutaj na zupełnie inne tematy, zupełnie inną warstwę tekstową. Dlatego też muzyka się zmieniła, chociaż nie jest to zmiana ogromna. Odczuwa się jednak, że bliżej tutaj do typowego progresywnego rocka niż szeroko użytych elementów muzyki baroku. Andersonowi nie brakuje poczucia humoru, inspiracji oraz kunsztu kompozytorskiego. To dla mnie ważna płyta bowiem była jedną z pierwszych, jakie poznawałem. Do dziś uwielbiam wracać na angielską wieś. Gdy tylko się tam znajduję, znów psocę, brudzę się błotem i zaciągam tym, jedynym w swoim rodzaju powietrzem.

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

"Stormwatch" (1979)

Ocena
Poziomy7

Przepraszam, że ciągle ostrzegam przed zmianą obuwia i stroju ale cóż, tak właśnie jest z Jethro Tull - ciągle się coś zmienia. Jak na wsi jeszcze bose nogi nie były narażone na dyskomfort, to tutaj odmrożenia z powodu temperatury nie będą na pewno przyjemne, więc warto zaopatrzyć się w ciepłe obuwie. Za to uśmiech przyniesie muzyka. Zespół strząsnął szyszki, wytrzepał buty z błota i można powiedzieć, że zamienił stare płaszcze na skórzane kurtki. No, może nie tak szybko, ale słuchając "Stormwatch" po dwóch poprzednich ma się wrażenie, że fragmentami Anderson proponuje jeszcze bardziej energiczną kompozycyjnie krainę. Można tu zauważyć szybsze riffy, gęściej gra sekcja rytmiczna. Chwilami zapędzają się w rejony ciężkiego rocka, eksplorując je z powodzeniem. Chociaż straszę niepotrzebnie - elementy tego głównego stylu Jethro Tull są i tutaj, więc jeśli ktoś dał się porwać od początku naszej wędrówki tej magii to i znajdzie ją na tej płycie. Partie fletu ścigają się z gitarą i malują własne, absorbujące obrazy. Nawiązania do folkloru są widocznie zwłaszcza w drugiej części albumu. Momentami znów pobrzmiewają echa szkockich przodków. Aż chce się założyć kilt i chwycić dudy w rękę! Mimo tej okładki, świetnej jak zwykle, odwiedzamy wiele ciekawych miejsc. Nie tylko polarną stację badawczą ale również zaglądamy nad szarpane falami brytyjskie wybrzeże, wybieramy się na platformy wiertnicze czy leżąc przed namiotem obserwujemy gwiazdozbiory. Tradycyjnie Anderson nie pozwala się nam nudzić. Mimo, że w wielu miejscach można przeczytać, że to już spadek formy Jethro Tull, to absolutnie należy przesłuchać ten album na własnym ciele.

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

"Aqualung" (1971)

Ocena
Poziomy8

Po malowniczych pejzażach szkockich klifów, po wizycie na prawdziwie angielskiej wsi i po brataniu się z przyrodą, przyszedł czas na spacer po Londynie. Nie, nie, nie ma tutaj "London Eye" czy Muzeum Figur Woskowych. Będziemy odwiedzać biedotę, ludzi żyjących z dnia na dzień. Po brukowanych bluesem chodnikach, włócząc się po brudnych miejscach, obserwując z bliska, jak wygląda ich codzienna egzystencja. Niech Was nie zmyli gotycka czcionka - muzyka proponowana przez wczesne wcielenie Jethro Tull to ekspresyjna mieszanka folku, bluesa i hard rocka. "Aqualung" to, można powiedzieć, esencja stylu tej kapeli, dzieło wybitne. Ci biedni ludzie są w sumie tylko pretekstem do poważnych rozważań o religii i poziomie życia socjalnego w Londynie. Oczywiście, mówimy o tym wielkim mieście w czasach dla nas odległych, gdzie nie wszystko wyglądało tak, jak powinno. Wspaniale zespalają się z tymi przemyśleniami kompozycje osadzone w sztywnych ramach, mające duszę, swoją naturę. Muzyka zawarta na tym albumie wręcz się nie starzeje. Cały czas ma w sobie ten duszny klimat wielkiego miasta w jego najmniej znanych miejscach, podlany obecną na początku lat siedemdziesiątych stylistyką hard rocka. Chociaż Anderson pokazuje jak świadomym jest i był twórcą, cały czas mamy do czynienia z plastycznym, niezwykle barwnym i autorskim graniem, jakiego nikt inny nie umiał podać tak, jak właśnie Jethro Tull.

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

"Thick as a Brick" (1972)

Ocena
Poziomy8

Płyta będąca zarówno majstersztykiem wykonawczym, jak i edytorskim. W oryginalnym wydaniu czarnego krążka okładka była po prostu... Gazetą. Tak, najzwyklejszą gazetą, którą przeciętny Anglik rano paćkał masłem i kawą. Dwanaście stron opierało się na przeróżnych tematach, między innymi tym, że Jethro Tull nagrywa nowy album, jednak całość historii była związana z fikcyjnym chłopcem, Geraldem. Żeby nie zdradzać radości z przeglądania stronic, mogę tylko nadmienić, że tekst suity "Thick as a Brick" to poemat wyżej wspomnianego chłopaka. Całość doprawiona humorem Iana Andersona i porywającą muzyką zespołu. Tak, warto tutaj wspomnieć, że na dwóch stronach winylu znalazł się jeden, rozbity na dwie części, utwór. Rozbudowany, wielowątkowy, z chyba nawet najbardziej natchnionym składem Jethro Tull, który swoją grą robi piorunujące wrażenie. Mnogość pomysłów, jakie Anderson wrzucił do tego kociołka, jest zaskakująca. Wbrew temu, że każda z partii "Thick as a Brick" ma około dwadzieścia minut, słucha się tego albumu z wypiekami na twarzy. Nawet po kilku razach, kiedy powinniśmy mieć muzykę osłuchaną, poznaną, ta zwariowana historia Geralda nie pozwala się nam nudzić. Nigdy później, mimo prób, nie udało się Andersonowi stworzyć równie udanej struktury muzycznej. Pod tym względem Jethro Tull tutaj osiągnęło absolutne mistrzostwo.

Jethro Tull - Muzyka pachnąca lasem

"This Was" (1968)

Ocena
Poziomy7

Niespodziewany zwrot akcji. Na koniec tej krótkiej, ale myślę ciekawej podróży, zostawiłem album, który to wszystko zaczął. Zupełnie inny, czerpiący pełnymi garściami z bluesa, mający zupełnie odmienny feeling niż każdy z wyżej wymienionych. Jedno ma tylko wspólne - na okładce muzycy Jethro Tull łypią na nas z lasu. To nie taki sam las, jak w przypadku "Songs from the Wood", zdający się być bezpieczny, mający miękkie runo. Ten z "This Was" jest szorstki, z masą spadających na głowy igieł. Gęsty, ciemny, bluesowy. Tak, ten gatunek będzie tutaj powracał jak mantra, bowiem Jethro Tull zaczynał jako zespół typowo bluesowy. Jednak o żadnej kopii Johna Mayalla czy Cream nie może być mowy - wyczuć można jedynie inspirację ikonami tego grania w Anglii. Całość ma mimo wszystko mocno naszkicowany styl późnego Jethro Tull. Co prawda może flet nie dominuje tutaj aż tak mocno, jak potem, to ekspresja jest taka sama. Dużo na tej płycie liryczności, przebijającej się jak promienie słońca pomiędzy grubymi gałęziami drzew. Wiele jest również świetnych partii instrumentalnych. Warto więc przysiąść znów na samotnym kamieniu wśród wysokich drzew i posłuchać tak już dziś lekko zapomnianej muzyki. A "This Was" można rzec, jest takim albumem w dorobku Jethro Tull, że pamięta się o nim najmniej. A szkoda. Tym bardziej, że to naprawdę nagrania, które pachną naturą, której dziś coraz mniej.

Epilog

Jethro Tull to zespół z bardzo bogatym dorobkiem nagraniowym. Wybrane przeze mnie albumy to tylko namiastka tego, co można poznać, co zespół stworzył. Dla kogoś, kto nie kojarzy, nie miał przyjemności znać zespołu wcześniej, będą idealne do początku drogi. Natomiast z myślą o tych z Was, bardziej dociekliwych, chcących posmakować czegoś więcej - dodatkowo można zaopatrzyć się w studyjne albumy "Benefit" (1970), "War Child" (1974), "Ministrel in the Gallery" (1975), "Broadsword And The Beast" (1982) i koncertowe "Live-Bursting Out!" (1978) i "A Little Light Music" (1992).

Komentarze (3)

  • Daniel

    Świetny artykuł - powinien to przeczytać każdy, kto chciałby zacząć przygodę z Jethro Tull.

    0
  • Kazimierz

    No ale żeby nie wspomnieć o drugiej katalogowej, z 1969 roku, genialnej płycie "Stand Up"? Koniecznie polecam!

    0
  • Jurek

    Różne ludzie mają dziwactwa, jednym z najbardziej nużących i męczących jest uporczywe narzucanie innym swoich gustów i upodobań. Czytający opowieść o Jethro Tull nie dowie się z niej, że ten zespół wydał "Stand Up" płytę fenomenalną! Ian Anderson uważał ją za najlepszą w dyskografii zespołu.Tak czy inaczej, amatorstwo pełną gębą wyszło z autora. Lubi czy nie powinien był o "Stand Up" opowiedzieć. Zrobił tekst nie wspominając o tej płycie, czyli opowiedział o sobie , nie o Jethro Tull. Zresztą tutaj też, w StereoLife, nie tak dawno, autor obszernego tekstu o King Crimson kilkoma pogardliwymi uwagami potraktował płyty nagrane przez King Crimson z Johnem Wettonem w składzie w latach 1972-1975. I ten przypadek i pominięcie Stand Up może irytować, mnie zaś informuje o infantylnym amatorstwie autorów obu tekstów. Wyobraźmy sobie, ktoś omawiając artystyczne dokonania The Beatles pomija na przykład "Sgt. Peppers' Lonely Hearts Club Band" tylko dlatego, że nie lubi tego albumu. Wolno mu, ale jest za to cena! Tekst byłby bezwartościowy tak naprawdę. I tak też widzę tekst o Jethro Tull. Może w redakcji znajdzie się jednak ktoś o mniejszym ego, kto zamiast megalomańskich popisów promuje sztukę, a nie własne o niej sądy. Tekst o Jethro Tull jest jak wypadek przy pracy. Przykre, że wydarzył się redakcji kolejny raz.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
David Nauber - Classé

David Nauber - Classé

Nikogo nie powinno dziwić, że najbardziej rozpoznawalne marki w świecie sprzętu audio są zwykle tymi, które mogą wyznaczać trendy i koncentrować na sobie uwagę audiofilskiego środowiska, a czasami szokować oryginalnymi pomysłami lub produktami lepszymi i droższymi niż wszystko, co widzieliśmy wcześniej. Istnieje jednak jeszcze jedna grupa firm, które robią to...

Sunny Chang - Soundgil

Sunny Chang - Soundgil

Soundgil to jedna z firm, które skupiają się na jednej, jedynej rzeczy, ale robią ją wyjątkowo dobrze. W tym przypadku mówimy o kompaktowych zestawach głośnikowych będących w istocie miniaturowymi odpowiednikami hi-endowego systemu stereo. Jak na maleńkie, aktywne kolumienki, są projektowane i budowane w całkowicie bezkompromisowy sposób. Ich konstruktorzy chcieli skopiować...

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audio-Technica ATH-AWAS

Audio-Technica ATH-AWAS

Audio-Technica to jedna z firm, z której produktami stykam się wyjątkowo regularnie. Nie chodzi nawet o to, że pałam do tej marki jakąś nieuzasadnioną miłością. Japończycy po prostu wprowadzają na...

Naim Uniti Nova

Naim Uniti Nova

Patrząc na ostatnie poczynania Naima i popularność, jaką cieszą się głośniki sieciowe oraz systemy all-in-one tej marki, śmiało można powiedzieć, że świat klasycznych systemów audio dla zatwardziałych konserwatystów poniósł druzgocącą...

Yamaha A-S1200

Yamaha A-S1200

Yamaha to firma, której działalność wykracza daleko poza produkcję sprzętu audio. Jej historia zaczyna się na drugim końcu tego łańcucha - od organów, fortepianów i innych instrumentów muzycznych, a kończy...

Bannery boczne

Komentarze

Darek
Wypożyczony do przetestowania we własnych warunkach odsłuchowych. Uczciwie wyceniony. Oferuje sporo emocji biorąc pod uwagę tak małą konstrukcje. Może pozostani...
...
Gramofon z pierwowzorem ma tylko jedno wspólne - nazwę i ogólny wygląd. Cały gramofon jest produkowany na Tajwanie w Hanpinie. Jakość pewnie też Made in Hanpin....
A was?
Konstantin Stiepanowicz... A was? Konstantin Stiepanowicz...
Marek
Jestem ciekaw, czy w przedziale cenowym do 20000 zł byłby liderem. I jak by wypadł przy Moonie 390. Ktoś może ma doświadczenie w tej materii?
Cliff
Fajny, ale dźwięk wyprany z barw. Autor zwrócił na to uwagę w teście, ale tak delikatnie. Jeżeli chodzi o mój gust, to wielka szkoda, że tych barw nie ma, bo re...

Płyty

The Ocean - Phanerozoic II: Mesozoic | Cenozoic

The Ocean - Phanerozoic II: Mesozoic | Cenozoic

Prawie dwa lata przyszło nam czekać na drugą część historii zapoczątkowanej przez The Ocean na poprzednim albumie. Pierwszą część fanerozoiku...

Newsy

Devialet Gemini

Devialet Gemini

Francuski producent hi-endowych głośników sieciowych i elektroniki audio zaprezentował właśnie swoje pierwsze słuchawki bezprzewodowe. Devialet twierdzi, że jest to po...

Tech Corner

Roon - Nowa jakość streamingu

Roon - Nowa jakość streamingu

Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...

Prezentacje

Historia ma znaczenie - Marantz

Historia ma znaczenie - Marantz

Marantz to jedna z tych firm, które powinien znać każdy miłośnik muzyki i dobrego brzmienia. Jeden z wielkich graczy, którym na przestrzeni lat udało się zachować swój wizerunek i opowiadać swoją historię nie inaczej, jak poprzez kolejne urządzenia zyskujące status kultowych. Może to trochę odważne stwierdzenie, ale wystarczy prześledzić internetowe...

Poradniki

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Popularne testy

Wywiady

David Nauber - Classé

David Nauber - Classé

Nikogo nie powinno dziwić, że najbardziej rozpoznawalne marki w świecie sprzętu audio są zwykle tymi, które mogą wyznaczać trendy i...

Vintage

Sony D-50

Sony D-50

Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku był dla Sony czasem, gdy firma kroczyła od sukcesu do sukcesu. Rozpoczynała się era płyty kompaktowej...

Słownik

Poprzedni Następny

Magnes neodymowy

Magnes dający znacznie silniejsze pole magnetyczne, niż porównywalny pod względem rozmiarów magnes ferrytowy. Wykonuje się je zazwyczaj ze stopu neodymu, żelaza i boru. Ze względu na łatwość obróbki mechanicznej, trudność...

Cytaty

TheodorFontane.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.