Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Meze Strada

Meze Strada

Meze Audio jest jednym z producentów, którzy w ciągu zaskakująco krótkiego czasu przeszli drogę od ciekawostki z peryferii rynku do roli jednego z najważniejszych graczy w segmencie słuchawek klasy premium. Rumuńska marka, założona przez industrialnego projektanta Antonio Meze, zbudowała swoją pozycję na połączeniu rozpoznawalnego wzornictwa, dopracowanej ergonomii i muzykalnego, przyjaznego brzmienia. Pierwszym wielkim hitem i przełomem dla maleńkiej wówczas manufaktury były oczywiście 99 Classics, które z czasem doczekały się kolejnych wcieleń i całej rodziny pokrewnych modeli. Później pojawiły się jeszcze tańsze 99 Neo oraz dokanałówki 12 Classics i 11 Neo, ale to był zaledwie wstęp, ponieważ niedługo potem rumuńska firma przestała się szczypać i odważnie weszła w świat hi-endowych słuchawek planarnych, prezentując takie modele jak Empyrean, Elite i Liric. I to był strzał w dziesiątkę. Manufaktura z Baia Mare, choć już dzięki 99 Classics była kojarzona ze sprzętem wysokiej jakości, nagle zaczęła być postrzegana jako jeden z absolutnych liderów w branży i stawiana obok takich gigantów jak Sennheiser, Audeze czy Focal. Po kilku latach konsekwentnego budowania tego wizerunku Meze Audio stało się marką, którą nawet mniej osłuchani melomani potrafią wskazać po samym kształcie muszli. Katalog firmy miał jednak wyraźną lukę. Z jednej strony relatywnie przystępne cenowo, zamknięte 99 Classics, z drugiej wyżej pozycjonowane otwarte modele dynamiczne oraz bardzo drogie konstrukcje planarne. Brakowało słuchawek zamkniętych, wyraźnie audiofilskich, ale wciąż w zasięgu entuzjasty, który nie chce od razu wchodzić w okolice flagowców. Tę lukę ma wypełnić Strada - zamknięty, wokółuszny model dynamiczny wyceniony na 3499 zł.

Fani rumuńskiej firmy - a zainteresowanie artykułami na jej temat pokazuje, że jest to naprawdę spora grupa - od razu zauważyli, że najnowszy model ustawiono mniej więcej na tej samej półce, na której stoją 109 PRO. Już sam cennik sugeruje, że nie mamy do czynienia z "przygodną" linią poboczną, jakimś okazjonalnym "dropem", ale pełnoprawnym filarem oferty. Strada nie jest zatem kolejnym budżetowym dodatkiem, lecz modelem aspirującym do roli słuchawek dla wymagającego melomana. Producent zapowiada połączenie dobrej równowagi tonalnej z poczuciem bliskości muzyki, określanym zgrabnym hasłem "musical intimacy". Konstrukcyjnie Strada opiera się na tym samym 50-milimetrowym przetworniku dynamicznym, który zadebiutował w 109 PRO, tutaj jednak dostosowanym do pracy w obudowie zamkniętej. Idea jest dość jasna. W zamyśle dostajemy charakter brzmienia zbliżony do otwartego modelu, uzupełniony o izolację, której oczekujemy od porządnych "zamkniętych puszek". Cel ambitny, bo historia zna sporo prób stworzenia "zamkniętej wersji ulubionych otwartych słuchawek" i w większości przypadków kończyło się to jednym z dwóch scenariuszy - kompromisowym brzmieniem albo przeciętną izolacją. Jak będzie tym razem?

Meze Strada

Wygląd i funkcjonalność

Jeżeli Meze chciało stworzyć słuchawki rozpoznawalne z drugiego końca pokoju, to w przypadku Strady plan został zrealizowany z nawiązką. To konstrukcja, która robi wrażenie jeszcze zanim wyląduje na głowie. Po otwarciu pudełka od razu widać, że nie jest to anonimowy "sprzęt hi-fi", tylko przedmiot, w który włożono sporo wysiłku projektowego. Obudowy wykonane z drewna hebanowego (makassar ebony) przyciągają wzrok gęstym, nieregularnym rysunkiem słojów. Ciemne, niemal czarne fragmenty drewna przeplatają się z jaśniejszymi, złotawymi żyłkami, dzięki czemu każda para wygląda trochę inaczej. Meze wraca tu do pomysłu, który wypromowały 99 Classics, ale podaje go w nowszej, dojrzalszej formie. Dostajemy tu mniej stylu retro, a więcej wysmakowanego, współczesnego wzornictwa, które spokojnie odnalazłoby się w skandynawskim salonie i w gamingowej jaskini, choć to ostatnie skojarzenie wynika głównie z koloru. Rama z magnezu jest polakierowana na intensywną, metaliczną zieleń. Na zdjęciach potrafi wyglądać odważnie, wręcz ostentacyjnie, ale w rzeczywistości kolor jest nieco spokojniejszy, a metaliczny efekt pojawia się głównie przy mocniejszym świetle. Najbliżej mu do dobrego lakieru samochodowego, w którym głębia i gra światła są ważniejsze niż sam odcień. W połączeniu z ciemnym drewnem daje to efekt, który wyraźnie odstaje od bezpiecznej "biurowej" estetyki. Meze konsekwentnie trzyma się swojej filozofii - sprzęt tej marki ma być czymś więcej niż narzędziem, które ginie w tle. Strada z premedytacją zwraca na siebie uwagę. Oczywiście taka kombinacja kolorystyczna nie każdemu przypadnie do gustu, ale rumuńskim projektantom po raz kolejny należą się brawa za odwagę. Każde słuchawki tej firmy są jakieś. A jeśli pojawią się głosy, że "wziąłbym, ale nie w tym kolorze", być może po pewnym czasie w katalogu pojawi się inny, bezpieczniejszy wariant wykończenia.

Pałąk zaprojektowano inaczej niż w 99 Classics czy 109 PRO. Zamiast klasycznego, podwieszonego paska mamy szeroką opaskę z miękką poduszką, podzieloną na segmenty. Taki układ rozkłada nacisk na większej powierzchni i poprawia cyrkulację powietrza na szczycie głowy, co przy wielogodzinnych odsłuchach wcale nie jest bez znaczenia. Dolna część pałąka wykończona jest skórą z dyskretnym logo, a metalowe prowadnice poruszają się trochę jak amortyzatory - płynnie, ale z takim oporem, jakby wewnątrz znajdował się co najmniej dodatkowy cylinder wypełniony gęstym olejem. Wystarczy wyregulować pałąk, a już wiemy, że mamy do czynienia ze sprzętem z bardzo wysokiej półki. Brak zapadek oznacza, że ustawiając długość pałąka trzeba przez chwilę poszukać idealnej pozycji, ale gdy już znajdziemy właściwy punkt, wszystko pozostaje na swoim miejscu, bez przypadkowych przeskoków. Muszle są duże, prawdziwie wokółuszne. Pady wypełnia pianka z pamięcią kształtu, która łączy miękkość z odpowiednią sprężystością. Do ich obszycia wykorzystano miękką ekoskórę, więc z jednej strony zachowujemy szczelność i izolację, z drugiej pad nie zachowuje się jak foliowa torebka. Kluczowym elementem są magnetyczne mocowania. Pady trzymają się bardzo pewnie, ale ich zdjęcie zajmuje dosłownie ułamek sekundy. Dla użytkownika oznacza to prostą wymianę zużytych nausznic - zgodnie z ekologicznym i prokonsumenckim duchem projektowania Meze Audio.

Komfort użytkowania jest jednym z filarów tożsamości rumuńskiej firmy i Strada tej reputacji nie psuje. Masa wynosząca 330 g plasuje ten model w dolnej części skali dla zamkniętych konstrukcji klasy premium. Siła docisku jest dobrana tak, aby zapewnić szczelność bez efektu "imadła". Po krótkim dopasowaniu słuchawki w dużej mierze znikają z głowy. Osoby o szerszej czaszce mogą odczuć nieco wyraźniejszy nacisk w okolicach żuchwy, ale jest to raczej delikatny kompromis niż powód do rezygnacji z zakupu. W zamian dostajemy izolację, której nie powstydziłby się niejeden model stricte studyjny. Kolejny plus jest taki, że Strada jest konstrukcją zaskakująco uniwersalną. Z jednej strony to klasyczne słuchawki przewodowe, bez elektroniki, bez trybów "smart" i aktywnej redukcji hałasu. Z drugiej przy impedancji 40 Ω i wysokiej czułości można je bez większego wysiłku napędzić z dobrego odtwarzacza przenośnego, dongla USB, a w ostateczności nawet z mocniejszego wyjścia słuchawkowego laptopa. W zestawie dostajemy usztywniany futerał, osobny pokrowiec na przewody oraz dwa kable o długości 1,8 m z oplotem z kevlaru. Jeden zakończono mini-jackiem 3,5 mm, drugi zbalansowanym złączem 4,4 mm. Do tego standardowy adapter 6,3 mm. Nie trzeba od razu szukać zamienników, choć perspektywa podpięcia własnego, wyczynowego kabla jest kusząca dla wielu miłośników personalizacji. Wszystko to tworzy komplet, który wydaje się gotowy zarówno do domowych odsłuchów, jak i użytkowania w podróży.

Istnieje całkiem spora grupa osób, dla których każde słuchawki bezprzewodowe są rozwiązaniem kompromisowym. Dla nich najważniejsze będzie to, że wreszcie w ofercie Meze Audio pojawiły się słuchawki zamknięte, które z jednej strony wyglądają naprawdę luksusowo, a z drugiej - nie kosztują majątku.

Nie dziwią zatem reklamowe komunikaty firmy, w których Strada - zgodnie z nazwą - ukazywana jest jako model stworzony do pracy w trasie. Izolacja od otoczenia stoi na bardzo dobrym poziomie. Zamknięta komora, głębokie, dobrze dopasowane nausznice i rozsądna siła docisku wycinają szum wentylacji, miejski gwar i typowe dźwięki domowego życia. Nie jest to jednak pełne odcięcie od świata, jakie potrafią zapewnić niektóre konstrukcje robione z myślą o studiu nagraniowym. Meze realizuje tu nieco inną filozofię. Chodzi o stworzenie prywatnej, akustycznej bańki, ale bez całkowitego odklejenia od rzeczywistości. W praktyce oznacza to, że Strada najlepiej czuje się w domu lub biurze, natomiast w autobusie, pociągu, tramwaju lub samolocie nadal wygrają wyspecjalizowane modele z ANC. Sęk w tym, że naprawdę trudno jest znaleźć słuchawki bezprzewodowe z aktywną redukcją hałasu, które pod względem jakości brzmienia zbliżają się do poziomu klasycznych, audiofilskich słuchawek przewodowych napędzanych wysokiej klasy DAP-em. Może Bowers & Wilkins Px8 S2? Może Sennheiser HDB 630? Może garstka innych modeli, których nie testowałem? Wymagający melomani w dalszym ciągu dostrzegają między tymi światami przepaść i nie wystarczają im zapewnienia, że nowoczesne kodeki i bezstratna transmisja sygnału załatwiają temat. A przetworniki? A wzmacniacz? A muszle i materiały użyte do ich wykonania i wytłumienia? Istnieje całkiem spora grupa osób, dla których każde słuchawki bezprzewodowe są rozwiązaniem kompromisowym. Dla nich najważniejsze będzie to, że wreszcie w ofercie Meze Audio pojawiły się słuchawki zamknięte, które z jednej strony wyglądają naprawdę luksusowo, a z drugiej - nie kosztują majątku.

Ostatnią kwestią, którą postanowiłem poruszyć w tej części, a która jest moim zdaniem niesłychanie istotna, jest podejście firmy do serwisowalności. Podobnie jak w innych modelach manufaktury z Baia Mare mamy do czynienia z konstrukcją modułową, którą w dowolnym momencie można rozebrać na pojedyncze części. Po wewnętrznej stronie, przy mocowaniu pałąka, widoczne są małe śruby. Nigdzie nie uświadczymy tu jednorazowych, klejonych połączeń. "Każdy element słuchawek Meze Audio Strada powstał z myślą o wieloletnim, satysfakcjonującym używaniu. Wysoka jakość materiałów zapewnia imponującą trwałość, a modułowa konstrukcja umożliwia szybką i łatwą wymianę poszczególnych części. Na przykład nauszników, które są mocowane magnetycznie. Dzięki temu, kiedy wybierasz Meze Audio Strada, wybierasz słuchawki, które zostaną z Tobą przez długie lata. I może nawet wprowadzą do świata muzyki kolejne generacje." - przeczytamy w oficjalnym opisie testowanego modelu. Sygnał wysyłany użytkownikowi jest czytelny. Te słuchawki mają dać się naprawić i odświeżyć, a nie wylądować na śmietniku, gdy po kilku latach rozpadnie się pałąk albo pęknie element zawiasu. Całościowo Strada jawi się jako bardzo dojrzały projekt użytkowy. Słuchawki przyciągają uwagę wzornictwem, ale za odważnym wyglądem idą sensowne decyzje ergonomiczne i praktyczne. Kompletny zestaw akcesoriów, dbałość o detale, powtarzalna jakość wykonania i myślenie o serwisie sprawiają, że trudno traktować te słuchawki jak sezonowy gadżet. To raczej coś w rodzaju dobrze uszytego garnituru, który kupuje się raz, a przez lata tylko oddaje go do pralni, wymienia podszewkę i czyści guziki.

Meze Strada

Brzmienie

Gdy producent zapowiada, że jego nowe słuchawki "zachwycają równowagą i doskonałą kontrolą", najczęściej kryje się za tym dość szerokie spektrum możliwych interpretacji. W przypadku Strady rzeczywistość jest ciekawsza niż slogan. Jeśli spróbować ująć charakter tego modelu jednym zdaniem, można powiedzieć, że to brzmienie technicznie dopracowane, energetyczne, z bardzo wyrazistym fundamentem basowym, lekko cofniętą średnicą i wyraźnie obecną górą. W praktyce wiele osób opisuje je jako łagodne "V", ale bez przesady i bez wchodzenia w rejony typowych słuchawek rozrywkowych. Bas pełni tu zdecydowanie rolę pierwszoplanową. W porównaniu z 99 Classics niskie tony są bardziej rozciągnięte i zróżnicowane, a przy tym zdecydowanie lepiej kontrolowane. Tam, gdzie starszy, budżetowy model potrafił czasem przesadzić z mid-basem, Strada stawia na podkreślenie subbasu i dolnych rejestrów przy zachowaniu lepszej dyscypliny. W elektronice, współczesnym popie, muzyce filmowej czy nowoczesnym jazzie daje to bardzo przekonujący efekt. Bas nie jest tylko tłem. Jest fizycznie obecny, ma wagę i tempo. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś po latach spędzonych z lekkimi, neutralnymi słuchawkami po raz pierwszy zakłada Stradę i ma wrażenie, że dół nagle zaczął pracować na wyższych obrotach.

Aby nie było żadnych wątpliwości, pozwolę sobie na kilka słów wyjaśnienia. Po pierwsze sam fakt, że bas jest uwypuklony, nie oznacza, że mamy do czynienia z tanim efekciarstwem, a słuchawki niemiłosiernie buczą nawet wtedy, gdy nagranie nie daje im ku temu powodów. Wszystko zależy od skali zjawiska i tego, czy jakość niskich tonów nadąża za ich ilością. W tym przypadku skala - chociażby w porównaniu do tego, co pokazują niektóre słuchawki bezprzewodowe - jest wciąż "bezpieczna". Basu jest więcej, ale bez przesady - wciąż należy to traktować jako element charakteru sprzętu, a nie oznakę ingerencji w nagrania i braku wyczucia ze strony projektantów. Jakość? Nie mam do niej właściwie żadnych zastrzeżeń. Strada wyrabia się na zakrętach, a przesunięcie ciężaru z mid-basu w kierunku subwooferowych pomruków daje przyjemne wrażenie głębi i luzu. O ile w warunkach domowych uprzywilejowanie niskich tonów nie zawsze jest pożądane, o tyle gdy zabierzemy słuchawki na spacer, sytuacja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Nawet podczas spaceru po mieście, nie mówiąc już o jeździe na rowerze czy podróży metrem, bas potrafi zniknąć, pozostawiając w naszych uszach jedynie średnio-wysokotonowe "plumkanie". Powiecie, że w takich warunkach można użyć korektora? Czasami tak, ale słuchawki muszą być w stanie odpowiednio na to zareagować i wydusić z siebie taki podkręcony sygnał. Znam takie, z którymi można ustawić pierwsze paski equalizera na maksa, wszystkimi pozostałymi zjechać w dół, a i tak nic to nie da, bo niskie częstotliwości z nich po prostu nie wychodzą. Tymczasem w opisywanym modelu wystarczy delikatnie musnąć paski w korektorze, a bas natychmiast startuje, jakby tylko na to czekał. Analogicznie nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy podczas odsłuchu w domowym zaciszu delikatnie skręcili ilość niskich tonów - brzmienie nabierze wtedy bardziej neutralnego, studyjnego charakteru. Czy w jedną, czy w drugą stronę - z takimi nausznikami wszystko da się zrobić. Ach, i jeszcze jedno - trzeba uczciwie dodać, że potencjał tej części pasma w pełni ujawnia się dopiero przy sensownym napędzeniu. Z prostego dongla czy wyjścia w laptopie bas potrafi się delikatnie rozlać i stracić kontur. Dopiero wzmacniacz z dobrą kontrolą prądową porządkuje sytuację. Wtedy niskie tony stają się szybkie, sprężyste i dobrze różnicowane.

Średnica jest czysta, przejrzysta i technicznie bez zarzutu, lecz ustawiona odrobinę z tyłu w stosunku do basu i góry. Wokale męskie, gitary akustyczne czy środkowy zakres fortepianu nie wychodzą do przodu tak mocno jak w 109 PRO. Nie ma mowy o ewidentnej dziurze w paśmie, raczej o subtelnym przesunięciu równowagi. Dla części słuchaczy będzie to wręcz zaleta, bo pozwala na głośniejsze słuchanie bez wrażenia krzyku, inni mogą poczuć, że wokalom brakuje odrobiny "ciała". Z drugiej strony żeńskie głosy, instrumenty smyczkowe czy wyższe rejony pianina korzystają na lekkim podbiciu górnego środka. Dostają więcej obecności i wyrazistości, co niektórym przypomina nieco studyjne monitory bliskiego pola. Góra pasma jest rozciągnięta, bardzo dobrze nasycona detalami, a przy tym dość gładka. W praktyce przekłada się to na doskonałą czytelność i wrażenie "powietrza" w nagraniu. Tego typu prezentacja potrafi zachwycić przy dobrze zrealizowanych płytach, natomiast przy słabszych masterach, ostrzejszych gitarach czy gęstych produkcjach popowych wymaga odrobinę rozsądku przy ustawianiu potencjometru. Dla jednych będzie to brzmienie idealnie wyważone, inni mogą poczuć się lekko zmęczeni po dłuższym seansie. To ponownie kwestia indywidualnej wrażliwości, ale warto mieć ją z tyłu głowy.

Na tle innych modeli tej marki Strada pozycjonuje się w taki sposób, że aż trudno uwierzyć, że pojawiła się dopiero teraz. Można potraktować ją jako konstrukcję uzupełniającą, a nie zastępującą otwarty model. Teraz można mieć jedne słuchawki do wieczornych odsłuchów i na sytuacje, w których trzeba odciąć się od otoczenia, nie rezygnując z wysokiej jakości dźwięku.

Rozdzielczość i mikrodynamika stoją na poziomie, którego można oczekiwać w tej klasie. Strada nie próbuje na siłę "powiększać" detali ani wtłaczać ich słuchaczowi do uszu. Raczej pokazuje bardzo dużo informacji w sposób uporządkowany i spójny. Nie ma tu agresywnego, laboratoryjnego podejścia, ale też nie ma wrażenia upiększania czy wygładzania krawędzi. Tam, gdzie tor jest neutralny i dobrze kontroluje dół, słuchawki potrafią dostarczyć dużą ilość informacji o fakturze instrumentów, pracy studia i dynamice nagrania. Gdy reszta systemu idzie w stronę ciepła i miękkości, Strada jest w stanie podążyć w tym kierunku przy zachowaniu swojej ogólnej charakterystyki. W praktyce mamy więc do czynienia z konstrukcją wrażliwą na dobór towarzyszącej elektroniki. Owszem, da się jej słuchać z prostego źródła. Jednak dopiero lepszy DAC i solidny wzmacniacz słuchawkowy pozwalają w pełni zapanować nad basem, zrównoważyć środek pasma i delikatnie uspokoić górę. Jak już wspominałem, jeśli równowaga tonalna tego modelu nie będzie komuś pasowała, za to głębia basu, dynamika, przestrzeń i kilka innych aspektów prezentacji okażą się kuszące, pozostaje skorzystać z korektora. To żaden grzech. Lekkie podniesienie średnicy oraz delikatne obniżenie wybranych fragmentów góry powoduje, że Strada zbliża się do bardziej referencyjnego balansu, nie tracąc energii i poczucia przestrzeni.

Jednym z najmocniejszych atutów Strady jest scena dźwiękowa. Jak na słuchawki zamknięte przestrzeń jest zaskakująco szeroka i dobrze uporządkowana. Źródła pozorne nie kleją się do głowy, muzyka układa się w czytelną panoramę, a stereofonia przypomina raczej to, co znamy z lepszych konstrukcji otwartych, niż z typowych słuchawek zamkniętych. Nie oznacza to oczywiście, że Strada dorównuje pod tym względem 109 PRO czy topowym planarom Meze. Fizyka robi swoje, a zamknięta komora zawsze będzie narzucać pewne ograniczenia. Mimo to w bezpośrednich porównaniach z innymi zamkniętymi modelami z podobnego pułapu cenowego Meze bardzo często zbiera pochwały za poczucie przestrzeni. Minusy? Cóż, poza lekkim podbiciem niskich tonów i górą, która jest na tyle rozdzielcza, że napędzanie tych słuchawek kiepską elektroniką i katowanie ich słabymi nagraniami nie jest dobrym pomysłem, w zasadzie nie mam się do czego przyczepić. A już na pewno nie w tej cenie. Oczywiście konkurencja nie śpi, ale rumuńska manufaktura ma naprawdę liczne grono oddanych fanów i ciężko sobie na ten sukces zapracowała. Miłość, jaką wymagający melomani darzą Meze Audio, nie wzięła się znikąd. Na tle innych modeli tej marki Strada pozycjonuje się w taki sposób, że aż trudno uwierzyć, że pojawiła się dopiero teraz. W porównaniu z 99 Classics to wyraźny krok naprzód. Lepsza kontrola basu, większa przejrzystość, większa ilość detali i bardziej uporządkowana scena to tylko początek wyliczanki. W porównaniu z 109 PRO zamknięty model oferuje mocniejszy, bardziej fizyczny dół i zdecydowanie lepszą izolację, ale nie ma tak naturalnego środka i aż tak szerokiej, otwartej sceny. Można więc potraktować Stradę jako konstrukcję uzupełniającą, a nie zastępującą otwarty model. Teraz można mieć jedne słuchawki do wieczornych odsłuchów i na sytuacje, w których trzeba odciąć się od otoczenia, nie rezygnując z wysokiej jakości dźwięku.

Meze Strada

Meze Strada

Budowa i parametry

Meze Audio Strada to przewodowe słuchawki dynamiczne o budowie zamkniętej, których sercem jest przetwornik o średnicy 50 mm. Jego rodowód sięga modelu 109 PRO, ale w nowym modelu został dostosowany do warunków panujących w obudowie zamkniętej. Meze dość chętnie chwali się jego konstrukcją i trudno się dziwić. To nie jest kolejny "standardowy driver z katalogu", tylko wyraźnie autorskie rozwiązanie. Membrana ma budowę kompozytową. Centralna kopułka wykonana jest z celulozy wzmacnianej włóknem węglowym. Taki materiał łączy niewielką masę z wysoką sztywnością. Odpowiada za przenoszenie najwyższych częstotliwości oraz sporą część ogólnej "szybkości" przetwornika. Otacza ją torus z półkrystalicznego polimeru pokrytego cienką warstwą berylu naniesioną metodą PVD. Na dodatek powierzchnia tego elementu jest precyzyjnie nacinana pod określonym kątem, co ma pozwalać lepiej kontrolować rezonanse. Całość uzupełnia pierścień stabilizujący z metalowego stopu, którego zadaniem jest tłumienie wibracji i utrzymywanie pracy membrany w ryzach. Tak skomplikowana struktura ma sens szczególnie w słuchawkach zamkniętych. W obudowie otwartej powietrze może swobodnie przemieszczać się wokół przetwornika. W komorze zamkniętej zmiany ciśnienia są większe, a odbicia wewnątrz muszli szybko dają o sobie znać w pomiarach i odsłuchu. Utrzymanie niskich zniekształceń i właściwego przebiegu pasma wymaga o wiele bardziej świadomego podejścia do geometrii i materiałów. Meze korzysta tu z doświadczeń wyniesionych z prac nad modelem Liric i przenosi część rozwiązań do świata drivera dynamicznego. Efektem jest deklarowane niskie THD oraz szerokie pasmo przenoszenia, sięgające według danych producenta od 5 Hz do 30 kHz.

Muszle z drewna makassar ebony pełnią rolę nie tylko dekoracyjną. To gęsty, twardy materiał, który dobrze sprawdza się w roli obudowy akustycznej. Odpowiednio dobrana grubość i sposób frezowania umożliwiają ograniczenie rezonansów własnych drewna i wykorzystywanie jego zalet, a nie słabości. Sztywny, magnezowy szkielet zapewnia stabilność całej konstrukcji przy zachowaniu niskiej masy, natomiast stalowe elementy pałąka dbają o wytrzymałość mechaniczną. Nausznice i pałąk wypełnia pianka o dobranej gęstości. Utrzymuje kształt, zapewnia szczelność, a jednocześnie nie zmienia się w twardą obręcz po godzinie słuchania. Od strony elektrycznej Strada jest słuchawką relatywnie prostą. Impedancja wynosi 40 Ω, a czułość 111 dB. To oznacza, że realnie da się ją napędzić z wielu przenośnych źródeł, choć - jak już wspomniałem - pełen potencjał ujawni dopiero lepszy wzmacniacz. Konstrukcja jest w pełni pasywna, nie ma tu wbudowanych układów DSP ani dodatków ułatwiających integrację ze światem smartfonów. Dla części użytkowników będzie to wada, dla innych duża zaleta. Ostateczny kształt brzmienia zostaje całkowicie w gestii użytkownika. Standardowe gniazda 3,5 mm w muszlach otwierają drogę do szerokiego wyboru kabli. W zestawie otrzymujemy dwa przewody, oba w podwójnym splocie, z przewodnikiem z miedzi beztlenowej i kevlarowym oplotem. Jeden zakończono wtykiem 3,5 mm, drugi zbalansowanym 4,4 mm. Dzięki temu już z pudełka można wykorzystać potencjał zbalansowanych wyjść we wzmacniaczach i odtwarzaczach. Dodany futerał ze sztywnej pianki EVA dobrze zabezpiecza słuchawki podczas transportu, a przemyślany układ przegródek pomaga utrzymać porządek w akcesoriach.

Werdykt

Strada to bardzo spójny, logiczny krok w rozwoju oferty Meze Audio. Wypełnia lukę między relatywnie przystępnymi 99 Classics a znacznie droższym, planarnym modelem Liric. I robi to w stylu, który zdążyliśmy już doskonale poznać - oryginalnie, z odwagą, klasą i szacunkiem dla użytkownika, ale bez dziwnych prób wymyślania koła na nowo. Od strony użytkowej trudno się do czegokolwiek poważnie przyczepić. Wygoda stoi na bardzo wysokim poziomie, masa jest zaskakująco niska jak na tak solidną konstrukcję, a izolacja pozwala odciąć się od świata na tyle, by odbyć pełnowartościową sesję odsłuchową w nie zawsze idealnych warunkach. Do tego dochodzi rozsądnie dobrany zestaw akcesoriów, modułowa budowa, brak "jednorazowych" elementów oraz ogólne wrażenie obcowania z przedmiotem klasy premium.

Brzmieniowo Strada nie próbuje zagrać roli nowego, absolutnie neutralnego narzędzia referencyjnego. Nie udaje też zamkniętej kopii 109 PRO. To słuchawki zaprojektowane świadomie, z lekkim podbiciem basu i wysokich tonów. Dają jednak wiele przyjemności z odsłuchu nowoczesnych produkcji, elektroniki, muzyki filmowej, a przy odpowiednio dobranym torze potrafią bardzo poprawnie poradzić sobie także z jazzem, rockiem czy bardziej akustycznym repertuarem. To sprzęt, który pozwala wejść głęboko w strukturę nagrania, ale nie robi z odsłuchu ćwiczenia laboratoryjnego. Dla wielu osób taka równowaga będzie bardziej atrakcyjna niż idealnie płaska linia na wykresie.

Czy warto? Powiem wprost - jeśli szukacie niebanalnych słuchawek zamkniętych, wpiszcie Stradę na jedno z czołowych miejsc na liście kandydatów do odsłuchu. To piękne, nietuzinkowe słuchawki, które na moje oko i ucho spokojnie mogłyby kosztować więcej niż 3499 zł. Co trzeba zrobić, aby się nimi cieszyć? Po pierwsze nie podłączać ich do byle czego, a po drugie uczciwie zaakceptować ich charakter. To nie jest beznamiętny, kliniczny monitor, ale sprzęt z własnym zdaniem na temat tego, jak powinna brzmieć muzyka. Jeśli to zaakceptujemy albo przyjmiemy do wiadomości, że takie strojenie wynika wprost z ukierunkowania tego modelu na użytkowanie w ruchu, otrzymamy sprzęt, który stylistycznie i technicznie może bez kompleksów stanąć obok droższych modeli Meze Audio i potrafi odwdzięczyć się brzmieniem, które naprawdę trudno pomylić z czymkolwiek innym.

Meze Strada

Dane techniczne

Typ słuchawek: zamknięte, wokółuszne, dynamiczne
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 30 kHz
Przetworniki: 50 mm
Impedancja: 40 Ω
Skuteczność: 111 dB
Zniekształcenia: < 0,1% przy 1 kHz
Przewód: 1,8 m/3,5 mm + 1,8 m/4,4 mm (zbalansowany)
Masa: 330 g
Cena: 3399 zł

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez Meze Audio.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga6Rownowaga5Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy7

Tłumienie hałasu
Poziomy6

Cena
Poziomy7


Komentarze (1)

  • Adam

    Pięknie wykonane słuchawki, prawdziwe dzieło sztuki. Dosyć długo szukałem słuchawek dla siebie i po przesłuchaniu planarów i dynamików stwierdziłem, że jednak tego czego naprawdę mi brakuje to średnicy i wokalu tak namacalnego jak w sen HD650 ale i sceny. Planary nawet te bardzo drogie nie są uniwersalne na tyle żeby podłuchać na jednej sesji zarówno jazz, blues, koncertu i pop rocka z elektroniką. Są kapryśne gatunkowo bo fizyki nie oszukasz. Dlatego słuchałem całą linię meze i muszę przyznać, że najlepsze dla mnie okazały się 109 PRO ale jednocześnie bardziej praktyczne byłyby Strada. Wg mnie dobrze autor napisał prawdę: "W porównaniu z 109 PRO zamknięty model oferuje mocniejszy, bardziej fizyczny dół i zdecydowanie lepszą izolację, ale nie ma tak naturalnego środka i aż tak szerokiej, otwartej sceny." Kiedy osłuchasz się z planarami gdzie scena jest zachwycająca i chciałbyś połączyć je z dociążoną średnicą tolarancyjną na gatunki lepiej sprawdzą się 109 niż strada, gdyż ciśnienie akustyczne zrobi po godzinie dwóch swoje i ucho będzie musiało odpocząć po konstrukcji zamkniętej. Jeżeli ktoś słucha dla relaksu w fotelu chce złapać harmonię poczuć nostalgię za artystami, których już nie ma z nami a są namacalnie obecni - ja tak mam kiedy słcuham Sen HD650 - sięgają do głębi, są organiczne i namacalne ale kosztem oszukiwania na innym polu (sami wiecie) meze 109 to taki kompromis między HD650, strada i planarami (nawet tymi za 7-10 k). Brawo dla autora za fajny artykuł, ktory moim zdaniem nie mija się z moimi włąsnym osądem (zaznaczam, że po słuchaniu całej linii Meze).

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo dobrze!

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo…

Od kilku lat mam wrażenie, że czarna płyta przestała być nośnikiem muzyki, a zaczęła pełnić mniej więcej tę samą funkcję co rower typu ostre koło, ekspres kolbowy i broda przystrzyżona tak pieczołowicie, żeby wyglądała na nieprzystrzyżoną. Winyl jest czymś, co po prostu trzeba mieć. Najlepiej całą kolekcję. I choć nie...

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Sennheiser Momentum 5 Wireless

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...

Matrix Audio ND-1

Matrix Audio ND-1

Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...

Bannery boczne

Komentarze

marek
Kupiłem gramofon w 2017 roku, miałem frajdę kilka miesiecy. Teraz stoi nieuzywany. FLAC góruje.
meloman nie audiofil
Zacznijmy od tego, że poza starymi tłoczeniami już niewznawianymi, praktycznie 100% materiału z ostatnich 20-30 lat, który trafia na winyl to nagrania zarejestr...
someStuff
To jest imponujące, jak dużo mocy ma to urządzenie bez dodatkowego zasilania i bez wahania stwierdzam, że nie ma nic lepszego w tej cenie.
Piort
Ortofon OM 10 i M2 Red to w sumie ta sama wkładka, więc nie wiem, skąd pomysł na podmiankę :P
Adam
Pięknie wykonane słuchawki, prawdziwe dzieło sztuki. Dosyć długo szukałem słuchawek dla siebie i po przesłuchaniu planarów i dynamików stwierdziłem, że jednak t...

Płyty

Chelsea Wolfe - The Dark

Chelsea Wolfe - The Dark

Tytuł "The Dark" brzmi jak obietnica czegoś dobrze znanego wszystkim, którzy śledzą twórczość Chelsea Wolfe od dłuższego czasu. Można więc...

Newsy

Tech Corner

Magiczny świat potencjometrów, czyli wszystko o regulacji głośności w sprzęcie audio

Magiczny świat potencjometrów, czyli wszystko o regulacji głośności w sprzęcie…

Regulacja głośności jest jedną z najważniejszych funkcji każdego systemu audio. Prawidłowe działanie tego elementu naszego sprzętu ma ogromny wpływ na przyjemność płynącą z jego użytkowania. Kiedy potencjometr zaczyna tracić swoją funkcjonalność, nawet w niewielkim stopniu, jest to niezwykle kłopotliwe, a może też być niebezpieczne dla innych elementów zestawu, takich jak...

Nowości ze świata

  • Dual is introducing the CS 718Q, a turntable developed at the company's engineering center in Germany and designed to continue the legacy of the celebrated Series 7. The new model combines direct drive with a carbon-aluminum sandwich tonearm, adjustable tonearm...

  • Quad has spent much of the last few years rebuilding its range from both ends. Revela brought a new generation of conventional dynamic loudspeakers, ESL X refreshed the electrostatic side of the catalog, while electronics such as Quad 3, the...

  • Topping has never been particularly shy about squeezing ambitious specifications into inexpensive little boxes, but DX1 II is a much more substantial update than its familiar name might suggest. The original DX1 was deliberately simple - a USB-powered DAC and...

Prezentacje

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Yamaha to jeden z producentów sprzętu hi-fi, którego logo kojarzą niemal wszyscy. Nie tylko ze względu na jego obecność na popularnych amplitunerach, soundbarach, głośnikach bezprzewodowych i systemach mikro, ale także produktach związanych z domową aparaturą audio bardzo luźno albo wcale. Nie ulega jednak wątpliwości, że w wielu kręgach, także wśród...

Poradniki

Jak wybrać kolumny

Jak wybrać kolumny

Jeżeli zapytacie audiofilów który element systemu audio ma największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy, dziewięciu na dziesięciu powie, że są...

Listy