Sennheiser HDB 630
- Kategoria: Słuchawki i wzmacniacze słuchawkowe
- Tomasz Karasiński

Sennheiser to jedna z tych firm, które w świecie audio nie potrzebują przedstawienia. Jej historia zaczęła się w 1945 roku, kiedy to profesor Fritz Sennheiser założył w pobliżu Hanoweru niewielkie laboratorium zajmujące się techniką elektroakustyczną. Przez kolejne dekady firma rozwijała się, wprowadzając na rynek kolejne mikrofony, systemy bezprzewodowe i słuchawki, które na stałe weszły do kanonu branży. Modele takie jak HD 414, HD 600 czy HD 800 stały się punktami odniesienia w swoich klasach, a marka utrwaliła reputację producenta, który łączy inżynierską precyzję z konsekwencją rzadko spotykaną w świecie elektroniki konsumenckiej. W ostatnich latach katalog Sennheisera zaczął się rozgałęziać. Obok typowo audiofilskich konstrukcji pojawiły się słuchawki stworzone z myślą o codziennym użytkowaniu - bezprzewodowe, kompaktowe, wyposażone w ANC i funkcje, których nie znajdziemy w klasycznych modelach dla purystów. Najbardziej rozpoznawalny przykład tego lifestyle'owego nurtu stanowi seria Momentum, łącząca nowoczesny design z charakterystycznym brzmieniem, które miało pozostać możliwie blisko tego, co marka oferowała w swoich bardziej ambitnych konstrukcjach. Pytanie tylko, czy da się te dwa światy pogodzić - stworzyć słuchawki, które będą wygodne, praktyczne, odporne na trudy codziennego użytkowania, a jednocześnie zaoferują jakość, jakiej oczekują klienci znający historię Sennheisera i przyzwyczajeni do jego audiofilskich standardów. Odpowiedzią mają być najnowsze słuchawki niemieckiej firmy - HDB 630.
Najnowszy model stanowi próbę pogodzenia dwóch światów, które dotąd wydawały się nie do końca zbieżne - bezprzewodowej wygody i audiofilskiej jakości brzmienia. Sama nazwa jest znacząca - numer "630" bez wątpienia nawiązuje do legendarnych modeli z serii HD 600, które od lat uchodzą za referencyjne w świecie słuchawek otwartych, a litera "B" zdaje się sugerować Bluetooth, czyli bezprzewodową swobodę. Czyżby Sennheiser postanowił uwolnić audiofilskie brzmienie od kabli i zapakować je w zestaw słuchawek na co dzień? Wiele na to wskazuje. Pamiętajmy jednak, że nie jest to pierwsze podejście niemieckiej manufaktury do wygodnych, praktycznych słuchawek bezprzewodowych. Momentum 4 Wireless zebrały pochwały za świetny komfort, rekordowy czas pracy na baterii i zrównoważone brzmienie - wszystko to w rozsądnej cenie, celując w szerokie grono użytkowników. Jednak nawet najlepsze "momentumy" nie były projektowane stricte z myślą o audiofilach. Starały się raczej pogodzić dobrą jakość dźwięku z funkcjonalnością i mobilnością. W efekcie wielu purystów brzmienia wciąż pozostawało przy modelach przewodowych (jak klasyczne HD 660S2 albo rewelacyjne HD 490 PRO Plus) lub szukało alternatyw u konkurencji, często znacznie droższych (Focal Bathys, Bowers & Wilkins Px8 czy nawet Apple AirPods Max). Dlatego pojawienie się modelu HDB 630 wywołało spore poruszenie - oto Sennheiser obiecuje bezkompromisowy dźwięk hi-fi w słuchawkach bezprzewodowych z aktywną redukcją hałasu. Czy rzeczywiście udało się osiągnąć coś, co dotąd pozostawało w sferze marzeń audiofilów-podróżników?

Wygląd i funkcjonalność
Na pierwszy rzut oka Sennheiser HDB 630 nie szokują awangardowym designem - wręcz przeciwnie, wyglądają dość klasycznie i minimalistycznie. Konstrukcja bazuje na sprawdzonym projekcie z linii Momentum. Mamy owalne nausznice o miękkich, obficie wyściełanych poduszkach oraz wygodny pałąk. Całość utrzymano w czerni, przełamanej jedynie kilkoma subtelnymi srebrnymi akcentami (np. logo na muszlach i metalowe wzmocnienia widełek trzymających nauszniki). Wygląd jest więc raczej utilitarny i elegancki, choć pozbawiony designerskich fajerwerków - żadnych jaskrawych kolorów czy nietypowych kształtów. Dla jednych będzie to zaleta (słuchawki nie rzucają się w oczy, prezentują się profesjonalnie), dla innych może wydawać się nieco nudne, zwłaszcza jeśli ktoś liczył na bardziej efektowną stylistykę. Warto jednak podkreślić, że według zapowiedzi producenta to dopiero początek - już sama aplikacja mobilna identyfikuje model jako "HDB 630 Black", co sugeruje, że w przyszłości mogą pojawić się inne wersje kolorystyczne.
Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie, choć znajdziemy tu głównie tworzywa sztuczne. Muszle i pałąk wykonano z solidnego, matowego plastiku, który jest przyjemny w dotyku i nie skrzypi przy codziennym użytkowaniu. Elementy metalowe (jak prowadnice regulacji rozmiaru) dodają konstrukcji trwałości - mechanizm rozsuwania pałąka działa płynnie i z wyraźnym klikiem przy kolejnych stopniach, co ułatwia symetryczne dopasowanie rozmiaru. Ogólna sztywność i spasowanie elementów nie budzą zastrzeżeń, choć jeśli wziąć słuchawki do ręki i nimi potrząsnąć, można usłyszeć delikatne podzwanianie lub brzęk ruchomych części. Nie jest to nic dramatycznego - w trakcie noszenia na głowie HDB 630 nie wydają żadnych niepożądanych dźwięków, jednak pewne luzy są wyczuwalne, co przy cenie około 2149 zł może lekko rozczarować osoby oczekujące absolutnej monolityczności konstrukcji. Dla porównania niektórzy konkurenci w tej półce (zwłaszcza Bowers & Wilkins czy Focal) przyzwyczaili nas do bardziej luksusowych materiałów, takich jak metal czy naturalna skóra. Sennheiser postawił na praktyczność. Pałąk od wewnątrz pokryto silikonową powłoką, która świetnie zwiększa komfort i stabilność słuchawek na głowie, ale ma tendencję do zbierania kurzu i drobinek brudu. Na szczęście łatwo ją przetrzeć, a poza tym pokażcie mi słuchawki z ANC, których pady wykończone są innym, bardziej praktycznym materiałem. Apple AirPods Max? Fakt, są bardzo ładne, pałąk z przewiewnej siateczki bardzo mi się podoba, a poduszki są przyjemne w dotyku i "oddychające". Jest tylko jeden minus - brudzą się tak szybko, że moja małżonka po dwóch dniach kupiła silikonowe nakładki na wszystkie te elementy. Można uprać? Wymienić? Tak, to prawda, ale to już kwestia indywidualna. Jedni będą woleli czyścić, prać i wymieniać pady, gdy zajdzie taka potrzeba, a inni wybiorą święty spokój, nawet jeśli skóra czasami się spoci. Sennheiser wybrał opcję numer dwa, czyli tę, która cieszy się największą popularnością.
Skoro mowa o komforcie, HDB 630 są bardzo wygodne, przy czym warto zwrócić uwagę na pewne niuanse. Słuchawki są dość lekkie (około 310 gramów bez kabla), co w połączeniu z miękkim pałąkiem i dobrze wyprofilowanymi nausznikami pozwala na długie sesje bez uczucia zmęczenia. Materiał obicia padów to wysokiej jakości skóra syntetyczna (proteinowa), miła w dotyku i - póki nowa - sprawiająca wrażenie solidnej. Nie jest to jednak prawdziwa skóra jak w starszych Momentum 3, co oznacza, że po paru latach intensywnego użytkowania może pojawić się typowe zużycie w postaci pękania i łuszczenia się materiału. Pady mają średnią głębokość - większości użytkowników obejmą ucho w całości, ale osoby o bardzo odstających małżowinach mogą odczuć, że wnętrze padów lekko dotyka ucha. Siła nacisku pałąka jest umiarkowana - wystarczająca, by trzymać słuchawki pewnie nawet podczas spaceru, ale niezbyt duża, by powodować dyskomfort. Co ciekawe, osoby o większym obwodzie głowy raportowały, że musiały minimalnie wyregulować pałąk i pozycję muszli, bo na początku czuły lekki ucisk w okolicach szczęki. Po drobnej korekcie ułożenia problem znika - to raczej kwestia indywidualna, zależna od anatomii. Generalnie jednak HDB 630 sprawiają wrażenie "poduszek na uszach", a jedynym minusem typowym dla konstrukcji zamkniętej jest nieco większe grzanie się uszu podczas upałów czy w zamkniętych pomieszczeniach. W chłodniejsze dni będzie to raczej zaleta niż wada.
W komplecie otrzymujemy znakomite etui transportowe - i tu Sennheiser błyszczy. Futerał jest spory (odrobinę większy niż u konkurencji pokroju Sony czy Bose), ale za to wyjątkowo solidny i przemyślany. Wnętrze wyściełano miękkim materiałem, a same słuchawki składają się na płasko i spokojnie mieszczą w środku bez upychania na siłę. Co ważne, etui przewiduje dedykowane miejsca na wszystkie akcesoria. Jest tu kieszonka na przewód USB-C, na kabel analogowy 3,5 mm, na adapter samolotowy, a nawet specjalne gniazdko na mały nadajnik Bluetooth BTD 700 (o którym za moment). Dzięki temu możemy mieć cały zestaw zawsze przy sobie, a grube ścianki futerału skutecznie ochronią sprzęt w plecaku czy bagażu podręcznym. To drobiazg, ale cieszy - świadczy o tym, że producent pomyślał o realnym wykorzystaniu słuchawek przez użytkowników w podróży. Podsumowując kwestie konstrukcyjne, HDB 630 prezentują się jak nowoczesne, porządnie wykonane słuchawki mobilne. Nie krzyczą luksusem, ale też nie można im nic poważnego zarzucić - trwałe plastiki, wygoda noszenia i praktyczne dodatki (jak świetne etui) powinny zadowolić większość odbiorców. To raczej narzędzie do słuchania muzyki niż modny gadżet - celowo nie ozdobiono go metalami czy drewnem, bo priorytetem była ergonomia i brzmienie.
Przechodzimy do funkcjonalności i "bajerów", a tu dzieje się dużo. Na pokładzie HDB 630 znalazło się praktycznie wszystko, czego można oczekiwać od nowoczesnych słuchawek z najwyższej półki. Sennheiser wyposażył ten model w zaawansowany układ bezprzewodowy Bluetooth 5.2, z pełnym zestawem kodeków audio wysokiej jakości - aptX Adaptive, aptX HD, aptX, AAC oraz SBC. Oznacza to, że bez względu na to, z jakiego urządzenia odtwarzamy muzykę (Android, iPhone, komputer), słuchawki wykorzystają najlepszy dostępny protokół transmisji, zapewniając minimalne straty jakości i opóźnień. Dla urządzeń, które natywnie nie obsługują kodeków aptX Adaptive (iPhone'y), Sennheiser dorzuca do zestawu wspomniany wcześniej dongle BTD 700 - niewielki nadajnik USB-C, który po podłączeniu do telefonu, tabletu czy laptopa od razu "dodaje" obsługę aptX Adaptive. To sprytne rozwiązanie. W świecie, gdzie wiele smartfonów ogranicza się do podstawowego AAC, taki nadajnik pozwala cieszyć się pełnią możliwości HDB 630 praktycznie z każdym źródłem. Co więcej, tryb niskiej latencji (Gaming Mode) w tym donglu zmniejsza opóźnienie transmisji nawet do okolic 30 ms, dzięki czemu oglądanie filmów czy granie staje się komfortowe (dźwięk jest idealnie zsynchronizowany z obrazem). W praktyce BTD 700 działa znakomicie - po sparowaniu z słuchawkami automatycznie wybiera najlepszy tryb i faktycznie poprawia jakość brzmienia bezprzewodowego, co szczególnie docenią posiadacze urządzeń Apple lub starszych laptopów. Jedynym minusem jest to, że aby korzystać ze słuchawek z adapterem, musimy pamiętać, aby go ze sobą zabrać. W testowanych około pół roku temu AKG N9 Hybrid "dongiel" można było schować w jednej z muszli. Wtedy wydawało mi się to dziwne, a teraz jak najbardziej doceniam to rozwiązanie. Plusem jest natomiast to, że adapter jest malutki i został wyposażony w gniazdo USB-C, więc będzie pasował do nowych iPhone'ów, nie zajmując zbyt wiele miejsca.
Co ważne, HDB 630 oferują także tradycyjne opcje połączeń przewodowych. Na jednej z muszli znajdziemy gniazdo USB-C, które pełni wielorakie funkcje - służy do ładowania baterii, ale umożliwia też bezpośrednie słuchanie muzyki w trybie USB-DAC. Innymi słowy, możemy podłączyć słuchawki kablem USB do komputera lub telefonu i strumieniować audio cyfrowo - HDB 630 mają wbudowany układ przetwornika C/A i wzmacniacza, który obsługuje sygnał aż do 24 bit/96 kHz (takie parametry hi-res wspiera zarówno tryb USB, jak i aptX Adaptive). Jeśli z kolei chcemy skorzystać z klasycznego wzmacniacza słuchawkowego lub systemu pokładowego w samolocie, do dyspozycji jest też wejście analogowe 3,5 mm. Co istotne, słuchawki muszą być włączone nawet przy korzystaniu z połączenia przewodowego - nie działają pasywnie jak typowe przewodówki, bo ich układ elektroniczny pozostaje w torze sygnału (zapewne ze względu na cyfrowe przetwarzanie dźwięku i system ANC). Niemniej możliwość podłączenia kabla to zawsze cenna opcja awaryjna lub po prostu alternatywny tryb dla purystów brzmienia, którzy chcą maksymalnie zminimalizować opóźnienia i ryzyko artefaktów transmisji.
Jak przystało na topowe słuchawki podróżne, aktywna redukcja szumów (ANC) w HDB 630 stoi na bardzo wysokim poziomie. Sennheiser zastosował tu adaptacyjne ANC, czyli system inteligentnie dostosowujący siłę tłumienia do warunków otoczenia. Gdy znajdujemy się w cichym pokoju, słuchawki utrzymują niższy poziom redukcji, aby nie wprowadzać zbędnego ciśnienia akustycznego, a gdy nagle wchodzimy na hałaśliwą ulicę czy do autobusu - automatycznie zwiększają moc tłumienia, by skuteczniej odciąć nas od zgiełku. Można też ręcznie regulować intensywność ANC w aplikacji Sennheiser Smart Control (a nawet całkowicie je wyłączyć). W najwyższym trybie HDB 630 potrafią wyciszyć otoczenie niemal do szeptu - szum uliczny, warkot silników czy odgłosy biura zostają w dużej mierze wyeliminowane. Czy dorównują niekwestionowanemu liderowi, jakim od lat jest Bose? Prawie. W bezpośrednim porównaniu QuietComfort Ultra (najświeższy model Bose) nadal minimalnie lepiej radzi sobie z pewnymi wysokimi dźwiękami czy ludzką mową, zachowując absolutną ciszę tam, gdzie Sennheiser przepuści cichuteńki szept. Różnice są jednak niewielkie. Sennheiser wreszcie dogonił, a może nawet wyprzedził Sony i depcze po piętach Bose w kategorii ANC. Dla większości użytkowników praktyczna skuteczność tłumienia w HDB 630 będzie właściwie idealna. W autobusie przestaniemy słyszeć rozmowy pasażerów i warkot silnika, w samolocie monotonny szum zamieni się w odległe tło, a w domu nawet głośne stukanie w klawiaturę obok nas z trudem przebije się przez barierę ciszy. Co ważne, tryb transparentny (przepuszczanie dźwięków otoczenia) również jest dostępny i można płynnie regulować jego poziom. Miłym akcentem jest funkcja "Touch & Talk" - podwójne tapnięcie w prawą muszlę automatycznie pauzuje muzykę i aktywuje transparentność, co pozwala szybko zamienić parę słów z kimś bez zdejmowania słuchawek.
HDB 630 potrafią grać do 60 godzin na jednym ładowaniu z włączonym ANC. To wynik niemal dwukrotnie przebijający topowe modele Bose i Sony (zazwyczaj 30-35 h) i trzykrotnie dłużej niż osiągają AirPods Max. W praktyce oznacza to, że możemy przez całą podróż transatlantycką słuchać muzyki z tłumieniem hałasu i nadal mieć spory zapas energii.Skoro wspomnieliśmy o dotykaniu muszli - sterowanie w HDB 630 oparte jest głównie na panelach dotykowych. Cała zewnętrzna powierzchnia prawej muszli reaguje na gesty. Pojedyncze stuknięcie to play i pauza, przesunięcie palcem w górę lub dół reguluje głośność, przesunięcie w lewo/prawo zmienia utwory, a przytrzymania czy uszczypnięcia odpowiadają za przełączanie trybów ANC. Teoretycznie dostajemy pełen zestaw kontrolny bez żadnych przycisków - nowocześnie i minimalistycznie. W praktyce jednak sterowanie dotykowe bywa kapryśne. Standardowe komendy działają poprawnie i z przyzwyczajenia po paru dniach można je wykonywać bezbłędnie. Problemy pojawiają się przy bardziej skomplikowanych gestach. Na przykład aby zmienić poziom redukcji szumów, trzeba wykonać gest "szczypnięcia" na panelu, rozsuwając lub zbliżając dwa palce - i niestety, to rozwiązanie nie jest zbyt udane. W trakcie testu zdarzało się, że zamiast wyregulować ANC, słuchawki interpretowały ruch jako pauzę lub przewinięcie utworu. Może to frustrować, zwłaszcza na początku, gdy jeszcze nie opanowaliśmy dokładnie siły i szybkości gestu. Ostatecznie wiele osób dojdzie do wniosku, że łatwiej po prostu wyjąć telefon i skorzystać z aplikacji niż szarpać się z panelem na muszli. Szkoda, że Sennheiser nie zastosował tu klasycznych przycisków przynajmniej do obsługi ANC i trybu transparentnego, bo dotykowe sterowanie nimi jest najsłabszym punktem interfejsu. Na szczęście mamy chociaż jeden fizyczny przycisk - wielofunkcyjny guzik zasilania na prawej słuchawce, który służy też do parowania Bluetooth, obsługi asystenta głosowego i odbierania lub kończenia połączeń. Jego klik jest pewny, choć nie można go przeprogramować na inne działanie.
Warto dodać, że HDB 630 obsługują parowanie wielopunktowe - mogą być połączone z dwoma urządzeniami jednocześnie (na przykład laptopem i telefonem), co ułatwia życie, gdy na przemian pracujemy i odbieramy połączenia. Tutaj jednak drobna uwaga - choć słuchawki pamiętają wiele urządzeń i mogą mieć aktywne dwa na raz, nie przełączają się automatycznie pomiędzy nimi, jeśli z obu naraz płynie dźwięk. Jeśli słuchamy muzyki z laptopa i zadzwoni telefon, to aby usłyszeć rozmowę w słuchawkach, często trzeba manualnie wstrzymać odtwarzanie na komputerze lub rozłączyć jedno z urządzeń - wtedy HDB 630 "przerzucą" się na ten drugi strumień. Nie jest to więc tak bezszwowe jak ekosystem AirPods od Apple, ale sama obecność multipoint to już plus - wiele konkurencyjnych modeli audiofilskich w ogóle nie oferuje tej funkcji.
Na koniec tej sekcji zatrzymajmy się przy baterii, bo tu Sennheiser ustanowił nowy standard. HDB 630 potrafią grać do 60 godzin na jednym ładowaniu z włączonym ANC. To wynik niemal dwukrotnie przebijający topowe modele Bose i Sony (zazwyczaj 30-35 h) i trzykrotnie dłużej niż osiągają AirPods Max. W praktyce oznacza to, że możemy przez całą podróż transatlantycką słuchać muzyki z tłumieniem hałasu i nadal mieć spory zapas energii. Oczywiście, jak zawsze, realny czas działania zależy od głośności, używanych kodeków czy funkcji - jeśli korzystamy z aptX Adaptive i dodatkowo bawimy się korekcją dźwięku, czas ten nieco się skróci. Testy wskazują, że nawet w najbardziej obciążającym scenariuszu (głośne granie w hi-res przez dongle, przy maksymalnym ANC) HDB 630 wytrzymują około 40 godzin, co i tak jest znakomitym wynikiem. Przy bardziej umiarkowanym użytkowaniu (średnia głośność, zwykłe kodeki) deklarowane 60 godzin wydaje się osiągalne - zużycie rzędu 10-15% baterii w ciągu typowego 8-godzinnego dnia pracy jest jak najbardziej realne. A gdy już zabraknie nam energii, z pomocą przychodzi szybkie ładowanie. Zaledwie 10 minut pod ładowarką wystarczy na około 7 godzin odtwarzania. Pełne naładowanie do 100% zajmuje natomiast około dwie godziny. To wszystko sprawia, że HDB 630 praktycznie eliminuje zmartwienie o baterię. Nawet zapominalscy, podładowując słuchawki rano, przez chwilę, zapewnią sobie cały dzień działania.
Oczywiście słuchawki można też wykorzystywać do rozmów telefonicznych i wideokonferencji, co w dobie pracy zdalnej jest istotne. Jakość połączeń przez HDB 630 stoi na bardzo wysokim poziomie - Sennheiser zastosował zestaw mikrofonów kierunkowych, które skutecznie wyłapują nasz głos, jednocześnie filtrując hałas tła. W praktyce rozmówcy chwalą czystość i wyrazistość głosu użytkownika HDB 630, nawet gdy ten przebywa na ruchliwej ulicy czy w wietrznym otoczeniu. W naszych testach słuchawki poradziły sobie znakomicie. Rozmowa prowadzona podczas spaceru przy ruchliwej jezdni nie sprawiła rozmówcy żadnych trudności ze zrozumieniem, a nasz głos brzmiał naturalnie i donośnie. Pod tym względem nowe Sennheisery przebijają nawet Bose (które dotąd słynęły z doskonałych mikrofonów) i dorównują najlepszym w tej klasie. To dobra wiadomość dla osób, które chcą używać tych słuchawek również zawodowo, do telekonferencji - HDB 630 sprawdzą się zarówno do muzyki, jak i do rozmów. Jak więc widać, funkcjonalność HDB 630 imponuje - mamy tu właściwie kompletny pakiet technologii, od doskonałego ANC, przez rozbudowaną łączność bezprzewodową i przewodową, po długowieczną baterię i nowoczesne dodatki w aplikacji (do których zaraz przejdziemy). Zanim jednak zagłębimy się w samo brzmienie, warto wspomnieć o jeszcze jednym elemencie wyróżniającym ten model - oprogramowaniu i personalizacji dźwięku.
Jak przystało na liczącego się gracza, z myślą między innymi o HDB 630 Sennheiser przygotował nową wersję aplikacji Smart Control Plus. To właśnie w niej kryją się prawdziwe skarby dla audiofilów lubiących dostosować brzmienie pod własny gust. Oprócz standardowych presetów EQ (Rock, Pop, Klasyka), mamy tu pełnoprawny korektor parametryczny (PEQ) - narzędzie rodem z profesjonalnego studia, rzadko spotykane w sprzęcie konsumenckim. Parametryczny korektor pozwala nie tylko podbić czy obniżyć wybrane pasmo częstotliwości, ale też dowolnie ustalić częstotliwość filtra. Innymi słowy, dostajemy chirurgiczną kontrolę nad charakterystyką dźwięku. Co więcej, aplikacja umożliwia zapisywanie własnych ustawień i A/B porównanie - możemy jednym dotknięciem przełączać się między dwoma profilami dźwiękowymi, co ułatwia precyzyjne dostrojenie brzmienia do ideału. Dla mniej zaawansowanych użytkowników nadal dostępny jest prostszy, graficzny korektor (pięciopasmowy, podobny jak w Momentum 4), ale to właśnie PEQ czyni z HDB 630 narzędzie dla audio entuzjastów. Można spędzić wiele godzin, eksperymentując z filtrami i sprawdzając wpływ nawet drobnych zmian na odbiór muzyki - a co najważniejsze, wszystkie te modyfikacje realizowane są wewnątrz słuchawek, na poziomie ich wbudowanego procesora, więc działają z każdym źródłem dźwięku (niezależnie czy słuchamy z aplikacji streamingowej, odtwarzacza plików czy serwisu wideo). Co więcej, Sennheiser obiecuje w przyszłej aktualizacji wprowadzić funkcję udostępniania presetów EQ poprzez kody QR. To ukłon w stronę rosnącej społeczności melomanów, którzy dzielą się ustawieniami na przykład na forach audio.
Drugą ciekawą funkcją w aplikacji jest Crossfeed - tryb, który delikatnie miesza sygnał lewego i prawego kanału, imitując wrażenie odsłuchu na zestawie głośników w pomieszczeniu. W zwykłych słuchawkach każde ucho słyszy niemal wyłącznie "swój" kanał, co bywa męczące przy starych nagraniach stereo z ekstremalnym panoramowaniem (np. gdy perkusja gra tylko w jednej słuchawce, a gitara tylko w drugiej). Crossfeed sprawia, że część sygnału z lewego kanału trafia w niewielkiej dawce do prawego ucha i vice versa - tak jak w realnym świecie, gdzie oboje uszu słyszy oba głośniki, choć z różnym opóźnieniem i natężeniem. Efekt? Bardziej spójna scena dźwiękowa, mniej "słuchawkowej sztuczności" w przestrzennych nagraniach z lat 60-70. Dla nowoczesnych produkcji, które z definicji są dobrze zbalansowane w stereo, crossfeed nie wnosi rewolucji, ale dla fanów jazzu, klasyki czy rocka z dawnych lat może być zbawieniem - instrumenty brzmią bardziej naturalnie rozłożone w panoramie, a słuchanie staje się mniej męczące na dłuższą metę. Tryb ten można włączyć i regulować w aplikacji (kilka stopni intensywności), albo po prostu pozostawić wyłączony, jeśli ktoś preferuje typową separację kanałów. Ważne, że Sennheiser daje wybór i kolejne narzędzie do zabawy z dźwiękiem.
PREZENTACJA: Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser
Jak to wszystko podsumować? Powiem wprost - mamy do czynienia z bardzo wypasionymi, uniwersalnymi, wszechstronnymi słuchawkami, które naszpikowano technologią do granic możliwości. Myślę, że większość użytkowników w pierwszej kolejności zwróci uwagę na kwestie praktyczne, takie jak chociażby wygoda użytkowania, długi czas pracy na baterii, skuteczny tryb ANC, możliwość bezprzewodowego połączenia się z dwoma urządzeniami jednocześnie czy rozbudowana, nowoczesna i łatwa w użyciu aplikacja. Gdybyśmy jednak wymagali czegoś więcej, to HDB 630 na 90% również to dostarczą. Co takiego miałoby to być? Na to pytanie każdy odpowie inaczej. Dla niektórych niezwykle ważny jest dyskretny wygląd, bo nie chcą się wyróżniać, a tym bardziej przyciągać uwagi przypadkowych osób na ulicy czy w autobusie komunikacji miejskiej. Dla nich najlepsza jest taka sytuacja, gdy ich słuchawki mają wszystko, na czym im zależy, ale z zewnątrz, na pierwszy rzut oka, nie różnią się niczym szczególnym od nauszników za 500-600 zł. Dla kogoś innego kluczowa będzie możliwość personalizacji brzmienia, bo słuchają bardzo różnorodnej muzyki, każdego dnia używają swojego sprzętu w skrajnie różnych warunkach (metro, praca, dom), więc nieustannie bawią się korektorem. Dla innych z kolei będą to kodeki, możliwość odtwarzania muzyki w jak najwyższej jakości oraz kompatybilność ze starszymi urządzeniami (głównie laptopami), którą zapewnia adapter USB.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Bezprzewodowych słuchawek spełniających kilka powyższych warunków trochę się na rynku znajdzie, ale takich, które jednocześnie powinny usatysfakcjonować audiofila, jest wciąż jak na lekarstwo. Tutaj Sennheiser naprawdę błyszczy. Im dłużej się nimi bawiłem, tym większej nabierałem pewności, że jest to sprzęt przemyślany. Od najwyższej klasy łączności i ANC, przez unikalny korektor parametryczny i crossfeed, po drobiazgi jak auto-pauza po zdjęciu z uszu (tak, czujnik zbliżeniowy również jest obecny i działa bez zarzutu), wszystko służy tu jednemu celowi - dostarczaniu znakomitego brzmienia w każdych warunkach. Czas więc odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, jak te słuchawki brzmią i czy faktycznie dotrzymują kroku legendarnej serii 600.


Brzmienie
"Chcieliśmy stworzyć przekonującą propozycję dla audiofilów, którzy oczekują jakości znanej ze słuchawek przewodowych, ale pragną korzystać z niej wszędzie" - powiedział Wee Hong Kuan, Senior Product Manager w firmie Sennheiser. Nie żebym przywiązywał wielką wagę do deklaracji producentów, ale muszę przyznać, że brzmi to zachęcająco. W świecie słuchawek samo połączenie słów "bezprzewodowe" i "audiofilskie" wywołuje wiele kontrowersji, ale odkąd technologia Bluetooth dojrzała i pojawiły się kodeki umożliwiające transmisję dźwięku hi-res, z technicznego punktu widzenia jest to jak najbardziej osiągalne. Problem leży gdzie indziej - w mentalności i podejściu słuchawkowych gigantów. Większość z nich - najczęściej opierając się na badaniach rynku - zwyczajnie nie wierzy, że opłaca się stawiać na jakość dźwięku. Rozumiecie absurd tej sytuacji? Ankiety przeprowadzane na szerokiej grupie klientów mówią, że bardziej niż brzmienie liczą się dla nich takie rzeczy jak wygląd, wygoda, łączność, żywotność akumulatora czy skuteczny tryb ANC. To tak, jakbyśmy wybierając samochód, brali pod uwagę wszystko - stylistykę, komfort, wyposażenie, pojemność bagażnika, zużycie paliwa, a nawet grubość dywaników - tylko nie to, jak on jeździ. Nie jest to może całkowicie nieistotne, ale jeśli wszystko inne będzie się zgadzać, a pod względem prowadzenia, przyspieszenia, tłumienia nierówności i innych parametrów związanych z samą jazdą dany model wypadnie akceptowalnie, niektórym to już w zupełności wystarczy. Bo oni przecież nie będą się z nikim ścigać, nie mają zamiaru jeździć po wertepach, chcą tylko dotoczyć się z punktu A do punktu B. A gdyby tak na rynku pojawił się samochód, który spełnia wszystkie praktyczne zachcianki, jest ładny nowoczesny, odpowiednio duży, wygodny, pojemny i oszczędny, ale nie prowadzi się jak autobus, tylko jak sportowy hatchback albo wręcz rasowe coupé z mocnym silnikiem? Właśnie taki numer próbuje w świecie słuchawek wyciąć Sennheiser. HDB 630 mają gwarantować nie tylko wygodę, ale i wysokiej próby dźwięk. Świadczy o tym nie tylko symbol, który jasno sugeruje, że firma chce "podpiąć" je pod serię 600. Jedną z podpowiedzi jest też to, że sercem tej konstrukcji jest 42-milimetrowy przetwornik dynamiczny, produkowany w fabryce Sennheisera w Tullamore (Irlandia). Niemiecka manufaktura publikuje też bogaty zestaw wykresów, na których pasmo przenoszenia opisywanego modelu porównywane jest z HD 620S, HD 650 i Momentum 4. Sam fakt, że w tej grupie znalazły się dwa audiofilskie modele przewodowe i jeden bezprzewodowy, może być dla nas wskazówką, czego spodziewać się po HDB 630.
Już pierwsze minuty odsłuchu utwierdziły mnie w przekonaniu, że Sennheiser nie rzucał słów na wiatr. Brzmienie HDB 630 zaskakuje czystością, szczegółowością i świetną równowagą. To ten typ dźwięku, w którym od razu ma się wrażenie obcowania z czymś więcej niż typowe, "konsumenckie", podkolorowane lub zwyczajnie nudne słuchawki bezprzewodowe. Muzyka brzmi naturalnie i poprawnie, ale jednocześnie od razu wyłapujemy kilka istotnych elementów, dzięki którym brzmienie jest też wciągające, żywe i namacalne jak w dobrych modelach przewodowych. Składają się na to przede wszystkim takie aspekty jak dynamika, rozdzielczość, szybkość czy głęboki, ale też rytmiczny i sprężysty bas. Ten dźwięk nie sączy się powoli do głowy, nie wtapia się w tło, nie nudzi się po trzech minutach. Ten dźwięk jest jakiś! Chwilami może zbyt odważny, ale interesujący i naładowany pozytywną energią. Sennheiserom po prostu chce się grać, a to dla wielu osób przyzwyczajonych do grzecznych, wygładzonych do granic możliwości nauszników może być prawdziwy szok - spotkanie z zupełnie innym światem. Co więcej, charakter opisywanego modelu faktycznie wpisuje się w to, z czego słyną audiofilskie modele tej marki. Porównywanie go do HD 660S2 albo HD 490 PRO Plus byłoby trochę na wyrost, ale już do HD 620S? Tu bym tak mocno nie oponował, bo jest to z grubsza ten sam styl, ta sama szkoła - dźwięk naturalny, szybki, przejrzysty, chwilami wpadający w delikatną suchość, ale żwawy, energiczny i bogaty.
Jako użytkownik kultowych HD 600 jestem pewien, że gdyby test odbywał się w ciemno i zostałbym zapytany, dla jakiej marki charakterystyczne jest brzmienie prezentowane przez HDB 630, moim pierwszym strzałem byłby właśnie Sennheiser. Czy to istotne? Dla mnie bardzo, ponieważ wielu producentów dostarcza nam słuchawki bezprzewodowe, które mogą być dobre albo nawet bardzo dobre, ale do tego, z czego dana marka jest znana, mają się nijak. W 80% przypadków są to uniwersalne, "generyczne" produkty, których z wysokiej klasy wzmacniaczami (Mark Levinson), kolumnami (JBL, Focal, Bowers & Wilkins) albo słuchawkami przewodowymi (Shure, Audio-Technica) nie łączy absolutnie nic. Zdarzają się wyjątki, takie jak Sonus Faber Pryma, które były równie piękne, a do tego rzeczywiście grały tak przyjemnie i ciepło jak kolumny tej firmy, ale zwykle jedynym punktem wspólnym jest logo. Ale nie tym razem. HDB 630 to najprawdziwsze Sennheisery. Wyglądają jak zwyczajne słuchawki, ale grają jak Sennheisery. Mają wszystkie zalety i typowe przypadłości przewodowych Sennheiserów. Szczerze mówiąc, grają niemal dokładnie tak, jak testowane przeze mnie nieco ponad rok temu HD 620S zagrałyby z niedrogim, mobilnym albo biurkowym przetwornikiem. Tyle tylko, że tutaj dostajemy ten dźwięk w wygodniejszej, bezprzewodowej formie.
Charakter tonalny HDB 630 można określić jako neutralny z delikatnie podkreślonymi wysokimi tonami, a raczej przełomem średnicy i góry. Bas schodzi bardzo głęboko - deklarowana dolna granica to 6 Hz, co oczywiście jest wartością czysto teoretyczną, ale oddaje fakt, że subbas jest tu obecny i odczuwalny. Jednocześnie niskie częstotliwości nie dominują. Dół pasma jest szybki, kontrolowany i sprężysty, a także - co ważne - płynnie zespolony z zakresem średnich tonów. Osoby przyzwyczajone do mocno basowych strojów konsumenckich (gdzie nieraz dół pasma przykrywa resztę) mogą początkowo uznać, że HDB 630 grają zbyt lekko. To kwestia punktu odniesienia. Sennheiser postawił na jakość zamiast ilości. Niskie tony są tu świetnie zdefiniowane, słychać ich strukturę i barwę, nie ma mowy o dudnieniu czy buczeniu. Gdy w nagraniu pojawia się głęboki kontrabas lub elektroniczny subbas, usłyszymy go wyraźnie, ale nie przytłoczy on reszty. W nowoczesnym popie, gdzie bas stanowi fundament rytmu, HDB 630 potrafią dostarczyć satysfakcjonujący impakt i puls. Słychać wyraźne kopnięcie stopy perkusyjnej i pomruk linii basowej, jednak zawsze w ramach pewnej elegancji. To nie są słuchawki, które zagrają przebasowionym, buczącym dźwiękiem. Wręcz przeciwnie - bas jest tu elementem muzyki, a nie jej głównym bohaterem. Nawet w szybkich metalowych kawałkach czy gęstej elektronice, gdzie uderzenia następują jedno po drugim, HDB 630 nadążają i utrzymują rytmiczność bez zadyszki. Jeśli jednak ktoś lubi naprawdę potężny, podbity bas, zawsze może skorzystać z korektora - lekkie podbicie ~+2 dB w okolicy 50-100 Hz doda "mięsa" brzmieniu, nie psując przy tym jego czystości.
Przejdźmy do średnicy, bo tu zaczyna się dziać coś, co jest jednym z elementów firmowej sygnatury brzmienia. Średnie tony są bogate, czyste i pełne szczegółów. To w tej części pasma ludzkie ucho jest najbardziej wyczulone na naturalność i HDB 630 wypadają pod tym względem fenomenalnie. Wokale brzmią bliżsko i intymnie. Każdy oddech, każda subtelna modulacja głosu jest uchwycona i podana bez podkolorowań. Wokal nie jest ani wysunięty nachalnie przed resztę, ani schowany - po prostu perfekcyjnie zintegrowany z resztą, a jednocześnie niezwykle wyrazisty. Słuchając nagrań akustycznych, można rozróżnić teksturę instrumentów - drewno gitary akustycznej brzmi jak prawdziwe drewno, smyczki w orkiestrze mają naturalną barwę bez ostrości, a fortepian zachowuje pełnię harmonicznych. Separacja instrumentów w średnicy stoi na poziomie znanym z przewodowych słuchawek studyjnych - każdy element aranżu ma swoje miejsce, można skupić się na pojedynczej gitarze rytmicznej albo sekcji smyczków i śledzić ją w miksie. Tam, gdzie dzieje się bardzo dużo (duże składy jazzowe, gęsta elektronika, cięższe granie), HDB 630 utrzymują porządek - nic się nie zlewa, każdy dźwięk jest jakby oświetlony punktowym reflektorem na scenie. Średnica jest też na tyle neutralna, że znakomicie wychwytuje się różnice w realizacji nagrań (w kategorii słuchawek bezprzewodowych to wciąż bardziej fenomen niż norma). Dobre realizacje brzmią olśniewająco, z bogactwem mikrodetali, natomiast słabsze produkcje nie są tuszowane - jeśli w nagranie jest zamulone albo matowe i ostre, na pewno to zauważymy. Chwilami HDB 630 są tak dosłowne, że - za przeproszeniem - głuchy by usłyszał, co chcą nam pokazać.
Wysokie tony są kolejnym elementem wpisującym się w firmową szkołę grania. Góra pasma jest jasna i wyraźna dostarczając mnóstwo powietrza i blasku nagraniom, lecz na szczęście nie staje się przesadzona, męcząca czy agresywna. Dźwięki talerzy perkusyjnych, skrzypiec czy trąbek są obecne i otwieraja pasmo do góry tak, że odczuwamy pełną przestrzeń, blask i iskrzenie, ale jednocześnie nawet przy wysokiej głośności nie doświadczymy nieprzyjemnych syknięć. Wielu producentów słuchawek bezprzewodowych sztucznie przycina górę pasma - nie tylko dlatego, że część użytkowników woli gładki, przyjemny, lekko przyciemniony dźwięk, ale także po to, aby ukryć szum własny systemu i uniknąć problemów kodeków Bluetooth, co często skutkuje nierównościami, ostrością lub brakiem odpowiedniej przejrzystości. Tutaj zupełnie tego nie ma. Sennheiser jakimś sposobem zachował pełen charakter wysokich tonów mimo transmisji bezprzewodowej i pracy układów ANC. Co więcej, wysokie rejestry są zróżnicowane pod wzgledem mikrodynamiki. Cichy brzęk trójkąta w tle orkiestry jest słyszalny, a jednocześnie uderzenie w talerz ma odpowiednią wagę i wybrzmiewa naturalnie. Nie ma wrażenia kompresji czy wyrównywania wszystkich zdarzeń do jednego poziomu, co czasem zdradza ograniczenia słuchawek bezprzewodowych. HDB 630 pozwalają wysokim częstotliwościom wybrzmiewać długo i swobodnie, co daje wrażenie obcowania ze sprzętem może nie hi-endowym, ale na pewno ponadprzeciętnym. Niektórzy bardzo wyczuleni słuchacze zauważą, że zakres najwyższych częstotliwości (powyżej 10 kHz) jest nieco złagodzony. To raczej świadomy zabieg, by uniknąć nadmiernej jaskrawości. To, co najważniejsze, i tak dzieje się niżej. Gdyby jednak ktoś chciał wyrównać pasmo "do zera", zawsze może skorzystać z korektora w aplikacji.
W sieci pojawiają się opinie, jakoby HDB 630 były najbardziej detalicznymi słuchawkami bezprzewodowymi, jakie można w tej chwili kupić. Aż tak bym się nie rozpędzał, ale uważam, że rozdzielczość tego modelu imponuje, a nawet skłania do głębszych przemyśleń. Te słuchawki wyciągają z nagrań mikroskopijne szczegóły - ciche pogłosy pomieszczenia, przesuwanie palców po strunach gitary, czy szelest przewracanej kartki nut przez muzyka orkiestry. Wszystko to tworzy bogaty obraz muzyczny, który potrafi zaskoczyć nawet osoby od lat znające dany utwór.Jednym z największych atutów HDB 630 jest przestrzeń. Te słuchawki oferują scenę dźwiękową, jakiej mało kto spodziewałby się po konstrukcji zamkniętej z systemem ANC. Już Momentum 4 pokazały zaskakująco szeroką scenę, ale HDB 630 idą krok dalej. W ich wydaniu przestrzeń jest nie tylko szeroka, ale nabiera też głębi. Jeśli zadbacie o jakość sygnału źródłowego i transmisji, a do tego sięgniecie po dobrze zrealizowane nagranie, scena nie będzie miała kształtu rozciągniętej elipsy, rozciągającej się mniej więcej od ucha do ucha - będzie raczej przypominać kulę, w której pierwszy plan jest rysowany gdzieś w okolicach naszego nosa, a reszta swobodnie wypełnia przestrzeń wokół głowy. Słuchając nagrań koncertowych czy symfonicznych, można niemal poczuć akustykę sali - dźwięki rozchodzą się nie tylko od lewej do prawej, ale także w głąb, dając poczucie pewnej (niedużej, ale zawsze) odległości między instrumentami. Co ważne, poza samą wielkością sceny, imponuje lokalizacja źródeł. Są one precyzyjnie poustawiane, nic nie "pływa" ani nie zlewa się w bezkształtną masę. Ta holografia brzmienia jest czymś, co dotąd znaliśmy głównie z najlepszych modeli przewodowych (często otwartych). HDB 630 udowadniają, że zamknięte, bezprzewodowe słuchawki też potrafią "zniknąć" z głowy, zostawiając nas sam na sam z muzykami grającymi gdzieś przed nami. Efekt ten można jeszcze wzmocnić włączając wspomniany tryb crossfeed, ale nawet bez niego HDB 630 brzmią niezwykle przestrzennie jak na swoją konstrukcję.
Największą zaletą opisywanego modelu i jednocześnie cechą, która pozwala mu mocno wyróżnić się na tle konkurencji, jest jednak przejrzystość. W sieci pojawiają się opinie, jakoby HDB 630 były najbardziej detalicznymi słuchawkami bezprzewodowymi, jakie można w tej chwili kupić. Aż tak bym się nie rozpędzał (o czym za chwilę), ale uważam, że rozdzielczość tego modelu imponuje, a nawet skłania do głębszych przemyśleń. Te słuchawki wyciągają z nagrań mikroskopijne szczegóły - ciche pogłosy pomieszczenia, przesuwanie palców po strunach gitary, czy szelest przewracanej kartki nut przez muzyka orkiestry. Wszystko to tworzy bogaty obraz muzyczny, który potrafi zaskoczyć nawet osoby od lat znające dany utwór - nagle słyszymy coś, czego wcześniej nie rejestrowaliśmy, bo ginęło na mniej rozdzielczym sprzęcie. Co istotne, cecha ta nie jest sztucznie uwypuklona przez ostrą górę czy podbicie jakiegoś fragmentu pasma - istnieje niejako obok naturalnego, zrównoważonego strojenia. Wiąże się z tym jednak najpoważniejszy i chyba jedyny poważny minus.
Podobnie jak w wielu urządzeniach oferujących żywy, dynamiczny, przejrzysty i przestrzenny dźwięk, trzeba zachować pewną ostrożność, ponieważ taka mieszanka może działać jak miecz obosieczny. Delektując się doskonale zrealizowanymi nagraniami, będziemy cieszyć się, że HDB 630 pokazują tak wiele, ale jeśli produkcja będzie pozostawiała wiele do życzenia, cierpliwość skończy nam się szybciej, niż gdybyśmy używali "normalnych" (słabych) słuchawek bezprzewodowych. Zrozumiem też tych, którzy powiedzą, że opisywany model gra zbyt sucho i technicznie, szczególnie w zakresie średnich tonów. Zwrócę jednak uwagę na pewną bardzo ważną kwestię - wygrzewanie. Tak, sam nie wierzę, że wspominam o tym w teście słuchawek bez kabla, ale fabrycznie nowe Sennheisery zazwyczaj grają zbyt twardo, a nawet nieprzyjemnie. Efekt ten zaczyna znikać, gdy trochę popracują. Do dziś pamiętam, jak z kolegami porównywaliśmy dziesięcioletnie, intensywnie eksploatowane HD 600 (wszechobecne rysy, zapadnięte i naderwane pady, złączki oklejone srebrną taśmą) z dziewiczym egzemplarzem - niebo a ziemia. W pewnych aspektach brzmienie różniło się tylko nieznacznie, ale te "wyrobione" grały płynnie, pięknie i gładko, z pięknie rozciągniętym basem, a "nówki sztuki" - jasno, sucho, ostro i kwadratowo.
Jak długo może trwać proces wygrzewania słuchawek? Prawdopodobnie będzie się powoli ciągnął przez cały okres ich użytkowania. Fani marki doskonale o tym wiedzą, ale wspominam o tym, ponieważ funkcjonalnym, uniwersalnym modelem bezprzewodowym zainteresuje się więcej osób niż kolejnymi otwartymi nausznikami przewodowymi, a część z nich na hasło "wygrzewanie słuchawek" parsknie gromkim śmiechem. Pewnego dnia (gdy nadarzy się okazja, by przeprowadzić porównanie z nowym egzemplarzem) mogą jednak zmienić zdanie. Jeżeli zatem - podobnie jak ja - dojdziecie do wniosku, że jedynym mankamentem HDB 630 w kwestii brzmienia jest pewna suchość, niewystarczająca gładkość średnich tonów, uspokajam - to na 99% minie (mamy tu prawdopodobnie takie same przetworniki, jakie zastosowano w HD 620S, więc obowiązują nas te same zasady). Ja niestety nie miałem okazji sprawdzić tego osobiście, z oczywistych względów (dostałem HDB 630 z fabrycznymi plombami, jako pierwszy recenzent w Polsce). Aby problem sam się rozwiązał, wystarczy więc poczekać albo... Kupić słuchawki Bowers & Wilkins Px8 S2, które grają równie dynamicznie, szczegółowo i przestrzennie, a przy tym gładko, spójnie i muzykalnie. Px8 S2 to jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze słuchawki bezprzewodowe, jakie można teraz znaleźć na rynku. Są też wykonane z porządniejszych, bardziej eleganckich materiałów, choć nie mają kilku elementów wyposażenia i funkcji, które dostajemy w Sennheiserach (wystarczy wymienić chociażby adapter USB czy parametryczny korektor w aplikacji). Najważniejsze jednak, że kosztują 3199, a nie 2149 zł, a to spora różnica. HDB 630 nie są więc jedynymi tego typu nausznikami, które zadowolą audiofila, ale za to są bezkonkurencyjne w swojej cenie. I nie jest to tylko moja opinia, bo rynek już zagłosował. Szczegóły w podsumowaniu.

Budowa i parametry
Sennheiser HDB 630 to bezprzewodowe słuchawki dynamiczne o budowie zamkniętej. Producent deklaruje, że model ten został zaprojektowany jako słuchawki łączące wygodę codziennego użytkowania z solidną inżynierią. Mamy tu do czynienia z wokółuszną konstrukcją wyposażoną w autorskie przetworniki dynamiczne o średnicy 42 mm, które pracują w precyzyjnie kontrolowanej komorze akustycznej. Sennheiser od lat rozwija tę technologię i choć HDB 630 nie są częścią rodziny HD, widać, że zastosowano tu podobną filozofię - duży, wydajny przetwornik ma zapewniać stabilną charakterystykę i dobre rozciągnięcie pasma niezależnie od poziomu głośności. Producent deklaruje szeroki zakres częstotliwości, typowy dla zamkniętych konstrukcji tej klasy, oraz impedancję zoptymalizowaną pod kątem pracy z urządzeniami mobilnymi. W konstrukcji HDB 630 zastosowano parę dynamicznych przetworników o średnicy 42 mm, pracujących w zamkniętych komorach o zredukowanej objętości i kontrolowanym przepływie powietrza. Membrany wykonano z lekkiego, sztywnego kompozytu polimerowego, a układ magnetyczny oparto na neodymowych magnesach o dużej gęstości strumienia, co pozwala utrzymać stabilną charakterystykę przy wysokich poziomach ciśnienia akustycznego. Cała sekcja akustyczna została odsprzęgnięta od zewnętrznych elementów obudowy za pomocą tłumiących podkładek, dzięki czemu zmniejszono podatność na rezonanse strukturalne.
Mechanicznie słuchawki oparto na dość klasycznym szkielecie łączącym elementy z tworzywa o podwyższonej odporności na udar z metalową konstrukcją pałąka, która pełni rolę zarówno nośną, jak i stabilizującą całą sekcję akustyczną. Przeguby wykonano z materiałów kompozytowych o wysokiej trwałości, a prowadnice pałąka mają precyzyjne, skokowe działanie pozwalające na wielokrotne regulowanie rozstawu bez luzów. Konstrukcję uzupełniają sensory obecności, automatycznie pauzujące odtwarzanie po zdjęciu słuchawek, oraz typowo lifestyle'owe rozwiązania, takie jak solidny pałąk z regulacją, składana konstrukcja i obsługa funkcji głosowych. Mimo nowoczesnego zestawu funkcji HDB 630 pozostają fizycznie lekkie i zaskakująco wytrzymałe, co w połączeniu z ich techniczną stroną sprawia, że są one jednym z bardziej dopracowanych modeli w segmencie bezprzewodowych konstrukcji z ANC.
Za łączność odpowiada Bluetooth w wersji 5.4, czyli nowsza i bardziej energooszczędna odmiana standardu, która zapewnia stabilniejsze połączenie i mniejsze opóźnienia. HDB 630 obsługują nowoczesne kodeki, wśród których znajdziemy nie tylko podstawowe SBC i AAC, ale także aptX Adaptive, pozwalający na elastyczne dostosowanie przepływności do aktualnych warunków i wymagań treści. aptX Adaptive pozwala na dynamiczną zmianę przepływności w zakresie od około 276 do ponad 420 kb/s zależnie od warunków, a także na redukcję opóźnień w zastosowaniach multimedialnych. W praktyce oznacza to odczuwalnie lepszą jakość transmisji, szczególnie gdy korzystamy z serwisów streamingowych oferujących pliki w wyższej jakości. Dzięki złączu USB-C lub klasycznemu przewodowi analogowemu słuchawki umożliwiają odtwarzanie muzyki z lokalnej biblioteki lub streaming z natywną obsługą plików do 24 bit/96 kHz. W zestawie znajduje się także nadajnik USB-C (dongle) BTD 700, który natychmiast podnosi jakość dźwięku urządzeń takich jak smartfony czy tablety do poziomu aptX Adaptive. Ponieważ jedynie około 16% smartfonów obsługuje natywnie bezprzewodowy dźwięk wysokiej rozdzielczości, dołączony transmiter rozszerza tę możliwość do aż 80% modeli.
HDB 630 wyposażono również w aktywną redukcję hałasu, działającą w oparciu o zestaw mikrofonów o wysokiej czułości, a także tryb transparentny, który Sennheiser dopracowywał przez ostatnie generacje swoich bezprzewodowych modeli. Mikrofony są rozmieszczone w sposób pozwalający separować dźwięk użytkownika od hałasu otoczenia, co poprawia nie tylko działanie ANC, ale również jakość rozmów telefonicznych. Całość dopełnia system automatycznej regulacji poziomu szumów, który dopasowuje działanie układu do natężenia dźwięków zewnętrznych, tak aby niepotrzebnie nie tłumić dźwięku muzyki ani nie generować artefaktów w tle. Czas pracy na jednym ładowaniu wynosi około 60 godzin, co - jak na słuchawki zamknięte z ANC - jest wynikiem z kategorii bardzo dobrych i realnie pozwala korzystać z nich przez tydzień lub dwa bez nerwowego sięgania po ładowarkę. Włączenie redukcji hałasu nie skraca drastycznie czasu pracy, co jest zasługą nie tylko wydajnych ogniw, ale także implementacji Bluetooth 5.4 i zoptymalizowanego układu DSP. Ładowanie odbywa się przez USB-C, a szybkie uzupełnianie energii pozwala w kilka minut odzyskać czas pracy wystarczający na krótką sesję słuchową lub rozmowę.
Werdykt
Sennheiser HDB 630 to produkt wyjątkowy pod wieloma względami. Niemiecki producent postanowił przełamać wałkowane od wielu lat schematy i stworzyć słuchawki bezprzewodowe, które nie będą kompromisem, lecz pełnoprawnym sprzętem hi-fi zdolnym zadowolić wybredne ucho audiofila. Po tym teście mogę śmiało powiedzieć, że zadanie to zostało zrealizowane z nawiązką. HDB 630 to słuchawki, które łączą dwa światy - mobilną wygodę i audiofilską jakość. Opisywany model może śmiało stanąć do walki z najlepszymi i najdroższymi bezprzewodowymi nausznikami, jakie można znaleźć na rynku. Bowers & Wilkins Px8 S2? Focal Bathys? Loewe leo? Każdy z nich ma swoje plusy, ale ceny też nie pozostawiają złudzeń. 3199, 3799, 5699 zł? Nikogo nie zdziwi, że pod pewnymi względami będą one lepsze niż Sennheisery za 2149 zł. Co ciekawe, HDB 630 też mają kilka asów w rękawie, jak chociażby parametryczny korektor w aplikacji czy adapter USB, dzięki któremu uzyskamy najwyższą jakość połączenia bezprzewodowego niezależnie od urządzenia źródłowego.
Jak to w życiu bywa, nie ma urządzeń idealnych i HDB 630 również mają kilka drobnych wad czy raczej specyficznych cech, o których warto pamiętać. Design jest dość zachowawczy - jeśli ktoś oczekuje poczucia luksusu i wyszukanych materiałów, może poczuć niedosyt widząc przewagę plastiku i brak fantazyjnych wykończeń. Komfort, choć ogólnie bardzo dobry, u niektórych osób (zwłaszcza o dużych głowach lub uszach) wymaga idealnego dopasowania (przydałyby się nieco głębsze pady lub minimalnie większe muszle). Sterowanie dotykowe to kolejny punkt, gdzie jest miejsce na poprawę - działa, ale nie zawsze perfekcyjnie. Być może aktualizacje oprogramowania usprawnią gesty, a może Sennheiser przemyśli w przyszłości powrót do fizycznych przycisków dla kluczowych funkcji. Można też przyczepić się do kilku drobiazgów, takich jak fakt, że w słuchawkach nie przewidziano miejsca na schowanie adaptera USB, a konkurencja (AKG) o tym pamiętała (dzięki czemu i my zawsze mamy tę "wtyczkę" pod ręką). Najważniejsza jest jednak cena. 2149 zł to naprawdę uczciwa propozycja, biorąc pod uwagę, że dostajemy tu dwa w jednym (bezprzewodowy kombajn plus jakość przewodowych audiofilskich nauszników).
A teraz najlepsze. Niniejszy test publikuję właściwie tylko "dla sportu", ponieważ chciałem z bliska przyjrzeć się nowym nausznikom Sennheisera i poprosiłem o ich wypożyczenie, kiedy tylko dostałem informację o ich premierze. Spodziewałem się, że po tygodniu dystrybutor zacznie domagać się ich zwrotu, ponieważ takie gorące nowości zawsze są rozchwytywane, a jedna demówka może w ciągu miesiąca objechać kilka redakcji. Ale nie tym razem. Cisza, spokój, telefon milczy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - ponieważ HDB 630 z miejsca stały się takim hitem, że Sennheiser nie nadąża za popytem. W pierwszej dostawie do Polski przyjechało 80 sztuk i wszystkie sprzedały się w ciągu paru dni. Kolejne zamówienie na 250 sztuk też w zasadzie się rozeszło. Gdybyście chcieli kupić te słuchawki, będziecie mieli sporo szczęścia, jeśli znajdziecie sklep, w którym są faktycznie dostępne. Kolejne dostawy oczywiście będą, ale z tego, co się dowiedziałem, zainteresowanie tym modelem na całym świecie jest tak duże, że raczej nie dotrą do nas całe kontenery, a w najlepszym wypadku pojedyncze kartony lub palety. Pozostaje więc zamówić i czekać na realizację (co może potrwać nawet kilka miesięcy) albo wybrać jeden z konkurencyjnych modeli. Z tym, że tutaj mamy właściwie tylko dwie opcje. Wziąć nauszniki tańsze, ale wyraźnie gorsze czy może znacznie droższe i trochę (pod niektórymi względami) lepsze? Jeżeli zastanawialiście się, dlaczego klienci tak rzucili się na HDB 630, to chyba właśnie objawiła nam się odpowiedź. Mocna rekomendacja!

Dane techniczne
Typ słuchawek: dynamiczne, zamknięte, wokółuszne, bezprzewodowe
Przetworniki: 42 mm
Redukcja szumów: hybrydowe adaptacyjne ANC
Łączność: Bluetooth 5.2 (z obsługą SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX adaptive)
Impedancja: 480 Ω (tryb aktywny)
Akumulatory: litowo-jonowe 700 mAh
Maksymalny poziom ciśnienia akustycznego: 105 dB
Pasmo przenoszenia: 6 Hz - 22 kHz (Bluetooth), 6 Hz - 40 kHz (USB C)
Zniekształcenia: < 0,2%
Czas pracy: do 60 h (z łącznością Bluetooth i funkcją ANC)
Aplikacja: Sennheiser Smart Control Plus dla iOS i Android
Masa: 310 g
Cena: 2149 zł
Konfiguracja
Apple iPhone 15 Pro, Xiaomi 15T Pro, Asus Zenbook UX31A, Sony WF-1000XM3, Apple AirPods Max, Bowers & Wilkins P5, Bowers & Wilkins Px7 S3.
Równowaga tonalna![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Dynamika![]()
Rozdzielczość![]()
Barwa dźwięku![]()
Szybkość![]()
Spójność![]()
Muzykalność![]()
Szerokość sceny stereo![]()
Jakość wykonania![]()
Funkcjonalność![]()
Tłumienie hałasu![]()
Cena![]()
Nagroda


















Komentarze