Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Pylon Audio Opal 23 mkII

Pylon Audio Opal 23 mkII

Większość producentów sprzętu stereo chce, abyśmy kojarzyli ich markę z modelami pozycjonowanymi jak najwyżej - najlepszymi, najbardziej atrakcyjnymi wizualnie i wykorzystującymi najbardziej zaawansowane rozwiązania techniczne. Kupując niedrogie monitory z błyszczącym logo Bowers & Wilkins, mamy mieć przed oczami Nautilusy lub potężne 801 D3 stojące w londyńskim studiu nagraniowym Abbey Road. Biorąc do ręki audiofilskie słuchawki Sennheisera, powinniśmy myśleć, że to już prawie Orpheusy. Marketing i nasza własna psychologia zawsze działają w tę stronę. O ile jednak wizerunek buduje się urządzeniami ze szczytu oferty, lwia część sprzedaży to niska i średnia półka. Podstawowe prawa ekonomii i typowy rozkład wynagrodzeń mówią na ten temat wszystko. Najlepsze jest to, że - przynajmniej moim zdaniem - możliwości danej firmy i talent jej projektantów najlepiej jest ocenić, przyglądając się właśnie tym produktom, których z fabryki wyjeżdża najwięcej. Dysponując nieograniczonym budżetem, można bowiem zrobić wszystko - dwumetrowe kolumny z kosmicznymi głośnikami zawieszonymi na srebrnym stelażu, wzmacniacz o mocy miliona watów, rozkładający się niczym futurystyczna rzeźba albo grube niczym dorosły pyton kable, z których większość ludzi kręci sobie beczkę. Co innego, gdy do równania wprowadzimy istotne ograniczenia, w tym to najważniejsze - finansowe. Dopiero wtedy okazuje się, kto potrafi podejmować mądre decyzje projektowe, a kto nie. Pylon z pewnością potrafi, bo od takich kolumn zaczynał i nieraz udowodnił nam, że zestawy za dwa, trzy albo pięć tysięcy złotych też mogą grać wyśmienicie. Pearl, Opal, Sapphire, Ruby - każda z tych serii cieszy się powodzeniem wśród melomanów szukających dobrego sprzętu za rozsądne pieniądze. Opale były jednak wyjątkowe, bo... nie do końca grały jak Pylony. Były zdecydowanie bardziej zadziorne, nie bały się przyłożyć głębokim basem, ukąsić w ucho czy wypchnąć wokale do przodu, gdy nagranie dawało im ku temu pretekst. Jedni je za to pokochali, inni zaś wybierali grzeczniejsze, bardziej uniwersalne Sapphire'y, Ruby i Diamondy. Teraz, po dziesięciu latach produkcji, seria Opal doczekała się kuracji odmładzającej, a pierwszym reprezentantem jej nowego wcielenia jest podłogówka Opal 23 mkII.

Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że polska firma po prostu odświeżyła jedną ze swoich najbardziej rozpoznawalnych podłogówek. Gabaryty się nie zmieniły, układ głośników pozostał taki sam, obudowa nadal ma klasyczne proporcje smukłej, metrowej kolumny, a cena wciąż lokuje ten model w segmencie, w którym kupujący nie oczekuje luksusu, tylko uczciwego, dużego dźwięku za rozsądne pieniądze. Tyle że takie spojrzenie byłoby zbyt powierzchowne. Opal 23 mkII nie jest produktem przypadkowym ani szybkim liftingiem wymuszonym przez kalendarz. To powrót do jednej z ważniejszych konstrukcji w historii Pylona, przygotowany przez firmę zupełnie inną niż ta, która ponad dekadę temu zaczynała przebijać się na rynek za pomocą prostych, dobrze wykonanych i atrakcyjnie wycenionych zestawów głośnikowych.

Historia Pylona jest w tym przypadku istotna, bo seria Opal od początku miała w katalogu marki szczególne zadanie. Nie dawała jeszcze takiego powiewu luksusu, jaki oferowały Diamondy czy Jaspery, ale ustawienie budżetu ciut wyżej niż w przypadku linii Pearl dawało projektantom możliwości, z których skrzętnie skorzystali. Lepsze przetworniki, mocniejsze, sztywniejsze obudowy, zwrotnica zbudowana z podzespołów wyższej jakości - to wszystko przekładało się na dźwięk. Opale miały dawać poczucie, że za swoje pieniądze dostajemy normalną, pełnowymiarową kolumnę, zaprojektowaną z myślą o prawdziwym pokoju, prawdziwym wzmacniaczu i prawdziwej muzyce. Do tego należy dodać jeszcze dość standardowe okleiny, czarne fronty i ogólny brak wodotrysków. Wygląd był tu mniej istotny niż technologia i jakość wykonania. W pierwszej generacji ta koncepcja zadziałała bardzo dobrze. Opal 23 szybko stał się jednym z tych modeli, które przewijały się w rozmowach o pierwszym poważnym systemie stereo, o rozsądnych kolumnach do salonu i o tym, że polski producent potrafi zaproponować coś więcej niż zagraniczna konkurencja.

Nie bez znaczenia było również to, że pierwsze Opale pojawiły się w momencie, gdy Pylon wychodził z etapu firmy produkującej same obudowy i zaczynał budować własną tożsamość konstrukcyjną. Firma z Jarocina od początku miała mocne zaplecze stolarsko-meblarskie, ale z czasem do obróbki MDF-u, lakierowania i fornirowania doszły własne przetworniki, własne cewki, coraz bardziej zaawansowane pomiary, współpraca z uznanymi dostawcami komponentów, a potem nowa fabryka, zaawansowane maszyny, rozrastający się zespół i jedna z najbardziej imponujących komór bezechowych w tej części Europy. Dziś Pylon to już nie sympatyczna lokalna manufaktura, której kibicuje się trochę z patriotycznego obowiązku. To producent o realnej skali działania, obecny na wielu rynkach, pokazujący kolumny na dużych wystawach, dostarczający obudowy także innym markom i konsekwentnie przesuwający własny katalog coraz wyżej. Właśnie dlatego powrót Opala 23 jest ciekawy. Koncepcja jest identyczna. Ba! Nawet wygląd niespecjalnie się zmienił. Tu nie było co kombinować. Ale w świecie Pylona nawet rok to szmat czasu, cała seria zmian, usprawnień i ważnych wydarzeń, a co dopiero dekada... Patrząc na oryginalne Opale, polscy konstruktorzy na pewno nieraz pomyśleli, że pomysł mieli dobry, ale teraz - korzystając z nowych narzędzi - zrobiliby to lepiej.

Pylon Audio Opal 23 mkII

Wygląd i funkcjonalność

Zacznijmy od końca, czyli od ceny. Za parę Opali 23 mkII zapłacimy 3998 zł. W dzisiejszych realiach nie jest to może kwota symboliczna, ale w świecie pełnowymiarowych kolumn podłogowych nadal mówimy co najwyżej o dolnej części segmentu średniego. Szczerze mówiąc, dla kogoś, kto ma szerokie spojrzenie na rynek audio, jest to wciąż budżetówka, tylko może nie taka najbardziej chamska, gdzie oszczędności wychodzą na wierzch dosłownie wszędzie - włącznie z tym, że kolumny nie mają nóżek, a ich tylna ścianka jest oklejona czarną, chropowatą folią, bo przecież nikt nie będzie tam zaglądał. Takie zestawy wciąż istnieją, choć producenci celujący w wyższą półkę nie chcą być z nimi utożsamiani. W tej klasie kompromisy są nieuniknione, ale też najbardziej widoczne. Kupujący bardzo szybko orientuje się, czy producent zaoszczędził na obudowie, terminalach, przetwornikach, zwrotnicy i wykończeniu, nie mówiąc już o tym, co okazuje się podczas odsłuchu. Takich niedostatków nie da się przykryć opowieścią o egzotycznych materiałach i legendarnym kunszcie stolarzy. Z drugiej strony, dobrze zaprojektowana kolumna w tej cenie może dać ogromną satysfakcję, bo zwykle trafia do systemów, w których liczy się nie laboratoryjna perfekcja, lecz równowaga między skalą, muzykalnością, dynamiką, łatwością ustawienia i... wyrozumiałością dla nagrań oraz elektroniki.

Pierwszy Opal 23 był właśnie takim produktem. Oferował duży, nasycony, dynamiczny dźwięk, mocny bas, dobrą średnicę, efekt znikania kolumn z pomieszczenia i zaskakująco uporządkowaną scenę. Nie był jednak konstrukcją idealną. W niektórych pokojach bas potrafił być obfity, a nawet kłopotliwy, szczególnie przy ustawieniu blisko ściany. Wysokie tony też lubiły wyjść przed szereg. W kwestii jakości wykonania pojawiały się drobne zastrzeżenia do terminali i użytkowej strony konstrukcji. Mimo to bilans był bardzo korzystny, bo za naprawdę niewielkie pieniądze Opal 23 dawał słuchaczowi wrażenie obcowania z pełnym, dużym, swobodnym dźwiękiem, a nie z małą kolumną próbującą udawać "sprzęt dla dorosłych". Nowa wersja zachowuje tę koncepcję, ale niemal wszystkie kluczowe elementy akustyczne zostały zmienione. Zamiast dwóch przetworników PSW 18.8 CS mamy nowe PSW 18.8 CP z grubszymi, sztywniejszymi i cięższymi membranami celulozowymi, mocniejszym układem magnetycznym i innym koszem. Zamiast 25-mm jedwabnej kopułki PST T-50/8 pojawia się 30-mm tweeter PST 30.4-TGN z tekstylną kopułką wzmacnianą grafenem, cewką CCAW, pierścieniem Faradaya, wentylowaną komorą i płytkim falowodem uformowanym w przedniej ściance. Zwrotnica zachowuje zbliżoną architekturę, ale producent mówi o lepszych komponentach, w tym cewkach powietrznych także w sekcji nisko-średniotonowej i wyższej klasy kondensatorze w torze wysokotonowym. Obudowa ma te same wymiary, ale została dopracowana pod względem wzmocnień, tłumienia i strojenia bass-refleksu. Parametry katalogowe także sugerują delikatny postęp. Pasmo przenoszenia sięga teraz 30 kHz zamiast 20 kHz, skuteczność wzrosła z 89 do 90 dB, moc nominalna z 100 do 120 W, maksymalna ze 150 do 180 W, a masa jednej kolumny z 17 do 18 kg.

Z pierwszych udostępnionych przez firmę informacji można też wyczytać to i owo między wierszami. Mimo całego szeregu ulepszeń Pylon nie próbował zrobić z Opala czegoś, czym ten model nigdy nie miał być. Nie powiększył obudowy, nie dorzucił trzeciego woofera, nie przesunął ceny w okolice Diamondów i nie ubrał kolumn w narrację typową dla sprzętu hi-endowego. Zamiast tego wziął znaną, sprawdzoną architekturę i zaczął poprawiać konkretne elementy. To rozsądne podejście, które jasno daje do zrozumienia, że pierwotna koncepcja się sprawdziła, a zapotrzebowanie na takie kolumny wciąż jest ogromne. Dowodem na to może być entuzjastyczna reakcja fanów polskiej firmy na pierwsze informacje o Opalach 23 mkII. Niemal natychmiast zaczęli oni pytać, gdzie można ich posłuchać, a także kiedy można się spodziewać premiery innych modeli z serii Opal mkII.

Opal 23 mkII wygląda dokładnie tak, jak powinna wyglądać niedroga, pełnowymiarowa kolumna podłogowa bez stylistycznych fajerwerków. To smukła skrzynka o wymiarach 19 x 100 x 30 cm, a więc wystarczająco wysoka, aby w salonie wyglądać poważnie, ale na tyle wąska, by nie zdominować pomieszczenia. Front jest klasyczny, ale jednocześnie charakterystyczny. Dwa 18-cm przetworniki nisko-średniotonowe otaczają centralnie umieszczoną kopułkę wysokotonową, tworząc układ midwoofer - tweeter - midwoofer, często określany jako D'Appolito albo MTM. Takie rozwiązanie ma kilka zalet. Po pierwsze, pozwala uzyskać większą powierzchnię czynną membran bez budowania szerokiej, przysadzistej obudowy. Po drugie, może dać bardzo dobrą spójność i stabilność obrazu stereofonicznego, jeśli zwrotnica i geometria zostały dobrze dopracowane. Po trzecie, wizualnie nadaje kolumnie symetrię i pewną techniczną powagę. Nie jest to jednak układ całkowicie bezproblemowy. Charakterystyka pionowa takich konstrukcji potrafi być bardziej wymagająca niż w prostym układzie tweeter - midwoofer, więc w praktyce warto zadbać o właściwą wysokość odsłuchu i nie zakładać, że kolumny zagrają tak samo, gdy będziemy ich słuchać z pozycji kanapy, wysokiego fotela i krzesła przy biurku. Warto mieć to na uwadze, bo choć obudowa jest większa, to tweeter znajduje się na wysokości 77-78 cm od podłogi. Nie twierdzę, że trzeba się bezwzględnie trzymać zasad, ale aby kopułki znalazły się dokładnie na poziomie uszu słuchacza, musiałby on siedzieć na niskim, rozkładanym fotelu albo... na podłodze.

Najbardziej rozpoznawalnym elementem frontu jest właśnie nowa sekcja wysokotonowa. Pylon nie zamontował po prostu większej kopułki w gotowym otworze. Przednia ścianka została wyprofilowana w okolicach tweetera tak, aby stworzyć płytki falowód. To detal, który może wyglądać niepozornie, ale ma sens z punktu widzenia akustyki. Falowód pomaga uporządkować promieniowanie wysokich tonów, poprawić integrację z większymi przetwornikami nisko-średniotonowymi i ograniczyć niepożądane odbicia od krawędzi obudowy. Ważne, że nie jest to tuba mająca zwiększyć efektywność kosztem własnej maniery, lecz delikatne ukształtowanie frontu. W teorii powinno to przełożyć się na bardziej równą, swobodną i mniej nerwową górę pasma. Ciekawie prezentują się również głośniki nisko-średniotonowe. To znaczy - z daleka wydają się nudne, niepozorne, wręcz standardowe, ale kiedy przyjrzymy im się bliżej, okazuje się, że ich membrana ma ciekawą fakturę, jest chropowata, sztywna, lekka i pokryta małymi "bąblami". Jeśli mam być szczery, wygląda to tak, jakby głośniki zostały zalane i zbyt gwałtownie wysuszone, ale ufam, że ich forma nie jest rezultatem niepożądanego incydentu w fabryce. Producent informuje, że celulozowe membrany są teraz grubsze, sztywniejsze, cięższe i bardziej wytrzymałe. Skrócenie czasu wygaszania drgań własnych ma poprawiać szybkość reakcji na sygnał, a większa masa membrany obniża częstotliwość rezonansową i pozwala rozszerzyć pasmo w stronę najniższych częstotliwości.

Jak to zwykle bywa w przypadku kolumn Pylona oraz zestawów innych marek, którym polska firma dostarcza obudowy, na pochwały zasługuje jakość stolarki. "Dwudziestki trójki" nie są wprawdzie luksusowymi podłogówkami wykończonymi naturalnym fornirem, ale do spasowania, lakierowania przedniej ścianki, precyzji widocznej na krawędziach i łączeniach oraz wykonania detali, takich jak firmowe logo, nie sposób się przyczepić - dokładnie tak samo jak w Diamondach, Jasperach czy Jade'ach. To tak samo starannie wykonana robota, tyle że z wykorzystaniem mniej luksusowych materiałów. Obudowa została sklejona z MDF-u o grubości 18 mm, z pogrubionym, 22-mm frontem. W środku zastosowano wzmocnienia i materiały tłumiące, a producent podkreśla, że strojenie wykonano z użyciem komory bezechowej i wibrometru laserowego. To brzmi jak slogan marketingowy, ale w przypadku Pylona ma większą wagę niż u wielu producentów, bo firma rzeczywiście zbudowała własne zaplecze pomiarowe i od lat mocno komunikuje swoje kompetencje w zakresie produkcji obudów. W niedrogiej kolumnie jakość skrzynki ma gigantyczne znaczenie. Nawet najlepszy przetwornik nie uratuje konstrukcji, jeśli obudowa zaczyna żyć własnym życiem, dopowiadając do muzyki swoje rezonanse. Z drugiej strony, bardzo sztywna i martwa obudowa kosztuje. Sztuka polega więc na tym, aby w określonej cenie uzyskać wystarczającą kontrolę drgań, nie przepalając pieniędzy, które powinny trafić do przetworników i zwrotnicy.

Pylon zawsze ułatwiał swoim klientom wybór konkretnego modelu, informując, do jakich pomieszczeń jest on rekomendowany. W przypadku Opali 23 mkII jest to 20-35 m² - dla wielu osób wręcz ideał. Zakładam, że pojawienie się mniejszych "dwudziestek" i monitorów w wersji z dopiskiem "mkII" jest kwestią raczej bliższej niż dalszej przyszłości, więc jeśli macie obawy, czy opisywane paczki nie będą za duże, wystarczy poczekać.

Paleta wykończeń jest, przynajmniej na razie, skromniejsza niż kiedyś. Opal 23 mkII występuje w dwóch podstawowych wariantach okleiny PCV - czarny jesion i orzech amerykański. Widziałem też wersję w jaśniejszym wykończeniu dębowym, więc pewnie będzie to trzecia opcja, która niebawem pojawi się w sprzedaży. Tak czy inaczej nie ma tu wybitnie rozbudowanego katalogu fornirów, lakierów na wysoki połysk czy kolorów RAL. Można na to spojrzeć dwojako. Z jednej strony szkoda, bo Pylon przez lata przyzwyczaił klientów do szerokiego wyboru wersji wykończeniowych, a możliwość zamówienia kolumn w bardziej indywidualnym wariancie była jednym z jego atutów. Z drugiej strony, w tej cenie ograniczenie oferty do kilku najpopularniejszych opcji jest zrozumiałe. Im mniej wariantów, tym łatwiejszy proces produkcyjny, niższe koszty magazynowania i bardziej przewidywalna cena końcowa. Jeśli ktoś kupuje kolumny za 3998 zł, zwykle bardziej interesuje go dźwięk, trwałość i możliwość łatwego wkomponowania ich w pokój niż luksusowe wykończenie. À propos użytkownika, Pylon zawsze ułatwiał swoim klientom wybór konkretnego modelu, informując, do jakich pomieszczeń jest on rekomendowany. W przypadku Opali 23 mkII jest to 20-35 m² - dla wielu osób wręcz ideał. Zakładam, że pojawienie się mniejszych "dwudziestek" i monitorów w wersji z dopiskiem "mkII" jest kwestią raczej bliższej niż dalszej przyszłości, więc jeśli macie obawy, czy opisywane paczki nie będą za duże, wystarczy poczekać. Nie radziłbym przy tym opierać się na doświadczeniach z pierwszymi, oryginalnymi Opalami. Producent obiecuje bowiem, że w "dwójkach" niskie tony są lepiej kontrolowane. Jeśli to się potwierdzi, być może nie powinniśmy skreślać Opali 23 mkII nawet wtedy, gdy miałyby one stanąć w pokoju mniejszym niż 20 m². Z drugiej strony należy mieć na uwadze bass-refleks dmuchający do tyłu. Takim kolumnom z reguły warto dać trochę powietrza. Może nie muszą stać metr od ściany jak kapryśne konstrukcje hi-endowe, ale przynajmniej 20-30 cm dystansu i możliwość lekkiego dogięcia powinny znaleźć się w planie.

Ponieważ dla wielu osób Opale 23 mkII będą pierwszymi poważnymi kolumnami w życiu, producent zadbał o to, aby charakteryzowały się standardowymi, bezpiecznymi, a nawet przyjaznymi parametrami. Impedancja 4 Ω, skuteczność 90 dB - na papierze wygląda to co najmniej zachęcająco. Nie oznacza to, że można podłączyć je do dowolnego wzmacniacza i oczekiwać pełnej kontroli, ale nie musi to być elektrownia. Takie zestawy powinny dogadać się z różnymi piecykami, od klasycznych tranzystorów przez nowoczesne wzmacniacze impulsowe i systemy all-in-one aż po rozsądnie dobraną lampę. W praktyce widzę te kolumny w kilku bardzo realnych scenariuszach. Pierwszy to klasyczne stereo w salonie - wzmacniacz zintegrowany, streamer albo odtwarzacz CD, gramofon i para kolumn, które mają obsłużyć wszystko od jazzu po rock i elektronikę. Drugi to nowoczesny system all-in-one, w którym Opale współpracują z urządzeniem typu Bluesound Powernode, Hegel H95 czy Audiolab 6000A Play, stając się głównym źródłem dźwięku w domu. Trzeci to zestaw dla kogoś, kto wyrósł z małych monitorów i chce wreszcie poczuć skalę, fundament i swobodę podłogówek, ale nie chce od razu wchodzić w budżet dwucyfrowy. Czwarty to system dla słuchacza, który ma już trochę doświadczenia, ale z różnych powodów nie chce płacić za fornir, modną markę albo egzotyczne materiały, tylko za dźwięk. I na pierwszy, a nawet drugi i trzeci rzut oka wydaje się, że opisywane podłogówki powinny sprawdzić się w każdej z tych sytuacji - oczywiście pod warunkiem, że ich właściciel zachowa minimum rozsądku w kwestii ustawienia i doboru elektroniki. Minusy? Maskownice są opcjonalne, czyli w standardzie ich nie ma, a jeśli ktoś ich potrzebuje, będzie mógł takowe dokupić. Grille do pierwszej wersji Opali kosztowały 120 zł (para), więc tu powinno być podobnie. W sumie fajnie, że producent nie każe klientom płacić za coś, czego spora część z nich nigdy nie będzie używać. Wszyscy dostają natomiast metalowe, podklejone filcem nóżki, które wkręcamy w nagwintowane tuleje w podstawie kolumn. Jeśli ktoś woli stalowe kolce, w sklepie Pylona kosztują 11 zł (sztuka), a podkładki pod nie - 6 zł. W wielu domach - szczególnie tam, gdzie panuje ciągły ruch, biegają dzieci i grasują zwierzęta - najbardziej przydałoby się coś w rodzaju cokołów lub belek stabilizujących, ale takie akcesoria trzeba będzie wykonać we własnym zakresie.

Pylon Audio Opal 23 mkII

Brzmienie

Już po kilku minutach odsłuchu wiedziałem, że postęp w porównaniu z poprzednią wersją jest ogromny. Opale wprawdzie nie straciły swojego zadziornego uroku (ich brzmienie wciąż ma lekko frywolny, rozrywkowy charakter), ale zrobiły dwa, trzy lub cztery kroki naprzód w dziedzinie szeroko pojętej jakości i neutralności. Jest to nie tylko poprawa sama w sobie, ale też zmiana, która zbliża te kolumny do stylu grania Pylonów z wyższych serii, takich jak Diamondy, a nawet Jaspery. Teraz dostajemy dźwięk, owszem, duży, pełny i koncertowy, ale też dobrze zrównoważony, spójny, całkiem kulturalny i muzykalny, a przede wszystkim wolny od pułapek, takich jak nierówny bas czy wyostrzenie na przełomie średnich i wysokich tonów. Takie nieregularności w paśmie i charakterze dźwięku potrafią wyskoczyć na powierzchnię przy wybranych nagraniach albo konkretnym sprzęcie towarzyszącym, odciągając naszą uwagę od muzyki, a przecież nie o to chodzi.

W pierwszych, oryginalnych Opalach to się zdarzało, ale łatwo było im to wybaczyć, bo oferowały dynamiczne, dziarskie brzmienie o dużej skali, a przy tym były tanie i naprawdę świetnie wykonane. "Dwójki" wciąż są przyjazne dla portfela, jakość stolarki jest jeszcze wyższa, a dźwiękowo to po prostu inna liga i słychać to od razu - bez podchodów, zgadywanek i dwutygodniowego wygrzewania. Opale wydoroślały, nabrały ogłady, można ich słuchać godzinami, a mimo to gdy przyjrzymy się wybranym aspektom prezentacji, które w starszej wersji imponowały najbardziej, takim jak dynamika, przejrzystość, potęga niskich tonów czy stereofonia, okazuje się, że niczego nie straciliśmy. Żadnej z tych atrakcji nie poświęcono w imię kultury i poprawności politycznej. Ba! W wielu dziedzinach "dwójki" idą nawet o krok dalej niż "jedynki", tyle że w ogóle się nad tym nie skupiamy, bo każdy mocny punkt jest wkomponowany w coś, co dla Pylona zawsze było najważniejsze - całokształt.

Myślę, że powyższy opis wyjaśnił już niemal wszystko tym, którzy słuchali produkowanych dotychczas Opali oraz innych kolumn ze stajni Pylona i podobnie jak ja mieli wrażenie, że cała ta seria odstaje od reszty pod względem charakteru. Teoretycznie to nic złego. Jak pokazała vintage'owa linia Jade, niemal każdy eksperyment może zakończyć się sukcesem, a że nie każdy szuka uniwersalnych, kulturalnych kolumn, pierwsza generacja Opali cieszyła się dużym powodzeniem. Teraz jednak wszystko do siebie pasuje, układanka się domknęła. Melomani szukający sprzętu z wyższej półki mogą wybrać Diamondy lub Jaspery, miłośnicy oryginalnych, nietuzinkowych produktów - Jade'y, zaś ci, którym podoba się pylonowe granie, ale 8998 (Diamond 25 mkII), 11 999 (Jade 10) czy 19 998 zł za parę to dla nich zbyt dużo, mogą teraz bez żadnych oporów zamówić Opale mkII i cieszyć się może nie tyle dźwiękiem tej samej próby, ale skomponowanym zgodnie z tymi samymi zasadami (a swoją drogą, jakościowo znacznie lepszym, niż sugerowałaby różnica w cenie między Opalami mkII a na przykład Diamondami).

Gdyby kilka miesięcy temu napisał do nas czytelnik zachwycony brzmieniem Diamondów 25 mkII, ale szukający czegoś tańszego i przymierzający się do Opali 23 pierwszej generacji, absolutnie bym mu to odradził, starając się raczej zainteresować go czymś takim jak Ruby 25 mkII (odnoszę wrażenie, że seria Ruby jest wciąż niedoceniana, a szkoda). Teraz moja odpowiedź byłaby prosta - pewnie, nie ma się nad czym zastanawiać, Opale 23 mkII zrobią robotę. Jest to całkowity przełom, jeśli chodzi o postrzeganie tej serii i pozycję Pylona w segmencie przystępnych cenowo, ale już bardzo fajnych, wszechstronnych i łatwych w konfiguracji kolumn. Kiedy tylko dealerzy zorientują się, co tu zaszło, nie zdziwię się, jeśli zaczną zamawiać Opale drugiej generacji całymi paletami i nawet nie będą ich rozładowywać, bo zaraz wpadnie kilka zamówień z Internetu, po południu przyjedzie kilku klientów, z czego dwóch weźmie po dwie pary (dla siebie i dla brata albo do salonu i do gabinetu) i pod wieczór z całej góry kartonów stojących przy wejściu do magazynu trzeba będzie wynieść może dwa albo cztery. No bo duże, ładne Pylony za cztery tysiące złotych to już atrakcyjna oferta, ale jeśli w tej cenie można teraz kupić Pylony, które do tego grają jak Pylony, to już więcej pytań nie mam.

Charakter Opali 23 mkII najłatwiej zrozumieć, jeśli nie będziemy oczekiwać od nich rzeczy sprzecznych ani takich, które stają się rzeczywistością dopiero w świecie kolumn za kilkanaście tysięcy złotych. To nie są zestawy, które chcą udawać małe monitory studyjne, chirurgicznie wycinające każdy detal z nagrania i pokazujące muzykę pod mikroskopem. Nie są to także podłogówki obliczone na krótki odsłuch - grające efekciarsko, z podbitym basem i połyskującą srebrnym blaskiem górą, która przez pierwsze pięć minut robi wrażenie, a potem zaczyna męczyć. Owszem, pewne elementy "starych" Opali są tu wciąż obecne, ale jest to tylko ozdoba, mało znaczący dodatek do doskonale skomponowanego dania. Gdybym nie wiedział, jak grała poprzednia generacja tych kolumn, powiedziałbym po prostu, że to kolejne niezwykle udane głośniki jarocińskiej manufaktury - nastawione na pełnię, spójność, nasycenie, dużą skalę i komunikatywną średnicę. Ta konstrukcja ma grać dźwiękiem dużym, swobodnym i lekko ocieplonym, ale nie ospałym. Ma dawać przyjemność, ale nie najprostszą możliwą metodą, z jaką spotykamy się w tym przedziale cenowym, czyli przez przykrycie niedoskonałości grubą warstwą lukru. Tutaj przepis na sukces polega raczej na umiejętności złożenia muzyki w całość, podania jej w odpowiednich proporcjach i pokazania, że niedroga kolumna podłogowa może oferować brzmienie jednocześnie dynamiczne, plastyczne, czytelne i głębokie.

Najważniejszym zakresem jest oczywiście średnica. To tutaj kontynuacja charakteru pierwszej generacji Opali wydaje się najbardziej oczywista, ponieważ tamte kolumny były często chwalone za barwę, namacalność i umiejętność budowania wyraźnego centrum sceny. Wersja z dopiskiem "mkII" idzie tą samą drogą, ale sprawia wrażenie konstrukcji dojrzalszej i bardziej dopracowanej. Wokale nie są wypychane agresywnie przed linię kolumn, ale pozostają zwarte, gęste i mają odpowiedni ciężar. Instrumenty akustyczne zachowują naturalne rozmiary, nie zostają odchudzone czy sztucznie wypolerowane. Fortepian, gitary, saksofon, smyczki i głosy ludzkie powinny wybrzmieć z pewną miękkością, ale bez utraty czytelności. To ważna różnica. W wielu kolumnach z tego segmentu ocieplenie oznacza przygaszenie, a plastyczność - utratę detali. W Opalach 23 mkII to nie jest "coś za coś". Konstruktorom chodziło o to, by środek pasma był namacalny, mięsisty i naturalnie ciepły, a nie o to, by przykrywać w ten sposób niedoskonałości kolumn, nagrań czy sprzętu towarzyszącego. Owa komunikatywność może być największą zaletą nowych Opali w codziennym słuchaniu. Kolumny nie próbują natychmiast udowodnić, jak wiele szczegółów potrafią wydobyć z nagrania. Nie rozbijają muzyki na atomy i nie każą słuchaczowi analizować faktury każdego talerza, pogłosu i przesunięcia palcem po strunie gitary. Zamiast tego budują płynny, dość gęsty obraz, w którym można łatwo śledzić melodię, rytm, barwę i emocjonalny przebieg utworu. Jeśli ktoś szuka sprzętu do długich odsłuchów, a nie do pięciominutowych pokazów, taka prezentacja ma ogromny sens. Można słuchać głośniej, można słuchać ciszej, można przeskakiwać między lepszymi i słabszymi realizacjami, a kolumny nie tracą swojej podstawowej zalety - poczucia harmonii i spójności przekazu.

Drugim filarem brzmienia "dwudziestek trójek" jest bas. Przy dwóch 18-cm przetwornikach w smukłej, ale jednak pełnowymiarowej obudowie, oczekiwania są oczywiste. Opal 23 mkII ma grać większym dźwiękiem niż monitor, wypełnić salon i dać fundament, którego nie trzeba sobie dopowiadać czy wyobrażać. I tak właśnie jest. Niskie tony są mocne, sprężyste, obecne i zdolne do pokazania właściwej skali nagrania. Nie chodzi o subwooferowe zejście dla samego zejścia, lecz o właściwe proporcje, masę i motorykę. Stopie perkusji nie brakuje siły przekonywania, elektryczny bas ma właściwy ciężar, a orkiestra symfoniczna jest pokazywana w pełnej skali, z właściwą potęgą, a nie jak muzyczny przerywnik w radyjku na działce. Mimo to - znów wracamy tu do spójności - niskie tony nie są oderwane od reszty pasma, nie chcą wybijać się na pierwszy plan ani na siłę wykorzystywać każdej płyty do demonstrowania swoich możliwości. Tutaj bas pozostaje zdrowy. Ma wspierać średnicę, dawać muzyce kręgosłup i sprawiać, że dźwięk z metrowych kolumn ma skalę, jakiej byśmy po takich skrzyniach oczekiwali. To jednak także zakres, w którym trzeba zachować najwięcej ostrożności. Opal 23 mkII nie jest kolumną, którą można postawić byle gdzie. Jeśli wstawimy ją do małego pokoju, dosuniemy do ściany i podłączymy do wzmacniacza o miękkim basie, nadmiar szczęścia jest niemal gwarantowany. Co prawda "dwójki" i tak są w tej kwestii bezpieczniejsze od pierwszej generacji, która potrafiła wpadać w dudnienie w mniej ekstremalnych warunkach, ale i tak warto zachować minimum rozsądku. Odpowiednie dla takich kolumn pomieszczenie, odrobina wolnej przestrzeni z tyłu i wzmacniacz pewnie kontrolujący membrany to podstawa sukcesu.

Jeżeli miałbym w ślepym teście odróżnić opisywane zestawy od ich poprzedniej wersji, a eksperyment polegałby na puszczaniu krótkich fragmentów moich ulubionych utworów, nie zwracałbym uwagi ani na średnie tony, ani na bas, lecz od razu skierowałbym swoje uszy na wysokie częstotliwości. To właśnie ten zakres był w pierwszej generacji najbardziej ryzykownym elementem. Stara wersja potrafiła być szczegółowa i otwarta, ale przy głośniejszym graniu niektórzy słuchacze odnotowywali wyraźne podbicie przełomu średnich i wysokich tonów, a także takie "atrakcje" jak syczenie, zapiaszczenie czy metaliczność na skraju pasma. Nowy tweeter z większą kopułką, grafenowym wzmocnieniem, pierścieniem Faradaya, wentylowaną komorą i falowodem został zaprojektowany tak, aby dać brzmieniu więcej swobody, powietrza i precyzji, ale bez popadania w agresję i prześwietlenie. Miło mi zakomunikować, że efekt jest zgodny z oczekiwanym. Góra nie jest wycofana, ale też nie przyciąga uwagi na siłę. Talerze perkusji potrafią błyszczeć, drobne przeszkadzajki są obecne, pogłosy wybrzmiewają dostatecznie długo, ale wszystko odbywa się w ramach kulturalnego, uporządkowanego, "pylonowego" przekazu. Podobnie jak bas, wysokie tony nie są osobną, oderwaną od całej reszty gwiazdą przedstawienia. Stanowią dopełnienie średnicy i pięknie się z nią łączą. Uzyskanie tak bezszwowego przejścia jest sporym wyczynem nawet w kolumnach za znacznie większe pieniądze. W tym przedziale cenowym zdarza się praktycznie tylko wtedy, gdy sama góra jest przygaszona, uspokojona i wyraźnie zaokrąglona. Innymi słowy, kiedy tweeterowi podcina się skrzydła, wtedy tak - możemy liczyć na płynne przejście między średnimi a wysokimi tonami. Jeżeli jednak chcielibyśmy, aby dźwięk był prawidłowo doświetlony, otwarty i szczegółowy, niemal na pewno ową spójność będzie trzeba spisać na straty. Tutaj natomiast dostajemy i jedno, i drugie. Brawo!

Scena stereofoniczna była jednym z najmocniej chwalonych aspektów pierwszych Opali, a model z dopiskiem "mkII" zachował tę cechę. Dźwięk chętnie odrywa się od głośników, a scena stereofoniczna jest budowana z rozmachem, zachowując wyraźne, gęste centrum. Nie chodzi o przesadnie punktową, laboratoryjną lokalizację każdego drobiazgu, lecz o przekonującą, trójwymiarową przestrzeń, w której pierwszy plan ma masę, a dalsze nie zapadają się natychmiast za linią głośników. W tej klasie cenowej to bardzo ważne, bo wiele podłogówek potrafi zagrać dużym dźwiękiem, ale nie wszystkie potrafią zniknąć. Opal 23 mkII zdaje się należeć do tej przyjemniejszej grupy - kolumn, które fizycznie stoją w pokoju, ale po kilku minutach przestają być głównym punktem naszego zainteresowania. Oczywiście nie jest to mistrzostwo świata i okolic w kategoriach bezwzględnych, bo zestawy głośnikowe z wyższej półki potrafią pokazać dźwięk równie duży, ale bardziej uporządkowany, konturowy i przekonujący. W porównaniu z kolumnami hi-endowymi Opale 23 mkII grają plamami - ładnymi, rozlokowanymi całkiem szeroko, a nawet z wyraźnym poczuciem głębi, ale jeszcze bez efektu wielkich, pustych przestrzeni i wycinania instrumentów skalpelem. Wydaje mi się jednak, że nie stanowi to żadnego problemu - nikt nie powinien oczekiwać, że wybierając podłogówki z dolnych rejonów cennika, otrzyma wszystko to, na co doświadczeni audiofile potrafią wydać swoje roczne oszczędności. Ważne, że dostajemy muzykę podaną w sposób spójny i naturalny, bez wrażenia, że kolumny bardziej interesują się sztucznymi efektami niż nagraniem.

W porównaniu z pierwowzorem nowa wersja jest po prostu dojrzalsza. Nie chodzi o zmianę osobowości, ale o uporządkowanie jej najważniejszych cech. MkII nie eliminuje charakteru "jedynek", tylko go wygładza, wzmacnia i dopasowuje do dzisiejszych oczekiwań. W czasach, gdy nawet niedrogie kolumny coraz częściej starają się grać jasno, szybko, przejrzyście i efektownie, Pylon proponuje coś bardziej ludzkiego.

Kolejną mocną stroną tej konstrukcji jest dynamika, choć znów nie należy rozumieć jej wyłącznie jako zdolności generowania nadmiarowych decybeli. Opal 23 mkII dobrze radzi sobie także z makrodynamiką i nagłymi, ale niekoniecznie dużymi skokami energii. Dwa 18-cm przetworniki, wyższa moc maksymalna i skuteczność 90 dB dają tu przewagę nad mniejszymi zestawami. Kolumny nie powinny sprawiać wrażenia, że przy bardziej wymagającym materiale kończy im się oddech. Ważniejsza jest jednak zdolność do utrzymania pulsu, napięcia i różnicowania energii bez rozlewania dźwięku. Tutaj nowe Opale wydają się dobrze zbalansowane. Nie są nerwowe ani narowiste, ale potrafią nadać muzyce ruch. Generalnie można powiedzieć, że grają tak, jakby im się chciało, a to jest naprawdę, naprawdę ważne. Wyobraźcie sobie, że wracacie do domu po pracy, zdejmujecie buty, kładziecie teczkę na podłodze i widzicie, jak leżący na kanapie kot otwiera jedno oko i odwraca głowę w drugą stronę, a po chwili podbiega drugi, unosząc ogon do góry, ocierając się o nogi i przyjaźnie miaucząc. Jest różnica, prawda? Tak samo jest ze sprzętem grającym. Są urządzenia, które jeśli już muszą grać, robią to na siłę, bez emocji, jakby zupełnie nie miały na to ochoty, ale są i takie, którym wystarczy włączyć cokolwiek, a chętnie startują, starają się pokazać z jak najlepszej strony i wyraźnie dają nam znać, że lubią robić to, do czego zostały stworzone. Opale 23 mkII należą do tej drugiej kategorii. To ten kot, który przyszedł się przywitać i z którym już za chwilę będziecie się bawić.

No właśnie, a jaką zabawę lubią najbardziej? Najbardziej naturalnym repertuarem dla nich wydaje się muzyka oparta na barwie, rytmie i przestrzeni. Jazz, rock, wokale, blues, soul, pop z żywymi instrumentami, elektronika z mocnym pulsem, a także nagrania akustyczne wypadają bardzo przekonująco. Opale mają wystarczająco dużo masy i mięcha, aby rock nie brzmiał chudo, wystarczająco dużo jakości w średnicy, aby wokale nie ginęły w tle i wystarczająco kulturalną górę, aby słabsze realizacje nie stawały się torturą. W cięższej muzyce ich lekko ocieplony, gęsty charakter może być wręcz zaletą, bo zamiast eksponować ostrość i kompresję, pokaże energię i fizyczność grania. W bardzo precyzyjnej muzyce klasycznej albo audiofilskich nagraniach nastawionych na mikrodynamikę i fakturę można natomiast zauważyć, że "dwudziestki trójki" bardziej interesują się całością niż drobiazgami. Nie jest to problem, jeśli wiemy, czego szukamy. To po prostu informacja o priorytetach konstruktorów. W porównaniu z pierwowzorem nowa wersja jest po prostu dojrzalsza. Nie chodzi o zmianę osobowości, ale o uporządkowanie jej najważniejszych cech. MkII nie eliminuje charakteru "jedynek", tylko go wygładza, wzmacnia i dopasowuje do dzisiejszych oczekiwań. W czasach, gdy nawet niedrogie kolumny coraz częściej starają się grać jasno, szybko, przejrzyście i efektownie, Pylon proponuje coś bardziej ludzkiego - pełniejszy, bardziej namacalny przekaz, który nie musi krzyczeć, żeby przyciągnąć uwagę.

Minusy? Mimo sporego postępu w stosunku do poprzedniej wersji Opal 23 mkII wciąż nie jest ideałem w kwestii neutralności. Tu coś dołoży, tu ociepli, tam wygładzi, więc teoretycznie nie będzie idealnym wyborem dla słuchacza szukającego maksymalnie liniowego, suchego, monitorowego dźwięku. Ale z drugiej strony które kolumny za cztery tysiące złotych zadowolą kogoś, kto ma takie oczekiwania? Opisywany model nie będzie też pierwszym wyborem dla kogoś, kto ma bardzo mały pokój i nie może odsunąć kolumn od ścian. Nie należy także wpaść w pułapkę przesadnego entuzjazmu i założyć, że w tej cenie otrzymamy rozdzielczość i dynamikę droższych Diamondów, precyzję bardzo dobrych monitorów studyjnych i bas jak ten z Jade'ów 20. Ale jeśli spojrzeć na sprawę realistycznie, nowe Opale wydają się robić coś bardzo, bardzo ważnego. Dają duży, spójny, nasycony dźwięk, który nie rozpada się na kawałki - raz duże, raz małe, ale przy każdej zmianie płyty zupełnie inne. To kolumny stałe w uczuciach, dające przyjemne poczucie pewności, że nawet gdy zaszalejemy z repertuarem, wszystko będzie w porządku. W tej klasie jest to warte więcej niż atomowy bas, hiperprzejrzysta góra czy scena stereofoniczna rozciągająca się od ściany do ściany.

Pylon Audio Opal 23 mkII

Budowa i parametry

Pylon Audio Opal 23 mkII to dwudrożne zestawy głośnikowe w obudowie wentylowanej. Podobnie jak pierwsza generacja tego modelu, jest to konstrukcja w układzie MTM (D'Appolito), co oznacza, że dwa identyczne przetworniki nisko-średniotonowe pracują po obu stronach tweetera. W teorii taki układ może zapewnić wysoką skuteczność, dobrą dynamikę, dużą powierzchnię promieniującą i precyzyjny obraz stereofoniczny, ale wymaga starannego zestrojenia. Jeśli podział zostanie dobrany niewłaściwie, a charakterystyki kierunkowe przetworników nie będą ze sobą dobrze współpracowały, pojawią się problemy z promieniowaniem w pionie, spójnością średnicy i stabilnością sceny. Dlatego w Opalu 23 mkII tak ważny jest nie tylko zestaw zastosowanych głośników, lecz także zwrotnica, kształt frontu i geometria całej konstrukcji.

Nowe midwoofery PSW 18.8 CP są jednym z najważniejszych elementów zmiany względem pierwszej generacji. Pylon pozostaje przy membranach celulozowych, co jest decyzją bardzo charakterystyczną dla tej serii. Papier w różnych odmianach nie jest materiałem nowoczesnym w sensie swojej wartości marketingowej, ale wciąż ma wiele zalet. Jest lekki, charakteryzuje się dobrym tłumieniem wewnętrznym, a do tego jest bardzo naturalny brzmieniowo i pozwala uzyskać bardzo dobrą równowagę między szybkością a nasyceniem. W wersji mkII membrany są jednak grubsze, sztywniejsze i cięższe niż wcześniej. To powinno poprawić ich odporność na niekontrolowane odkształcenia i pozwolić na większą pracę przy niższych częstotliwościach, ale zawsze wiąże się z koniecznością odpowiedniego dobrania napędu. Dlatego wzmocniony układ magnetyczny jest tu równie istotny jak sama membrana. Mocniejszy magnes ma utrzymać szybkość, poprawić wygaszanie i dać basowi większą dyscyplinę. Zmienił się także kosz. W starszych opisach pierwszego Opala 23 pojawiał się tłoczony kosz stalowy, natomiast w mkII producent mówi o precyzyjnie formowanym koszu z tworzywa. Jest to ostatnio widywane coraz częściej, nawet w znacznie droższych kolumnach, i wcale nie chodzi o oszczędności, lecz o eliminację różnych niepożądanych zjawisk prowadzących do efektu "dzwonienia". Pylon twierdzi, że plastikowy kosz zapewnia konstrukcji właściwą sztywność, nie przenosi rezonansów i nie zakłóca przepływu powietrza za membraną. Element ten pokazuje również, jak kompleksowo polscy inżynierowie podchodzą do swojej pracy. W niedrogich kolumnach niejedna firma zmieniłaby owszem to i owo, ale bez przesady. Nowa membrana najbardziej rzuca się w oczy, a kosz, magnes, cewka - projektowanie i wykonywanie tych części od nowa kosztuje. Pamiętajmy jednak, że nowe Opale wchodzą na rynek dziesięć lat po premierze pierwszej generacji tej serii. Jeśli "dwójki" pozostaną z nami równie długo, prawdopodobnie opłaciło się ponieść te koszty i poprawić w nowym midwooferze nie tylko membranę i napęd, lecz także kosz, który zapewnia tym elementom właściwe podparcie. To kolejny sygnał, że "mkII" nie jest jedynie zmianą kosmetyczną.

Tweeter PST 30.4-TGN jest prawdopodobnie najbardziej efektownym punktem specyfikacji. Tekstylna kopułka ma średnicę 30 mm, a więc jest większa niż typowa 25-mm kopułka stosowana w poprzedniku. Większa membrana może lepiej współpracować z niższym zakresem podziału i mocniejszą sekcją nisko-średniotonową, ale sama z siebie bywa trudniejsza do utrzymania w idealnej kontroli przy najwyższych częstotliwościach. Dlatego pojawia się grafenowe wzmocnienie. Nie chodzi o to, by z miękkiej kopułki zrobić metal, lecz o poprawę sztywności i stabilności membrany bez utraty charakterystycznego dla tekstyliów tłumienia. Cewka CCAW, czyli aluminiowa cewka pokrywana miedzią, ma ograniczać masę układu drgającego, pierścień Faradaya powinien redukować zniekształcenia związane z pracą w polu magnetycznym, a wentylowana komora z radiatorem pomaga w kontroli termicznej i rezonansowej. W tej cenie tak zaawansowany głośnik wysokotonowy to spora rzadkość. Często widuje się opisy w stylu "25 mm soft dome with neodymium magnet" i to wszystko, bo więcej pisać nie ma o czym. A tutaj to jeszcze nie koniec historii, bo dopełnieniem koncepcji Pylona jest wkomponowany w przednią ściankę falowód. Delikatne wyprofilowanie frontu ma pomóc w kontroli kierunkowości, a także zmniejszyć wpływ krawędzi obudowy. W modelu takim jak Opal 23 mkII jest to szczególnie ważne, bo kolumna ma być uniwersalna. Nie trafi wyłącznie do starannie zaadaptowanych pomieszczeń. Będzie ustawiana w salonach, przy regałach, między meblami, czasem bliżej ścian, czasem szeroko, a czasem stanowczo za wąsko. Im bardziej przewidywalna charakterystyka poza osią, tym większa szansa, że taki produkt dobrze sprawdzi się w trudnych warunkach.

Zwrotnica pozostaje układem zbliżonym do poprzedniego, ale z lepszymi komponentami. To ciekawa informacja, bo pokazuje ostrożność konstruktorów. Nie wyrzucono do kosza całej koncepcji, lecz poprawiono jej wykonanie. W starszych opisach pierwszego Opala 23 pojawiały się informacje o filtrach drugiego rzędu, podziale w okolicach 2-2,5 kHz, cewce rdzeniowej i kondensatorze elektrolitycznym w torze nisko-średniotonowym oraz kondensatorze polipropylenowym i cewce powietrznej w torze tweetera. W nowej odsłonie producent chwali się zastosowaniem lepszego kondensatora w torze wysokotonowym i cewek powietrznych także w sekcji nisko-średniotonowej. Cewka rdzeniowa jest tańsza i może mieć niższą rezystancję, ale bywa bardziej podatna na nasycenie i zniekształcenia. Cewka powietrzna jest większa, droższa i często bardziej wymagająca projektowo, ale eliminuje te problemy. To kolejny smaczek, który w kolumnach za cztery tysiące złotych raczej rzadko mieści się w budżecie.

Parametry katalogowe są co najmniej rozsądne. Pasmo przenoszenia 38 Hz - 30 kHz sugeruje, że Pylon nie próbuje obiecywać cudów w najniższym basie, ale deklaruje głębię wystarczającą do normalnego słuchania muzyki bez subwoofera. Dolna granica 38 Hz przy takich gabarytach i dwóch 18-cm przetwornikach brzmi wiarygodnie. Górna granica 30 kHz jest bardziej informacją o pracy nowego tweetera niż o realnej zawartości muzyki, ale może mieć znaczenie dla liniowości i komfortu w zakresie słyszalnym. Skuteczność 90 dB oznacza, że kolumny będą przyjaznym obciążeniem dla wzmacniacza, ale impedancja nominalna na poziomie 4 Ω przypomina nam, że nie może to być byle co. Na tle poprzedniego Opala 23 można powiedzieć, że wszystkie te drobne różnice składają się na zupełnie inny produkt. Wymiary i rekomendowana powierzchnia pokoju pozostały takie same, ale wszystko, co odpowiada za przetwarzanie sygnału na dźwięk, zostało poprawione. Nowe midwoofery, nowy tweeter, lepsza zwrotnica, przestrojony bass-refleks, dopracowane tłumienie i wzmocnienia obudowy, wyższa skuteczność, większa moc i szersze pasmo - to konkretny zestaw poprawek. A że na pierwszy rzut oka "dwójki" wyglądają niemal identycznie? Cóż, być może świadczy to o tym, że klienci polubili wzornictwo pierwszych, oryginalnych Opali. Jak mówi złota reguła inżynierskiej ostrożności, jeśli coś działa, nie ruszaj!

Werdykt

Opal 23 mkII jest dokładnie takim produktem, jakiego można było oczekiwać od dzisiejszego Pylona, jeśli firma naprawdę chciała wrócić do jednego ze swoich ważniejszych modeli z szacunkiem, a nie pośpiechem wynikającym z potrzeb typowo marketingowych czy liczby zapytań klientów o to, kiedy seria Opal doczeka się kuracji odmładzającej. Nie ma tu zatem rewolucji, ale jest bardzo konkretna ewolucja. Zachowano format, sens i podstawową tożsamość pierwszego Opala 23, a jednocześnie poprawiono elementy, które mogły ograniczać jego potencjał. Nowe przetworniki, nowy tweeter, lepsza zwrotnica czy dopracowana obudowa to nie preteksty mające tłumaczyć korektę w cenniku, tylko zestaw logicznych odpowiedzi na pytanie, jak z tej samej architektury wydobyć więcej kontroli, przestrzeni, kultury i dynamiki. Opisywane podłogówki wyglądają i grają tak, jakby ekipa Pylona miała w fabryce pudełko z pomysłami na ulepszenie swoich najpopularniejszych konstrukcji, a po wielu latach, kiedy niektórzy zaczęli już tracić nadzieję, otworzyła je i wprowadziła wszystkie te modyfikacje w życie za jednym zamachem. Nic dziwnego, że "dwójki" są znacznie, znacznie lepsze od pierwowzoru. Dziwić może tylko to, że nie są dwukrotnie droższe, ale rozsądne kalkulowanie cen to także jedna z firmowych tradycji, która - tylko się cieszyć - została w tym modelu podtrzymana.

Jeśli chodzi o walory soniczne, największą zaletą tych kolumn wydaje się równowaga między skalą, barwą i codzienną przyjemnością słuchania. Opal 23 mkII nie próbuje być monitorem studyjnym ani najbardziej efektowną kolumną w salonie sprzedaży. Jego siła polega na czymś bardziej użytecznym. Potrafi zagrać dużym, nasyconym, spójnym dźwiękiem, dać solidny bas, komunikatywną średnicę, kulturalną górę i naprawdę fajną, obszerną przestrzeń. To cechy, które w realnym systemie liczą się bardziej niż jeden aspekt prezentacji wyśrubowany do granic możliwości. Szczególnie jeśli mówimy o kolumnach za niecałe cztery tysiące złotych. Czy jest to sprzęt dla każdego? Oczywiście nie. Jeśli ktoś szuka maksymalnej neutralności, bezwzględnej analityczności i konturowego, chłodnego grania, powinien posłuchać czegoś innego. Jeśli ktoś ma mały, trudny akustycznie pokój i może ustawić kolumny tylko tuż przy tylnej ścianie, również powinien zachować ostrożność. Opal 23 mkII lubi oddech, stabilny wzmacniacz i pomieszczenie, w którym jego bas będzie miał gdzie się rozwinąć. Nie wymaga luksusowych warunków, ale rozsądek jest mile widziany. Pytanie tylko, czy klienci mający wyższe wymagania znajdą coś lepszego w zbliżonej cenie. Wydaje mi się, że znam odpowiedź, ale nie będę nikogo zniechęcał. Jeżeli ktoś ma ochotę szukać, niechaj szuka.

Najciekawsze w tym modelu jest jednak coś innego. Opal 23 mkII pokazuje, że rozwój firmy nie musi oznaczać porzucenia tańszych serii. Pylon mógłby skoncentrować się na droższych konstrukcjach, gdzie łatwiej uzasadnić koszty i opowiadać o zaawansowanych rozwiązaniach. Jarocińska fabryka na przestrzeni tych dziesięciu lat rozwinęła się, co tu dużo mówić, w sposób spektakularny. W każdej dziedzinie i na wszystkich frontach. Pylon dysponuje takimi możliwościami, że mógłby przeprowadzić zmasowany atak na segment hi-end, jednocześnie wyrzucając z oferty wszystko poniżej Diamondów mkII. Zamiast tego polski producent postanowił wrócić do popularnej linii Opal i przenieść do niej sporą część kompetencji zdobytych przez lata. To bardzo dobra wiadomość dla normalnych użytkowników sprzętu hi-fi. Ostatecznie nie każdy może i chce kupować kolumny za dziesięć, trzydzieści lub sto tysięcy złotych. Nie każdy ma pomieszczenie, system i budżet na ambitniejsze serie. Wielu melomanów potrzebuje po prostu solidnych, dobrze brzmiących zestawów, które zagrają w salonie, poradzą sobie z różną muzyką i nie będą wymagały od właściciela doktoratu z akustyki. I właśnie czymś takim jest Opal 23 mkII. Gorąco polecam!

Pylon Audio Opal 23 mkII

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podłogowe, dwudrożne, wentylowane
Efektywność: 90 dB
Impedancja: 4 Ω
Pasmo przenoszenia: 38 Hz - 30 kHz
Wymiary (W/S/G): 100/19/30 cm (bez nóżek)
Masa: 18 kg (sztuka)
Cena: 3998 zł (para)

Sprzęt do testu dostarczyła firma Pylon Audio. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Pylon Audio i wykonane przez redakcję magazynu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy7

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Pylon Audio Opal 23 mkII

Pylon Audio Opal 23 mkII

Większość producentów sprzętu stereo chce, abyśmy kojarzyli ich markę z modelami pozycjonowanymi jak najwyżej - najlepszymi, najbardziej atrakcyjnymi wizualnie i wykorzystującymi najbardziej zaawansowane rozwiązania techniczne. Kupując niedrogie monitory z błyszczącym...

Audio-Technica ATH-M60x

Audio-Technica ATH-M60x

W katalogach dużych producentów sprzętu audio są produkty, których rola staje się oczywista już po kilku sekundach. Wystarczy spojrzeć na nazwę, cenę, konstrukcję i miejsce w ofercie, aby mniej więcej...

Beyerdynamic DT 30 IE

Beyerdynamic DT 30 IE

Beyerdynamic to jedna z tych marek, o których trudno pisać bez należnego jej szacunku, ale coraz trudniej robić to bez poczucia pewnego rozżalenia czy wręcz zwątpienia. Szacunku - bo mówimy...

Bannery boczne

Komentarze

Dorota
"Trust" do usunięcia? Paranoja.
Marcin
Przydałby się upgrade graficzny strony. Czytanie tekstu wypełniającego cały monitor od lewej do prawej jest nieprzyjemne, zwłaszcza przy tej długości akapitów i...
Komentarz
Czyli co - nie poprawimy już jakości brzmienia kolumn kablami za milion... ;)
Grzegorz
No jestem ciekaw jak sobie poradzą na rynku, bo muszą być wybitne przy takich podwyżkach cenowych w stosunku do serii Nova.
leszcz
Aktywność kolumn polega na podziale pasm niskopoziomowym elektrycznym lub DSP, tutaj nadal zwrotnica jest pasywna.

Płyty

All Them Witches - House Of Mirrors

All Them Witches - House Of Mirrors

Mniej więcej rok temu przestałem wierzyć, że usłyszymy jeszcze nową muzykę od All Them Witches. Może nie dlatego, że zespół...

Newsy

Tech Corner

Magiczny świat potencjometrów, czyli wszystko o regulacji głośności w sprzęcie audio

Magiczny świat potencjometrów, czyli wszystko o regulacji głośności w sprzęcie…

Regulacja głośności jest jedną z najważniejszych funkcji każdego systemu audio. Prawidłowe działanie tego elementu naszego sprzętu ma ogromny wpływ na przyjemność płynącą z jego użytkowania. Kiedy potencjometr zaczyna tracić swoją funkcjonalność, nawet w niewielkim stopniu, jest to niezwykle kłopotliwe, a może też być niebezpieczne dla innych elementów zestawu, takich jak...

Nowości ze świata

  • Monitor Audio has introduced the Radius Series 4G, a new generation of one of its best-known compact loudspeaker ranges. The idea behind the series is straightforward but still highly relevant - to offer proper hi-fi performance from speakers small enough...

  • Ruark Audio has introduced two new products that fit neatly into the current move toward hi-fi systems combining several once-separate worlds - physical media, streaming, furniture-like design and a more integrated approach to home audio. The British company, which celebrates...

  • Cambridge Audio is expanding its Evo series, a range of all-in-one systems designed for listeners who want a real hi-fi setup without building a traditional stack of separate components. This approach has become one of the most interesting directions in...

Prezentacje

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...

Poradniki

Streamer - lekarstwo na plikowe dolegliwości?

Streamer - lekarstwo na plikowe dolegliwości?

Wtargnięcie plików do świata wysokiej klasy sprzętu audio zostało odebrane przez konserwatystów jako zjawisko szkodliwe, całkowicie niepożądane i zabijające dotychczasowy...

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen jest postrzegany jako postępowa firma stawiająca na efektowny design i typową dla skandynawskich produktów prostotę. Widoczny na...

Słownik

Poprzedni Następny

Zwrotnica

Część kolumny głośnikowej, która dzieli dostarczony do kolumny sygnał - pasmo akustyczne - na kilka węższych pasm. Każda z tych składowych jest następnie przesyłana ze zwrotnicy do odpowiednich głośników. Rodzaj...

Cytaty

GeorgeBernardShaw.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.