Hegel H150
- Kategoria: Wzmacniacze i amplitunery
- Tomasz Karasiński

Hegel to marka, która w ciągu ostatnich dwóch dekad zbudowała w świecie audio reputację solidną jak norweska skała. Wzmacniacze tej firmy nie przykuwają uwagi nietuzinkowym wzornictwem ani egzotycznymi materiałami, ale skutecznie przemawiają do użytkowników swoją skromnością, funkcjonalnością i typową dla wielu skandynawskich firm koncentracją na swojej głównej funkcji. Ci, którzy je wybierają, zwykle nie potrzebują tego uzasadniać. Wystarczy kilka minut odsłuchu, by zrozumieć, dlaczego zarówno doświadczeni audiofile, jak i osoby stawiające w tej dziedzinie swoje pierwsze kroki zaufali manufakturze założonej przez Benta Holtera. Można rozpisywać się o technologii, wyliczać najbardziej prestiżowe nagrody i wyróżnienia, o jakich dziesięć lat temu firma prowadzona przez kilku kumpli mogłaby co najwyżej pomarzyć, odmieniać słowa "neutralność" i "uniwersalność" przez wszystkie przypadki, a i tak będziemy zaledwie ślizgać się po powierzchni i nie dowiemy się, dlaczego Hegel stał się takim fenomenem.
Przyczyn globalnego sukcesu norweskiej firmy jest wiele i każdy użytkownik może tu opowiedzieć swoją historię. Jednym imponuje połączenie skandynawskiego dizajnu i doskonale zrównoważonego brzmienia. Inni w pierwszej kolejności wspominają o tym, jak odważnie i umiejętnie Hegel implementuje w swoich urządzeniach nowoczesne rozwiązania, wprowadzając do wzmacniaczy gniazda cyfrowe, streaming, a ostatnio nawet aplikację na urządzenia mobilne czy możliwość sterowania integrą za pomocą pilota do telewizora. Ciekawostką jest to, że tuż obok istnieje także grupa audiofilów-purystów, którzy uwielbiają Hegla za to, że jego sprzęt to nie "wydmuszka", nie żadna klasa D zbudowana z gotowych modułów, ale prawdziwe, porządne, uczciwe hi-fi, które waży, grzeje się i zużywa zauważalnie więcej prądu niż lampka nocna, zamieniając waty na godziny brzmieniowej satysfakcji. Najnowszy model H150 doskonale wpisuje się w tę filozofię, stanowiąc pomost między przystępnym, ale już nie tak nowoczesnym H120 a droższym i potężnym H190v. Dla wielu użytkowników to właśnie H150 będzie optymalnym wyborem. Jest na tyle mocny, by napędzić wymagające kolumny, a jednocześnie pozostaje na tyle funkcjonalny i rozsądny, by mógł stać się bazą dobrego systemu stereo "nie za miliony". Czy "sto pięćdziesiątka" rzeczywiście jest kolejnym udanym wzmacniaczem Hegla, czy tylko sprawia takie wrażenie?

Wygląd i funkcjonalność
Na pierwszy rzut oka H150 to po prostu kolejny wzmacniacz sieciowy w ofercie norweskiej firmy, ale tak naprawdę to także duży krok naprzód w stosunku do modeli H120 czy Röst, których jest duchowym spadkobiercą. Intuicja podpowiada mi, że może też być wyjątkowo ważny. Wystarczy przeanalizować, co potrafi i ile kosztuje, aby zdać sobie sprawę, że ma zadatki na hit. Naturalnie posiadaczy topowych piecyków H400 i H600 oraz tych, którzy zdecydowali się pójść o krok dalej i postawić w swoim salonie dzielony zestaw Hegla, premiera kolejnego budżetowego wzmacniacza zbyt mocno nie zainteresuje. Za to wszyscy, którzy przymierzali się do zakupu takiego urządzenia, a także ci, którzy używają H80, H90, H95, Rösta lub H120, zaczną bacznie przyglądać się nowemu graczowi, uznając go za propozycję godną rozważenia. A nie jest to mała grupa.
PREZENTACJA: Najeźdźca z północy - Hegel
Hegel ma wiernych fanów nawet wśród melomanów, których nie stać na końcówki mocy za osiemdziesiąt tysięcy złotych. Część z nich przekonała się, jak długowieczny jest sprzęt tej marki. Znam ludzi, którzy wciąż używają pierwszych piecyków tej marki, jakie pojawiły się w Polsce - głównie H100 i H200. To bardzo udane wzmacniacze, które w ciągu kilku minut potrafią przypomnieć, że manufaktura z Oslo nie zyskała rozgłosu "dziwnym trafem", tylko dzięki wysokiej jakości swojego sprzętu. Norwegowie nie gonią za nowinkami, nie wymieniają swoich modeli co dwa lata i nie zalewają rynku wersjami "mk2", "SE" i "Gen 6". Można powiedzieć, że każde urządzenie Hegla dojrzewa razem z użytkownikiem, a firma wprowadza ulepszenia tylko wtedy, gdy faktycznie mają sens. Gdyby została przy analogowych klockach, nowe modele pojawiałyby się pewnie raz na kilka lat. Bent Holter i jego koledzy bardzo wcześnie zdecydowali się jednak wprowadzić przetworniki cyfrowo-analogowe z prawdziwego zdarzenia, następnie zaimplementowali je do swoich wzmacniaczy, a później dodali łączność sieciową, dzięki czemu porządne, uczciwie zaprojektowane integry z autorskim systemem SoundEngine stały się audiofilskimi systemami all-in-one. Wbrew obawom konserwatystów nie nadszarpnęło to wizerunku firmy. Przeciwnie - wiatr zaczął wiać w jej żagle ze zdwojoną siłą.
A co z długowiecznością? Hegel zdał ten egzamin, bo jeśli sercem danego modelu jest porządny wzmacniacz albo DAC, to nawet po wielu latach ma on swoją wartość. Często wystarczy dokupić nowoczesny transport, aby otrzymać system równie dobry, a czasami lepszy niż większość produkowanych dziś "jednopudełkowców". Żywotność wzmacniaczy sieciowych wydłużają aktualizacje oprogramowania, co z punktu widzenia klientów jest niezwykle ważne, bo o ile w sekcji przedwzmacniacza czy końcówki mocy ani nic się nie zestarzeje, ani nie ma co poprawiać, o tyle w warstwie łączności i streamingu to i owo może się już pozmieniać. Jeżeli jednak sprzęt był projektowany kilka lat temu, na bazie dostępnych wówczas kości i z różnymi ograniczeniami tamtej epoki, to aktualizacją firmware'u się tego nie przeskoczy. Dlatego właśnie pewna grupa fanów norweskiej firmy cierpliwie czeka na kolejne premiery. Czy nowy wzmacniacz jest im potrzebny? Tak z ręką na sercu - nie. Jeszcze długo mogliby korzystać z tego, który już posiadają. Sęk w tym, że Hegel uparcie praktykuje sztukę, która, jeśli wierzyć niektórym internetowym ekspertom, jest już zapomniana - jego nowe wzmacniacze nie są coraz droższe, gorsze i bardziej plastikowe, tylko kosztują tyle samo lub ewentualnie są nieznacznie droższe, za to coraz lepsze.
Zanim przejdziemy dalej, sprawdźmy, co o bohaterze testu pisze sam producent. Jego zdaniem H150 czerpie inspirację z produktów referencyjnych, ale jednocześnie wzbogaca wrażenia użytkownika o własne, unikalne rozwiązania. To wzmacniacz o standardowej, pełnej szerokości (43 cm), ale głębokość wynosząca zaledwie 35 cm ułatwia montaż na większości półek i szafek RTV. Ciekawostką jest fakt, że H150 jest dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych - czarnej i białej. Solidna konstrukcja obejmuje gruby, frezowany z jednego bloku aluminium panel przedni i pokrętła sterujące, a także stalową pokrywę górną z perforowanymi otworami wentylacyjnymi. Na froncie nie ma ani jednego zbędnego elementu. Po lewej - selektor źródeł, po prawej - regulator głośności, a główny włącznik umieszczono na dole, w podstawie urządzenia. Centralny wyświetlacz OLED zapewnia czytelne wskazania nawet z dużej odległości, a gdyby komuś przeszkadzał, można go przyciemnić lub całkowicie wyłączyć. Jeśli chodzi o wyposażenie, H150 umożliwia łatwe podłączanie zewnętrznych źródeł cyfrowych. Dwa wejścia optyczne (jedno zoptymalizowane pod kątem telewizora), jedno wejście koncentryczne, USB-B oraz port sieciowy obsługują wszystko, od telewizorów, streamerów i konsol do gier po laptopy i węzły sieciowe. Gniazdo USB-A umożliwia podłączenie dysku flash lub dysku twardego. Nie mniej ciekawa jest część analogowa. H150 oferuje wejścia niezbalansowane (RCA) i zbalansowane (XLR), a dodatkowo dostajemy wejście gramofonowe (MM) i wyjście słuchawkowe 6,3 mm na przednim panelu. Wzmacniacz posiada również wyjście o regulowanym poziomie sygnału, co ułatwia dodawanie subwooferów lub zewnętrznych wzmacniaczy mocy.
Norweska manufaktura nie raz udowodniła, że nie boi się przyszłościowych rozwiązań, a H150 kontynuuje tę tradycję. To ciekawe, bo z zewnątrz to wciąż Hegel - minimalistyczny, skromny, zupełnie niepozorny. W świecie, w którym producenci stawiają na efektowny design i ekrany dotykowe, Norwegowie wciąż wyznają zasadę, że elegancja nie wymaga fajerwerków. Wystarczy jednak przyjrzeć się niektórym rozwiązaniom, aby dojść do wniosku, że to już nie jest integra z dodatkowym wyposażeniem, ale system all-in-one, który pod względem nowoczesności zostawia w tyle większość rywali, może poza tymi nastawionymi na skrajną formę "cyfrówki", jak Devialet czy Lyngdorf. H150 obsługuje wszystkie kluczowe protokoły strumieniowania - AirPlay 2, Spotify Connect, Roon Ready, UPnP i TIDAL Connect - a także współpracuje z serwisami muzycznymi działającymi w standardzie bit-perfect. W praktyce oznacza to, że użytkownik może puścić muzykę z komputera, telefonu, tabletu, telewizora czy serwera. Wystarczy, że wzmacniacz znajduje się w tej samej sieci. Co ważne, urządzenie pozostaje otwarte - Hegel nie wymusza korzystania z aplikacji producenta, co docenią ci, którzy lubią mieć kontrolę nad systemem. Hegel zapewnia, że lista kompatybilnych z jego urządzeniami usług i platform stale się powiększa, a automatyczne aktualizacje oprogramowania sprzętowego zapewniają dostęp do najnowszych usług. Oczywiście nie ma gwarancji, że kiedy tylko jeden z serwisów strumieniowych wprowadzi coś nowego, Hegel wypuści odpowiednią aktualizację w ciągu dwóch dni, ale najważniejsze jest to, że firma uważnie monitoruje temat i słucha swoich klientów. Jedną z ostatnich nowinek wprowadzonych na drodze aktualizacji firmware'u jest Qobuz Connect. W tym momencie obsługują go tylko trzy modele - H600, H400 i H150. Jeżeli jesteście ciekawi, jak to działa w praktyce, polecam zajrzeć na stronę, na której Hegel zgromadził różne wskazówki dla użytkowników. Można tam znaleźć instrukcje, jak dostać się do pokładowego menu, ustawić maksymalny poziom głośności, połączyć swój wzmacniacz z systemem inteligentnego domu albo zmienić ustawienia automatycznej zmiany źródła po wykryciu sygnału (czujnik sygnału wejściowego na wejściach cyfrowych i strumieniowaniu automatycznie wybudza wzmacniacz i wybiera odpowiednie źródło, a regulowany automatyczny tryb czuwania oszczędza energię po zakończeniu słuchania). Tak - ta "prosta" integra z dwoma pokrętłami i wyświetlaczem potrafi takie rzeczy. Trzeba tylko wiedzieć, jak się do nich dostać.
Pamiętacie czasy, gdy przedstawiciele Hegla tłumaczyli, że we wzmacniaczach tej marki nie znajdziemy żadnych dodatków w stylu gniazda słuchawkowego czy wejścia gramofonowego, bo każdy z tych modułów podnosi koszt produkcji i urządzenie staje się niekonkurencyjne? No to zmienili zdanie, a patrząc na H150, odnoszę wrażenie, że wykonali zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Niewątpliwie wyszło im to na dobre, ale to też nie tak, że wszystkie te dodatki musieli projektować od zera. W opisywanym wzmacniaczu zobaczymy mnóstwo elementów, które zapożyczono z innych modeli. Co więcej, Norwegowie jakoś specjalnie się z tym nie kryją. Sekcja przetwornika cyfrowo-analogowego jest na przykład "zainspirowana" odtwarzaczem CD Viking, aby wydobyć bogaty, szczegółowy dźwięk zarówno z podłączonych źródeł cyfrowych, jak i wewnętrznej sekcji strumieniowania. DAC w H150 potrafi przyjąć sygnał do 24 bit/192 kHz, zarówno przez USB, jak i przez wejścia S/PDIF. Wewnątrz pracuje przetwornik AKM AK4493 - ten sam, który stosowano w większych modelach marki - z autorskim układem konwersji i re-clockingu, minimalizującym jitter. USB działa w trybie asynchronicznym, a wejście sieciowe oparte jest na własnym module Hegla, zaprojektowanym tak, by zapewnić stabilność i spójność sygnału niezależnie od routera czy źródła. Strumieniowanie odbywa się w trybie bit-perfect, bez upsamplingu i ingerencji oprogramowania. To filozofia, która towarzyszy Norwegom od lat - żadnych filtrów, efektów czy DSP. Czysta konwersja i czysta amplifikacja. Sekcja przedwzmacniacza gramofonowego jest blisko spokrewniona z modelem V10. I choć współpracuje tylko z wkładkami MM, dla większości użytkowników będzie to wystarczające. Liczy się to, że do H150 można podłączyć dobry gramofon bez konieczności inwestowania w kolejne pudełko, prowadzenia dodatkowych kabli i "cudowania".
Pamiętacie czasy, gdy przedstawiciele Hegla tłumaczyli, że we wzmacniaczach tej marki nie znajdziemy żadnych dodatków w stylu gniazda słuchawkowego czy wejścia gramofonowego, bo każdy z tych modułów podnosi koszt produkcji i urządzenie staje się niekonkurencyjne? No to zmienili zdanie, a patrząc na H150, odnoszę wrażenie, że wykonali zwrot o sto osiemdziesiąt stopni.Nie zapominajmy jednak o tym, że podstawową funkcją wzmacniacza jest wysterowanie zestawów głośnikowych. Niektórzy producenci, pochłonięci walką na froncie cyfrowym, zdają się o tym zapominać, ale Hegel pozostaje wierny swoim rozwiązaniom i tradycyjnej technologii, uzupełnionej własnym systemem eliminacji zniekształceń. "Moc znamionowa 2 x 75 W może wydawać się skromna, ale nie daj się zwieść. H150 to nie jest zwykły wzmacniacz. Został wyposażony w autorską konstrukcję klasy AB z opatentowaną technologią Hegel SoundEngine 2, zapewniającą wiodący w swojej klasie współczynnik tłumienia (2000) i stabilną pracę nawet przy obciążeniu 2 omów. SoundEngine 2 zachowuje detale muzyczne i dynamikę z oszałamiającą klarownością, oferując angażujące i realistyczne wrażenia słuchowe. H150 jest zasilany dużym, ultracichym transformatorem toroidalnym i szybkimi kondensatorami, które dostarczają natychmiastowy prąd, dając H150 przyczepność i siłę, aby z łatwością kontrolować wszystkie głośniki, nawet te najbardziej wymagające." - informuje producent. I faktycznie, H150 to w zasadzie klasyczny, porządny tranzystorowiec z wydajnym zasilaniem i systemem SoundEngine 2, który działa trochę jak układy ANC w słuchawkach bezprzewodowych - wyłapuje zniekształcenia, odwraca je w fazie i dodaje do sygnału, dzięki czemu wszystkie "dodatki" zostają skasowane. Ten genialny w swojej prostocie pomysł stał się bazą, na której Bent Holter zbudował swoją firmę. Jeśli jesteście ciekawi, serdecznie zapraszam do lektury artykułu, w którym dokładniej opisujemy jej historię.
Wracając do H150, po dwóch tygodniach testu mogę powiedzieć tylko jedno - to stuprocentowy Hegel. Z jednej strony nowoczesny (łączność, streaming, funkcjonalność), z drugiej jak najbardziej tradycyjny (wygląd zewnętrzny, część analogowa, wnętrze), a oprócz tego przyjemny i bezproblemowy w codziennym użytkowaniu. H150 to urządzenie o niezwykle niskim współczynniku irytacji. Nie wymaga nadzoru, nie rozprasza menu z dziesiątkami opcji, nie domaga się uwagi. Można go podłączyć do telewizora, komputera, transportu CD albo gramofonu i wszystko działa intuicyjnie. Jeżeli cenimy sobie prostotę i nie chcemy zaglądać we wszystkie zakamarki pokładowego menu, opisywana integra w zasadzie nie wymaga konfiguracji. Wystarczy podłączyć kolumny i źródło, a H150 po chwili pojawia się w sieci jako gotowe urządzenie AirPlay, Spotify Connect czy endpoint Roona. Połączenie jest natychmiastowe i stabilne. Nie odnotowałem problemów z aktualizacjami, resetowaniem czy zawieszaniem.
Sterowanie? Do wyboru mamy właściwie cztery, pięć albo sześć opcji. Można rzecz jasna podejść do urządzenia i użyć fizycznych pokręteł (co jest całkiem przyjemne), skorzystać z dołączonego do zestawu, bardzo estetycznego pilota, wybrać aplikację serwisu strumieniowego lub odtwarzacz w stylu Roona, obsługiwać wzmacniacz za pomocą pilota do telewizora (kody do pilotów popularnych marek są już wgrane fabrycznie, a jeśli nie zadziałają, H150 może się ich nauczyć), a także zainstalować na swoim telefonie aplikację Hegel Remote. Jest to w zasadzie rozbudowany pilot do wzmacniacza z opcją odtwarzania plików. Nic przesadnie zaawansowanego, ale działa szybko i sprawnie - robi to, co sugeruje nazwa. Sterowanie głośnością za pomocą pilota do telewizora również przydaje się częściej, niż mi się wydawało, gdy wyjmowałem wzmacniacz z pudełka. Wydawało mi się, że w audiofilskim sprzęcie to już lekka przesada, ale nie oszukujmy się - gdy tym samym pilotem wybieramy kanał, film lub serial, odruchowo chcemy użyć go, by zmienić poziom głośności. Wystarczy dodać parę kolumn i H150 może z powodzeniem zastąpić soundbar. Szkoda, że z tyłu nie ma gniazda HDMI, ale kiedy wzmacniacz jest połączony z telewizorem kablem optycznym, może pełnić rolę centralnego elementu systemu audio-wideo. Ta uniwersalność sprawia, że H150 trafi do bardzo różnych użytkowników - purystów, miłośników streamingu, a także tych, którzy szukają "dobrego sprzętu do wszystkiego".


Brzmienie
O ile prywatnie lubię wzmacniacze norweskiej firmy i specjalnie się z tym nie kryję (w jednym z moich systemów pracuje nawet końcówka mocy H20), o tyle z punktu widzenia recenzenta wygląda to mniej ciekawie, i to dosłownie. Nie dość, że na kilkadziesiąt przetestowanych modeli nie trafił mi się jeszcze niewypał, w związku z czym jest niemal pewne, że kolejny Hegel będzie albo dobry, albo bardzo dobry, albo wybitny, to jeszcze opis walorów brzmieniowych jest tak trudny, że muszę się strasznie gimnastykować, aby cokolwiek mi z tego wyszło. Jak bowiem opisać charakter sprzętu, którego producent zaczął od opracowania systemu mającego wyeliminować wszelkie naleciałości, a tym samym uczynić dźwięk idealnie neutralnym, przezroczystym i uniwersalnym? Na czym oprzeć swoją recenzję, kiedy od pierwszych minut wzmacniacz daje nam do zrozumienia, że jego zadaniem jest stać obok, wyłączyć się z toru, oddając sprawiedliwość pozostałym elementom (głównie kolumnom) oraz artystom i realizatorom? Abyśmy się nie męczyli, umówmy się, proszę, tak - wszystko, co opiszę poniżej, traktujcie z domyślnym "lekko", "delikatnie", "symbolicznie", bo odchylenia od zera są w tym przypadku minimalne, natomiast ja opiszę brzmienie tak, jakby własny charakter wzmacniacza był zaznaczony o wiele mocniej. Tylko tak wybrniemy z tych opresji. Alternatywa jest tylko jedna - ja napiszę, że H150 gra bardzo dobrze, neutralnie, dynamicznie, przejrzyście, z odrobiną przyjemnego ciepła i świetną stereofonią, a potem każdy zainteresowany napisze na naszą redakcyjną skrzynkę wiadomość z pytaniem, czy będzie pasował do wybranych kolumn i czy nada się do rocka i jazzu.
TEST: Hegel H190v
Pomijając oczywistość, jaką jest ogólna równowaga i neutralność, pierwsze wrażenie z odsłuchu H150 to duży spokój połączony z pewnością siebie. Ten wzmacniacz gra tak, jak wygląda - bez popisów, za to z wyraźnym poczuciem kontroli. Bas jest sprężysty, szybki i zwarty, bez efektu przeciągniętych "ogonów". Nie ma tu podbicia ani nadmiernego dociążenia - wszystko jest podporządkowane rytmowi i spójności z resztą pasma. Można nawet powiedzieć, że bas w H150 to wzór dyscypliny, ale nie w takim wydaniu jak w starszych wzmacniaczach Naima, gdzie rytmika była wspaniała, za to głębia już niekoniecznie. Hegel ma i jedno, i drugie. Niskie tony w jego wykonaniu są pełne energii i szybkie, ale schodzą tam, gdzie powinny. W zależności od podłączonych kolumn norweski piecyk potrafi zagrać zarówno z masą, jak i precyzją, zachowując neutralny balans i doskonały timing.
Średnica pozostaje najbardziej "charakterystycznym" elementem brzmienia Hegla. Celowo ująłem to określenie w cudzysłów, bo w tym zakresie w najbardziej oczywisty sposób ujawnia się jego przezroczystość. Barwa jest leciusieńko ocieplona (może lepszym określeniem byłoby "złagodzona" lub "zaokrąglona"), ludzkie głosy mają właściwą strukturę i skalę, a instrumenty wybrzmiewają naturalnie, prawidłowo, bez śladu wyostrzeń czy sztucznego podkreślenia. H150 jest obiektywnym zwierzęciem, ale nie wyjaławia przekazu z emocji. Faktura dźwięków - szczególnie gitar, fortepianu czy smyczków - oddana jest z dużą dokładnością, lecz bez laboratoryjnego chłodu. Moi koledzy po fachu znaleźli wiele ciekawych określeń opisujących ten fenomen. Najbardziej podoba mi się "przejrzystość bez surowości" - uważam, że doskonale oddaje istotę grania Hegla. To dźwięk, który nie próbuje niczego udawać. Jest prawdziwy, spokojny, na swój sposób nieobecny, a jednocześnie angażujący. Po raz kolejny potwierdza się coś, co w urządzeniach tej marki jest standardem - dostajemy brzmienie bardzo dobre lub wręcz wybitne jak na dany przedział cenowy, ale nie potrafimy wskazać jednego elementu, któremu zawdzięczamy ten sukces, a gdy spojrzymy na wzmacniacz, niejako domagając się, by wyjawił swoje sztuczki i zagrał z nami w otwarte karty, ten niewzruszony stoi na swoim miejscu, patrzy przed siebie i udaje, że jest tylko potencjometrem w eleganckiej obudowie, a prąd w kablach głośnikowych pojawia się na skutek magii. I wiecie co? Może nie jest to takie dalekie od prawdy. Jeżeli audiofilskim ideałem wzmacniacza jest "drut ze wzmocnieniem", to esencją filozofii Hegla jest budowanie takiego właśnie sprzętu.
H150 nie jest urządzeniem, które wywołuje piorunujące wrażenie już w pierwszych minutach odsłuchu (no, chyba że na doświadczonych audiofilach szukających tak neutralnego i wszechstronnego sprzętu), ale im dłużej się go słucha, tym bardziej docenia się jego równowagę i spójność. To wzmacniacz, który nie męczy, nie skupia uwagi na sobie, za to pozwala w pełni skoncentrować się na muzyce. Właśnie dlatego wielu użytkowników mówi, że to sprzęt, który znika w torze. Góra pasma zachowuje typowy dla Hegla balans - jest detaliczna, ale nigdy agresywna. Słychać wyraźnie talerze perkusji, blachy i wysokie harmoniczne, ale bez metaliczności czy szorstkości. Dźwięk jest otwarty, ale uporządkowany i daleki od natarczywej ostrości, co przekłada się na poczucie przestrzeni i powietrza.
Scena dźwiękowa jest szeroka i stabilna, z klarownie rysowanymi źródłami i głębią, która sprawia, że muzycy nie stoją tuż przed słuchaczem, ale swobodnie rozchodzą się po pokoju, zapewniając sobie komfortowe warunki pracy, a nam - odrobinę przyjemnego dystansu. Tutaj również można powiedzieć, że Hegel idealnie uchwycił pewien złoty środek - nie obserwujemy rozgrywających się przed nami wydarzeń ani z perspektywy ostatniego rzędu siedzeń, ani spod sceny, gdzie może i mamy artystów na wyciągnięcie ręki, ale tracimy perspektywę i spojrzenie na koncert jako całość. H150 gra tak, jakbyśmy siedzieli pośrodku sali. Wciąż możemy przyglądać się szczegółom, ale widzimy pełen obraz - właściwe kształty, proporcje i skalę. Nie oznacza to, że przestrzeń jest zawsze taka sama. Hegel potrafi docenić dobre nagrania, poszerzając horyzont i tworząc bardziej trójwymiarowy obraz. Nic nie przykleja się do głośników, a dźwięk swobodnie "oddycha". Albumy wyprodukowane kiepsko brzmią natomiast... tak jak powinny.
Aby recenzja była kompletna, powinienem się do czegoś przyczepić, ale nie jest to łatwe zadanie. Norwegowie stworzyli bowiem kolejny wzmacniacz, którego obiektywnie nie da się skrytykować. Ktoś może powiedzieć, że woli sprzęt grający odważniej, bardziej rozrywkowo i efektownie, nawet jeśli będzie to oznaczało niepotrzebne wyostrzenie lub nienaturalne wypchnięcie średnicy do przodu. Ktoś inny dojdzie do wniosku, że H150 jest zbyt obiektywny, a nawet chłodny, bo prawdziwe ciepło i pełną paletę barw potrafi wyczarować tylko dobra lampa. Okej - kiedy do gry wchodzą indywidualne preferencje, najważniejsze jest to, co podoba się nam, a nie ekspertom z drugiego końca świata. Ja nie zamierzam krytykować Hegla za to, jak uparcie realizuje audiofilską ideę wysokiej wierności, bo byłoby to śmieszne. Zwrócę natomiast uwagę na coś, co nurtowałoby mnie, gdybym przymierzał się do zakupu H150. Tym czymś jest moc wyjściowa.
75 W na kanał to solidna, zdrowa dawka prądu, która zdaniem producenta wystarczy do napędzenia większości dostępnych na rynku zestawów głośnikowych. I tak, to prawda. Ba! W warunkach domowych już 40-60 W to świat i ludzie. Tyle tylko, że nie chodzi wyłącznie o możliwość rozkręcenia dyskoteki czy wejścia na poziom głośności, który niektórzy nazywają "koncertowym". Chodzi również o pewną swobodę dynamiczną, zapas mocy przekładający się nawet na to, w jaki sposób wzmacniacz gra na niskich poziomach głośności, zachowując pełen autorytet, błyskawicznie reagując na impulsy i utrzymując wzorową spójność, niezależnie od warunków i repertuaru. Wiem, jakie to uczucie, bo na co dzień korzystam z 200-watowej końcówki H20. Nie muszę wykorzystywać jej pełnej mocy. Nawet gdy słucham cicho, dźwięk jest szybki, pełen energii, sprawia wrażenie naprężonego, gotowego do akcji.
H150 nie jest urządzeniem, które wywołuje piorunujące wrażenie już w pierwszych minutach odsłuchu, ale im dłużej się go słucha, tym bardziej docenia się jego równowagę i spójność. To wzmacniacz, który nie męczy, nie skupia uwagi na sobie, za to pozwala w pełni skoncentrować się na muzyce.W H150 to wrażenie jest o wiele słabsze. Wzmacniacz wykonuje nasze polecenia, panuje nad głośnikami, nie daje po sobie poznać, że się męczy, ale też nie mamy poczucia, jakbyśmy siedzieli na bombie. A to - nawet gdy mówimy o tak neutralnym sprzęcie jak Hegel - jest ekscytujące. Jeśli więc czegoś mi zabrakło, była to ta odrobina szaleństwa - głupia, irracjonalna radość wynikająca z tego, że napędzamy kolumny urządzeniem celowo zbyt mocnym, przewymiarowanym, niepotrzebnie wielkim i ciężkim. H150 taki nie jest. Jest rozsądny. Dla większości użytkowników to dobra wiadomość, szczególnie biorąc pod uwagę to, że polityka lagom (szwedzki idiom oznaczający "w sam raz", "akurat", "tyle, ile trzeba") nie pozostaje bez wpływu na cenę. Trochę inaczej mogą jednak patrzeć na to ci, którzy mieli okazję przekonać się, jak grają wysokie modele Hegla - te oferujące moc powyżej 150 W na kanał. Wejście do tego świata wiąże się oczywiście z większym wydatkiem, ale szczerze mówiąc, gdybym miał przeznaczyć 12 990 zł na H150, zastanowiłbym się, czy nie warto dopłacić do dwukrotnie droższego H190v albo... Poczekać na jego następcę. Spójrzmy bowiem na aktualną linię wzmacniaczy sieciowych Hegla - jeśli firma wypuści następcę podstawowego modelu i wspomnianego H190v, będziemy mieli pięć modeli oznaczonych okrągłymi liczbami - H100 (60 W), H150 (75 W), H200 (150 W), H400 (250 W) i H600 (303 W). Naturalnie, to tylko moje przypuszczenia, ale taki układ byłby optymalny (być może powinien się tu pojawić jeszcze 200-watowy H300, ale nie jestem przekonany, czy to potrzebne). Tak czy inaczej pod względem mocy wyjściowej H150 wciąż znajduje się bliżej dolnej niż górnej granicy. Dla 90% użytkowników nie będzie to żaden problem, a jeśli należycie do pozostałych 10%, zainteresujcie się H190v lub poczekajcie na H200.

Budowa i parametry
H150 to sieciowy wzmacniacz zintegrowany, który podobnie jak inne piecyki norweskiej firmy bazuje na autorskiej topologii SoundEngine 2, pełniącej rolę aktywnego systemu redukcji zniekształceń. Układ monitoruje sygnał wyjściowy w czasie rzeczywistym i koryguje błędy zanim dotrą one do głośników, dzięki czemu uzyskuje się wyjątkowo niski poziom zniekształceń (poniżej 0,005%) i bardzo wysoką stabilność pracy. W praktyce oznacza to czystość i kontrolę nawet przy trudnych kolumnach - H150 zachowuje spójność brzmienia przy dowolnym obciążeniu, nie tracąc mikrodynamiki ani rytmu. Sekcja zasilania oparta jest na dużym transformatorze toroidalnym z osobnymi uzwojeniami dla części analogowej i cyfrowej. Kondensatory o łącznej pojemności 40 000 µF gwarantują wysoką rezerwę prądową i brak kompresji w dynamicznych fragmentach. Konstrukcja jest w pełni dual-mono, z osobnymi kanałami i krótką ścieżką sygnału. Wnętrze urządzenia sprawia wrażenie uporządkowanego - osobne moduły DAC, przedwzmacniacza i końcówki mocy są ekranowane i rozmieszczone w idealnym porządku, co minimalizuje przesłuch i zakłócenia.
Za konwersję cyfrowo-analogową odpowiada układ AKM AK4493, współpracujący z autorskim zegarem Hegla o bardzo niskim jitterze. Wszystkie wejścia cyfrowe - koaksjalne, optyczne i USB - działają w trybie asynchronicznym i obsługują sygnał do 24 bit/192 kHz. Wejścia optyczne ograniczono do 24 bit/96 kHz, co jest naturalne dla tego standardu, natomiast USB i S/PDIF zapewniają pełną obsługę plików hi-res. Wzmacniacz nie wspiera MQA ani DSD. Sekcja sieciowa została opracowana bez użycia gotowych modułów zewnętrznych. Dzięki temu integracja z AirPlay 2, Spotify Connect, TIDAL Connect, Qobuz Connect czy Roonem odbywa się bez pośrednich konwersji i bez dodatkowych warstw oprogramowania. Dane audio przesyłane są w formie bit-perfect, z pełnym zachowaniem integralności sygnału. W praktyce oznacza to, że niezależnie od źródła - czy to Apple Music, Qobuz, czy lokalny serwer NAS - H150 odtwarza muzykę w jej oryginalnej postaci, bez utraty jakości.
H150 wyposażono także w sekcję phono MM, która - choć pozornie skromna - zaskakuje czystością i dynamiką. Nie jest to dodatek dla formalności, lecz pełnoprawny przedwzmacniacz gramofonowy, pozwalający na bezpośrednie podłączenie wkładek magnetycznych. Na pokładzie znajduje się również pełnoprawne wyjście pre-out (RCA), które może pracować w trybie stałym lub regulowanym, umożliwiając podłączenie końcówki mocy, subwoofera lub integrację z kinem domowym. Z przodu umieszczono wyjście słuchawkowe 6,3 mm, które korzysta z osobnego bufora i oferuje wystarczającą moc do napędzenia większości słuchawek.
Parametry techniczne mówią same za siebie. Moc 75 W na kanał przy 8 Ω, współczynnik tłumienia powyżej 2000, odstęp sygnału od szumu ponad 100 dB i THD poniżej 0,01% to wartości, które przekładają się nie tyle na głośność, ile na swobodę i stabilność brzmienia w każdych warunkach. Nie zapomniano też o praktycznych udogodnieniach. Wzmacniacz może nauczyć się kodów IR z pilota telewizora, ma możliwość ustawienia poziomu głośności startowej, włączenia trybu współpracy z amplitunerem AV i wyłączenia automatycznego przełączania źródeł. Aktualizacje oprogramowania instalują się samoczynnie w trybie czuwania, dzięki czemu użytkownik zawsze korzysta z najnowszej wersji firmware'u, nie wykonując żadnych dodatkowych czynności.
Werdykt
Przetworniki, tranzystory, system eliminacji zniekształceń, streaming, współczynnik tłumienia, nagrody, bla bla bla… A wiecie, w czym oprócz tego tkwi magia Hegla? W tym, że nie musicie się tym wszystkim interesować. Możecie, jeśli czujecie taką potrzebę albo jesteście ciekawi świata, ale nie ma takiego obowiązku. Jeżeli ktoś od zawsze kochał muzykę, a czytanie o kondensatorach i klasach pracy wzmacniaczy zupełnie go nie kręci, sprzęt norweskiej firmy spodoba mu się tak samo jak doświadczonemu audiofilowi, który potrafi poświęcić trzy weekendy, aby wybrać kabel łączący phono stage ze wzmacniaczem. Jeśli właśnie postanowiliście zbudować swój pierwszy poważny system stereo, możecie darować sobie wszystkie te ceregiele, przymiarki i zabawę w audiofila. Wystarczy bowiem pójść do sklepu i wziąć Hegla, a następnie podłączyć do niego kolumny - takie, jakie tylko nam się spodobają. Jeżeli spodoba nam się dynamiczne brzmienie KEF-ów - spoko. Jeżeli wybierzemy ciepło i muzykalność Spendorów - nie pożałujemy. Jeżeli postawimy na uniwersalne i dostępne w wielu wersjach kolorystycznych Pylony Diamond 25 mkII - super. Resztą zajmie się Hegel i za to ludzie go kochają. A że za historię, technologię, nowoczesność, parametry, wysoką jakość wykonania, mocno tradycyjną architekturę wewnętrzną i neutralne, dopracowane brzmienie i wiele innych rzeczy uwielbiają go też audiofile, to "zupełny przypadek".
Wniosek jest prosty - jeśli szukacie pewnego, wszechstronnego, uniwersalnego i świetnie wyposażonego wzmacniacza w rozsądnej cenie, H150 spełnia wszystkie te wymagania. To sprzęt, który można brać i polecać w ciemno. Wzmacniacz, który pod wieloma względami wyznacza nowy standard w swojej klasie, ale nie dlatego, że wprowadza coś rewolucyjnego, tylko dlatego, że stanowi kwintesencję filozofii norweskiej firmy. Jest minimalistyczny, ale nowoczesny i funkcjonalny. Neutralny i uniwersalny, a jednocześnie - na tle konkurencji - w owej neutralności wyjątkowy. Przede wszystkim, podobnie jak zdecydowana większość urządzeń Hegla, to pewniak - sprzęt, który można polecić każdemu. Jeżeli natomiast wymagacie jeszcze więcej, potrzebujecie więcej mocy i chcecie, aby każdy odsłuch był bardziej ekscytujący, pozostają trzy opcje - złapać H190v, który dziwnym trafem dostępny jest w promocji i kosztuje teraz tyle samo, co H150, czekać na H200, albo sięgnąć głębiej do portfela i wziąć H400, co "załatwia temat" w sposób niemalże bezkompromisowy. Ja na razie wracam do H20, ale po tym teście bardzo kusi mnie, aby pozbyć się kilku gratów i postawić w swoim salonie coś takiego jak H150. Nie dlatego, że jest to najlepszy wzmacniacz na świecie, ale dlatego, że jest wszechstronny, inteligentny i całkowicie wystarczający. To skandynawski rozsądek w najczystszym wydaniu.

Dane techniczne
Moc wyjściowa: 2 x 75 W/8 Ω
Wejścia analogowe: 1 x RCA, 1 x XLR
Wyjścia analogowe: 1 x RCA (regulowane)
Wejście phono: 1 x MM
Wejścia cyfrowe: 2 x optyczne, 1 x koaksjalne, 1 x USB, 1 x LAN
Wyjścia cyfrowe: 1 x koaksjalne
Łączność: AirPlay 2, DLNA, UPnP, Spotify Connect, TIDAL Connect, Qobuz Connect, Roon Ready, Google Cast
Zniekształcenia (THD): < 0,01 %
Odtwarzane formaty: MP3, WAV, FLAC, ALAC, AIFF, AAC, PCM, OGG
Stosunek sygnał/szum: > 100 dB
Współczynnik tłumienia: > 2000
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 100 kHz
Wymiary (W/S/G): 10/43/35cm
Masa: 9,7 kg
Cena: 12 990 zł
Konfiguracja
Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Unison Research Triode 25, Hegel H20, Auralic Aries G1, Auralic Vega G1, Marantz HD-DAC1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Tellurium Q Ultra Blue II, Albedo Geo, KBL Sound Red Corona, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultimate, Fidata HFU2, Melodika Purple Rain, Sennheiser HD 600, Beyerdynamic DT 990 PRO, Beyerdynamic DT 770 PRO, Meze 99 Classics, Bowers & Wilkins PX5, Pro-Ject Wallmount It 1, Custom Design RS 202, Silent Angel N8, Vicoustic VicWallpaper VMT, Vicoustic ViCloud VMT.
Równowaga tonalna![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Dynamika![]()
Rozdzielczość![]()
Barwa dźwięku![]()
Szybkość![]()
Spójność![]()
Muzykalność![]()
Szerokość sceny stereo![]()
Głębia sceny stereo
Jakość wykonania![]()
Funkcjonalność![]()
Cena![]()
Nagroda
-
ciekawy
Konstrukcja nie jest zbalansowana, ale to nie znaczy automatycznie, że przez XLR-y dźwięk będzie gorszy niż przez RCA (cinch). Miałem kiedyś H360 i na moje ucho dźwięk przez kabel zbalansowany był lepszy a w każdym razie na pewno nie gorszy mimo desymetryzacji niż przez cinche, a to już sukces. A jak jest w przypadku H150?
0 Lubię -
Lukasz
Dziękuję za test. Czekałem na niego, bo jestem fanem Hegla. Jaka jest różnica między H95 a H150? Słucham z Focal Chora 826. H95 zachwyca szczególnie perlistą ale nie ostrą górą, co nie jest takie oczywiste z innymi wzmacniaczami. Brakuje mu jednak "mocy" (swobody) w cichych odsłuchach. H95 vs H120 - przyznam, że różnicy nie słyszałem. Dziękuję za odpowiedź!
2 Lubię -
Janusz
Za AI: Esencja filozofii Hegla to idealizm absolutny, w którym Duch (Rozum) rozwija się historycznie poprzez dialektyczny proces, dążąc do samopoznania i pełnej wolności.
1 Lubię -
a.s.
Transmisja sygnałów symetrycznych pozwala uzyskać większą odporność na zewnętrzne zakłócenie w porównaniu z transmisją niesymetryczną.
0 Lubię -
stereolife
@ciekawy - W przypadku H150 aż tak wnikliwych prób nie prowadziliśmy (o wiele więcej ciekawych rzeczy było do sprawdzenia chociażby w kwestii funkcjonalności i streamingu), ale starszymi Heglami owszem robiliśmy takie eksperymenty i wnioski były takie, że połączenie zbalansowane było odrobinę lepsze - dźwięk był bardziej rozdzielczy i dynamiczny. Różnica była minimalna, ale jednak wychodzi na to, że sama forma transmisji "coś tam daje", nawet jeśli dane urządzenie nie ma budowy zbalansowanej "od gniazda do gniazda". Hegel wychodzi z założenia, że do tak bogato wyposażonego wzmacniacza użytkownicy będą podłączali takie źródła jak transport CD, gramofon albo telewizor, a jeśli ktoś ma streamer z wyjściami XLR, też będzie mógł z takiego połączenia skorzystać.
@Lukasz - H150 jest w naszym odczuciu o wiele lepszy niż H95. Oczywiście H95 również jest fajnym wzmacniaczem, szczególnie biorąc pod uwagę cenę, ale H150 to już trochę inna półka. Filozofia neutralności jest zachowana w obu modelach, a kluczową różnicą jest coś, co moglibyśmy nazwać siłą perswazji. H95 gra równo, spokojnie, ale bez fajerwerków, natomiast w H150 - oczywiście w ramach przyjętej koncepcji - owe fajerwerki zaczynają się już pojawiać, głównie dzięki dynamice i przejrzystości. Jeżeli jednak zależy Panu na mocy, a w kwestii nowoczesności nie musi Pan być na samej linii frontu, warto zastanowić się nad H190v. W porównaniu do H150 brakuje mu raptem kilku funkcji (takich jak sterowanie za pomocą aplikacji - choć nie wiadomo, czy nie zostanie to wprowadzone z którąś kolejną aktualizacją oprogramowania), a w kwestii mocy i możliwości dynamicznych to znów zupełnie inna rozmowa.
@Janusz - AI jak zwykle w formie. Nie jesteśmy pewni, czy o tego Hegla chodziło (choć w pewnym sensie to się zgadza, bo nazwa zespołu muzycznego założonego przez Benta Holtera w czasach studenckich - The Hegel Band - była hołdem dla tego słynnego filozofa).0 Lubię


















Komentarze (5)