Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Chord Alto

Chord Alto

W uniwersum sprzętu audio są firmy, które mocno trzymają się wąskiej specjalizacji oraz takie, które miały więcej niż jeden wielki hit i z powodzeniem zmieniały kierunek rozwoju. Linn kojarzony jest obecnie z luksusową elektroniką i stylowymi kolumnami, ale raz po raz przypomina o tym, że jego historia zaczęła się od gramofonu - kultowego Sondeka LP12. Naim zaczynał od paskudnych i niepraktycznych wzmacniaczy z plastikowymi przyciskami, a dziś jego wizytówką są stylowe i nowoczesne głośniki z serii Muso. Czasami bywa tak, że sukces takiego "pobocznego projektu" przyćmi wszystko, co było wcześniej, nawet jeśli wydawało się to trudne lub niemożliwe. Tak właśnie stało się w przypadku Chorda. Firma ta została założona w 1989 roku przez Johna Franksa - inżyniera, który mimo bardzo chłodnego, matematycznego podejścia do tematu nie boi się odważnych pomysłów. Jego wzmacniacze okazały się tak dobre, że trafiły najpierw do BBC, a później także do wielu światowej klasy studiów nagraniowych, takich jak Abbey Road, Sony Music New York czy The Royal Opera House. Wielu realizatorów szukało czegoś szybszego, czystszego i stabilniejszego niż ówczesne tranzystorowe "woły robocze", a John Franks dokładnie taki sprzęt im dostarczył. Wkrótce te wyglądające niczym statki kosmiczne urządzenia zostały docenione na całym świecie przez krytyków, recenzentów i klientów indywidualnych - wymagających audiofilów. Czy sukces poparty takimi referencjami można przebić? Jak najbardziej. Tym razem nie chodziło jednak o wzmacniacze dla profesjonalistów, ale o źródła cyfrowe dla melomanów. Gdy w 2014 roku zadebiutował Hugo - przenośny DAC zbudowany na bazie układów FPGA według koncepcji Roba Wattsa, z wbudowanym akumulatorem i zupełnie nieszablonowym brzmieniem, mało kto wierzył, że urządzenie wielkości pilota może zagrać jak rasowe źródło. Brytyjska firma udowodniła, że to możliwe - przetwornik, który mieści się w kieszeni może wykrzesać z siebie dźwięk na poziomie hi-endowych odtwarzaczy. Potem poszło już lawinowo. W ofercie Chorda pojawiały się kolejne przetworniki - Hugo TT, Mojo, 2Qute, Dave, Hugo 2, Qutest... Można było odnieść wrażenie, że z całego katalogu brytyjskiej firmy klientów interesują tylko przetworniki, a ona sama wkrótce zapomni, że kiedyś uchodziła za specjalistę od wzmacniaczy. Na szczęście nie. Manufaktura z Maidstone raz po raz nam o tym przypomina. Czasami jest to coś drogiego i spektakularnego, jak chociażby flagowa seria Ultima, a raz mniejszy, przystępny cenowo piecyk, jak malutka integra Anni. Premiera kolejnego modelu - Alto - przeszła trochę bez echa, nie budząc w środowisku większych emocji. Moim zdaniem niesłusznie, bo mamy tu do czynienia z arcyciekawym połączeniem poszukiwanych przez klientów funkcji, kompaktowej formy i typowego dla tej marki połączenia zaawansowanej technologii, kosmicznego dizajnu i wysokiej jakości wykonania.

Czym jest Alto? Nie jest to ani przetwornik cyfrowo-analogowy, ani klasyczny wzmacniacz. Być może właśnie z tego powodu jego narodziny nie zostały uznane przez audiofilów za ważne wydarzenie. Przedwzmacniacz wyglądający jak skrzyżowanie integry Pass Labs z profesjonalnym sprzętem Nagry i gigantyczne monobloki za 450 000 zł - tu nie trzeba nawet podawać szczegółów technicznych. Wystarczą zdjęcia i cena, a ruch wygeneruje się sam. Kolejna generacja Hugo albo Mojo? Jeszcze zanim pierwsze dostawy trafią do sklepów, klienci sami zaczną analizować, co się zmieniło i czy warto przesiąść się na nowszy model. Mało tego - niektórzy wydadzą w tej sprawie decyzję, podczas gdy w Maidstone, w odnowionej XIX-wiecznej pompowni, w której mieści się siedziba Chorda, pierwsze egzemplarze będą dopiero pakowane do pudełek. Alto jest w pewnym sensie ofiarą tego, że nie należy do żadnej z tych grup. Pojawił się nie w świetle reflektorów, ale w cieniu innych modeli. I pozostał tam, bo nie wydaje mi się, aby firma przesadnie przyłożyła się do jego promowania. Szkoda, bo sama koncepcja jest niezwykle ciekawa. Dostajemy tu w pełni analogowy wzmacniacz z topologią Ultima - bez przetwornika, za to z ambicją, aby stać się sercem systemu biurkowego, które napędzi zarówno poważne słuchawki, jak i pasywne monitory. Tym razem to nie FPGA gra pierwsze skrzypce, tylko to, co Chord robił najlepiej jeszcze w czasach BBC - szybkie, stabilne wzmacniacze tranzystorowe.

Dlaczego taki produkt w ogóle powstał? Myślę, że w założeniu miał być odpowiedzią na rosnące zainteresowanie klientów takim właśnie sprzętem - wzmacniaczem, który można postawić obok komputera, ale lepszym niż budżetowe pudełeczka takich marek jak Pro-Ject, FiiO, Argon Audio czy WiiM. Dużo lepszym. Alto nie jest dziwacznym skokiem w bok, tylko konsekwentnym powrotem do korzeni, dopasowanym do dzisiejszych realiów, w których więcej niż kiedykolwiek słuchamy i pracujemy przy biurku. Oczywiście nie wszyscy, ale sam jestem tego doskonałym przykładem. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że siedząc w salonie, na kanapie, słucham muzyki może jedną, a może dwie godziny dziennie, za to przy komputerze - cztery, sześć, osiem? Jaki sens ma w takiej sytuacji inwestowanie w "duży" system stereo? Pewnego dnia odłączyłem kable, przeniosłem całą elektronikę do swojego biura, zamówiłem malutkie monitory zbudowane z wykorzystaniem podzespołów bardzo wysokiej klasy, a później dołożyłem jeszcze adekwatne jakościowo okablowanie i zasilanie. Role się odwróciły. System w salonie jest gorszy (choć wciąż bardzo fajny), a w miejscu, w którym spędzam najwięcej czasu - lepszy. Myślę, że wielu melomanów doskonale rozumie ten krok, ale jest też spora grupa osób, które nie mają "dużego" i "małego" systemu - z takich czy innych względów mają tylko ten, który mogą zbudować w jednym pokoju albo postawić na biurku. Zdecydowanie większym problemem niż budżet jest dla nich ograniczona przestrzeń. Alto celuje dokładnie w to miejsce. Kosztuje 16 990 z - sporo, ale z drugiej strony wydaje się być wręcz wymarzonym wzmacniaczem do takich zastosowań. To taka piękna, hi-endowa integra w wersji mini, która napędzi zarówno słuchawki, jak i kolumny. Czy to prawdziwy ideał desktopowego audio? Przekonajmy się!

Chord Alto

Wygląd i funkcjonalność

Już na pierwszy rzut oka wiadomo, ze sprzętem jakiej marki mamy do czynienia. Frezowane aluminium, trzy świecące kule na froncie, charakterystyczna gałka z wcięciem pod kciuk w kształcie półksiężyca - to Chord w czystej postaci. Alto to niewielki klocek o podstawie wielkości zbliżonej do kartki A5 (215 x 200 mm) i wysokości 57 mm ze stopkami. Góra i spód obudowy mają "chordową" perforację w kształcie litery "L". Nie jest to dekoracja, tylko sposób na to, by mała, pracująca w klasie AB końcówka mocy mogła swobodnie "oddychać" bez wspomagającego ten proces wentylatora. Całość waży około 2 kg i sprawia wrażenie zwartej, gęstej bryły przygotowanej raczej do pracy niż do stania w przeszklonej komodzie.

Front to mały festiwal ergonomii w stylu Chorda. Z lewej - gałka głośności z wycięciem pod kciuk. Jest zmotoryzowana, więc kiedy użyjemy metalowego pilota, pokrętło fizycznie się obraca. To z pozoru drobiazg, ale po tygodniu człowiek łapie się na tym, że chciałby tak mieć w każdym wzmacniaczu - nawet tym, który z założenia ma być na wyciągnięcie ręki. Najbardziej charakterystyczne są oczywiście trzy świecące kule. Największa, środkowa odpowiada za zasilanie i tryb pracy, lewa wybiera wejście, a prawa - tor wyjściowy. Po prawej stronie frontu ulokowano cztery gniazda słuchawkowe - dwa duże jacki 6,35 mm, jedno 3,5 mm oraz - po raz pierwszy w historii Chorda - 4,4 mm Pentaconn. Warto od razu wyjaśnić, że tor Alto ma topologię single-ended, więc 4,4 mm nie jest "prawdziwie zbalansowane" i nie oferuje wyższej mocy niż duży jack. Daje za to bezcenną kompatybilność z ogromną częścią współczesnych kabli słuchawkowych. Co ciekawe, wszystkie cztery gniazda mogą grać jednocześnie i dzielą jeden poziom głośności. Gdybyście więc mieli ochotę zorganizować porównanie kilku modeli słuchawek albo posłuchać muzyki z osobą towarzyszącą, nie trzeba będzie przepinać kabli.

Tył jest równie rzeczowy, bardziej przypominający urządzenie studyjne niż sprzęt do użytku domowego. Do dyspozycji mamy klasyczne wejście liniowe RCA, wejście XLR, parę wyjść XLR, które mogą pracować jako pre-out albo w pełnym bypassie, "brytyjskie" terminale głośnikowe akceptujące wyłącznie wtyki bananowe (ale za to nie wystające z obudowy), gniazdo zasilania 12 V DC na czteropinowym wtyku oraz 12-V trigger, przydatny przy integracji z innymi klockami w środowisku pro lub na rozbudowanym biurku. Najmniej atrakcyjnym wizualnie elementem zestawu jest zasilacz. Jak zwykle u Chorda, ma on postać plastikowej puszki, którą najlepiej będzie schować gdzieś za biurkiem i udawać, że nie istnieje. Nie twierdzę, że taki zasilacz jest niewystarczający, ale niejeden użytkownik chętnie wymieniłby go na coś lepszego, gdyby tylko firma takie ulepszenie oferowała. Ponieważ Alto jest czysto analogowym wzmacniaczem, w 99% systemów będzie mu towarzyszyło jakieś źródło - prawdopodobnie DAC. A teraz wyobraźcie sobie, że możecie połączyć Alto i Hugo TT2, a następnie zaopatrzyć się w jeden elegancki, dopasowany do obu tych urządzeń zasilacz, który nakarmi prądem zarówno wzmacniacz, jak i przetwornik. Jeszcze tylko jakiś miniaturowy stoliczek i maluje nam się obraz wymarzonego minisystemu stereo - hi-endowej wieży na biurko. Ale nie - w kwestii zasilania stanowisko Johna Franksa jest takie, że przetwornikowi wystarczy "ładowarka do Nokii", a wzmacniaczowi wielkości Alto - zasilacz do laptopa. Dodatkowo wymiary obudowy bohatera niniejszego testu i Hugo TT2 trochę się nie zgadzają, dlatego naturalnym partnerem dla Alto będzie raczej Qutest. Plusem jest natomiast fakt, że ów brzydki, zewnętrzny zasilacz akceptuje napięcie od 80 do 250 V, więc Alto bez problemu zniesie podróże i przeprowadzki między sieciami o różnym napięciu.

Obsługa to klasyka "Chordyzmu" - interfejs złożony z kolorów i przycisków, który początkowo wydaje się egzotyczny, a po kilku dniach okazuje się zaskakująco logiczny. Środkowa kula budzi i usypia urządzenie, więc jej rola jest dość prosta. W lewej odpowiedni kolor oznacza wejście. Prawa steruje wyborem wyjścia - słuchawki, głośniki lub wyjście XLR. Dłuższe przytrzymanie lewej kuli przełącza wejście XLR w tryb bypass, dłuższe przytrzymanie prawej włącza tryby łączone, w których XLR gra równolegle albo ze słuchawkami, albo z głośnikami. Celowo nie przewidziano trybu "słuchawki + kolumny" naraz. Co ważne, bypass aktywuje się wyłącznie z frontu, dłuższym wciśnięciem kuli, i nie da się go włączyć z pilota. Przepuszczenie pełnego poziomu dalej w tor ma być zawsze świadomą decyzją użytkownika. Pilot jest metalowy, ciężki i bardzo "chordowy". Oprócz regulacji głośności i wyboru wejścia oferuje przycisk przyciemniania podświetlenia LED-ów. Gałka, jak już wspomniałem, porusza się wraz ze zmianami poziomu, więc zawsze widać, gdzie jesteśmy.

Deklarowane 25 W przy 8 Ω i 50 W przy 4 Ω to parametry idealne dla monitorów bliskiego pola, a nie wymagających, prądożernych kolumn (choć niektóre monitory też chłoną waty aż miło), choć warto zwrócić uwagę, że jak na tak kompaktowy piecyk, Chord i tak dysponuje bardzo wysoką mocą.

W praktyce warto pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, wszystkie cztery gniazda słuchawkowe dzielą jeden poziom głośności. To znakomite przy porównaniach, ale nie zawsze, gdy dwie osoby słuchają równolegle. Po drugie, Alto jest urządzeniem o sporym wzmocnieniu i bardzo dużym zapasie prądowym. Innymi słowy, jest moc. Czy to dobrze? Nie zawsze. Niektóre słuchawki o wysokiej skuteczności potrafią w takim układzie grać głośno od samego początku skali, więc milimetr obrotu gałki daje zbyt duży skok. Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie kilku poziomów wzmocnienia (gain), co wielu producentów z powodzeniem stosuje. Tutaj oprócz potencjometru zostaje nam co najwyżej... regulacja poziomu głośności źródła, o ile oczywiście mamy taką możliwość. Jeśli chodzi o współpracę z kolumnami, Alto nie udaje pełnokrwistej integry do salonu. Deklarowane 25 W przy 8 Ω i 50 W przy 4 Ω to parametry idealne dla monitorów bliskiego pola, a nie wymagających, prądożernych kolumn (choć niektóre monitory też chłoną waty aż miło), choć warto zwrócić uwagę, że jak na tak kompaktowy piecyk, Chord i tak dysponuje bardzo wysoką mocą. Podobne parametry (2 x 25 W/8 Ω, 2 x 45 W/4 Ω) oferuje Enleum AMP-23R, który swoją drogą jest chyba jednym z najbliższych rywali Alto, przynajmniej jeśli chodzi o formę i koncepcję (bo przy cenie 39 995 zł to jednak sprzęt z innej planety). Podsumowując, "biurkowa superintegra" Chorda prezentuje się i działa świetnie, a przyczepić można się jedynie do detali, takich jak brzydki zasilacz czy wysoka moc, która w połączeniu z klasycznym, analogowym potencjometrem sprawia, że podczas cichego słuchania pokrętło trzeba dosłownie muskać palcem. To minusy, które łatwo wybaczyć, nawet mając na uwadze wysoką cenę. Najwyższa pora sprawdzić, jak Alto wypada w teście odsłuchowym.

Chord Alto

Brzmienie

Jeżeli dotąd kojarzyliście Chorda głównie z przejrzystością, powietrzem, szybkością i czarnym tłem, Alto opowiada tę historię trochę innym akcentem. To wzmacniacz opowiadający się po cieplejszej stronie neutralności, ale bez zamulania czy polewania dźwięku gęstym, słodkim syropem. Otrzymujemy więc prawidłowy, dobrze zrównoważony i zdrowy dźwięk o przyjemnym zabarwieniu, które jednym skojarzy się z gramofonami, innym ze wzmacniaczami lampowymi, a jeszcze innym z głośnikami, których membrany wykonano z celulozy lub polipropylenu. Zaznaczam jednak, że owo "odchylenie" jest naprawdę niewielkie. Dokładnie takie, abyśmy odbierali brzmienie jako naturalne, prawdziwe i organiczne, ale nic ponad to. Zupełnie jakby brytyjscy konstruktorzy zgodzili się wykonać pół kroku w stronę muzykalności, jednocześnie jasno deklarując, że to wszystko, na co mogą sobie pozwolić, bo kolejne pół kroku oznaczałoby w ich mniemaniu odejście od studyjnej neutralności i wejście w świat, w którym zamiast dążyć do prawdy i wysokiej wierności, robimy z muzyki karykaturę. Szczerze mówiąc, uważam taki układ za idealny. Wiem, że to kwestia indywidualnych preferencji, ale taki dźwięk to dwa w jednym - otrzymujemy sprzęt, który niczego przed nami nie ukrywa (odrobina ciepła nie wpływa na pozostałe aspekty prezentacji), a wielogodzinne odsłuchy nie męczą. Dodatkowo taka charakterystyka powinna doskonale pasować do przetworników Chorda, które stawiają na dynamikę, rozdzielczość i szybkość. Niektórzy - czemu się nie dziwię - odbierają ich brzmienie jako lekko schłodzone, obiektywne do bólu. Nie miałem okazji sprawdzić tego w praktyce, ale intuicja podpowiada mi, że łącząc Alto z Qutestem albo Hugo 2, otrzymamy system, w którym na skali temperaturowej mały plus połączony z takim samym minusem wzajemnie się znoszą, dając niemal idealne zero.

Powyższy opis to zaledwie początek dobrych wiadomości - baza, na której zbudowane jest brzmienie. Znając jego ogólny zarys, przyjętą przez konstruktorów koncepcję, odkrywamy kolejne smakowite kąski. Jednym z nich jest z pewnością fundament basowy. Niskie tony schodzą nisko, są wyjątkowo sprężyste, a co najważniejsze - nie tracą konturu, kiedy gałka wędruje w prawo. Stopa perkusyjna nie staje się miękka, bas nie puchnie na przełomie z niższą średnicą, nic się nie wlecze, a jednocześnie godna pochwały szybkość reakcji nie jest okupiona utratą masy i "mięcha". Trudno przecież cieszyć się zwartym, rytmicznym basem, jeśli brakuje mu rozciągnięcia, a impulsy, które powinny wywoływać masaż brzucha, brzmią jak kopanie w kartonowe pudełko. Tutaj otrzymujemy jedno i drugie - bas schodzi nisko i ma odpowiednią siłę przebicia, a jednocześnie jest na tyle zwinny i konkretny, że najczęściej to właśnie on dyktuje rytm, "prowadzi" cały utwór. Jedno jest pewne - dzięki takiej podstawie pasma współczynnik przytupywania jest tu wyjątkowo wysoki.

Średnica jest lekko ocieplona, ale czytelna, pełna informacji i namacalna. Wokale mają właściwą masę i "ciało", ale dzięki ogólnej szybkości i przejrzystości doskonale słychać chropowatość faktury głosu, oddechy czy drobne różnice w dynamice. Alto nie wypycha głosu nachalnie do przodu, nie robi z niego "bohatera na siłę", ale też nie chowa go za sekcją rytmiczną. Gitary akustyczne, elektryczne, instrumenty smyczkowe - każdy element tej układanki ma właściwą wielkość i proporcje. To nie jest średnica chłodna, kliniczna, laboratoryjna, ale też nie lampowy miód. Po raz kolejny można powiedzieć, że brytyjscy konstruktorzy osiągnęli optymalny układ, w którym odrobina "ludzkiego" zabarwienia w żaden sposób nie przekreśla innych walorów prezentacji. Dzięki temu średnica stanowi solidny rdzeń, na którym można oprzeć różne realizacje, od surowych nagrań studyjnych po gęsto produkowane albumy klubowe i koncertowe.

Do dźwięku, który wielu audiofilów zna z przetworników Chorda, najbardziej pasuje to, jak Alto obchodzi się z wysokimi tonami. Dostajemy tu mnóstwo detali, ale na szczęście nie w formie jazgotu przypominającego stąpanie po gwoździach i potłuczonym szkle. Góra jest otwarta i lekka, talerze perkusji wybrzmiewają długo, słychać powietrze wokół blach, ale nie ma żadnego podkręcania i krzesania iskier dla efektu wow. To raczej przyjemne napowietrzenie dźwięku połączone z mistrzowską precyzją niż nachalne rozjaśnianie wysokich tonów, bo "może komuś będzie się wydawało, że dzięki temu dostaje więcej detali". Co najlepsze, ponieważ ów efekt wynika bezpośrednio z wysokiej jakości i rozdzielczości, a nie tanich sztuczek w stylu podbijania przełomu średnich i wysokich tonów. W tym momencie do równania wkracza też dość oczywisty czynnik - jakość nagrania. Słuchając świetnie zrealizowanych albumów, górą pasma aż nie będziemy mogli się nacieszyć. Podczas testu zdarzało mi się słuchać niektórych utworów kilka razy pod rząd tylko po to, aby wchłonąć więcej blasku i wsłuchać się w dźwięczne, perliste brzmienie strun, dzwoneczków i przeszkadzajek. W takim materiale wysokie tony Alto można wręcz odebrać jako przyjemne, gładkie i jedwabiste. Schodząc z jakością produkcji w dół, zaczniemy dostrzegać, jak obiektywnym sędzią jest opisywany wzmacniacz. Jeżeli ugnie się, to tylko w minimalnym stopniu, dla zasady - żeby nikt nie mógł nazwać go całkowicie bezdusznym. Później nie ma już taryfy ulgowej. Jeśli muzycy albo realizatorzy coś schrzanili, usłyszymy to doskonale. Tylko czy można winić za to sprzęt hi-fi, oczekując, że dostosuje się do nagrania?

Alto gra bardzo rzetelnie i neutralnie (delikatne ocieplenie przekazu nic w tej kwestii nie zmienia), ale nie jest urządzeniem nudnym czy nijakim. Stabilna, lekko "monitorowa" przestrzeń tylko podkreśla to wrażenie. Kto wyżej niż powietrze i rozmach ceni namacalność, stabilność i poczucie, że dźwięk ma zdrowy "kręgosłup", bardzo szybko polubi ten wzmacniacz.

Jak przystało na Chorda, kluczowymi cechami brzmienia Alto są dynamika, porządek rytmiczny i znakomita przestrzeń. Scena dźwiękowa jest bardzo charakterystyczna - bliżej jej do dobrze ustawionych monitorów bliskiego pola niż do rozbuchanej "katedry". Pierwszy plan jest stabilny, źródła są precyzyjnie zakotwiczone, separacja wzorowa, ale nadmiernego epatowania skrajami panoramy czy efektów w stylu "świstu kul za głową" tu nie znajdziemy. Zamiast siedzieć w ostatnim rzędzie ogromnej sali, mamy raczej poczucie, że siedzimy blisko artystów, w pierwszym rzędzie niewielkiej sali koncertowej lub kontrolowanym pomieszczeniu odsłuchowym. W tym momencie niektórzy zaczną się zastanawiać, czy aby przestrzeń opisywanego wzmacniacza nie jest odrobinę za ciasna. Moim zdaniem nie. Chord wie, na jakich wydarzeniach powinniśmy się skoncentrować, a jakie powinny stanowić tło i w tej warstwie pozostać. Owocuje to dźwiękiem o naturalnych, zdrowych proporcjach. Takim, w którym każde źródło ma swoje miejsce, formę i kształt. Po raz kolejny czuć tutaj studyjne geny wzmacniaczy brytyjskiej firmy, co moim zdaniem tylko dodaje opisywanemu modelowi uroku. Alto gra bardzo rzetelnie i neutralnie (delikatne ocieplenie przekazu nic w tej kwestii nie zmienia), ale nie jest urządzeniem nudnym czy nijakim. Stabilna, lekko "monitorowa" przestrzeń tylko podkreśla to wrażenie. I tak, jasne - niektórzy będą preferowali wzmacniacze grające szerzej, bardziej trójwymiarowo i spektakularnie, ale Alto nie oferuje takie stereofonii dlatego, że innej, lepszej wyczarować nie potrafi. To raczej kwestia świadomej decyzji konstruktorów. Ich przetworniki kreślą scenę stereo z ogromnym rozmachem. Alto natomiast odpowiada na to mocniejszym fundamentem, wyraźnym pierwszym planem i poszanowaniem naturalnego porządku. Kto potrzebuje powietrza i rozmachu, może rozglądać się dalej albo wpiąć swoje słuchawki do Hugo TT2. Kto zaś wyżej ceni namacalność, stabilność i poczucie, że dźwięk ma zdrowy "kręgosłup", bardzo szybko polubi Alto.

Co ciekawe, wszystkie powyższe obserwacje powtarzają się w przypadku odsłuchu na słuchawkach i kolumnach. Alto nie tylko nie ma dwóch twarzy, ale nie wykazuje nawet delikatnych różnic w tych sytuacjach, co tylko potęguje wrażenie jego solidności i stałości w uczuciach. Podczas odsłuchu z monitorami Equilibrium Nano szybciutko zapomniałem, że brytyjski piecyk oferuje "tylko" 25 W na kanał przy 8 Ω. W praktyce jest to wartość wystarczająca nie tylko do normalnego, codziennego odsłuchu z niskim lub średnim poziomem głośności, ale również do tego, aby zafundować sobie koncertowe wrażenia, siedząc metr od głośników. Alto trzyma je twardą ręką i wyciąga z nich to, co najlepsze - głębię, rytm, namacalną średnicę, nasyconą detalami górę i przekonującą, "klubową" przestrzeń. Po raz kolejny okazuje się, że wrażenie szybkości i skali jest bardziej kwestią kontroli i timingu niż cyferek w katalogu. Na słuchawkach Alto pokazuje pełnię swojej osobowości. Nawet kiedy sięgniemy po wymagające nauszniki, nie usłyszymy śladów kompresji ani zadyszki. Podobnie jak w przypadku odsłuchu na kolumnach, otrzymamy potężny, ale kontrolowany dół, naturalną, lekko ocieploną średnicę i przejrzystą górę. Wniosek jest prosty - Chord proponuje nam urządzenie o dwóch głównych funkcjach, z których żadna nie jest ważniejsza od drugiej. To nie jest wzmacniacz słuchawkowy, który wyposażono w terminale głośnikowe, bo "w sumie moc na to pozwalała, a może znajdzie się ktoś, kto będzie tego potrzebował" ani kompaktowa integra, która była już gotowa, ale na ostatniej prostej ktoś spojrzał na render i krzyknął "Michael, dorysuj tam jeszcze gniazdo słuchawkowe!", a Michael dorysował, choć pierwotnie nikt tego nie planował ani tym bardziej nie sprawdzał, jak to zagra. Gdyby nie to, że swój system "biurkowo-szafkowy" zbudowałem już kilka lat temu w dość bezkompromisowy sposób, Alto z pewnością znalazłby się na mojej liście zakupów.

Chord Alto

Budowa i parametry

Chord Alto to - określenie używane przez producenta wydaje się w tym przypadku trafione - wzmacniacz słuchawkowo-głośnikowy, czyli urządzenie zdolne do obsługi do czterech par słuchawek i kolumn stereo. Pod maską ten kompaktowy piecyk kryje firmową topologię Ultima przeniesioną do formatu biurkowego. Mamy więc klasę AB na tranzystorach MOSFET i podwójną korekcję błędów. W dużym uproszczeniu chodzi o to, by nie tylko usuwać zniekształcenia w pętli globalnego sprzężenia zwrotnego, ale także przewidywać i "gasić" niedoskonałości zanim dotrą do wyjścia. Producent informuje, że dwa równoległe "mózgi" - główny, podający moc i kontrolny, korygujący błędy przy zmieniającym się obciążeniu - sprawiają, że barwa i charakter wzmacniacza pozostają stabilne w szerokim zakresie częstotliwości. Jeśli chodzi o deklarowaną moc, na wyjścia słuchawkowe jest to 7 W przy 32 Ω, 2,25 W przy 100 Ω i 0,75 W przy 300 Ω, przy czym każde z czterech gniazd ma dostęp do tej samej końcówki, więc oferuje tę samą moc. Na gniazdach głośnikowych dostajemy 25 W przy 8 Ω i 50 W przy 4 Ω. Pasmo przenoszenia rozciąga się szeroko poza zakres słyszalny (6 Hz - 60 kHz), poziom szumów sięga okolic 120 dB, a zniekształcenia utrzymane są na poziomie 0,003% dla głośników i 0,001% dla słuchawek. Co istotne, tor sygnałowy Alto jest niezbalansowany, nawet jeśli na froncie znajduje się gniazdo 4,4 mm. Oznacza to, że Pentaconn nie daje prawdziwej symetrii ani nie zapewnia wyższej mocy niż gniazdo 6,35 mm. Jego obecność to ukłon w stronę współczesnej ergonomii i rynku słuchawek, na którym 4,4 mm stało się de facto standardem wielu kabli. W katalogu Chorda Alto formalnie należy do linii Professional. I tu kolejna ciekawostka - oprócz niego figurują w niej tylko dwie blisko spokrewnione ze sobą końcówki mocy, Ultima Pro Stereo i Ultima Pro Mono. Nic dziwnego, że Alto ani stylistycznie, ani funkcjonalnie idealnie nie zgrywa się z takimi modelami jak Qutest czy Hugo TT2. Gabarytowo plasuje się bliżej tego drugiego, choć nie stworzy z nim idealnej wieży. Należy jednak pamiętać, że zarówno linia Professional, jak i sam Alto są w katalogu Chorda nowością. A ponieważ "części" są na wyciągnięcie ręki, wydaje się wielce prawdopodobne, że pewnego dnia w ofercie pojawi się DAC idealnie pasujący do opisywanego wzmacniacza.

Werdykt

Chord Alto to kompaktowy, w pełni analogowy wzmacniacz stworzony z myślą o tych, którzy chcą mieć jedno urządzenie ogarniające biurkowy system hi-fi. Łączy moc, prostotę i typową dla marki precyzję wykonania. Zamiast próbować być wszystkim dla wszystkich, bardzo jasno definiuje swoją rolę. Ma być sercem systemu analogowego, które bez zadyszki napędzi właściwie każde nauszne słuchawki, pozwoli przełączyć się na pasywne monitory bliskiego pola, będzie działać w sposób powtarzalny i przewidywalny. Potrafi bez trudu napędzić większość nauszników, a po przełączeniu w tryb głośnikowy zachowuje tę samą swobodę i pewność, napędzając monitory z godną podziwu kontrolą i spokojem. Brzmieniowo Alto trzyma się ciepłej strony neutralności. Bas jest szybki, sprężysty i doskonale trzymany w ryzach, średnica gęsta i namacalna, a góra przejrzysta, napowietrzona, ale nie wyostrzona na siłę. Jest tak gładka i kulturalna, jak pozwala na to jakość produkcji danego nagrania. Do tego dochodzi przestrzeń, która ma bardziej studyjny niż koncertowy charakter, ale to właśnie dzięki tej bliskości muzyka płynie naturalnie i bez wysiłku, a nam łatwo jest skoncentrować się na tym, co najważniejsze. Dynamika? Wysterowanie słuchawek, nawet tych wymagających, nie stanowi dla tego wzmacniacza żadnego problemu, a z monitorami potrafi on dać wrażenie miniaturowego koncertu w zasięgu ręki. W tabelce widnieje tylko 25 W przy 8 Ω, ale w praktyce jest to moc, która w niewielkim pomieszczeniu pozwala napędzić większość dostępnych na rynku głośników. Jeśli chodzi o minusy, można przyczepić się tylko do kilku drobiazgów, takich jak mało estetyczny zasilacz (który pewnie i tak wyląduje gdzieś za biurkiem) czy brak kilku ustawień wzmocnienia, dzięki którym regulacja głośności na początku skali w przypadku korzystania ze słuchawek lub kolumn o wysokiej efektywności byłaby przyjemniejsza. Nie psuje to jednak pozytywnego wrażenia, jakie pozostawił po sobie brytyjski wzmacniacz. Ot, prawdziwy, stuprocentowy Chord, a nawet dwa Chordy, tyle że w małej obudowie.

Chord Alto

Dane techniczne

Moc wyjściowa: 2 x 25 W/8 Ω, 2 x 50 W/4 Ω (kolumny), 2 x 2,25 W/100 Ω (słuchawki)
Wejścia analogowe: 1 x RCA, 1 x XLR
Wyjścia analogowe: 1 x XLR
Wyjścia słuchawkowe: 2 x 6,35 mm, 1 x 3,5 mm, 1 x 4,4 mm
Zniekształcenia: 0,003% (głośniki), 0,001% (słuchawki)
Stosunek sygnał/szum: 120 dB
Pasmo przenoszenia: 6 Hz - 60 kHz
Maksymalne napięcie wejściowe: 6 V RMS
Maksymalne napięcie wyjściowe: 15 V RMS
Przesłuch: -95 dB
Wymiary (W/S/G): 5,7/21,5/20 cm
Masa: 1,95 kg
Cena: 16 990 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Voice. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Chord Electronics i wykonane przez redakcję magazynu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy5


Komentarze (6)

  • Pablo

    Ale z tym zasilaczem, to dajcie spokój... Moje stanowisko, również w przypadku Chorda, jest takie, że im lepszy zasilacz liniowy, tym więcej wyciągamy z urządzenia. Tu ewidentnie ktoś się nie postarał.

    3
  • Stanisław

    Wzmacniacz piękny - tak z zewnątrz, jak i w środku, ale kupując Chorda, trzeba od razu rozejrzeć się za lepszym zasilaczem. Autor ma w tej kwestii całkowitą rację. Chord powinien pójść za przykładem takich marek jak Naim czy Cyrus i wprowadzić osobną serię zasilaczy liniowych. Świecące kuleczki, piękne pokrętła, fikuśne nóżki, metalowy pilot (do sprzętu biurkowego potrzebny jak łysemu grzebień) - na to budżet był, a na puszkę, która karmi sprzęt prądem - zabrakło. Absurd.

    1
  • Antek

    Jakość wykonania tak wysoko. Za obudowę z giętej, czarnej blachy?

    1
  • Tichy62

    Miałoby to sens, gdyby był wbudowany DAC. Bez tego to ani biurkowe, ani salonowe...

    1
  • Piotr

    @Antek - To nie jest blacha, tylko aluminium. Ale nie o to chodzi. Jeśli zobaczysz na żywo jakiegokolwiek Chorda, nawet Hugo, nie mówiąc o pełnowymiarowych klockach, zrozumiesz, jaki to jest poziom precyzji wykonania.

    1
  • Antek

    Tylko front jest aluminiowy. Jak na urządzenie biurkowe słabo.

    1

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
FiiO FT7

FiiO FT7

Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris A12 Apex

Advance Paris nie jest marką nową, choć przez długi czas funkcjonowała na rynku trochę obok głównego nurtu audiofilskich rozmów. Firma wystartowała w 1995 roku jako Advance Acoustic. Początkowo oferowała zestawy...

HiDiamond Top Bronze

HiDiamond Top Bronze

Kable audio to jeden z tych tematów, przy których emocje potrafią pojawić się szybciej niż rozsądek. Wystarczy rzucić hasło, a po chwili można mieć przy stole dwa obozy, z których...

Bannery boczne

Komentarze

stereolife
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
Mary
A jakie to modele? Bo mnie interesuje ten temat...
słuchacz
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Marcin
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...
Artur
Witam. Widzę, że dołożono kartę rozszerzeń XLR. Czy jest dużo różnica między RCA a XLR ? Warto zainwestować w to rozszerzenie?

Płyty

Blindead 23 - Deuterium

Blindead 23 - Deuterium

Gdybym miał stworzyć zestawienie dziesięciu najlepszych polskich albumów metalowych nagranych w tym milenium, "Affliction XXIX II MXMVI" byłby jednym z...

Newsy

Tech Corner

Roon - Nowa jakość streamingu

Roon - Nowa jakość streamingu

Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...

Nowości ze świata

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Wszystko o wkładkach gramofonowych

Wszystko o wkładkach gramofonowych

W ostatnich poradnikach szczegółowo omawialiśmy kwestie wyboru odpowiedniego gramofonu i jego podstawowej kalibracji. Gramofon to jednak bardzo specyficzny rodzaj sprzętu...

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Harman Kardon Festival D-1100

Harman Kardon Festival D-1100

4 sierpnia 1918 roku przyszedł na świat Sidney Harman. Dziś jego nazwisko zna każdy, kto choć trochę interesuje się sprzętem...

Słownik

Poprzedni Następny

Open baffle

Inaczej obudowa otwarta. Jest to jeden z rodzajów obudowy głośnikowej, dość szczególny ponieważ w wielu przypadkach stanowi ona w zasadzie coś w rodzaju deski, w którą wkręcone są głośniki. W...

Cytaty

FedericoMoccia.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.