Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Chord Anni

Chord Anni

Brytyjczycy są dziwni. Na śniadanie lubią zjeść sobie chleb tostowy zapieczony z fasolą w sosie pomidorowym, a po południu wypić filiżankę herbaty z mlekiem. W samochodach montują kierownicę po prawej stronie, a jeżdżą po lewej i z jakiegoś powodu uważają, że reszta świata robi to źle. Mają umywalki z dwoma osobnymi kranami do ciepłej i zimnej wody, mimo że bateria umożliwiająca regulację temperatury nie wydaje się strasznie skomplikowanym wynalazkiem. Właściwie gdzie by nie spojrzeć, wszędzie znajdziemy kolejne przykłady "oryginalnego" myślenia - inne jednostki miary, inne gniazdka w ścianie, a nawet inne zwyczaje i poglądy na otaczającą nas rzeczywistość. A jednak nie bez powodu Wielka Brytania jest w wielu dziedzinach prawdziwą potęgą. Weźmy na przykład sprzęt stereo. Wiadomo, że Amerykanie, Niemcy, Włosi, Francuzi, Japończycy, Duńczycy, a nawet Norwegowie albo Polacy mają tu swoje osiągnięcia, ale gdybyśmy nagle wystrzelili w kosmos wszystkich brytyjskich producentów audiofilskiej aparatury i wszystkie istotne wynalazki, które właśnie tam się narodziły, powstałaby wyrwa, której prawdopodobnie nikomu nie udałoby się zalepić. Założona w 1989 roku firma Chord Electronics jest tego doskonałym przykładem, a jej najnowsza propozycja - miniaturowy wzmacniacz zintegrowany Anni - potwierdza, że Brytyjczycy nie zważają na konwenanse i nie boją się eksplorować obszarów, których wcześniej właściwie nikt nie badał, a już z pewnością nie w tak odważny, bezkompromisowy sposób.

W porównaniu z wieloma wyspiarskimi legendami branży audio, Chord pojawił się na scenie stosunkowo późno, jednak swoją przygodę ze sprzętem grającym zaczął w sposób typowy dla wielu producentów z tamtych stron - od elektroniki stworzonej dla profesjonalistów. Pierwsze wzmacniacze Chorda zostały dostarczone do BBC, a następnie innych wiodących studiów nagraniowych i instytucji na całym świecie, takich jak słynne Abbey Road Studios, Sony Music w Nowym Jorku czy The Royal Opera House w Londynie. Założyciel firmy, John Franks, nie jest jednak ani muzykiem, ani realizatorem dźwięku, ani elektronikiem sensu stricto, ale inżynierem lotnictwa. Jak sam mówi, wykształciło to w nim przekonanie, że w żadnej dziedzinie nie można rozwiązywać pierwotnego problemu za pomocą wtórnego rozwiązania. Innymi słowy, jeśli wiemy, że coś działa nieprawidłowo, nie powinniśmy tak tego zostawiać i szukać sposobów, aby skorygować to w zupełnie inny sposób, ale dojść do sedna problemu i rozwiązać go tam, gdzie powstaje. Sprawdza się to także podczas projektowania sprzętu stereo, w związku z czym Chord wyrobił sobie renomę producenta urządzeń oferujących nadzwyczajną wydajność, a także niesamowite, kosmiczne wręcz wzornictwo. Ostatnio firma koncentruje się na maleńkich komponentach hi-fi. Hugo, Mojo, Poly, Qutest, Huei - to wszystko klocki, które spokojnie można wsadzić do kieszeni, choć dwa ostatnie zaprojektowano akurat z myślą o pracy w domu. O ile jednak mały przetwornik lub phono stage nie jest niczym nowym, o tyle koncepcja umieszczonego w identycznej obudowie wzmacniacza zintegrowanego już tak. Co to w ogóle za pomysł? Szaleństwo? Żart? I jeszcze ta cena - 6499 zł. Wydawałoby się, że to jawna kpina z audiofilów, ale Chord przekonuje, że nie. Jego zdaniem Anni to pełnoprawna integra. Ot, po prostu znacznie mniejsza niż to, co oferuje konkurencja. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy ten ważący 625 g wzmacniaczyk to poważny sprzęt, czy tylko droga, bezsensowna zabawka?

Chord Anni

Chord Anni

Wygląd i funkcjonalność

Dawno już nie miałem do czynienia z urządzeniem zapakowanym w tak efektowne pudełko. Oprawę nowego Chorda można porównać chyba tylko do kuferków, w jakie pakowane są ekskluzywne słuchawki i hi-endowe kable. Wzmacniacza prezentowanego w ten sposób świeżo upieczonemu nabywcy nie pamiętam, ale z drugiej strony rzadko kiedy ma się do czynienia z tak miniaturowym klocuszkiem, który może napędzać zestawy głośnikowe (w tym momencie do głowy przychodzi mi tylko Eryk S Concept Digi, choć na rynku z pewnością znalazłoby się jeszcze kilka podobnych "boxów"). Brytyjczycy naprawdę zaszaleli, wkładając w projekt opakowania wiele wysiłku. Mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju futerału podzielonego na dwie części - w górnej znajduje się danie główne, natomiast dolna to szufladka, w której znajdziemy dokumenty, zasilacz i akcesoria. Uwagę zwraca osobliwa kostka z gniazdem USB, z której wystają dwa przewody o długości około 20 cm, oba zakończone wtyczkami, jakie normalnie widuje się w niedrogich zasilaczach wtyczkowych, takich do routera albo dekodera telewizyjnego.

Cóż to takiego? Okazuje się, że Anni może stać się centralnym elementem kompletnego systemu stereo zbudowanego w oparciu o komponenty z tej samej serii, a producent zatroszczył się o to, aby posiadacze takiej wieży mogli ułatwić sobie życie, karmiąc kilka klocków prądem pochodzącym z tego samego zasilacza. Oczywistym partnerem dla opisywanego modelu jest przetwornik Qutest, który zadowala się energią dostarczaną na złącze mirco USB. Z kolei przedwzmacniacz gramofonowy Huei wyposażono w gniazdo, które będzie idealnie pasowało do wtyczek w kostce znajdującej się na wyposażeniu Anni. W instrukcji obsługi nie znalazłem żadnych wskazówek na ten temat, ale ponieważ sam Anni jest wyposażony w takie gniazdo opisane jako wyjście zasilania, łamigłówka rozwiązuje się sama - najwyraźniej do tego złącza należy podpiąć jeden z kabelków wychodzących z kostki, drugim zasilić phono stage'a, a z gniazda USB pociągnąć prąd do Qutesta. Ma to sens, bo zasilacz od Anni jest całkiem spory - ma typowo "laptopowy" rozmiar i trójbolcowe gniazdo wejściowe typu C6 ("koniczynka"). Co ciekawe, nie znajdziemy na nim oznaczeń wskazujących, że jest to najzwyklejszy gotowiec (mimo, że pewnie jest), ale naklejkę z emblematem Chorda. Wychodzący z niego kabel zakończony jest czteropinowym, okrągłym złączem, pasującym do gniazda umieszczonego po lewej stronie tylnego panelu Anni.

Wszystko wskazuje na to, że to właśnie bohater naszego testu w firmowym systemie może pełnić rolę urządzenia, które obdziela prądem dwa inne. Żeby było śmieszniej, klienci mogą zbudować elegancką wieżę z wykorzystaniem firmowej podstawki Qutest System Stand. Tania nie jest. Kosztuje 1390 zł, bowiem została wykonana z pojedynczego kawałka lotniczego aluminium. Ale to jeszcze nie koniec wydatków, ponieważ jeden stand utrzymuje na miejscu tylko jedno urządzenie. Chcąc zbudować wieżę z Anni i Qutesta, będziemy potrzebowali dwóch takich podstawek, a dla wieży złożonej z trzech elementów - trzech. Gdyby komponenty z tej serii miały w miarę normalne fronty, moglibyśmy po prostu stawiać je jeden na drugim, jednak specyficzne przyciski umieszczone na przedniej krawędzi górnej ścianki skutecznie to uniemożliwiają. Qutest System Stand zapewnia dostęp do kolorowych kuleczek, nie wspominając już o skutecznej wentylacji. Szkoda tylko, że poszczególne klocki nie są ustawione pod kątem, tak jak w przypadku stolika dla urządzeń z nieprodukowanej już serii Chordette albo Ensemble Stand, wielopoziomowej podstawy dla hi-endowego zestawu Choral. Wszystkie trzy komponenty z serii Qutest na firmowym "zawieszeniu" prezentują się bombowo, ale wychodzi na to, że za samą możliwość ustawienia ich pionowo trzeba zapłacić 4170 zł, a to wydaje się niedorzeczne. Przypominam jednak, że Anni kosztuje 6499 zł, Qutest - 6890 zł, a Huei - 5790 zł. Nawet gdybyśmy planowali postawić wszystkie klocki obok siebie, za taki miniaturowy system zapłacimy 19179 zł.

Sporo, prawda? Chord nigdy nie był jednak tanią marką. Przeciwnie. Do momentu pojawienia się pierwszego "kieszonkowego" przetwornika była to manufaktura oferująca praktycznie same hi-endowe dziwactwa, głównie ekstremalnie drogie wzmacniacze i odtwarzacze płyt kompaktowych wyglądające jak statki kosmiczne. To ciekawe, bo jej założyciel i główny konstruktor, John Franks, jest najprawdziwszym, mocno stąpającym po ziemi inżynierem - człowiekiem, do którego przemawiają fizyka i matematyka, a nie niestworzone opowieści o magicznych cegłach i audiofilskim powietrzu w sprayu. Jednym z plusów takiego myślenia jest to, że nie obchodzą go żadne konwenanse. Kiedy widzi, że jakieś rozwiązanie ma sens i sprawia, że sprzęt gra dobrze, stosuje je i nie przejmuje się tym, że niektórzy audiofile woleliby, aby zasilacze do jego przetworników wyglądały poważniej, a wzmacniacze wykorzystywały lampy elektronowe. Pod wieloma względami elektronika Chorda jest jednak zbudowana tak, jak wielu klientów by sobie życzyło - wszystko jest tutaj projektowane od podstaw, we wzmacniaczach nie ma gotowych modułów Hypexa, obudowy nie dość, że wyglądają przepięknie, to jeszcze są wytwarzane z aluminiowych elementów wycinanych z jednego bloku metalu na obrabiarkach CNC, przetworniki wykorzystują autorski układ zaprojektowany przez Roberta Wattsa, a do projektowanie i produkcja odbywają się w Wielkiej Brytanii, a dokładniej - we wspaniałej fabryce Chorda mieszczącej się w zabytkowym budynku stacji pomp w East Farleigh w hrabstwie Kent, między rzeką Medway a linią kolejową łączącą Maidstone i Tonbridge. Brzmi jak spełnienie marzeń ludzi narzekających, że w dzisiejszych czasach sprzęt audio to chińszczyzna, tandeta i wszechobecny plastik pachnący maksymalnym cięciem kosztów. Znajduje to jednak odzwierciedlenie w cenniku, który podzielono na pięć serii - Reference, Choral, Qutest, Table Top i Mobile. Najtańsze pełnowymiarowe urządzenie Chorda, 180-watowa końcówka mocy Ultima 6, kosztuje 34590 zł. To i tak mało, bo za pasujący do niej przedwzmacniacz trzeba zapłacić 71990 zł. Mniejszy niż standardowe klocki, ale wciąż mocno hi-endowy przetwornik Dave wyceniono na 51590 zł. Także wiecie, do narzekania i wypisywania komentarzy, że jakiś sprzęt powstaje w Chinach, chętnych nie brakuje, ale do płacenia za przyjemność posiadania wymuskanej elektroniki projektowanej i składanej w Wielkiej Brytanii kolejki są o wiele krótsze. Nie dotyczy to tylko Chorda.

Rezultat tej bezkompromisowej filozofii jest taki, że za 6499 zł dostajemy miniaturowy (16 x 4,2 x 9,7 cm, 625 g) wzmacniaczyk wyposażony w dwa niezbalansowane wejścia analogowe, pojedyncze terminale głośnikowe akceptujące wyłącznie wtyki bananowe i dwa wyjścia słuchawkowe. Moc też nie powala, choć jeśli weźmiemy pod uwagę gabaryty opisywanego modelu, i tak należy uznać ją za imponującą. 10 W na kanał przy 8 Ω z pewnością wystarczy, aby wysterować większość dostępnych na rynku kolumn o w miarę normalnych parametrach, a już na pewno, jeśli zależy nam na cywilizowanym, komfortowym odsłuchu i nie mamy w planach nagłaśniania imprezy w każdą sobotę. Wiele audiofilskich wzmacniaczy lampowych dysponuje podobną mocą i nie jest prawdą, że ich właściciele muszą sięgać po zestawy głośnikowe o ponadprzeciętnej skuteczności, aby cokolwiek usłyszeć. Anni bez najmniejszych problemów napędził zarówno Audiovectory QR5, jak i pracujące w moim systemie biurkowym monitory Equilibrium Nano, które ze względu na obecność ceramicznych wooferów i znacznie niższą skuteczność są trudniejszym obciążeniem niż duńskie podłogówki. Szczerze mówiąc, w takich warunkach wzmacniacz wielkości czterech paczek papierosów jest świetnym pomysłem. Maleńki Chord zajmuje na biurku mniej miejsca niż niewielki notatnik i filiżanka espresso. Do tego ma dwa wyjścia słuchawkowe, które mogą pracować jednocześnie. Dla ludzi, którzy spędzają dużo czasu przed komputerem i generalnie wolą słuchać muzyki w tradycyjny sposób, ale czasami muszą sięgnąć po nauszniki, jest to właściwie wymarzony sprzęt. Warto również zwrócić uwagę na to, że jeśli naprawdę nie możemy postawić na biurku pełnowymiarowej integry lub nawet czegoś w rodzaju Primare'a I15 albo NuPrime'a IDA-8, ale nie chcemy rezygnować z audiofilskiego dźwięku, Anni nie ma praktycznie żadnej konkurencji. Chyba żaden liczący się producent nie zaproponował nam do tej pory czegoś tak mikroskopijnego, zapewniając przy tym, że udało mu się wycisnąć z takiego piecyka brzmienie wysokiej próby. Z klocków, jakie testowałem w ostatnim czasie, do głowy przychodzi mi chyba tylko Waversa Systems WSlim LITE. W porównaniu z Chordem i tak potężny, ale płaski, więc niech będzie. WSlim LITE jest właściwie kompletnym systemem stereo, więc tu ma dużego plusa. Nie wyposażono go natomiast w wyjście słuchawkowe, więc jeśli jest to dla kogoś konieczność, wybór będzie prosty.

Anni to bardzo sympatyczne urządzenie. Jak to u Chorda, jakość wykonania obudowy jest pierwszorzędna. Świetne są także przyciski w formie półprzezroczystych, podświetlanych na różne kolory kuleczek. Zaskoczyło mnie to, że nie miałem żadnych problemów z gniazdami. Łatwo sobie wyobrazić, że próba podłączenia zbyt grubych lub ciężkich przewodów może się skończyć tragicznie, ale ja wykorzystałem interkonekt Albedo Geo i kable głośnikowe Tellurium Q Ultra Blue II, dzięki czemu cała operacja przebiegła bezproblemowo. Banany weszły w odpowiednie otwory i siedziały w nich pewnie, nawet gdy przesuwałem wzmacniacz z miejsca na miejsce. Łączówka tak samo. Doceniam też to, że konstruktorzy mimo wszystko dali nam dwa wejścia analogowe, między którymi przełączamy się w dość oryginalny sposób, naciskając potencjometr (podświetlenie w kolorze niebieskim oznacza, że aktywne jest pierwsze wejście, a kiedy zmienia kolor na czerwony - drugie). Jest też przełącznik wzmocnienia (gain), który wbrew pozorom może się przydać, ale oddziałuje tylko na gniazda głośnikowe - po podłączeniu słuchawek te są automatycznie odłączane, a naciskanie lewej kuleczki nie przynosi żadnego efektu. To ciekawe, bo nauszniki, podobnie jak kolumny, mają różne parametry i zapotrzebowanie na moc. Nikogo pewnie nie zaskoczy też to, że filigranowy wzmacniacz Chorda nie został wyposażony w zdalne sterowanie w jakiejkolwiek formie. Powiecie, że i tak go nie potrzebuje, bo w większości przypadków wyląduje na biurku? Możliwe, ale istnieje też coś, co sprawia, że moim zdaniem pilot jednak by się tutaj przydał (dojdziemy do tego za chwilę). Oznaczałoby to jednak konieczność zamontowania potencjometru z silniczkiem, a w maleńkiej obudowie niemal na pewno nie ma już na to miejsca. Brytyjczycy niestety sami nałożyli na siebie mocne ograniczenia, ponieważ bazą do powstania phono stage'a Huei i opisywanej integry siłą rzeczy stał się pierwszy reprezentant tej serii - Qutest. Jemu taka obudowa w zupełności wystarczyła, natomiast kiedy projektanci Chorda postanowili stworzyć Anni, musieli się mocno napocić i w wielu miejscach naprawdę to widać.

Bądźmy szczerzy, idea stworzenia prawdziwego, wydajnego, audiofilskiego wzmacniacza, który przy odrobinie szczęścia można włożyć do kieszeni, od samego początku wydawała się szalona i oznaczała, że w wielu kwestiach trzeba było zaakceptować pewne kompromisy. Anni ma zatem kilka problemów, które wprost wynikają z przyjętych przez konstruktorów założeń. Pierwszym jest oczywiście ograniczona funkcjonalność. Wiem, że jest ona pochodną małych wymiarów urządzenia, ale nie każdy musi liczyć centymetry na biurku, a jeśli może sobie pozwolić na większy wzmacniacz, w tej cenie będzie miał naprawdę duży wybór. Hegel H95, Waversa Systems WSlim LITE, Exposure XM5, Unison Research Unico Primo, Primare I15 Prisma, Atoll IN200 Signature - to tylko kilka modeli w zbliżonej cenie, z których każdy oferuje wyższą moc i więcej różnorodnych wejść, a niektóre są pełnoprawnymi systemami all-in-one, dając użytkownikowi dostęp do muzyki z sieci. Nie ulega wątpliwości, że Anni wypada tutaj tak sobie, a na pocieszenie daje nam tylko dwa wyjścia słuchawkowe. Drugi problem jest powiązany z pierwszym. Wzmacniaczyk Chorda potrzebuje partnera, a jeśli się na niego zdecydujemy, jest mało prawdopodobne, abyśmy brali pod uwagę coś innego niż Qutest. Ten nie jest jednak streamerem, więc będziemy mieli do wyboru dwa wyjścia - podłączenie sprzętu do komputera albo kupno zewnętrznego transportu, takiego jak chociażby Primare NP5 Prisma MK2 albo Soundgenic HDL-RA4TB. Myślę, że w większości przypadków skończy się na pececie. Jest to praktyczne rozwiązanie, ale jeśli choć raz spróbujecie zastąpić komputer czymś takim jak HDL-RA4TB, szybko zrozumiecie, że w kwestii jakości brzmienia są to dwa zupełnie różne światy. Rozwiązaniem, choćby nawet tymczasowym, może być podłączenie Anni do małego streamera, takiego jak Bluesound Node.

Jak to u Chorda, jakość wykonania obudowy jest pierwszorzędna. Świetne są także przyciski w formie półprzezroczystych, podświetlanych na różne kolory kuleczek. Zaskoczyło mnie to, że nie miałem żadnych problemów z gniazdami. Łatwo sobie wyobrazić, że próba podłączenia zbyt grubych lub ciężkich przewodów może się skończyć tragicznie, ale ja wykorzystałem interkonekt Albedo Geo i kable głośnikowe Tellurium Q Ultra Blue II, dzięki czemu cała operacja przebiegła bezproblemowo.

Z pozostałych rzeczy warto wspomnieć o trzech mankamentach brytyjskiego malucha. Pierwsza to brak słuchawkowego wyjścia zbalansowanego. Ciężko mi zrozumieć, dlaczego Chord zamontował z przodu dwie dziurki, z których jedna dubluje funkcję drugiej. Rozumiem, że chodziło o to, aby jednocześnie muzyki mogły słuchać dwie osoby korzystające ze słuchawek, ale domyślam się, że to bonus wynikający z wysokiej mocy wyjściowej, a nie realizacja życzenia klientów. Łatwiej będzie zobaczyć w lesie dzikiego rysia niż przyłapać dwoje ludzi na wspólnym odsłuchu w nausznikach podłączonych do Anni. Moim zdaniem zamiast gniazda 3,5 mm Chord powinien zamontować tu 4,4-mm Pentaconna, puszczając oczko w stronę posiadaczy hi-endowych słuchawek. Drugim minusem jest potencjometr, który mimo wszystko "startuje" zbyt wcześnie. Może chodziło o to, aby ten maleńki wzmacniacz wydawał nam się mocniejszy, ale ja wolałbym, aby użyteczny zakres regulacji był trochę większy. Realistycznie trudno jest przekroczyć godzinę jedenastą. Z Audiovectorami QR5 oznaczało to już wzbicie się na koncertowy poziom głośności. Muszę też wspomnieć o czymś, co trochę mnie denerwowało - pokrętło ma niewielki, ale wyczuwalny luz. Zupełnie jakby coś się w nim rozkręciło, a to niemożliwe, bo do testu otrzymałem fabrycznie nowe urządzenie. Zgaduję, że chcąc zachować miniaturowe rozmiary wzmacniacza, a jednocześnie przerzucić na pokrętło funkcję selektora wejść, brytyjscy inżynierowie musieli znaleźć potencjometr spełniający oba te warunki. I najwyraźniej znaleźli model, którego charakterystyczną cechą jest taki właśnie niewielki luz (raczej nie jest to niebieski ALPS). Nie rozumiem też, dlaczego maleńką gałkę otacza jedenaście świecących punkcików. Sugeruje to, że mamy maksymalny poziom wysterowania, a tymczasem prawdziwym wskaźnikiem jest mała, biała kropka, którą trudno jest dostrzec w zaciemnionym pomieszczeniu. Nie lepiej byłoby wykorzystać podświetlenia pokrętła do informowania użytkownika o aktualnym poziomie głośności, a kwestię źródła przerzucić na przykład na kolor kulki służącej jako włącznik? Duży plus jest taki, że potencjometr jest analogowy i - co ważne - pracuje równo nawet na początku skali.

Ostatnim minusem biurkowej integry Chorda jest kwestia jej chłodzenia, a dokładniej - cichy szum, jaki dochodzi z urządzenia podczas normalnej pracy. Anni naprawdę mocno się grzeje. Otwory wentylacyjne po lewej stronie nie pełnią bynajmniej funkcji dekoracyjnej. Najwyraźniej wymagają też mechanicznego wspomagania, prawdopodobnie w formie wentylatora podobnego do tych, jakie stosuje się na przykład w laptopach. Czy jest to coś, co na co dzień będzie nam przeszkadzało? Otóż to zależy moim zdaniem od warunków, w jakich Anni będzie pracował. Wspomniany szum nie jest taki znowu głośny. Wystarczy włączyć muzykę cichuteńko, aby całkowicie go zagłuszyć. Dla niektórych może to jednak być denerwujące, szczególnie jeśli urządzenie znajdzie się w zasięgu naszej ręki (tak, wracam tu do kwestii zdalnego sterowania). W moim systemie biurkowym wzmacniacz tak naprawdę nie zajmuje miejsca na biurku. Wraz z transportem sieciowym stoi na komodzie w zupełnie innej części pokoju. I tam Anni ani trochę mi nie przeszkadzał. Kiedy spróbowałem jednak postawić go najpierw obok prawej kolumny, a następnie przed monitorem (tym komputerowym), w przerwach między odsłuchami szum był już denerwujący. Być może nie będzie irytował tych, którzy i tak mają obok głośny komputer, ale ja akurat mocno nad tym popracowałem. Po ostatnich modyfikacjach, polegających na montażu zasilacza z chłodzeniem pasywnym i dysku SSD, mój pecet ma już w środku tylko jeden ultracichy wentylator, chłodzący procesor. Powiecie, że kiedy muzyka nie gra, sprzęt można, a nawet powinno się wyłączyć? Teoretycznie tak, ale po pierwsze Anni nie przechodzi w tryb uśpienia tak od razu, przez pewien czas podtrzymując działanie wentylatora, a po drugie po ponownym uruchomieniu potrzebuje trochę czasu, aby znów się nagrzać. Nie jestem przekonany, czy jest to wskazane, gdy potrzeba nam piętnastu minut ciszy, aby wykonać pracę wymagającą wyjątkowego skupienia lub stawić się na wideokonferencji. Ciekawe, że producent nie przewidział jakiegoś systemu automatycznego wyłączania wzmacniacza, kiedy nie ma sygnału na wejściu. Anni będzie się grzał i szumiał, gotowy do pracy, dopóki sami go nie wyłączymy. Ów szum jest na szczęście całkiem jednostajny, ale domyślam się, że mogłoby go w ogóle nie być, gdyby ta drobniutka integra była trochę większa, tak aby skutecznie mogły ją chłodzić normalne, pasywne radiatory.

Chord Anni

Brzmienie

Każdemu, kto przymierza się do odsłuchu opisywanego wzmacniacza, radzę przede wszystkim zapomnieć o jego gabarytach i podjąć próbę przystąpienia do testu z czystą głową, bez jakichkolwiek uprzedzeń czy wyobrażeń na temat jego brzmienia. I to tylko w jednym celu - aby uchronić się przed szokiem, jakiego doznamy w momencie, w którym z głośników popłynie mocny, głęboki, zwarty, soczysty i dynamiczny dźwięk. Jeżeli spodziewaliście się, że Anni będzie miał problemy z wysterowaniem normalnych kolumn, a jeśli nawet na niskim poziomie głośności coś tam zaprezentuje, to przy pierwszej próbie wkręcenia się na wyższe obroty skończą mu się pomysły i zacznie rzęzić, charczeć czy jazgotać, szykujcie się na szok. Pod tym względem brytyjska integra nie ma kompleksów w porównaniu z pełnowymiarowymi wzmacniaczami oddającymi czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, a może nawet siedemdziesiąt pięć watów na kanał. Myślicie, że blefuję? W takim razie umówcie się na odsłuch albo wypożyczcie to maleństwo do domu i nagrajcie proszę film, na którym będzie widać, jak słuchacie muzyki z potencjometrem ustawionym na godzinę dwunastą, oczywiście z normalnym źródłem i bez kombinowania z regulacją głośności w odtwarzaczu. Gwarantuję, że jest to do zrobienia tylko z wyjątkowo opornymi kolumnami, na przykład monitorami o skuteczności 84 dB. Mnie udało się doprowadzić Chorda do granic wytrzymałości tylko na chwilę, gdy przy wysokim poziomie głośności postanowiłem jeszcze pobawić się przyciskiem do wyboru jednego z dwóch trybów wzmocnienia. Poza tym Anni zachowuje się jak każdy albo prawie każdy inny wzmacniacz - ma swoje ograniczenia, jednak czerwona linia znajduje się tak daleko, że podczas normalnego użytkowania nigdy nie powinniśmy jej zauważyć. To samo dzieje się na wyjściach słuchawkowych. Z niełatwymi do wysterowania Sennheiserami HD 600 (300 Ω) i Beyerdynamicami DT 990 PRO (250 Ω) brytyjski wzmacniaczyk poradził sobie śpiewająco.

Pamiętając, że mamy do czynienia ze sprzętem Chorda (co by nie mówić, manufaktura z East Farleigh trzyma wysoki poziom i raczej nie robi sobie żartów z klientów), a także mając w pamięci testy innych miniaturowych urządzeń, takich jak chociażby Eryk S Concept Digi, mentalnie byłem przygotowany na to, że opisywana integra będzie charakteryzowała się dobrą, zupełnie normalną wydajnością w sensie mocy. Ostatecznie w warunkach domowych rzadko wykorzystujemy więcej niż kilka watów. Wystarczy spojrzeć na to, jak wyskalowane są wskaźniki wychyłowe w hi-endowych wzmacniaczach i końcówkach mocy. Trzeba naprawdę mocno przywalić, aby "wycieraczki" doszły przynajmniej do połowy okienka. W takim McIntoshu MA8000 nawet przy dość głośnym odsłuchu wskazówka ledwie muska 0,3 W, a przekroczenie 3 W oznacza już prawdziwą rzeźnię. Nie twierdzę, że duży zapas mocy jest czymś złym i zupełnie zbędnym, jednak z dobrze zaprojektowanym piecykiem, którego maksymalna moc wynosi osiem, piętnaście albo dwadzieścia watów, nie powinniśmy odczuwać dyskomfortu ani obawiać się, że przy mocniejszym przekręceniu potencjometru w prawo wpadniemy w przesterowanie, na własnej skórze dowiemy się, czym jest clipping, a potem poczujemy przykry zapach spalenizny i zobaczymy smugę dymu unoszącego się nad naszym sprzętem. Nie jestem w stanie zagwarantować, że Anni będzie pracować tak dobrze z każdymi w miarę cywilizowanymi kolumnami, ale średnio wyobrażam sobie też, aby którykolwiek doświadczony audiofil postanowił podłączyć do go ogromnych monitorów ATC albo pełnopasmowych elektrostatów Martina Logana.

Jeśli chodzi o sam charakter brzmienia, tu sprawa będzie pewnie dla niektórych znawców tematu lekko zaskakująca. Wydaje mi się, że brytyjskim inżynierom zależało na stworzeniu urządzenia możliwie neutralnego, bowiem wielokrotnie opowiadali się za taką filozofią i nigdy nie twierdzili, że sprzęt hi-fi musi grać ciepło, miło, lampowo i analogowo. Nie zmienia to jednak faktu, że Anni ewidentnie skręca właśnie w tym kierunku. Owszem, jego brzmienie jest dobrze zrównoważone i naturalne, ale czy zupełnie przezroczyste? Tego bym nie powiedział. Przetestowałem go z wykorzystaniem dwóch par kolumn i czterech modeli słuchawek, a moje wrażenia za każdym razem były takie same - uzyskiwałem lekko ocieplony, pełny, gęsty, mięsisty dźwięk oparty na głębokim basie, bliskiej, namacalnej średnicy i aksamitnych wysokich tonach. Gdybym brał udział w ślepym teście, nie miałbym najmniejszych wątpliwości - powiedziałbym, że w roli wzmacniacza obsadzona została konstrukcja lampowa, prawdopodobnie single-ended, ewentualnie dobra hybryda w stylu Unisona lub Pathosa. I to dopiero jest niespodzianka, prawda? Chord, który nie stawia na bezwzględną neutralność, oferując w zamian złagodzony, uspokojony, ale też wybitnie muzykalny dźwięk. Czy to kolejne brytyjskie dziwactwo? Nie wiem. Ciężko mi skrytykować wzmacniacz, który z każdą minutą odsłuchu coraz bardziej mnie do siebie przekonywał. Jeżeli w pierwszej chwili nie będziecie mieli wrażenia, że za mało się tu dzieje, że wysokie rejestry nie są wystarczająco czytelne i doświetlone, że brzmienie jest zbyt ciepłe i skondensowane, dajcie sobie przynajmniej godzinę, zróbcie głośniej i sprawdźcie, czy po tym czasie wciąż będziecie mieć podobne odczucia. Jeśli tak, to nie ma o czym gadać - być może to po prostu nie jest ten wzmacniacz. Ja natomiast byłem, co tu dużo mówić, oczarowany. Nie dość, że lubię takie niezobowiązujące, przyjemne granie, to jeszcze miałem tym większą frajdę, że odpowiedzialny za nie jest wzmacniacz mniejszy niż pad do PlayStation 4.

Opisywany model nie był projektowany tylko jako samodzielne urządzenie, ale przede wszystkim jako partner dla Qutesta i phono stage'a Huei. I w tym momencie wszystko staje się jasne. Mając wybitnie przejrzyste źródło, dodajemy do niego wzmacniacz o ocieplonym, bliskim, spójnym, niemal lampowym brzmieniu, następnie dodajemy dobre kolumny lub słuchawki i otrzymujemy system, na którym można słuchać muzyki godzinami.

Wydaje mi się, że takie usposobienie Anni nie jest dziełem przypadku. Przetworniki Chorda, w tym opisywany przeze mnie ponad trzy lata temu Qutest, znane są raczej z neutralnego, czystego, dynamicznego, rozdzielczego, szybkiego i bardzo przestrzennego brzmienia. Niektórzy uważają, że grają zbyt ostro, jasno i agresywnie. A przecież opisywany model nie był projektowany tylko jako samodzielne urządzenie, ale przede wszystkim jako partner dla Qutesta i phono stage'a Huei. I w tym momencie wszystko staje się jasne. Mając wybitnie przejrzyste źródło, dodajemy do niego wzmacniacz o ocieplonym, bliskim, spójnym, niemal lampowym brzmieniu, następnie dodajemy dobre kolumny lub słuchawki i otrzymujemy system, na którym można słuchać muzyki godzinami. I to właściwie powinno wystarczyć za cały opis. Dociekliwi audiofile z pewnością będą chcieli jednak wiedzieć jeszcze jedno - jak Anni prezentuje się na tle konkurencji w kategoriach ogólnej jakości dźwięku. Inaczej mówiąc, czy oferuje brzmienie na poziomie innych wzmacniaczy za 6000-7000 zł, czy jednak jest to znacznie niższa półka. Moim zdaniem jakość brzmienia jest adekwatna do ceny, przy czym trzeba wziąć drobną poprawkę na jego charakter. Bo gdybyśmy chcieli uzyskać właśnie taki dźwięk, musielibyśmy sięgnąć po ciepło grający piecyk tranzystorowy, hybrydę albo lampę, a te w tej klasie cenowej z reguły nie są jakieś wybitne. W kategoriach bezwzględnych Anni też nie jest wybitny, nie prezentuje poziomu hi-endowego, ale jest to bardzo przyjemne urządzenie, a jego dźwięk po prostu przekonuje. Znam wzmacniacze za te pieniądze, z którymi Chord może stanąć w szranki i wygrać, ale dla równowagi powiem, że znam też takie, które zmiażdżą go dynamiką i przejrzystością. Gdyby jednak moim priorytetem było to, abym mógł włączyć dowolną muzykę i słuchać jej godzinami, a następnego dnia nie mógł się doczekać, aby zrobić to ponownie, Anni znalazłby się wysoko na mojej liście zakupów.

Chord Anni

Chord Anni

Budowa i parametry

Chord Anni to wzmacniacz zintegrowany oferujący moc 10 W na kanał przy 8 Ω. Poza parą terminali głośnikowych użytkownik ma do dyspozycji dwa wyjścia słuchawkowe i dwa analogowe wejścia niezbalansowane (RCA). Całość zamknięto w anodowanej na czarno (jest to jedyna dostępna wersja kolorystyczna) aluminiowej obudowie wykonanej w technologii CNC. Muszę przyznać, że od samego początku kusiło mnie, aby rozkręcić ten wzmacniacz i jeszcze przed odsłuchem przyjrzeć się jego wnętrznościom, jednak ostatecznie tego nie zrobiłem, ponieważ przypomniałem sobie test przetwornika Hugo 2, którego rozkręcenie poszło gładko, ale złożenie było już znacznie trudniejsze. Ze względu na mikroskopijne rozmiary obudowy wszystkie elementy wewnętrzne zostały w niej upchnięte co do milimetra, a podczas montażu trzeba było uważać, aby czegoś nie porysować i podtrzymywać podświetlane kuleczki, które musiały wylądować na swoich miejscach. Pamiętam, że po kilku próbach zwyczajnie się poddałem i myślałem, że pierwszy raz w życiu będę musiał zwrócić dystrybutorowi przetestowane urządzenie w częściach. Na szczęście później ochłonąłem, spróbowałem jeszcze raz i operacja zakończyła się sukcesem. Obawiałem się, że w przypadku Anni będzie podobnie, a inna sprawa, że po otwarciu obudowy prawdopodobnie ujrzałbym podzespoły upakowane tak gęsto, że i tak trudno byłoby cokolwiek z tego wydedukować. Pamiętam też prezentację, jaką dla polskich dziennikarzy i dealerów przygotował kiedyś dyrektor sprzedaży Chorda, Colin Pratt. Normalnie wygląda to tak, że kilka pierwszych slajdów to wprowadzenie i przypomnienie historii danej marki, następnie słówko o technologii i filozofii plus kilka ciekawych zdjęć z fabryki, a później przedstawiciel firmy opowiada o nowych produktach, ich "ficzerach" i fantastycznym brzmieniu. Prezentacja Colina była zupełnie inna. Po pięciu minutach przeszedł do etapu szczegółów technicznych i drążył temat coraz głębiej, opowiadając na przykład o wpływie zasilacza impulsowego na pracę końcówki mocy, podpierając się wykresami i używając słów, których żaden z uczestników spotkania nie był w stanie przetłumaczyć na język polski. Jeżeli uważacie, że jestem słabiak, trudno - przyjmę to na klatę, ale wolę odesłać wzmacniacz w całości. Z tego, co widzę, żaden recenzent nie zdecydował się jeszcze otworzyć tej maleńkiej integry. Chord twierdzi, że Anni korzysta z autorskiej topologii obwodu Ultima, dzięki czemu jest idealnie przygotowany do wykorzystania pełnego potencjału hi-endowych słuchawek, kompaktowych monitorów i źródeł dźwięku o wysokiej rozdzielczości. Zastosowano tu układ korekcji błędów z podwójnym sprzężeniem zwrotnym. Producent twierdzi ponadto, że Anni kontroluje błędy obciążenia słuchawek, monitorując parametry pracy i kompensując je na bieżąco. Jeśli mam być szczery, wszystkie tego typu teksty traktuję jak opowieści o tym, że budżetowe monitory B&W wykorzystują rozwiązania z flagowych Nautilusów. Równie dobrze można opowiadać, że Volkswagen Polo to w gruncie rzeczy miejska odmiana Lamborghini Aventadora, bo obie marki należą do tego samego koncernu, a oba auta mają cztery koła, kierownicę, silnik i skrzynię biegów. Mogę się jednak mylić. Może wnętrze Anni to zmniejszona wersja jakichś dwóch modułów wziętych wprost z końcówki mocy Ultima 6. Z parametrów wyróżnia się tylko pasmo przenoszenia. Poziom zniekształceń jest, w porównaniu z konkurencją w zbliżonej cenie, dość wysoki, a stosunek sygnału do szumu taki sobie.

Werdykt

Jestem przekonany, że Anni to kolejne urządzenie Chorda, które okaże się sprzedażowym hitem. Może nie od razu, bo audiofile muszą się trochę oswoić z tą koncepcją i samą myślą, że z tak maleńkiego wzmacniacza można wyciągnąć wysokiej klasy dźwięk, ale gdy tylko konkurencja zacznie naśladować Brytyjczyków, będzie to sygnał, że pomysł się przyjął, a ekipa Johna Franksa miała rację. Wielu ludziom pomysł zbudowania systemu stereo na bazie miniaturowych klocuszków wydaje się idiotyczny. I cóż, jeśli możemy pozwolić sobie na ustawienie w domu pełnowymiarowej wieży, rzeczywiście nie ma się co ograniczać, bowiem za te same pieniądze można kupić większą, mocniejszą integrę z tylnym panelem zabudowanym gniazdami po brzegi, a nawet z przetwornikiem i streamerem na pokładzie.

Rzecz w tym, że żyjemy w dziwnych, wymagających i niepewnych czasach. Dla wielu audiofilów problemem nie jest wcale odłożenie pieniędzy na wymarzony sprzęt, ale brak warunków do jego użytkowania. Z raportu przygotowanego przez Ministerstwo Rozwoju wynika, że niemal połowa Polaków w wieku od 25 do 34 lat mieszka z rodzicami. Mimo boomu budowlanego, jaki obserwujemy co najmniej od kilku lat, mieszkań i domów wciąż brakuje. W dużych miastach mieszkanie o powierzchni większej niż 60-70 m² to właściwie nieosiągalny luksus. 30-40 m² z małym tarasem albo piwnicą to już wielkie szczęście. A ponieważ sprzedaje się wszystko, co nadaje się do mieszkania (albo i nie), kwitnie tak zwana patodeweloperka - mieszkania na osiedlach przypominających najgęściej zaludnione dzielnice Hong Kongu, mikrokawalerki, place zabaw przypominające wybieg dla agresywnych psów i komórki lokatorskie przerobione na coś w stylu więziennej celi. Nie twierdzę, że to nasza przyszłość i że za chwilę wszyscy będziemy tak mieszkali, ale jednak widać tu pewien trend. Nie tylko w Polsce. W Wielkiej Brytanii od dawna widać modę na budowanie maleńkich domów z kontenerów, urządzenie się w starych budynkach przemysłowych czy mieszkanie w przerobionych łodziach zacumowanych przy brzegu jakiejś spokojnej rzeki. Do nas powoli też to dociera i wielu ludzi z pewnością zdecyduje się na taki domek. Sam wolałbym to niż 16-metrową kawalerkę, w której ze względu na obowiązujące przepisy nie można się nawet zameldować.

Swoje trzy grosze dołożyła do tego pandemia. Dla wielu ludzi dom przestał być miejscem, w którym gotuje się obiad, ogląda telewizję, odpoczywa i śpi. Teraz jest to również miejsce pracy, co sprawia, że wiele innych rzeczy musiało zejść na drugi plan. Powiedzcie sami, ile godzin w ciągu dnia siedzicie przed komputerem, a ile spędzacie na kanapie, odłączając się od wszystkiego i słuchając muzyki na swoim audiofilskim sprzęcie? U mnie na przykład sprawę ratuje to, że odsłuchy są częścią mojej pracy, ale nawet w takim scenariuszu chodzenie między jednym pomieszczeniem a drugim zaczęło być idiotyczne, nie wspominając o tym, że duży system mogę odpalać tylko wtedy, gdy nie przeszkadzam innym domownikom. Dlatego popieram każdy pomysł, który sprawia, że można czerpać prawdziwą radość ze słuchania muzyki nawet w małym pomieszczeniu, ze słuchawkami albo - jeszcze lepiej - maleńkimi, ale dopracowanymi monitorami stojącymi na biurku. Chord Anni nadaje się do tego genialnie, bo właśnie do takiej roboty został stworzony. Nie da się go nie lubić. Nie miałem okazji sprawdzić, jak radzi sobie w zestawie z przetwornikiem Qutest, bo skoro testowałem tego DAC-a osobno, postanowiłem, że nie będę się powtarzał. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że efekt jest bardzo, ale to bardzo dobry. Na pewno nie każdy audiofil będzie chciał przesiąść się z dużego wzmacniacza na taką "zabawkę", ale jeśli myślicie o budowie kompaktowego systemu stereo z prawdziwego zdarzenia i nie boicie się tego, że Chord słono liczy sobie za wszystko, nawet za te maleńkie podstawki umożliwiające umieszczenie klocków jeden nad drugim, macie gotowy przepis na elektroniczną bazę takiego zestawu.

Chord Anni

Dane techniczne

Moc wyjściowa: 2 x 10 W/8 Ω
Wejścia analogowe: 2 x RCA
Wyjścia słuchawkowe: 1 x 6,3 mm, 1 x 3,5 mm
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 60 kHz (+/- 3 dB)
Stosunek sygnał/szum: 92 dB
Zniekształcenia: 0,02%
Wymiary (W/S/G): 4,2/16/9,7 cm
Masa: 625 g
Cena: 6499 zł

Konfiguracja

Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Marantz HD-DAC1, Auralic Vega G1, Hegel H20, Unison Research Triode 25, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Sennheiser HD 600, Tellurium Q Ultra Blue, Albedo Geo, Cardas Clear Reflection, KBL Sound Red Corona, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Audio Center. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Chord Electronics.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy5


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak wybrać wzmacniacz zintegrowany

Jak wybrać wzmacniacz zintegrowany

Każdy, kto zapragnął złożyć porządny system stereo, prędzej czy później stanie przed wyborem wzmacniacza. Urządzenie to jest niezbędnym elementem zestawu audio - wszystko jedno, czy mówimy o audiofilskich konfiguracjach za setki tysięcy złotych, czy o kolumnach aktywnych, soundbarach, a nawet głośnikach lub słuchawkach bezprzewodowych - wszędzie czai się element, który...

Roger Kessler - Piega

Roger Kessler - Piega

Piega to prawdopodobnie najsłynniejszy szwajcarski producent zestawów głośnikowych. Firma założona w 1986 roku przez Leo Greinera i Kurta Scheucha początkowo była typowo hobbystyczną, garażową manufakturą. Kurt skupił się na opracowywaniu pionierskich przetworników, natomiast Leo wziął na siebie sprawy związane z wzornictwem oraz finansami spółki. W pewnym momencie znakiem rozpoznawczym Piegi...

Cena wygody, czyli maleńki problem ze sprzętem bezprzewodowym

Cena wygody, czyli maleńki problem ze sprzętem bezprzewodowym

Słuchawki i głośniki bezprzewodowe to szczególna kategoria sprzętu grającego, niesłychanie ważna dla milionów ludzi, którzy chcą słuchać muzyki w wygodny sposób. Z punktu widzenia dziennikarza jest to także - obok streamerów, głośników sieciowych i nowoczesnych systemów all-in-one - wyjątkowo interesująca grupa urządzeń, w której widać postęp, świeżość, innowacyjność i walkę...

Bob Surgeoner - Neat Acoustics

Bob Surgeoner - Neat Acoustics

Audiofile zainteresowani niebanalnymi zestawami głośnikowymi często zwracają uwagę na zestawy Neat Acoustics - firmy założonej w 1989 roku przez Boba Surgeonera, który spędził większość swojego życia grając muzykę w różnych stylach, takich jak blues, rock, jazz, folk, country i bluegrass. Neat Acoustics posiada własne studio nagraniowe, w którym można nagrywać...

Czy ludzie... Czy my naprawdę nie słuchamy już muzyki?

Czy ludzie... Czy my naprawdę nie słuchamy już muzyki?

Jeśli zapytacie audiofilów, z jakimi problemami boryka się ta branża i co zagraża dalszemu rozwijaniu pasji, której oddają się od wielu lat, usłyszycie mnóstwo historii krążących wokół dwóch kwestii - pieniędzy i technologii. Aby słuchać muzyki, trzeba bowiem posiadać jakikolwiek sprzęt grający i wykupić dostęp do jednego z popularnych serwisów...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audio Physic Spark 6

Audio Physic Spark 6

Muszę przyznać, że od pewnego czasu nie jestem na bieżąco z poczynaniami Audio Physica. Był taki moment, kiedy wiedziałem niemal wszystko na temat każdej nowej konstrukcji niemieckiej marki, a kiedy...

Sennheiser Momentum 4 Wireless

Sennheiser Momentum 4 Wireless

Po niespełna dwudziestu latach recenzowania sprzętu audio rzadko kiedy odwiedzam sklepy z taką aparaturą, aby coś kupić. Jeśli już, najczęściej brakuje mi jakiegoś kabla albo czegoś w rodzaju płynu do...

Final Audio Design ZE8000

Final Audio Design ZE8000

Można powiedzieć, że jeszcze niespełna półtora roku temu byłem nausznikowym ortodoksem, który nie uznawał słuchawek dokanałowych. Moje podejście zmieniło się diametralnie, gdy w moje ręce wpadły "pchełki" AG TWS04K. Okazało...

Komentarze

Mariuisz
Brakuje tu jednego aspektu, który omijają również producenci. Chodzi o regulację barwy i balans. Nie każdy ma super słuch, nie w każdym wieku dobrze słyszymy wy...
Sebastian
Mam u siebie ten streamer podłączony od 2 dni optykiem do Topping DX3Pro+ i powiem, że w porównaniu ze źródłem jakim był laptop daje się usłyszeć większą głębie...
Daniel
A gdzie gramofony Pre-Audio? Czemu wszystkie są dobre, tylko nie nasze Polskie...
a.s.
Na Amazon Music Unlimited jest dużo muzyki w jakości lepszej od CD, mam wrażenie że większość, nie potrzeba do tego MQA.
Mike
Nawet to dobre, ale gdzie prawdziwe radio FM/DAB i Bluetoth LDAC bezstratny od Sony?

Płyty

Riverside - ID.Entity

Riverside - ID.Entity

W ubiegłym roku minęło sporo czasu, zanim pojawił się jakiś album, na który naprawdę czekałem. W bieżącym sytuacja jest zgoła...

Newsy

Tech Corner

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Czym powinien kierować się miłośnik sprzętu audio przy wyborze wzmacniacza? Gdyby na tak postawione pytanie można było udzielić prostej i zwięzłej odpowiedzi, pewnie nikt nie zawracałby sobie głowy testami i odsłuchami. Przyjmijmy jednak, że mamy już pewne rozeznanie w temacie, a z długiej listy dostępnych na rynku modeli chcemy wybrać...

Nowości ze świata

  • Internationally acclaimed, high-end audio brand Cyrus Audio announces the most intelligent power supply it has ever designed; the long-awaited PSU-XR. The PSU-XR is the first power supply from Cyrus to have its own built-in microprocessor, enabling it to talk to...

  • FiiO launches the M11S hi-res portable music player. Featuring dual ES9038Q2M DACs, the M11S is able to decode up to 384kHz/DSD256 audio. The versatile M11S builds upon the success of previous award-winning portable audio players from FiiO. Alongside its 3.5mm...

  • Piega is probably Switzerland's most famous loudspeaker manufacturer. Founded in 1986 by Leo Greiner and Kurt Scheuch, the company was initially a typical hobbyist, garage-based manufactory. Kurt concentrated on developing transducers, while Leo took on design matters and the company's...

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Sony MDR-R10

Sony MDR-R10

Długo szukałem w Internecie symbolu tych słuchawek. Pamiętam, jak wiele lat temu kolega przytargał do mnie katalog Sony i wskazując...

Słownik

Poprzedni Następny

THD

Total Harmonic Distorsion czyli całkowite zniekształcenia harmoniczne - współczynnik określający miarę zniekształceń nieliniowych w urządzeniach elektronicznych, w tym oczywiście w sprzęcie audio. Idealną sytuacją byłoby, gdyby wzmacniacz po otrzymaniu sygnału...

Cytaty

CarlosRuizZafon.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.