Swans - Birthing
- Kategoria: Rock
- Karol Otkała

Trudno uwierzyć, że od wydania "The Seer", czyli rozpoczęcia mojej przygody z twórczością Swans, minęło już 13 lat. Obecnie nieuchronnie puka do mnie czterdziestka i z każdym rokiem i kolejnym albumem coraz bardziej wciągałem się i angażowałem w twórczość Łabędzi, za każdym razem niecierpliwie wyczekując kolejnego wydawnictwa. Tutaj sprawa była o tyle łatwa, że Michael Gira jest artystą bardzo aktywnym i co 2-4 lata otrzymywaliśmy nowy album pod szyldem Swans. Lider przy tej swojej systematyczności jest również człowiekiem konsekwentnie niekonsekwentnym - po wydaniu "The Glowing Man" zapowiedział odejście od konwencji płyt-molochów trwających po dwie godziny i składających się z utworów co najmniej kilkunastominutowych. Po drodze coś poszło nie tak. bo zarówno "Leaving Meaning." jak i "The Beggar" nie odbiegają drastycznie od swoich poprzedników i przynoszą raczej kosmetyczne zmiany niż rewolucję. I w zasadzie chwała Girze za to, bo ta konwencja się sprawdza i każde kolejne wydawnictwo Swans to takie małe (dziwne stwierdzenie w kontekście dwóch godzin muzyki) dzieło sztuki i swoista podróż przez wizjonerski umysł lidera zespołu.
Twórczość Amerykanów nie należy do łatwych w odbiorze, ale wracam do niej systematycznie i to w konwencji słuchania albumów w całości, a nie na wyrywki, ponieważ wtedy robią one największe wrażenie, co w sumie nie jest jakimś wybitnym osiągnięciem, jeśli weźmie się pod uwagę konieczność zaangażowania na te 90-120 minut. Pierwsze wzmianki o "The Birthing" mogły wśród fanów wywołać lekką konsternację. Siedem utworów? Czyżby w końcu Michael Gira dotrzymał słowa i zakończył etap molochów? Na szczęście druga wzmianka zawierała czasy trwania utworów i okazało się, że wszystko jest na swoim miejscu. Album trwa ponad 115 minut.
Jedyna zapowiedź albumu - "I Am The Tower" nie porwała mnie za pierwszym razem. Ani za drugim. Ani trzecim. W zasadzie do dziś mam z nią problem, bo mimo sporej ilości ciekawych fragmentów ma też mielizny, które raczej nużą niż wciągają. Na szczęście jest ich na tyle mało, że przez utwór można przebrnąć w całości mimo ponad 19 minut czasu trwania. I nie jest to najcięższy zawodnik, ponieważ mamy tutaj jeszcze cięższą dwójkę. Rozpoczynający album "The Healers" snuje się w iście sielankowym, monotonnym tempie. Dopiero w okolicach 8 minuty tętno zaczyna lekko skakać, by następnie praktycznie całkowicie zniknąć i po chwili eksplodować w stylu ściany dźwięków z utworu tytułowego z "The Seer". W pierwszych 15 minutach nie dzieje się tutaj za wiele, całość została skumulowana w ostatnich niespełna 7 minutach. Wątkami spokojnie można by obdzielić kilka kolejnych utworów. "The Healers" pozostawia po sobie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Jeszcze lepiej sprawa wygląda z najdłuższym w zestawieniu utworem tytułowym. "Birthing" spokojnie mógłby służyć za ścieżkę dźwiękową do jakiejś apokaliptycznej opowieści. Chciałoby się powiedzieć, że chwilę wytchnienia przynosi słuchaczom "Red Yellow", który jest najkrótszy w zestawieniu, ale nadal trwa on prawie 7 minut i wprowadza bardzo nerwowy klimat, zarówno instrumentalnie jak i wokalnie. Bezpośrednią kontynuacją tego niepokoju jest "Guardian Spirit".
Wisienką na torcie "Birthing" są dwa zamykające go utwory. "The Merge" jest chyba największym ukłonem w stronę "The Seer" i muzyki drone od czasów jego wydania - a przecież po drodze były jeszcze cztery albumy. Monumentalny "(Rope) Away" kończy całość i zostawia w słuchaczu poczucie uczestnictwa w czymś wyjątkowym. I to rozumianym dwuznacznie. Dla fanów twórczości Giry "Birthing" będzie kolejnym albumem, którego słuchanie można uznać za swego rodzaju rytuał. Dla osób postronnych i ludzi, którzy do tej pory nie przekonali się do twórczości Swans, nowy album będzie wyjątkowo nudny i ciężki do przebrnięcia. W okolicach premiery Michael Gira zapowiedział kolejny raz, że "Birthing" jest ostatnim puzzlem w układance i kolejne wydawnictwa będą zupełnie inne. Po cichu liczę, że jednak nie, ponieważ uwielbiam te jego molochy i jestem wobec nich praktycznie bezkrytyczny.
Artysta: Swans
Tytuł: Birthing
Wytwórnia: Young God
Rok wydania: 2025
Gatunek: Post Rock, Experimental, Drone
Czas trwania: 115:35
Ocena muzyki![]()
Ocena wydania![]()












Komentarze