Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co trzy lata odświeżony wzmacniacz, najlepiej z nieco większym wyświetlaczem, nowym modułem sieciowym i kilkoma nowymi gniazdami. Rynek słuchawek bezprzewodowych jest pod tym względem szczególnie bezlitosny, bo tutaj elektronika starzeje się szybciej niż wszystko, co ją otacza. Przetworniki mogą pozostać świetne jeszcze przez dekadę albo dwie, obudowa również nie musi się zdezaktualizować, ale wystarczy, że pojawi się nowy kodek, lepszy układ redukcji szumów, kolejna wersja Bluetooth albo bardziej rozbudowana aplikacja i model sprzed trzech czy czterech lat zaczyna wyglądać tak, jakby pamiętał inną epokę. Właśnie dlatego cztery lata dzielące Momentum 4 Wireless od ich następcy to w tej kategorii naprawdę sporo. W 2022 roku Bluetooth 5.2 z aptX Adaptive robił bardzo dobre wrażenie, 60-godzinny czas pracy był wynikiem wręcz absurdalnym, a systemy ANC znajdowały się na takim etapie rozwoju, że wielu producentów wciąż chwaliło się głównie tym, iż redukcja hałasu jest "adaptacyjna". Dziś samo użycie tego słowa nikogo już nie wzrusza. Klienci chcą nie tylko ciszy, ale też lepszego tłumienia rozmów, naturalnego trybu transparentnego, kilku urządzeń połączonych jednocześnie, możliwie bezstratnej transmisji, aktualizacji firmware'u i aplikacji, która nie wygląda jak projekt studenta informatyki. Konkurencja zrobiła kilka potężnych kroków do przodu, a sam Sennheiser zdążył wprowadzić Accentum Wireless, rozwijać kolejne modele dokanałowe i - co z punktu widzenia audiofila jest chyba najważniejsze - zaprezentować HDB 630, czyli słuchawki mające stanowić pomost między nowoczesnymi nausznikami bezprzewodowymi a klasycznymi, ambitnymi konstrukcjami z serii HD 600. To sprawia, że Momentum 5 Wireless mają podwójnie trudne zadanie - muszą zmierzyć się nie tylko z mocniejszą konkurencją, ale też z kilkoma ciekawymi konstrukcjami z katalogu Sennheisera, który przez cztery lata zdążył się wyraźnie uporządkować i wyspecjalizować.

Można więc powiedzieć, że Momentum 5 Wireless wchodzą na rynek w sytuacji zdecydowanie bardziej skomplikowanej niż ich poprzednik. Cztery lata temu było w miarę jasne, czym Momentum mają być. Sennheiser porzucił luksusową stylistykę wcześniejszych generacji, odstawił na bok błyszczący metal i skórę, a zamiast tego stworzył lekkie, dyskretne, wygodne słuchawki podróżne, które miały wygrywać przede wszystkim technologią, ergonomią, fenomenalnym czasem pracy i - mimo wszystko - brzmieniem godnym logo umieszczonego na pałąku. Z dzisiejszej perspektywy był to strzał w dziesiątkę. Momentum 4 Wireless nie wyglądały już jak produkt klasy premium, ale były praktyczne, świetnie wyposażone i grały na tyle dobrze, że w podsumowaniu ich testu nazwałem je jednymi z najlepszych, jeśli nie najlepszymi słuchawkami bezprzewodowymi w cenie do 2000 zł.

Teraz sprawa nie jest już tak oczywista. Po pierwsze, rynek po raz kolejny się zagęścił. Za porównywalne pieniądze można kupić naprawdę dopracowane modele takich marek jak Sony, JBL, Focal, Bose czy Bowers & Wilkins, a jeśli komuś zależy przede wszystkim na jakości dźwięku, może zacząć spoglądać w kierunku konstrukcji jeszcze bardziej audiofilskich. Po drugie, w katalogu Sennheisera pojawiły się wspomniane HDB 630, które nie tylko odziedziczyły ogólną koncepcję mechaniczną Momentum, ale wprost stawiają na bardziej neutralne strojenie, korektor parametryczny, crossfeed i możliwie poważne podejście do odsłuchu. Momentum nie mogą już zatem udawać, że są jedynymi bezprzewodowymi słuchawkami Sennheisera dla wymagającego melomana. Wewnętrzny podział stał się czytelniejszy - HDB 630 mają być bardziej audiofilskie, a Momentum 5 bardziej uniwersalne, podróżne, efektowne i "życiowe".

Po trzecie wreszcie, i to jest chyba najbardziej przewrotne, Sennheiser nie opracował dla "piątek" nowego przetwornika. Sercem konstrukcji pozostaje 42-milimetrowa jednostka znana z Momentum 4. Producent mówi o niej jako o konstrukcji inspirowanej serią HD 600, produkowanej w zakładzie w Tullamore w Irlandii, ale w dokumentacji technicznej odpowiada na pytanie o różnice względem poprzednika bardzo konkretnie - od strony sprzętowej przetwornik się nie zmienił. Innymi słowy, nie mamy do czynienia z rewolucją w rodzaju "nowa membrana, nowy układ magnetyczny, nowa cewka, wszystko od zera". Sennheiser uznał najwyraźniej, że główny element elektroakustyczny Momentum 4 jest wystarczająco dobry i zamiast wyrzucać go do kosza, warto popracować nad wszystkim, co znajduje się dookoła.

Na pierwszy rzut oka brzmi to mało ekscytująco. Po czterech latach oczekiwania dostajemy te same przetworniki i słuchawki wyglądające prawie tak samo? Kiedy jednak zaczniemy sprawdzać listę zmian, okazuje się, że jest ona bardzo długa, a co ważniejsze - większość z nich dotyczy rzeczy, które podczas codziennego użytkowania faktycznie mają znaczenie. Dwa razy więcej mikrofonów odpowiedzialnych za ANC nie jest przecież wpisem do tabelki dla samego wpisu, tylko próbą rozwiązania jednej z największych słabości Momentum 4. Ośmiopasmowy korektor nie jest zabawką dla ludzi, którzy lubią oglądać suwaki, tylko narzędziem szczególnie istotnym w słuchawkach o dość wyraźnym fabrycznym charakterze. Dolby Atmos z head trackingiem może się przydać podczas filmów i materiałów wielokanałowych, mniejsze etui realnie ułatwia podróżowanie, USB audio 24 bit/96 kHz zwiększa użyteczność słuchawek przy komputerze, a wymienny akumulator rozwiązuje problem, który za trzy czy pięć lat może okazać się ważniejszy niż wszystkie kodeki razem wzięte. Producent sam zresztą przedstawia nową generację nie jako zerwanie z dotychczasową koncepcją, lecz jako dopracowanie całego doświadczenia bez odchodzenia od formuły, która sprawdziła się w Momentum 4. Im dłużej przyglądamy się tej filozofii, tym bardziej wydaje się ona rozsądna.

Teoretycznie test wydaje się więc zakończony jeszcze przed przecięciem plomby na opakowaniu. Sennheiser zostawił to, co było dobre, a pieniądze i czas inżynierów skierował tam, gdzie w poprzedniku rzeczywiście było jeszcze sporo miejsca na poprawę. I wiecie co? Jestem jak najbardziej za. Gdyby użytkownicy "czwórek" narzekali na wzornictwo, jakość wykonania, komfort albo jakość brzmienia, zwalając winę na słabe przetworniki, zmiana tych elementów byłaby uzasadniona, ale po co ruszać coś, co już dawno było bardzo, bardzo dobre? Na dobrą sprawę wystarczy "zaktualizować" poprzedni model - nadrobić te parę lat w obszarze łączności i funkcji cyfrowych. I chyba właśnie tak należy podejść do tematu. Nie pytać, czy Momentum 5 są zupełnie innymi słuchawkami, bo nie są. Ciekawsze jest to, czy suma wielu mniejszych, ale sensownych zmian wystarczyła, aby produkt opracowany w dużej mierze na bazie czteroletniego poprzednika ponownie znalazł się w ścisłej czołówce swojej klasy. A może najgroźniejszym rywalem "piątek" wcale nie będą JBL-e, Focale, Bose czy Bowersy, lecz przecenione Momentum 4 albo bardziej audiofilskie HDB 630? Zobaczmy zatem, co Sennheiser przygotowywał przez te cztery lata.

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Wygląd i funkcjonalność

Jeżeli liczyliście na powrót do wyglądu pierwszych trzech generacji Momentum, możecie od razu porzucić nadzieję. Przy "czwórkach" Sennheiser wykonał stylistyczny zwrot o 180 stopni i najwyraźniej ani myśli zawracać. Dawne Momentum były trochę jak drogie buty, skórzana torba albo zegarek - urządzenie miało nie tylko dobrze działać, ale też cieszyć właściciela samym faktem posiadania. Metalowy pałąk, skóra, charakterystyczne prowadnice i eleganckie etui sprawiały, że już przy otwieraniu pudełka człowiek wiedział, za co zapłacił. Momentum 4 zrezygnowały z tego ceremoniału na rzecz pragmatyzmu. Plastik? Owszem. Prosty pałąk? Tak. Muszle przypominające dziesiątki innych modeli? Jak najbardziej. W zamian dostaliśmy jednak niższą masę i całą masę praktycznych funkcji. W poprzednim teście pisałem, że Sennheiser zmienił priorytety, ponieważ klienci zaczęli bardziej zwracać uwagę na ANC, baterię, kodeki i wygodę niż na to, czy muszle są połączone kawałkiem wypolerowanej stali. Patrząc na Momentum 5, trudno dojść do innego wniosku niż taki, że rynek potwierdził słuszność tej decyzji.

Konstrukcyjnie nowy model jest bardzo bliski poprzednikowi. To wciąż zamknięte, wokółuszne słuchawki z owalnymi muszlami, szerokim pałąkiem pokrytym od góry materiałem tekstylnym i minimalistycznym wzornictwem. Muszle obracają się na płasko, ale nie składają się do środka. Słuchawki ważą około 290 g, a więc w świecie naszpikowanych elektroniką nauszników ANC nadal można je uznać za lekkie. Ta liczba sama w sobie niewiele mówi, dopóki nie zestawimy jej z realnym sposobem użytkowania. W słuchawkach podróżnych kilka czy kilkanaście dodatkowych gramów nie robi wrażenia, kiedy oglądamy specyfikację na ekranie, ale po trzech godzinach w pociągu albo całym dniu pracy przy komputerze potrafi już mieć znaczenie. Sennheiser wyraźnie woli więc trzymać się konstrukcji lekkiej i użytkowej niż dokładać metalowe części tylko po to, aby produkt robił lepsze pierwsze wrażenie w sklepie. Producent twierdzi, że wielkość muszli i siła docisku nie zmieniły się względem Momentum 4, co dla jednych będzie dobrą wiadomością, a dla innych sygnałem ostrzegawczym. Jeżeli poprzednia generacja leżała komuś na głowie idealnie, nowa powinna zachowywać się podobnie. Jeśli natomiast mieliście problem z ograniczoną przestrzenią wewnątrz padów, "piątki" go nie rozwiążą. Posiadacze sporych lub mocno odstających małżowin mogą dotykać wnętrza muszli, a przy dłuższym słuchaniu dochodzi do tego klasyczna przypadłość praktycznie wszystkich zamkniętych słuchawek z miękkimi padami - uszy zaczynają się nagrzewać. Nie jest to wada dyskwalifikująca, raczej konsekwencja przyjętej koncepcji. Sennheiser stawia na dobre uszczelnienie, niską masę i skuteczne ANC, a nie na ogromne, przewiewne komory rodem z dużych słuchawek stacjonarnych.

Czy jakość wykonania jest adekwatna do ceny? To zależy, z czym Momentum 5 zestawimy. Jeżeli obok położymy Accentum Wireless, różnica jest oczywista. Tańszy model od początku miał być produktem oszczędnym, z niemal ascetycznym wyposażeniem i dużą ilością tworzywa sztucznego. Momentum 5 wyglądają i zachowują się zdecydowanie bardziej dojrzale. Jeżeli jednak za punkt odniesienia przyjmiemy Bowers & Wilkins Px7 S3, sprawa przestaje być tak komfortowa dla Sennheisera. Brytyjczycy bardzo mocno popracowali nad smukłością konstrukcji, detalami, materiałami i samym poczuciem obcowania ze sprzętem klasy premium. Przy nich Momentum 5 są bardziej użytkowe niż luksusowe. Nie powiedziałbym, że wyglądają tanio, bo to byłaby przesada, ale też trudno wyobrazić sobie kogoś, kto weźmie je do ręki i przez pięć minut będzie zachwycał się jakością materiałów. Sennheiser najwyraźniej uznał, że jeżeli coś jest wystarczająco lekkie, wygodne, trwałe i porządnie spasowane, nie trzeba poświęcać pieniędzy na metalowe siateczki, pałąk z włókna węglowego, hybrydowe pady albo drewniane osłony muszli. Za wszystkie te bibeloty trzeba przecież zapłacić, a większości klientów są potrzebne jak rybie rower. "Piątki" są więc równie dyskretne jak "czwórki", co niewątpliwie ma swoje plusy. Nie zwracają uwagi, nie trzeba się z nimi obchodzić jak z jajkiem, a dodatkowo pasują do każdej, jak to się dzisiaj mówi, stylizacji. A swoją drogą, zewnętrzne wykończenie pałąka i połyskujące dyski z firmowym logo prezentują się naprawdę dobrze, dyskretnie nawiązując do legendarnej już jakości materiałów stosowanych w pierwszych modelach z serii Momentum.

Ciekawszą zmianę zauważymy, biorąc do ręki futerał. Etui jest wyraźnie mniejsze niż w Momentum 4 - producent podaje redukcję rzędu 18-20%. Najwięcej udało się zaoszczędzić na grubości, co ma sens, bo właśnie ten wymiar decyduje o tym, czy futerał w miarę łatwo wejdzie do plecaka albo torby z laptopem. To dobry przykład zmiany, która w praktyce okazuje się bardzo sensowna. Kiedy słuchawek używa się głównie w domu, kilka centymetrów więcej czy mniej nie ma większego znaczenia. Gdy jednak sprzęt codziennie ląduje w torbie obok komputera, ładowarki, dokumentów i butelki wody, objętość etui nagle zaczyna być istotnym parametrem użytkowym. W komplecie dostajemy także przewód USB-C oraz kabel analogowy 2,5-3,5 mm. Wyposażenie jest kompletne w tym sensie, że możemy od razu korzystać zarówno z transmisji cyfrowej, jak i klasycznego połączenia analogowego, ale nie ma tu adaptera BTD 700, obecnego w zestawie z HDB 630. Trzeba go dokupić osobno. I to jest wyraźny sygnał różnicy w pozycjonowaniu obu modeli. HDB 630 mają być gotowym zestawem dla człowieka, który chce wycisnąć maksimum jakości niezależnie od źródła, natomiast Momentum 5 zakładają, że większość użytkowników skorzysta po prostu z możliwości swojego telefonu czy laptopa.

Układ sterowania został w dużej mierze przejęty z poprzednika. Mamy fizyczny przycisk odpowiadający między innymi za włączanie i parowanie oraz duży panel dotykowy na prawej muszli. Stuknięcia i przesunięcia pozwalają sterować odtwarzaniem, głośnością, rozmowami oraz systemem redukcji hałasu. Zwolennicy fizycznych przycisków będą oczywiście narzekać, ale touchpad ma przynajmniej jedną zaletę - dzięki dużej powierzchni można obsłużyć z niego naprawdę wiele funkcji bez szukania palcem pięciu małych guziczków rozmieszczonych wokół krawędzi muszli. Z drugiej strony w systemach dotykowych zawsze istnieje ryzyko przypadkowego wywołania komendy przy poprawianiu słuchawek na głowie. W razie czego panel można wyłączyć w aplikacji. Producent poprawił również automatykę, najwyraźniej słuchając uwag użytkowników Momentum 4. Nowe słuchawki nadal wiedzą, kiedy znajdują się na głowie, dzięki czemu mogą zatrzymać muzykę po zdjęciu i wznowić ją po ponownym założeniu, ale nie budzą się już samoczynnie w sposób znany z poprzedniej generacji. Po dłuższym okresie bezczynności się wyłączają, zamknięcie etui również powoduje ich uśpienie, natomiast po wyjęciu trzeba nacisnąć przycisk. Niby szczegół, ale właśnie takie szczegóły decydują o tym, czy inteligentna funkcja faktycznie pomaga, czy po tygodniu zaczyna człowieka irytować.

Na wyższy poziom wrażeń z użytkowania wejdziemy oczywiście po uruchomieniu aplikacji Smart Control Plus. Momentum 5 oferują ośmiopasmowy korektor graficzny, własne presety i Sound Personalization. Warto zaznaczyć, że nie jest to korektor parametryczny taki jak w HDB 630 - częstotliwości i szerokości filtrów nie ustawimy dowolnie. Dla części audiofilów będzie to ograniczenie, ale dla ogromnej większości użytkowników wręcz przeciwnie. Pełny PEQ daje wielkie możliwości, tylko trzeba wiedzieć, co się robi. Ośmiopasmowy korektor jest mniej precyzyjny, za to znacznie trudniej nim kompletnie zepsuć dźwięk. Mimo to osiem pasm z regulacją do około ±6 dB daje już wystarczająco duże pole manewru, aby skorygować najbardziej charakterystyczne elementy fabrycznego strojenia. W przypadku Momentum 5 ma to szczególne znaczenie, ponieważ ich bas jest ustawiony wyraźnie mocniej niż w poprzedniku. Jeśli komuś taki charakter odpowiada - świetnie, może zostawić wszystko w spokoju. Jeżeli nie, aplikacja pozwala go szybko oswoić bez studiowania teorii filtrów i wykresów częstotliwościowych. Sound Personalization idzie jeszcze dalej. Zamiast przesuwać suwaki, użytkownik odsłuchuje przygotowany materiał z kilkoma warstwami i określa preferowane proporcje, a algorytm buduje na tej podstawie ustawienie DSP. To podejście jest bardziej intuicyjne i chyba lepiej pasuje do filozofii serii Momentum, bo nie wymaga od użytkownika technicznej wiedzy. Co interesujące, efekt potrafi zawierać korekty, których nie da się łatwo odtworzyć samym ośmiopasmowym equalizerem, więc nie mamy tu do czynienia tylko z bardziej efektownym interfejsem dla tej samej funkcji. W praktyce oznacza to, że Sennheiser daje dwie drogi do podobnego celu - jedną dla ludzi, którzy wiedzą, że chcą na przykład odjąć trochę w okolicach basu, i drugą dla tych, którzy po prostu chcą powiedzieć aplikacji "tak, to brzmi lepiej" i nie zaprzątać sobie głowy resztą. Do tego dochodzą ustawienia ANC i trybu transparentnego, zarządzanie połączeniami, wybór kodeków i trybów jakości, aktualizacje firmware'u oraz Dolby Atmos z head trackingiem. Ta ostatnia funkcja zdążyła już zostać udostępniona i można ją traktować jako realny element wyposażenia, nie obietnicę na przyszłość.

USB-C służy nie tylko do ładowania - Momentum 5 przyjmują cyfrowy sygnał audio do 24 bit/96 kHz. Z punktu widzenia użytkownika laptopa jest to rozwiązanie wręcz idealne i zdecydowanie nie traktowałbym go jako awaryjnego dodatku.

Znacznie ostrożniej podchodziłbym do zapowiedzi Bluetooth 6.0. W materiałach premierowych producent informował, że konstrukcja jest przygotowana na przyszłą aktualizację, ale aktualna specyfikacja nadal wymienia Bluetooth 5.4 i nie potwierdza LC3 ani Auracastu jako działających funkcji. I dobrze byłoby tego nie mieszać, bo w świecie elektroniki bardzo łatwo zacząć traktować obietnicę aktualizacji jak funkcję, którą produkt już ma. Nie ma. Być może dostanie ją za miesiąc, pół roku albo wraz z kolejną aktualizacją firmware'u, ale dziś rozsądnie jest oceniać to, co działa teraz. A teraz i tak jest bardzo dobrze. Momentum 5 obsługują SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive i aptX Lossless, a do tego korzystają z platformy Snapdragon Sound. Ta wyliczanka brzmi może jak kolejny katalog skrótów, ale w praktyce oznacza szeroką kompatybilność i możliwość wykorzystania lepszej transmisji tam, gdzie urządzenie źródłowe na to pozwala. SBC i AAC zapewniają podstawową zgodność, aptX HD i Adaptive otwierają drogę do wyższej jakości i lepszego zarządzania przepływnością, a aptX Lossless jest próbą zbliżenia transmisji bezprzewodowej do sytuacji, w której kompresja przestaje być głównym ograniczeniem. Nie oznacza to automatycznie, że każdy telefon i każdy utwór nagle zabrzmi jak po kablu. Trzeba mieć zgodne źródło i odpowiednie warunki transmisji. Dla użytkowników odpowiednio wyposażonych smartfonów z Androidem jest jednak praktycznie wszystko, czego można chcieć. Posiadacze iPhone'ów pozostają oczywiście przy AAC, chyba że dołożą zewnętrzny nadajnik w rodzaju BTD 700.

Połączenia przewodowe również potraktowano poważnie. USB-C służy nie tylko do ładowania - Momentum 5 przyjmują cyfrowy sygnał audio do 24 bit/96 kHz. Z punktu widzenia użytkownika laptopa jest to rozwiązanie wręcz idealne i zdecydowanie nie traktowałbym go jako awaryjnego dodatku. Wiele osób kupuje bezprzewodowe słuchawki, po czym przez połowę dnia siedzi z nimi przy komputerze. W takiej sytuacji Bluetooth nie daje żadnej praktycznej przewagi, bo i tak nie ruszamy się od biurka, natomiast USB pozwala ominąć cały etap transmisji radiowej, korzystać z jednego przewodu i przy okazji uzupełniać energię w akumulatorze. Podpinamy więc kabel, słuchawki pracują jako kompletne urządzenie audio, system widzi je jako zewnętrzny interfejs, a my nie musimy zastanawiać się, czy komputer faktycznie negocjuje najlepszy dostępny kodek. To jedna z tych funkcji, które początkowo brzmią mało efektownie, a później okazują się używane niemal codziennie. Zostaje również kabel analogowy, co zwiększa kompatybilność ze starszym sprzętem, systemami pokładowymi czy urządzeniami, które z USB audio nie mają nic wspólnego. W świecie, w którym producenci coraz chętniej usuwają wszystko, co nie jest absolutnie konieczne, taki zapas kompatybilności może kiedyś uratować sytuację.

ANC jest jednym z obszarów, w których rzeczywiście wykonano generacyjny skok. Momentum 4 korzystały z czterech mikrofonów, natomiast "piątki" mają ich osiem, po cztery na stronę. Sama liczba mikrofonów oczywiście niczego nie gwarantuje - można ich zamontować nawet dwanaście, a jeśli algorytm będzie działał przeciętnie, efekt pozostanie przeciętny - ale tutaj za zmianą sprzętową idą konkretne wyniki. Producent mówi nawet o trzykrotnie większej skuteczności w określonym zakresie średnich częstotliwości, szczególnie przy tłumieniu rozmów. Nie przywiązywałbym się do tej liczby bez poznania metodologii, ale niektóre pomiary potwierdzają wyraźny postęp, szczególnie w zakresie poniżej około 1,1 kHz. To właśnie ten obszar jest szczególnie ważny w praktyce, bo monotonny pomruk silnika samolotu potrafią w miarę skutecznie tłumić już przeciętne słuchawki ANC. Znacznie trudniejsze są głosy ludzi, odgłosy biura, komunikaty na dworcu czy zmienne dźwięki miasta. Jeśli nowy system radzi sobie lepiej właśnie tam, użytkownik odczuje to szybciej niż poprawę o kilka decybeli w najniższym basie. I dlatego tę zmianę oceniam jako znacznie ważniejszą niż sama podwojona liczba mikrofonów sugerowałaby na papierze.

I wreszcie bateria. Na papierze wydarzyła się tu rzecz zabawna, bo czas pracy na jednym ładowaniu... spadł! Momentum 4 mogły pracować do 60 godzin, Momentum 5 - 57. Gdybyśmy czytali specyfikację jak tabelę wyników sportowych, można byłoby więc ogłosić regres. W praktyce byłoby to kompletnie oderwane od rzeczywistości. Różnica trzech godzin przy takim poziomie wydajności jest niemal akademicka. Mówimy przecież o wyniku pozwalającym wielu użytkownikom ładować słuchawki raz na tydzień albo jeszcze rzadziej, a jeżeli część czasu spędzamy przy komputerze korzystając z USB, problem stanu akumulatora praktycznie znika z codziennego życia. Jeden z recenzentów, z aptX Adaptive i maksymalnym ANC, osiągnął ponoć wynik 48 godzin i 30 minut, co nadal jest rezultatem wybitnym. I to jest znacznie ciekawsza liczba niż marketingowe "do 57 godzin", bo pokazuje, że nawet przy warunkach mniej sprzyjających niż fabryczny scenariusz nadal zostaje nam ogromny zapas. Dziesięć minut szybkiego ładowania powinno dać do siedmiu godzin odsłuchu, choć w dokumentacji producenta można znaleźć w tej kwestii różne wartości. Tak czy inaczej, szybkie ładowanie pełni tutaj raczej funkcję zabezpieczenia na wypadek skrajnego zapominalstwa niż elementu, z którego trzeba regularnie korzystać. I chyba właśnie tak powinien wyglądać dobrze zaprojektowany system zasilania - nie zmuszać użytkownika do ciągłego myślenia o baterii.

Najważniejsze jest jednak coś zupełnie innego. Akumulator ma pojemność 700 mAh i można go wymienić samodzielnie. Nie w teorii, nie po wysłaniu urządzenia do centrali w Niemczech i nie poprzez wymianę całej muszli za połowę wartości słuchawek. Zdejmuje się lewy pad, odkręca cztery śrubki, unosi przegrodę, odpina stare ogniwo i podłącza nowe. Wymienne mają być również pady. I powiem tak - w całej tej historii Bluetoothów, Atmosów, adaptacyjnych algorytmów i cyfrowych mikrofonów właśnie te cztery śrubki są chyba najbardziej przyszłościową funkcją Momentum 5. Czy jest to podyktowane nowymi unijnymi przepisami, zwanymi potocznie prawem do naprawy? Nie wiem, ale na razie u innych producentów takiego wynalazku nie widziałem. Kiedy ostatni raz zagłębiałem się w te kwestie, z regulacji wyłączony był drobny sprzęt elektroniczny, taki jak telefony, tablety czy słuchawki bezprzewodowe. Na szczęście jak się chce, to można. Wymienne akumulatory pojawiły się już chociażby w niektórych głośnikach bezprzewodowych JBL-a, a jeśli mają przedłużyć życie słuchawek i innych urządzeń audio, jestem jak najbardziej za. Inna sprawa, że kiedy pojemność baterii spadnie na tyle, aby jej wymiana stała się konieczna, część użytkowników i tak będzie się już zastanawiać, czy nie przesiąść się na inne, lepsze słuchawki. A może prędzej padnie coś innego? Na razie ciężko to przewidzieć, ale nawet jeśli ktoś po 2-3 latach korzystania z Momentum 5 postanowi je sprzedać lub oddać, kolejna osoba będzie mogła wymienić akumulator, a może również pady czy pałąk. I tak powinno być. Słuchawki bezprzewodowe są przecież jednym z najbardziej absurdalnych przykładów elektroniki użytkowej. Kupujemy sprzęt za 1500, 2000 albo 3000 zł, mechanicznie może być wciąż w doskonałym stanie po pięciu latach, przetworniki również mogą działać bez zarzutu, ale wystarczy zużyty akumulator, aby całe urządzenie zaczęło zmierzać w kierunku punktu odbioru elektrośmieci. O tym problemie pisałem już przy okazji Momentum 4, zastanawiając się, dlaczego użytkownicy praktycznie w ogóle nie interesują się naprawialnością słuchawek podczas zakupu, a zaczynają jej szukać dopiero wtedy, gdy po gwarancji coś padnie. Sennheiser najwyraźniej postanowił przynajmniej częściowo przeciąć ten węzeł. Chylę czoła.

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Brzmienie

W teście Momentum 4 pisałem, że słuchawki z tej serii zawsze dobrze odnajdywały się gdzieś pomiędzy hi-fi a hi-fun. Z jednej strony miały być naturalne, zrównoważone i na tyle przejrzyste, aby logo Sennheisera nie wyglądało jak przypadkowa naklejka, z drugiej - nigdy nie były chłodnym narzędziem laboratoryjnym. Bas miał uderzyć, muzyka miała płynąć swobodnie, a słuchacz nie powinien po trzech utworach zacząć analizować wykresu i zastanawiać się, czy w okolicach 4 kHz nie brakuje przypadkiem pół decybela. "Czwórki" trafiły w ten punkt bardzo dobrze. Miały lekko ocieploną barwę, delikatnie podkreślone skraje pasma, dobrą dynamikę i świetną przestrzeń, ale wszystko pozostawało jeszcze w granicach szeroko rozumianego dobrego smaku. Momentum 5 przesuwają suwak w stronę hi-fun. I robią to wyraźniej, niż można byłoby oczekiwać po słuchawkach wykorzystujących ten sam przetwornik. To zresztą dobry przykład tego, jak bardzo w aktywnych słuchawkach ostateczny charakter zależy nie tylko od samej membrany, ale od całego otoczenia elektronicznego. Ten sam 42-milimetrowy przetwornik może przecież pracować z inną korekcją, innym procesorem, innym sposobem kontroli basu i inną charakterystyką ANC, a efekt końcowy będzie odbierany jak inny produkt.

Największa zmiana dotyczy niskich tonów. Jest ich więcej. Dużo więcej. Szczególnie w zakresie subbasu, gdzie strojenie nowych Sennheiserów zostało celowo ustawione tak, aby dźwięk miał fundament, masę i fizyczną siłę. Pomiary pokazują bardzo wyraźnie podbity dół, a sam producent nie próbuje nawet udawać, że Momentum 5 są modelem neutralnym - w swoich materiałach określa ich charakter jako ciepły i basowy. I dobrze, bo przynajmniej wiemy, że nie jest to efekt uboczny albo wypadek przy pracy. To świadomy wybór. Pytanie brzmi więc nie tyle, czy Momentum 5 są neutralne, bo nie są, ale czy ten nowy kierunek ma sens w kontekście całej serii i czy nie posunięto się o krok za daleko. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z tanim efektem w stylu "dokładamy basu, bo klienci lubią bas". Niskie tony są masywne, głębokie i gładkie, z mocno zaznaczonym zejściem w najniższe rejestry. Nie chodzi wyłącznie o midbas, który daje szybki efekt przy pierwszych trzydziestu sekundach odsłuchu, ale również o najniższy zakres, dzięki któremu dźwięk ma fizyczny fundament i w odpowiednim materiale potrafi naprawdę mocno wypełnić przestrzeń.

W muzyce elektronicznej, popie, hip-hopie czy nowoczesnym rocku daje to natychmiastową korzyść - stopa perkusji ma ciężar, syntezator schodzi nisko, a rytm nie jest tylko zaznaczany, lecz wręcz odczuwany. Wyraźnie mocniejszy niż w Momentum 4 dół pasma sprawia też, że Momentum 5 brzmią nowocześniej i bardziej widowiskowo. Nie mamy przy tym wrażenia, że średnica została całkowicie zepchnięta na drugi plan. Sennheiserowi udało się zachować wystarczającą szybkość ataku i dobrą kontrolę, aby ten dół zazwyczaj nie zamieniał muzyki w gęstą, jednostajną papkę. To ważne rozróżnienie, bo mocny bas może być zarówno zaletą, jak i prostym sposobem na zamaskowanie niedostatków reszty pasma. Tutaj jest raczej elementem świadomego strojenia. Można go uznać za przesadzony, ale trudno powiedzieć, że jest bezkształtny czy tani. "Zazwyczaj" jest tu jednak słowem istotnym. Fabryczne strojenie znajduje się blisko granicy, za którą atrakcyjny, potężny bas staje się po prostu przesadzony. W zależności od nagrania i - co bardzo ważne - od szczelności padów, dół może wydawać się świetnie nasycony albo trochę zbyt luźny i obfity. Osoby noszące okulary powinny usłyszeć odrobinę ograniczony bas, natomiast przy idealnym uszczelnieniu muszli dostajemy pełną dawkę tego, co Sennheiser dla nas przygotował. Dlatego podejrzewam, że właśnie tutaj najczęściej pójdzie w ruch korektor. I nie trzeba robić wiele. Lekkie cofnięcie najniższych pasm potrafi przesunąć Momentum 5 z kategorii bardzo efektownych słuchawek konsumenckich w stronę znacznie poważniejszego grania, bez zabierania im energii i charakteru.

Sytuacja robi się jeszcze ciekawsza, gdy przechodzimy do średnicy, bo to prawdopodobnie najlepszy fragment całej prezentacji i zarazem element, który ratuje Momentum 5 przed osunięciem się w typowo konsumencki schemat. Mimo mocnego basu wokale nie chowają się za ścianą niskich częstotliwości. Są pełne, nasycone, gładkie i naturalnie osadzone w miksie. Sennheiser nie próbuje uzyskać wrażenia szczegółowości poprzez sztuczne rozjaśnienie przełomu środka i góry, co często kończy się efektownym pierwszym wrażeniem i zmęczeniem po godzinie. Zamiast tego dostajemy dużo informacji podanych w miękki, organiczny sposób. Głosy mają odpowiednią masę, instrumenty akustyczne nie wysychają, a całość zachowuje spójność nawet w dość gęstych aranżacjach. To sprawia, że Momentum 5 mogą spodobać się także osobom, które normalnie uciekają od słuchawek nastawionych na mocny dół. Bas rzeczywiście jest ich wizytówką, ale środek nie pełni roli tła. Ma własny kolor, plastykę i obecność. Właśnie ekspresyjność i naturalność średnicy są jednymi z największych plusów Momentum 5. Gdyby przy tym strojeniu zabrakło dobrego środka, dostalibyśmy po prostu efektowne słuchawki do miasta. Dzięki niemu całość zaczyna aspirować do czegoś więcej. To bardzo ważne, bo przy tak potężnym dole można byłoby spodziewać się typowego układu "V" - bas, dziura, góra. Tymczasem Momentum 5 nie grają w ten sposób. Są raczej ciepłe, gęste i lekko ciemne, ale z pełnoprawnym środkiem pasma. Wokale nie są odchudzone, gitara nie traci ciała, fortepian nie zamienia się w zestaw uderzeń młoteczków, a saksofon nie brzmi jak metalowa rurka. Jeżeli coś ma tutaj cierpieć na rzecz przyjemnego, długodystansowego charakteru, to raczej najwyższa góra niż średnica.

Wysokie tony są spokojniejsze niż w Momentum 4. Nie chodzi o to, że znikają albo że Sennheiser przykrywa całe pasmo kocem. Detali nie brakuje, talerze perkusji nie zostają wycięte z nagrania, a struny i pogłosy nadal mają swoje wykończenie. Tyle że nie dostajemy dużej ilości powietrza i świetlistości. Najwyższy zakres jest raczej wygładzony, bezpieczny i podporządkowany komfortowi. To strojenie ma bardzo konkretną zaletę: słuchawki są mało męczące. Przy kiepsko zrealizowanych albumach Momentum 5 nie mają zwyczaju syczeć, wiercić dziury w uszach ani eksponować każdego ostrego "s". Można więc słuchać głośniej albo dłużej bez poczucia, że góra zaczyna przejmować kontrolę nad całym przekazem. Tyle że każda taka decyzja ma drugą stronę. Osoby przyzwyczajone do otwartych, przejrzystych słuchawek audiofilskich albo nawet HDB 630 mogą zatęsknić za większą swobodą, lepszym doświetleniem mikrodetali i dłuższym wybrzmiewaniem najwyższych harmonicznych. Pomiary również pokazują ograniczoną energię w najwyższej części pasma. Nie nazwałbym tego jednak błędem strojenia. To raczej świadomy kompromis. Momentum 5 chcą być słuchawkami, których można używać przez pół dnia w samolocie, biurze czy pociągu, a nie narzędziem do wyłapywania najsubtelniejszych różnic między dwoma masterami tego samego albumu. Ostatecznie dostajemy więc dźwięk bardzo przyjemny, wręcz luksusowo miękki, ale nie w znaczeniu "grzeczny i nijaki". Momentum 5 mają sporo energii, tyle że skupionej przede wszystkim na dole. Skala jest duża, bas potrafi zrobić porządną falę ciśnienia, średnica pozostaje nasycona, a góra nie przeszkadza. Właśnie dlatego słuchawki bardzo dobrze pasują do długich sesji. Nie starają się zaimponować słuchaczowi swoją detalicznością. Raczej pozwalają się w niej zanurzyć i odkrywać muzykę po swojemu, bez ciśnienia.

Dynamika jest dobra, ale ma specyficzny charakter. Momentum 5 potrafią zagrać głośno, obficie i efektownie, jednak nie prowadzą rytmu z taką nerwowością jak niektóre bardziej bezpośrednie modele. W muzyce opartej na mocnym basowym pulsie ta miękkość nie przeszkadza, bo ciężar dołu sam niesie utwór. Można nawet powiedzieć, że słuchawki nadrabiają część szybkości skalą i masą. Uderzenie nie zawsze jest najbardziej suche i punktowe, ale ma odpowiedni rozmach. Przy szybkiej perkusji, funku, technicznym metalu albo bardzo rytmicznym jazzie można natomiast zauważyć, że Sennheiser częściej stawia na płynność niż na ostre rysowanie krawędzi każdego impulsu. I tutaj zaczyna się kwestia preferencji. Jedni nazwą to muzykalnością, inni uznają, że Momentum 5 mogłyby grać bardziej sprężyście i z większym poczuciem natychmiastowej reakcji. Nie nazwałbym tego ospałością. To raczej różnica między samochodem, który jest szybki, ale ma wygodnie zestrojone zawieszenie, a takim, który każde dotknięcie pedału gazu interpretuje jak start do wyścigu. W długim odsłuchu taka prezentacja ma sporo sensu. Jeśli jednak ktoś szuka przede wszystkim konturu, rytmicznej precyzji i efektu "na krawędzi siedzenia", HDB 630 albo niektóre konkurencyjne modele mogą wydać się bardziej ekscytujące.

Jeżeli ktoś ocenia słuchawki jako kompletny produkt do codziennego użytkowania, Momentum 5 są po prostu nowocześniejsze. Brzmieniowo mamy natomiast zmianę charakteru, a nie prostą poprawę wszystkich parametrów. "Czwórki" były słuchawkami bardziej uniwersalnymi, a "piątki" są odrobinę frywolne i mają więcej własnego charakteru.

Przestrzeń jest trudniejsza do jednoznacznego opisania, ponieważ jej odbiór wyraźnie zależy od sposobu dopasowania słuchawek i włączonych funkcji DSP. W konstrukcjach zamkniętych wiele zależy od geometrii muszli, ułożenia padów, kształtu głowy i samego uszczelnienia, więc dwie osoby mogą odebrać ten sam model trochę inaczej. Bez Dolby Atmos nie ma sensu oczekiwać cudów charakterystycznych dla dużych konstrukcji otwartych, ale Momentum 5 potrafią wyjść poza ciasne granice między uszami. Scena ma dobrą szerokość, źródła nie tłoczą się w centrum, a pełna, nasycona średnica daje obrazom odpowiednią objętość. Nie jest to jednak przestrzeń zbudowana poprzez nadmierne rozjaśnienie góry i sztuczne odsuwanie pierwszego planu. Raczej rozsądnie rozciągnięta panorama, w której instrumenty mają swoje miejsce i rozmiar. Nie powiedziałbym jednak, że sama stereofonia jest głównym powodem, dla którego warto kupić te słuchawki. To raczej jeden z elementów spójnej, przyjemnej całości. Jeżeli ktoś oczekuje od Momentum 5 wrażenia ogromnej sali koncertowej, może się rozczarować. Jeśli natomiast zależy mu na tym, aby zamknięte nauszniki nie grały jak dwa głośniki przyklejone bezpośrednio do uszu, powinien być zadowolony. Jeżeli chcemy więcej efektu, włączamy Dolby Atmos. Scena natychmiast nabiera innych proporcji, wychodzi dalej poza głowę i w kompatybilnych materiałach potrafi zrobić spore wrażenie. Head tracking jest ciekawym dodatkiem szczególnie podczas oglądania filmów, ponieważ ustawianie obrazu przed słuchaczem zmienia sposób odbierania dźwięku przez słuchawki. Do poważnego odsłuchu stereo podchodziłbym jednak do tego jak do dodatkowej zabawki, nie lekarstwa na wszystkie problemy. Dobre stereo powinno bronić się bez takich sztuczek i Momentum 5 generalnie się bronią.

A co z połączeniem USB? Tu warto eksperymentować, bo ta funkcja ma sens nie tylko z technicznego, ale również praktycznego punktu widzenia. Tryb 24/96 omija ograniczenia klasycznego Bluetooth i daje słuchawkom możliwie czysty sygnał cyfrowy bez kombinowania z kodekami. Nie oznacza to, że każdy użytkownik usłyszy natychmiast przepaść między dobrym połączeniem aptX Adaptive czy Lossless a USB. Różnice nie są na tyle brutalne, aby po przełączeniu na Bluetooth człowiek chciał natychmiast wyłączyć muzykę. Przewód potrafi jednak uporządkować przekaz, poprawić poczucie tekstury, dać nieco bardziej namacalne wybrzmienia i przede wszystkim zapewnić powtarzalność - wiemy, że sygnał trafia do słuchawek w określonej formie, bez uzależniania się od zasięgu, przepływności i warunków radiowych. Z punktu widzenia użytkownika komputera jest to więc rozwiązanie, z którego naprawdę warto korzystać, tym bardziej że podczas odsłuchu bateria się ładuje. W praktyce Momentum 5 mogą więc pełnić dwie role - w drodze są wygodnymi słuchawkami bezprzewodowymi, a przy biurku zamieniają się w prosty, samowystarczalny system USB audio. I właśnie ta wszechstronność jest jednym z ich większych atutów.

Naturalnie największe zainteresowanie budzi porównanie z Momentum 4. I tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana niż proste "nowe są lepsze". Funkcjonalnie tak - nie ma dyskusji. ANC jest wyraźnie skuteczniejsze, pojawił się aptX Lossless, ośmiopasmowy EQ, Dolby Atmos, wymienna bateria i mniejsze etui. Każda z tych zmian ma realne znaczenie, więc jeżeli ktoś ocenia słuchawki jako kompletny produkt do codziennego użytkowania, Momentum 5 są po prostu nowocześniejsze. Brzmieniowo mamy natomiast zmianę charakteru, a nie prostą poprawę wszystkich parametrów. "Czwórki" były słuchawkami bardziej uniwersalnymi, a "piątki" są odrobinę frywolne i mają więcej własnego charakteru. To trochę tak, jakby producent uznał, że strojenie również jest jednym z tych elementów, które trzeba zaktualizować. Dlaczego? Muszę przyznać, że nie do końca to rozumiem. Dla jednych będzie to krok do przodu, bo nowe słuchawki robią większe wrażenie od pierwszych minut. Dla innych - krok w bok albo nawet lekko wstecz, jeżeli właśnie równowaga "czwórek" była ich największą zaletą. Jeżeli ktoś kocha fabryczne strojenie Momentum 4, nie powinien zakładać, że po kupieniu nowej generacji dostanie dokładnie to samo, tylko o 20% lepsze. Nie dostanie. Dostanie słuchawki dojrzalsze funkcjonalnie, ale brzmieniowo zupełnie inne.

Czyli co? Jednak zepsuli dobre słuchawki? Otóż nie do końca. Rozwiązanie powyższej zagadki staje się łatwiejsze, gdy spojrzymy na kilka najnowszych produktów Sennheisera z tej samej kategorii. Skoro HDB 630 zajęły w ofercie niemieckiej firmy miejsce modelu bardziej neutralnego, analitycznego i audiofilskiego, Momentum mogą pozwolić sobie na więcej luzu. Innymi słowy, jeśli ktoś szuka neutralnego, dojrzałego, audiofilskiego dźwięku, powinien wybrać HDB 630 i nie zastanawiać się, który model ma lepsze kodeki albo który dłużej działa na jednym ładowaniu. Ostatecznie jest to bowiem mniej istotne niż sam charakter brzmienia. A skoro HDB 630 są słuchawkami hi-fi, to Momentum 5 mogą być modelem hi-fun. HDB 630 są bardziej szczegółowe, bardziej neutralne, lepiej różnicują barwy i dają większą kontrolę nad dźwiękiem dzięki parametrycznemu korektorowi i crossfeedowi. Momentum 5 mają więcej basu, spokojniejszą górę, grają bardziej rozrywkowo i nie zmuszają słuchacza do analizowania każdego nagrania pod mikroskopem. Proste. Problem polega tylko na tym, że obie konstrukcje znajdują się cenowo wystarczająco blisko siebie, aby część klientów zaczęła się zastanawiać, do której grupy właściwie należy. Można powiedzieć, że HDB 630 są słuchawkami dla człowieka, który chce zabrać ze sobą kawałek domowego hi-fi, natomiast Momentum 5 dla kogoś, kto chce po prostu mieć bardzo dobre słuchawki zawsze i wszędzie. Pierwszy będzie siedział wieczorem i regulował parametry w korektorze, drugi wrzuci Momentum do plecaka, pojedzie na lotnisko, odetnie się od szumu, obejrzy film, odbierze po drodze trzy telefony, a wieczorem nadal będzie miał 70% baterii. Wybór wydaje się prosty, ale nie zdziwię się, jeśli znajdą się osoby, które mając HDB 630, kupią Momentum 5, aby mieć drugie, podobne, ale bardziej rozrywkowe słuchawki i korzystać z nich w innych okolicznościach. Ja z HDB 630 najchętniej korzystałbym w domu, podczas pracy albo odsłuchów dla przyjemności, a Momentum 5 zabierałbym na rower, spacer po mieście lub w każdą dłuższą podróż. Zrozumiem jednak i tych, którzy postawią na "piątki" i dzięki korektorowi w aplikacji nadadzą im status swoich słuchawek do wszystkiego. W końcu to nie grzech przesunąć dwa suwaki na ekranie, prawda?

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Budowa i parametry

Sennheiser Momentum 5 Wireless to bezprzewodowe słuchawki wokółuszne o budowie zamkniętej. Od strony akustycznej są konstrukcją zaskakująco konserwatywną, ponieważ zastosowano w nich dobrze znane, firmowe przetworniki o średnicy 42 mm. Jednostki te są produkowane w Tullamore w Irlandii, a producent chętnie podkreśla ich pokrewieństwo koncepcyjne z rozwiązaniami stosowanymi w rodzinie HD 600. Nie należy jednak interpretować tego jako informacji, że wewnątrz Momentum 5 znajduje się przetwornik z HD 600. To zupełnie inne słuchawki, inna obudowa, inny sposób obciążenia membrany, a przede wszystkim aktywny tor ze wzmacniaczem i DSP. Co więcej, Sennheiser nie ujawnia dokładnego materiału membrany, więc wszelkie internetowe opowieści na ten temat lepiej traktować ostrożnie. Najciekawsze jest to, że sama jednostka napędowa pozostała sprzętowo taka sama jak w Momentum 4. Generacyjny postęp osiągnięto poprzez zmianę strojenia, elektroniki, oprogramowania i warunków pracy całego systemu. W klasycznych słuchawkach przewodowych mogłoby to brzmieć podejrzanie, ale w aktywnej konstrukcji bezprzewodowej przetwornik jest tylko jednym z elementów układanki. Liczy się również wzmacniacz, tor DSP, kodek, działanie ANC, korekcja wykonywana w czasie rzeczywistym i sposób, w jaki producent kontroluje zachowanie całego systemu.

Oficjalne pasmo przenoszenia wynosi 6 Hz-40 kHz przy połączeniu Bluetooth lub USB oraz 6 Hz-22 kHz przy wejściu analogowym. Czułość określono na 108 dB SPL przy 1 kHz i 0 dBFS, a deklarowane zniekształcenia THD mają być niższe niż 0,2% przy 1 kHz i poziomie 100 dB SPL. Impedancja w trybie aktywnym wynosi 520 Ω. Same liczby nie powinny jednak robić większego wrażenia niż trzeba. Pasmo sięgające 40 kHz nie oznacza automatycznie, że słuchawki zagrają bardziej detalicznie niż model kończący katalogowo przy 30 kHz, podobnie jak bardzo wysoka impedancja w aktywnych słuchawkach nie jest parametrem, który należy interpretować tak samo jak w klasycznych konstrukcjach przewodowych. Tutaj elektronikę, wzmacniacz i przetwornik zaprojektowano jako jeden system, więc użytkownik nie dobiera zewnętrznego wzmacniacza na podstawie tych parametrów. Dane techniczne są raczej opisem warunków pracy całego układu niż instrukcją, jaki tor należy do niego zbudować.

Łączność bezprzewodowa opiera się na Bluetooth 5.4 Class 1. Momentum 5 obsługują profile A2DP, AVRCP, HFP, HSP i GATT oraz kodeki SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive i aptX Lossless. Brzmi technicznie, ale w praktyce chodzi o jedną prostą rzecz - słuchawki nie ograniczają użytkownika do jednego konkretnego ekosystemu i potrafią wykorzystać zarówno podstawowe, jak i bardziej zaawansowane standardy transmisji. Z Androidem możemy skorzystać z rodziny aptX, z urządzeniami Apple zostaje AAC, a w razie pracy przy komputerze zawsze mamy USB. Jest również multipoint pozwalający utrzymywać połączenie z dwoma urządzeniami jednocześnie. To funkcja, którą łatwo uznać za mało audiofilską, dopóki nie pracujemy na laptopie i jednocześnie nie czekamy na ważny telefon. Wtedy możliwość płynnego przełączania się między dwoma źródłami staje się jednym z bardziej praktycznych elementów całego zestawu. Po USB-C możemy podać sygnał PCM do 24 bit/96 kHz. Wejście analogowe w muszli ma postać gniazda 2,5 mm, a w komplecie znajduje się kabel zakończony od strony źródła klasycznym wtykiem 3,5 mm. W efekcie Momentum 5 są naprawdę trudne do postawienia w sytuacji, w której "nie ma jak ich podłączyć".

System Hybrid Adaptive ANC korzysta z ośmiu cyfrowych mikrofonów, po cztery na stronę. Nie wszystkie jednocześnie służą oczywiście do prowadzenia rozmów - układ voice beamforming wykorzystuje inną konfigurację, obejmującą trzy mikrofony feed-forward i dodatkowy mikrofon feedback. Dostępne są także Transparency Mode i regulacja tłumienia wiatru. Słuchawki nie mają oficjalnej klasy odporności IP i producent odradza ich kontakt z wodą oraz nadmiernym potem. Raczej nie zabierałbym ich więc na trening w ulewie. Od tego są inne wynalazki. Akumulator litowo-jonowy ma pojemność 700 mAh i - co zdecydowanie warto powtórzyć - jest wymienny przez użytkownika. Deklarowany czas pracy wynosi do 57 godzin przy Bluetooth i aktywnym ANC. Pełne ładowanie trwa około dwóch godzin, a dziesięć minut powinno wystarczyć na około siedem dodatkowych godzin odsłuchu. Masa słuchawek wynosi około 290 g, a wymiary po obróceniu muszli na płasko to 180 x 197 x 47 mm. Gotowy produkt jest projektowany w Niemczech i produkowany w Chinach, natomiast przetworniki pochodzą z irlandzkiej fabryki w Tullamore.

Werdykt

Momentum 5 Wireless to bardzo ciekawy przykład tego, jak powinno wyglądać odświeżanie dojrzałego produktu. Sennheiser wziął bardzo udaną bazę z Momentum 4 i poprawił dokładnie te elementy, które najbardziej tego wymagały - znacznie lepsze ANC, bogatszy zestaw kodeków, bardziej rozbudowaną aplikację, mniejszy futerał, lepsze możliwości personalizacji i - co dla mnie szczególnie ważne - kwestię długowieczności dzięki wymiennemu akumulatorowi. Co ważne, nie są to dodatki wrzucone do środka tylko po to, aby lista usprawnień wyglądała bardziej imponująco niż zmiany zewnętrzne, które są praktycznie pomijalne. W efekcie powstały słuchawki bardziej kompletne, bardziej praktyczne i po prostu lepiej przygotowane do codziennego życia niż ich poprzednik. Godny podkreślenia jest również fakt, że piąta generacja kosztuje dokładnie tyle samo, ile w momencie premiery kosztowały Momentum 4 Wireless.

Brzmieniowo sprawa jest mniej oczywista. Nowa generacja nie gra lepiej ani gorzej - gra po prostu inaczej. "Piątki" są odważniejsze, bardziej rozrywkowe, mają więcej basu, nasyconą średnicę i spokojniejszą górę. Jednym taki kierunek spodoba się natychmiast, inni po pięciu minutach sięgną do korektora i trochę odchudzą dół. Warto to zrobić, bo pod efektownym fabrycznym strojeniem kryje się naprawdę dobry przetwornik, który potrafi zaoferować spójny, dynamiczny i długodystansowy dźwięk. Jeżeli natomiast szukacie w pierwszej kolejności neutralności, rozdzielczości i charakteru nawiązującego do tego, co oferuje dobry sprzęt stacjonarny, lepszym i bardziej logicznym wyborem będą HDB 630. I nie jest to zarzut wobec Momentum 5 Wireless. Wydaje mi się, że była to świadoma decyzja konstruktorów, podyktowana rozrastającym się katalogiem. Skoro pojawiły się w nim słuchawki bezprzewodowe o stricte audiofilskim charakterze, kolejnej generacji Momentum można było poluzować smycz. Zamiast kierować się polityczną poprawnością, Sennheiser postawił na dźwięk efektowny i "młodzieżowy". Wszyscy tak robią, to co, Niemcom nie wolno?

Momentum 5 najbardziej przekonują mnie jednak jako całość. To słuchawki, które można wrzucić do plecaka, zabrać w podróż, używać przy komputerze przez USB, podłączyć bezprzewodowo do dwóch urządzeń, skutecznie odciąć się od otoczenia i przez kilka dni kompletnie zapomnieć o ładowarce. A kiedy za parę lat bateria zacznie słabnąć, zamiast wyrzucać cały sprzęt do kosza, będzie można sięgnąć po mały śrubokręt. Paradoksalnie właśnie to, a nie aptX Lossless czy Dolby Atmos, może być najważniejszą nowością w piątej generacji. A czy warto przesiadać się z Momentum 4? Jeżeli jesteście z nich zadowoleni, nie widzę potrzeby robienia tego za wszelką cenę. Możecie spokojnie pominąć jedną generację i poczekać na "szóstki". Jeżeli natomiast kupujecie dziś nowe słuchawki, dużo podróżujecie, szukacie skutecznego systemu aktywnej redukcji hałasu, długowieczności, dobrej jakości połączeń i szeroko rozumianej funkcjonalności, Momentum 5 są zdecydowanie przyszłościowym wyborem. Nie są rewolucją. Nie miały nią być. Są po prostu bardzo dopracowaną, a przy tym brzmieniowo bardziej frywolną wersją pomysłu, który już wcześniej był dobry.

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Dane techniczne

Typ słuchawek: dynamiczne, zamknięte, wokółuszne, bezprzewodowe
Przetworniki: 42 mm
Pasmo przenoszenia (Bluetooth/USB): 6 Hz-40 kHz
Czułość: 108 dB SPL przy 1 kHz/0 dBFS
THD: <0,2% przy 1 kHz/100 dB SPL
Impedancja: 520 Ω w trybie aktywnym
Łączność: Bluetooth 5.4
Kodeki: SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, aptX Lossless
Profile: A2DP, AVRCP, HFP, HSP, GATT
Jakość sygnału USB: do 24 bit/96 kHz
ANC: Hybrid Adaptive ANC
Aplikacja: Sennheiser Smart Control Plus
Funkcje: Sound Personalization, Dolby Atmos, Head Tracking, Transparency Mode, Smart Pause
Akumulator: Li-Ion, 700 mAh, wymienny
Czas pracy: do 57 godzin z ANC
Pełne ładowanie: około 2 godzin
Masa: 290 g
Cena: 1699 zł

Konfiguracja

Apple iPhone 15 Pro, Xiaomi 15T Pro, Asus Zenbook UX31A, Sony WF-1000XM3, Apple AirPods Max, Bowers & Wilkins P5, Bowers & Wilkins Px7 S3.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Aplauz. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Sennheiser i wykonane przez redakcję magazynu StereoLife z wykorzystaniem narzędzi AI.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga6Rownowaga5Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy8

Tłumienie hałasu
Poziomy8

Cena
Poziomy7


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Sennheiser Momentum 5 Wireless

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...

Matrix Audio ND-1

Matrix Audio ND-1

Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...

Bannery boczne

Komentarze

Zdzisław Dyrman
Przez bardzo wiele lat tę płytę lubiłem najmniej i odrażała mnie okładka. Obecnie za najsłabsze wydawnictwa zespołu uważam Bordeaux i Viridian, a Cyan sporo wyw...
Alfred
Jakość wykonania, w szczególności napędu i elektroniki ma się nijak do (dużo tańszych) odtwarzaczy Accuphase. Odnoszę wrażenie, że nawet Marantz jest lepszy. Ja...
Garfield
@1piotr13 - Młodzi ludzie podążający za modą na retro. Do tego samego grona kierowane są kasetowe odtwarzacze.
1piotr13
Nie wiem do jak szerokiego grona jest kierowany przenośny CD. Teraz, kiedy w telefonie lub innym przenośnym grajku masz tysiące plików oraz streaming z platform...
Hubert
Miałem Diamondy 28 i szybko się z nimi pożegnałem. Na początku było woow, niestety z czasem denerwował mnie ten misiowaty, przeciągnięty bas z ogonem i wycofana...

Płyty

The Black Keys - Peaches!

The Black Keys - Peaches!

Patrząc na ostatnie siedem lat działalności The Black Keys, można dojść do wniosku, że zespół wyjątkowo polubił się ze sztuczną...

Newsy

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Nowości ze świata

  • Marantz is refreshing the entry point to its traditional hi-fi range with two full-size components - the Model 70 integrated amplifier and the matching CD 70 player. The new duo follows in the footsteps of the popular PM6007 and CD6007,...

  • Sonus Faber has introduced the Olympica G3 collection, the third generation of one of the most recognisable loudspeaker families in its catalogue. The Italian brand is returning here to an idea that, from the beginning, was always more than just...

  • FiiO has introduced the EH13, a pair of wireless over-ear headphones that look like an attempt to bring several typically audiophile features into a very affordable part of the market. The specification includes LDAC codec support, Hi-Res Audio and Hi-Res...

Prezentacje

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Poradniki

Jak kupować sprzęt audio i nie zwariować

Jak kupować sprzęt audio i nie zwariować

Na łamach naszego magazynu publikowaliśmy już poradniki traktujące zarówno o sprawach podstawowych, jak i tych bardziej skomplikowanych. Doradzaliśmy jak wybierać...

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Tefifon

Tefifon

Cóż to za przedziwna nazwa? Nie uważacie, że brzmi to co najmniej komicznie? Gdyby ktoś mi powiedział, że istnieje urządzenie...

Słownik

Poprzedni Następny

Magnes neodymowy

Magnes dający znacznie silniejsze pole magnetyczne, niż porównywalny pod względem rozmiarów magnes ferrytowy. Wykonuje się je zazwyczaj ze stopu neodymu, żelaza i boru. Ze względu na łatwość obróbki mechanicznej, trudność...

Cytaty

ArthurSchopenhauer.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.