Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Baseus Inspire XH1

Baseus Inspire XH1

Kojarzycie tę markę? Choć nie słynie ona z produkcji pięknych gramofonów, potężnych kolumn ani wzmacniaczy lampowych, jestem przekonany, że większość osób - nawet tych o specyficznych zainteresowaniach - odpowie twierdząco. Sam nie pamiętam dokładnie, jaki był pierwszy produkt Baseusa, który trafił w moje ręce, ale niemal na pewno nie były to słuchawki. Mógł to być przewód USB, niewielka ładowarka, powerbank albo coś w stylu samochodowego uchwytu na telefon, bo właśnie z takimi urządzeniami i akcesoriami chińska marka przez lata kojarzyła się najmocniej. I nie było w tym nic złego. Baseus zbudował swoją pozycję na produktach, które mają przede wszystkim działać, być praktyczne, wyglądać przyzwoicie i kosztować mniej niż odpowiedniki z logo największych koncernów. Firma powstała w 2011 roku, a jej nazwa została wyprowadzona z hasła "Base on User". Z czasem oferta rozrosła się z akcesoriów mobilnych i ładowarek o huby, urządzenia samochodowe, sprzęt smart home czy kamery, a ostatnio także kilka ciekawych produktów audio. Problem polega na tym, że droga od dobrej ładowarki do dobrych słuchawek nie jest tak krótka, jak mogłoby się wydawać. W pierwszym przypadku najważniejsze są sprawność, bezpieczeństwo i elektronika zasilająca. W drugim dochodzą akustyka i psychoakustyka, ergonomia, strojenie przetworników, redukcja szumu, mikrofony, kodeki, wzmacniacze, aplikacja i cała masa decyzji, których nie można sprowadzić do pytania, ile to ma watów. Chińczycy twierdzą jednak, że odrobili lekcje i naprawdę dobrze przygotowali się do wejścia w segment sprzętu grającego. Seria Inspire jest dla nich naprawdę ważna - ma być czymś więcej niż oczywistym rozszerzeniem katalogu. Postanowiłem sprawdzić, jak te zapowiedzi mają się do rzeczywistości, biorąc do testu najbardziej obiecujące moim zdaniem słuchawki XH1.

Co ciekawe, Baseus produkował słuchawki już wcześniej, ale najwyraźniej zupełnie mi to umknęło. Najwyraźniej niezbyt często zaglądam do świata bezprzewodowych nauszników i dokanałówek za 89 (Bass 30 Max), 149 (Bass BH1 NC) czy 179 (Bowie H1i ANC) złotych. Jeśli dobrze widzę, najdroższą i najbardziej wypasioną propozycją chińskiego specjalisty od kabli i ładowarek w temacie sprzętu audio był model Bowie MH1 za 249 zł. Jestem pewien, że dzięki tak przystępnym cenom słuchawki Baseusa znalazły wielu nabywców, ale nikt nawet nie udawał, że firma kieruje swoje produkty do wymagających melomanów, a już na pewno nikt nie spodziewał się, że w przyszłości będzie chciała zagrozić czołowym markom, których logo znajdziemy na przykład na kolumnach wartych setki tysięcy złotych. Serię Inspire zaprezentowano podczas targów IFA 2025 jako linię stojącą wyraźnie wyżej od wcześniejszych modeli. Rodzina od razu objęła trzy różne typy konstrukcji - dokanałowe XP1, otwarte XC1 oraz pełnowymiarowe, zamknięte XH1. Ten ostatni model jest zdecydowanie najciekawszy z punktu widzenia klasycznego audio. Wokółuszna konstrukcja daje więcej miejsca na duże przetworniki, większe komory, rozbudowany układ ANC i pojemny akumulator, a jednocześnie automatycznie wpycha producenta na teren zajmowany przez firmy, które mają w tej dziedzinie ogromne doświadczenie. Sennheiser, Sony, Bose, Bowers & Wilkins, JBL, Bang & Olufsen - każdy z tych producentów ma własną filozofię, rozpoznawalne rozwiązania i pokaźną bazę klientów. Wepchnąć się w tłum jest względnie łatwo. Znacznie trudniej sprawić, aby ktoś rzeczywiście potraktował nowy model poważnie.

Baseus postanowił więc skrócić sobie drogę do zyskania automatycznej wiarygodności wśród osób zorientowanych w temacie i zrobił to w interesujący sposób. Na pudełku i pałąku XH1 umieszczono oznaczenie "Sound by Bose". Sama nazwa jest marketingowym dynamitem. Bose kojarzy się z bezprzewodowymi słuchawkami, komfortem i aktywną redukcją hałasu tak mocno, że część klientów zapewne już po przeczytaniu tych trzech słów zacznie patrzeć na Baseusa inaczej. Trzeba jednak uważać, aby nie wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków. XH1 nie są QuietComfortami zamkniętymi w tańszej obudowie, a Baseus nie twierdzi, że amerykańska firma zaprojektowała całą elektronikę czy dostarczyła swoje przetworniki. W oficjalnych materiałach mowa jest o eksperckim strojeniu akustycznym przy udziale inżynierów Bose. Cała reszta - projekt mechaniczny, oprogramowanie, aplikacja, rozwiązania funkcjonalne i ogólna koncepcja urządzenia - pozostaje po stronie Baseusa. W praktyce oznacza to, że słynne logo należy traktować jako informację o współpracy przy finalnym kształtowaniu dźwięku, a nie jako certyfikat potwierdzający, że w środku znajduje się pół legendarnego już modelu QuietComfort. Swoją drogą, dotychczas jakoś nie słyszałem o tym, aby Bose tak chętnie dzieliło się swoją technologią i doświadczeniem. Gdyby na rynku funkcjonowało wiele słuchawek, soundbarów i głośników komputerowych z oznaczeniem "Sound by Bose", wiedzielibyśmy, że amerykańska firma zaczęła odcinać kupony od swojej sławy i sprzedaje taki "znaczek" każdemu, kto za to zapłaci, dając w pakiecie swoje przetworniki albo biorąc na siebie cały projekt elektroakustyczny. Ale nie. Informacja o takiej kolaboracji nie jest, przynajmniej na razie, niczym powszechnym. Sam fakt, że Bose postanowiło udostępnić swój "sound" właśnie Baseusowi, ewidentnie daje do myślenia.

Gdy spojrzymy na XH1 bez tej otoczki, szybko okaże się, że Baseus i tak miał czym przyciągnąć uwagę. 35-mm przetworniki dynamiczne, Bluetooth 6.1, SBC, AAC i LDAC, adaptacyjne ANC, pięć mikrofonów, tryb transparentny, rozbudowana aplikacja, SoundFit, Dolby Audio, ośmiopasmowy korektor, tryb niskich opóźnień oraz akumulator o pojemności 800 mAh, który według producenta może zapewnić około 100 godzin pracy bez ANC - pod względem funkcjonalnym wygląda to bardziej jak opis słuchawek znacznie droższych niż 549 zł, bo właśnie na tyle wyceniono XH1. Mówimy oczywiście o oficjalnej cenie katalogowej, bo w rozmaitych sklepach szybko zaczęła się ostra rywalizacja, dzięki czemu dziś bez problemu dostaniemy te nauszniki za 399-439 zł. Przypominam, że mówimy o sporych, naprawdę nowoczesnych słuchawkach, które - przynajmniej na papierze - zostawiają w tyle wielu znacznie droższych rywali, mają "Sound by Bose", a do tego zostały wyprodukowane przez firmę, która może nie ma statusu legendy w środowisku audiofilów, ale potrafi robić urządzenia i akcesoria elektroniczne, które mimo niskiej ceny działają zaskakująco dobrze i długo. Patrząc na zdjęcia i czytając pierwsze informacje o Inspire XH1, nie wiedziałem, jak je zaklasyfikować. Czy są to budżetowe słuchawki charakteryzujące się lepszymi parametrami niż starsze modele Baseusa, czy może jest to sprzęt, który może zagrozić nawet takim konstrukcjom jak Bowers & Wilkins Px7 S3 czy Sennheiser Momentum 5 Wireless?

Baseus Inspire XH1

Wygląd i funkcjonalność

Pierwsze pozytywne zaskoczenie to opakowanie i wyposażenie. Jego najważniejszym elementem jest twardy futerał, który pozwoli bezpiecznie przewozić i przechowywać słuchawki, oczywiście z muszlami złożonymi na płasko. Między nimi umieszczono nawet małą, pionową poduszkę, dzięki czemu nauszniki nie obijają się o siebie. W pokrywie znajduje się kieszeń z miękkiej siateczki, a w niej dwa zawinięte w papierowe rękawy przewody - USB-C i 3,5 mm, dzięki któremu słuchawki mogą pracować w trybie analogowym. Na tym lista gadżetów się kończy. Zamiast zestawu egzotycznych akcesoriów otrzymujemy dokładnie to, czego potrzeba, żeby słuchawki wrzucić do torby i normalnie z nich korzystać. Etui jest dobrze dopasowane i wyraźnie zwęża się w okolicach pałąka, dzięki czemu zajmie minimum miejsca w torbie lub plecaku - skutecznie ochroni słuchawki, ale w środku nie będziemy wozili zbyt wiele zbędnego powietrza. Ach, no i podobnie jak na zewnętrznym kartonie i pałąku, tak i na futerale znajduje się napis "Sound by Bose". Chińczycy nie przeoczyli żadnej okazji, aby się tą kooperacją pochwalić i przypomnieć użytkownikowi, że te niedrogie przecież nauszniki są pod tym względem wyjątkowe.

Same słuchawki również prezentują się zaskakująco dobrze. Moim zdaniem są wykonane ciut lepiej niż moglibyśmy się spodziewać, patrząc na ich cenę. Są naprawdę ładne, delikatnie wpisując się w estetykę nauszników wyższej klasy, takich jak Bowers & Wilkins Px7 S3 czy Apple AirPods Max 2. Jeżeli jednak ktoś, słysząc hasło "flagowa seria", spodziewał się metalu, skóry, wyszukanych mechanizmów i kilogramów prestiżu, XH1 szybko sprowadzą go na ziemię. Baseus najwyraźniej uznał, że luksusowe materiały byłyby w tym budżecie drogą donikąd i zamiast tworzyć atrapę produktu premium, zaprojektował po prostu solidne, nowoczesne słuchawki użytkowe. Większość zewnętrznych powierzchni wykonano z tworzywa, metal pojawia się przede wszystkim w mechanizmie pałąka i zawiasach, a stylistyka jest spokojna i oszczędna. Nie ma tu chromowanych pierścieni, drewnianych wstawek czy powierzchni, które od pierwszego dotknięcia proszą o ściereczkę z mikrofibry. Można natomiast wybrać jedną z czterech wersji kolorystycznych. Cosmic Black i Starlight Off-White są najbardziej klasyczne, Twilight Blue i Sunset Coral zdecydowanie odważniejsze. Pierwsze dwie odmiany traktowano początkowo jako podstawowe, natomiast niebieska i koralowa pojawiały się w materiałach jako wersje specjalne.

Najważniejsze jest jednak to, że po wzięciu Inspire XH1 do ręki łatwo zrozumieć, co było dla producenta priorytetem. Na tle wielu podobnych nauszników Baseusy prezentują się dość standardowo, a ich jakość wykonania i działanie są typowe dla słuchawek z tego przedziału cenowego. Nie każdy element zachowuje się z precyzją, jakiej oczekiwalibyśmy po modelu za dwa tysiące złotych. Najbardziej spodobała mi się płynna praca mechanizmu rozkładania pałąka. Jego końcówki wysuwają się z wyczuwalnym oporem, ale bez kliknięć, w bardzo elegancki sposób. Mimo wszechobecnego plastiku nie zauważyłem też żadnego skrzypienia, stukania czy klekotania. Wykończenie pałąka i padów jest lekko gumowate, ale przyjemnie aksamitne. Jak będzie z jego żywotnością na dłuższą metę, tego niestety nie wiem, ale z pewnych źródeł wiem, że materiał jest dość wytrzymały i praktyczny w codziennym użytkowaniu. Nie chłonie wilgoci, opiera się zabrudzeniom, a gdy już się od czegoś zabarwi - na przykład od makijażu - wystarczy przetrzeć go wilgotną ściereczką lub nawilżaną ściereczką do rąk. Wychodzi na to, że Baseus zainwestował przede wszystkim w funkcjonalność, a nie w obcowanie z materiałami. Bardziej luksusowe modele oczywiście nadal pokazują, za co dopłacamy, ale Inspire XH1 mają być porządnym, łatwym w obsłudze i wygodnym narzędziem, które sprawdzi się zarówno w rękach nastolatka, jak i kogoś, kto używa takich słuchawek niemal każdego dnia - w domu, w pracy, w podróży - i zamiast na nie chuchać i dmuchać, chce poświęcić im minimum uwagi, otrzymując maksimum korzyści.

Po założeniu Baseusów na głowę dotarło do mnie, że właśnie wygoda może być w ich przypadku argumentem, który trafi do klientów szybciej niż elementy ze szczotkowanego aluminium, których podczas użytkowania słuchawek nie widzimy ani nawet nie dotykamy. Muszle są obszerne, otwory na uszy duże, pady miękkie i głębokie, a nacisk pałąka dobrany idealnie - na tyle duży, aby słuchawki nie spadały, ale nie aż tak, abyśmy czuli nieprzyjemne ściskanie i mieli ochotę robić sobie przerwę co piętnaście minut. Przy masie około 275 g nie są to najbardziej eteryczne słuchawki na rynku, ale też daleko im do ciężkich konstrukcji, które po godzinie przypominają o sobie lekkim bólem karku. Pady wypełniono pianką z pamięcią kształtu i pokryto skórą proteinową. Rozwiązanie to ma dobrze znane plusy i minusy. Jest miękko, uszczelnienie jest łatwe do uzyskania, a izolacja pasywna jest naprawdę niezła dzięki szczelnemu przyleganiu padów do głowy. Po kilku godzinach pojawia się jednak ciepło, szczególnie latem. Umiarkowany nacisk też ma swoją cenę - XH1 świetnie nadają się do pracy, pociągu czy wieczornego słuchania, ale nie są słuchawkami do dynamicznego treningu. Przy gwałtownych ruchach pewność trzymania nie będzie taka jak w modelach sportowych, ale to chyba oczywiste i wątpię, aby komukolwiek przeszkadzało. Do biegania czy jazdy na rowerze lepiej wybrać mniejsze, lżejsze słuchawki nauszne albo dokanałówki ze specjalnymi haczykami. Aha - to informacja godna podkreślenia - Inspire XH1 są jednymi z naprawdę niewielu nauszników, które tak samo dobrze leżą na małych, jak i dużych głowach. Wiem to, bo już pierwszego dnia testu dobrała się do nich moja małżonka, założyła je na głowę i stwierdziła, że to jedne z najwygodniejszych słuchawek bezprzewodowych, jakie miała okazję przymierzyć. Kiedy tak mówi, zwykle oznacza to, że dla mnie dany model będzie za mały, ale nie - po maksymalnym wysunięciu muszli było idealnie.

Kolejnym elementem, który rozwiązano prosto, klasycznie i bardzo pragmatycznie jest sterowanie. Zamiast paneli dotykowych na muszlach znajdziemy fizyczne przyciski. Można się spierać, co wygląda nowocześniej, ale po kilku latach używania różnych słuchawek bezprzewodowych coraz bardziej doceniam rozwiązania, które da się obsłużyć bez zastanawiania się, czy przesunięcie palca zostało rozpoznane prawidłowo. Przyciski rozdzielono między obie muszle. Po lewej stronie znajdują się włącznik, przycisk trybu ANC, port USB-C i gniazdo 3,5 mm, a po prawej mamy sterowanie odtwarzaniem i głośnością. Sama logika zmiany utworów jest nieco mniej intuicyjna niż mogłaby być, ale po krótkim czasie można się jej nauczyć. Znacznie bardziej brakuje automatycznej pauzy po zdjęciu słuchawek, ale znów - aby zauważyć brak tej funkcji i mieć z tego powodu poczucie, że producent niepotrzebnie zaoszczędził na czujnikach, trzeba być osobą regularnie korzystającą z nauszników, które przy braku kontaktu z głową wstrzymują odtwarzanie. Mnie akurat absolutnie to nie przeszkadza. O wiele bardziej ucieszyłbym się, gdyby pady i pałąk były elementami łatwymi do zdemontowania i wymiany, bo przy intensywnym użytkowaniu na bank zaczną się w końcu przecierać i pruć. Znalezienie nowych zamienników wykonanych z takiej samej skóry proteinowej, naturalnej skóry owczej, przepuszczającej odrobinę powietrza siateczki albo aksamitu nie stanowiłoby problemu, gdyby tylko zastosowano standardowy system ich mocowania. Tymczasem tutaj nic takiego nie widzę. Szkoda. Może się bowiem zdarzyć, że pod względem elektronicznym Inspire XH1 okażą się ponadprzeciętnie niezawodne, akumulator nawet po dwóch czy trzech latach będzie wystarczał na 80 godzin słuchania, mechanicznie wszystko będzie w porządku, a na zużytą "tapicerkę" nic nie poradzimy.

Podobnie wygląda sprawa z gniazdem USB-C. Służy ono tylko do ładowania, ale nie do przesyłania sygnału audio. To jedna z tych rzeczy, które pięć lat temu uznałbym za całkowicie normalne, a dziś trochę szkoda, że o tym nie pomyślano. Coraz więcej osób podpina słuchawki do laptopa i chciałoby w ten sposób ominąć Bluetooth, korzystając z cyfrowego połączenia i wewnętrznej elektroniki. XH1 tego nie potrafią. Jeżeli chcemy słuchać przewodowo, trzeba użyć klasycznego wejścia 3,5 mm. Ten drugi wariant ma przede wszystkim charakter awaryjny, bo jeśli ktoś szuka nauszników przewodowych, w tej cenie znajdzie o wiele ciekawsze propozycje. Zresztą jest tu zupełnie inny problem - jeśli słuchawki nam się rozładują i postanowimy wyciągnąć z futerału przewód analogowy, to czy będziemy mieli do czego go podłączyć po drugiej stronie? Do gniazda w telefonie? Dziś to raczej mało prawdopodobne. Wyjście słuchawkowe prędzej znajdziemy w laptopie.

I tu kolejna ciekawostka, bo gdy Inspire XH1 się ładują, nie można z nich korzystać w trybie Bluetooth. Ba! Kiedy podepniemy kabel USB-C, nauszniki nawet nie chcą się włączyć, a kiedy włączymy je wcześniej, po podłączeniu przewodu po prostu rozłączą się z naszym źródłem. I to już uważam za istotne niedopatrzenie, bo niby czemu nie możemy jednocześnie ładować słuchawek i z nich korzystać? Względy bezpieczeństwa? Baseusy są w tej kwestii tak uparte, że nie grają nawet wtedy, gdy podczas ładowania podłączymy przewód analogowy. Albo jedno, albo drugie. Pocieszający jest natomiast fakt, że przy uruchomieniu słuchawki mówią, jaki jest stan naładowania akumulatora. To taki drobiazg, ale lepiej wiedzieć, czego możemy się spodziewać. Chociaż tu nawet jak jest 10%, to na podróż do miasta wystarczy, a może nawet i na powrót. Znacznie nowocześniej wygląda część bezprzewodowa. Bluetooth 6.1, obsługa SBC, AAC i LDAC oraz możliwość jednoczesnego połączenia z dwoma urządzeniami sprawiają, że XH1 świetnie pasują do typowego współczesnego scenariusza - laptop na biurku, telefon obok, muzyka z jednego, rozmowy z drugiego. Multipoint staje się jedną z tych funkcji, które przestają robić wrażenie dopiero wtedy, gdy kupimy słuchawki bez niego. Użytkownicy Androida mogą dodatkowo skorzystać z LDAC-a, teoretycznie dochodzącego do 990 kb/s. iPhone pozostaje przy AAC, ale nie jest to problem Baseusa.

Prawdziwy charakter tego modelu zaczyna jednak wychodzić dopiero po uruchomieniu aplikacji. Baseus mógł ograniczyć się do aktualizacji firmware'u, wyboru ANC i kilku prostych presetów. Zamiast tego stworzył centrum zarządzania całymi słuchawkami. Możemy przełączać kodek, sterować redukcją hałasu, korzystać z trybu transparentnego, włączyć redukcję wiatru, obsługiwać multipoint, uruchomić tryb niskich opóźnień, zmieniać działanie przycisków, wybierać gotowe charakterystyki, regulować dźwięk za pomocą ośmiopasmowego korektora, uruchamiać Bass Boost i Dolby Audio, a także przeprowadzić procedurę SoundFit. Liczba presetów zmieniała się wraz z kolejnymi wersjami aplikacji i firmware'u, co samo w sobie dobrze pokazuje, że mamy do czynienia z produktem rozwijanym programowo już po premierze.

Bass Boost jest funkcją niemal komiczną w kontekście charakteru samych słuchawek, ponieważ akurat niedobór niskich tonów absolutnie im nie grozi. Podbicie dołu może się spodobać osobom oczekującym kinowego efektu albo słuchającym elektroniki w hałaśliwym otoczeniu, ale w normalnym odsłuchu stosunkowo łatwo przekroczyć granicę, za którą bas zaczyna zasłaniać resztę pasma. Podobne uczucia mam wobec Dolby Audio. Na pudełku obecność znanej technologii wygląda atrakcyjnie, natomiast w praktyce jest to rozwiązanie bardziej interesujące przy filmie niż muzyce. Efekt przestrzenny rzeczywiście zmienia rozmiar prezentacji, ale odbywa się to kosztem precyzji i naturalności. Instrumenty dostają dodatkową otoczkę, scena robi się bardziej widowiskowa, ale jednocześnie mniej wiarygodna. Przy serialu lub grze może to być przyjemne. Przy słuchaniu stereo szybko wraca się do standardowego trybu. Warto też uporządkować jedną rzecz - mówimy o Dolby Audio, nie o Dolby Atmos.

Baseus deklaruje około 100 godzin pracy bez ANC oraz do 65 godzin z aktywną redukcją hałasu. Pierwszą wartość uzyskano przy 50% głośności, więc oczywiście nie należy traktować jej jako gwarantowanej w każdej sytuacji, ale nawet jeśli uzyskany realnie wynik będzie niższy, skala pozostaje imponująca.

Najważniejszą spośród cyfrowych funkcji jest oczywiście aktywna redukcja hałasu. Baseus zachwala czterowarstwowy system adaptacyjny i maksymalne tłumienie sięgające 48 dB. Nie przywiązywałbym się nadmiernie do tej ostatniej wartości, ponieważ bez wiedzy, przy jakiej częstotliwości i w jakiej konfiguracji uzyskano maksimum, sama liczba niewiele mówi. Ważniejsze jest zachowanie w normalnym otoczeniu. XH1 skutecznie eliminują jednostajne niskie dźwięki - silnik, klimatyzację, szum komunikacji miejskiej czy jednostajny pomruk samolotu. Mowa i krótkie dźwięki o wyższej częstotliwości przedostają się łatwiej, ale to typowe również dla droższych modeli. Jednocześnie nie należy oczekiwać poziomu najlepszych Bose czy Sony, gdzie algorytmy i mikrofony są rozwijane od wielu generacji. W kontekście ceny XH1 wypadają jednak wyjątkowo mocno. Tryb transparentny również spełnia swoje zadanie, choć bardziej słychać w nim obecność elektroniki. Dźwięki otoczenia zostają wpuszczone do środka, co pozwala normalnie funkcjonować bez zdejmowania słuchawek. Można wychwycić delikatny szum własny i pewne cyfrowe wzmocnienie sygnału, ale to standard wśród słuchawek bezprzewodowych. Jeśli ktoś chce słyszeć to, co go otacza, powinien wybrać słuchawki o konstrukcji otwartej. Wśród modeli z łącznością Bluetooth to wciąż rzadkość, ale rynek chyba zauważył, że nie wszyscy chcą zamykać się w szczelnej bańce, chronieni muszlami, poduszkami, mikrofonami i algorytmami przed całym światem.

Kolejnym typowym dla bezprzewodowych nauszników elementem jest jakość połączeń głosowych. Z tego, co wiem, żaden genialny umysł nie rozwiązał jeszcze podstawowego problemu anatomicznego, czyli tego, że uszy mamy za ustami, a nie odwrotnie. W związku z tym każdy sprzęt, który odbiera nasz głos za pomocą mikrofonów umieszczonych w muszlach, stoi na przegranej pozycji - może co najwyżej kompensować ten efekt, ale technologia nie rozwiązuje wszystkiego. Pięć mikrofonów wspartych przez odpowiednie algorytmy pozwala skutecznie wycinać część hałasu, ale wiatr i bardzo głośne otoczenie nadal potrafią zrobić swoje. W spokojnym miejscu jest dość dobrze, ale na ulicy efekt zależy już od warunków. Przy codziennym użytkowaniu znacznie bardziej docenia się pojemny akumulator. Baseus deklaruje około 100 godzin pracy bez ANC oraz do 65 godzin z aktywną redukcją hałasu. Pierwszą wartość uzyskano przy 50% głośności, więc oczywiście nie należy traktować jej jako gwarantowanej w każdej sytuacji, ale nawet jeśli uzyskany realnie wynik będzie niższy, skala pozostaje imponująca. W praktyce oznacza to, że XH1 nie trzeba obsesyjnie podłączać na ładowanie po każdym dniu. Co więcej, dziesięć minut szybkiego ładowania ma zapewnić około dwunastu godzin dalszej pracy. I tak, jak nie jestem miłośnikiem ścigania się na liczby, tak przyznaję, że sto godzin robi wrażenie. Zakładając, że używamy słuchawek około 4-5 godzin dziennie, a w weekendy mamy inne zajęcia i dajemy nausznikom odpocząć, jedno ładowanie wystarczy na cały miesiąc. Nawet gdyby ten czas spadł o połowę, co po paru latach użytkowania jest standardem, to i tak będzie super.

Baseus Inspire XH1

Brzmienie

Największym błędem, jaki można popełnić podczas pierwszego odsłuchu Inspire XH1, jest wyjście z założenia, że to, co dociera do naszych uszu, jest ich naturalnym, domyślnym brzmieniem. Gdyby tak było, należałoby postawić sprawę jasno - taki dźwięk jest efektowny, ale nienaturalny, sztucznie podkręcony, napompowany i poddany dziwnym zabiegom mającym poprawić wrażenia przestrzenne. Szczerze mówiąc, w świecie, w którym większość firm może i stosuje podobne zabiegi, ale mimo wszystko robi to dyskretnie i z wyczuciem, aby efekt końcowy był bezpieczny, akceptowalny i uniwersalny w sensie zdolności odtworzenia różnorodnego materiału - muzyki, filmów, podcastów, audiobooków i tak dalej - tak odważne, wręcz agresywne wykrzywianie pasma i przestrzeni wydało mi się co najmniej ryzykowne, ale też zastanawiające z czysto technicznego punktu widzenia. Ostatecznie mamy do czynienia ze słuchawkami o dość typowej konstrukcji, więc jaki ich element miałby odpowiadać za mocno podbity bas, wycofaną średnicę albo rozepchnięcie dźwięku na boki z nieprzyjemną pustką pośrodku? Rozwiązanie okazało się banalnie proste - z sobie tylko znanych powodów firma postanowiła, że wszystkie dostępne "wspomagacze" mają być domyślnie włączone. Zaglądamy do aplikacji, a tam włączone są funkcje Bass Boost i Dolby Audio oraz profil Sound by Bose, który... Jeśli zaprezentowana na wykresie krzywa jest zgodna z tym, co faktycznie robi z dźwiękiem korektor, to pozostawię to bez komentarza. Wystarczy wyłączyć wszystkie te bajery, a dźwięk natychmiast ozdrowieje, stanie się normalny i fizjologiczny. Wprawdzie po takich przeżyciach w pierwszej chwili można odnieść wrażenie braku niskich częstotliwości, ale spokojnie, to tylko szok pourazowy. Chcąc go uniknąć, wyłączcie korekcję i zróbcie sobie kilka minut przerwy, po czym załóżcie słuchawki ponownie. I teraz to już inna rozmowa. Co więcej, Inspire XH1 w takiej konfiguracji okazały się lepsze i bardziej dojrzałe niż sugerowałyby marketingowe zabiegi.

Pierwsze wrażenie wiąże się z niskimi tonami, ale nie opisałbym XH1 po prostu jako słuchawek mocno basowych. Istotniejszy jest zakres, w którym zbudowano tę energię. Zamiast nieustannie pompować środkowy i wyższy bas, Baseusy potrafią zejść naprawdę nisko. Dzięki temu ten masywny fundament pojawia się tylko wtedy, gdy faktycznie istnieje w samym nagraniu. Uderzenia stopy perkusyjnej potrafią zejść w okolice, które bardziej czuje się jako zmianę ciśnienia niż zwykły dźwięk, ale gitara basowa nie musi przy tym rosnąć do rozmiarów kontrabasu. To bardzo ważna różnica, ponieważ wiele niedrogich słuchawek próbuje sprawiać wrażenie potężnych poprzez podbicie, które jest obecne cały czas - nawet wtedy, gdy sytuacja absolutnie tego nie wymaga. W każdym utworze dostajemy wtedy irytujące buczenie. Tutaj tego nie ma. Bas potrafi zapuścić się głęboko, ale też doskonale wie, kiedy się wycofać. I jest przy tym całkiem zwinny. Dopiero przy bardziej skomplikowanym materiale można usłyszeć, gdzie kończą się możliwości tej konstrukcji. W bardzo szybkim basie droższe słuchawki lepiej separują kolejne impulsy, dokładniej różnicują fakturę i krócej trzymają wybrzmienia pod kontrolą. Ale chyba nikt nie spodziewał się, że nauszniki za 549 zł wyznaczą w tej dziedzinie poziom referencyjny. Liczy się to, że dźwięk ma zdrową podstawę, co jak na niedrogie słuchawki bezprzewodowe jest godne podkreślenia.

Średnica została zestrojona w sposób trochę mniej oczywisty. Przy tak rozbudowanym dole można było spodziewać się klasycznej charakterystyki w kształcie litery "V" - głęboki bas, rozjaśniona góra i wycofany środek, który ma tylko nie przeszkadzać. Tak jednak nie jest. Wokale pozostają wyraźne, gitary zachowują swoją obecność, a instrumenty akustyczne nie sprawiają wrażenia odchudzonych. Pierwszy plan znajduje się raczej odrobinę dalej niż w monitorowym, bezpośrednim strojeniu, ale nie jest schowany ani przykryty kocem. Co więcej, lekkie ocieplenie wynikające z fundamentu basowego nadaje głosom i instrumentom trochę ciała. XH1 nie brzmią sterylnie, chyba że zaczniemy mocniej mieszać w korektorze. W konfiguracji wyjściowej średnica jest gładka, przyjemna i wystarczająco czytelna. Baseusy nie próbują popisywać się detalami co pięć sekund. Nie wyciągają na siłę szumu taśmy, oddechów wokalisty i każdego przesunięcia palca po strunie. Brzmienie jest raczej składane w większe, płynne plany. To podejście bardzo pasuje do słuchawek, których będzie się używać przez kilka godzin w pracy albo podczas podróży. Agresywne, analityczne strojenie potrafi zrobić świetne pierwsze wrażenie, ale nie zawsze jest tym, czego chcemy po trzech godzinach w pociągu. Baseus idzie w przeciwną stronę - szczegóły są obecne, ale podporządkowane muzyce.

Góra pasma dobrze wpisuje się w ten charakter. Jest czysta i otwarta, ale znów - bez zbliżania się do linii, za którą brzmienie mogłoby stać się nieprzyjemne. Słuchawki nie mają problemu z pokazaniem talerzy, pogłosów czy drobnych artefaktów, ale nie da się ukryć, że najwyższy zakres jest trochę uspokojony, przez co dźwięk nie ma takiej lekkości i swobody jak w znacznie droższych konstrukcjach. To właśnie tutaj najszybciej wychodzi różnica między XH1 a najlepszymi słuchawkami bezprzewodowymi, takimi jak Bowers & Wilkins Px8 S2 czy Sennheiser HDB 630. Tam wysokie tony wchodzą już na poziom zarezerwowany dotąd tylko dla konstrukcji przewodowych, napędzanych dobrym przetwornikiem lub DAP-em. Inspire XH1 takiej rozdzielczości osiągnąć nie mogą, co jest jak najbardziej zrozumiałe, ale godne pochwały jest to, że nie próbują robić tego na siłę. Wówczas dostalibyśmy tylko nieprzyjemny jazgot, a tak mamy górę idealnie pasującą do całokształtu - wystarczająco napowietrzoną, aby istotna część spektaklu nas nie omijała, ale przede wszystkim spokojną, gładką i płynnie zespoloną ze średnicą. Taki balans tonalny bardzo dobrze tłumaczy, dlaczego XH1 są stosunkowo uniwersalne. Elektronika korzysta z głębokiego dołu, pop z dynamiki, rock z braku agresji w wyższych rejestrach, a jazz i nagrania skupione na wokalu oczywiście z dobrze odwzorowanej, neutralnej i całkiem barwnej średnicy. Najtrudniejsza może być klasyka, wymagająca jednocześnie swobody, powietrza, mikrodynamiki i bardzo precyzyjnego rozróżniania kolejnych planów. Baseus radzi sobie z nimi przyzwoicie, ale wymagający słuchacze gustujący w symfoniach, operach, etiudach, suitach i nokturnach szybko zrozumieją, że na nauszniki spełniające ich oczekiwania trzeba będzie wydać znacznie więcej niż pięć i pół stówki.

Czy oprócz naturalnego, dobrze zrównoważonego i całkiem przyjemnego dźwięku dostajemy coś jeszcze? Warto wspomnieć o dynamice, która w Inspire XH1 jest nastawiona bardziej na skalę makro niż mikro. Baseusy świetnie pokazują większe skoki energii. Jeżeli do gry wchodzi cięższa perkusja albo mocny elektroniczny puls, słuchawki potrafią szybko powiększyć obraz i nadać mu odpowiednią masę. Dzięki odpowiedniej dawce energii dźwięk nie jest więc nudny, złagodzony czy wręcz ospały. Można powiedzieć, że XH1 zdradzają w tym obszarze bardziej konsumenckie niż audiofilskie priorytety. Może przydałoby się więcej planktonu i oznak życia w drobnych impulsach, ale po raz kolejny trzeba przypomnieć, że mamy do czynienia z niedrogimi słuchawkami - dużymi, nowoczesnymi, ładnymi i naprawdę wygodnymi nausznikami kosztującymi tyle, co niejedne słuchawki z etykietą "dla dzieci".

Największą niespodzianką pozostaje stereofonia. Zamknięte słuchawki bezprzewodowe bardzo często grają poprawnie, lecz dość ciasno. Wszystko jest ustawione między uszami, ale scena przypomina raczej niewielki pokój niż otwartą przestrzeń. XH1 potrafią wyjść odrobinę dalej. Szerokość obrazu przestrzennego jest zauważalnie większa niż można się spodziewać po niedrogiej konstrukcji tego typu. Pojawia się również głębia. Wokale można umieścić bliżej lub dalej, instrumenty nie muszą siedzieć w jednej linii, a bardziej przestrzenne realizacje potrafią wyjść poza obrys głowy. Nie należy oczywiście przesadzać z oczekiwaniami. To nie jest przestrzeń, której najlepsze słuchawki otwarte mogłyby pozazdrościć. Precyzja lokalizacji też nie dorównuje najlepszym modelom przewodowym. Kluczowe jest jednak to, że Inspire XH1 nie grają "tanio", czyli ciasno, duszno i klaustrofobicznie.

Co więcej, powyższą obserwację można rozciągnąć na wszystkie inne aspekty prezentacji. To brzmienie pachnie budżetówką tylko wtedy, gdy podkręcimy je za pomocą korektora i różnego rodzaju suwaków w aplikacji. Jeżeli zostawimy wspomagacze w spokoju, dostaniemy naturalny, uniwersalny, muzykalny i komunikatywny dźwięk, który nie jest ani przesadzony, ani sztucznie nadmuchany, ani płaski, ani agresywny, ani ściśnięty do rozmiarów maleńkiej kulki siedzącej nam wewnątrz czaszki. Pozytywne wrażenie nie znika po dziesięciu czy piętnastu minutach. Fakt, może nie ma tu już zbyt wiele do odkrycia, ale nawet po wielu godzinach słuchania wciąż nie wychodzi na wierzch nic irytującego - żadne poważne niedociągnięcia, nierówności, wyraźne oznaki oszczędzania na elementach istotnych z punktu widzenia jakości dźwięku.

To brzmienie pachnie budżetówką tylko wtedy, gdy podkręcimy je za pomocą korektora i różnego rodzaju suwaków w aplikacji. Jeżeli zostawimy wspomagacze w spokoju, dostaniemy naturalny, uniwersalny, muzykalny i komunikatywny dźwięk, który nie jest ani przesadzony, ani sztucznie nadmuchany, ani płaski, ani agresywny, ani ściśnięty do rozmiarów maleńkiej kulki siedzącej nam wewnątrz czaszki.

Dopiero podczas ostatecznego czytania niniejszej recenzji w celu wyłapania błędów, literówek i nieprawidłowo postawionych przecinków, zauważyłem korelację między ogólnym kształtem i jakością wykonania opisywanych słuchawek a ich brzmieniem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że Baseus wykorzystał tu ten sam przepis. Czy mamy tu jakieś przełomowe elementy? Nie. Czy producent postawił na to, aby wyróżnić się z tłumu oryginalnym wzornictwem albo jakimś jednym nietypowym patentem? Nie. Czy efektem jest sprzęt adresowany do konkretnej, wąskiej grupy odbiorców? Nie. Przeciwnie - Inspire XH1 wyglądają i działają jak słuchawki, w których zmiksowano powtarzające się cechy innych dobrych konstrukcji tego typu, ale zrobiono to z głową, stawiając na funkcjonalność, prostotę, łatwość obsługi, świetne parametry oraz to, co naprawdę ma znaczenie dla użytkownika. Wyglądają trochę generycznie, ale są bardzo wygodne. Nie mają czujników wstrzymujących odtwarzanie po zdjęciu muszli z głowy ani dołączanej maski z oczyszczaczem powietrza, ale oferują dobre tłumienie pasywne i skuteczny system ANC z trybem transparentnym. Nie mają paneli dotykowych, ale za to otrzymujemy świetnie działającą aplikację, w której ustawimy praktycznie wszystko. Nie mają wymiennego akumulatora, ale ten zamontowany na stałe wystarcza na 100 godzin pracy, więc nawet jeśli się zestarzeje, to i tak będzie co najmniej wystarczający. Co najważniejsze, słuchawki są naprawdę niedrogie, ale nie ma w nich ani jednego elementu, który wygląda brzydko, kiczowato i tanio. A przecież wiele doświadczonych firm jakoś nie potrafi wystrzec się tej pułapki (wystarczy tu wymienić testowane niedawno FiiO FT7, w których obok zaawansowanych technicznie przetworników, drewnianych muszli, grubych skórzanych padów i pałąka z włókna węglowego zastosowano prowadnice z tandetnego plastiku). W odsłuchu powtarza się ten sam scenariusz. Czy jakiś aspekt prezentacji wybija się wysoko ponad średnią? Nie. Ale nie o to chodzi. Kluczowe jest to, że żaden nie trąci budżetówką, a brzmienie stanowi dobrze przemyślaną, spójną całość, której żadna składowa nie przypomina nam o tym, że te słuchawki kosztowały 549, a nie 899 czy 1399 zł.

Baseus Inspire XH1

Budowa i parametry

Baseus Inspire XH1 to bezprzewodowe, zamknięte słuchawki wokółuszne. Pod względem czysto akustycznym nie wyglądają na konstrukcję, która miałaby dokonać rewolucji za pomocą egzotycznych materiałów. Korpus i muszle wykonano głównie z poliwęglanu i ABS-u. Masa wynosi około 275 g. Pady pokryto skórą syntetyczną i wypełniono pianką z pamięcią kształtu. W każdej muszli pracuje klasyczny przetwornik dynamiczny o średnicy 35 mm. W części materiałów technicznych pojawia się informacja o membranie z biocelulozy oraz ustawieniu przetworników pod kątem około 15° względem ucha. Oficjalnie deklarowane pasmo przenoszenia wynosi 20 Hz - 40 kHz, natomiast certyfikat Hi-Res Audio wpisuje się przede wszystkim w funkcjonowanie słuchawek z kodekiem LDAC. Jeśli chodzi o połączenie analogowe, w specyfikacji znajdziemy wartości 16 Ω i 96 dB, a więc impedancję i skuteczność typowe dla przewodowych słuchawek do użytku mobilnego. O wiele ważniejsza jest warstwa elektroniczna. Baseus używa nazwy SuperBalance 3.0 na określenie własnego systemu przetwarzania i strojenia, a z punktu widzenia użytkownika jej działanie objawia się między innymi poprzez profil Sound by Bose, SoundFit, korektor, Bass Boost i pozostałe funkcje DSP. W klasycznych słuchawkach konstruktor może kształtować charakter przede wszystkim geometrią przetwornika, komorą, tłumieniem i padami. Tutaj dochodzi jeszcze możliwość aktywnej korekcji po stronie elektroniki. To tłumaczy zarówno dużą elastyczność XH1, jak i ich zależność od zasilania.

Transmisję bezprzewodową powierzono systemowi Bluetooth 6.1 z obsługą SBC, AAC i LDAC. Ten ostatni pozwala na maksymalną deklarowaną przepływność 990 kb/s na kompatybilnych urządzeniach z Androidem. Dostępny jest multipoint dla dwóch źródeł oraz tryb Low Latency, dla którego Baseus deklaruje około 80 ms. Tryb niskiego opóźnienia ma poprawić komfort oglądania filmów i grania, ale nie zastępuje połączenia przewodowego tam, gdzie liczą się pojedyncze milisekundy. System ANC wykorzystuje pięć mikrofonów i adaptacyjne, czterowarstwowe przetwarzanie sygnału. Producent podaje maksymalną redukcję do 48 dB i wspomina o algorytmach AI/DNN pomagających również podczas rozmów. W aplikacji można korzystać także z funkcji redukcji wiatru oraz trybu transparentnego. Za zasilanie odpowiada akumulator o pojemności 800 mAh i energii 2,39 Wh. Baseus deklaruje około 100 godzin pracy bez ANC przy 50% głośności, z wyłączonym Bass Boost i Dolby Audio, a z aktywną redukcją hałasu około 65 godzin. Dziesięciominutowe szybkie ładowanie ma pozwolić na mniej więcej 12 godzin odtwarzania. USB-C nie przesyła sygnału audio, więc nie można również odtwarzać muzyki w trakcie ładowania. Warto zauważyć, że ogromna autonomia jest po części konsekwencją samego rozmiaru słuchawek. W dużej muszli znacznie łatwiej zmieścić pokaźne ogniwo, a Baseus i tak wykorzystał tę przewagę wyjątkowo dobrze.

Werdykt

Najłatwiej byłoby zakończyć ten test stwierdzeniem, że Baseus Inspire XH1 są świetne jak na swoją cenę. No bo faktycznie są. Problem polega na tym, że to określenie zaczyna być dla nich trochę krzywdzące. Owszem, właśnie cena jest jednym z ich największych plusów, ale XH1 nie są produktem, w którym wszystkie niedociągnięcia - kiepskie materiały, konstrukcję o wątpliwej trwałości, przestarzałe rozwiązania techniczne czy przeciętny dźwięk - trzeba usprawiedliwiać koniecznością cięcia kosztów. Nie trzeba, bowiem takich niedociągnięć tutaj po prostu nie ma. Słuchawki są ładne, wygodne, porządnie wykonane, mają ogromny akumulator, skuteczny system ANC, łączność multipoint, bardzo sensowną aplikację, twarde etui i brzmienie, które zostało rzeczywiście przemyślane, a nie zbudowane wyłącznie wokół potężnego basu i świszczącej góry.

Oczywiście pewne detale mogą nam przypominać o tym, że wydaliśmy na słuchawki pięćset, a nie dwa tysiące złotych. Konstrukcja jest bardziej użytkowa niż luksusowa, zastosowane materiały nie dają wrażenia obcowania ze sprzętem premium, a dodatkowo z jakiegoś powodu nie można jednocześnie ładować słuchawek i z nich korzystać, nie wspominając już o przesyłaniu dźwięku przez USB z jednoczesnym ładowaniem akumulatora. Wchodząc na poziom takich rywali jak Bowers & Wilkins Px7 S3, Apple AirPods Max 2 czy Sennheiser Momentum 5 Wireless, dostaniemy więcej przydatnych funkcji i lepsze materiały. Tyle że mówimy tu już o nausznikach za 1699-1799 zł. I nie, nie pomyliłem się - Inspire XH1 spokojnie można postawić obok nich i wcale nie jest pewne, który model na dłuższą metę okaże się najlepszy.

Moja żona udzieliła dość jasnej odpowiedzi na to pytanie po trzech dniach używania Baseusów. Co prawda z Bowersami i Sennheiserami nie miała do czynienia, ale przywiozła z pracy AirPodsy Max 2, które kupiła może trzy miesiące temu, mówiąc "weź to gdzieś wystaw, są na gwarancji, znajdę paragon". Nie wiem, czy Inspire XH1 potrzebują lepszej rekomendacji. Są tak dobre, że dla części branży mogą być wręcz niebezpieczne. Nie sprawiają, że droższe słuchawki przestały mieć sens, ponieważ część renomowanych marek wciąż potrafi wyznaczyć poziom odniesienia, a do tego istnieje spora grupa klientów, którzy wolą być widziani w nausznikach, na których widnieje napis "Bang & Olufsen", "Focal" czy "Loewe", a nie "Baseus" - nawet jeśli tuż obok znajduje się dopisek "Sound by Bose". Pokazują natomiast, jak ogromną część ich możliwości można dziś dostać za kilkaset złotych. Jeśli firma od ładowarek potrafi zrobić coś takiego, uznani producenci słuchawek mają kolejny powód, żeby nerwowo oglądać się za siebie.

Baseus Inspire XH1

Dane techniczne

Typ słuchawek: dynamiczne, zamknięte, wokółuszne, bezprzewodowe
Przetworniki: 35 mm
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 40 kHz
Impedancja: 16 Ω
Czułość: 96 dB
Łączność: Bluetooth 6.1, 3,5 mm
Kodeki: SBC, AAC, LDAC
ANC: adaptacyjne, czterowarstwowe, redukcja do 48 dB
Mikrofony: 5, ENC z algorytmami AI/DNN
Opóźnienie: do 80 ms
Akumulator: 800 mAh/2,39 Wh
Czas pracy: do 100 godzin bez ANC, do 65 godzin z ANC
Masa: 275 g
Cena: 549 zł

Konfiguracja

Apple iPhone 15 Pro, Xiaomi 15T Pro, Asus Zenbook UX31A, Sony WF-1000XM3, Apple AirPods Max, Bowers & Wilkins P5, Bowers & Wilkins Px7 S3.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Baseus. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Baseus.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy7

Tłumienie hałasu
Poziomy7

Cena
Poziomy8

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez USB, dziś mamy serwery muzyczne, transporty sieciowe, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe i całą infrastrukturę, którą część audiofilów traktuje równie poważnie jak wzmacniacz czy kolumny. Sam przez długi...

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo dobrze!

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo…

Od kilku lat mam wrażenie, że czarna płyta przestała być nośnikiem muzyki, a zaczęła pełnić mniej więcej tę samą funkcję co rower typu ostre koło, ekspres kolbowy i broda przystrzyżona tak pieczołowicie, żeby wyglądała na nieprzystrzyżoną. Winyl jest czymś, co po prostu trzeba mieć. Najlepiej całą kolekcję. I choć nie...

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Baseus Inspire XH1

Baseus Inspire XH1

Kojarzycie tę markę? Choć nie słynie ona z produkcji pięknych gramofonów, potężnych kolumn ani wzmacniaczy lampowych, jestem przekonany, że większość osób - nawet tych o specyficznych zainteresowaniach - odpowie twierdząco....

NAD C3030

NAD C3030

Moda na sprzęt stylizowany na urządzenia sprzed kilku dekad trwa już na tyle długo, że właściwie przestała być modą. Początkowo można było traktować ją jako krótkotrwałą odpowiedź na zmęczenie minimalizmem,...

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...

Bannery boczne

Komentarze

Artur
@Darek - Zginęły w dziale księgowym?
Darek
Gdzie się podziały prawdziwe NAD-y :)
Dariusz
Bardzo dobry dźwięk.
Jacek
Sensu takich rozwiązań nie będę komentował, bo każdy musi przetestować to u siebie i zdecydować, czy jest różnica i czy jest warta wydania kolejnych pieniędzy. ...

Płyty

The Afghan Whigs - Soft Control

The Afghan Whigs - Soft Control

Przez jednych uznawany za kultowy, przez innych zupełnie nieznany. The Afghan Whigs nigdy nie należał do zespołów, które podbijały listy...

Newsy

Tech Corner

Najbardziej intrygujące technicznie i koncepcyjnie gramofony w historii

Najbardziej intrygujące technicznie i koncepcyjnie gramofony w historii

Gramofony, szlifierki, odtwarzacze czarnych płyt, adaptery, patefony, odtwarzacze analogowe, fonografy... Jakkolwiek byśmy nie nazwali tych poczciwych urządzeń, które są z nami już od ponad 130 lat, możemy zawsze powiedzieć o nich to samo - od dziesięcioleci dostarczają nam niezapomnianych przeżyć związanych z odtwarzaniem ukochanych utworów. Wielu melomanów pamięta o ich...

Nowości ze świata

  • Professional headphone monitoring is not always about creating perfect listening conditions. Sometimes the real challenge is being able to work without them - surrounded by a film crew talking, sound spilling from the stage, a PA system running at full...

  • In 2026, Arcam celebrates its 50th anniversary. The British company's story began in Cambridge, where two engineering students and friends, John Dawson and Chris Evans, combined their interest in music with their technical expertise to establish Amplification and Recording Cambridge,...

  • Meze Audio has never treated cables as an afterthought, offering several upgrade options for its headphones alongside the standard cords supplied in the box. The latest addition takes that idea considerably further. Ultra Cable is the company's new flagship headphone...

Prezentacje

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

W świecie sprzętu audio wiele legendarnych marek zaczynało od kolumn składanych z gotowych przetworników, wzmacniaczy lutowanych na kuchennym stole i czy kabli skręcanych podczas koncertów na żywo. W przypadku słuchawek taka historia brzmi mało prawdopodobnie. To znacznie bardziej wymagająca dziedzina, która zwykle pozostaje w rękach dużych koncernów - firm dysponujących...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Sade - Zmysłowa królowa elegancji

Sade - Zmysłowa królowa elegancji

Wyobraźcie sobie, że siedzicie w przyciemnionym klubie jazzowym w latach czterdziestych XX wieku. Mężczyźni noszą eleganckie, dopasowane garnitury, we włosach...

Wywiady

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez...

Popularne artykuły

Vintage

Infinity Reference Standard

Infinity Reference Standard

Gdy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia tych kolumn, najzwyczajniej w świecie odjęło mi mowę. Szukacie zgrabnych skrzynek do niewielkiego pokoju? A...

Słownik

Poprzedni Następny

SACD

To format wyróżniający się wyższą jakością brzmienia w porównaniu do standardowych płyt CD, co zawdzięcza głównie wykorzystaniu lepszych parametrów zapisu i formatu DSD. Sygnał kodowany w tej technologii zapewnia o...

Cytaty

ArthurSchopenhauer.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.