Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat, gramofon jeszcze dłużej, a wiele słuchawek przewodowych sprzed kilku dekad do dziś pozostaje w znakomitej formie. Wystarczy wymienić poduszki, przewód, czasami jakiś drobiazg i można słuchać dalej. Tymczasem kupujemy dokanałówki za ponad tysiąc złotych, wyposażone w procesory, mikrofony, anteny, zaawansowane przetworniki i akumulatory, a po trzech czy czterech latach możemy stanąć przed koniecznością zakupu kolejnych. Nie dlatego, że przestały dobrze grać albo zepsuł się Bluetooth. Powód bywa znacznie bardziej prozaiczny - zużyta bateria, której nie da się wymienić bez rozcinania obudowy, uszkodzenia delikatnych połączeń albo ponoszenia kosztów niewiele mniejszych niż cena nowego sprzętu. Kupno tanich słuchawek, których nie będzie nam szkoda oddać do punktu zbiórki elektrośmieci za rok czy dwa, też nie jest idealnym rozwiązaniem. No bo czy naprawdę chcemy, aby każdego dnia towarzyszyły nam dokanałówki, które z racji swojej ceny są po prostu kiepskie? Z drugiej strony czy naprawdę dobre pchełki, które pod względem jakości dźwięku mogą konkurować z ambitnymi modelami przewodowymi, rzeczywiście muszą być produktami na kilka sezonów? Sennheiser najwyraźniej uznał, że nie.

Czytając oficjalny komunikat prasowy na temat nowego modelu True Wireless 5, do pewnego momentu wszystko wydaje się dość oczywiste i przewidywalne. ANC, Bluetooth 6.0, aptX Lossless, Dolby Atmos, Google Fast Pair, aplikacja Sennheiser Smart Control Plus - dokładnie takich ulepszeń należało się spodziewać. Moją uwagę przykuło jednak coś innego. Najważniejszą nowością jest coś, na co czekałem tak długo, że już niemal straciłem nadzieję: wszystkie trzy akumulatory - dwa w słuchawkach i jeden w etui - mogą zostać wymienione przez użytkownika! Nie mówimy o rozwiązaniu polegającym na wysłaniu urządzenia do wyspecjalizowanego serwisu, który po kilku tygodniach przedstawi rachunek porównywalny z ceną nowych słuchawek. Producent przewidział łatwy dostęp do ogniw i przygotował części zamienne. Z punktu widzenia kogoś, kto traktuje sprzęt audio jako przedmiot służący do wieloletniego słuchania muzyki, może to być zmiana ważniejsza niż kolejny kodek. Oczywiście sama możliwość wymiany baterii nie czyni słuchawek niezniszczalnymi i nie gwarantuje dostępności części za dziesięć lat. Jest jednak dowodem, że projektując tak małe urządzenie, można pomyśleć również o tym, co stanie się z nim po zakończeniu gwarancji.

Momentum True Wireless 5 zaprezentowano pod koniec sierpnia 2026 roku. Ich polską cenę ustalono na 1299 zł, a więc dokładnie na poziomie premierowej ceny poprzedniej generacji. W segmencie słuchawek premium nie jest to kwota szokująca, chociaż konkurencja jest dziś znacznie silniejsza niż kilka lat temu. Sony, Bose, Technics, Bowers & Wilkins i Apple oferują dopracowane produkty, z których każdy ma własny zestaw zalet. Tymczasem Sennheiser nie obiecuje już tylko dobrego dźwięku i wygodnego połączenia ze smartfonem. Ma do zaoferowania coś jeszcze - wymienne akumulatory. I choć nie jest to jedyna rzecz, która może wyeliminować bezprzewodowe pchełki z dalszego użytkowania, dla wielu klientów taka informacja to nic innego jak obietnica "kontraktu długoterminowego". Niemiecka firma najwyraźniej nie chce sprzedawać nam kolejnej ładnej jednorazówki, tylko kompletny system do codziennego słuchania, który sprawdzi się w podróży, podczas pracy i w domu, a po kilku latach nie wyląduje w szufladzie tylko dlatego, że przestał trzymać na baterii. Brzmi to wyjątkowo rozsądnie.

Piąta generacja otrzymała nowe obudowy i mniejsze etui, przeprojektowany układ mikrofonów, udoskonaloną aktywną redukcję hałasu, Bluetooth 6.0, ośmiopasmowy korektor, rozbudowany tryb transparentny oraz obsługę Dolby Atmos z funkcją śledzenia ruchów głowy. Producent mówi również o większej wygodzie, skuteczniejszym przetwarzaniu głosu i dłuższej żywotności całego zestawu. Można byłoby odnieść wrażenie, że opracowano niemal całkowicie nowe słuchawki, gdyby nie pewien szczegół. W ich wnętrzu wciąż pracuje pojedynczy, 7-mm przetwornik dynamiczny TrueResponse, z którego Sennheiser korzysta już od kilku generacji. Dla jednych będzie to dowód konsekwencji i zaufania do sprawdzonej konstrukcji, dla innych powód do podejrzeń, że od strony akustycznej nie wydarzyło się nic szczególnego. Ja potraktowałem to jako interesujące pytanie - czy da się zrobić wyraźny krok naprzód w jakości dźwięku, pozostawiając najważniejszy element elektroakustyczny i udoskonalając wszystko wokół niego? Czy za wszystkimi tymi udogodnieniami idzie jakość, która rzeczywiście uzasadnia zakup flagowych dokanałówek?

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Wygląd i funkcjonalność

Z opakowaniami słuchawek bezprzewodowych dzieje się od pewnego czasu coś interesującego. Jeszcze kilka lat temu producenci starali się nadać im rozmiary i wygląd godne drogiego produktu, nawet jeśli połowę wnętrza zajmowało powietrze. Dzisiaj coraz częściej dostajemy małe kartoniki, w których wszystko zostało ułożone tak ciasno, jakby ktoś przygotowywał się do konkursu na najbardziej ekonomiczne wykorzystanie przestrzeni. Sennheiser również wybrał tę drogę. Momentum True Wireless 5 otrzymujemy w niewielkim pudełku, z którego wyjmujemy etui ze słuchawkami, dokumentację, przewód USB-C, cztery pary silikonowych końcówek w rozmiarach XS, S, M i L oraz niewielki element przypominający trochę kostkę do gry na gitarze. Jest to akcesorium, które pomoże nam uzyskać dostęp do akumulatorów. Na szczęście to nie tak, że jeśli zgubimy tę część, nie otworzymy naszych słuchawek jakimkolwiek innym narzędziem. Na szczęście nie jest to żadne skomplikowane urządzenie, którego zgubienie uniemożliwiłoby nam otwarcie słuchawek. Do wymiany akumulatora potrzebny będzie jeszcze niewielki wkrętak krzyżakowy, a samą obudowę można podważyć również innym odpowiednio dobranym, płaskim narzędziem. Faktem jest jednak, że "kostka" Sennheisera pozwala zrobić to w bardzo kulturalny sposób. Tak czy inaczej w pudełku nie ma "audiofilskiego powietrza", ale też trudno wskazać coś, czego rzeczywiście brakowałoby do rozpoczęcia użytkowania. Sama konstrukcja opakowania jest wystarczająco estetyczna, aby nie odnieść wrażenia nadmiernego oszczędzania, a po rozpakowaniu właściwie natychmiast można przejść do parowania słuchawek ze smartfonem.

Największą zmianę widać, gdy dobierzemy się do dania głównego. Poprzednie generacje przyzwyczaiły nas do charakterystycznego etui pokrytego tkaniną, które wyglądało niemal jak miniaturowe puzderko. Było eleganckie, przyjemne w dotyku i pozwalało odróżnić Momentum od dziesiątek podobnych produktów. Materiał miał jednak tę wadę, że zbierał zabrudzenia i po dłuższym czasie mógł wyglądać mniej atrakcyjnie. W nowym modelu zastąpiono go matowym tworzywem o lekko nakrapianej fakturze. Nie ukrywam, że wizualnie wolałem wcześniejsze rozwiązanie, ale z praktycznego punktu widzenia zmiana jest rozsądna. Obudowę łatwiej wyczyścić, nie trzeba przejmować się deszczem, gdy wyjmujemy ją z kieszeni, a samo etui jest mniejsze i smuklejsze. Jego wymiary wynoszą 67,2 x 48,4 x 25 mm, a masa około 55 g. Nie jest rekordowo małe, ale bez problemu mieści się w kieszeni spodni i nie sprawia wrażenia przedmiotu, dla którego musielibyśmy zabierać osobną torbę. Pokrywę wyposażono w całkiem porządny zawias, a magnesy utrzymujące słuchawki na miejscach są wystarczająco mocne. Z przodu znajduje się dioda sygnalizacyjna, natomiast port USB-C umieszczono na dole. Nie jest to najbardziej wygodne miejsce do ładowania przewodowego, lecz dzięki kompatybilności z ładowarkami indukcyjnymi Qi problem można wyeliminować.

Same słuchawki wyglądają ciekawiej niż większość konkurentów. W świecie zdominowanym przez niewielkie "fasolki" Sennheiser postanowił zachować charakterystyczną, obłą bryłę z dużą, metalizowaną powierzchnią zewnętrzną. Z daleka można rozpoznać, z jaką marką mamy do czynienia, a to w kategorii, w której każdy kopiuje każdego, nie jest wcale takie oczywiste. Producent przygotował pięć wersji kolorystycznych - Graphite, Cream, Copper, Denim i Lavender. Wykończenie nie sprawia wrażenia przesadnie ozdobnego. Nawet bardziej nietypowe warianty zachowują elegancką, dyskretną stylistykę. Ja otrzymałem do testu wersję miedzianą i muszę powiedzieć, że natychmiast się w niej zakochałem. Chyba zadziałały tu jakieś skojarzenia z miedzianymi kablami albo urządzeniami Marantza poprawionymi przez Kena Ishiwatę. Warto jednak pamiętać, że metaliczny wygląd nie oznacza metalowych korpusów. To nadal lekkie tworzywo, co przy słuchawkach przeznaczonych do wielogodzinnego noszenia jest akurat sporym plusem. Całość jest dobrze spasowana, a zewnętrzne pola dotykowe wkomponowano w obudowy na tyle dyskretnie, że nie zwracają na siebie uwagi.

Wrażenie masywności nie znika po wyjęciu słuchawek z etui. Każda waży około 7 g, więc nie są to najmniejsze ani najlżejsze pchełki na rynku. Można wręcz zacząć się zastanawiać, czy tak duże korpusy będą stabilne, szczególnie że zrezygnowano z gumowych pierścieni i skrzydełek. Okazuje się jednak, że nowy kształt nie jest przypadkowy. Silikonowe końcówki osadzono w dolnej części słuchawki, natomiast masywniejszy korpus układa się wyżej i opiera o odpowiednio ukształtowane fragmenty małżowiny. Dzięki temu ciężar zostaje rozłożony korzystniej, niż sugerowałyby same rozmiary pchełek. W moim przypadku przełożyło się to na bardzo dobre dopasowanie. Słuchawki nie miały tendencji do wysuwania się, nie trzeba było ich regularnie poprawiać, a po kilkudziesięciu minutach przestawałem zwracać uwagę na ich obecność. Oczywiście nie każda małżowina będzie współpracować z nimi równie dobrze. Osobom z małymi uszami zdecydowanie polecam przymiarkę, bo anatomia użytkownika ma tutaj większe znaczenie niż masa podana w specyfikacji słuchawek.

Sennheiser przewidział cztery rozmiary silikonowych końcówek, co w moim przypadku okazało się całkowicie wystarczające. Ich dobór jest bardzo ważny nie tylko ze względu na komfort. W słuchawkach dokanałowych nawet niewielka nieszczelność potrafi pozbawić dźwięk najgłębszego basu, zmienić proporcje między średnicą a górą pasma i obniżyć skuteczność aktywnej redukcji hałasu. Warto więc poświęcić kilka minut na wypróbowanie różnych wariantów, zamiast pozostawać przy końcówkach fabrycznie zamontowanych na słuchawkach. Przy okazji zwróciłem uwagę na praktyczny drobiazg - kanały wewnętrzne tipsów są stosunkowo szerokie, dzięki czemu łatwiej utrzymać je w czystości. Przy delikatnym czyszczeniu silikonowej końcówki nie trzeba uciekać się do żadnych wymyślnych narzędzi w stylu drucików czy wykałaczek. Średnica kanału jest tak duża, że podczas czyszczenia idealnie sprawdzają się... standardowe patyczki do uszu. Oczywiście należy uważać, aby nie przesunąć zabrudzeń w kierunku samego przetwornika czy filtra akustycznego. Tak czy inaczej Sennheiser znowu u mnie zaplusował. Niby drobiazg, na który nie każdy zwraca uwagę (co wiem nie tylko z autopsji, ale też z opowieści znajomych pracujących w sklepach ze sprzętem hi-fi i przyjmujących zwroty), ale w przypadku urządzenia, którego używamy niemal codziennie, takie detale są naprawdę ważne.

Mimo bardzo dobrego dopasowania wciąż brakuje mi jednego rozwiązania - choćby opcjonalnych zaczepów stabilizujących. Nie chodzi nawet o klasyczne skrzydełka, które niektórym użytkownikom uciskają małżowiny, lecz o prosty system montowania zewnętrznych haczyków. Podczas zwykłego spaceru Momentum True Wireless 5 siedzą pewnie, ale wystarczy zaczepić słuchawkę kapturem, paskiem torby albo ręką, aby pojawiło się ryzyko jej wypadnięcia. Przy sprzęcie kosztującym 1299 zł nie jest to miła perspektywa, ale nie jest to uwaga dotycząca wyłącznie Sennheisera. Uważam, że powinien powstać jakiś ustandaryzowany system mocowania takich akcesoriów, aby każdy mógł wybrać, czy woli haczyki, coś w rodzaju tasiemki łączącej obie pchełki, czy jednak zostaje przy "golasach". Pomijam już to, że część osób mogłaby dokładać do swoich słuchawek elementy czysto ozdobne, ale jakiś czas temu rozmawiałem z osobą, która zamiast typowych bezprzewodowych dokanałówek używa słuchawek sportowych z kablem zwisającym na szyi z jednego powodu - fizycznie nie ma takiej możliwości, aby zgubić jedną "pastylkę". Kiedy jedna wypadnie z ucha, przewód ciągnie za drugą, co daje nam czas, aby zareagować - uratować tę jedną niesforną pchełkę. Pomijając już fakt, że do takiego nieszczęśliwego wypadku może dojść na przykład podczas wyjmowania pchełek z etui lub wkładania ich do torby. Gdyby we wszystkich tego typu słuchawkach była identyczna dziurka przeznaczona do montażu akcesoriów, coś w stylu "wciśnij i obróć, by zablokować", sytuacja na rynku zrobiłaby się znacznie ciekawsza. Oczywiście przed umieszczeniem pchełek w etui musielibyśmy te dodatkowe elementy odpiąć, ale patrząc na to, ile godzin mogą one pracować bez ładowania, nie będzie to chyba wielki problem.

Wracając do Momentum True Wireless 5, sterowanie dotykowe okazało się wyjątkowo udane. Sennheiser nie wykorzystał całej zewnętrznej powierzchni obudów jako panelu reagującego na dotyk. Aktywne pola są mniejsze, spłaszczone i łatwe do wyczucia palcem. Ma to bardzo konkretną zaletę. Jeżeli chcemy poprawić ułożenie słuchawki albo lekko ją docisnąć, możemy objąć korpus bez ryzyka przypadkowego zatrzymania muzyki lub zmiany utworu. Kiedy zaś chcemy wydać polecenie, trafienie w odpowiednie miejsce nie stanowi problemu. W domyślnym ustawieniu pojedyncze dotknięcie prawej słuchawki służy do rozpoczynania i zatrzymywania odtwarzania, natomiast lewej do przełączania między ANC a trybem transparentnym. Podwójne dotknięcie prawej słuchawki przełącza na kolejny utwór, a lewej pozwala wrócić do poprzedniego. Dłuższe przytrzymanie reguluje głośność, natomiast przytrzymanie obu paneli uruchamia parowanie. Gesty związane z obsługą połączeń telefonicznych również są proste. Co najważniejsze, praktycznie wszystkie funkcje można przeprogramować w aplikacji, dodając nawet potrójne dotknięcie albo całkowicie wyłączając obsługę dotykową. Brzmi to może jak rzecz oczywista, ale w praktyce wiele konkurencyjnych modeli daje użytkownikowi znacznie mniejszą swobodę.

Aplikacja Smart Control Plus zasługuje na szczególną pochwałę, ponieważ nie jest jedynie ozdobnym dodatkiem do słuchawek. W ciągu ostatnich lat instalowałem na telefonie mnóstwo podobnych programów i niestety zbyt często kończyło się to na obejrzeniu poziomu naładowania akumulatora, zmianie dwóch ustawień i zamknięciu aplikacji na kolejne pół roku. Sennheiser podszedł do tematu znacznie poważniej. Interfejs jest czytelny, logiczny i estetycznie zaprojektowany, a poszczególne funkcje przedstawiono za pomocą zrozumiałych grafik i animacji. Co ważniejsze, możliwości regulacji są na tyle szerokie, że rzeczywiście można dostosować zachowanie słuchawek do własnych przyzwyczajeń. Nie trzeba godzić się na decyzje projektantów dotyczące gestów, stopnia przepuszczania dźwięków otoczenia, automatycznego zatrzymywania odtwarzania czy sposobu obsługi połączeń. Wszystko znajduje się w jednym miejscu, a dotarcie do odpowiedniego ustawienia nie wymaga przedzierania się przez labirynt kolejnych ekranów.

Lista funkcji dostępnych w firmowej apce jest imponująca. Mamy ośmiopasmowy korektor graficzny, zestaw gotowych profili, Sound Check, Sound Personalization, wybór trybów transmisji, konfigurację ANC i transparentności, ustawienia paneli dotykowych, zarządzanie połączonymi urządzeniami, funkcję automatycznego zatrzymywania muzyki po wyjęciu słuchawki, regulację odsłuchu własnego głosu podczas rozmów oraz możliwość lokalizowania zgubionego sprzętu. Program umożliwia również przygotowywanie ustawień powiązanych z określonymi miejscami i aktualizowanie firmware'u. Niektóre usługi wymagają konta użytkownika, ale podstawowe możliwości pozostają wystarczająco rozbudowane, aby aplikacja nie sprawiała wrażenia narzędzia stworzonego wyłącznie do zbierania danych. Szczególnie spodobało mi się to, że w większości przypadków od razu wiadomo, jaki będzie efekt zmiany konkretnego parametru. Program zachęca do eksperymentowania, ale nie zmusza do tego. Można wszystko ustawić raz, a potem przez wiele tygodni po prostu słuchać muzyki.

Największe możliwości dostrajania dźwięku zapewnia ośmiopasmowy korektor obejmujący zakres od 40 Hz do 15 kHz. Nie jest to rozwiązanie parametryczne, pozwalające dowolnie zmieniać częstotliwość i szerokość każdego filtra, ale w codziennym użytkowaniu sprawdza się bardzo dobrze. Jeśli ktoś chciałby ograniczyć najniższy bas, lekko podkreślić wokale albo uspokoić fragment sopranu, ma do dyspozycji znacznie precyzyjniejsze narzędzie niż w poprzednich generacjach. Dodatkowo Sound Check pozwala wybrać preferowane warianty brzmienia na podstawie serii porównań, a Sound Personalization, opracowany we współpracy z Instytutem Fraunhofera, umożliwia bardziej indywidualne dostrojenie charakterystyki. Nie jest to pomiar słuchu w medycznym znaczeniu, ale dla osób, które nie wiedzą, jak operować korektorem, może okazać się wygodnym punktem wyjścia. Warto przy tym zaznaczyć, że fabryczne strojenie Momentum True Wireless 5 uznałem za tak udane, iż do korekcji sięgałem przede wszystkim z ciekawości. Nie miałem poczucia, że muszę cokolwiek poprawiać, aby móc cieszyć się muzyką.

Jednym z najważniejszych elementów wyposażenia pozostaje hybrydowe, adaptacyjne ANC. Sennheiser pozwala włączyć lub wyłączyć redukcję hałasu, a także skorzystać z funkcji Anti-Wind ograniczającej zakłócenia spowodowane podmuchami wiatru. Nie otrzymujemy natomiast suwaka, którym ręcznie regulowalibyśmy siłę samego tłumienia w kilku krokach. Początkowo uznałem to za niewielki minus, bo konkurenci oferują bardziej rozbudowane możliwości. W praktyce szybko okazało się jednak, że wcale nie potrzebuję kilkunastu wariantów ANC. Gdy siedziałem w autobusie albo metrze, chciałem po prostu pozbyć się jak największej ilości hałasu, a kiedy znajdowałem się w cichszym otoczeniu, wystarczała mi bardzo dobra izolacja pasywna. Momentum True Wireless 5 radzą sobie z tłumieniem jednostajnych dźwięków, takich jak szum silników, wentylacji czy klimatyzacji, a także wyraźnie ograniczają poziom rozmów i miejskiego gwaru. Najlepsze konstrukcje Sony i Bose potrafią wyciszyć otoczenie jeszcze skuteczniej, ale różnica nie jest tak duża, aby użytkownik Sennheiserów miał powody do narzekania. Ważniejsze jest to, że działanie układu pozostaje naturalne i nie wymaga ciągłego poprawiania ustawień.

Znacznie większą swobodę daje tryb transparentny, który można regulować w pięciu krokach. Przy najniższych ustawieniach do uszu dociera tylko niewielka część dźwięków otoczenia, natomiast na najwyższym poziomie mamy wrażenie, jakby słuchawki stały się niemal otwarte. Można też zdecydować, czy uruchomienie tej funkcji ma zatrzymywać muzykę. Dla mnie to jedna z największych zalet całego urządzenia, ponieważ lubię słuchać muzyki podczas spacerów, ale nie przepadam za całkowitym odcinaniem się od świata. Chcę słyszeć nadjeżdżający samochód, rowerzystę, komunikat na przystanku czy kogoś, kto próbuje mnie zaczepić. W praktyce najczęściej ustawiałem transparentność mniej więcej w połowie skali. Dzięki temu muzyka nadal pozostawała na pierwszym planie, ale miałem dobrą orientację w otoczeniu. Kiedy zatrzymywałem się w spokojnym miejscu, wyłączałem aktywne systemy i korzystałem z izolacji zapewnianej przez same końcówki, a podczas podróży komunikacją miejską uruchamiałem ANC. Przy takim sposobie użytkowania brak ręcznej regulacji siły tłumienia przestał mi zupełnie przeszkadzać.

Na osobną wzmiankę zasługuje także komfort prowadzenia rozmów. W Momentum True Wireless 5 zastosowano sześć mikrofonów akustycznych i dwa dodatkowe czujniki rejestrujące drgania związane z mową użytkownika. Elektronika może dzięki temu łatwiej oddzielać głos od dźwięków otoczenia, a producent wspomaga ten proces algorytmami cyfrowymi. W spokojnym biurze lub podczas zwykłej rozmowy na ulicy jakość połączenia powinna w zupełności wystarczyć do codziennego użytku. W silnym wietrze i przy dużym pogłosie nawet najbardziej zaawansowane słuchawki muszą jednak iść na kompromisy. Zdarza się wtedy, że przetwarzany głos brzmi nieco mniej naturalnie, ale przynajmniej pozostaje zrozumiały. Nie kupowałbym Momentum True Wireless 5 wyłącznie z myślą o telekonferencjach, lecz trudno też uznać ich możliwości komunikacyjne za dodatek potraktowany po macoszemu.

W opisywanym zestawie wymienne są wszystkie trzy akumulatory - dwa w słuchawkach i jeden w etui ładującym. Operacja wygląda naprawdę prosto, a jedyne, czego w tym momencie nie znamy, to ceny nowych podzespołów. Nie sądzę jednak, aby okazały się przesadnie wysokie. Jeśli producent w ogóle o czymś takim pomyślał, to chyba nie po to, aby potem liczyć sobie za komplet akumulatorów więcej niż kosztowały same słuchawki.

Na koniec wróćmy do akumulatorów. Producent deklaruje do 12 godzin odtwarzania bez ANC, około 6 godzin z włączoną redukcją hałasu oraz do 40 godzin łącznie z etui. Przy korzystaniu z zaawansowanych kodeków, większej głośności i dodatkowego przetwarzania realne wyniki mogą być niższe. Ja podczas testu na luzie osiągnąłem wynik deklarowany przez Sennheisera. Być może dlatego, że nie korzystałem z ANC cały czas, ale za to bawiłem się aplikacją i ustawieniami, więc słuchawki miały co robić. Tak czy inaczej 5-6 godzin bez ładowania to rezultat wystarczający w codziennym użytkowaniu, choć nie rekordowy. Jeżeli dla kogoś jest to niewystarczające, może pocieszy go fakt, że niemiecka firma nadrabia wydajnym etui, obsługą ładowania indukcyjnego i szybkim uzupełnianiem energii. Osiem minut w pudełeczku ma zapewnić około godzinę dalszego słuchania. Pełne ładowanie zajmuje około półtorej godziny. W aplikacji Smart Control Plus znajdziemy również funkcję ochrony akumulatora, pozwalającą ograniczać jego maksymalne naładowanie do około 80%. Ponieważ dokanałówki często trafiają do etui kilka razy dziennie, a każde odłożenie rozpoczyna kolejny cykl doładowywania, taka możliwość wydaje mi się wyjątkowo rozsądna. W połączeniu z wymiennymi ogniwami daje użytkownikowi realną szansę na wydłużenie życia sprzętu, zamiast traktowania go jako kolejnego urządzenia, które pociągnie maksymalnie rok czy dwa lata, o ile wcześniej nie zgubimy jednej z pchełek podczas wsiadania do autobusu. Aha - w opisywanym zestawie wymienne są wszystkie trzy akumulatory - dwa w słuchawkach i jeden w etui ładującym. Operacja wygląda naprawdę prosto, a jedyne, czego w tym momencie nie znamy, to ceny nowych podzespołów. Nie sądzę jednak, aby okazały się przesadnie wysokie. Jeśli producent w ogóle o czymś takim pomyślał, to chyba nie po to, aby potem liczyć sobie za komplet akumulatorów więcej niż kosztowały same słuchawki. Zresztą pewnego dnia sam się o tym przekonam...

Brzmienie

Po zapoznaniu się z wyposażeniem, funkcjonalnością i możliwościami aplikacji byłem już niemal gotów uznać Momentum True Wireless 5 za bardzo udany produkt. Wszystko działało logicznie, słuchawki były wygodne, a kilka zastosowanych w nich rozwiązań rzeczywiście wyróżniało je z tłumu. Od strony brzmieniowej spodziewałem się kontynuacji tego, co znam z poprzednich generacji - bardzo dobrego, zrównoważonego i przestrzennego dźwięku, który sprawdza się w różnych gatunkach muzycznych. Sennheiser przecież od lat rozwija ten sam pomysł na 7-mm przetwornik TrueResponse, a Momentum True Wireless 4 już potrafiły zagrać znakomicie. Tymczasem pierwsze dłuższe odsłuchy przyniosły zaskoczenie. Nowy model nie próbuje imponować napompowanym basem, ostro zarysowanymi sopranami ani żadnym efektem, który od razu zwróciłby uwagę osoby testującej słuchawki "na szybko". Zamiast tego oferuje dźwięk wyjątkowo naturalny, dojrzały i przekonujący. Na tyle dobry, że w pewnym momencie przestałem szukać kolejnych nagrań testowych i zacząłem wybierać albumy, na które po prostu miałem ochotę. A jeśli słuchawki za 1299 zł potrafią skłonić człowieka do zapomnienia o recenzenckich obowiązkach, jest to już całkiem dobry znak.

Najlepiej wyjaśnić to na przykładzie repertuaru akustycznego. W przypadku wielu bezprzewodowych dokanałówek odruchowo przechodzę do muzyki elektronicznej, nowoczesnego popu albo mocno skompresowanego rocka, bo tam pewne niedoskonałości barwy i artykulacji są mniej dokuczliwe. Włączając fortepian, kwartet smyczkowy, gitarę akustyczną lub niewielki skład jazzowy, często słyszę coś, co trudno nazwać pojedynczą wadą. To jest raczej cały zbiór cech składających się na brak wiarygodności. Dźwięk jest efektowny, szczegółowy i dynamiczny, ale brakuje mu realizmu. Atak strun zostaje podkreślony kosztem rezonansu pudła, fortepian ma wyraźną krawędź, lecz mało ciała, a smyczki bardziej przypominają generowany elektronicznie zarys instrumentów niż ich naturalne brzmienie. Na Momentum True Wireless 5 podobnego problemu właściwie nie odczuwałem. Gitara miała odpowiednią szklistość, fortepian - właściwą masę i bogate wybrzmienia, a smyczki zachowywały swoją fakturę bez nieprzyjemnego wyostrzenia. Nie chodzi o to, że Sennheisery imitują dobre słuchawki otwarte podłączone do drogiego wzmacniacza. Chodzi o coś prostszego - nie musiałem co chwilę przypominać sobie, że słucham maleńkich pchełek korzystających z transmisji bezprzewodowej, więc włączenie muzyki akustycznej oznacza "ryzyko przypału". Nic z tych rzeczy. Tutaj nie musimy stosować taryfy ulgowej ani omijać konkretnych pozycji z naszej playlisty, bo wszystko brzmi dobrze.

Podstawą takiego efektu jest znakomicie dobrana równowaga tonalna. Nie nazwałbym nowych Momentum absolutnie liniowymi ani studyjnie beznamiętnymi. W ich charakterystyce można wychwycić bardzo łagodne zaakcentowanie skrajów pasma, które nadaje muzyce energię i świeżość. Jeżeli ktoś lubi posługiwać się literowymi określeniami charakterystyki, można mówić o delikatnym profilu V, ale jest to chyba najsubtelniejsza wersja tego pomysłu, z jaką można się obecnie zetknąć. Niskie tony budują solidny fundament, wysokie zapewniają przejrzystość i odpowiednią ilość powietrza, natomiast średnica nie została ani odchudzona, ani przesunięta gdzieś na dalszy plan. Wszystko tworzy spójną całość, której trudno zarzucić faworyzowanie określonego repertuaru. Bardzo ważne jest również to, że słuchawki dobrze pokazują różnice między nagraniami. Materiał ciepły, gęsty i nasycony pozostaje taki, jaki był, a ostro zrealizowane albumy nie zostają automatycznie wygładzone. Sennheiser nie nakłada na każdą płytę tej samej, efektownej charakterystyki, którą można rozpoznać już po kilkunastu sekundach. Dla wymagającego melomana taka powściągliwość jest czymś znacznie cenniejszym niż jeden aspekt prezentacji doprowadzony do perfekcji.

Niskie tony mają tutaj odpowiednią głębię i siłę, ale przede wszystkim znakomitą kontrolę. To ważne, ponieważ efektowny bas w dokanałówkach nie jest dziś niczym niezwykłym. Dzięki szczelnemu osadzeniu końcówek nawet maleńki przetwornik może wygenerować imponujące ciśnienie akustyczne, a procesor DSP pozwala nadać najniższym częstotliwościom dowolną masę. Znacznie trudniej sprawić, aby taki bas był zróżnicowany, sprężysty i nie przykrywał reszty pasma. Momentum True Wireless 5 radzą sobie z tym bez większego wysiłku. Elektroniczny subbas potrafi zejść bardzo nisko, stopa perkusyjna ma zdecydowane uderzenie, a w szybkich utworach wyraźnie słychać kolejne impulsy, zamiast jednego nieprzerwanego pomruku. Poszczególne dźwięki są czytelnie rozdzielone, wybrzmienia mają właściwą długość, a dół nie próbuje za wszelką cenę powiększać skali nagrania. Nie ma tu także charakterystycznego dla niektórych popularnych TWS-ów buczenia ani wrażenia, że każde uderzenie zostało przepuszczone przez ten sam filtr podkreślający okolice wyższego basu.

Najwięcej satysfakcji dawał mi jednak sposób odtwarzania instrumentów o naturalnie bogatej strukturze niskich częstotliwości. Kontrabas nie ogranicza się do kilku grubych nut, lecz pokazuje sprężystość strun, charakterystyczny rezonans pudła i różnice między sposobami artykulacji. Gitara basowa ma właściwą motorykę, a jej linia pozostaje czytelna również wtedy, gdy obok pracuje mocna stopa perkusyjna. Sennheiser nie próbuje ujednolicać tych instrumentów, choć oba mogą odtwarzać podobny zakres częstotliwości. W nagraniach akustycznych dobrze słychać zarówno podstawowy ton, jak i związane z nim harmoniczne, które decydują o barwie i pozwalają rozpoznać instrument. Taki bas jest może mniej spektakularny podczas pięciominutowego odsłuchu w sklepie, ale na dłuższą metę okazuje się znacznie ciekawszy. Zapewnia muzyce odpowiednią masę i dynamikę, nie zabierając przy tym miejsca wokalom, gitarom czy instrumentom klawiszowym. Fabryczne strojenie uznałem za na tyle udane, że właściwie nie miałem potrzeby zwiększać ilości niskich tonów korektorem. Jeśli ktoś lubi bardziej rozrywkowe granie, może oczywiście to zrobić, ale moim zdaniem zepsuje w ten sposób część tego, co w Momentum True Wireless 5 jest tak dobre.

Średnica stanowi najmocniejszy argument potwierdzający wysoką klasę tych słuchawek. Wokale są pełne, dobrze nasycone, a przy tym wyraźne i naturalnie ustawione względem akompaniamentu. Nie ma wrażenia, że śpiew został sztucznie wypchnięty na pierwszy plan po to, aby pozostał czytelny w hałasie ulicznym. Łatwo usłyszeć różnice w sposobie prowadzenia frazy, pracę oddechu, zmiany artykulacji i fakturę głosu. Podobnie jest z instrumentami. Fortepian ma odpowiedni fundament w dolnym rejestrze, ale nie staje się ociężały, a wyższe oktawy pozostają klarowne i dźwięczne. Nie przypominam sobie wielu bezprzewodowych dokanałówek, które równie dobrze łączyłyby taką ilość informacji z naturalnością barw i ogólną kulturą prezentacji. Nie znaczy to, że Sennheiserom udało się osiągnąć ideał. W niektórych nagraniach daje się zauważyć delikatne cofnięcie niższej średnicy, które w połączeniu z energicznym basem i dobrze zaznaczoną wyższą częścią pasma dodaje prezentacji nieco lekkości. Jest to zjawisko subtelne, raczej element charakteru niż wyraźna nierównowaga. Więcej uwagi zwróciłem na pogranicze średnich i wysokich tonów, gdzie czasami pojawia się odrobina suchości i spłaszczenia. Pewne instrumenty mogłyby zabrzmieć bardziej plastycznie, z nieco bogatszym nasyceniem harmonicznym i łagodniejszym połączeniem barwy z atakiem. Najłatwiej wychwycić to właśnie na smyczkach, gitarach akustycznych i niektórych wokalach. Nie jest to nieprzyjemna ostrość ani wada, która po godzinie słuchania zaczyna męczyć. Chodzi raczej o wrażenie, że w jednym niewielkim fragmencie charakterystyki dźwięk traci odrobinę swojej organicznej płynności. Przy tak wysokim poziomie pozostałych aspektów prezentacji podobne drobiazgi nie są jednak w stanie zepsuć ogólnego, doskonałego efektu.

Duże wrażenie robiła też dynamika, zarówno w skali całego utworu, jak i pojedynczych dźwięków. Momentum True Wireless 5 potrafią pokazać różnicę pomiędzy delikatnym muśnięciem struny a mocnym szarpnięciem, między spokojnie poprowadzoną frazą a chwilowym akcentem, między ledwie zaznaczonym uderzeniem perkusisty a pełnym zaangażowaniem zespołu. Dźwięk nie jest spłaszczony do kilku poziomów natężenia, a muzycy mogą swobodnie operować subtelnościami, które w słabszych słuchawkach często giną. To kolejny powód, dla którego tak przyjemnie słuchało mi się nagrań akustycznych. Nie chodziło tylko o barwę instrumentów, lecz także o sposób, w jaki żyły, oddychały i reagowały na grę muzyków. Z dynamiką idą w parze takie aspekty jak szybkość i rozdzielczość. Wiele słuchawek potrafi sprawiać wrażenie szczegółowych przez podkreślenie określonego fragmentu wysokich tonów. Momentum True Wireless 5 nie idą tą drogą. Szczegóły są obecne, ale nie zostały oderwane od muzyki i wystawione przed słuchacza jako osobna atrakcja. Możemy śledzić poszczególne warstwy nagrania, a jednocześnie bez trudu odbierać je jako spójną kompozycję. Taka rozdzielczość robi znacznie większe wrażenie niż samo wyliczanie drobnych dźwięków, których nie zauważyliśmy wcześniej.

Jednym z największych atutów nowych Momentum pozostaje stereofonia. Scena jest szeroka, swobodna i uporządkowana, a instrumenty nie tłoczą się w wąskiej przestrzeni pomiędzy uszami. Oczywiście nie ma sensu udawać, że małe dokanałówki potrafią odtworzyć identyczną przestrzeń jak dobry zestaw kolumn ustawiony w odpowiednim pomieszczeniu. Tutaj nie występują naturalne odbicia od ścian ani wzajemne przenikanie sygnałów dochodzących z głośników do obu uszu. Mimo tych ograniczeń Sennheiser potrafi stworzyć bardzo przekonującą iluzję przestrzeni, w której nie chodzi tylko o szerokość, ale również o głębię, odległości pomiędzy źródłami i stabilność ich położenia. W nagraniach kameralnych można bez wysiłku wybrać jeden instrument, przyjrzeć mu się, a następnie przenieść uwagę na kolejny. W muzyce orkiestrowej zachowane są proporcje pomiędzy grupami instrumentów, a dobrze zrealizowane nagrania koncertowe przekazują sporo informacji o wielkości sali i charakterze pogłosu. Obraz pozostaje przy tym spójny i dobrze wypełniony pośrodku, bez sztucznego rozciągania wszystkiego na boki.

Co ważne, tak dobre wrażenia przestrzenne otrzymałem podczas klasycznego odsłuchu stereofonicznego, bez włączania Dolby Atmos i śledzenia ruchów głowy. Podkreślam to, ponieważ producenci coraz chętniej reklamują przestrzenność dźwięku jako coś, co wynika wyłącznie z kolejnych metod jego przetwarzania przez procesory i algorytmy. Bzdura! W tym przypadku świetna lokalizacja i separacja są zaletami podstawowej charakterystyki słuchawek. Efekty przestrzenne mogą być interesujące w filmach i materiałach wielokanałowych, ale w zwykłej muzyce nie widziałem potrzeby korzystania z nich. Bardziej zależało mi na naturalnym rozłożeniu instrumentów, odpowiedniej głębi i zachowaniu oryginalnych proporcji nagrania. Nowe Sennheisery potrafiły to zapewnić bez żadnej pomocy. Wrażenie swobody było tak wyraźne, że podczas spacerów wielokrotnie miałem ochotę sięgnąć po kolejne utwory akustyczne właśnie po to, aby sprawdzić, jak dobrze sprzęt poradzi sobie z oddaniem przestrzeni i atmosfery miejsca, w którym dokonano nagrania.

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch rzeczach charakterystycznych dla słuchawek bezprzewodowych. Po pierwsze, brzmienie jest tu w dużej mierze wynikiem współpracy przetwornika, wzmacniacza, procesora DSP i algorytmów odpowiadających za ANC oraz korekcję charakterystyki. To dlatego sam fakt wykorzystania tego samego głośnika co w poprzedniej generacji nie przesądza o identycznym dźwięku. Po drugie, zaawansowane kodeki nie są automatyczną gwarancją lepszych wrażeń. aptX Adaptive i aptX Lossless dają większe możliwości na kompatybilnych urządzeniach, ale rezultat zależy również od jakości nagrania, stabilności połączenia i całego toru akustycznego. Nie każdy smartfon obsługuje transmisję bezstratną, a użytkownicy iPhone'ów korzystają z AAC. Mimo to Momentum True Wireless 5 nie sprawiają wrażenia słuchawek, które zaczynają dobrze grać dopiero po podłączeniu specjalnego nadajnika. Ich podstawowa charakterystyka jest po prostu bardzo udana, a bardziej zaawansowana transmisja może stanowić dodatkowy atut, szczególnie podczas spokojnego, uważnego odsłuchu.

Sennheisery należą do najlepszych słuchawek true wireless, z jakimi miałem do czynienia. Ich dźwięk jest naturalny, równy, dynamiczny i przestrzenny, a przy tym na tyle angażujący, że po pewnym czasie przestajemy testować sprzęt i zaczynamy po prostu słuchać muzyki.

Najcenniejsze jest jednak to, że nie trzeba dobierać do nich określonej muzyki. Elektronika korzysta z głębokiego, kontrolowanego basu, rock z dynamiki i szybkości, jazz z naturalnej barwy oraz umiejętności różnicowania instrumentów, a klasyka z przejrzystości i przestrzeni. W żadnym z tych przypadków nie miałem wrażenia, że nagle wychodzę poza możliwości urządzenia. To nie znaczy, że Momentum True Wireless 5 są bezdyskusyjnie lepsze od wszystkich konkurentów. Bowers & Wilkins Pi8, Sony WF-1000XM6 czy Technics EAH-AZ100 również reprezentują bardzo wysoki poziom, a każdy z tych modeli ma nieco inny charakter i inne mocne strony. Nie chciałbym więc wskazywać zwycięzcy takiego porównania bez możliwości przetestowania wszystkich modeli w tych samych warunkach. Mogę natomiast powiedzieć, że Sennheisery należą do najlepszych słuchawek true wireless, z jakimi miałem do czynienia. Ich dźwięk jest naturalny, równy, dynamiczny i przestrzenny, a przy tym na tyle angażujący, że po pewnym czasie przestajemy testować sprzęt i zaczynamy po prostu słuchać muzyki. Jeżeli miałbym wskazać jedną słabszą stronę, pozostałaby nią delikatna suchość na styku średnicy i wysokich tonów. Poza tym trudno mi znaleźć coś, co rzeczywiście przeszkadzałoby podczas odsłuchu.

Moim zdaniem Sennheiser tym modelem pozamiatał. Nie wiem, czy Momentum True Wireless 5 to najlepsze bezprzewodowe dokanałówki, jakie można obecnie kupić, ale jestem absolutnie pewien, że to najlepsze tego typu słuchawki, jakie testowałem. Co więcej, byłem tym trochę zaskoczony, ponieważ mając jeszcze świeżo w pamięci odsłuch poprzedniej generacji tego modelu, nie spodziewałem się aż takiego postępu. Myślałem, że Momentum True Wireless 5 będą grały tak samo, a największą różnicą będzie kilka dodatkowych funkcji, z których część użytkowników i tak nie skorzysta. Błąd. Pod względem jakości brzmienia nastąpił tu ogromny postęp. A przecież mamy tu te same przetworniki, które zastosowano już w poprzedniej wersji. Co takiego sprawiło, że po teście "czwórek" oddałem je dystrybutorowi bez większego żalu, a w przypadku "piątek" długo zwlekałem, chcąc pochodzić sobie w nich jeszcze jeden dzień? Nie mam pojęcia. Poprawione układy elektroniczne, oprogramowanie, strojenie? A może po prostu jest to ten moment, kiedy wszystko - zarówno to, na co inżynierowie Sennheisera zapracowali już wcześniej, jak i to, co wymyślili dopiero teraz - nagle zadziałało jednocześnie? Po tygodniu obiecywania, że już niebawem odwiozę Momentum True Wireless 5 z powrotem, aby mogły trafić do kolejnej redakcji, podjąłem decyzję - nie odwiozę. Zostają u mnie jako wzór bezprzewodowych dokanałówek, które nie są tylko ładne, funkcjonalne, wygodne i naszpikowane nowoczesnymi technologiami, ale przede wszystkim potrafią grać.

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Budowa i parametry

Sennheiser Momentum True Wireless 5 są zamkniętymi słuchawkami dokanałowymi typu true wireless, czyli w praktyce dwoma niezależnymi urządzeniami elektroakustycznymi, z których każde ma własny przetwornik, wzmacniacz, antenę, moduł komunikacji, mikrofony i akumulator. Umieszczenie wszystkich tych elementów w obudowie ważącej około 7 g wymaga odpowiednio przemyślanej konstrukcji, a w piątej generacji zadanie było dodatkowo utrudnione koniecznością zapewnienia dostępu do baterii. Producent nie zdecydował się jednak na opracowanie wieloprzetwornikowego układu, lecz pozostał przy pojedynczym 7-mm głośniku dynamicznym TrueResponse. Technologia ta jest jednym z najważniejszych elementów oferty słuchawkowej Sennheisera i występuje również w niektórych modelach przewodowych z serii IE. Nie należy jednak na tej podstawie zakładać, że wszystkie te konstrukcje wykorzystują identyczne przetworniki. Różnią się obudowami, komorami akustycznymi i sposobem sterowania, a w urządzeniach bezprzewodowych ogromne znaczenie ma również cyfrowe przetwarzanie sygnału.

Zastosowanie pojedynczego przetwornika ma tę zaletę, że eliminuje konieczność dzielenia pasma pomiędzy kilka głośników i rozwiązywania problemów związanych z ich wzajemnym dopasowaniem. Nie oznacza to oczywiście, że konstrukcja automatycznie gra lepiej niż bardziej rozbudowane systemy. Maleńka membrana musi poradzić sobie zarówno z najgłębszym basem, jak i wysokimi harmonicznymi, co wymaga odpowiedniego układu magnetycznego, zawieszenia i obciążenia akustycznego. Sennheiser nie ujawnia wszystkich szczegółów budowy zastosowanej jednostki, ale podkreśla, że przetworniki TrueResponse są rozwijane, produkowane i kontrolowane jakościowo w zakładzie w Tullamore w Irlandii. Słuchawki jako całość projektowane są w Niemczech i produkowane w Chinach. Deklarowane pasmo przenoszenia wynosi 5 Hz - 21 kHz, czułość 107 dB, natomiast zniekształcenia harmoniczne mają pozostawać poniżej 0,08% przy 1 kHz i 94 dB.

Za transmisję odpowiada Bluetooth 6.0, a lista obsługiwanych kodeków obejmuje SBC, AAC, aptX, aptX Adaptive i aptX Lossless. Warto zwrócić uwagę na różnicę między dwoma ostatnimi standardami. aptX Adaptive może przenosić sygnał o parametrach do 24 bitów i 96 kHz, ale nie oznacza to, że transmisja jest wtedy bezstratna. Z kolei aptX Lossless umożliwia przesył dźwięku w jakości CD, czyli 16 bitów i 44,1 kHz, bez strat wynikających z kompresji, pod warunkiem odpowiedniego źródła i wystarczająco stabilnego połączenia radiowego. Jeśli warunki się pogorszą, system może zmieniać sposób transmisji, aby uniknąć przerw w odtwarzaniu. Nie każdy telefon obsługuje te standardy, a iPhone'y korzystają z AAC. Brakuje również LDAC, co dla użytkowników części smartfonów z Androidem może być minusem. Z drugiej strony Sennheiser oferuje multipoint z jednoczesnym połączeniem dwóch urządzeń, pamięć sześciu źródeł, Google Fast Pair i Microsoft Swift Pair oraz tryby zwiększające stabilność transmisji i ograniczające opóźnienia. Bluetooth 6.0 nie oznacza natomiast automatycznego uruchomienia wszystkich nowych funkcji. LE Audio i Auracast zostały zapowiedziane jako element przyszłej aktualizacji i w momencie premiery piątej generacji nie były jeszcze dostępne.

Ważną częścią konstrukcji jest układ ośmiu czujników wykorzystywanych do obsługi głosu i pracy systemów redukcji hałasu. Sześć z nich to klasyczne mikrofony MEMS, natomiast dwa dodatkowe rejestrują drgania związane z mową użytkownika. Pozwala to skuteczniej oddzielać głos od dźwięków otoczenia, szczególnie podczas rozmów w trudniejszych warunkach. Elektronika wykorzystuje cyfrowe przetwarzanie kierunkowe, algorytmy redukcji zakłóceń i hybrydowe, adaptacyjne ANC. Ten sam tor DSP odpowiada w dużym stopniu za korekcję charakterystyki przetworników, personalizację i funkcje przestrzenne. W przypadku słuchawek bezprzewodowych sam głośnik jest więc tylko częścią większego systemu. Nawet pozostawiając podobną konstrukcję elektroakustyczną, producent może zmienić końcowy rezultat przez inne strojenie, bardziej zaawansowaną elektronikę i poprawę właściwości obudowy. Warto o tym pamiętać, gdy kolejne generacje urządzenia nie przynoszą zupełnie nowego przetwornika.

Najciekawsza innowacja kryje się jednak w zasilaniu. W każdej słuchawce znajduje się akumulator litowo-jonowy o pojemności 72 mAh, a w etui ogniwo 760 mAh. Wszystkie trzy elementy mogą zostać wymienione przez użytkownika. Dostęp do akumulatorów wymaga zdjęcia odpowiednich fragmentów obudowy i użycia niewielkich narzędzi, ale konstrukcja została przygotowana z myślą o takiej operacji. Sennheiser przewidział dedykowane moduły BA 501 i BA 502. Nie są to więc zwyczajne baterie, które można kupić w dowolnym sklepie elektronicznym. Ich cena i dostępność za kilka lat będą miały kluczowe znaczenie dla rzeczywistej wartości całego pomysłu, dlatego na razie nie ogłaszałbym końca problemu elektrośmieci. Sam kierunek zmian zasługuje jednak na uznanie. Większość słuchawek true wireless kończy życie znacznie wcześniej, niż zużyją się ich przetworniki, właśnie dlatego, że wymiana akumulatora jest skomplikowana lub nieopłacalna. Tutaj przynajmniej mamy szansę uniknąć takiego scenariusza, a dodatkowa funkcja ochrony baterii pozwala ograniczać jej maksymalne ładowanie podczas codziennego użytkowania.

Werdykt

Momentum True Wireless 5 to jedne z najbardziej udanych słuchawek bezprzewodowych, z jakimi miałem do czynienia. Nie dlatego, że wygrywają w każdej możliwej kategorii, ale dlatego, że oferują wyjątkowo udane połączenie wysokiej jakości brzmienia, wygody, funkcjonalności i rozwiązań zwiększających szansę na wieloletnie użytkowanie. Nowe obudowy są charakterystyczne i dobrze dopasowane. Aplikacja Smart Control Plus należy do najlepszych, z jakimi się spotkałem. Pięciostopniowy tryb transparentny okazał się dla mnie bardziej użyteczny niż możliwość ręcznego ustawiania kilku poziomów ANC. Nie są oczywiście pozbawione wad. Podobnie jak w zdecydowanej większości dokanałówek brakuje mi tu możliwości zamontowania haczyków, dzięki którym miałbym pewność, że nawet przypadkowe potrącenie lub poluzowanie słuchawki nie skończy się jej upadkiem na ziemię. Czas pracy z ANC nie jest rekordowy, a część zapowiedzianych funkcji ma zostać wprowadzona dopiero na drodze aktualizacji oprogramowania. Żadna z tych rzeczy nie zmienia jednak mojej wysokiej oceny tego modelu.

Największą zaletą pozostaje jednak brzmienie. Naturalne, dynamiczne, przejrzyste i bardzo przestrzenne, z głębokim, dobrze kontrolowanym basem i wyjątkowo przekonującą średnicą. Momentum True Wireless 5 świetnie radzą sobie z muzyką akustyczną, która dla wielu innych dokanałówek okazuje się znacznie trudniejszym sprawdzianem niż nowoczesna elektronika czy pop. Jeśli dodamy do tego znakomitą dynamikę, rozdzielczość i umiejętność porządkowania skomplikowanych nagrań, otrzymamy bezprzewodowe pchełki, które można potraktować całkowicie poważnie, a nie tylko jako wygodny dodatek do smartfona. Powiem wprost - Momentum True Wireless 5 to pierwsze bezprzewodowe dokanałówki, które pod względem jakości brzmienia mogą stanowić alternatywę dla naprawdę dobrych słuchawek przewodowych napędzanych przez zewnętrzny wzmacniacz lub odtwarzacz przenośny, na przykład coś w rodzaju Khadasa Tea albo FiiO BTR13. Każdy, kto wie, jaka przepaść dzieli taki zestaw od typowych "pastylek", będzie również wiedział, jak wielką rekomendacją dla Momentum True Wireless 5 jest z mojej strony samo użycie takiego porównania.

1299 zł to w świecie bezprzewodowych dokanałówek całkiem sporo. Za te pieniądze otrzymujemy jednak produkt dopracowany, wszechstronny i mający własny charakter. Takie słuchawki można z czystym sumieniem polecić komuś, kto większość muzyki słucha podczas spacerów i podróży, ale również osobie, która na co dzień korzysta z porządnych słuchawek przewodowych i nie chce rezygnować z naturalności brzmienia tylko dlatego, że akurat wychodzi z domu. Co więcej, dzięki wymiennym akumulatorom Momentum True Wireless 5 mają szansę służyć właścicielowi dłużej niż wiele podobnych urządzeń. Gdybym miał jednak wskazać jeden powód, dla którego warto ich posłuchać, nie byłby to Bluetooth 6.0, aptX Lossless, Dolby Atmos ani nawet wspomniana naprawialność. Wszystkie te rzeczy są ważne, ale ostatecznie słuchawki kupujemy po to, aby słuchać muzyki. A nowe Momentum robią to tak dobrze, że zamiast analizować kolejny element wyposażenia, wielokrotnie miałem po prostu ochotę włączyć następny album. W przypadku sprzętu hi-fi trudno o lepszą rekomendację.

Co przyniesie przyszłość - zobaczymy, bo jako świeżo upieczony właściciel Momentum True Wireless 5 będę mógł dopisywać stosowne adnotacje do niniejszego testu. Na razie wciąż z nich korzystam i z uwagą śledzę, kiedy na stronie producenta pojawi się informacja o dostępności i cenach akumulatorów. Jednocześnie mam nadzieję, że ten trend się przyjmie, a klienci zamiast kolejnych jednorazówek będą mogli kupić słuchawki bezprzewodowe obliczone na długie lata użytkowania. Niech będą drogie, trudno. Ale zdecydowanie lepiej zapłacić raz i cieszyć się świetnym sprzętem kilka ładnych lat niż wydawać kilkaset złotych co kilka, może kilkanaście miesięcy, jakby człowiek miał te cholerne słuchawki w abonamencie. Wszystko wskazuje na to, że ten scenariusz powoli się realizuje. Fairphone Fairbuds XL, Fender Mix, Cambridge Audio Melomania P100 i P100 SE, JBL Quantum 650 i Quantum 950 - we wszystkich tych modelach zobaczymy wymienne ogniwa. Podobny pomysł wcielił już w życie inny gigant branży audio - Sonos. W jego nowych słuchawkach Ace Ultra można wymienić nie tylko akumulatory, ale także pady, które są mocowane magnetycznie. Prosty pomysł przedłużający życie nauszników, znany właścicielom modeli przewodowych niemalże od czasów prekolumbijskich, wreszcie zawitał do świata słuchawek bezprzewodowych! Świat się zmienia, proszę państwa. I jak się okazuje, nie zawsze na gorsze.

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Dane techniczne

Typ słuchawek: dokanałowe, bezprzewodowe
Przetworniki: dynamiczne TrueResponse, 7 mm
Łączność: Bluetooth 6.0
Złącze: USB-C (do ładowania)
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 21 kHz
Poziom ciśnienia akustycznego (SPL): 107 dB SPL (1 kHz, 1 mW)
Zniekształcenia: poniżej 0,08% (1 kHz, 94 dB SPL)
Obsługiwane kodeki: SBC, AAC, aptX, aptX Adaptive, aptX Lossless
Redukcja szumów: hybrydowe adaptacyjne ANC
Mikrofony: 6 mikrofonów MEMS i 2 czujniki przewodnictwa kostnego
Pojemność akumulatora: 72 mAh (każda słuchawka), 760 mAh (etui ładujące)
Czas pracy: do 12 h (bez ANC), do 6 h (z ANC), do 40 h (z etui ładującym)
Ładowanie: USB-C, bezprzewodowe Qi 2.1
Odporność: IP54 (słuchawki)
Masa: 7 g (jedna słuchawka), 55 g (etui ładujące)
Wymiary (W/S/G): 4,84/6,72/2,5 cm (etui ładujące)
Cena: 1299 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Aplauz. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Sennheiser.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy8

Tłumienie hałasu
Poziomy7

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-wyborredakcji


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kolejny wielki comeback - wraca moda na słuchawki przewodowe! Tylko gdzie je znaleźć?

Kolejny wielki comeback - wraca moda na słuchawki przewodowe! Tylko…

Jeszcze kilka lat temu sprawa wydawała się przesądzona. Słuchawki przewodowe miały pozostać domeną audiofilów, muzyków i ludzi, którzy z jakiegoś powodu nie chcą pogodzić się z postępem, podczas gdy cała reszta świata miała przejść na Bluetooth i już nigdy nie oglądać się za siebie. Trudno było z tym dyskutować. Kabel...

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez USB, dziś mamy serwery muzyczne, transporty sieciowe, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe i całą infrastrukturę, którą część audiofilów traktuje równie poważnie jak wzmacniacz czy kolumny. Sam przez długi...

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo dobrze!

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo…

Od kilku lat mam wrażenie, że czarna płyta przestała być nośnikiem muzyki, a zaczęła pełnić mniej więcej tę samą funkcję co rower typu ostre koło, ekspres kolbowy i broda przystrzyżona tak pieczołowicie, żeby wyglądała na nieprzystrzyżoną. Winyl jest czymś, co po prostu trzeba mieć. Najlepiej całą kolekcję. I choć nie...

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...

Hegel D50

Hegel D50

Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...

iFi Audio iDSD GR 2

iFi Audio iDSD GR 2

Kilkanaście lat temu temat przesyłania i poprawiania dźwięku z komputera wydawał się znacznie prostszy niż dzisiaj. Większość laptopów miała przeciętne wyjścia słuchawkowe, telefony wyposażano jeszcze w gniazda 3,5 mm, a...

Bannery boczne

Komentarze

Piotr
Te 15 cali na pojedyńczym przetworniku nie daje tak dobrego basu jak kilka mniejszych w jednej kolumnie.
Zbychu
Poczekamy aż będzie w sklepach i zobaczymy, czy warto. Miałem kiedyś starszy model i jak dokupiłem podstawki od Elaca, to grało to super. Brakowało tylko strea...
Piotr
Dlaczego bez pokrywy przeciw kurzowi? Ostatnio to jakaś moda wśród producentów. Nie rozumiem tego.
meloman
Popierajmy polski przemysł. Potrafimy wyprodukować produkty na poziomie światowym. Tylko mi nie piszcie, że skoro polskie, to powinno kosztować znacznie mniej n...
Krzysztof
@Komes - Nie wiemy, ale oświeć nas. Jaki wyprodukowany w Europie wzmacniacz z dwiema lampami 300B w każdym kanale można mieć za taką kasę? Kwestię wyposażenia, ...

Płyty

Mastodon - Marrow Deep

Mastodon - Marrow Deep

Osoby czytające StereoLife trochę dłużej doskonale wiedzą, że jestem "mastodonowym ortodoksem" - wszystkie albumy do "Crack The Skye" włącznie uwielbiam...

Newsy

Tech Corner

Bluetooth w sprzęcie audio - wersje, kodeki, ustawienia

Bluetooth w sprzęcie audio - wersje, kodeki, ustawienia

W dobie niesamowitej popularności bezprzewodowego sprzętu audio trudno zaprzeczyć, że jest to przyszłość. I to nie tylko jeśli chodzi o urządzenia mobilne, ale także te, z których korzystamy w domu. Trzymając w ręku smartfon czy tablet, potrzebujemy przecież tylko kompatybilnej z nimi elektroniki, aby móc wygodnie odtwarzać muzykę z ulubionego...

Nowości ze świata

  • Most stereo equipment manufacturers would like us to associate their brands with the products at the very top of their catalogs - the finest, most visually striking models, packed with the most advanced technology. When we buy an affordable pair...

  • Tiglon, a Japanese manufacturer specializing in high-end audio cables, vibration-control products, equipment supports and related accessories, is establishing a much stronger presence in the United States through Tiglon USA. Headquartered in Yamato, Kanagawa Prefecture, the company is led by founder...

  • Digital audio has come a long way in recent years. There was a time when all you needed was a computer, a modest collection of files on a hard drive and a DAC connected over USB. Today, we have music...

Prezentacje

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

W świecie sprzętu audio wiele legendarnych marek zaczynało od kolumn składanych z gotowych przetworników, wzmacniaczy lutowanych na kuchennym stole i czy kabli skręcanych podczas koncertów na żywo. W przypadku słuchawek taka historia brzmi mało prawdopodobnie. To znacznie bardziej wymagająca dziedzina, która zwykle pozostaje w rękach dużych koncernów - firm dysponujących...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez...

Popularne artykuły

Vintage

Unitra Diora Cezar Quadro DKS-201

Unitra Diora Cezar Quadro DKS-201

Poprzedni artykuł, w którym pisałem o amplitunerze kwadrofonicznym Sansui QRX-9001 wywołał spore poruszenie na StereoLife'owym Facebooku. Czytając pojawiające się tam...

Słownik

Poprzedni Następny

Bi-wiring

Sposób połączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem z użyciem dwóch kompletów kabli zamiast jednego. W niektórych kolumnach producenci stosują podwójne gniazda, które najczęściej fabrycznie połączone są zworkami. Po ich usunięciu, dolne...

Cytaty

FedericoMoccia.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.