Moonspell - Far From God
- Kategoria: Metal
- Karol Otkała

Do Moonspell podchodziłem w ostatnich kilkunastu miesiącach kilka razy. Efekt przypominał nieco sinusoidę. Jeden album potrafił mnie naprawdę zainteresować, przy kolejnym zaczynałem się zastanawiać, o co właściwie tyle zamieszania, a następny znowu dawał nadzieję, że może tym razem w końcu zaskoczy. Niektóre płyty spodobały mi się już przy pierwszym przesłuchaniu, inne zwyczajnie mnie męczyły i trudno mi było dotrwać do ich końca. Dlatego gdy pojawiły się pierwsze informacje o nowym wydawnictwie, nie miałem szczególnie wygórowanych oczekiwań. Dopiero pierwszy singiel, będący zarazem utworem tytułowym, sprawił, że naprawdę zacząłem czekać na pełną płytę. Okazało się, że całkiem słusznie.
Moonspell to jeden z najważniejszych zespołów w historii portugalskiego metalu, choć próba zamknięcia jego muzyki w jednej gatunkowej szufladzie od dawna skazana jest na niepowodzenie. Grupa powstała na początku lat dziewięćdziesiątych i początkowo była znacznie bliższa ekstremalnemu metalowi niż rockowi gotyckiemu. Debiutancki "Wolfheart" z 1995 roku oraz wydany rok później "Irreligious" ugruntowały jej pozycję jako jednej z najbardziej rozpoznawalnych europejskich formacji łączących ciężkie brzmienie z mroczną atmosferą, teatralnością i melodyką. Później Portugalczycy eksperymentowali z elektroniką, rockiem gotyckim, znacznie mocniejszym metalem i bardziej refleksyjnymi formami. Nie zawsze wszystko wychodziło równie przekonująco, ale trzeba im oddać, że rzadko zadowalali się odtwarzaniem własnych pomysłów.
Właśnie dlatego "Far From God" jest ciekawym wydawnictwem nawet dla kogoś, kto - tak jak ja - ma z dyskografią Moonspell nie do końca uporządkowane relacje. To trzynasty album studyjny zespołu, opublikowany 3 lipca 2026 roku przez Napalm Records, pięć lat po "Hermitage". Muzycy przedstawiali go jako rezultat długiego okresu poszukiwań, zwątpienia i ponownego odkrywania własnej tożsamości. Nie chodziło przy tym o powrót jeden do jednego do brzmienia sprzed trzydziestu lat. Raczej o odzyskanie tego, co najciekawsze w gotyckiej tradycji Moonspell, a następnie połączenie tego z doświadczeniem zdobytym podczas późniejszych stylistycznych wycieczek. Rezultat jest zaskakująco spójny i - co dla mnie najważniejsze - nie sprawia wrażenia nagrania stworzonego wyłącznie po to, by przypomnieć fanom dawne czasy.
Na albumie słyszymy Fernando Ribeiro na wokalu, gitarzystę Ricardo Amorima, klawiszowca Pedra Paixão, basistę Airesa Pereirę i perkusistę Hugo Ribeiro. Materiał powstawał pod opieką producenta Jaimego Gomeza Arellano. Przygotowania prowadzono między innymi w Rock Lounge Studios, natomiast główne nagrania zrealizowano w Arda Recorders w Porto pod koniec 2025 roku. Arellano odpowiada również za miks i mastering, wykonane w Orgone Studios. Wszystko to dobrze wyjaśnia charakter brzmienia nowej płyty: ciężkiego, mięsistego i współczesnego, ale pozbawionego przesadnej sterylności. Warto wspomnieć także o oprawie graficznej autorstwa Elirana Kantora, która współtworzy mroczny charakter tego wydawnictwa, oraz o dodatkowych partiach smyczkowych w "The Great Wolf in the Sky".
"Far From God" bardzo dobrze pokazuje, za co w ogóle można lubić Moonspell. Jest mrocznie, ciężko, momentami podniośle, ale bez przekraczania cienkiej granicy oddzielającej gotycką teatralność od kiczu. Jednocześnie zespół nie zapomina o melodii i nie próbuje na siłę udowadniać, że po tylu latach nadal potrafi nagrać bardzo agresywną płytę. Po prostu gra swoje. Ta pewność siebie jest jednym z największych atutów materiału. Osiem kompozycji nie tworzy stylistycznego katalogu wszystkich pomysłów, jakie muzycy zrealizowali przez trzy dekady. Przeciwnie, konsekwentnie budują jeden nastrój, chociaż każda z nich robi to trochę innymi środkami.
"Cross Your Heart" doskonale sprawdza się jako otwarcie. Są tu ciężkie, ale niespieszne riffy, charakterystyczna melancholia i świetnie budowany klimat. Co ciekawe, inspiracją dla tekstu były przydrożne miejsca pamięci oraz los ludzi, których życie zakończyło się nagle, podczas podróży. Tego rodzaju temat bardzo dobrze pasuje do Moonspell, którzy od lat potrafią połączyć mroczną romantykę z konkretnymi emocjami. Utwór od początku wyznacza nastrój płyty, ale nie odkrywa od razu wszystkich kart. Zespół pozwala poszczególnym elementom wybrzmieć i dopiero stopniowo zwiększa ich intensywność.
Następujące po nim "Far From God" jest jednym z najmocniejszych punktów albumu. Mamy tu gotycki mrok, rozbudowane partie klawiszowe, charakterystyczny, głęboki głos Fernando Ribeiro i świetnie wyważone przejścia między spokojniejszymi a mocniejszymi fragmentami. Utwór ma również ciekawy kontekst. Ribeiro przyznawał, że jego zainteresowanie klasyczną wizją wampira wyraźnie osłabło, gdy popkultura zaczęła sprowadzać tę postać do banalnej dekoracji. Impulsem do ponownego spojrzenia na temat okazał się film "Nosferatu" Roberta Eggersa z 2024 roku. Wokalista zapragnął wrócić do tragicznego, romantycznego i niepokojącego oblicza wampiryzmu, które doskonale koresponduje z muzycznym światem Moonspell. Mówcie, co chcecie, ale ja słyszę tu także ducha Killing Joke z okresu takich utworów jak "Euphoria" czy "In Cythera". To skojarzenie jeszcze mocniej wzmocniło moją sympatię do kompozycji.
Dalej pojawia się "Biblical", pokazujący nieco inne oblicze zespołu. Nadal jest ciężko i mrocznie, szczególnie w drugiej części, ale dostajemy również więcej melodii. Z kolei "The Great Wolf in the Sky" jest kompozycją bardziej rozbudowaną i atmosferyczną, w której smyczki Alicii Nuhro uzupełniają gitarowe i klawiszowe partie. To jeden z najbardziej klimatycznych momentów całego albumu, a zarazem przykład tego, jak duże możliwości daje Moonspell operowanie kontrastem. Utwór ma też osobisty wymiar, ponieważ został poświęcony pamięci Pedra Piresa. Tego rodzaju emocjonalne tło sprawia, że nawet najbardziej podniosłe fragmenty nie brzmią jak pusty gest. Na szczęście muzycy ani na chwilę nie wpadają tu w przesadę, która w przypadku gotyckiego metalu potrafi być wyjątkowo bolesna.
Równie dobrze wypada dalsza część materiału. W "Your Promise of Light" i "For the Love of Mortals" zespół nie gubi wcześniej zbudowanej atmosfery, choć chwilami stawia na bardziej melodyjne rozwiązania. "Our Freedom to Fall" należy do dynamiczniejszych momentów wydawnictwa, natomiast zamykająca całość "Reconquista" pozostawia odpowiednio mocne wrażenie i stanowi przekonujące zwieńczenie całej podróży. Trudno wskazać fragment, który całkowicie wyłamywałby się z przyjętej koncepcji. Z jednej strony mamy więc album zróżnicowany, z drugiej - utrzymany w bardzo spójnej estetyce. Po doświadczeniach z niektórymi wcześniejszymi wydawnictwami Moonspell uznaję to za sporą zaletę.
Na osobną pochwałę zasługuje produkcja. Album brzmi nowocześnie, ale nie jest przesadnie wypolerowany. Gitary mają odpowiedni ciężar, klawisze budują atmosferę, a wokal Ribeiro pozostaje mocno wyeksponowany bez konieczności spychania całej reszty na dalszy plan. Bas i perkusja nie walczą o uwagę, lecz solidnie podpierają aranżacje. Szczególnie cenię to, że realizatorzy nie próbowali wypełnić każdej wolnej przestrzeni kolejną warstwą dźwięku. W spokojniejszych momentach muzyka może swobodnie oddychać, dzięki czemu wejście pełnego zespołu robi znacznie większe wrażenie. Takie podejście dobrze służy materiałowi, którego siłą jest przede wszystkim nastrój.
I właśnie atmosfera wydaje mi się największą zaletą "Far From God". Owszem, łatwo wskazać pojedyncze, znakomite kompozycje, ale cały album robi lepsze wrażenie niż prosta suma jego części. Działa zarówno przy pierwszym kontakcie, kiedy uwagę przyciągają przede wszystkim melodie i ciężar, jak i po kolejnych przesłuchaniach, gdy wyłaniają się aranżacyjne szczegóły. Nie jest to już oczywiście muzyka, którą Moonspell tworzyli na początku swojej działalności, ale chyba wszyscy przyzwyczailiśmy się do bardziej melodyjnego oblicza Portugalczyków. Co najważniejsze, tym razem nie mam wrażenia, że zespół odszedł od swoich korzeni tylko dlatego, że nie wiedział, co robić dalej. Wręcz przeciwnie - świadomie wykorzystuje różne elementy własnego języka.
Czy "Far From God" jest albumem idealnym? Nie. Są tu momenty, w których tempo wyraźnie zwalnia, a nie wszystkie utwory zapamiętam równie dobrze jak "Cross Your Heart" czy tytułowy "Far From God". Nie dochodzi jednak do sytuacji, w której zniecierpliwiony słuchacz zaczyna szukać przycisku stop. Najważniejsze, że Moonspell zachował właściwy balans pomiędzy ciężarem, melodyjnością, atmosferą i gotycką podniosłością. Dla mnie jest to płyta położona zdecydowanie bliżej szczytu niż dołka sinusoidy wspomnianej na początku.
Chyba najlepszym podsumowaniem jest więc fakt, że po kilku podejściach do Moonspell w końcu przestałem się zastanawiać, czy ten zespół w ogóle jest dla mnie. "Far From God" przekonał mnie na tyle, że zdecydowałem się jeszcze raz sięgnąć po pełną dyskografię Portugalczyków. I tym razem już zaskoczyło. Być może po prostu trafiłem na odpowiedni moment, a może potrzebowałem właśnie takiej płyty, aby lepiej zrozumieć ich sposób myślenia o muzyce. Niezależnie od odpowiedzi, cieszę się, że dałem im kolejną szansę.
Artysta: Moonspell
Tytuł: Far From God
Wytwórnia: Napalm Records
Rok wydania: 2026
Gatunek: Gothic Metal, Gothic Rock
Czas trwania: 42:22
Ocena muzyki![]()
Ocena wydania![]()












Komentarze