Dinosaur Jr. - There Near
- Kategoria: Rock
- Karol Otkała

Ponad 40 lat na scenie. Trzynaście albumów studyjnych. Setki koncertów, niezliczone solówki gitarowe i poziom głośności, który potrafi zrobić wrażenie nawet na ludziach przyzwyczajonych do ekstremalnego metalu. Dinosaur Jr. jest jednym z najważniejszych zespołów amerykańskiej alternatywy, a jego wpływ na rozwój indie rocka, noise rocka i całej późniejszej sceny gitarowej trudno przecenić. Grupę założyli w 1984 roku w Amherst, w stanie Massachusetts, J Mascis, Lou Barlow i perkusista Murph, czyli Patrick Murphy. Od początku jej znakami rozpoznawczymi były ciężkie, momentami niemal metalowe gitary, wielkie pokłady melodyjności, fantastyczne solówki Mascisa i jego charakterystyczny, senny, lekko znudzony wokal. "You're Living All Over Me" i "Bug" weszły do alternatywnego kanonu, a w kolejnych dekadach trudno byłoby znaleźć gitarową kapelę, która nie zetknęła się choćby pośrednio z ich wpływem.
Historia Dinosaur Jr. nie była jednak prostą opowieścią o trzech przyjaciołach grających nieprzerwanie od lat osiemdziesiątych. Pod koniec tej dekady z zespołem rozstał się Barlow, który skupił się między innymi na Sebadoh, a później własną drogą poszedł również Murph. Mascis przez lata utrzymywał Dinosaur Jr. przy życiu, korzystając z różnych składów i pozostając jego najważniejszą twórczą siłą. Dopiero reaktywacja oryginalnego tria w 2005 roku otworzyła rozdział, który okazał się zaskakująco trwały. Co istotne, nie skończyło się na sentymentalnych koncertach i odgrywaniu materiału sprzed dwóch dekad. Powrót przyniósł "Beyond", "Farm", "I Bet on Sky", "Give a Glimpse of What Yer Not" oraz "Sweep It Into Space". To albumy, które udowodniły, że dawny konflikt i wieloletnia przerwa nie przekreśliły muzycznego porozumienia.
Najnowsze "There Near" ukazało się 28 sierpnia 2026 roku nakładem Jagjaguwar, pięć lat po "Sweep It Into Space". Otrzymaliśmy jedenaście utworów i nieco ponad 42 minuty muzyki, którą świetnie znamy, ale na którą chyba wszyscy czekaliśmy. Trio nawet nie udaje, że zamierza odkrywać Amerykę na nowo. Od lat porusza się w ramach, które samo sobie wyznaczyło, i w wielu przypadkach można byłoby uznać to za zarzut. Istnieją jednak takie zespoły jak Motörhead czy właśnie Dinosaur Jr., które potrafią przez długie lata nagrywać płyty bez wielkich rewolucji, a nawet bez szczególnie wyraźnej ewolucji. Nikt nie ma im tego za złe, ponieważ po prostu robią to bardzo dobrze. "There Near" dostarcza kolejnego argumentu na poparcie tej teorii.
Nowy materiał powstawał w sposób doskonale pasujący do charakteru grupy. Muzycy spotykali się na krótkich, intensywnych sesjach w Bisquiteen Studio w Amherst, rozłożonych na mniej więcej rok. Mascis przynosił w znacznej mierze przygotowane wcześniej pomysły i nagrania demonstracyjne, a wspólne granie pozwalało nadać im ostateczny kształt. Produkcją zajął się sam gitarzysta, miks przygotował John Agnello, a mastering Steve Fallone. W kilku utworach pojawia się również Ken Mauri, grający na pianinie i organach. Ciekawostką jest decyzja Mascisa, by wrócić do starego wzmacniacza Mesa/Boogie Mark I, podobnego do tego, którego zespół używał przy nagrywaniu debiutu w połowie lat osiemdziesiątych. Trudno o lepszą ilustrację podejścia Dinosaur Jr.: szukanie odpowiedniego brzmienia niekoniecznie oznacza przecież konieczność kupowania najnowszego sprzętu.
Przed premierą ukazały się dwa single. Pierwszy, "Several Got Away", to po prostu zespołowy klasyk: dynamiczny, bardzo chwytliwy, z melodią wpadającą do głowy już przy pierwszym przesłuchaniu. Takiego Dinozaura słyszeliśmy dziesiątki razy, ale co z tego? Kiedy Mascis uruchamia gitarę, a sekcja rytmiczna napędza pozornie nieskomplikowaną piosenkę, natychmiast wiadomo, z kim mamy do czynienia. Zupełnie inne podejście prezentuje "Blowin' Up", w którym główną rolę przy mikrofonie odgrywa Lou Barlow. Tempo jest zdecydowanie spokojniejsze, a sama kompozycja ma wyraźnie bardziej refleksyjny charakter. To zarazem jedna z dwóch piosenek Barlowa na albumie, co dobrze pokazuje, że Dinosaur Jr. nie jest wyłącznie autorskim projektem Mascisa. W "Blowin' Up" jest tyle indywidualnego charakteru basisty, że nieświadomy słuchacz mógłby nawet nie domyślić się, kto właściwie gra.
W większości pozostałych kompozycji nie ma już podobnych wątpliwości. Słuchając "There Near", bardzo szybko zaczynam jednak zastanawiać się nad czymś innym: czy trio przypadkiem nie nagrało swojej najlepszej płyty od czasów "Farm"? Pole do dyskusji jest ogromne, ale jedno pozostaje pewne. Album przynosi mnóstwo świetnych momentów, które wychwytujemy już przy pierwszym spotkaniu. Dynamiczne i żywiołowe "Take Me With You", "Gone Off" - jeden z moich ulubionych fragmentów całego wydawnictwa, mocno przywołujący skojarzenia z dawnym Dinosaur Jr. - czy zamykające płytę "No One's Ready", ponownie z Barlowem na wokalu, pokazują, że muzycy nadal mają sporo do powiedzenia. Ich forma może być znajoma, ale nie czuć tutaj mechanicznego odtwarzania katalogu sprawdzonych chwytów.
Oczywiście najważniejszym elementem całego przedsięwzięcia pozostaje gitara Mascisa. Jej specyficzne, nasycone przesterem brzmienie jest momentami niemal przytłaczające, ale wystarczy chwila, by spod kolejnych warstw hałasu wyłoniła się zaskakująco delikatna melodia. To zresztą jedna z tajemnic sukcesu Dinosaur Jr. - umiejętność pogodzenia dwóch rzeczy, które na pierwszy rzut oka nie powinny do siebie pasować. Ciężar i melodyjność nie walczą tu o dominację, lecz wzajemnie się napędzają. Nie mniej ważna jest sekcja rytmiczna. Barlow potrafi prowadzić bas niemal niezależnie od gitar, a Murph zachowuje charakterystyczną dla siebie bezpośredniość i sprężystość. W rezultacie muzyka brzmi jak wspólne granie trzech ludzi, którzy doskonale się znają, choć w przeszłości potrafili solidnie zajść sobie za skórę.
W internetowych opiniach spotkałem się z zarzutem, że "There Near" wyraźnie traci rozpęd w drugiej połowie. Rzeczywiście, dynamiki jest tam nieco mniej, ale muzycy nie wpadają w mieliznę. "Walk Me Back" i "Put It Down" przypominają solową twórczość Mascisa, w której bardziej wyeksponowane zostają melancholia i spokojniejsza narracja. Sporo ciekawych pomysłów można też znaleźć w "Read the Room" czy "Clam Along". Zresztą po tak wielu latach naprawdę nie potrzebuję od Dinosaur Jr. nieprzerwanego gitarowego ataku. Lubię ich także wtedy, kiedy zwalniają, pozwalają melodii wybrzmieć i pokazują, że za wzmacniaczami ustawionymi na absurdalny poziom głośności stoją ludzie piszący po prostu bardzo dobre piosenki.
Na okładce znalazła się praca Andrei Dezsö, a cała oprawa graficzna pozostaje wierna charakterystycznej dla zespołu estetyce: trochę osobliwej, trochę niepokojącej i trudnej do pomylenia z którymkolwiek z jego licznych naśladowców. Pod tym względem "There Near" także nie jest radykalnym zerwaniem z przeszłością. Podobnie jak w muzyce liczy się raczej konsekwencja i zachowanie własnego języka niż poszukiwanie efektu nowości za wszelką cenę.
Po ostatnich dźwiękach sam zadałem sobie pytanie, kiedy poprzednio tak dobrze słuchało mi się nowej płyty Dinosaur Jr. Pierwszym skojarzeniem była "Farm", drugim "I Bet on Sky". Przyznaję jednak, że jeśli chodzi o twórczość tria z Amherst, jestem absolutnie nieobiektywny i lubię praktycznie wszystko, co nagrali. Osoby o podobnym nastawieniu bardzo szybko odnajdą się na tym wydawnictwie. Jeśli ktoś do tej pory nie przekonał się do Dinosaur Jr., za sprawą "There Near" raczej nie zmieni zdania. Jeżeli jednak od lat kupujemy ten charakterystyczny zestaw ciężkich gitar, znakomitych melodii, rozciągniętych solówek i znudzonego wokalu Mascisa, nowy album daje dokładnie to, czego mogliśmy oczekiwać. A nawet odrobinę więcej.
Artysta: Dinosaur Jr.
Tytuł: There Near
Wytwórnia: Jagjaguwar
Rok wydania: 2026
Gatunek: Garage Rock, Alternative Rock, Noise Rock
Czas trwania: 42:13
Ocena muzyki![]()
Ocena wydania![]()











Komentarze