Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Rynek sprzętu hi-fi ma dość osobliwy stosunek do postępu. W świecie streamerów, przetworników cyfrowo-analogowych, słuchawek bezprzewodowych i systemów all-in-one nowy model powinien pojawić się możliwie szybko, najlepiej z wydajniejszym procesorem, szybszym modułem sieciowym, obsługą kolejnych serwisów i aplikacją, która tym razem ma działać bezbłędnie. Klienci przyzwyczajeni do telefonów i komputerów automatycznie zakładają, że sprzęt sprzed pięciu lat jest przestarzały, nawet jeśli w dalszym ciągu spełnia wszystkie ich potrzeby. W przypadku klasycznych wzmacniaczy sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jeżeli konstrukcja jest dobra, może pozostawać w katalogu przez dziesięć, piętnaście albo dwadzieścia lat. Jej długowieczność staje się powodem do dumy, a nie dowodem zaniedbania. Nikt rozsądny nie oczekuje przecież, że co dwa sezony ktoś wynajdzie nową lampę, odkryje kolejną klasę pracy albo udowodni, że wszystkie końcówki mocy budowano dotąd w niewłaściwy sposób. Oczywiście konstruktorzy wciąż poprawiają zasilacze, skracają ścieżki sygnałowe, selekcjonują tranzystory, udoskonalają zabezpieczenia i korzystają z coraz lepszych elementów, jednak efektem takich działań częściej jest ewolucja niż rewolucja. Kiedy więc znany, ceniony producent klasycznych komponentów stereo ogłasza, że stworzył wzmacniacz działający w dość wyjątkowy sposób, zbudowany inaczej niż wszystko, co dotychczas widzieliśmy, budzi to nie tylko zainteresowanie, ale też podejrzliwość. W końcu czy po tylu latach konstruowania wzmacniaczy, po wprowadzeniu do sprzedaży tylu urządzeń, które miały być tymi ostatecznymi, naprawdę można w tej materii wymyślić coś przełomowego? Twierdząco na to pytanie odpowiada Unison Research - włoska manufaktura znana przede wszystkim z produkcji nietuzinkowych wzmacniaczy lampowych. A żeby było jeszcze ciekawiej, jej arcyciekawe rozwiązanie zostało opracowane nie dla piecyków wykorzystujących szklane bańki, ale dla tranzystorowych końcówek mocy. Nowa technologia ma dać początek całej linii urządzeń, a po raz pierwszy zobaczyliśmy ją w zestawie dzielonym złożonym z przedwzmacniacza Unico PRE v2 i stereofonicznej końcówki mocy Unico DM v2.

Unison Research należy do producentów, którzy z natury nie lubią się spieszyć. Założona w 1987 roku manufaktura zbudowała swoją reputację na wzmacniaczach lampowych, takich jak Triode 20, Simply Two, Preludio, Sinfonia, Performance czy potężny Absolute 845. Od początku nie chodziło jednak wyłącznie o to, aby lampy ładnie świeciły, obudowa była ciężka, a dźwięk ciepły, muzykalny i analogowy. Urządzenia z Treviso miały łączyć tradycyjną technikę z charakterystycznym włoskim podejściem do formy, materiałów i rzemiosła. Stal, aluminium, drewno, żaroodporne szkło i elementy wykończone na wysoki połysk nie stanowiły jedynie miłego dla oka dodatku, lecz budowały rozpoznawalną tożsamość marki. Unison nigdy nie próbował udawać skandynawskiego specjalisty od prostych czarnych skrzynek, którego urządzenia powinny zniknąć w salonie, aby nic nie odciągało uwagi od muzyki. Włoskie wzmacniacze mogły być ostentacyjne, dziwne i niepraktyczne, ale miały również sprawiać właścicielowi przyjemność, zanim jeszcze zostały włączone. Z czasem firma połączyła siły z Operą, dzięki czemu wzmacniacze i kolumny zaczęto projektować, produkować i testować pod wspólnym dachem w Dosson di Casier niedaleko Treviso. Dla niewielkiej manufaktury była to sytuacja niemal idealna, ponieważ nowe układy można było sprawdzać nie tylko z przypadkową parą monitorów stojącą od lat w laboratorium, lecz z szerokim zestawem kolumn reprezentujących różną skuteczność, impedancję, charakter tonalny i stopień trudności obciążenia.

Dla klientów, którzy chcieli poczuć coś z lampowej magii, ale nie zamierzali ograniczać się do wysokoskutecznych kolumn albo akceptować mocy rzędu kilku lub kilkunastu watów, stworzono serię Unico. Jej założenia na papierze wydają się wręcz podręcznikowo logiczne. Lampy pracują w pierwszych stopniach, gdzie mogą odpowiadać za wzmocnienie napięciowe, strukturę harmoniczną, mikrodynamikę i ogólną kulturę dźwięku, natomiast tranzystory zajmują się dostarczaniem prądu do głośników. Każdy element robi zatem to, do czego nadaje się najlepiej. Problem polega na tym, że stworzenie dobrej hybrydy okazuje się znacznie trudniejsze, niż sugerowałby taki uproszczony opis. Stopnie lampowy i półprzewodnikowy nie mogą istnieć obok siebie jak dwa zupełnie niezależne urządzenia połączone krótkim przewodem i upchnięte we wspólnej obudowie. Muszą zostać zestrojone tak, aby jeden nie próbował przykryć drugiego swoim charakterem, aby ciepła średnica nie była doklejona do twardego, suchego fundamentu, a tranzystorowa kontrola nie zabijała płynności i naturalnego bogactwa harmonicznych. W źle zaprojektowanej hybrydzie oba światy słychać osobno. Bas jest szybki, zwarty i techniczny, średnica miękka i zamglona, a góra wygładzona, jakby konstruktor próbował na siłę udowodnić, że w środku rzeczywiście pracują lampy. Zamiast złotego środka otrzymujemy sprzęt, który nie posiada pełni zalet żadnej z zastosowanych technologii, za to dziedziczy część ich ograniczeń. Unison od lat stara się udowodnić, że może być inaczej.

Seria Unico pojawiła się pod koniec lat dziewięćdziesiątych i szybko stała się drugim, obok klasycznych lampowców, filarem oferty włoskiej firmy. Wzmacniacze zintegrowane, takie jak Unico Primo, Unico SE, Unico Secondo, Unico 90 czy Unico 150, były kierowane do melomanów pragnących zachować barwę, przestrzeń i płynność kojarzoną z lampami, ale jednocześnie potrzebujących mocy, uniwersalności i bezproblemowej współpracy z nowoczesnymi zestawami głośnikowymi. W 2002 roku firma przeniosła tę koncepcję do systemu dzielonego, wprowadzając przedwzmacniacz Unico PRE i końcówkę mocy Unico DM. Ówczesny Unico DM rozwijał około 150 W na kanał przy 8 Ω, wykorzystywał dwie lampy ECC82 w stopniu wejściowym i MOSFET-y w sekcji wyjściowej, natomiast PRE był zasadniczo purystycznym, analogowym preampem. Później oba urządzenia modernizowano, jednak historia tych zmian nie jest tak uporządkowana, jak można by sądzić. W obiegu pojawiały się różne odmiany noszące te same nazwy, a parametry, liczba tranzystorów i wyposażenie zmieniały się bez każdorazowego ogłaszania nowej generacji. Dlatego dopisek "v2" może wprowadzać w błąd. O wiele trafniejsze byłoby stwierdzenie, że opisywane wersje PRE i DM są raczej trzecią dużą odsłoną tej idei niż następcami pierwszych modeli wprowadzonych do oferty pod tą nazwą.

Co ważniejsze, nie mamy tu do czynienia z typowym liftingiem. Unico PRE v2 nie jest starym przedwzmacniaczem, do którego dołożono wyświetlacz, moduł cyfrowy i kilka dodatkowych gniazd. Zmieniono lampy, regulację głośności, sposób sterowania, strukturę toru, architekturę mechaniczną i praktycznie całą warstwę funkcjonalną. Dawny analogowy preamp stał się rozbudowanym centrum systemu, wyposażonym w wejścia RCA i XLR, przetwornik cyfrowo-analogowy, gniazdo USB, wejścia optyczne i koaksjalne, przedwzmacniacz gramofonowy MM/MC, wyjścia subwooferowe, pętlę liniową i programowalne ustawienia wejść. Jeszcze większa zmiana dokonała się w końcówce. DM v2 urósł do 33 kg, otrzymał dwa niezależne transformatory o mocy 750 VA każdy, moc deklarowaną na poziomie 220 W na kanał przy 8 Ω i całkowicie nowy stopień wyjściowy A.S.H.A., nazwany przez producenta klasą A-AB. Włoscy konstruktorzy nie tylko zmodyfikowali wcześniejszą koncepcję Dynamic Class A, lecz opracowali inną metodę sterowania tranzystorami, która ma zostać wykorzystana w kolejnych urządzeniach z rodziny Unico. PRE v2 i DM v2 są więc nie tylko nowymi modelami, ale zapowiedzią kierunku, w którym firma zamierza podążać przez następne lata. Jak powiedział mi dyrektor sprzedaży Unisona i Opery, Bartolomeo Nasta, w niedalekiej przyszłości seria Unico ma się wzbogacić o trzy wzmacniacze zintegrowane, potężne monobloki i źródło, łączące w sobie przetwornik, streamer i odtwarzacz płyt kompaktowych. Zaczęto jednak od klasyki hi-endu - dzielonego zestawu, który ma być pokazem możliwości i swego rodzaju platformą startową dla nowej technologii.

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Wygląd i funkcjonalność

Hi-endowy wzmacniacz dzielony od znanej, cenionej przez audiofilów firmy, której znakiem rozpoznawczym są oryginalne, świetnie wykonane wzmacniacze lampowe i która na przekór globalnym trendom wciąż wytwarza swoje urządzenia we Włoszech - to oznacza, że tanio nie będzie. Za opisywany komplet trzeba zapłacić 61 998 zł, z czego 25 499 zł przypada na przedwzmacniacz, a 36 499 zł na końcówkę mocy. Sześćdziesiąt dwa tysiące złotych to oczywiście duża kwota, ale w świecie hi-endowej amplifikacji nie jest dziś czymś szokującym. W podobnych rejonach można znaleźć zarówno bardzo dobre wzmacniacze zintegrowane, jak i dzielone systemy McIntosha, Naima, Brystona, Hegla, Soul Note'a, Atolla czy innych producentów, przy czym wiele z nich będzie miało znacznie skromniejsze wyposażenie albo mniejszą moc. Po drugiej stronie stoją klasyczne lampowce, takie jak Unison Research Performance Anniversary czy Copland CTA 408, które oferują inne podejście do muzyki, ale wymagają większej ostrożności przy doborze kolumn. Pomiędzy tymi światami znajdziemy hybrydy, choć w większości przypadków będą to wzmacniacze zintegrowane, a nie pełnoprawne dzielonki z możliwością rozbudowania systemu, na przykład poprzez dokupienie drugiej końcówki mocy. Unico PRE v2 i DM v2 zajmują więc pozycję dość osobliwą. Nie są najtańszą drogą do dużej mocy, nie są najbardziej purystycznym lampowym systemem i nie próbują pobić rekordów funkcjonalności, ale łączą rozwiązania, których w jednym zestawie praktycznie się nie spotyka.

TEST: Artykuł

Wracając na chwilę do kwestii finansowych, cena opisywanego kompletu nie wynika ani z jego pozycji w katalogu, ani z faktu, że DM v2 jest pierwszym dostępnym komercyjnie wzmacniaczem wykorzystującym technologię A.S.H.A., a przynajmniej nie tylko. Jak powiedział mi Bartolomeo Nasta, jest ona raczej wynikiem kilku czynników, które dawały o sobie znać przez ostatnie lata, a na dobrą sprawę zostały uwzględnione w cenniku Unisona dopiero niedawno, przy okazji premiery wzmacniaczy Simply Italy, Triode 25 i S6 w wersji Black Edition. Bartolomeo, który towarzyszył mi podczas odsłuchu Unico PRE v2 i DM v2, wytłumaczył to tak prosto, jak to tylko możliwe, pokazując mi zdjęcie integry Unico 150 i podając z pamięci ceny poszczególnych elementów, takich jak przedni panel, pokrywa, transformator toroidalny, aluminiowy radiator czy zestaw kondensatorów prostowniczych. Nie pamiętam już dokładnych kwot, ale każdy z tych komponentów na przestrzeni pięciu lat podrożał kilkukrotnie. Przykładowo, jeśli przed pandemią za jedną aluminiową pokrywę Włosi płacili 15 euro, teraz kosztuje ich ona 70 euro. Za transformator, który kosztował 80 euro, teraz trzeba zapłacić ponad 250 euro. I tak jest niemal z każdą jedną częścią, każdym przekaźnikiem, potencjometrem i kawałkiem miedzianego drutu. Dodajmy do tego rosnące koszty pracy, energii, a nawet opakowań i usług transportowych, a okaże się, że to już nie inflacja, tylko lawina, której nie da się zatrzymać. Malutki lampowiec Simply Italy kosztuje obecnie 14 499 zł, a mimo to jego produkcja jest na granicy opłacalności. Pozostają więc dwa rozwiązania. Pierwszym jest kolejna podwyżka, która sprawi, że z punktu widzenia klientów niektóre urządzenia będą absurdalnie drogie. Drugim jest wycofanie z oferty sporej części modeli, na których w ostatnich latach opierał się katalog Unisona i które ze względu na świetną relację jakości do ceny znalazły miejsce w wielu domach. Która droga wydaje się rozsądniejsza, niech każdy odpowie sobie sam.

Zanim przejdziemy do szczegółowych oględzin i odsłuchu opisywanej dzielonki, mam więc dobrą radę dla fanów włoskiej marki i wszystkich melomanów, którzy marzyli o porządnym wzmacniaczu lampowym lub hybrydowym, ale odkładali realizację tego planu na później - nie czekajcie, bo ten pociąg już odjeżdża. Kupujcie to, co jeszcze zostało w sklepach, szukajcie dobrych ofert na rynku wtórnym i obserwujcie, jak Unison Research nie z wyboru, nie z zachłanności, ale z ekonomicznej konieczności staje się marką luksusową, hi-endową. Już niebawem możemy obudzić się w świecie, w którym najtańsza integra tej firmy kosztuje dwadzieścia tysięcy złotych, z lampowców zostaną tylko topowe konstrukcje zaczynające się od pięćdziesięciu tysięcy, a Simply Italy, Triode 25, S6, Preludio, Sinfonia, Unico 100 i Unico 150 będą istniały tylko we wspomnieniach, starych testach i na stronach niektórych sklepów internetowych, ze statusem "powiadom o dostępności". Ot, właśnie otrzymaliście darmową poradę, której prawdopodobnie się nie spodziewaliście. Niech to będzie taki prezent ode mnie dla wszystkich, którzy wnikliwie czytają recenzje, a nie tylko oglądają zdjęcia lub scrollują od razu do werdyktu.

Pierwszy kontakt z nowym zestawem potwierdza, że Unison postanowił wyraźnie odciąć się od poprzedniej generacji. Starsze urządzenia z serii Unico były wprawdzie znacznie spokojniejsze wizualnie niż lampowe konstrukcje tej marki, ale ich zaokrąglone fronty, obłe pokrętła, pionowe nacięcia i specyficzna typografia zdradzały, że projekt powstał w innej epoce. Nie były brzydkie, jednak z dzisiejszej perspektywy wyglądały trochę tak, jakby nowoczesną elektronikę ubrano w garnitur uszyty według mody sprzed dwudziestu lat. PRE v2 i DM v2 są bardziej zwarte, proste i współczesne. Na pierwszy rzut oka można by było wręcz posądzić je o skandynawskie pochodzenie. Jeśli wiecie, jak prezentują się lampowe piecyki tej marki, prostota opisywanego zestawu może wydać się dziwna, ale seria Unico zawsze była w tej materii bardziej powściągliwa. PRE v2 i DM v2 nie są jednak anonimowymi klockami, które można by pomylić z dowolnym wzmacniaczem opartym na aluminiowej obudowie. Włosi zachowali grube fronty, subtelne zaokrąglenia, drewniane akcenty i wyraźnie luksusowy charakter, a wysoka jakość ma się tu manifestować nie przez wymyślne kształty, lecz przez wysokiej klasy materiały, ich szlachetną powierzchnię, spasowanie poszczególnych elementów oraz to, co najważniejsze - jak te urządzenia działają i jakie brzmienie oferują. Zamiast mnożyć detale, projektanci ograniczyli je do kilku elementów, takich jak logo wykonane częściowo z drewna. To takie dyskretne nawiązanie do drewnianych elementów, którymi Unison Research z lubością ozdabia swoje lampowce. Napracowano się także nad projektem obudowy, pokrytej licznymi otworami wentylacyjnymi układającymi się w ciekawe wzory. Poza tymi szczegółami nie widać tu jednak szalonych pomysłów, z których firma jest znana, a które są jednak dość kontrowersyjne - jedni je uwielbiają, inni nienawidzą, a jeszcze inni akceptują je tylko w niektórych modelach. Tymczasem ryzyko, że ktoś odrzuci opisywany komplet ze względu na wygląd, zostało zredukowane do minimum. Na szczęście pilot pozostał "stary" - to uwielbiana przez fanów włoskiej firmy drewniana łódeczka z aluminiowym panelem górnym i przyciskami działającymi z wyraźnym kliknięciem.

Interesujące są także warianty kolorystyczne i wykończenie obudowy. Oba urządzenia są dostępne w wersjach Midnight Black i Velvet Gold. Pierwsza będzie naturalnym wyborem dla osób preferujących dyskrecję i łatwe dopasowanie sprzętu do pozostałych elementów systemu, natomiast druga zdecydowanie mocniej podkreśla pochodzenie zestawu. Jasnozłote "malowanie" nie przypomina jednak błyszczącej biżuterii ani taniego lakieru. Powierzchnia jest matowa, delikatna i przyjemna w dotyku, a światło wydobywa z niej subtelne różnice odcienia. Fronty wykonano z 15-milimetrowych bloków aluminium, natomiast dwumilimetrowa pokrywa obejmuje górę oraz boki urządzeń, dzięki czemu bryły wyglądają jednolicie i solidnie. W materiałach producenta dużo mówi się o jakości obróbki i przyjemności obcowania z metalem. Zwykle takie deklaracje pomijam lub zapominam je natychmiast po przeczytaniu, jednak tym razem trudno się z producentem nie zgodzić. PRE v2 i DM v2 są urządzeniami, do których aż chce się podejść, dotknąć ich frontów, pokręcić gałkami i przez chwilę popatrzeć, jak cudownie prezentują się nie tylko ich przednie ścianki, ale i cała reszta. Bartolomeo Nasta zdradził mi pewien sekret, który dla niektórych audiofilów będzie zaskakujący, a dla innych wprost przeciwnie - podczas projektowania opisywanych klocków mocno inspirowano się wykończeniem urządzeń Apple'a, w szczególności komputerów stacjonarnych i laptopów.

Profanacja? Koniec świata? Włosi twierdzą, że niekoniecznie. Charakterystyczne, satynowe wykończenie komputerów z nadgryzionym jabłkiem jest ich zdaniem wspaniałe - przyjemne w dotyku, łatwe w czyszczeniu, odporne na zarysowania i wysokie temperatury, a do tego znakomicie prezentuje się w każdych warunkach i każdym świetle. Nie ma się zatem czego wstydzić. Jeśli chodzi o moje wrażenia, muszę powiedzieć, że wersja w kolorze Velvet Gold wygląda obłędnie. Patrząc na nią, miałem jasne skojarzenie - dawno, dawno temu, kiedy przeglądało się katalogi ze sprzętem hi-fi, na ich ostatnich stronach, niezależnie od marki, można było znaleźć hi-endowe przedwzmacniacze, końcówki mocy, tunery, odtwarzacze płyt kompaktowych, a nawet gramofony w takim właśnie kolorze, nazywanym często "szampańskim". Sony, Denon, Technics, Marantz, Accuphase - to wykończenie było tak charakterystyczne, że gdyby człowiek zobaczył gdzieś taką wieżę (na co szanse były oczywiście niemal zerowe), nie musiałby już zadawać żadnych pytań. Obecnie sprzęt w tym kolorze widuje się rzadko. Accuphase? Leben? Marantz, który w takiej wersji wypuścił nawet luksusowy głośnik bezprzewodowy Horizon? Devialet Astra Gold Leaf? Kilka przykładów się znajdzie, ale poza tym jest to zapomniana tradycja. I pomyśleć, że postanowiła nam o niej przypomnieć włoska firma, która wprawdzie ma na koncie różne ekstrawaganckie projekty, ale z klockami w kolorze szampańskim chyba nigdy nie eksperymentowała...

Wysoka jakość wykonania opisywanego kompletu jest poza wszelką dyskusją. PRE v2 i DM v2 sprawiają wrażenie urządzeń kosztownych, dopracowanych i zbudowanych z myślą o wieloletniej eksploatacji. Przedwzmacniacz ma 45 cm szerokości, 43 cm głębokości i 14 cm wysokości. Waży 11 kg, a więc jest solidny, ale nie powoduje żadnych szczególnych problemów logistycznych. Można go bezpiecznie wyjąć z pudełka, ustawić na stoliku i przesuwać podczas podłączania kabli bez proszenia kogokolwiek o pomoc. Końcówka to zupełnie inna historia. Mierzy 46 x 42 x 21 cm i waży 33 kg, co oznacza, że jej przenoszenie w pojedynkę jest możliwe, ale niewskazane. Problemem nie jest tylko sama masa, lecz połączenie dużej głębokości, gładkiej obudowy i braku wygodnych uchwytów. DM v2 wymaga solidnej półki, rozsądnej ilości miejsca nad pokrywą i swobodnego przepływu powietrza. Wzmacniacz nie ma wielkich radiatorów rozciągniętych po bokach, dlatego na zdjęciach wygląda niewinnie, ale podczas pracy wyraźnie się nagrzewa. Nie osiąga temperatur charakterystycznych dla potężnych końcówek klasy A, jednak nie należy wciskać go do zamkniętej szafki ani stawiać bezpośrednio pod przedwzmacniaczem, zostawiając między obudowami kilka milimetrów. Najbardziej efektowna konfiguracja, w której PRE spoczywa na DM-ie, byłaby jednocześnie najgorsza z termicznego punktu widzenia.

Front przedwzmacniacza jest wzorem ergonomii i uporządkowania. Pośrodku znajduje się kolorowy ekran OLED o przekątnej 2,4 cala, natomiast po jego bokach umieszczono dwa duże pokrętła, które można również naciskać. Lewe służy przede wszystkim do wybierania źródła i poruszania się po menu, prawe odpowiada za głośność i zatwierdzanie ustawień. Unison nie próbował budować interfejsu przypominającego streamer ani wyposażać urządzenia w wielki ekran dotykowy pokazujący okładki albumów, prognozę pogody i zdjęcia z wakacji. Wyświetlacz pokazuje aktywne źródło, poziom głośności i najważniejsze komunikaty, a gdy jego obecność zaczyna przeszkadzać podczas wieczornego odsłuchu, można go przyciemnić lub wygasić. Grafika jest prosta, choć nie tak ascetyczna, jak sugerowałby niewielki rozmiar panelu. Wokół dużej liczby wskazującej poziom wysterowania pojawiają się delikatne symbole pokazujące kierunek przepływu sygnału, co nadaje całości nowoczesny, ale nie przesadzony charakter. Obsługa jest intuicyjna, ponieważ większość codziennych operacji wykonuje się dwoma ruchami. Możliwości konfiguracyjne są jednak znacznie większe, niż wynikałoby z minimalistycznego frontu.

Najciekawszym rozwiązaniem jest sposób organizacji wejść analogowych. Na tylnej ściance znajdziemy trzy pary gniazd RCA i trzy pary XLR, ale nie są one traktowane jako sześć całkowicie niezależnych źródeł. PRE v2 udostępnia na dobrą sprawę trzy wejścia, a dla każdego z nich wybieramy w menu, czy ma korzystać z połączenia niezbalansowanego, czy zbalansowanego. Pozwala to zachować prosty interfejs i uniknąć długiej listy pozycji, ale wymaga chwili namysłu podczas pierwszej konfiguracji. Jeśli podłączymy odtwarzacz do pierwszej pary RCA, a DAC do odpowiadającej jej pary XLR-ów, nie będziemy mogli przełączać się między nimi jak między dwoma osobnymi źródłami, dopóki nie zmienimy ustawienia wejścia. Trudno uznać to za poważne ograniczenie, ponieważ trzy źródła liniowe, phono stage i pięć wejść cyfrowych powinny wystarczyć w większości nawet bardzo rozbudowanych systemów. Producent pozwala również zaprogramować poziom początkowy dla każdego wejścia, co przydaje się wtedy, gdy jedno źródło ma wyjątkowo wysokie napięcie wyjściowe albo gdy przedwzmacniacz współpracuje z amplitunerem kina domowego lub zewnętrznym procesorem.

Charakterystyczne, satynowe wykończenie komputerów z nadgryzionym jabłkiem jest zdaniem Włochów wspaniałe - przyjemne w dotyku, łatwe w czyszczeniu, odporne na zarysowania i wysokie temperatury, a do tego znakomicie prezentuje się w każdych warunkach i każdym świetle.

Tylna ścianka PRE v2 robi wrażenie nie tylko liczbą gniazd, ale też tym, w jaki sposób została zorganizowana. Po lewej stronie zgrupowano wejścia analogowe, w centralnej części sekcję cyfrową i gramofonową, natomiast wyjścia umieszczono po prawej. Do dyspozycji mamy dwie pary wyjść RCA, jedną parę XLR, dwa wyjścia subwooferowe, wyjście liniowe i trigger 12 V. Ponieważ dla każdego kanału przewidziano aż trzy gniazda wyjściowe, preamp może bez problemu zasilać dwie końcówki mocy, co może być przydatne w bi-ampingu. Wyjścia subwooferowe przekazują sygnał pełnopasmowy, dlatego ewentualny podział pasma trzeba ustawić gdzie indziej. Tu akurat szkoda, że producent nie pomyślał o jakimś prostym systemie odcięcia kolumn głównych od niskich częstotliwości, co widzieliśmy ostatnio w niedrogim wzmacniaczu NAD C3030. Na szczęście pętla Line Loop umożliwia włączenie do toru zewnętrznego korektora, procesora DSP lub innego urządzenia pracującego na poziomie liniowym. Nie jest to funkcja, z której skorzysta każdy purysta, ale pokazuje, że Unison nie projektował PRE v2 wyłącznie dla klienta posiadającego jedno źródło i parę kolumn. Ten przedwzmacniacz ma być centralnym elementem systemu, ale nie stać się wąskim gardłem nawet wtedy, gdy instalacja zacznie się rozrastać.

Sekcja cyfrowa opiera się na układzie ESS Sabre ES9018K2M i interfejsie USB obsługującym sygnały PCM do 384 kHz oraz DSD256. Dwa wejścia koaksjalne i dwa optyczne przyjmują PCM do 192 kHz. Nie jest to najnowszy ani najbardziej prestiżowy chip ESS, jaki można dziś umieścić w folderze reklamowym, ale w praktyce sam symbol przetwornika mówi bardzo niewiele. O jakości decydują również zegary, zasilanie, układ wejściowy i przede wszystkim sekcja analogowa. W PRE v2 sygnał z DAC-a trafia do hybrydowego, zbalansowanego toru, a więc nie kończy swojej drogi w przypadkowym wzmacniaczu operacyjnym przy gniazdach wyjściowych. Nie znajdziemy tu wyboru filtrów cyfrowych, upsamplingu, regulacji fazy ani kilkunastu ustawień, które pozwoliłyby spędzić cały wieczór na porównywaniu minimalnie różnych sposobów gaszenia impulsu. Jednych taki minimalizm rozczaruje, inni uznają go za zaletę.

Podobnie należy traktować wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy. Obsługuje wkładki MM i MC, oferując dwa poziomy wzmocnienia dla każdego typu. W trybie MM obciążenie wynosi 47 kΩ, a gain 33 lub 44 dB, natomiast w trybie MC otrzymujemy 100 Ω i 40 lub 50 dB. Taka konfiguracja wystarczy dla wielu popularnych wkładek, ale nie zastąpi wyspecjalizowanego phono stage'a w systemie użytkownika lubiącego eksperymentować z obciążeniem, pojemnością i bardzo niskimi poziomami sygnału. Nie można wybrać 30, 200, 400 ani 1000 Ω, nie ma też szerokiego zakresu wzmocnienia pozwalającego dopasować urządzenie do każdego egzotycznego przetwornika. Trudno jednak oczekiwać, aby rozbudowany przedwzmacniacz liniowy jednocześnie zastępował specjalistyczny moduł gramofonowy za kilkanaście tysięcy złotych. Ważne, że PRE v2 pozwala zbudować kompletny system bez natychmiastowego kupowania DAC-a i phono stage'a, a w przyszłości można te elementy rozwijać niezależnie.

Końcówka mocy jest funkcjonalnie znacznie prostsza, jak na tego rodzaju urządzenie przystało. Na froncie znajdują się tylko dyskretne diody i niewielkie przyciski pozwalające wybrać wejście RCA lub XLR oraz aktywować tryb oszczędzania energii. Kolor wskaźników informuje o aktywnym połączeniu i stanie pracy. Z tyłu umieszczono po jednej parze wejść zbalansowanych i niezbalansowanych, trigger wejściowy i wyjściowy, podwójne terminale głośnikowe oraz gniazdo zasilające. Trigger jest szczególnie praktyczny, ponieważ pozwala uruchamiać oba urządzenia jednym poleceniem, a wyjście może sterować kolejną końcówką, jeśli system zostanie rozbudowany. DM v2 może bowiem pracować jako monoblok o mocy 650 W. Dwa egzemplarze tworzą system zdolny napędzić praktycznie każde normalne kolumny, choć mostkowanie nie powinno być traktowane jako automatyczny sposób na poprawienie dźwięku. W takim trybie każda połowa wzmacniacza widzi połowę impedancji obciążenia, dlatego przy wyjątkowo trudnych zestawach tryb stereo może być bezpieczniejszy, a nawet lepszy brzmieniowo.

Po uruchomieniu oba urządzenia przechodzą około 40-sekundową procedurę startową, podczas której lampy osiągają właściwe warunki pracy. Producent sugeruje odczekanie mniej więcej 15 minut przed rozpoczęciem krytycznego odsłuchu. W praktyce zestaw gra poprawnie niemal od razu, ale po kilkunastu minutach brzmienie staje się spokojniejsze, pełniejsze i bardziej uporządkowane. Nie jest to sprzęt wymagający włączenia rano, aby wieczorem nadawał się do słuchania, ale jak większość wzmacniaczy z lampami i potężnym zasilaczem lubi osiągnąć stabilną temperaturę. Tryb oszczędzania energii ogranicza pobór prądu i wyłącza żarzenie lamp, dzięki czemu urządzenia nie zużywają ich niepotrzebnie podczas dłuższych przerw. Powrót do pełnej gotowości wymaga ponownego przejścia procedury startowej. Czy zatem czegoś istotnego tu zabrakło? PRE v2 nie ma streamera, korekcji akustyki, regulacji barwy, balansu ani wielkiego ekranu pokazującego okładki albumów. Nie oferuje też wyjścia słuchawkowego, które w tak rozbudowanym przedwzmacniaczu nie byłoby pozbawione sensu. Z drugiej strony dokładanie kolejnych modułów mogłoby zamienić urządzenie w skomplikowany kombajn, którego połowa funkcji zestarzeje się znacznie szybciej niż sam tor analogowy. Włosi wybrali rozsądny kompromis. Dodali wszystko, co może realnie przydać się w nowoczesnym systemie, ale nie próbowali wchodzić w streaming, aplikacje i aktualizacje oprogramowania. Dzięki temu PRE v2 pozostaje przedwzmacniaczem, a nie komputerem, którego jednym z wielu zadań jest regulowanie głośności. Teraz wiem też, dlaczego tak się stało, ponieważ tuż przed publikacją niniejszego testu otrzymałem "prasówkę" dotyczącą premiery Unico DS - uniwersalnego odtwarzacza, który łączy funkcje streamera, transportu CD i zaawansowanego przetwornika cyfrowo-analogowego z w pełni zbalansowanym, lampowym stopniem wyjściowym pracującym w klasie A. No i pozamiatane.

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Brzmienie

Audiofile uwielbiają wzmacniacze hybrydowe, ponieważ tego typu urządzenia obiecują połączenie najlepszych cech dwóch światów. Lampy mają dać nam barwę, płynność, przestrzeń, naturalną mikrodynamikę i poczucie obcowania z żywą tkanką muzyki, natomiast tranzystory powinny zapewnić moc, szybkość, kontrolę, niski bas i możliwość współpracy z kolumnami, przy których klasyczny lampowiec szybko wywiesiłby białą flagę. Brzmi cudownie, ale często kończy się kompromisem. Otrzymujemy odrobinę ciepła, nieco mocniejszy fundament i ogólną przyjemność, po czym okazuje się, że lampowa część układu wnosi głównie zaokrąglenie góry, a tranzystorowa nie daje ani takiej przejrzystości, ani takiej dyscypliny jak dobry piec półprzewodnikowy. Czasami oba elementy słychać osobno. Średnica brzmi miękko i romantycznie, podczas gdy bas wydaje się doklejony z innego urządzenia - mocny, szybki i konturowy, ale zupełnie niepasujący fakturą do reszty pasma. W najgorszym wariancie hybryda nie oferuje pełni zalet żadnej z technologii. Jest cieplejsza od tranzystora, ale nie tak barwna jak lampa i szybsza od lampy, ale nie tak zwarta jak dobry tranzystor. Zamiast złotego środka dostajemy bezpieczną przeciętność, która nikogo nie zirytuje, ale też niewielu słuchaczy zachwyci.

Unico PRE v2 i DM v2 to jeden z nielicznych zestawów, w których idea hybrydy została zrealizowana dokładnie tak, jak opisują ją foldery reklamowe. Pierwsze wrażenie jest niezwykle dobitne. Dźwięk jest płynny, naturalny i lekko ocieplony, ale jednocześnie dynamiczny, zwarty i szybki. Nie ma walki między lampowym a tranzystorowym stopniem ani poczucia, że któryś z nich przejął kontrolę nad konkretnym zakresem pasma. Wszystko porusza się w tym samym tempie, ma podobną fakturę i podporządkowane jest jednej estetyce. Ciepło nie oznacza spowolnienia, płynność nie prowadzi do rozmycia konturów, a moc nie wiąże się z twardością i brutalnością. Włosi nie wymieszali dwóch różnych charakterów w równych proporcjach, licząc, że powstała w ten sposób mikstura zadowoli wszystkich. Stworzyli jedno brzmienie, w którym elementy charakterystyczne dla lamp i tranzystorów przenikają się tak głęboko, że po kilku minutach przestajemy zastanawiać się, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. To ważne, ponieważ najlepszy efekt nie polega na tym, że w danym momencie możemy wskazać lampową średnicę, tranzystorowy bas i wspólną górę, lecz na tym, że całość zachowuje się jak jednolity organizm.

Ocieplenie nie ma tu postaci prostego filtra tonalnego nakładanego na każde nagranie. Unison nie zalewa muzyki miodem, nie wygładza jej do granic czytelności i nie przedłuża wybrzmień tylko po to, aby wokale wydawały się bardziej romantyczne. Temperatura została przesunięta w przyjemną stronę, ale naturalne proporcje pozostały nienaruszone. Jeśli nagranie jest jasne, bezpośrednie i dynamiczne, zestaw nie przerobi go na kameralny koncert przy kominku. Jeżeli realizacja jest ciemna, ciężka i gęsta, nie będzie jej sztucznie rozjaśniał ani rozbierał na czynniki pierwsze, próbując pokazać swoją analityczność. Charakter wzmacniacza ujawnia się bardziej w sposobie prowadzenia dźwięku niż w kształtowaniu samej charakterystyki tonalnej. Krawędzie są delikatnie zaokrąglone, przejścia niezwykle płynne, a harmoniczne bogate i naturalne, ale rdzeń prezentacji pozostaje czytelny, energiczny i mocno osadzony. Ciepło jest częścią materii dźwięku, a nie różową folią nałożoną na każdą odtwarzaną płytę.

Pierwszym elementem, który naprawdę zwraca uwagę, jest bas. Zaskakuje nie dlatego, że jest mocny - tego można się spodziewać po końcówce ważącej 33 kg i dysponującej mocą przekraczającą 300 W przy 4 Ω - lecz dlatego, że łączy głębię, masę i swobodę z wyjątkową kontrolą. Niskie tony schodzą bardzo nisko, potrafią nabrać subwooferowej skali i fizycznie wypełnić pomieszczenie, ale nie rozlewają się i nie ciągną za muzyką. Unison pozwala kolumnom oddać pełny zasięg basu, nie odcinając najniższego zakresu i nie stosując sztucznego wyszczuplenia, a jednocześnie trzyma ich membrany na krótkiej smyczy. Każde uderzenie rozpoczyna się zdecydowanie, rozwija z naturalną objętością i wygasa wtedy, kiedy powinno. Nie ma tu skracania dźwięku mającego stworzyć pozór szybkości ani miękkiego ogona dodającego przyjemnej obfitości. Włoska dzielonka potrafi zagrać basem naprawdę wielkim, ale nigdy nie robi z niego osobnego wydarzenia, które zaczyna dominować nad muzyką.

Moim najbliższym punktem odniesienia jest Hegel H20. Norweska końcówka przez lata pozostawała dla mnie wzorem wzmacniacza zdolnego wydobyć z kolumn najniższe rejestry bez utraty kontroli, szybkości i prawidłowych proporcji. Jej bas jest atomowy, głęboki, gęsty i stabilny, a przy tym nie zdradza żadnych oznak napinania się czy mechanicznego usztywnienia. Unison porusza się w bardzo podobnym świecie. Nie odchudza dołu i nie próbuje udowodnić swojej szybkości poprzez eksponowanie wyższego basu. Sięga głęboko, zachowuje skalę i daje charakterystyczne wrażenie, że dźwięk nie zatrzymuje się na membranach głośników, lecz przetacza przez pomieszczenie. Różnica tkwi przede wszystkim w barwie i strukturze basu. DM v2 dodaje niskim tonom więcej koloru, plastyczności i organicznej treści, a mimo to włoski wzmacniacz jest jeszcze szybszy. Bas pozostaje bardzo precyzyjny, choć wnętrze każdego dźwięku jest bogatsze. Nie otrzymujemy wyłącznie informacji o częstotliwości, sile i czasie trwania uderzenia, lecz również o materiale, ciężarze i sprężystości instrumentu. Hegel jest jak fenomenalnie działająca maszyna, która nigdy nie popełnia błędu, natomiast Unison zachowuje podobną sprawność, dodając do niej trochę więcej namacalnej materii. Mówiąc jeszcze inaczej, jeżeli wyobrazicie sobie końcówkę mocy, która dla mnie stanowi punkt odniesienia, a następnie sprawicie, że jej bas będzie równie głęboki i imponujący, ale jeszcze szybszy, gęstszy, bardziej mięsisty i treściwy, to właśnie otrzymaliście DM v2.

Dynamika w skali makro nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. DM v2 dysponuje ogromną rezerwą i nawet przy trudnych kolumnach nie sprawia wrażenia, że zbliża się do granicy swoich możliwości. Gwałtowne skoki głośności są odtwarzane bez kompresji, spłaszczenia i charakterystycznego utwardzenia, które pojawia się w słabszych wzmacniaczach wtedy, gdy zasilacz przestaje nadążać za muzyką. Co istotne, Unison nie demonstruje swojej mocy przez cały czas. Przy spokojnym odsłuchu nie napina mięśni, nie pogrubia dźwięku i nie próbuje przekonać nas, że w każdej sekundzie korzystamy z pełnych możliwości 220-watowego potwora. Zachowuje kulturę i elastyczność, pozwalając muzyce oddychać. Rezerwa ujawnia się dopiero w momencie, w którym jest potrzebna. Nagle okazuje się, że system potrafi natychmiast zwiększyć skalę przekazu bez zmiany charakteru, jakby ktoś otworzył zawór z dodatkową energią, ale nie ruszał żadnego z pozostałych ustawień. Nie zmienia się barwa, scena się nie kurczy, wysokie tony nie zaczynają atakować, a bas nie przechodzi w jednolitą falę ciśnienia. Jest tak samo dobrze, tylko głośniej. I głośniej, i głośniej... Jeśli zapytacie, do jakiego poziomu można dojść, nawet wykorzystując jedną końcówkę, odpowiem wprost - do takiego, przy którym nie słyszymy już własnego krzyku, szyby w oknach wpadają w takie drgania, że odbijane przez nie światło tańczy w rytm muzyki, a dźwięk nadal pozostaje czysty, zwarty i dziwnie spokojny.

Równie istotna jest mikrodynamika, choć w tej dziedzinie włoski zestaw działa mniej spektakularnie. Znakomicie pokazuje drobne różnice w nacisku, artykulacji i szybkości narastania dźwięku. Nie sprowadza muzyki do szeregu wyraźnie odseparowanych impulsów, lecz pozwala śledzić wszystko, co dzieje się pomiędzy nimi - delikatne zmiany natężenia, pracę palców na strunach, odbicia od ścian studia i cały ten drobny plankton, który w dobrym systemie pojawia się nie jako kolekcja efektownych szczegółów, lecz jako naturalne środowisko muzycznego spektaklu. Jest to jedna z dwóch cech, które najmocniej zdradzają obecność lamp w torze. Drugą jest barwa. Gdybyśmy skupili się wyłącznie na szybkości, kontroli i mocy, można by uznać, że słuchamy świetnego tranzystora, ale sposób oddawania najmniejszych informacji jest inny. Nie są one wyświetlane z chirurgiczną ostrością na tle czarnej pustki, lecz wynikają z ciągłości dźwięku. Mówiąc jeszcze inaczej, słuchając opisywanego zestawu, nie ma się poczucia, że na jednym talerzu dostajemy muzykę, a na drugim towarzyszące jej mikrodetale. Tutaj talerz jest jeden, choć zarówno muzyki, jak i szczegółów jest w bród. Ot, po prostu ta włoska restauracja, jak każdy szanujący się lokal, dysponuje oryginalną zastawą zdolną pomieścić wszystko, co szef kuchni przygotuje dla najbardziej wymagających gości.

Miłośników wzmacniaczy hybrydowych na pewno zainteresuje to, jak opisywany komplet radzi sobie ze średnimi tonami. Jak można było się spodziewać, zakres ten jest delikatnie ocieplony, ale nie zagęszczony do tego stopnia, aby wokale i instrumenty akustyczne zaczęły wypychać się przed linię kolumn. Unison nadaje im ciało, plastyczność i odpowiednią masę, zachowując bardzo dobrą czytelność. Wokale nie są wycinane z tła laserem ani stawiane przed słuchaczem w nienaturalnie powiększonej skali. Pozostają częścią akustycznego otoczenia, ale można bez trudu śledzić artykulację, oddech i drobne zmiany barwy. Jest to dźwięk bardziej ludzki niż laboratoryjny, ale nie na tyle romantyczny, aby wszystkie nagrania zaczęły przypominać nocny koncert jazzowy przy przygaszonym świetle. Jeżeli ktoś uzna, że zawartość "magicznego pierwiastka" w dźwięku jest tu jeszcze zbyt mała, polecam odsłuch lampowej integry Performance Anniversary, która z oczywistych względów idzie w tej dziedzinie jeszcze dalej. Potężna integra z sześcioma KT88 oferuje większą obfitość harmonicznych i dźwięk, w którym mimo pozostałych zalet jeszcze mocniej skupiamy się na barwie. Opisywana dzielonka jest bardziej zdyscyplinowana i uniwersalna, co zdecydowanie ma swoje plusy. Nie każdy odsłuch musi przecież polegać na tym, że po całym dniu rozpalamy lampowe ognisko, włączamy Dianę Krall i relaksujemy się przy jej głębokim, intymnym głosie. Czasami możemy mieć ochotę na rozrywkę zupełnie innego typu. Symfonikę, przytłaczający metal, gęstą elektronikę, filmowe ścieżki dźwiękowe, łupiąco-cykający hip-hop? Na cokolwiek byśmy się zdecydowali, PRE v2 i DM v2 odtworzą to w najlepszy możliwy sposób, nie krzywiąc się przy tym ani nie wysyłając dyskretnych sygnałów, że popełniliśmy audiofilskie faux pas.

Góra pasma kontynuuje tę samą filozofię. Jest przyjemna, lekko złagodzona i pozbawiona technicznego chłodu, ale pozostaje otwarta, dźwięczna i szczegółowa. Unison nie wycofuje wysokich tonów, nie przykrywa ich średnicą i nie udaje, że muzykalność polega na usunięciu wszystkiego, co mogłoby zakłócić spokój słuchacza. Talerze perkusyjne mają odpowiedni blask, pogłosy rozwijają się długo, a drobne informacje nie znikają w ciepłej poświacie. Różnica w stosunku do neutralnego tranzystora polega na sposobie wykończenia dźwięku. Detale nie są ostre, suche i wyświetlane na tle czarnej pustki. Mają swój kolor i strukturę - zawsze dodają do przekazu coś więcej niż nieokreślone, bezkształtne impulsy, szelesty i syknięcia. A przede wszystkim, jak już wcześniej wspomniałem, są podawane na tym samym talerzu, z płynnym przejściem do kolejnych dźwięków. Dzięki temu można słuchać długo, nie tracąc dostępu do informacji. Włoski zestaw oczywiście nie naprawi fatalnej realizacji i nie zamieni agresywnej góry w mięciutki aksamit, ale też nie dodaje własnej nerwowości. Jasne nagranie pozostaje jasne, jednak dzięki lekkiemu ociepleniu jego energia nie przechodzi automatycznie w nieprzyjemną ostrość.

Kontynuując zachwyty, muszę poruszyć kolejny temat, jakim jest stereofonia. Co tu dużo mówić, jest wyborna. Scena rozciąga się szeroko poza boczne krawędzie kolumn, ale nie jest efekciarsko rozstrzelona ani wydrążona w środku. Równie imponująca okazuje się głębia. Kolejne plany układają się naturalnie, bez przesadnego oddalania wszystkiego od słuchacza. Pierwsza linia pozostaje wyraźna i namacalna, natomiast dalsze warstwy stopniowo znikają w akustyce nagrania. Wzmacniacz nie zamyka muzyki między głośnikami, ale też nie buduje przestrzeni poprzez sztuczne rozmywanie źródeł pozornych. Muzyczne obrazy są stabilne, proporcjonalne i dobrze osadzone. Można swobodnie śledzić położenie wykonawców, a jednocześnie nie odnosi się wrażenia, że każdy został wmurowany w osobny punkt na scenie. Dźwiękowa panorama zachowuje ciągłość, dzięki czemu słuchacz może skupić się zarówno na pojedynczym instrumencie, jak i na relacjach między wszystkimi elementami. W tej dziedzinie również widać przewagę nad wieloma klasycznymi lampowcami. Te potrafią tworzyć scenę ogromną, miękką i otaczającą słuchacza, ale czasami płacą za to utratą ostrości i stabilności. Instrumenty nabierają pięknej aury, lecz ich pozycja zaczyna się zmieniać, pływać, a przy gęstym materiale wszystko delikatnie się rozmywa. W opisywanej dzielonce otrzymujemy całą tę swobodę i naturalny oddech, ale nie ma wrażenia zamglenia czy rozmycia dźwięku. Każdy element zachowuje swoje miejsce, tempo i czytelność. Nawet gdy bas uderza z pełną mocą, średnica i góra nie tracą definicji, a scena nie zapada się do środka.

Unison nie proponuje nam wzmacniacza ze słabym zasilaniem, plastikową obudową i najtańszymi gniazdami, jakie udało się znaleźć w lokalnej hurtowni, zasłaniając się "kosmiczną technologią". Unico DM v2 to po prostu kawał porządnego, hi-endowego pieca. I gra jak kawał porządnego, hi-endowego pieca. Z punktu widzenia użytkownika właśnie to liczy się najbardziej. A fakt, że jednocześnie jest to urządzenie niezwykle ciekawe pod względem topologii czy tego, jak dokładnie pracują zamontowane w nim tranzystory, ostatecznie będzie stanowił tylko dodatek do całej historii.

Pozostaje pytanie, czy w brzmieniu opisywanego zestawu słychać technologię A.S.H.A. Odpowiedź wcale nie jest taka prosta. Rozwiązanie to jest bowiem tak nietypowe, a jednocześnie tak kuszące z technicznego punktu widzenia, że efekt powinien być równie oryginalny. Tymczasem jeśli zapytacie, czy od pierwszych minut odsłuchu wiedziałem, że Unico DM v2 gra inaczej niż jakakolwiek inna końcówka mocy, musiałbym szczerze odpowiedzieć, że nie. Nie jest to jedna z tych sytuacji, kiedy po usłyszeniu pierwszych taktów mamy już świadomość, że w torze dzieje się coś dziwnego - co najmniej jeden z jego elementów pracuje inaczej niż wszystko, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej. Tyle tylko, że gdyby tak było, istnieje spore prawdopodobieństwo, że dźwięk byłby nienaturalny. A nie jest. Przeciwnie - jest wręcz cudownie organiczny, spójny i łatwo przyswajalny. Z drugiej strony Unico DM v2 pozostaje bardzo kompetentną elektrownią, więc jeżeli oczekujecie nie tylko pięknej barwy, płynności i kultury grania, ale także tego, że wzmacniacz przyłoży, łupnie i pokaże pazury wtedy, gdy wymaga tego nagranie, nie będziecie rozczarowani. Dokładnie taki efekt producent przypisuje technologii A.S.H.A. i choć na podstawie odsłuchu nie da się wskazać, która część układu odpowiada za konkretną cechę, rezultat jest zgodny z założeniami konstruktorów. Na podstawie krótkiego testu (w końcu to tylko recenzja, a nie przemyślenia spisane na przestrzeni kilku lat użytkowania danego sprzętu) nie powiedziałbym jednak, że to właśnie to jedno rozwiązanie czyni włoską końcówkę wyjątkową. Owszem, jest ono niezwykle intrygujące, ale Unison nie zaniedbał przecież całej reszty - nie proponuje nam wzmacniacza ze słabym zasilaniem, plastikową obudową i najtańszymi gniazdami, jakie udało się znaleźć w lokalnej hurtowni, zasłaniając się "kosmiczną technologią". Unico DM v2 to po prostu kawał porządnego, hi-endowego pieca. I gra jak kawał porządnego, hi-endowego pieca. Z punktu widzenia użytkownika właśnie to liczy się najbardziej. A fakt, że jednocześnie jest to urządzenie niezwykle ciekawe pod względem topologii czy tego, jak dokładnie pracują zamontowane w nim tranzystory, ostatecznie będzie stanowił tylko dodatek do całej historii. Taki, o którym fajnie jest poczytać sobie podczas wieczornej sesji odsłuchowej lub opowiedzieć o nim znajomym zarażonym tym samym bakcylem.

Jak to wszystko podsumować? Wydaje się, że będzie to trudne, więc wytłumaczę to językiem audiofilskiej praktyki. Jeżeli kochacie muzykę i sprzęt hi-fi, na pewno zetknęliście się z sytuacją, w której zapałaliście miłością do wielu różnych systemów i urządzeń z zupełnie innych powodów. Zestaw z tranzystorowymi monoblokami i wysokimi na dwa metry kolumnami imponował dynamiką, basem i dziwnie pociągającą obojętnością wobec odtwarzanego materiału. Lampowy piecyk na kultowych triodach 300B połączony z monitorami o wysokiej efektywności czarował barwą, średnicą i umiejętnością wplatania muzycznego planktonu w "główny nurt", jakby każdy, nawet najdrobniejszy dźwięk był połączony z innymi cieniutką, srebrną nicią, która drga w jednym rytmie. To samo dzieje się ze źródłami. Gramofon kochacie za głębię, płynność i barwę dźwięku oraz całą celebrację związaną z jego obsługą, streamer za wygodę, precyzję i dynamikę, a odtwarzacz CD za neutralność i uniwersalność. Ale ostatecznie trzeba coś wybrać. A gdybyście jednak postanowili znaleźć sprzęt, który dawałby tego wszystkiego po trochu, a dodatkowo cechy te łączyłyby się w fajny, spójny obrazek, a nie w szarą, bezkształtną masę? Kto próbował, ten wie, że wymaga to wielkiego szczęścia, długotrwałego eksperymentowania albo ogromnych pieniędzy. Tymczasem Unico PRE v2 i Unico DM v2 oferują to magiczne, synergiczne połączenie obu światów ot tak, z fabryki, w dziesięć minut po podłączeniu kabli i wygrzaniu lamp. Gdybym miał wskazać najważniejszą cechę brzmienia, nie byłby to bas, przestrzeń ani barwa, choć każdy z tych elementów reprezentuje bardzo wysoki poziom. Największym osiągnięciem jest spójność. Wszystkie składniki układają się w jedną opowieść. Moc nie zabija subtelności, ciepło nie ogranicza przejrzystości, szybkość nie prowadzi do nerwowości, a przestrzeń nie powstaje kosztem kontroli. Można analizować poszczególne aspekty prezentacji, ale po pewnym czasie przestajemy to robić, ponieważ muzyka jest po prostu kompletna i przekonująca. W tym sensie PRE v2 i DM v2 idealnie łączą najlepsze cechy tranzystora i lampy. Nie dlatego, że można sporządzić listę zalet obu rozwiązań i wszystkie odhaczyć, lecz dlatego, że podczas odsłuchu nie czujemy potrzeby wybierania którejkolwiek ze stron.

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Budowa i parametry

Unico PRE v2 i Unico DM v2 to dwa pierwsze urządzenia reprezentujące nową generację serii Unico, która prawdopodobnie zwiastuje poważniejsze zmiany w jego katalogu. Unico PRE v2 jest w pełni zbalansowanym, hybrydowym przedwzmacniaczem pracującym w układzie dual mono i pozbawionym globalnego sprzężenia zwrotnego. Tor wzmocnienia składa się z trzech zasadniczych stopni. Pierwszy, zbudowany na dwóch podwójnych triodach ECC83/12AX7 Gold Lion, pracuje w klasie A i ma odpowiadać za podstawowy charakter brzmienia. Zastosowanie ECC83 zamiast używanych w poprzednich konstrukcjach ECC82 nie jest tylko zmianą lamp na takie o większym wzmocnieniu. Obie triody mają inne parametry elektryczne i wymagają odmiennych warunków pracy, dlatego stopień wejściowy musiał zostać opracowany od nowa. Kolejne stopnie są półprzewodnikowe. Ich zadaniem jest zachowanie liniowości, obniżenie impedancji wyjściowej i zapewnienie wystarczającego poziomu sygnału do sterowania końcówką mocy oraz długimi interkonektami. Producent podkreśla, że tranzystorowa część toru nie ma korygować lamp ani usuwać ich charakteru, lecz pracować z nimi w jednej architekturze, zachowując płynność i naturalność pierwszego stopnia.

Regulacja głośności została powierzona elektronicznie sterowanemu układowi wykorzystującemu precyzyjne rezystory. Zamiast klasycznego potencjometru, którego zgodność kanałów przy bardzo niskich poziomach może pozostawiać wiele do życzenia, otrzymujemy stopniową regulację w krokach co 0,5 dB. Konstruktorzy zadbali jednak, aby zachowanie pokrętła przypominało dobrej klasy potencjometr logarytmiczny. Chodziło o połączenie powtarzalności ustawień, bardzo dobrego balansu między kanałami i możliwości programowania poziomu z naturalną reakcją na obrót gałki. Dzięki wysokiemu napięciu wyjściowemu Unico PRE v2 może sterować nie tylko firmową końcówką, lecz również urządzeniami o niższej czułości wejściowej, bez zbliżania się do granicy swoich możliwości. Sekcja cyfrowa bazuje na układzie ESS ES9018K2M, natomiast phono stage wykorzystuje osobny tor z pasywną korekcją RIAA. Wykorzystano tu między innymi wzmacniacze operacyjne OPA2210 oraz układ regulacji głośności PGA2311. Wnętrze jest więc znacznie bardziej rozbudowane niż w starszym PRE, który był zasadniczo analogowym przedwzmacniaczem liniowym. Nowy model stał się prawdziwym centrum systemu, ale jego podstawowa architektura nadal pozostaje purystyczna - symetryczna, dual mono i pozbawiona globalnej pętli sprzężenia zwrotnego.

DM v2 jest hybrydową końcówką mocy o architekturze dual mono. Każdy kanał otrzymał własny, ekranowany i zalewany transformator toroidalny o mocy 750 VA, co oznacza łączną moc zasilania na poziomie 1500 VA. W trybie mostkowym oba zasilacze pracują wspólnie, zapewniając jednemu kanałowi większą rezerwę energii. Tor wzmocnienia również składa się z trzech części. Pierwsza to lampowy stopień wejściowy pracujący w klasie A i wykorzystujący dwie ECC82/12AU7 Gold Lion. Druga jest tranzystorowym układem sterującym i dopasowującym sygnał do końcówki. Trzecia korzysta z trzech równoległych par komplementarnych MOSFET-ów na kanał. Nie jest to zatem konstrukcja, w której lampy dodano do gotowej tranzystorowej końcówki na ostatnim etapie projektu. Cały tor, od wejścia do terminali głośnikowych, został opracowany jako jedna hybryda.

Najciekawszym elementem jest oczywiście A.S.H.A., czyli Analog Synchronized Hybrid Amplification. Specjalistów od elektroniki proszę w tym momencie o wyrozumiałość, bo będę posługiwał się pewnymi skrótami myślowymi. Jeśli ktoś ma ochotę, może zagłębić się w dokładne opisy dostępne na stronie producenta, ale pamiętajmy, że recenzja powinna być zrozumiała dla wszystkich, więc opiszę działanie tej technologii w nieco uproszczony sposób. W systemie A.S.H.A. układ jest całkowicie analogowy, tranzystory mocy pracują w sposób zsynchronizowany, a określenie "hybrid" odnosi się zarówno do połączenia lamp i półprzewodników, jak i nietypowego sposobu polaryzacji stopnia wyjściowego. Brzmi to trochę jak rozwinięcie skrótu stworzone już po zaprojektowaniu obwodu, ale sama idea jest naprawdę interesująca. Aby ją zrozumieć, trzeba zacząć od klasycznych układów. W końcówce klasy A oba elementy stopnia wyjściowego przewodzą przez cały przebieg, co minimalizuje zniekształcenia przejścia, ale oznacza bardzo niską sprawność, ogromne straty energii i konieczność stosowania wielkich radiatorów. W klasie AB tranzystory pracują wspólnie tylko w niewielkim obszarze, a przy większym sygnale przejmują od siebie dodatnią i ujemną połówkę przebiegu. Rozwiązanie jest znacznie bardziej efektywne, lecz moment przekazywania sterowania może generować zniekształcenia skrośne.

W starszej Dynamic Class A Unison utrzymywał oba MOSFET-y w stanie lekkiego przewodzenia, aby nie wyłączały się całkowicie. Układ działał podobnie do klasy AB, ale miał zachowywać większą płynność i ograniczać problemy w okolicy przejścia przez zero. A.S.H.A. idzie dalej. Górny tranzystor, nazwany Leaderem, pozostaje aktywny przez cały przebieg i nieprzerwanie kontroluje napięcie na wyjściu. Dla dodatniej części sygnału dostarcza również większość prądu do obciążenia. Dolny MOSFET, określany jako Follower, obserwuje prąd płynący przez Leadera i włącza się w takim stopniu, aby utrzymać jego warunki pracy. Gdy sygnał staje się bardziej dodatni, Follower ogranicza własny udział, aż praktycznie przestaje działać. Gdy przebieg przechodzi w stronę ujemną, Follower zwiększa oddawany prąd, ale nadal nie przejmuje kontroli nad napięciem wyjściowym. Leader pozostaje elementem prowadzącym, a Follower działa jako "prądowy pomocnik". Specjalny obwód synchronizuje oba tranzystory, mierząc między innymi spadek napięcia na rezystorze źródłowym Leadera.

Z tego powodu określenie "klasa A-AB" nie oznacza, że wzmacniacz pracuje w czystej klasie A do określonej mocy, a następnie przełącza się do AB. Taki skrót byłby kuszący, ale nieprawidłowy. Chodzi o równoczesne wykorzystanie elementu stale kontrolującego sygnał napięciowy w klasie A i drugiego, pracującego jako wspomaganie prądowe z efektywnością zbliżoną do klasy AB. Celem jest ograniczenie zniekształceń przejścia bez konieczności utrzymywania całego, potężnego stopnia końcowego w pełnym przewodzeniu. Producent twierdzi, że dzięki temu bas zachowuje wypełnienie przy cichym słuchaniu, scena pozostaje stabilna niezależnie od poziomu, a przy dużych skokach dynamicznych średnica i góra nie tracą czytelności. Trudno oczywiście przypisać każdą cechę odsłuchową jednemu rozwiązaniu, ale zachowanie zestawu rzeczywiście odpowiada tym założeniom.

Marketingowe deklaracje o niemal całkowitym wyeliminowaniu zniekształceń warto jednak zestawić z parametrami. Te pokazują, że DM v2 nie jest wzmacniaczem zaprojektowanym wyłącznie z myślą o uzyskiwaniu rekordowo niskiego THD. Zniekształcenia rosną wraz z mocą i częstotliwością, co w układzie z lampowym wejściem i niewielkim sprzężeniem nie jest zaskoczeniem. Ważniejszy jest ich rozkład, sposób zachowania przy rzeczywistym obciążeniu i zdolność do dostarczania prądu. Tutaj końcówka wypada znakomicie. Producent deklaruje 220 W na kanał przy 8 Ω, 340 W przy 4 Ω i 370 W przy 2 Ω, przy czym ostatnia wartość jest ograniczana przez zabezpieczenie. Tak ekstremalne obciążenie rzadko występuje w normalnych kolumnach, a rozsądnie zaprojektowany wzmacniacz powinien chronić tranzystory, zamiast popełniać samobójstwo dla efektownego wyniku w tabeli. Jeszcze większe wrażenie robi impedancja wyjściowa, mieszcząca się w paśmie akustycznym w granicach 0,002-0,003 Ω. Współczynnik tłumienia osiągał wartości liczone w tysiącach. W prawdziwym systemie liczby te zostaną oczywiście ograniczone przez kable, styki, zwrotnice i rezystancję cewek głośnikowych, ale wynik pozostaje dowodem, że DM v2 potrafi bardzo skutecznie kontrolować ruch membran.

Werdykt

Konstruktorzy z Treviso nieraz udowodnili, że potrafią stworzyć nie tylko efektowny wizualnie, ale też pięknie brzmiący wzmacniacz lampowy lub hybrydowy. Wypracowali sobie tak mocną pozycję, że mogliby spocząć na laurach, od czasu do czasu prezentując jedynie lekko zmodyfikowane wersje swoich największych hitów, takich jak Simply Italy, Triode 25, S6, Preludio, Sinfonia, Performance, Unico Primo czy Unico 150. Postanowili jednak pójść o krok dalej i zaproponować wymagającym audiofilom hybrydy na sterydach - wspaniały, dopracowany w każdym calu wzmacniacz dzielony, w którym zawarto nie tylko całą wiedzę i ponad trzydziestoletnie doświadczenie włoskich inżynierów, ale także zupełnie nową, autorską technologię, która nie jest próbą wymyślenia czegoś na siłę. Kiedy poznałem jej założenia i korzyści płynące z jej stosowania, mimowolnie zacząłem się zastanawiać, dlaczego nikt inny nie wymyślił tego wcześniej. Przecież to nie tak, że musieliśmy poczekać, aż powstanie jakiś zupełnie nowy rodzaj tranzystorów. Wszystkie elementy leżały na stole już dawno i oczywiście wielu producentów proponowało swoje rozwiązania, od systemów w stylu heglowskiego SoundEngine'a po klasę G. Dodajmy do tego nowe obudowy, funkcjonalność godną naprawdę nowoczesnego sprzętu i jakość, z której Unison Research jest ogólnie znany, a otrzymamy hi-endowy wzmacniacz na lata.

Najważniejsze jest jednak coś, co akurat (mówię to jako fan i posiadacz sprzętu tej marki) zupełnie mnie nie zaskoczyło - niezwykle naturalny dźwięk, który może nie wbija w fotel po kilku sekundach odsłuchu, za to coraz bardziej imponuje i wchodzi pod skórę z każdą kolejną minutą. Unico PRE v2 i Unico DM v2 naprawdę robią to, o czym wielu producentów potrafi tylko pięknie opowiadać - łączą lampową muzykalność z tranzystorową mocą. I robią to w taki sposób, że gdybym nie wiedział, jak zbudowany jest sprzęt, którego słucham, mógłbym się tego nawet nie domyślić. Równie dobrze mógłbym wyobrażać sobie, że kolumnami steruje potężny wzmacniacz tranzystorowy o przyjaznym usposobieniu i wyjątkowej kulturze grania albo wyjątkowo mocny lampowiec, który zamiast wpisywać się w stereotyp muzycznego romantyka, potrafi też przyłożyć i pokazać, że barwa, spójność i muzykalność nie muszą kłócić się z dynamiką, rozdzielczością i mocnym, sprężystym basem.

Jeżeli będziecie mieli okazję posłuchać opisywanego zestawu, przestrzegam przed zbyt głębokim analizowaniem jego brzmienia, ponieważ szybko można przejść od słuchania i oceniania do wewnętrznych dyskusji natury filozoficznej. Ten dźwięk jest naturalny, lekko ciepły i przyjemny, ale nigdy kleisty, przeciągnięty ani ospały. Bas jest potężny, głęboki i niezwykle precyzyjny - bardzo zbliżony do tego, co oferuje Hegel H20, lecz bogatszy fakturowo i odrobinę bardziej organiczny. Średnica ma lampową barwę i namacalność, nie tracąc czytelności. Góra jest pięknie wykończona, ale nie wycofana. Przejrzystość nie polega na chamskim eksponowaniu szczegółów, lecz na zachowaniu całego muzycznego planktonu. Przestrzeń jest szeroka i głęboka, a jednocześnie stabilna, uporządkowana i odporna na zagęszczanie materiału. Co najważniejsze, zestaw nie odziedziczył większości typowo lampowych przypadłości. Nie spowalnia, nie rozmiękcza basu, nie gubi rytmu i nie pozwala scenie rozpłynąć się w pięknej, lecz mało precyzyjnej mgle. Zachował natomiast to, co w lampach najcenniejsze - barwę, płynność, naturalny sposób prezentowania mikrodetali i poczucie, że każdy dźwięk ma bogate wnętrze, a nie tylko ostro zarysowane kontury.

Włoska dzielonka nie jest oczywiście całkiem pozbawiona wad. Zestaw jest duży, ciężki, kosztowny i pobiera sporo energii. PRE v2 oferuje bogate wyposażenie, ale nie ma streamera, regulacji balansu ani wyjścia słuchawkowego, a jego sekcja gramofonowa nie będzie idealnym partnerem dla każdej egzotycznej wkładki. Wbudowany DAC zwiększa funkcjonalność, lecz właściciel wysokiej klasy źródła cyfrowego zapewne i tak będzie korzystał z zewnętrznego przetwornika. DM v2 wymaga solidnego stolika, dobrej wentylacji i ostrożności podczas przenoszenia. Są to jednak naturalne konsekwencje ambicji projektu, a nie problemy, które zaskoczą melomanów interesujących się sprzętem z górnej półki. Warto także przypomnieć, że Unison już zapowiedział premierę odtwarzacza Unico DS, który do testowanego kompletu zdaje się pasować wręcz idealnie. Nie jest to więc kupno kota w worku, gdzie po trzech latach użytkowania przedwzmacniacza i końcówki mocy będziemy pisać do producenta maile z prośbą o informację, jak mają się prace nad streamerem, przetwornikiem albo odtwarzaczem płyt CD. Unico DS łączy wszystkie te funkcje, wprowadzając przy okazji kolejną autorską technologię - F.D.F. (Frequency-Dependent Feedback), czyli sprzężenie zwrotne zależne od częstotliwości. A gdyby było nam mało wrażeń, zawsze możemy kupić drugi egzemplarz Unico DM v2, stosując bi-amping albo przełączając każdy piec w tryb monobloku i tym samym zwiększając moc do 650 W na kanał.

Jedynym poważnym minusem jest oczywiście cena. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że 61 998 zł to okazja, jakiej nie można przegapić. Obiektywnie to kupa forsy. Jeżeli jednak jesteście na bieżąco z realiami dzisiejszego hi-endu, na pewno jesteście świadomi, że wiele marek za takie pieniądze oferuje co najwyżej dizajnerski system all-in-one, "średnią" integrę, sam przedwzmacniacz albo, nie wiem, kabel zasilający. Ile może kosztować zestaw, który doświadczony audiofil uzna za docelowy? Dwieście tysięcy złotych? Milion? Trzy miliony? Sky is the limit. W tym kontekście warto pochwalić włoskich konstruktorów za to, że stworzyli wyjątkowy, dopracowany i kosztowny sprzęt, wykorzystali w nim całą swoją wiedzę o lampach i wymyślili zupełnie nowy sposób pracy tranzystorowego stopnia mocy, a mimo to zachowali kontakt z podłożem - nie poszybowali w kosmos, gdzie spora część branży unosi się bezwładnie od wielu lat, coraz bardziej oddalając się od powierzchni naszej małej, ale jakże pięknej planety. Jestem pewien, że widok z orbity jest niezapomniany. Podobno potrafi nawet wywołać głębokie metafizyczne przeżycia. Jest tylko jeden problem - w próżni nie ma muzyki. No, chyba że mówimy o magicznym dźwięku, który mogą wyczarować tylko lampy elektronowe.

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Dane techniczne

Unison Research Unico PRE v2
Lampy: 2 x ECC83/12AX7 Gold Lion
Układ DAC: ESS Sabre ES9018K2M
Wejścia analogowe: 3 x RCA, 3 x XLR, phono MM/MC, Line In
Wejścia cyfrowe: USB-B, 2 x Toslink, 2 x S/PDIF
USB: PCM do 384 kHz, DSD256
Toslink, S/PDIF: PCM do 192 kHz
Wyjścia analogowe: 2 x RCA, XLR, 2 x subwoofer, Line Out
Wzmocnienie: 20 dB (RCA), 15 dB (XLR)
Maksymalne napięcie wyjściowe: 8 V (RCA), 16 V (XLR)
Wymiary (W/S/G): 14/45/43 cm
Masa: 11 kg
Cena: 25 499 zł

Unison Research Unico DM v2
Lampy: 2 x ECC82/12AU7 Gold Lion
Zasilanie: 2 x transformator toroidalny 750 VA
Moc wyjściowa: 2 x 220 W/8 Ω, 2 x 340 W/4 Ω
Moc w trybie mono: 650 W (8/4 Ω)
Wejścia analogowe: RCA, XLR
Wymiary (W/S/G): 21/46/42 cm
Masa: 33 kg
Cena: 36 499 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma Horn Distribution. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Unison Research.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-highend


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kolejny wielki comeback - wraca moda na słuchawki przewodowe! Tylko gdzie je znaleźć?

Kolejny wielki comeback - wraca moda na słuchawki przewodowe! Tylko…

Jeszcze kilka lat temu sprawa wydawała się przesądzona. Słuchawki przewodowe miały pozostać domeną audiofilów, muzyków i ludzi, którzy z jakiegoś powodu nie chcą pogodzić się z postępem, podczas gdy cała reszta świata miała przejść na Bluetooth i już nigdy nie oglądać się za siebie. Trudno było z tym dyskutować. Kabel...

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez USB, dziś mamy serwery muzyczne, transporty sieciowe, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe i całą infrastrukturę, którą część audiofilów traktuje równie poważnie jak wzmacniacz czy kolumny. Sam przez długi...

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo dobrze!

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo…

Od kilku lat mam wrażenie, że czarna płyta przestała być nośnikiem muzyki, a zaczęła pełnić mniej więcej tę samą funkcję co rower typu ostre koło, ekspres kolbowy i broda przystrzyżona tak pieczołowicie, żeby wyglądała na nieprzystrzyżoną. Winyl jest czymś, co po prostu trzeba mieć. Najlepiej całą kolekcję. I choć nie...

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Unison Research Unico PRE v2 + Unico DM v2

Rynek sprzętu hi-fi ma dość osobliwy stosunek do postępu. W świecie streamerów, przetworników cyfrowo-analogowych, słuchawek bezprzewodowych i systemów all-in-one nowy model powinien pojawić się możliwie szybko, najlepiej z wydajniejszym procesorem,...

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...

Hegel D50

Hegel D50

Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...

Bannery boczne

Komentarze

Tom
Gram teraz na starym dobrym Creeku Destiny 2 z dodatkową końcówką mocy i nie kupiłbym tego NAD-a nawet jakby był opatrzony podwójną lub potrójną ilością watów.
Raf
Po tygodniu użytkowania śmiało mogę stwierdzić, że fajna alternatywa. Gdyby nie problemy Tidala o których Piotr wcześniej napisał, to pewnie nic bym nie zmienia...
Krzysztof
Byłem, widziałem, impreza imponująca, ludzi mnóstwo, a jednak... Brakuje mi klimatu dawnego Audio Show. Kiedyś jechało się do Warszawy na weekend, by posłuchać ...
Błażej
To było moje pierwsze Audio Video Show, ale na pewno nie ostatnie! Już nie mogę się doczekać kolejnej edycji, ale będę mądrzejszy i przed wejściem opracuję plan...
Piotr
Dziękuję za mądrze przemyślany reportaż, który zastąpił mi obecność na tej imprezie. Cieszę się, że uczestniczyłem w kilku wczesnych AVS, gdy było to do ogarnię...

Płyty

Moonspell - Far From God

Moonspell - Far From God

Do Moonspell podchodziłem w ostatnich kilkunastu miesiącach kilka razy. Efekt przypominał nieco sinusoidę. Jeden album potrafił mnie naprawdę zainteresować, przy...

Newsy

Tech Corner

Bluetooth w sprzęcie audio - wersje, kodeki, ustawienia

Bluetooth w sprzęcie audio - wersje, kodeki, ustawienia

W dobie niesamowitej popularności bezprzewodowego sprzętu audio trudno zaprzeczyć, że jest to przyszłość. I to nie tylko jeśli chodzi o urządzenia mobilne, ale także te, z których korzystamy w domu. Trzymając w ręku smartfon czy tablet, potrzebujemy przecież tylko kompatybilnej z nimi elektroniki, aby móc wygodnie odtwarzać muzykę z ulubionego...

Nowości ze świata

  • For many years, Canor built its reputation primarily on tube-based audio equipment, but the Slovak manufacturer has recently been expanding its solid-state offerings with increasing confidence. The latest example of this strategy is the Crius H5S, a compact headphone amplifier,...

  • For all the changes the hi-fi industry has gone through over the past few decades, there's something undeniably appealing about a pair of enormous American loudspeakers with big woofers, wide cabinets, and absolutely no interest in blending discreetly into the...

  • Had we told international hi-fi enthusiasts fifteen or twenty years ago that one of the world's largest and most important audio shows would one day take place in Warsaw, many would probably have found it hard to believe. Back then,...

Prezentacje

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Jak podaje popularna internetowa encyklopedia, Quad, inaczej wszędołaz, to pojazd czterokołowy przeznaczony głównie do sportu i rekreacji. Zwykle jest to coś w rodzaju czterokołowego motocykla, który doskonale nadaje się do jazdy poza drogami utwardzonymi. Ze względu na walory napędowe znajduje zastosowanie w wojsku, ratownictwie górskim i rolnictwie. Dla audiofila ten...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Callisto - Ewolucja post metalu

Callisto - Ewolucja post metalu

Skandynawia od lat słynie przede wszystkim z ekstremalnych odmian metalu, głównie z przedrostkiem "black". Jednak raz na jakiś czas trafiają...

Wywiady

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez...

Popularne artykuły

Vintage

Sony TPS-L2

Sony TPS-L2

Tak wygląda pierwszy przenośny magnetofon w historii! Wszystko się zaczęło od tego, że współzałożyciel firmy Sony - Masaru Ibuka -...

Słownik

Poprzedni Następny

Bi-amping

Rodzaj konfiguracji systemu audio, w której każda z kolumn napędzana jest nie jednym, ale dwoma wzmacniaczami. Aby zastosowanie tego rozwiązania było możliwe, kolumny muszą mieć dwie pary gniazd - dla...

Cytaty

LudwikJerzyKern.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.