NAD C3030
- Kategoria: Wzmacniacze i amplitunery
- Tomasz Karasiński

Moda na sprzęt stylizowany na urządzenia sprzed kilku dekad trwa już na tyle długo, że właściwie przestała być modą. Początkowo można było traktować ją jako krótkotrwałą odpowiedź na zmęczenie minimalizmem, ekranami dotykowymi i czarnymi skrzynkami, których obsługa rozpoczyna się od zainstalowania aplikacji, założenia konta i zaakceptowania regulaminu. Szybko okazało się jednak, że nie chodzi wyłącznie o wygląd. Wielu melomanów zaczęło tęsknić nie tyle za konkretnym kolorem forniru czy kształtem pokręteł, ile za sprzętem, który jest intuicyjny, skoncentrowany na swojej głównej funkcji i na tyle prosty w obsłudze, że można dogadać się z nim w ciągu kilku sekund. Włączamy wzmacniacz, wybieramy źródło, ustawiamy głośność i słuchamy. Bez przewijania menu, bez zastanawiania się, czy najnowsza aktualizacja poprawiła obsługę jednego serwisu streamingowego, ale zepsuła coś innego. Wychyłowe wskaźniki, klasyczne przełączniki i duże pokrętła stały się w tym układzie symbolami prostszego, bardziej namacalnego sposobu obcowania z muzyką, a także kojarzą nam się z czasami, kiedy jakość wykonania była - mówiąc bez ogródek - trochę inna. Producenci oczywiście dość szybko zauważyli ten trend, dzięki czemu dziś niemal każda firma z odpowiednio długą historią ma w katalogu urządzenie, które wygląda tak, jakby odnaleziono je w magazynie zamkniętym od 1978 roku, a tak naprawdę jest nowoczesnym wzmacniaczem wyposażonym w przetwornik cyfrowo-analogowy, wejście HDMI i Bluetooth.
NAD wydaje się wręcz stworzony do tego, aby na takim zjawisku skorzystać. Firma powstała w 1972 roku, a jej tożsamość ukształtowały proste, stosunkowo niedrogie wzmacniacze, których skromne dane katalogowe często nie miały wiele wspólnego z tym, jak sprawnie radziły sobie z prawdziwymi kolumnami. Najsłynniejszym przykładem pozostaje 3020 - niepozorna integra o mocy około 20 W na kanał, przez producenta przedstawiana jako najlepiej sprzedający się wzmacniacz hi-fi w historii. Urządzenie to było antytezą sprzętu tworzonego przede wszystkim na potrzeby katalogów i salonowych demonstracji. Nie oferowało luksusowej obudowy, imponującej liczby przycisków ani mocy, którą można było wydrukować na pudełku wielką czcionką. Miało po prostu grać, kosztować na tyle mało, aby było na nie stać praktycznie każdego melomana i zachowywać się z wymagającymi kolumnami lepiej, niż sugerowała specyfikacja. Ta filozofia przez lata pozostała jednym z najważniejszych elementów wizerunku marki. Nawet gdy NAD zaczął stosować wzmacniacze pracujące w klasie D, modułowe karty MDC, platformę BluOS, korekcję Dirac Live i układy Purifi Eigentakt, w oficjalnych materiałach wciąż powracały hasła o uczciwej mocy, prostocie, praktyczności i wydawaniu pieniędzy na to, co rzeczywiście wpływa na jakość dźwięku.
Problem polega na tym, że przez wiele lat firmowy wygląd trudno było uznać za szczególnie atrakcyjny. Szare obudowy, zielone przyciski i proste plastikowe fronty budziły wprawdzie sympatię wtajemniczonych, ale z całą pewnością nie należały do przedmiotów, które kupuje się po to, aby ustawić je w centralnym miejscu salonu. Ba! Jeszcze nie tak dawno znakiem rozpoznawczym urządzeń NAD-a było to, że są brzydkie, a ich posiadacze wręcz się tym szczycili, mówiąc, że dla nich liczy się wnętrze i brzmienie, a nie wymyślne kształty, drewniane ozdóbki i świecidełka. Sytuację zmienił C3050 LE, przygotowany z okazji pięćdziesięciolecia marki i wyprodukowany w liczbie 1972 sztuk. Jego drewniana obudowa, duże wskaźniki wychyłowe, i złote napisy na czarnym froncie odwoływały się do pierwszych urządzeń NAD-a, natomiast wnętrze wypełniono współczesną elektroniką z modułami Hypexa, przetwornikiem cyfrowo-analogowym i gniazdem MDC2. Limitowana seria rozeszła się błyskawicznie, dlatego w katalogu pojawił się nielimitowany C3050, a firma zrozumiała, że nie musi traktować stylistyki retro jak jednorazowego rocznicowego eksperymentu - można zbudować wokół niej całą linię urządzeń.
C3030 jest kolejnym krokiem na tej drodze, ale nie należy przedstawiać go wyłącznie jako pomniejszonego i tańszego C3050. Sam symbol wskazuje na starszy model, który pojawił się w 1976 roku, jeszcze przed legendarnym 3020. Oryginalny 3030 należał do serii trzech wzmacniaczy zintegrowanych i oferował moc 2 x 30 W przy 8 Ω. Miał końcówkę mocy pracującą w klasie AB, wejście gramofonowe, regulację barwy, loudness, filtry oraz analogowe wskaźniki. Pod względem technicznym był więc typowym produktem swojej epoki, jednak część zastosowanych w nim rozwiązań trafiła później do 3020. Nowy C3030 nie jest jego repliką. Nie odtwarza starego układu, nie próbuje zachować analogowej topologii i nie udaje, że ostatnie pięćdziesiąt lat rozwoju elektroniki się nie wydarzyło. Łączy z pierwowzorem proporcje, podstawowe założenia stylistyczne i ogólną ideę niewielkiego, kompletnego wzmacniacza, ale jego wnętrze jest na wskroś nowoczesne. Mamy więc dość typowy w ostatnich latach mechanizm, polegający na łączeniu klasycznego wzornictwa z elektroniką, która równie dobrze mogłaby zostać zapakowana w zwyczajne, minimalistyczne, plastikowe pudełko. Czyli takie, jakie z pewnością wybraliby ludzie, którym faktycznie nie zależy na wyglądzie sprzętu, a nawet chcieliby, aby był on niewidoczny. C3030 powstał z myślą o tych, którzy zdecydowanie chcą otaczać się fajnymi, ciekawymi, ładnymi rzeczami i nie planują chować swojego wzmacniacza w ciemnym zakamarku szafki pod telewizorem.
Już na początku trzeba jednak zwrócić uwagę na coś, co - w odróżnieniu od atrakcyjnego wyglądu - całkowicie zgadza się z filozofią NAD-a, sprawiając jednocześnie, że C3030 może niemal z miejsca stać się rynkowym hitem. Tym czymś jest cena. Znawcy tematu wiedzą, że choć stylistyka retro dotarła już nawet do sfery budżetowej, za naprawdę ładne, porządnie wykonane, markowe urządzenia trzeba słono zapłacić. Przykłady? Weźmy chociażby kilka urządzeń, które miałem przyjemność testować. JBL SA550 - 9390 zł, Yamaha R-N1000A - 7399 zł, JBL SA750 - 13 900 zł, Rose RA180 - 29 999 zł. Wspomniany wyżej NAD C3050 LE kosztował 10 699 zł. Oczywiście można też znaleźć znacznie tańsze propozycje, ale wyraźnie widać, że powrót do stylistyki retro i połączenie jej z odpowiednią jakością wykonania - taką, jaka kojarzy nam się z "tamtymi czasami" - słono kosztuje. Tymczasem polska cena C3030 wynosi 4399 zł. To jest, jakby nie patrzeć, zupełnie inna rozmowa. Obecnie jest to bowiem klasa budżetowa - segment, w którym znajdziemy dość proste, uczciwie wykonane integry, takie jak Atoll IN50 Signature, Rotel A14 MkII, Leak Stereo 130, Musical Fidelity M3si czy Audiolab 7000A. C3030 ma jednak kilka cech, których konkurenci zwykle nie łączą w jednej obudowie - wejście gramofonowe, HDMI eARC, Bluetooth, wyjście subwooferowe z filtrem dla kolumn i wzornictwo, które - co tu dużo mówić - robi robotę. Pytanie brzmi tylko, czy pod tą efektowną otoczką znajduje się wzmacniacz naprawdę godny firmowej tradycji, czy też nostalgia posłużyła NAD-owi do podniesienia ceny za stosunkowo prostą konstrukcję oferującą przeciętne brzmienie.

Wygląd i funkcjonalność
Pierwszy kontakt z C3030 może być nieco zaskakujący, ponieważ urządzenie jest mniejsze, niż wydaje się na zdjęciach. Przy szerokości 356 mm, wysokości 129 mm i głębokości 329 mm nie należy ani do pełnowymiarowych komponentów o szerokości 43-44 cm, ani do typowych klocków z kategorii mini. To raczej format pośredni, który pozwolił zachować proporcje dawnych wzmacniaczy, a jednocześnie ułatwia ustawienie urządzenia na komodzie, półce lub niezbyt dużym stoliku. C3030 waży 5,8 kg, więc również pod tym względem nie przypomina klasycznych pieców wyposażonych w duży transformator toroidalny i ciężkie radiatory. Mimo to nie sprawia wrażenia zabawki. Obudowa jest sztywna i budzi zaufanie, panel frontowy prezentuje się solidnie, a czarne powierzchnie przełamane zielonkawym podświetleniem i złotymi opisami tworzą spójną, wyrazistą całość. Opakowanie to zupełnie standardowy karton, a w zestawie znalazły się tylko niezbędne akcesoria - przewód zasilający, antena Bluetooth, pilot BC1 z bateriami oraz podstawowa dokumentacja.
Najważniejszym elementem frontu są oczywiście dwa analogowe wskaźniki. Umieszczono je w górnej części panelu, dzięki czemu dominują nad całą resztą i od pierwszej chwili określają charakter urządzenia. Po uruchomieniu podświetlają się na czerwono, sygnalizując działanie układów zabezpieczających, po czym zmieniają kolor na jasny, lekko zielonkawy. Wskazówki mogą prezentować poziom sygnału wejściowego albo moc wysyłaną do kolumn. Odpowiedni tryb wybieramy niewielkim przełącznikiem na tylnej ściance. Pierwszy wariant zapewnia efektowny ruch nawet podczas cichego słuchania, natomiast drugi jest bardziej związany z rzeczywistym obciążeniem końcówki. Należy jednak traktować mierniki przede wszystkim jako element dekoracyjny. Nie jest to narzędzie laboratoryjne pozwalające dokładnie określić moc, jaką wzmacniacz oddaje w danej chwili. Inna sprawa, czy dokładna wartość kogokolwiek interesuje i co ta wiedza miałaby nam dać. W codziennym użytkowaniu nie ma to większego znaczenia, ponieważ większość właścicieli będzie po prostu obserwować wychylające się wskazówki, a nie sprawdzać, czy pozycja 0 dB rzeczywiście odpowiada mocy 75 W. Bardziej dokuczliwe może być to, że podświetlenia nie da się przyciemnić ani wyłączyć. W ciągu dnia wygląda świetnie, ale w zaciemnionym pokoju może stać się źródłem światła, które będzie dawało się we znaki.
TEST: Bluesound Node Nano
Jeśli chodzi o układ frontu, kluczowe jest oczywiście duże pokrętło głośności umieszczone po prawej stronie. Nie jest to klasyczny, analogowy potencjometr, lecz element sterujący elektronicznym regulatorem, dlatego obraca się bez ograniczeń, a aktualny poziom wskazuje rząd kolorowych diod. Rozwiązanie to ma swoje zalety. Po zmianie głośności pilotem zawsze wiemy, jakie jest aktualne ustawienie, a elektroniczna regulacja powinna zapewniać dobrą zgodność kanałów również przy cichym słuchaniu. Z drugiej strony LED-owa skala nie prezentuje się równie elegancko jak wskaźniki i typografia w stylu retro. Wygląda trochę tak, jakby projektanci bardzo długo dopracowywali górną część frontu, po czym przypomnieli sobie, że muszą jeszcze pokazać użytkownikowi poziom głośności. Nie psuje to ogólnego efektu, ale dla kogoś, kto interesuje się sprzętem hi-fi z dawnych lat, może to wyglądać jak pomieszanie dwóch epok - wskaźniki i czcionka jak z lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, a rząd zielonych LED-ów zalatuje "ejtisami". Trzeba jednak oddać, że C3030 wygląda bardzo NAD-owo, jeśli wiecie, co mam na myśli.
Dolny pas frontu wypełniają fizyczne przyciski i pokrętła. Po lewej stronie umieszczono włącznik oraz wyjście słuchawkowe 6,3 mm, dalej regulację basu i sopranów, pięć przycisków wyboru źródeł oraz balans. Wszystko jest dostępne bez wchodzenia do menu, ponieważ żadnego menu tu nie ma. Nie otrzymujemy też wyświetlacza, wielofunkcyjnego pokrętła ani kombinacji klawiszy niezbędnych do wykonania podstawowych operacji. Każde źródło ma osobny przycisk, a korekcję barwy obsługuje się dokładnie tak, jak można się tego spodziewać. W czasach, gdy niektóre wzmacniacze wymagają uruchomienia aplikacji nawet po to, aby zmienić czułość wejścia lub wyłączyć automatyczne usypianie, taka dosłowność jest odświeżająca. Można powiedzieć, że NAD nie proponuje niczego odkrywczego, ale być może właśnie to jest najważniejszym elementem całego projektu. C3030 nie próbuje udowadniać, że nowoczesny wzmacniacz musi być skomplikowany.
Kilka funkcji konfiguracyjnych ukryto pod dłuższym naciskaniem wybranych przycisków. Można na przykład włączyć lub wyłączyć automatyczne wykrywanie sygnału, tryb czuwania oraz zapamiętywanie niezależnych poziomów głośności dla poszczególnych wejść. Ta ostatnia opcja jest szczególnie praktyczna, ponieważ różnice między gramofonem, telewizorem i źródłem cyfrowym mogą być znaczne. Po odpowiednim skonfigurowaniu wzmacniacz nie zaskoczy nas nagłym skokiem poziomu po przełączeniu z cichego phono na głośny sygnał z HDMI. Osobno można kontrolować automatyczne ponowne łączenie Bluetooth. Pilot jest wygodny, ale jest to model dodawany do wielu różnych urządzeń NAD-a i o ile do tych utrzymanych w nowoczesnym stylu pasuje idealnie, o tyle do opisywanej integry już nie do końca. Szczerze mówiąc, wygląda tak, jakby został podkradziony z innego urządzenia. Część przycisków nie ma w C3030 żadnego zastosowania. Funkcjonalnie trudno uznać to za poważny problem, jednak przy wzmacniaczu tak mocno opartym na stylistyce i fizycznym kontakcie ze sprzętem można było oczekiwać sterownika zaprojektowanego specjalnie dla niego. Firma poświęciła wiele uwagi takim detalom jak czcionka, kolor opisów i zachowanie wskaźników podczas uruchamiania, a potem dorzuciła do pudełka uniwersalny pilot. Na szczęście urządzenie zachęca do obsługi z przedniego panelu, więc nie każdy właściciel będzie z niego intensywnie korzystał.
Tylna ścianka pokazuje, że C3030 został pomyślany jako centrum niewielkiego, współczesnego systemu. Do dyspozycji mamy wejście gramofonowe MM z zaciskiem uziemiającym, jedną parę liniowych gniazd RCA, wejście optyczne, HDMI eARC, antenę Bluetooth, monofoniczne wyjście subwooferowe i jedną parę terminali głośnikowych. Jest również port serwisowy USB-C, ale nie służy on do przesyłania muzyki z komputera. Brakuje wejścia koaksjalnego, USB-B, XLR-ów, wyjścia z przedwzmacniacza, wejścia na końcówkę mocy i drugiej pary zacisków głośnikowych. Nie znajdziemy też gniazda MDC2, więc wersji podstawowej nie da się później rozbudować o wewnętrzną kartę BluOS i Dirac Live. Jeżeli patrząc na C3030, macie wrażenie, że jest to mniej więcej to, czego szukacie, ale brakuje mu kilku funkcji, warto wspomnieć, że istnieje coś takiego jak C3030S, czyli zasadniczo wersja ze streamingiem. Na tylnym panelu znajdują się wówczas dwa elementy umożliwiające podłączenie wzmacniacza do sieci - gniazdo LAN i antena Wi-Fi. Całość bazuje oczywiście na systemie BluOS. C3030S kosztuje 5599 zł, więc wychodzi właściwie tyle samo, ile zapłacilibyśmy za C3030 i niewielki streamer w stylu Bluesounda Node Nano.
Dla miłośników klasycznych systemów stereo największym ograniczeniem będzie jedno wejście liniowe. Pytanie tylko, komu dziś potrzeba więcej gniazd RCA i co moglibyśmy do nich podłączyć. Odtwarzacz CD, magnetofon, tuner radiowy? W systemie składającym się z gramofonu, telewizora i jednego transportu cyfrowego wszystko będzie w porządku. Problem pojawi się wtedy, gdy zechcemy podłączyć analogowy odtwarzacz CD, zewnętrzny streamer i osobny przetwornik albo przedwzmacniacz gramofonowy. Wzmacniacz stylizowany na urządzenie z epoki wielu fizycznych źródeł paradoksalnie obsługuje ich mniej niż większość klasycznych piecyków, w których niemal zawsze można było zobaczyć długi rząd gniazd RCA. Z drugiej strony projektanci najwyraźniej założyli, że współczesny użytkownik nie buduje już wieży z tunera, magnetofonu, odtwarzacza kasetowego, korektora i nie wiadomo, czego jeszcze. Gramofon otrzymuje własne wejście, telewizor korzysta z HDMI, odtwarzacz CD lub streamer można podłączyć optycznie, a jedno RCA pozostaje dla urządzenia, którego nie udało się przypisać do żadnej innej kategorii. Jest to jak najbardziej logiczne. Ktoś, komu potrzeba więcej wejść analogowych, prawdopodobnie i tak nie zainteresuje się takim kompaktowym wzmacniaczem.
Kolejne elementy wyposażenia zdradzają, że pod vintage'ową skórką C3030 jest urządzeniem na wskroś nowoczesnym. Wejście HDMI eARC sprawia, że wzmacniacz ten może zastąpić soundbar i stać się podstawą dwukanałowego zestawu również podczas oglądania filmów. Telewizor powinien przesyłać sygnał PCM, a jego pilot może kontrolować poziom głośności wzmacniacza. Nie ma tu żadnego przelotowego toru wideo ani dekoderów dźwięku wielokanałowego. NAD pozostaje klasycznym wzmacniaczem stereo, tyle że rozumiejącym, iż dla wielu użytkowników telewizor jest dziś jednym z najczęściej używanych źródeł. To znacznie bardziej praktyczny dodatek niż kolejna para wejść dla magnetofonu, choć część audiofilów nadal traktuje HDMI jak ciało obce w systemie hi-fi.
Po aktywacji filtra najniższe częstotliwości nie trafiają do końcówki mocy i głośników, dzięki czemu mogą one pracować z mniejszym wychyleniem membran, a wzmacniacz zachowuje większy zapas dynamiczny. Nie jest to pełny system zarządzania basem, ale takie rozwiązanie jest niezwykle sensowne, szczególnie w zestawach z małymi kolumnami podstawkowymi.Dla tych, którzy chcą więcej wrażeń zarówno podczas słuchania muzyki, jak i wieczornych projekcji serialowo-filmowych, pozostaje jeszcze jedna ścieżka rozbudowy - wyjście subwooferowe współpracujące z przełączanym filtrem górnoprzepustowym o częstotliwości 80 Hz dla kolumn głównych. I to jest moim zdaniem bardzo ciekawa sprawa. Po aktywacji filtra najniższe częstotliwości nie trafiają do końcówki mocy i głośników, dzięki czemu mogą one pracować z mniejszym wychyleniem membran, a wzmacniacz zachowuje większy zapas dynamiczny. Nie jest to pełny system zarządzania basem. Częstotliwości odcięcia nie można zmienić, a poziom, fazę i filtr dolnoprzepustowy trzeba ustawić na subwooferze. Mimo to rozwiązanie jest niezwykle sensowne, szczególnie w zestawach z małymi kolumnami podstawkowymi. Wielu producentów instaluje wyjście subwooferowe, ale wysyła pełne pasmo do kolumn, przez co dodatkowy głośnik zwiększa ilość najniższego basu, nie odciążając głównego systemu. NAD idzie krok dalej i robi to w prosty, ale skuteczny sposób - bez aplikacji, mikrofonu i skomplikowanej konfiguracji. A że częstotliwość podziału jest stała i odgórnie ustalona? Spokojnie - w większości sytuacji doskonale się sprawdzi, bo wiele kolumn właśnie poniżej 70-80 Hz wchodzi w zakres problematyczny. Bas albo znika, albo zaczyna się kombinowanie - podbicie, buczenie i ratowanie sytuacji bass-refleksem, a niepożądane efekty tych zabiegów są najczęściej wzmacniane przez mody pomieszczenia. Subwoofer można wtedy ustawiać na milion sposobów, a głośniki główne nadal buczą. Tutaj problem można wyeliminować szybko i skutecznie, a następnie zająć się dopieszczaniem ustawień aktywnego głośnika basowego. Brawo!
Wejście gramofonowe obsługuje oczywiście tylko wkładki MM. Nie ma regulacji impedancji, pojemności ani wzmocnienia, ale parametry 46 kΩ i 100 pF dobrze pasują do wielu popularnych modeli. Zastosowana korekcja RIAA obejmuje dodatkowe ograniczenie wysokich częstotliwości, zgodne z rozwiązaniem spotykanym w układach odwołujących się do stałej Neumanna. NAD zapewnia, że sekcja phono została zaprojektowana jako pełnoprawny element wzmacniacza, a nie tani dodatek umożliwiający umieszczenie ikony gramofonu na pudełku. Dobry, zewnętrzny phono stage prawdopodobnie będzie jeszcze lepszym rozwiązaniem, ale na początek albo do sporadycznego słuchania muzyki z winylu ten wbudowany spokojnie wystarczy. Bluetooth obsługuje między innymi kodek aptX HD, więc też nie jest to jakieś beznadziejne, tanie rozwiązanie, którego jedynym sensem jest umieszczenie odpowiedniego znaczka na pudełku lub uzupełnienie funkcjonalności wzmacniacza o możliwość dorywczego, awaryjnego odsłuchu z telefonu.
Z której strony by nie spojrzeć, NAD C3030 to naprawdę fajny wzmacniacz. Może nie jest spełnieniem marzeń audiofila, który w swoim systemie najchętniej widziałby lampowy przedwzmacniacz i potężną, ciężką tranzystorową końcówkę mocy, ale jest zaskakująco dobrze wyposażony, dobrze wykonany, ładny i nie kosztuje majątku, a z mocą 50 W na kanał bez problemu napędzi większość typowych kolumn. Tak naprawdę jedynym poważniejszym minusem jest brak funkcji strumieniowych, co jednak można bardzo prosto naprawić, wybierając model C3030S. Takie rozdzielenie modeli ma sens. Wprawdzie ciężko mi wyobrazić sobie klienta, który słucha muzyki wyłącznie z winyli i płyt kompaktowych, a streamingiem się brzydzi i go nie potrzebuje, ale część osób ma już streamer - chociażby coś w stylu Bluesounda kupionego kilka lat temu. W takiej sytuacji nie ma co dublować funkcji. 1200 zł piechotą nie chodzi, a w przyszłości będzie można dołożyć tę kwotę do lepszego, nowszego, poważniejszego źródła. Z drugiej strony dodanie streamera oznacza kolejne pudełko, przewód zasilający i zajęcie jedynego wejścia optycznego lub liniowego. Wersja "S" rozwiązuje ten problem, ale jest droższa i wprowadza warstwę programową, której bazowy model został celowo pozbawiony. Wybór nie sprowadza się więc do pytania, czy lubimy streaming. Chodzi również o to, czy wolimy sprzęt zamknięty i kompletny, czy system złożony z niezależnych elementów, które można później wymieniać. Jeśli wybierzemy C3030S, za chwilę pojawi się kolejna wątpliwość - czy nie lepiej dołożyć 1800 zł, aby przeskoczyć na model C3050. Tu różnice są już wyraźne. Dostajemy większy, zdecydowanie poważniejszy wzmacniacz w drewnianej obudowie, dwukrotnie wyższą moc, kilka dodatkowych funkcji oraz slot na moduły MDC. Ten, który będzie nas interesował najbardziej, czyli karta streamera MDC BluOS 2i, kosztuje jednak 2199 zł, więc robi się już 9598 zł, a przecież zaczynaliśmy rozważania od C3030 za 4399 zł. Wróćmy więc do bohatera naszego testu i sprawdźmy, jak radzi sobie w odsłuchu.

Brzmienie
Kiedy patrzy się na zielone wskaźniki, złote napisy i obudowę nawiązującą do stylistyki obowiązującej ponad pół wieku temu, łatwo wyobrazić sobie dźwięk miękki, tłusty, lekko przyciemniony i nostalgicznie przyjemny. C3030 nie idzie jednak tą drogą. Nie próbuje kopiować charakteru wzmacniaczy sprzed pięćdziesięciu lat ani maskować współczesnej końcówki mocy pracującej w klasie D warstwą sztucznego lukru. Jego podejście do muzyki jest zdecydowanie nowocześniejsze. Prezentacja jest zwarta, dynamiczna, uporządkowana i dobrze kontrolowana. Jednocześnie NAD nie wpisuje się w stereotyp konstrukcji klasy D grającej chłodno, sucho i beznamiętnie. W brzmieniu jest odrobina ciepła, gładkości i zaokrąglenia, ale zostały one wykorzystane do nadania muzyce płynności, a nie do stworzenia efektownej, miodowej barwy. To wzmacniacz, który nie stara się demonstrować neutralności za pomocą ostrych konturów i wyciągania każdego szczegółu na pierwszy plan. Jego równowaga tonalna pozostaje bliska neutralności, lecz sposób prezentacji jest spokojny, pełny i nastawiony na długie słuchanie.
Słuchając testowanego wzmacniacza, przyszła mi do głowy pewna myśl - takie podejście do dźwięku nie wynika wyłącznie z oczywistych ograniczeń budżetowych, ale ma także czysto praktyczny sens. Można bowiem założyć, że typowy posiadacz takiego sprzętu nie będzie ekstremalnie wymagającym audiofilem ani melomanem szukającym wybitnie przejrzystego, bezpośredniego brzmienia, umożliwiającego analizowanie nagrań na poziomie subatomowym. Z dużym prawdopodobieństwem będzie to osoba słuchająca zróżnicowanej muzyki - zarówno pod kątem gatunku, jak i jakości realizacji. A ponieważ C3030 może zostać wygodnie podłączony do telewizora - i większość osób z tej opcji skorzysta - odtwarzanym przez niego repertuarem będą także ścieżki dźwiękowe, dialogi, seriale, a nawet nagrywane telefonem filmy z YouTube'a. Możemy przecież słuchać muzyki z płyt winylowych, rozkoszując się analogowym dźwiękiem z trzaskami, aby po chwili włączyć transmisję meczu albo nowy odcinek serialu, w który mocno się wkręciliśmy. Każdy z tych skrajnie różnych "materiałów" trzeba odtworzyć tak, aby sprawiało nam to przyjemność, a przynajmniej nie drażniło, nie męczyło i nie wywoływało myśli, że stary soundbar wcale nie był taki zły. Aby ta misja się powiodła, sprzęt musi grać wystarczająco dynamicznie i czysto, ale przede wszystkim przyjemnie, wygładzając pewne niedoskonałości i wybaczając sporo błędów zarówno po stronie kolumn czy akustyki pomieszczenia, jak i produkcji danego nagrania. C3030 jest dokładnie takim urządzeniem. W sprzyjających okolicznościach potrafi pokazać, że jakieś tam możliwości ma, że nie jest tylko plastikowym klockiem służącym do cichego grania w tle, ale jednocześnie słychać w jego brzmieniu cały szereg elementów, które gwarantują użytkownikowi pełen komfort. Delikatne ocieplenie, nasycona średnica, łagodna góra, lekko zaokrąglony bas - to wszystko sprawia, że przebrniemy przez każdą płytę i ścieżkę dźwiękową bezboleśnie, cokolwiek by się na niej nie działo.
Największym atutem wzmacniacza jest bas. Nie chodzi wyłącznie o jego ilość, choć C3030 z całą pewnością nie brzmi lekko ani anemicznie. Niskie tony schodzą głęboko, mają odpowiednią masę i potrafią zbudować solidny fundament nawet z niewielkimi kolumnami. Ważniejsza jest jednak ich sprężystość, rytmiczność i zdolność utrzymywania porządku podczas szybkich zmian. Bas nie rozlewa się i nie zostawia za sobą długiego ogona. Jest energetyczny, dobrze prowadzony i mocno powiązany z tempem nagrania. Nawet gdy staje się obfity, nie traci zwartej, konkretnej struktury. C3030 pokazuje, na czym polega różnica między basem efektownym a takim, który oprócz głębi oferuje jeszcze nienaganną kontrolę. Tutaj po raz kolejny wychodzi na jaw dojrzałość konstruktorów NAD-a. W pierwszych minutach odsłuchu łatwo zaimponować słuchaczowi podbiciem zakresu odpowiedzialnego za uderzenie stopy i wypełnienie gitary basowej. C3030 wydaje się robić coś bardziej użytecznego. Buduje podstawę całej prezentacji, pozwalając instrumentom zachować odpowiednią skalę, ale nie wysuwa jednego wycinka pasma przed resztę. Dzięki temu muzyka elektroniczna i rockowa otrzymują oczekiwany drive, a dźwięki kontrabasu nie zamieniają się w anonimowe pomruki. Oczywiście w skali bezwzględnej "zejście" i twardość najniższego zakresu nie dorównują znacznie droższym końcówkom mocy ani urządzeniom zaprojektowanym z myślą o maksymalnej kontroli trudnych kolumn, ale w swojej klasie C3030 oferuje kombinację energii, głębokości i rytmu, która może wręcz przesądzić o wyborze.
Idźmy więc dalej. Średnica jest bliska, czytelna i dobrze wypełniona, ale nie przesłodzona. Wokale mają odpowiednią masę i obecność, a instrumenty akustyczne nie są redukowane do cienkich konturów. NAD nie próbuje sztucznie wypychać głosów przed linię kolumn, jednak daje im substancję pozwalającą łatwo śledzić treść i emocje. Można odnieść wrażenie, że ten zakres został osadzony nieco niżej niż w urządzeniach dążących do jasnej, otwartej prezentacji. Nie oznacza to przyciemnienia, lecz raczej mocne powiązanie średnicy z wyższym basem. Brzmienie jest dobrze osadzone, konkretne i stabilne. Nasycenie nie odbywa się kosztem szybkości. Gitary, fortepian i instrumenty dęte zachowują właściwy atak, choć nie odbywa się to na zasadzie sztucznego wyostrzania krawędzi. Wzmacniacz nie rozpruwa dźwięku na pojedyncze włókna i nie próbuje pokazywać faktury każdego instrumentu z precyzją urządzeń kosztujących wielokrotnie więcej. Jego priorytetem pozostaje spójność. Dźwięki mają naturalnie łączyć się w frazy, a nie konkurować ze sobą o uwagę słuchacza. Przy prostych nagraniach daje to wrażenie bezpośredniości i swobody, natomiast w bardzo gęstym materiale może zabraknąć ostatecznego rozwarstwienia, mikrodynamiki i subtelności. Trudno jednak mieć pretensje, że wzmacniacz za 4399 zł nie oferuje tego poziomu rozdzielczości, co kilkukrotnie droższe piecyki dla doświadczonych, wymagających audiofilów.
Góra pasma pozostaje czysta i wystarczająco szczegółowa, ale nie jest traktowana jako narzędzie do tworzenia efektu pozornej przejrzystości. Talerze perkusji, pogłosy i drobne informacje przestrzenne są obecne, lecz nie są stawiane w świetle reflektorów. Wysokie tony są gładkie i "bezpieczne". Dzięki temu gorzej zrealizowane nagrania, ostre gitary i syczące wokale nie stają się nieznośne po kilku minutach. Wzmacniacz jest tolerancyjny, ale nie bezkrytyczny. Naturalna ostrość niektórych instrumentów pozostaje słyszalna, ale nie zostaje dodatkowo podkręcona. Taki balans powinien ułatwiać dobór kolumn. C3030 wydaje się naturalnym partnerem dla monitorów i smukłych podłogówek o neutralnym lub lekko jasnym charakterze. Zestawy potrzebujące mocniejszej podstawy basowej i spokojniejszej góry mogą otrzymać dokładnie to, czego im brakuje. Szczególnie interesujące powinny być połączenia z kolumnami o metalowych kopułkach. NAD nie odbierze im energii, ale może ograniczyć nerwowość i nadać prezentacji większą masę. Ostrożniej należałoby podejść do konstrukcji już z natury ciepłych, miękkich i obfitych w wyższym basie. W takim systemie łagodna strona wzmacniacza mogłaby zostać przesadnie wzmocniona, choć ostateczny rezultat będzie zależał od akustyki, ustawień i oczywiście preferencji słuchacza.
Co ciekawe, C3030 potrafi zaskoczyć dynamiką. Widniejąca w tabeli danych technicznych wartość 50 W okazuje się myląca. C3030 nie zachowuje się jak delikatna integra przeznaczona wyłącznie do cichego słuchania. Jego siła nie polega jednak na naparzaniu bez opamiętania, lecz na zachowywaniu spokoju w momentach, gdy nagranie staje się gęste i głośne. NAD potrafi szybko przejść od spokojnego tła do mocnego uderzenia, nie tracąc rytmu i nie produkując nieprzyjemnego jazgotu. Nie oznacza to oczywiście, że C3030 zastąpi 200-watową końcówkę w ogromnym pomieszczeniu, ale w typowych warunkach domowych daje znacznie większe poczucie swobody, niż można byłoby oczekiwać po podstawowej specyfikacji. Swoboda dynamiczna pozostaje słyszalna również przy cichym słuchaniu. Wzmacniacz nie potrzebuje wysokiego poziomu, aby ożywić rytm i nadać instrumentom odpowiednie proporcje. To ważne, bo wiele urządzeń brzmi przekonująco dopiero wtedy, gdy głośność pozwala kolumnom w pełni się otworzyć. C3030 zachowuje czytelność i podstawową energię także wieczorem, choć oczywiście najniższy bas i wrażenie "fizyczności" przekazu nie będą takie same, chyba że zdecydujemy się na konfigurację z aktywnym subwooferem i podczas nocnych odsłuchów delikatnie damy mu do pieca. Elektroniczna regulacja głośności powinna dodatkowo pomagać w utrzymaniu równowagi kanałów w dolnym zakresie.
C3030 sprawdza się nie tylko podczas odsłuchu, ale potrafi zaskoczyć w zastosowaniach telewizyjno-kinowych. Podłączcie do NAD-a parę dobrych kolumn, odpalcie film lub serial, w którym dużo się dzieje w warstwie dźwiękowej, a na pewno nie zatęsknicie za soundbarem.Przestrzeń w wydaniu opisywanego piecyka jest co najmniej przyzwoita, a jak na realia tego przedziału cenowego - bardzo dobra. Wzmacniacz potrafi wyprowadzić dźwięk poza linię kolumn, nie rozmywając pierwszego planu. Wokale pozostają dobrze zakotwiczone, a instrumenty zachowują czytelne pozycje, nawet gdy aranżacja staje się bardziej rozbudowana. C3030 nie tworzy jednak przestrzeni poprzez odsuwanie wszystkiego od słuchacza ani dodawanie sztucznej mgiełki. Pierwszy plan pozostaje obecny i konkretny. Można powiedzieć, że NAD najpierw buduje atmosferę oraz skalę wydarzenia, a dopiero później zajmuje się precyzyjnym rysowaniem każdego źródła. Nie jest urządzeniem dla kogoś, kto chce godzinami analizować odległość między drugim skrzypkiem a tylną ścianą studia. Lepiej radzi sobie z pokazaniem muzycznej całości i kontekstu, co znów doskonale wpisuje się w jego ogólny charakter. Głębia jest dobra, ale nie tak imponująca jak szerokość. Droższe wzmacniacze potrafią dokładniej różnicować kolejne plany, wyraźniej pokazywać akustykę pomieszczenia i wydobywać drobne pogłosy. C3030 nie spłaszcza wszystkiego do jednej linii, jednak nie osiąga poziomu urządzeń za dwukrotnie większe pieniądze - tak różowo już nie jest, ale też nie sądzę, aby ktokolwiek takich cudów oczekiwał. Co ważne, taka przestrzeń sprawdza się nie tylko podczas odsłuchu, ale potrafi zaskoczyć w zastosowaniach telewizyjno-kinowych. Podłączcie do NAD-a parę dobrych kolumn, odpalcie film lub serial, w którym dużo się dzieje w warstwie dźwiękowej, a na pewno nie zatęsknicie za soundbarem.
Na koniec zostawiłem sobie dodatki i początkowo planowałem rozbijać opis na części - Bluetooth, wejście gramofonowe i gniazdko słuchawkowe. Szybko okazało się jednak, że o każdym z tych bonusów mogę napisać dokładnie to samo - jest, działa, gra i doskonale pasuje do całości zarówno pod kątem charakteru, jak i ogólnej jakości prezentacji. Wbudowany phono stage pozwoli podłączyć do C3030 fajny, niedrogi gramofon i cieszyć się brzmieniem czarnych płyt bez wydawania tysiąca czy dwóch tysięcy złotych na kolejny klocek i okablowanie. Jakość dźwięku jest w zupełności wystarczająca, aby ta zabawa sprawiała nam frajdę. Kto zechce pójść dalej, zainwestuje we wkładkę z wyższej półki i kilka akcesoriów, a przede wszystkim zgromadzi kolekcję winyli na tyle dużą, by taki wydatek był uzasadniony, z pewnością z czasem rozejrzy się za osobnym przedwzmacniaczem korekcyjnym. Wyjście słuchawkowe? Ta sama historia - jest okej, do okazjonalnego podłączenia nauszników (bo chyba mało kto kupuje wzmacniacz zintegrowany, aby codziennie podpinać do niego słuchawki) na pewno wystarczy. Wśród wszystkich gniazd i dodatkowych funkcji NAD-a nie ma takiej, która wybijałaby się ani in plus, ani in minus. C3030 to po prostu znakomicie skomponowana całość. Ten niepozorny wzmacniacz oferuje dźwięk mocniejszy, dojrzalszy i bardziej uniwersalny, niż sugerowałyby jego gabaryty i moc. Nie jest mistrzem analityczności, ale jego przewaga polega na tym, że żaden aspekt prezentacji nie utrudnia nam słuchania. Bas jest duży, ale nie powolny. Średnica jest nasycona, ale nie przypomina rozgotowanego ciasta. Góra jest łagodna, ale nie do tego stopnia, abyśmy zastanawiali się, czy nie zepsuły nam się tweetery w kolumnach. Scena stereofoniczna jest odpowiednio duża, ale nie sztucznie nadmuchana. To zestaw cech typowy dla urządzenia, które ma współpracować z różnymi kolumnami, źródłami i nagraniami, nie zmuszając właściciela do budowania całego systemu wokół jednej dominującej cechy.

Budowa i parametry
NAD C3030 to stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany z kilkoma dodatkowymi funkcjami, ale pozbawiony łączności sieciowej, ponieważ tę znajdziemy w droższym modelu z dopiskiem "S". Pod względem technicznym opisywany model nie ma właściwie nic wspólnego z oryginałem z 1976 roku. Pod pokrywą nie znajdziemy dużego transformatora ani klasycznej, tranzystorowej końcówki mocy pracującej w klasie AB. Współczesny model wykorzystuje zasilacz impulsowy i moduł Hypex UcD102 V1 pracujący w klasie D. NAD opisuje tę architekturę jako HybridDigital UcD, ale nie należy mylić jej ani z konstrukcjami DirectDigital, w których sygnał cyfrowy bezpośrednio steruje stopniem wyjściowym, ani z droższymi układami Purifi Eigentakt stosowanymi w wyższych modelach firmy. Technologia UcD została opracowana przez Bruno Putzeysa i od lat jest wykorzystywana w urządzeniach wielu producentów. Jej najważniejsze zalety to wysoka sprawność, niewielkie rozmiary, stosunkowo mała emisja ciepła i dobre zachowanie z różnymi obciążeniami. W C3030 pozwoliła zamknąć wydajny wzmacniacz w kompaktowej obudowie bez wielkich radiatorów i wentylatora. Urządzenie podczas pracy pozostaje chłodne lub najwyżej lekko ciepłe. To zupełnie inna filozofia niż w klasycznych integrach, których znaczną część masy stanowią transformator, radiatory i sztywna, metalowa obudowa potrzebna do utrzymania ich we właściwej pozycji.
Przedwzmacniacz wykorzystuje układ scalony JRC NJW1194, łączący funkcje selektora wejść, regulacji głośności i korekcji barwy. Dzięki temu możliwe jest sterowanie enkoderem i pilotem, zapamiętywanie poziomów oraz utrzymanie dobrego balansu między kanałami. Dla purystów informacja o scalonym regulatorze może nie brzmieć romantycznie, ale tutaj miało to być praktyczne, powtarzalne i wystarczająco przezroczyste, a nie efektowne na zdjęciu z odkręconą pokrywą. Sekcja cyfrowa korzysta z odbiornika Burr-Brown PCM9211 oraz przetwornika Texas Instruments PCM5242. Sam DAC jest zdolny do obsługi sygnałów o parametrach wyższych niż te, które przyjmie C3030, ale dostępne wejścia ograniczają maksymalny format do PCM 24 bit/192 kHz. Nie ma obsługi DSD ani MQA, co w wersji bez funkcji sieciowych trudno uznać za poważny problem. Brak wejścia USB oznacza natomiast, że użytkownik komputera będzie potrzebował zewnętrznego interfejsu lub przetwornika. Transport CD, telewizor i większość streamerów bez trudu podłączymy do wejścia optycznego. Stopień gramofonowy MM ma impedancję 46 kΩ, pojemność 100 pF i czułość 1,6 mV. Maksymalny sygnał wejściowy przy 1 kHz przekracza 15 mV RMS, a stosunek sygnału do szumu wynosi ponad 82 dB. Charakterystyka RIAA obejmuje ograniczenie przy 50 kHz filtrem drugiego rzędu. Taki układ nie oferuje regulacji parametrów, ale powinien poprawnie współpracować z większością popularnych wkładek MM. Niska pojemność wejściowa daje pewien zapas na kabel gramofonowy, co jest szczególnie istotne w przypadku wkładek wrażliwych na całkowite obciążenie pojemnościowe.
Producent deklaruje moc ciągłą 2 x 50 W zarówno przy 8, jak i 4 Ω, mierzoną przy obu kanałach obciążonych w całym paśmie od 20 Hz do 20 kHz. Jest to zgodne z tradycyjną dla NAD-a koncepcją Full Disclosure Power. Firma od dawna podkreśla, że moc nie powinna być podawana tylko dla jednego kanału, jednej częstotliwości i krótkiego impulsu, ponieważ taki wynik niewiele mówi o zachowaniu wzmacniacza podczas rzeczywistej pracy. Konsekwencją jest specyfikacja wyglądająca mniej efektownie niż u niektórych konkurentów, ale łatwiejsza do osiągnięcia w normalnych warunkach. Jeszcze ciekawsze są dane dynamiczne. C3030 ma oddawać 120 W przy 8 Ω, 250 W przy 4 Ω i 390 W przy 2 Ω, a szczytowy prąd wyjściowy przekracza 16 A przy obciążeniu 1 Ω przez 1 ms. Nie należy oczywiście utożsamiać 250 W mocy chwilowej z możliwością ciągłego zasilania kolumn tak, jak zrobiłaby to 250-watowa końcówka mocy. Muzyka nie jest jednak stałym sygnałem sinusoidalnym, a krótki zapas energii ma ogromne znaczenie podczas odtwarzania uderzeń perkusji, transjentów fortepianu czy gwałtownych kulminacji orkiestrowych. Właśnie dlatego wiele starszych NAD-ów zachowywało się jak urządzenia mocniejsze, niż wynikało z katalogu. C3030 kontynuuje tę tradycję.
Werdykt
NAD C3030 jest wzmacniaczem zbudowanym z ciekawych paradoksów. Wygląda jak urządzenie sprzed pięćdziesięciu lat, ale wykorzystuje zasilacz impulsowy, moduły Hypexa i elektroniczną regulację głośności. Odwołuje się do czasów rozbudowanych systemów analogowych, choć ma tylko jedno wejście liniowe. Eksponuje fizyczne pokrętła i wskaźniki, a jednocześnie pozwala podłączyć telewizor przez HDMI i telefon przez Bluetooth. Nie udaje końcówki o mocy kilkuset watów, lecz dzięki wysokiej wydajności prądowej zachowuje się znacznie dojrzalej, niż wskazywałaby podana w tabelce liczba 50 W na kanał.
O dziwo, wszystkie te sprzeczności układają się w logiczną całość. C3030 nie jest repliką starego wzmacniacza i nie próbuje nią być. Wykorzystuje historię firmy, aby stworzyć nowoczesne urządzenie dla użytkownika, który chce zachować bezpośredni, fizyczny kontakt ze sprzętem. Tutaj nie potrzeba wyświetlacza ani aplikacji, ponieważ każda funkcja ma osobny przycisk. Nie ma kilkunastu wejść, ponieważ koncepcja zakłada prosty system z gramofonem, telewizorem, jednym źródłem cyfrowym i ewentualnie streamerem. Nie uświadczymy tu też zaawansowanej korekcji akustyki, ale możemy podłączyć subwoofer aktywny i odciążyć kolumny od częstotliwości poniżej 80 Hz. Wszystko to sprawia, że choć z technicznego punktu widzenia C3030 nie ma prawie nic wspólnego z klasycznymi wzmacniaczami produkowanymi pół wieku temu, pewien duch tamtej epoki został zachowany. I nie mam na myśli tylko wzornictwa, złotych liter na przednim panelu czy podświetlanych "wycieraczek".
Brzmieniowo C3030 trafia w obszar, który dla wielu melomanów okaże się bezpiecznym i rozsądnym kompromisem. Nie jest urządzeniem bezbarwnym ani klinicznie neutralnym, ale też nie przykrywa muzyki grubym, ciepłym kocem. Jego bas jest mocny, głęboki i dynamiczny, średnica pełna i komunikatywna, a góra nienachalna. Efektem jest dźwięk, który nie każdego położy na łopatki w pięciominutowym odsłuchu, ale świetnie sprawdza się na dłuższą metę - nie przeszkadza, nie razi, niczym nie irytuje, za to wybacza pewne niedoskonałości zarówno po stronie realizacji nagrania, jak i sprzętu towarzyszącego. NAD nie oferuje najwyższej rozdzielczości, najdokładniejszego różnicowania planów ani najbardziej wyrafinowanej sekcji phono w swojej klasie, ale w zamian pozwala słuchać muzyki z przyjemnością i bez konieczności omijania płyt, które nie są i nigdy nie staną się audiofilskimi samplerami.
Największym ograniczeniem pozostaje liczba wejść. Jedna para liniowych RCA może wystarczyć w prostym systemie, ale utrudnia późniejszą rozbudowę. Brak wejścia koaksjalnego i USB również może być pewnym ograniczeniem, szczególnie jeśli chcemy wykorzystać C3030 jako centrum kilku źródeł cyfrowych. Pilot także nie pasuje do pieczołowicie dopracowanej stylistyki, ale jest i działa dobrze, więc nie ma się co czepiać na siłę. Użytkownik oczekujący streamingu musi kupić C3030S albo zewnętrzne źródło, ale to ograniczenie można łatwo obejść. Jeżeli potrzebujemy łączności sieciowej, wersja z dopiskiem "S" jest tylko o 1200 zł droższa, a jeśli już mamy jakiś streamer, choćby najprostszy i najtańszy, kupno podstawowego C3030 z perspektywą późniejszej przesiadki na źródło z wyższej półki na pewno nie będzie głupim pomysłem.
Najważniejsze jest to, że C3030 to naprawdę fajny wzmacniacz, którego plusy nie kończą się na vintage'owej stylistyce i przystępnej cenie. W porządku - nie jest to urządzenie oferujące dynamikę, przejrzystość czy przestrzeń na poziomie lampowego piecyka za kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale chyba nikt rozsądny nie będzie tego oczekiwał. NAD powinien spodobać się użytkownikom, którzy słuchają różnych gatunków, nie kolekcjonują wyłącznie wzorowo wyprodukowanych albumów i chcą, aby system pozostawał przyjazny również podczas codziennego korzystania z telewizora oraz telefonu. Nie jest to retrozabawka ani reedycja urządzenia z 1976 roku. To współczesna maszyna przebrana za klasyczny wzmacniacz, ale zachowująca najważniejszy element firmowej filozofii - zdolność grania z większą swobodą i siłą, niż można byłoby oczekiwać po gabarytach oraz liczbach w tabeli danych technicznych. W tym sensie jest nie tylko kolejnym udanym wzmacniaczem NAD-a, lecz także wyjątkowo trafną interpretacją własnej historii.

Dane techniczne
Wejścia analogowe: 1 x RCA, 1 x phono MM
Wejścia cyfrowe: 1 x optyczne, 1 x HDMI eARC
Wyjścia analogowe: 1 x sub-out
Wyjście słuchawkowe: 1 x 6,3 mm
Łączność bezprzewodowa: Bluetooth aptX HD
Maksymalna jakość sygnału: 24 bit/192 kHz
Moc wyjściowa: 2 x 50 W (4/8 Ω)
Moc dynamiczna: 120 W (8 Ω), 250 W (4 Ω), 390 W (2 Ω)
Zniekształcenia: <0,03% (20 Hz - 20 kHz, 50 W, 4/8 Ω)
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz (±0,3 dB)
Stosunek sygnału do szumu: >90 dB
Separacja kanałów: >75 dB (1 kHz), >70 dB (10 kHz)
Prąd szczytowy: >16 A
Współczynnik tłumienia: >52
Filtr górnoprzepustowy: 80 Hz
Wymiary (W/S/G): 12,9/35,6/32,9 cm
Masa: 5,8 kg
Cena: 4399 zł
Konfiguracja
Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Pylon Audio Jade 10, Unison Research Triode 25, Octavio AMP, Hegel H20, Auralic Aries G1, Silent Angel M1T, Auralic Vega G1, Marantz HD-DAC1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Tellurium Q Ultra Silver II, Tellurium Q Ultra Blue II, Van den Hul CS-122 Hybrid, Albedo Geo, KBL Sound Red Corona, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultimate, Fidata HFU2, Melodika Purple Rain, Final Audio Design A8000, Sennheiser HD 600, Beyerdynamic DT 990 PRO, Beyerdynamic DT 770 PRO, Meze 99 Classics, Bowers & Wilkins PX5, Pro-Ject Wallmount It 1, Custom Design RS 202, Silent Angel N8, Vicoustic VicWallpaper VMT, Vicoustic ViCloud VMT.
Równowaga tonalna![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Dynamika![]()
Rozdzielczość![]()
Barwa dźwięku![]()
Szybkość![]()
Spójność![]()
Muzykalność![]()
Szerokość sceny stereo![]()
Głębia sceny stereo
Jakość wykonania![]()
Funkcjonalność![]()
Cena![]()










Komentarze