Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Płytowe Podsumowanie Roku 2019

  • Kategoria: Płyty
  • StereoLife

Płytowe Podsumowanie Roku 2019

Koniec roku to czas rozmaitych podsumowań - przede wszystkim gospodarczych, politycznych i sportowych, ale także tych, na które szczególną uwagę zwrócą audiofile i melomani. Jeśli chodzi o sprzęt, wyłonienie najciekawszych urządzeń testowanych w ciągu minionych dwunastu miesięcy jest niezwykle kuszące, bo o niektórych urządzeniach nawet długo po publikacji recenzji dowiadujemy się czegoś nowego albo wręcz z pewnym opóźnieniem włączamy dany model do jednego z redakcyjnych systemów odniesienia. Trzymamy się jednak przyjętego dawno temu schematu, zgodnie z którym nagrody przyznajemy od razu i zamykamy temat, nie dokładając kolejnych wyróżnień dla najlepszego srebrnego kabla lub najlepszego wzmacniacza lampowego, najlepiej z podziałem na kilka kategorii cenowych. Takie kombinowanie zazwyczaj kiepsko się kończy - dystrybutorzy i producenci audiofilskiej aparatury cieszą się z kolejnego "znaczka", ale wszyscy wokół zastanawiają się czym u licha jest Burgundowe Ucho 2019. Do muzyki podchodzimy inaczej. Płytowe Podsumowanie Roku nie jest wprawdzie okazją do przyznawania kolejnych wyróżnień, ale swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa i uzupełnieniem recenzji, które publikowaliśmy od ostatniego sylwestra. W zestawieniu tym przypominamy najciekawsze i najbardziej wartościowe płyty, które ukazały się na rynku w minionym roku i które udało nam się opisać, ale wymieniamy również interesujące pozycje, które pełnego opisu z jakichś względów się nie doczekały. Efektem jest dość specyficzna, osobliwa lista będąca wypadkową muzycznych fascynacji naszej ekipy, a także swego rodzaju drogowskazem - spisem tegorocznych premier, którym warto przyjrzeć się bliżej.

W muzycznym świecie mijający rok zaczynał się dość nieśmiało, ale później porządnie się rozkręcił. W tym okresie na łamach StereoLife zamieściliśmy aż 86 recenzji, z czego sporą część stanowiły opisy płyt wydanych kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu. Z oczywistych przyczyn nie uwzględniamy ich w niniejszym podsumowaniu, ale warto zauważyć, że wiele z tych tekstów cieszyło się ogromną popularnością. Rozpoczęliśmy nawet wiele "cykli", w których krok po kroku rozprawiamy i będziemy rozprawiać się z twórczością wielu znanych artystów, jak Led Zeppelin, Closterkeller, Adele, King Crimson, Agalloch, Marillion, Opeth, Danzig czy Björk. Tradycyjnie już udało nam się odkryć wiele ciekawych albumów z okolic cięższych brzmień. Recenzowaliśmy wiele głośnych premier tego roku - "The Nothing" Korna, "Still On My Mind" Dido, "Fear Inoculum" Toola, "Thanks For The Dance" Leonarda Cohena czy "In The End" The Cranberries. Opisywaliśmy płyty nowe i stare, legendarne i absolutnie nieznane, wybitne i zwyczajnie kiepskie. W niektórych podsumowaniach nad tymi kitami jeszcze się pastwiliśmy - trochę dla żartów, trochę z żalu, że jakaś długo wyczekiwana płyta okazała się być nieprzeciętnym gniotem, ale też po to, abyście na takie miny się nie nadziali. Tym razem sekcję kitów spokojnie możemy sobie darować, bo z wartościowych premier udało nam się ułożyć naprawdę długą listę. A kiedy wokół nas jest tyle dobrej muzyki, głupotą byłoby szukanie tej kiepskiej. Tam tararam, oto nasza subiektywna lista muzycznych hitów 2019 roku!

Hity

Alcest - Spiritual Instinct
Nigdy nie byliśmy fanami Francuzów, a ich twórczość stawialiśmy gdzieś na uboczu. Nowemu albumowi udało się zmienić nastawienie do wcześniejszych wydawnictw zespołu oraz dość mocno podbić statystyki odsłuchowe ponieważ "Spiritual Instinct" w tym roku przesłuchaliśmy kilkadziesiąt razy. Nad krążkiem tym unosi się jakaś niesamowita aura i niepowtarzalny klimat, który sprawia, że po ostatnich dźwiękach zamykającego album utworu tytułowego chce się od razu wrócić w ten muzyczny świat. "Spiritual Instinct" przynosi - poza ciężkimi gitarami - wiele pięknych melodii, które na długo zapadają w pamięć.

Baroness - Gold & Grey
Mimo spieprzonego masteringu, za który osoba odpowiedzialna powinna stracić pracę, oraz strasznego rozstrzału stylistycznego, (podobno) ostatni kolorowy album przynosi kilka naprawdę świetnych utworów, które wejdą do klasyki zespołu. Na "Gold & Grey" nie znajdziemy kombinowania z pierwszych albumów, zespół jeszcze wyraźniej odszedł od swoich korzeni na rzecz prostszego grania bardziej spod szyldu stoner niż sludge. Najważniejsze, że nadal muzyki Baroness słucha się z przyjemnością.

Blood Incantation - Hidden History of Human Race
Pochodzący z kojarzącego się z "Dynastią" Denver zespół Blood Incantation ostro pracuje, by zapisać się złotymi zgłoskami w historii muzyki death metalowej i stać się legendą gatunku. Po obiecującym "Starspawn" na swojej drugiej płycie Amerykanie mieszają techniczne, gitarowe łamańce rodem z krążków Death, z melodyką wczesnego Morbid Angel i wyziewowym klimatem Immolation. Wyszły z tego cztery kapitalne utwory, z których przede wszystkim dla 18-minutowego "Awakening From the Dream of Existence to the Multidimensional Nature of Our Reality (Mirror of the Soul)" (cóż za piękny tytuł) warto posiadać ten album na półce. W ostatnich latach nic lepszego w tym gatunku nie napisano.

Blut Aus Nord - Hallucinogen
Klimatyczny black metal już od wielu lat jest jednym z najlepszych podgatunków diabelskiej muzyki, godnie zastępując w prezentowaniu atmosferycznych brzmień dawny metal klimatyczny. W 2019 roku najciekawszą pozycję z tego gatunku przygotowali francuscy weterani z Blut Aus Nord, nagrywając swoj najlepszy album od czasów kultowej, drugiej części trylogii "Memoria Vetusta". Jest do bólu klasycznie, a więc raz ostro, wściekle i blackowo, a raz klimatycznie i melodyjnie. Znaczną rolę w brzmieniu odgrywają nastrojowe klawisze, a brzmienie jest surowe, ale na szczęście czytelne. W tym gatunku najlepiej nie wymyślać kwadratury koła, tylko używać sprawdzonych wzorców, a "Hallucinogen" jest tego doskonałym przykładem.

Cult Of Luna - A Dawn To Fear
Po nie do końca udanym eksperymencie, jakim był "Mariner", Szwedzi wrócili na właściwe tory i nagrali jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy album w swojej karierze. "A Dawn To Fear" jest jednocześnie jednym z najlepszych post metalowych wydawnictw tej dekady. Album nie przynosi żadnej rewolucji brzmieniowej ani stylistycznej. Nadal jest to typowe granie Szwedów. Kluczem do sukcesu są tutaj świetnie kompozycje, które sprawiają, że prawie 80 minut spędzonych z "A Dawn To Fear" mija w ekspresowym tempie, a gitarowy motyw przewodni z zamykającego album "The Fall" na bardzo długo zostaje w głowie.

Dido - Still On My Mind
20 lat po oficjalnym debiucie Dido nagrała najrówniejszy album od czasów "No Angel". "Still On My Mind" czerpie całymi garściami z dotychczasowych dokonań artystki oraz zwyczajnie żeruje na sentymencie fanów. Ale robi to w tak uroczy sposób, że do albumu wraca się bardzo chętnie i często. Nowy album przynosi też dwa piękne momenty - "Hurricanes", który jest jednym z najlepszych utworów artystki w ogóle, oraz chwytający za serce "Have To Stay".

Idle Hands - Mana
"Mana" to spełnienie marzeń tych wszystkich, którym nie podobała się ewolucja gotyckiego rocka w latach dziewięćdziesiątych w kierunku mrocznego, klimatycznego metalu. Amerykanie wzieli dynamiczne, szybkie przebojowe kawałki z klasyków gatunku z lat osiemdziesiątych - i to głównie tych bardziej pozytywnych i przebojowych, jak The Cult czy The Mission - a następnie dołożyli do nich konkretny gitarowy czad oraz metalowe, soczyste brzmienie. Wyszło z tego 10 wyjątkowo przebojowych utworów, które od razu wchodzą do głowy słuchacza i nie chcą z niej wyjść. A jak komuś będzie mało, może jeszcze dodatkowo posłuchać 5-utworowej EP-ki "Don't Waste Your Time" stanowiącej suplement do "Many". Jeden z najlepszych debiutów 2019 roku.

Lingua Ignota - Caligula
Trzy albumy Kristin Hayter, występującej pod pseudonimem Lingua Ignota to, obok płyt Anny Von Hausswoff, najlepszy dowód na to, że mroczne formuły muzyki neoklasycznej po latach zastoju znowu zaczynają świecić na muzycznym firmamencie i się rozwijać. Amerykanka na swojej trzeciej plycie pożeniła ładne, majestatyczne, klimatyczne formy neoklasycznej muzyki z hałasem estetyki industrialnej i dronowej z obowiązkowymi dla tych gatunków histerycznymi wrzaskami. Mieszanka to wybuchowa, nie zawsze łatwa w odbiorze, a często wręcz chora. Ale jaka ma być inscenizacja do opowieści o największym psychopacie, jaki zasiadał na tronie Cesarstwa Rzymskiego?

Mgła - Age Of Excuse
Niektóre zespoły pompują atmosferę wokół zbliżającej się premiery nowego albumu. Po drugiej stronie barykady stoi Mgła, która znienacka wypuściła zapowiedź "Age Of Excuses" a niecały miesiąc później cały album i to zupełnie za darmo - w serwisie YouTube. Czwarty krążek w dorobku Krakowian nie przynosi wyraźnej zmiany muzycznej wizji. Styl Mgły jest tak charakterystyczny, że nadal od pierwszych dźwięków wiadomo z kim mamy do czynienia. "Age Of Excuses" nie powala tak, jak dwa poprzednie wydawnictwa, jednak to nadal muzyka z czołówki ekstraklasy, która doceniana jest na całym świecie.

Mord'A'Stigmata - Dreams Of Quiet Places
Największe stylistyczne zaskoczenie tego roku. Bochnianie już na wcześniejszych krążkach wypracowali swój styl, który na najnowszej płycie dość drastycznie przemodelowali, łącząc klimat post blackowy z elektroniką. Coś, co w teorii nie ma szansy współgrać, działa tu doskonale i sprawia, że "Dreams Of Quiet Places" bardzo wysoko stawia poprzeczkę całej polskiej metalowej scenie. Na plus działają tu też czyste partie wokalne, które wypadają równie dobrze, co growl. Ten eksperyment nie zawsze się udaje, w przypadku Mord'A'Stigmaty można mówić o misji zakończonej sukcesem.

Opeth - In Cauda Venenum
Wiele osób ma duży problem z zaakceptowaniem nowej odsłony zespołu, który w brutalny sposób odciął się od swoich death metalowych korzeni na rzecz rocka progresywnego i psychodelii wyrwanej rodem z lat 70. Ci fani, którzy po wydaniu "Watershed" nie odsunęli się od Szwedów otrzymali w tym roku najlepszy materiał nagrany przez nową wersję Opeth. Na plus "In Cauda Venenum" działa też pewien eksperyment - zespół nagrał album w dwóch językach - angielskim i szwedzkim. W obu brzmi bardzo dobrze i przynosi wiele bardzo dobrych momentów.

Red Scalp - The Great Chase In The Sky
Niby było wiadomo, że zespół z Pleszewa coś nagrywa, ale praktycznie do końca nie były znane żadne szczegóły. Ostatecznie w pierwszej połowie grudnia ukazał się album, który zdominował muzyczną końcówkę roku i uratował honor tegorocznej polskiej muzyki gitarowej. Trzeci longplay w dorobku Pleszewian przynosi kolejną ewolucję brzmienia i wizji grania. Przepisem na sukces jest większa eksploatacja syntezatorów oraz saksofonu. Efekt wciąga od pierwszego przesłuchania, a początkowej części "Chase" chciałoby się posłuchać w bezchmurną noc gdzieś w dziczy, obserwując tytułową wielką pogoń na niebie.

Swans - Leaving Meaning.
Po wydaniu "The Glowing Man", Michael Gira zapowiedział całkowitą przebudowę jego muzycznej wizji oraz składu zespołu. Do roszad w składzie doszło, muzyczna wizja też jest jakby trochę inna, ale to nadal bardzo charakterystyczny Swans - zespół, który można poznać po pierwszych kilku dźwiękach. Przebudowa muzycznej wizji ograniczyła się do drastycznego skrócenia czasu trwania poszczególnych utworów. Na "Leaving Meaning." nie znajdziemy półgodzinnych molochów, chociaż całość ponownie trwa powyżej 90 minut. Nie znajdziemy tu również eksplozji ścianą dźwięków. Swans w 2019 roku to zespół zdecydowanie bardziej wyciszony, ale nadal czarujący swoim brzmieniem od pierwszego przesłuchania.

The Chemical Brothers - No Geography
Najlepszy album Brytyjczyków od czasów "Surrender", czyli od 20 lat. Największym atutem "No Geography" jest jego równość. Nie znajdziemy tutaj żadnych zapychaczy czy nabijaczy minut. Odnajdziemy za to bardzo dużo świetnych momentów i utworów, które zapadają w pamięć na dłużej niż pięć minut po przesłuchaniu. O to było ciężko na poprzednich wydawnictwach.

The Cranberries - In The End
Album, który w zestawieniu znalazł się bardziej ze względu na okoliczności niż "muzyczną wybitność". Z twórczością The Cranberries spotkał się prawdopodobnie każdy z nas i tak, jak można mieć zarzuty do jakości tekstów, tak nie można odmówić zespołowi umiejętności tworzenia przebojów, a Dolores - pięknego wokalu. Wielka szkoda, że nie ma jej już wśród nas. Przez to nie jest łatwo podejść do "In The End" bez jakichkolwiek emocji, zwłaszcza że pośmiertny album jest jednocześnie najlepszym materiałem opublikowanym przez zespół od 1996 roku.

The Devil And The Almighty Blues - TRE
Trzeci album w dorobku Norwegów to kolejny dowód na to, że w wyeksploatowanym do granic możliwości rocku można nagrać jeszcze coś ciekawego. "TRE" nie jest w żaden sposób przełomowy ani innowacyjny, ale czerpie z hard rocka to, co najlepsze i ubrany jest w bardzo charakterystyczny styl grupy, dzięki któremu od pierwszych sekund wiadomo, że to The Devil And The Almighty Blues. "TRE" to sześć utworów, z których praktycznie każdy jest potencjalnym hitem. Największe wrażenie robi otwarcie i zamknięcie albumu. Oba kawałki trwają łącznie ponad dwadzieścia minut, ale nawet przez moment nie nużą, tylko intrygują, wciągają i zaskakują coraz to lepszymi riffami. Miód na uszy.

Waste of Space Orchestra - Syntheosis
"Syntheosis" jest efektem kolaboracji muzyków fińskiego, odjechanego Oranssi Pazuzu z członkami trochę mniej znanego doom metalowego Dark Buddha Rising. Album idealnie wypełni pustkę tym wszystkim, którym dłuży się oczekiwanie na następcę "Värähteliji", bo choć często na nim pojawiają się klasyczne, ciężkie, doomowe riffy czy wrzaski rodem z albumów sludge metalowych, to black metalu także nie brakuje. Podobnie, jak kosmicznych brzmień klawiszy czy wycieczek w stronę lodowatego krautrocka. Jeśli więc ktoś lubi lodowatą, inspirowaną brzmieniami lat siedemdziesiątychych estetykę Oranssi Pazuzu, to z Waste of Space Orchestra również powinien się zapoznać.

White Ward - Love Exchange Failure
Czy można ożenić blackgaze/black metal z post metalem i mroczną odsłoną jazzu? Ukraińcy z White Ward udowodnili, że jest to jak najbardziej wykonalne. Co więcej, efekt może powalić od pierwszych do ostatnich sekund. A sekund tych nazbierało się dość sporo ponieważ "Love Exchange Failure" trwa ponad 67 minut. W tym czasie zespół bawi się ze słuchaczem, serwując mu skrajne emocje, od spokojnych klawiszy i saksofonu po rasowy black metal. Albumowi na dobre wyszło to, że Ukraińcy nie ograniczyli wokali tylko do growlingu. Najpiękniejszym fragmentem "Love Exchange Failure" jest "Surfaces And Depths", w którym pojawia się czysty, żeński wokal.

Komentarze (2)

  • Grzegorz

    Do listy, też subiektywnie, dodałbym Weyes Blood, The Comet Is Coming (x2), Duster, FKA Twigs, Lana del Rey, Michael Kiwanuka, Big Thief, Nick Cave, Deerhunter. Możliwe, że na listę załapałbt się jeszcze Slipknot i może, może Tool.

    0
  • Artorius

    Ja dodam 2CD projektu Neuland - Neuland (Paul Haslinger i Peter Baumann).

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Polecany film

Nowe testy

Poprzedni Następny
NuPrime ST-10 + ST-10M

NuPrime ST-10 + ST-10M

Niektórzy miłośnicy sprzętu audio przywiązują ogromną wagę do konkretnych rozwiązań technicznych, kierując się zazwyczaj nie tylko własnymi doświadczeniami, ale też stereotypami, które funkcjonują w tym środowisku od dawna. Z jednej...

AudioSolutions Figaro B

AudioSolutions Figaro B

Z produktami marki AudioSolutions spotkaliśmy się do tej pory czterokrotnie - podczas testów podstawkowych zestawów Euphony 40, Rhapsody 60 i Guimbarde oraz niedrogich, ale bardzo sympatycznych podłogówek Euphony 50. Było...

Atoll IN200 Signature

Atoll IN200 Signature

Atoll to firma, z której produktami audiofile są już dobrze zaznajomieni. Szczególnie jeśli chodzi o wzmacniacze zintegrowane i dzielone, choć niektórzy chętnie sięgają także po odtwarzacze płyt kompaktowych, streamery lub...

Bannery boczne

Komentarze

Maciej
Właśnie siedzę nad moim CEOL N10, odpalona instrukcja w PDF (160 stron). Mam go około 6 miesięcy i jestem bardzo zadowolony. Bluetooth często przycina (jak pisz...
Andrzej
Super, że się pojawiła firma Unitra. Dość sentymentalne tworzy wspomnienia. Niestety brak jakichkolwiek informacji technicznych dotyczących samego gramofonu. Te...
stereolife
@Piotr - To PSB Imagine T3. NAD, Bluesound i PSB należą do grupy Lenbrook, dlatego urządzenia tych marek chętnie "pozują" ze sobą do zdjęć:-)

Cytaty

ToriAmos.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.