Zespół Thesis powstał w 2007 roku. Swoją muzykę określa jako psychodeliczny progresywny post rock. Wystarczyłyby jednak te dwa ostatnie słowa – nie wystarczy grać kilkunastominutowych utworów, żeby być zespołem progresywnym, a i psychodelicznych odlotów w ich twórczości nie zaznamy. Debiutancki album "Channel 1" ukazał się w 2009 roku. Od tamtego czasu dyskografia zespołu poszerzyła się o kilka EP-ek, a za kilka dni ukaże się ich drugi długogrający album - "Z dnia na dzień na gorsze". Zasadnicza różnica pomiędzy nim, a poprzednimi wydawnictwami, polega na tym, że zespół zdecydował się zrezygnować z angielskich tekstów na rzecz polskich. Pod względem muzycznym nie ma natomiast wielkich zmian, może tylko słychać mniej inspiracji Toolem, a więcej własnej inwencji. Album rozpoczyna się od 10-minutowego utworu "Jedno słowo". Na otwarcie kilkadziesiąt sekund gitarowych zgrzytów i pisków, z których powoli wyłania się spokojna melodia. W takim klimacie utwór będzie utrzymany niemal do końca.
Ten album ściągnąłem ze strony zespołu już kilka lat temu, ponieważ został udostępniony za darmo. Leżał na dysku i kurzył się bez nawet jednego odsłuchu. Przypomniałem sobie o nim dopiero kilkanaście dni temu robiąc komputerowe porządki. Odpaliłem go i teraz nadal okupuje mój dysk, a dodatkowo pendrive’a i telefon. Wydawnictwo totalnie mnie wkręciło. Kolejny dowód na to, że meloman powinien drążyć, poszukiwać i poszerzać horyzonty. A z czym to się je? "Dolne Miasto" to concept album tudzież soundtrack do filmu, którego nie ma. Cała koncepcja opiera się na kryminałach noir. Jeśli ktoś kiedyś podjąłby się ekranizacji, ja widziałbym ten obraz w okolicach Sin City - czarno-biały, komiksowy klimat z innymi kolorami tylko w przypadku kluczowych momentów, podobny system narracji i tak dalej. No właśnie – słowo klucz to narracja. W "Dolnym Mieście" raczej się nie śpiewa (chociaż są i takie momenty), warstwa tekstowa jest głównie opowiadana i skupia się na zabójstwie luksusowej prostytutki. Wszystko to nakreślone jest z perspektywy narratora, detektywa i mordercy.
Oto debiutancki album Lewych Łokci - formacji z Częstochowy nad którą pieczę sprawuje wytwórnia fyh!records. Płyta wydana została w marcu tego roku w 200 numerowanych egzemplarzach na wypalanych płytach CD-R, ale jakość wydania stoi na dobrym poziomie. Jak widać na zdjęciu, samo opakowanie nie jest zwykłą papierową kopertą, tylko porządnym digipackiem. Z okładki wpatruje się w nas apatycznym wzrokiem chłopiec ze złamaną ręką i papierosem w ustach. Ten obraz oddaje trochę klimat muzyki Lewych Łokci. Jazgotliwe, gitarowe dźwięki czasem popadające w proste, dosyć przewidywalne, aczkolwiek przyjemne dla ucha melodie podparte są tekstami o wszechobecnej beznadziejności, której jakoś trzeba dać odpór (ot, chociażby zakładając zespół, aby pograć wspólnie z kumplami) łatwo wpadają w ucho. Bardzo przyjemnie się tego słucha. Na pierwszy plan wybija się według mnie króciutki, refleksyjno-balladowy, zaledwie pótoraminutowy "Noc/Poranek" wybrzdąkany tak naprawdę na gitarze. Trafia prosto do serca. Podobna w brzmieniu jest "Młodość" aczkolwiek trzeba przyznać, że stylistycznie oba kawałki są zupełnie inne, niż reszta płyty. Może dlatego mi się najbardziej podobają?
Intro już zapowiada ciekawą, muzyczną podróż. Brudną, pełną gitarowego zgiełku i jazgotu. Karate Free Stylers nie mają litości. Walą jak rasowy karateka - celnie i bez ostrzeżenia. Dodatkowo grupa w pakiecie zapewnia przestrzenny chłód, który nawet może być konkurencją dla lądolodu Grenlandii. A wszystko to dodatkowo podkreślone jednostajną, monotonnie motoryczną dynamiką sekcji rytmicznej. Nowa fala? Post-punk? Słuchając tej płyty pomyślałem o "Unknown Pleasures" Joy Division - poczułem podobny, lodowaty powiew sączący się ze słuchawek i wdzierający się pod czaszkę.
Nasz dział z recenzjami muzycznymi teoretycznie nazywa się po prostu Płyty, ale któregoś dnia do redakcji trafiła niespodzianka - kaseta magnetofonowa! Trzymając ją w rękach byłem naprawdę bardzo zaskoczony, że jeszcze gdzieś w Polsce wydaje się muzykę na tym nośniku. Wszyscy wieszczą śmierć płyty kompaktowej, a tu okazuje się, że kaseta, będąca w zaniku od dobrych 15 lat, jeszcze się trzyma! Kiedy dodatkowo okazało się, że to kasetowe wydawnictwo jest w limitowanym, ręcznie numerowanym nakładzie 50 sztuk, moje zainteresowanie nią dodatkowo wzrosło. Ktoś pomyśli - hipsterskie fanaberie. No, może coś w tym jest, ale lubiłem już takie wydawnictwa zanim wszyscy hipsterzy tego świata zaczęli się wypierać tego, że nimi właśnie są.
Co to za tytuł? "Soudtrack"? Dlaczego? Film jakiś powstał z muzyką Lao Che? No prawie... Podobno podczas prac nad tym albumem pojawił się pomysł realizacji obrazu na podstawie tekstów i muzyki grupy, ale niestety nic z tego nie wyszło. Filmu nie ma, a ścieżka dźwiękowa jest. Nieźle... Mój pierwszy kontakt z tą płytą to zasłyszane w radiu, singlowe "Zombi!" - szybki, dynamiczny, wręcz przebojowy kawałek doskonale nadający się właśnie na promujący album singiel. Zresztą słuchając go można sobie już wyobrazić, jak wygląda cała płyta.
Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy...
Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....
Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...
Bannery boczne
Komentarze
Bogdan
Byłem w MP3 Store na odsłuchu nastawiony, że chyba je kupię. Można by je wziąć dla samego wyglądu... śliczne są. Fakt - ten pomarańczowy kapsel tam nie pasuje, ...
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...
Regulacja głośności jest jedną z najważniejszych funkcji każdego systemu audio. Prawidłowe działanie tego elementu naszego sprzętu ma ogromny wpływ na przyjemność płynącą z jego użytkowania. Kiedy potencjometr zaczyna tracić swoją funkcjonalność, nawet w niewielkim stopniu, jest to niezwykle kłopotliwe, a może też być niebezpieczne dla innych elementów zestawu, takich jak...
Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.