W 2005 roku ekipa System Of A Down wypuściła na rynek dwa albumy - "Hypnotize" oraz "Mezmerize". Dlaczego piszę o tym w kontekście Me And That Man? Ponieważ sytuacja związana z "New Man, New Songs, Same Shit" jest bardzo podobna. W obu przypadkach mamy do czynienia z bardzo spójnym materiałem, który mógłby stanowić jedną całość. Jedyną różnicą jest czas wydania. Oba krążki SOAD dzieli kilka miesięcy, w przypadku Me And That Man przerwa trwała ponad półtora roku. Osoby znające "Vol. 1" w tym momencie mogłyby przestać czytać tę recenzję, ponieważ wiedzą już dokładnie, czego się spodziewać. "Dwójka" jest bezpośrednią kontynuacją "jedynki" i można mieć wrażenie, że oba materiały powstały podczas jednej sesji nagraniowej.
Kiedy w październiku 2019 roku ekipa Obscure Sphinx wchodziła do studia, aby zarejestrować następcę "Epitaphs", nikt nie spodziewał się, że w przeciągu pół roku cały świat stanie na głowie. Nowy krążek nie ukazał się do dziś i mimo braku oficjalnych informacji obstawiam, że główną tego przyczyną jest szalejąca na świecie pandemia. Czas oczekiwania na czwarty album w dyskografii zespół starał się nam umilić duetem "Thaumaturgies". Są to wydawnictwa nagrane na żywo. Pierwszą część można w zasadzie uznać za standardową koncertówkę, ponieważ jest to występ zarejestrowany w 2018 roku w warszawskiej Progresji. Druga jest czymś zdecydowanie innym - stanowi zapis ambientowych improwizacji, które powstały w tym samym roku.
Czerwcowy koncert Tworzywa na szczecińskiej Łasztowni i sierpniowy w Filharmonii były doskonałą okazją do wielkiej powtórki z dyskografii artysty i wszelkich projektów, w których brał udział. Portfolio jest tutaj wyjątkowo szerokie, ponieważ po typowo hiphopowych początkach nadszedł czas na eksperymenty brzmieniowe oraz stworzenie Tworzywa razem z bratem i kilkoma innymi muzykami. Ostatnie lata pod tym szyldem to odsłona zdecydowanie najbardziej piosenkowa, wręcz przebojowa - nadająca się do radia. Pośród tych bardzo chwytliwych utworów często brakowało mi wyraźnego, głębszego przekazu czy historii, które pojawiały się we wczesnych latach kariery solowej Fisza. Nie zmienia to faktu, że po dwóch świetnych koncertach niecierpliwie czekałem na premierę "Ballad i Protestów".
O tym, że Polacy "potrafią" w bluesa, wiemy już od co najmniej kilkudziesięciu lat. O tym, że umiemy też grać americanę czy country, również co jakiś czas przypominają rodzimi artyści. Ostatnio z większym rozgłosem robił to Nergal w ramach projektu Me And That Man. Teraz z tronu może strącić go Blues For Neighbors z albumem "Cursed Songs". Jest to drugie wydawnictwo w dorobku wrocławskiego duetu. W jego przypadku już na starcie spotykamy się z pewną ciekawostką, a raczej ewenementem, ponieważ za wydanie materiału odpowiedzialny jest Road Rat Records, czyli wytwórnia z Pensylwanii. A jeśli Amerykanie biorą się za wydawanie polskiej muzyki, to wiedz, że coś się dzieje.
Nie przepadam za soundtrackami . Zazwyczaj idealnie komponują się z obrazem, jednak bez niego wiele tracą. I nie mówię tu oczywiście o takich ścieżkach, które do swoich filmów dobierał na przykład Quentin Tarantino czy też o tych, które Eddie Vedder stworzył do "Into The Wild", a o klasykach w stylu Vangelisa czy Johna Williamsa. Jest jednak album, który wyłamuje się z tego schematu. Po części jest to spowodowane tym, że zwyczajnie nie jest to soundtrack, chociaż tak brzmi. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że jest to po prostu bardzo dobry materiał. Chodzi tu oczywiście o "Ducha Gór" Vageta, który zabiera słuchacza w podróż do fantastycznego świata, który może przypominać ten widoczny na okładce wydawnictwa.
Po nowy krążek Old Man Coyote sięgałem, nie mając zielonego pojęcia na temat tego projektu. Sama okładka również niewiele mówiła i mogła stanowić tło dla wielu gatunków muzycznych. Podobnie było z tytułami utworów. Celowałem w stoner rock. Po włożeniu płyty do odtwarzacza przeżyłem szok, ponieważ ten jasno pokazał mi czas trwania wynoszący niecałe 18 minut. Nic dziwnego, ponieważ po krótkim poszukiwaniu informacji na temat krążka okazało się, że "Prologue" to EP-ka i to debiutancka. Jednak tercet tworzący The Old Man Coyote to nie żółtodzioby, ale muzycy z doświadczeniem nabytym chociażby w takich zespołach jak Moanaa, Grimmer i C-4. Sam projekt powstał w lecie ubiegłego roku, a na efekty pracy muzyków nie trzeba było długo czekać, bo EP-ka ukazała się pod koniec pierwszego kwartału 2020.
Jeśli chodzi o polski rynek muzyczny w roku pandemicznym, z przykrością muszę przyznać, że jest on wyjątkowo ubogi. Przynajmniej dla mnie. W związku z tym z radością przyjąłem informację, że w listopadzie ukaże się nowe wydawnictwo Lunatic Soul. Co jak co, ale Mariusz Duda do tej pory nie schodził poniżej pewnego, bardzo wysokiego poziomu. Aby dodatkowo podkręcić atmosferę oczekiwania, z premedytacją zignorowałem przedpremierowe zapowiedzi. W związku z tym w dniu premiery przeżyłem nie lada szok. Pierwsze sekundy otwierającego album "Navvie" w wyraźny sposób sugerują, że gdzieś w procesie tłoczenia albumu doszło do pomyłki i na "Through Shaded Woods" zamiast Lunatic Soul trafił Clannad z epoki "Robina z Sherwood" lub jakiś słowiański zespół ludowy z soundtracku do "Wiedźmina". Brakuje tylko popularnego "grosza daj...".
Po olbrzymim sukcesie albumu "Mezzanine" i opuszczeniu składu Massive Attack przez Andrew Volwesa, dowodzona już w dużym stopniu jednoosobowo przez Roberta Del Naję angielska formacja kazała czekać fanom aż pięć lat na następcę genialnej, trzeciej płyty. Tak, jak w przypadku poprzedniczek, "czwórkę" przygotowano ze sporym rozmachem, z udziałem w nagraniach wielu gości grających na takich instrumentach, jak gitara, bas, perkusja a także instrumenty smyczkowe czy harfa. Tradycyjnie zaproszono do nagrań wokalistkę i to ponownie sławną, bo w osobie Sinead O'Connor, która wprawdzie na początku XXI wieku swoje najlepsze twórcze lata miała za sobą, ale ciągle potrafiła zelektryzować fanów muzyki popowej. Nowy krążek, tak jak większość poprzednich, podzielił fanów i wywołał sporo kontrowersji. Choć - co ciekawe - wcale nie z powodu postawienia na żywe, rockowe czadowanie, czego obawiał się opuszczający formację Mushroom.
Podróże międzygatunkowe w muzyce to nic nowego. Pierwszym lepszym przykładem takiego zabiegu może być ekipa Spiritual Beggars złożona między innymi z członków Opeth, Carcass, Arch Enemy, Carnage, Candlemass czy Grand Magus. Przy swoich wyraźnie ekstremalnych korzeniach "Beggarsi" w latach dziewięćdziesiątych zaczynali od stoner rocka, by na ostatnich albumach otrzeć się o granie sprzed kilkudziesięciu lat. Zatem tak skrajne projekty artystów kojarzonych z nieco innym graniem są jak najbardziej możliwe i wykonalne. Jednak kto jeszcze kilka lat temu pomyślałby, że w takim eksperymencie weźmie udział jeden z polskich muzyków, któremu udało się osiągnąć olbrzymi zagraniczny sukces? Najwyraźniej gdzieś skrzyżowały się drogi Adama Darskiego i Johna Portera, czego efektem był album "Songs of Love and Death" wydany trzt lata temu pod szyldem Me And That Man. Krążek był dowodem na to, że Nergal "umie w" inne gatunki muzyki niż tylko metal ekstremalny. Jednak sam krążek zdaje się być nie do końca spójną wizją muzyczną dwóch artystów, przez co momentami się rozjeżdżał. Tak samo rozjechały się drogi Portera i Darskiego.
Ostatnia część filmowo-muzycznej trylogii "The Lord of the Rings" ukazała się pod koniec 2003 roku. Olbrzymia dyscyplina czasowa, narzucona zarówno przez reżysera Petera Jacksona jak i kompozytora Howarda Shore'a sprawiła, że w niecałe trzy lata powstało kilkanaście godzin filmu i muzyki, z których zaledwie 1/3 zamieszczono na promujących epopeję soundtrackach. Ta wręcz benedyktyńska praca mogła skończyć się przemęczeniem kompozytorskim, skutkującym obniżeniem poziomu płyt zawierających dźwięki słyszane w kolejnych częściach filmu. I faktycznie, zwieńczający trylogię "Powrót Króla" nie robi na słuchaczu aż takiego wrażenia, jak jego dwie poprzedniczki. Ale trudno też mówić o rozczarowaniu.
Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...
Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...
Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...
Bannery boczne
Komentarze
someStuff
To jest imponujące, jak dużo mocy ma to urządzenie bez dodatkowego zasilania i bez wahania stwierdzam, że nie ma nic lepszego w tej cenie.
Pięknie wykonane słuchawki, prawdziwe dzieło sztuki. Dosyć długo szukałem słuchawek dla siebie i po przesłuchaniu planarów i dynamików stwierdziłem, że jednak t...
Formatów już było wiele. Ustaliły się te, które są. Parametry coraz wyższe są już tylko liczbami, bo jakości jeszcze lepszej się fizycznie zrobić nie da. Firmy ...
Mam Venere 2.5, ale po przeczytaniu tego artykułu przerabiam je na Olimpicę II 1/2. To nie będzie III, ale w moim przedziale możliwości dam radę i nie obrażą si...
Przez wieki jedynym sposobem na delektowanie się muzyką było udanie się osobiście na koncert, recital lub jakiś mniejszy występ. Oczywiście zwykłemu zjadaczowi chleba nie dane było usłyszeć niczego oprócz karczemnych zespołów biesiadnych. Na takie ekscesy jak pełnoprawny koncert w operze, teatrze lub sali koncertowej pozwolić sobie mogli jedynie najbardziej zamożni,...
Quad has spent much of the last few years rebuilding its range from both ends. Revela brought a new generation of conventional dynamic loudspeakers, ESL X refreshed the electrostatic side of the catalog, while electronics such as Quad 3, the...
Topping has never been particularly shy about squeezing ambitious specifications into inexpensive little boxes, but DX1 II is a much more substantial update than its familiar name might suggest. The original DX1 was deliberately simple - a USB-powered DAC and...
One of the traditional arguments against active loudspeakers is that their electronics age faster than their cabinets and drivers. An amplifier module can become outdated, streaming standards change and DSP platforms improve, while the acoustic part of a well-designed speaker...
Odbywający się tradycyjnie na początku maja High End to impreza, w trakcie której oczy i uszy całej społeczności audiofilskiej zwrócone są w kierunku Monachium. Jak informują organizatorzy, wystawa ta jest niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o imponujące nadawanie tonu najwyższej klasy reprodukcji muzyki. Od czterech dekad High End dostarcza pomysłów i...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Sławomir