Zawsze mam mieszane uczucia, gdy opisuję album artysty, którego twórczość w zasadzie dopiero poznaję. Bo może nie powinienem? Björk znam od wielu lat, ale na jej dotychczasowym dorobku artystycznym skupiłem się na powaznie dopiero w tym roku. Wszystko do albumu "Medulla" włącznie akceptuję bezkrytycznie. "Volta" ma dużo dobrych momentów, "Biophilia" natomiast nie powala. Podoba mi się "Vulnicura", na której wiele osób wieszało psy. Podziwiam to jak daleką drogę artystka przebyła od początku swojej kariery, jak w tym czasie jej twórczość ewoluowała. Może nie zawsze zgadzałem się z kierunkiem obranym przez Björk, ale wytyczona przez nią ścieżka nigdy jakoś specjalnie mi nie przeszkadzała. Aż tu nagle pojawił się "The Gate", który zasiał ziarenko zwątpienia. Przesłuchanie pierwszej zapowiedzi "Utopii" było sporym wyzwaniem, które musiałem rozkładać na raty i w całości udało się dotrwać do końca dopiero po kilkunastu próbach. Z drugą zapowiedzią - "Blissing Me" było podobnie. W tym momencie było już wiadomo, że łatwo raczej nie będzie. I nie jest.
W Polsce LCD Soundsystem nigdy nie zrobili wielkiej kariery, ale na Zachodzie to żywa legenda współczesnej, modnej muzyki. Oczywiście, legenda w znaczeniu pokolenia milenialsów, dla których bardzo powszechne jest używanie na wyrost tego typu górnolotnych określeń, co jednak nie zmienia faktu, że brzmienie muzyki indie XXI wieku dużo zawdzięcza nowojorczykom. Błyskotliwe połączenie tanecznych rytmów z syntezatorowym popem i żywiołowym rockiem odświeżyło alternatywną scenę hipsterską pierwszej połowy zeszłej dekady, zaś inteligentne teksty zapewniły zespołowi status głosu pokolenia. Aż do rozwiązania grupy w 2011 roku, LCD Soundsystem dumnie dzierżyli tytuł najciekawszej grupy indie dance-punkowej, a alternatywne przeboje pokroju "All My Friends", "Daft Punk Is Playing at My House", czy "Losing My Edge" to już właściwie pop-klasyka młodej muzyki tego stulecia.
Brak górnych jedynek, fryzura jak z filmu Tima Burtona i głos brzmiący jak karzeł, który nawdychał się helu. Prezencja Danny'ego Browna zdecydowanie nie odpowiada obrazowi stereotypowego rapera. Co więcej, wyraźnie kłóci się ona z jego CV, w którym znaleźć można tak mroczne epizody, jak odsiadka w więzieniu, narkomaństwo i handel narkotykami. Legenda głosi, że 50 Cent w ostatniej chwili zrezygnował z włączenia Browna do swojej wytwórni, bo nie spodobało mu się, jak raper z Detroit się ubiera. Ale to nie jest tak, że Danny taki wizerunek "zioma-hipstera" umyślnie sobie wymyślił i konsekwentnie go lansuje. Danny Brown to postać pełna sprzeczności i kontrastów, które w jego przypadku są zwyczajnie naturalne. To materiał na wielką gwiazdę hip-hopu, który trzyma się z dala od mainstreamu i jest nietypowo normalny. To gość, który nie błyszczy intelektem, ale zapytany o swoje muzyczne inspiracje, opowiada emocjonalnie o Joy Division i Davidzie Bowie w słowach, które równie dobrze wypowiedzieć by mógł każdy z nas. A skoro o inspiracjach mowa - to raper, który opowiadając o swoich idolach, wymienia nie tylko Run DMC i Nas, ale też St. Vincent, The White Stripes, czy wspomnianych Anglików. Danny Brown - facet, którego łatwo prędko zaszufladkować, lecz który zyskuje w miarę coraz głębszego poznawania, aż do momentu zrozumienia, że to zwykły gość, taki jak ja i Ty. Niby zwyczajny, a jednak wyjątkowy.
W czasach liceum miałem krótki, ale dość intensywny epizod związany z grupą Akurat. Debiutancki album Akurat swego czasu towarzyszył mi prawie codziennie. Druga fala fascynacji krążkiem nastąpiła rok później, na żaglach. Po powrocie do domu entuzjazm systematycznie opadał aż "Pomarańcza" wylądowała w kącie. Nadal jednak jest kilka utworów do których lubię wracać ("Nuta O Ptakach", "Pomarańczowa Mantra", "Jak Zioła"). Dwa kolejne krążki przeszły bez większego echa. Po kolejne albumy nawet nie sięgałem. Jedyną istotną informacją, jaką przyswoiłem był fakt, że bardzo charyzmatyczny Tomek Kłaptocz odszedł z zespołu i jego miejsce na wokalu zajął Piotr Wróbel. "Nowy Lepszy Świat" reklamowany był jako album przełomowy w karierze Akurat. Czy dzięki niemu bielska ekipa wydostała się z marazmu i udało jej się odczepić etykietę festynowego ska, która przylgnęła do grupy ponad 10 lat temu? Wypadało to sprawdzić osobiście.
Lil Kim nie może pogodzić się z tym, że jej kwadrans już minął, Nicki Minaj nie potrafi się zdecydować, czy chce nagrywać pod listy przebojów czy zadowalać fanów hip hopu, a Iggy Azalea zaczyna flopować nawet w duecie z Britney Spears. Przy ich dokonaniach Angel Haze może czuć się zawstydzona. Jednak potem wyciąga album "Back to the Woods" i jej koleżanki po fachu nie mają już nic do powiedzenia, zarapowania, zaśpiewania - to wszystko robi za nie Haze, po raz kolejny sprawiając, że nie wyobrażam sobie kobiecej hip hopowej sceny bez jej osoby.
Na przestrzeni ostatnich lat wielokrotnie wspominałem o mojej dawnej przygodzie z polskim hip-hopem. O tym, że to już przeszłość i dziś tylko Łona z Webberem, O.S.T.R. i Eldo są w stanie przyciągnąć moją uwagę. Nawet na ich wydawnictwa nie czekam z niecierpliwością, tylko sięgam po jakimś czasie, bardziej z sentymentu do dawnych czasów niż czystej ciekawości. No i faktycznie z O.S.T.R. i Eldo tak jest. Jeśli natomiast chodzi o reprezentantów Szczecina, kilka tygodni temu zdałem sobie sprawę z tego, że każdy ich kolejny album wywołuje u mnie reakcję podobną jak u psa Pawłowa.
W moim dotychczasowym życiu miałem krótki etap fascynacji rapem. Do dziś bardzo chętnie wracam do takich ekip, jak Beastie Boys, House Of Pain czy Gang Starr. Przekopałem też dużą część polskiej sceny. O większości z tych projektów na szczęście zdążyłem zapomnieć już dawno temu. Są jednak trzy osoby, których poczynania śledzę do dziś - Łona, Eldo i Ostry. Nie mogę powiedzieć żebym odliczał dni do premiery kolejnych ich albumów, ale prędzej czy później i tak dołączają one do stale powiększającej się kolekcji płyt.
Są płyty, które urzekają swoim pięknem od pierwszego dźwięku. Ich przesłuchanie to niemalże celebracja jakiegoś nieznanego obrządku, którego głównymi kapłanami są artyści. Taka muzyka nie pozwala zapomnieć o sobie i nie dość, że każe do siebie wracać, to na dodatek wymaga całkowitego poświęcenia się na czas oddania jej należnej czci. Nie mam żadnych wątpliwości, że "Immortal Memory" nagrana przez Lisę Gerrard wraz z irlandzkim kompozytorem muzyki klasycznej Patrickiem Cassidy jest właśnie takim dziełem. To płyta niemalże doskonała. Zachwyca swoim tajemniczym nastrojem i uspokaja ciepłym śpiewem pani Gerrard.
To chyba największa wtopa ostatnich tygodni. Sięgnąłem po ten album w ciemno, ufając marce Laibacha i spodziewając się porządnej dawki mocnego, rytmicznego metalicznego wręcz industrialu podlanego lekką nutą totalitaryzmu. A co dostałem? Jakieś - za przeproszeniem - cholerne muzyczne słuchowisko! "Iron Sky" jest soundtrackiem do filmu o tym samym tytule traktującym o nazistach, którzy po porażce schronili się na księżycu i po latach próbują dokonać inwazji na Ziemię. Niektórzy pewnie kojarzą trailery albo nawet widzieli cały film. Ja nie widziałem, ale tematyka jak ulał pasuje do wizerunku Laibacha, więc muzyka powinna być konkretna. A tymczasem jedynym utworem, który trzyma się takiej konwencji jest pierwszy "B-Mashina".
New Order to brytyjska formacja, która powstała trzydzieści lat temu w dość burzliwych okolicznościach. Jej historię kojarzą z pewnością fani Joy Division. Ian Curtis, Stephen Morris, Peter Hook i Bernard Sumner stanowili skład tej ważnej w historii muzyki, post-punkowej kapeli. Po samobójczej śmierci Curtisa pozostali członkowie grupy postanowili nie przerywać swojej muzycznej przygody. Zmienili jednak szyld pod którym pracowali. Zespół przeszedł drobne zmiany składu, jednakże pierwotny duch kapeli się nie zmienił. Krążek jest zapisem występu New Order, który zagrano podczas festiwalu Bestival. Impreza odbywa się od 2004 roku, regularnie przyciągając najbardziej interesujących artystów. W 2012 roku to panowie z New Order stanowili największą atrakcję, występując na głównej scenie obok Stieve'go Wondera czy zespołów Florence + The Machine, Sigur Rós i The XX. Całkowity dochód ze sprzedaży albumu trafia do niezależnej organizacji charytatywnej The Isle of Wight Youth Trust. Cel słuchania jest szczytny, zatem do dzieła!
Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy...
Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....
Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...
Bannery boczne
Komentarze
stereolife
@Grzegorz - Dedykowany jest cały gramofon - "biednym audiofilom":-)
Redakcja po raz kolejny sprytnie i ironicznie robi sobie heheszki z ekstremalnie drogiego sprzętu dla snobów. Szanuję. A gramofon nie dla mnie, bo jestem już co...
Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...
JBL is expanding its Live series with two new wireless headphone models - the Live 680 NC and Live 780 NC. Both belong to the Live 4 generation and have been designed for users who now expect everyday headphones to...
Matrix Audio continues to develop its M Series, the company's most advanced line of digital sources, but its latest model is not simply another product aimed only at users looking for a full, no-compromise flagship. The MS-1c is intended as...
Portable listening is no longer just a matter of convenience. For a long time, taking better headphones and high-resolution files outside the home meant accepting a stack of compromises - weak headphone outputs, awkward adapters, short battery life, and small...
O historii sprzętu audio można się wiele nauczyć przeglądając dzieje firm, które tworzą go od wielu, wielu lat. Korzeni większości wynalazków stanowiących swoiste kamienie milowe w rozwoju technologii nagrywania i odtwarzania dźwięku należy oczywiście szukać w Europie i USA, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że życie dzisiejszych audiofilów nie...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.