Black Sabbath - Mob Rules
- Kategoria: Metal
- Karol Otkała

Trudno uniknąć porównań pomiędzy "Mob Rules" a poprzedzającym go "Heaven And Hell". W zasadzie nie ma się co dziwić – oba krążki dzieli tylko rok. Pierwszy odniósł olbrzymi sukces, zatem w wypadku drugiego były do wyboru tylko dwie opcje - pójść za ciosem lub ewentualnie całkowicie zmienić styl. Zespół wybrał wersję pierwszą. Załóżmy, że ze względu na to, że czasu na rewolucje było bardzo mało. Zestawienie obu krążków zawsze przypomina mi inny wyśmienity duet – "A Night At The Opera" i "A Day At The Races". Podobnie jak w wypadku Queen albumy te stanowią właściwie jedną całość, uzupełniają się. Można nawet powiedzieć, że są swoimi kopiami, ale jednak różnią się detalami. Kopie? Proszę bardzo - "Neon Knights" i "Turn Up The Night". Oba otwierają krążki i mają w sobie ogromną dawkę energii. Kolejny przykład to ballady "Children Of The Sea" i jego odpowiednik "Sign Of The Southern Cross". Takich porównań można znaleźć więcej bez większych problemów, ale w zasadzie po co psuć sobie przyjemność słuchania?
Podobieństwa oczywiście są, ale w żaden sposób nie przeszkadzają. Zwłaszcza, że poziom obu wydawnictw jest bardzo wysoki. W przypadku "Mob Rules" mam tylko jedno zastrzeżenie, które zwie się "E5150". Nie wiem po co zespół umieszczał na krążku ten przerywnik, bo inaczej tego zlepku dźwięków nazwać nie można. Gdzieś kiedyś czytałem, że utwór ten ma jakiś głębszy sens. Niektórym udało się nawet rozszyfrować znaczenie jego tytułu, ale mnie jakoś on nie przekonuje. Sam w sobie nie jest zły, ale nie pasuje do świetnej reszty. Oprócz "Turn Up The Night" czyli pocisku na początek i jednego z najlepszych utworów z czasów Dio – "Sign Of The Southern Cross" - mamy tu przecież jeszcze "Falling From The Edge Of The World", który po bardzo powolnym i snującym się początku rozkręca się i nabiera dynamiki w wyborny sposób. Kopyta nie brakuje utworowi tytułowemu, który został wypuszczony na singlu. Przebojowości nie można odmówić "Voodoo". Potężnym riffem atakuje słuchacza "Country Girl". Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku "Slipping Away", a całość zamyka "Over And Over" – fragment minimalnie słabszy od reszty - powolny, snujący się, momentami lekko nużący. Bardziej pasuje on do solowej twórczości Dio z późniejszych lat, niż do Black Sabbath.
Ta chwilowa niedogodność nie psuje jednak ogólnego odbioru "Mob Rules". Po kilku słabszych albumach ekipa Black Sabbath nagrała dwie świetne płyty – jedne z najlepszych w swojej dyskografii i chyba ostatnie, które można nazwać klasyką gatunku.
Artysta: Black Sabbath
Tytuł: Mob Rules
Wytwórnia: Vertigo
Rok wydania: 1981
Gatunek: Metal
Czas trwania: 40:25
Opakowanie: Jewelcase
Ocena muzyki![]()
Ocena wydania![]()
Nagroda











Komentarze