Foo Fighters - Foo Fighters
- Kategoria: Rock
- Karol Otkała

Nigdy nie czułem jakiegoś większego parcia na poznanie tego, co Grohl tworzył po czasach Nirvany. Aż tu pewnego razu trafiłem na jeden z późniejszych albumów Foo Fighters w atrakcyjnej cenie. Krążek nie był ani rewelacyjny ani rewolucyjny ale było tam kilka bardzo dobrych momentów, a jako całokształt album był dość ciekawy. Postanowiłem zapoznać się z resztą twórczości Grohla i spółki. Dziś - gdy znam już wszystkie płyty Foo Fighters bez żadnego zawahania typuję debiut jako moją ulubioną i najlepszą. Dlaczego? Ano dlatego, że jest to ponad 40 minut bardzo fajnego grania.
Już od pierwszych dźwięków debiutu - od wejścia gitar na kilometr śmierdzi tu rockowymi latami dziewięćdziesiątymi - takim amerykańskim, garażowym, brudnym graniem. Gdy pierwszy raz usłyszałem "Alone + Easy Target", doszedłem do wniosku, że to mógłby śpiewać Cobain na "Incesticide". Nie wiem jak inni ale ja tu mocno czuję Nirvanę. Muszę przyznać, że Foo Fighters stworzyli krążek niesamowicie chwytliwy i przebojowy. Najlepiej wypadają tu fragmenty z cięższymi gitarami i hardrockowym pazurem. Gdyby nie obecność "Big Me" na 3 miejscu track listy, pierwsza piątka byłaby potężnym uderzeniem. A tak po świetnym otwieraczu - "This Is A Call" i "I'll Stick Around" z charakterystycznym refrenem, mamy chwilę oddechu przed kolejnym gitarowym uderzeniem w nirvanowym "Alone + Easy Target" oraz "Good Grief" kojarzącym mi się, nie wiem czemu, z serią gier Tony Hawk's Pro Skater. Może mam koślawe ucho, ale momentami czuję tu lekkiego amerykańskiego punka z gatunku Millencollin czy też Lagwagon (szczególnie w zwrotkach). Przyszła pora na nieszczęsny numer 3. Pisałem wyżej, że głównym atutem tego albumu są fragmenty cięższe. W "Big Me" jest zdecydowanie lżej i delikatniej. Ale ma to swój urok i utwór jest naprawdę przyjemny. Tak jak "Floaty" czy "For All The Cows" będący takim pomieszaniem lekkiego z cięższym.
Minusy? Średnio podoba mi się "Weenie Beenie" (taki odpowiednik "Territorial Pissings" z "Nevermind" tylko słabszy i jakby zrobiony na siłę). Po potężnym początku i środku, w końcówce albumu napięcie opada. Nie mogę powiedzieć, że są tam umieszczone słabe utwory, ale po wcześniejszym czadzie nie robią już takiego wrażenia. Gdyby zmienić kolejność utworów na tej płycie, pewnie moje odczucia byłyby inne. Co ważne - te minusy nie przysłaniają plusów i ogólnego odbioru debiutu Foo Fighters. Ten krążek jest naprawdę mocny. Często do niego wracam, bo uwielbiam ten klimat lat dziewięćdziesiątych, który czuć tutaj na kilometr. Już dawno nie trafiłem na żadną nową płytę, która miałaby w sobie choć połowę tego czadu i atmosfery tamtego okresu.
Artysta: Foo Fighters
Tytuł: Foo Fighters
Wytwórnia: Capitol
Rok wydania: 1995
Gatunek: Alternative Rock, Grunge
Czas trwania: 44:06
Opakowanie: Jewelcase
Ocena muzyki![]()
Ocena wydania![]()











Komentarze