Co łączy postać Kaliguli z japońskim urządzeniem Tenori-On? Nie, nie jest to żart w stylu Karola Strasburgera. Odpowiedzią jest angielska multiinstrumentalistka, piosenkarka, didżejka Victoria Christina Hesketh. Pseudonim został wymyślony przez jej przyjaciela i nawiązywał do niezwykle małych stóp Victorii, a inspiracją był film o wyżej wspomnianym cesarzu rzymskim, którego imię po łacinie oznacza właśnie "Little Boots". Angielka zaczynała od Idola, współtworzyła indie-popowy zespół Dead Disco i umieszczała covery hitów w serwisie YouTube, aż w 2009 roku wydała swój debiutancki album "Hands". Zachwyciła nim krytyków, podbijając europejskie i japońskie listy przebojów. Victoria nie spoczęła na laurach i od 2010 roku w pocie czoła pracowała nad krążkiem, który właśnie trzymam w ręku. Jakie miało być "Nocturnes"? Nieco mroczne, straszne, choć zarazem magiczne. Natchnienie stanowiła poezja Edgara Allana Poe, mistrza makabry i dekadentyzmu. Bardzo starałam się odnaleźć te nurty na krążku, ale niestety nie udało się. Victoria dużo miejsca poświeciła disco w stylu retro, które ponure raczej nie jest. "Broken Rekords" to współczesna kompozycja w stylu ABBY, natomiast pierwszy singiel "Shake" to powrót do lat dziewięćdziesiątych i królującego wtedy syntezatora basowego. Sam wokal kojarzy się z hitami Kylie Minogue z czasów "Fever".
Oglądając program "X-Factor" nie przepadałam za Dawidem. Cały czas patrzyłam na jego wokal poprzez pryzmat samej osobowości. Nierzadko zastanawiałam się, czy być może nie wykazuje on objawów lekkiego opóźnienia umysłowego, co rzucało się w oczy szczególnie w wywiadach. Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać, gdy lekko otępiały opowiadał, że na scenie jest zwierzem, a jego sala prób służy do turlania. Nie wiem, jaki Dawid jest na scenie, ale w studiu na pewno jest dojrzałym, ukształtowanym artystą. Po wysłuchaniu jego debiutanckiego albumu opadła mi szczęka. Obiecałam sobie nigdy więcej nie uprzedzać się do muzyki, bo jeśli takie zaskoczenia będą się pojawiały częściej, to będę zmuszona wykupić sobie karnet u chirurga stomatologa. I absolutnie nie dziwię się, że "Comfort and Happiness" pokryło się platyną i bez ustanku okupuje szczyty list sprzedaży. Zacznijmy jednak od początku. Dawid Podsiadło to laureat programu "X-Factor". Ten dwudziestoletni młodzieniec ukończył szkołę muzyczną, co ciekawe, w klasie puzonu. Jednak na krążku zamiast blaszanych instrumentów dętych usłyszymy popowo-rockowe ballady, utrzymane w bardzo brytyjskim klimacie.
Już biorąc płytę Klary do ręki czuć bijącą od niej magię i dobrą energię. Bajkowe rysunki jej autorstwa, którymi ozdobione jest wydanie oraz fakt, że na liście podziękowań znajdują się leśne elfy - to wszystko sprawia, że oczekiwać można czegoś wyjątkowego. Najlepsze jest jednak to, co zostało zapisane na krążku. Kiedy siedemnastoletnia dziewczyna sama pisze teksty, komponuje i nie ma w tym ani odrobiny infantylności, należą jej się brawa. A jeśli dołożymy do tego grę na kilku instrumentach, talent plastyczny oraz bardzo konkretną wizję niebanalnej, dojrzałej muzyki... Chylę czoła. Cały album jest niezwykle równy i utrzymuje ten sam łagodny klimat od pierwszego do ostatniego utworu. Trudno określić jednym słowem, jaką muzykę proponuje ta młodziutka artystka (w tym przypadku nie ma wątpliwości co do trafności użycia tego słowa). Jest to kompozycja delikatnych, subtelnych, nieco eterycznych dźwięków połączonych z ciepłą barwą kobiecego głosu. Stanowi doskonały przykład, że nie ilość, a jakość decyduje o brzmieniu. Wszystkie piejące damy licytujące się na pojemność płuc i możliwości decybelowe powinny zobaczyć, jak niewiele nut może otulić słuchacza i zatrzymać go w fotelu, relaksując przez długie godziny.
Wszystkich, którzy popatrzyli na okładkę albumu i wysłuchali jedynie singla "Take it" uprzedzam, że nie powinni klasyfikować Ms. Obsession zbyt szybko. Nie są to tylko słodkie, wpadające w ucho melodie - "Lovely Fear" kryje w sobie wiele muzycznych niespodzianek. Wśród jedenastu - w znakomitej większości autorskich utworów - słychać inspirację rozmaitymi gatunkami muzycznymi, zaczynając od klasycznego popu, poprzez funk, na trip-hopie kończąc. Ogólny charakter albumu dobrze oddaje piosenka tytułowa, która jest podróżą po różnych obszarach muzyki. Utworem, który naprawdę zapada w pamięć jest refleksyjny "Faceless in the crowd". Perkusja idealnie współgra tu z ciepłym wokalem, a prawdziwą wisienką na tym soulowym torcie jest kilka sekund kontrabasu, który zamyka kompozycję. Bardzo osobistym utworem zdaje się być "If You" z piękną, lecz niestety jedyną w całym albumie partią fortepianową. Moim osobistym wyborem jest niewymuszony "Dedication to my Ex", udekorowany smyczkami. Ostatecznym dowodem na tę gatunkową hybrydę jest "Allow yourself to love", który kończy album. Partia wokalu po refrenie przywodzi na myśl głos Beyonce. Lecz dokładnie w momencie, w którym stwierdzamy, że to jedynie piosenka inspirowana diwą zza Atlantyku, otrzymujemy ostry gitarowy riff, który został sprytnie wpleciony we flow utworu.
Hej, ale to tak naprawdę tylko dwa utwory! No właśnie, a ja myślałem, ze Brodka wydała nowy, pełnowymiarowy album. Cóż, takie małe rozczarowanie... A apetyt jest duży zwłaszcza po świetnej poprzedniej płycie "Granda". Co my tutaj mamy? Ano dwie płyty. Pierwsza to CD z utworami "Dancing Shoes" i "Varsovie" oraz dwoma remixami każdego z nich. Nie powiem, piosenki są całkiem fajne. Dobrze brzmią, mają w sobie świeżość i taką trudną do uchwycenia lekkość. To naprawdę ciekawy pop. Z miksów najbardziej przypadła mi do gustu przeróbka "Varsovie" w wersji Auera. Rewelacja. Industrialnie i przestrzennie elektronicznie pokręcona, mogę jej słuchać w kółko. Oby więcej takich dźwięków.
Kupiłem tę płytę, bo prosiła mnie o nią żona. "Słyszałam, że to ciekawa rzecz!" - mówiła. No i dałem się namówić. Słucham Kimbry już od miesiąca zastanawiając się, co by tu o niej napisać. Można zacząć od stwierdzenia, że to debiutancki materiał piosenkarki, co w sumie jest prawdą, ale z uwagi na okoliczności (duet z Gotye) przyszła mi na myśl taka refleksja: "No tak, dziewczyna zaśpiewała w piosence, która stała się hitem, i chcąc szybko wykorzystać ten fakt, od razu nagrała całą płytę!" I to jest błąd! Album "Vows" był nagrywany od roku 2008 i został wydany w roku 2011 w Nowej Zelandii i Australii. Premiery światowej doczekał się dopiero teraz, ale za to z kilkoma nowymi piosenkami, nowym miksem i masteringiem. Tak więc trudno Kimbrze zarzucić żerowanie na sukcesie kolegi.
Szukając pewnego krążka zlokalizowanego w drugiej "linii zabudowy" mojej kolekcji wpadł mi w ręce inny album. Momentalnie zapomniałem czego szukałem i w moim odtwarzaczu wylądował "Ill Communication". Krążek ten poznałem w 1998 roku, kilka miesięcy po premierze "Hello Nasty". Tak jak "Hello Nasty" kojarzyłem z kilku utworów promowanych w mediach, tak "Ill Communication" kupiłem totalnie w ciemno - pierwszy raz w życiu. I to jeszcze za jakieś chore pieniądze. Pierwsze przesłuchanie i szok, szczęka na ziemi. Na "Hello Nasty" Beastie Boys momentami trochę za bardzo eksperymentowali, odjeżdżali od właściwej drogi. "Ill Communication" jest natomiast tym, co do dziś najbardziej cenię w ich twórczości - odrobina hardcore'u, kilka świetnych instrumentali, coś co można by podciągnąć pod rocka i elementy dodatkowe. Wszystko to świetnie ze sobą współgra mimo teoretycznego bałaganu (który i tak jest o wiele mniejszy, niż na "Hello Nasty"). "Ill Communication" to istna kopalnia genialnych utworów.
Pierwszy album Beastie Boys wydany w latach 90' przyniósł znaczącą zmianę w stosunku do tego, co trio zaprezentowało na "Paul's Boutique". Nowa odsłona Beastie Boys - o wiele bardziej niekonwencjonalna - przyjęła się i utrzymała w podobnej formie również na "Ill Communication". A na czym ona polegała? Otóż "Check Your Head" to wybuchowa mieszanka klasycznego (jeśli w ich przypadku w ogóle można mówić o takim pojęciu) hip hopu, muzyki instrumentalnej granej "na żywo", hardcore punku oraz kilku innych gatunków. Zacznijmy od stylu wyjściowego. "Check Your Head" przynosi słuchaczowi 3 utwory, które wpisały się do zespołowej klasyki: "Jimmy James" (z samplem z Hendrixa, utwór w remixie pojawił się na Antologii i właśnie ta wersja wydaje się być lepsza), "Pass The Mic" (jeden z ich najlepszych utworów w ogóle) oraz "So What'cha Want" (tu pojawia się zsamplowany Led Zeppelin, do tego dochodzi świetny i oryginalny teledysk - ale zasadniczo BB "niefajnych" w ogóle nie mieli). No i najbardziej zbliżony do klasyki "Finger Lickin' Good", trochę bardziej wykręcony "Stand Together" (mnie osobiście kojarzy się on z wyścigami samochodowymi na torze) oraz jeszcze parę innych tracków.
Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...
Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...
Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...
Bannery boczne
Komentarze
Piort
Ortofon OM 10 i M2 Red to w sumie ta sama wkładka, więc nie wiem, skąd pomysł na podmiankę :P
Pięknie wykonane słuchawki, prawdziwe dzieło sztuki. Dosyć długo szukałem słuchawek dla siebie i po przesłuchaniu planarów i dynamików stwierdziłem, że jednak t...
Formatów już było wiele. Ustaliły się te, które są. Parametry coraz wyższe są już tylko liczbami, bo jakości jeszcze lepszej się fizycznie zrobić nie da. Firmy ...
Mam Venere 2.5, ale po przeczytaniu tego artykułu przerabiam je na Olimpicę II 1/2. To nie będzie III, ale w moim przedziale możliwości dam radę i nie obrażą si...
W świetle tego, co podziało się z Auralikiem, przydałoby się takie urządzenie stworzone przez inną firmę, żeby moja S1 za 1-2 lata nie odmówiła współpracy.
Regulacja głośności jest jedną z najważniejszych funkcji każdego systemu audio. Prawidłowe działanie tego elementu naszego sprzętu ma ogromny wpływ na przyjemność płynącą z jego użytkowania. Kiedy potencjometr zaczyna tracić swoją funkcjonalność, nawet w niewielkim stopniu, jest to niezwykle kłopotliwe, a może też być niebezpieczne dla innych elementów zestawu, takich jak...
One of the traditional arguments against active loudspeakers is that their electronics age faster than their cabinets and drivers. An amplifier module can become outdated, streaming standards change and DSP platforms improve, while the acoustic part of a well-designed speaker...
AudioQuest DragonFly is one of those products that hardly needs an introduction. The original model appeared in 2012 and helped turn the USB dongle DAC from a niche computer-audio accessory into a genuinely mainstream hi-fi product, with more than 300,000...
Fyne Audio has spent almost a decade building its reputation around conventional passive loudspeakers, from relatively affordable bookshelf models to imposing high-end designs made in Scotland. Cubitt 5 marks a rather important change of direction. It is the company's first...
Marantz to jedna z tych firm, które powinien znać każdy miłośnik muzyki i dobrego brzmienia. Jeden z wielkich graczy, którym na przestrzeni lat udało się zachować swój wizerunek i opowiadać swoją historię nie inaczej, jak poprzez kolejne urządzenia zyskujące status kultowych. Może to trochę odważne stwierdzenie, ale wystarczy prześledzić internetowe...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.