Testament - Para Bellum
- Kategoria: Metal
- Karol Otkała

Ciężko uwierzyć, że od wydania "Titans Of Creation" minęło już pięć lat. Jeszcze trudniej w to, że występ w Kostrzynie na Pol'And'Rocku odbył się rok wcześniej. Już wtedy członkowie zespołu kręcili na liczniku w okolicach sześćdziesiątki, ale nie przeszkodziło im to w zagraniu świetnego, bardzo żywiołowego, prawie 80-minutowego seta. Na scenie wyglądali, jakby byli w pełni wieku produkcyjnego, a nie zbliżali się do emerytury. W studiu na "Titans Of Creation" również wypadli bardzo dobrze, dając kolejny argument osobom twierdzącym, że Testament nie ma w swojej dyskografii słabego albumu. Jedna z najdłuższych przerw studyjnych przyniosła w końcu "Para Bellum" - album udowadniający starym dziadom z Metalliki, Kreatora czy Destruction, że mimo wieku można wciąż grać ciężko, świeżo, brutalnie, kreatywnie i z werwą.
Testament "wjechał z buta" krążkiem, który bez problemu powinien podbić tegoroczne zestawienia najlepszych płyt w kategorii rock/metal. Wszystko tutaj pięknie "gra". Album zaczyna się świetnym, wyjątkowo ciężkim i brutalnym "For The Love Of Pain". Pojawia się tu growl, są też blasty. Momentami utwór brzmi jak zagubione ogniwo z czasów "Demonic". Tak ciężko nie było od "The Formation Of Damnation". To otwarcie na poziomie "D.N.R." z "The Gathering", czyli jest po prostu świetnie. Dalej mamy dwa utwory przedpremierowe. "Infanticide A.I." również pędzi w ekspresowym tempie i wcale nie ustępuje ciężarem otwarciu albumu. "Shadow People" dość wyraźnie zwalnia, co daje sporo miejsca na zbudowanie klimatu i rozbudowanie formuły. Dzieje się tu na tyle dużo, że w ogóle nie czuć, iż utwór trwa prawie sześć minut.
Trochę większym wyzwaniem dla niektórych może być "Meant To Be" - testamentowa ballada trwająca ponad siedem i pół minuty. Utwór jest w dużej mierze akustyczny, a w kilku miejscach pojawiają się smyczki. Jeśli ktoś lubił wcześniejszą balladową odsłonę zespołu, bez problemu odnajdzie się również tutaj, bo to zwyczajnie bardzo dobra kompozycja. Reszta będzie miała czas na złapanie oddechu, bo dalej jest już tylko szybko i ciężko. "High Noon" czerpie garściami z okresu "Demonic", "Witch Hunt" wraz z otwarciem bije się o miano najcięższego fragmentu wydawnictwa, a "Nature Of The Beast" i "Room 177" mają w sobie sporo przebojowości. Całość w świetny sposób spina klamrą utwór tytułowy, po którego ostatnich dźwiękach pozostaje pewien niedosyt - chciałoby się chociaż jednego lub dwóch utworów więcej. To fenomenalne, biorąc pod uwagę, że "Para Bellum" trwa ponad 50 minut, a czas ten mija w ekspresowym tempie.
Zespołowi udało się uniknąć mielizn i stworzyć naprawdę mocny materiał. Słychać, że muzycy są w świetnej formie. Chuck płynnie porusza się pomiędzy śpiewem, krzykiem i growlem - tak dobrze brzmiał ostatnio kilkanaście lat temu. Na gitarach cuda wyprawiają Skolnick z Petersonem. Na płycie pełno jest smaczków, zmian tempa, przejść, solówek. Gitarzystom tempa dotrzymuje Chris Dovas, czyli świeżak w zespole. Perkusja brzmi tu świetnie i dodatkowo podkręca dynamikę. Całość dopełnia Di Giorgio, który na basie ma już ponad dziesięcioletni staż w zespole.
Wszystkie te elementy sprawiają, że "Para Bellum" słucha się znakomicie i od razu po końcowych dźwiękach ma się ochotę ponownie wcisnąć "play". To najlepszy i najcięższy album Testamentu od co najmniej kilkunastu lat. Tak dużo elementów deathowych pojawiło się ostatnio 17 lat temu. Wraz z "Dark Roots…" i "The Formation Of Damnation" może bić się o miano najlepszego albumu zespołu nagranego w tym tysiącleciu. Na plus jak zwykle punktuje również kolejna świetna okładka Elirana Kantora.
Artysta: Testament
Tytuł: Para Bellum
Wytwórnia: Nuclear Blast
Rok wydania: 2025
Gatunek: Thrash Metal
Czas trwania: 50:27
Ocena muzyki![]()
Ocena wydania![]()












Komentarze