Co jakiś w czas w różnego rodzaju mediach opiniotwórczych pojawiają się przebąkiwania o tym, że post rock się skończył, jest to gatunek do cna wypalony, nic nie da się w nim zrobić i niczego nowego już w nim nie odkryjemy. Jako potwierdzenie tej tezy przytaczane sa takie albumy jak "Wilderness" Explosions In The Sky, który wielkiej rewelacji nie robi. W tym momencie człowiek chciałby potwierdzić wszystkie podobne teorie myśląc, że już naprawdę nic z tego nie będzie. Jak na złość chwilę później pojawia się taki "Safehaven", który burzy całą koncepcję i jednocześnie daje iskierkę nadziei.
Już dawno żaden nowy materiał Hey nie zrobił na mnie tak kiepskiego pierwszego wrażenia jak "Błysk". Nawet "Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan" podeszło mi lepiej. A tu? Totalnie nic, zero chemii, żadnego zainteresowania i chęci do ponownego odpalenia płytki. A przecież miało być tak pięknie... Gdzieś w Internecie pojawiły się informacje o tym, że "Błysk" ma być powrotem do gitarowego grania sprzed lat. Takie info z biegu spowodowało u mnie szybsze bicie serca. Nie liczyłem na klimaty sprzed 17 lat z płyty "Stop" ale może chociaż poocieralibyśmy się o "Echosystem"? Już pierwsza albumowa zapowiedź w postaci "Prędko, Prędzej" dość wyraźnie sugerowała, że raczej nic z tego. Utworowi jest dość daleko do klimatu z "Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan" (zdecydowanie więcej tu dynamiki i energii), ale jeszcze dalej do krążków wymienionych wcześniej. Całe szczęście, że osłuchuje się dość szybko i początkowe, niezbyt dobre wrażenie po jakimś czasie mija.
Kilka lat temu miałem bardzo krótki, ale intensywny etap fascynacji twórczością Votum. Wszystko rozpoczęło się kilka miesięcy wcześniej od przygody z Riverside, która z lepszymi i gorszymi momentami trwa do dziś. W przypadku Votum sprawa przedstawia się troszkę inaczej. Po krótkim etapie fascynacji zespół poszedł w totalną odstawkę. "Harvest Moon" kurzy się gdzieś w kąciku mojej kolekcji. A przecież wszystko rozpoczęło się tak pięknie. Albumu słuchałem często, ale teraz, po kilku latach nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiegokolwiek utworu z tego krążka. Ba! Już wtedy miałbym z tym problem, bo tak jak pisałem - krążek świetnie sprawdzał się jako tło, ale na wyrywki było gorzej. Po dżentelmeńsku odstawiłem Votum na boczne tory i przestałem się interesować tym zespołem.
Pierwsze skojarzenie po przesłuchaniu "Here Comes My Train"? The Black Keys! Drugie? Jednak nie do końca - niby muzycznie się zgadza ale wokal inny - nawiązujący do klasyki czyli The Doors i maniery Jima Morrisona. I tu pojawia się pierwsza ciekawostka dotycząca Oil Stains. Otóż w tym duecie z Koszalina za mikrofonem siedzi perkusista - rzecz rzadko spotykana, szczególnie w polskim przemyśle muzycznym. Ale dzięki temu Oil Stains już na starcie wyróżnia się czymś ciekawym i nietypowym.
W tym roku, 25 marca, Jeff Healey obchodziłby swoje pięćdziesiąte urodziny. Z tej okazji, właśnie na ten dzień, wyznaczono premierę albumu "Heal My Soul", upamiętniającego zmarłego kilka lat temu kanadyjskiego gitarzystę i wokalistę. Zanim jednak przejdę do zawartości tego longplaya, chciałbym w kilku zdaniach przypomnieć karierę Healeya, gdyż nazwisko to może być nieznane dla wielu Czytelników. Muzyk urodził się w 1966 roku. We wczesnym dzieciństwie stracił wzrok w wyniku choroby nowotworowej oczu. Mimo tego, już w wieku trzech lat zaczął uczyć się grać na gitarze. W wieku kilkunastu lat założył swój pierwszy zespół, kwartet Blue Direction. Jednak pierwszym istotnym składem było utworzone w 1985 roku trio The Jeff Healey Band.
Długo się zastanawiałam, czy recenzować ten album. Album, który David Bowie wydał dwa dni przed swoją śmiercią, i który jest jego swoistym pożegnaniem się z całym światem. O chorobie artysty, znanego z wielu muzycznych metamorfoz i niezapomnianych przebojów pokroju "Let's Dance", "Heroes" czy "Space Oddity", wiedziała jedynie najbliższa rodzina. Bowie nie chciał zawracać nam głowy swoimi problemami i pozwolił, żeby "Blackstar", dwudziesty piąty album w jego dyskografii, przemówił za niego. Naprawdę współczuję tym dziennikarzom, którzy spieszyli się z napisaniem recenzji ostatniej płyty Davida Bowiego, by można ją było opublikować w dniu premiery wydawnictwa. Za interpretowaną przez nich apokalipsą stało coś zupełnie zwykłego i przyziemnego - śmierć. Śmierć człowieka, któremu popkultura tak wiele zawdzięcza.
Kim jest ten brodaty wokalista podpisujący się jako Peter J. Birch? Nie, nie jest to kolejny brytyjski chłopak z gitarą, jak sama jeszcze jakiś czas temu myślałam. Peter to tak naprawdę... Piotr Jan Brzeziński, polski muzyk pochodzący z Wołowa - małego miasta położonego na Dolnym Śląsku. Mimo młodego wieku, zdążył już wydać trzy płyty. Najnowsza "The Shore Up in the Sky", przeze mnie dziś recenzowana, ukazała się chwilę temu. Przyjęcie obcobrzmiącego scenicznego pseudonimu było świetnym posunięciem. Dodając do tego wykonywaną przez Petera J. Bircha muzykę można powiedzieć, że Polska zyskała kolejny produkt eksportowy, który w niczym nie ustępuje zachodnim standardom. Sprawdza się to w praktyce, bo ze swoimi piosenkami polski wokalista zdążył już kilkukrotnie objechać wiele europejskich państw, zdobywając aprobatę tamtejszych melomanów.
Macie czasem tak, że przez totalny przypadek trafiacie na coś wyjątkowego? Coś co sprawia, że życie staje się lepsze i ciekawsze? Przez ponad 15 lat swojej świadomej muzycznej przygody, przekopałem już praktycznie większość różnogatunkowych zakątków, jednak sytuacja opisywana powyżej przytrafia mi się na szczęście dość często. Na All Them Witches trafiłem przeglądając zestawienie najbardziej oczekiwanych płyt 2015 roku. Było to zestawienie gatunkowe dotyczące szeroko pojętego metalu, a pierwsze miejsce rankingu okupował Acid King. Tuż za nim było właśnie All Them Witches z delikatną aluzją, aby czas oczekiwania na nowy krążek spędzić przy "Lightning At The Door". No i tak umilam sobie czas od prawie dziesięciu miesięcy.
W przypadku tego wydawnictwa będzie krótko, zwięźle i na temat. Lubię Nirvanę. W moim życiu był okres, w którym niemiłosiernie katowałem "Nevermind", "Incesticide" i troszkę później "In Utero". Do dziś praktycznie bezkrytycznie podchodzę do tych wydawnictw -chociaż zdaję sobie sprawę, że krytyczne recenzje mają bardzo dużo racji - i uznaję "Unplugged" Nirvany za jedno z lepszych wydawnictw z tej serii, jakie kiedykolwiek powstały. O ile Nirvanę lubię bardzo, to nienawidzę cwaniactwa, chamstwa i żerowania na innych. I z przykrością muszę stwierdzić, że podczas słuchania "Montage Of Heck: The Home Recordings" skumulowała się we mnie niespotykana od dawna dawka negatywnych emocji. Ale jak miałaby się nie skumulować skoro wydawnictwo to jest jawnym skokiem na kasę fanów artysty i całego zespołu?
Przyznam szczerze, że na "Dying Surfer Meets His Maker" czekałem praktycznie od początku tego roku, od momentu, kiedy w ogóle poznałem All Them Witches. "Lightning At The Door" tak mnie zniewolił, że od razu chciałem więcej. Nowy materiał nie miał wtedy jeszcze tytułu ani daty premiery, ale i tak z marszu znalazł się w czołówce moich najbardziej oczekiwanych krążków tego roku. Trochę przyszło mi poczekać bo "Dying Surfer Meets His Maker" miał premierę dopiero 30 października. W końcu doczekałem się i świeży materiał wylądował w moim odtwarzaczu już przy pierwszym przesłuchaniu wywołując spore zamieszanie i szok.
Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...
Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...
Kilkanaście lat temu temat przesyłania i poprawiania dźwięku z komputera wydawał się znacznie prostszy niż dzisiaj. Większość laptopów miała przeciętne wyjścia słuchawkowe, telefony wyposażano jeszcze w gniazda 3,5 mm, a...
Bannery boczne
Komentarze
manic
Znam kilku potencjalnych użytkowników, takiego rozwiązania. Mają potężne kolekcje winyli, w tym ogromna część to nigdy nie odpakowane perełki... A więc streamuj...
No cóż, ceny praktycznie wszystkiego mamy absurdalne. W 2020 średnia pensja brutto wynosiła 5200 zł, w tym roku 9200 zł. A o ile % wzrosły ceny spożywki, produk...
Audiofile częściej wierzą niż wiedzą, ale równie niecodzienne rozwiązanie zastosowano wcześniej w sprzęcie didżejskim, gdzie winyle kładzione na talerz nie miał...
Gramofony, szlifierki, odtwarzacze czarnych płyt, adaptery, patefony, odtwarzacze analogowe, fonografy... Jakkolwiek byśmy nie nazwali tych poczciwych urządzeń, które są z nami już od ponad 130 lat, możemy zawsze powiedzieć o nich to samo - od dziesięcioleci dostarczają nam niezapomnianych przeżyć związanych z odtwarzaniem ukochanych utworów. Wielu melomanów pamięta o ich...
You can spend a small fortune on wireless headphones, carefully compare their drivers, tuning, noise cancellation, and battery life, and eventually settle on a model that supports some of the most advanced Bluetooth codecs available. Then you connect it to...
Argon Audio has introduced two new subwoofers, the Berlin Sub 10 and Berlin Sub 12, both designed around the same fundamental concept. They combine sealed enclosures, downward-firing woofers, powerful 500-watt Class D amplifiers, and sophisticated DSP processing. The main difference...
Most stereo equipment manufacturers would like us to associate their brands with the products at the very top of their catalogs - the finest, most visually striking models, packed with the most advanced technology. When we buy an affordable pair...
Odbywający się tradycyjnie na początku maja High End to impreza, w trakcie której oczy i uszy całej społeczności audiofilskiej zwrócone są w kierunku Monachium. Jak informują organizatorzy, wystawa ta jest niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o imponujące nadawanie tonu najwyższej klasy reprodukcji muzyki. Od czterech dekad High End dostarcza pomysłów i...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
rolu