Włamię się do twojego serca i będę pełzać pod twoją skórą... Takimi słowami wita Iggy Pop - wciąż żywa legenda muzyki (co jak na jego ekscesy jest niemałym zaskoczeniem) - dziewczynę, która dotąd stroniła od jego twórczości. Ta dość odważna i zuchwała deklaracja pochodzi z utworu "Break Into You Heart", który znalazł się na najnowszej płycie punk rockowego wokalisty. I to płycie, która pretendować może do miana najlepszego (a już na pewno najbardziej przebojowego) rockowego wydawnictwa tego roku. "Post Pop Depression" jest pierwszym od 2012 roku albumem Iggy Popa, uznawanym za jego solowe dzieło. Nie jest to do końca prawda. Nawet sam wokalista ma na ten temat odmienne zdanie, tak chętnie zgadzając się na okładkę, na której staje w jednym rzędzie z tymi, którzy mu ten krążek pomogli nagrać. A nie były to, trzeba zaznaczyć, anonimowe, nieznane nazwiska.
Co jakiś w czas w różnego rodzaju mediach opiniotwórczych pojawiają się przebąkiwania o tym, że post rock się skończył, jest to gatunek do cna wypalony, nic nie da się w nim zrobić i niczego nowego już w nim nie odkryjemy. Jako potwierdzenie tej tezy przytaczane sa takie albumy jak "Wilderness" Explosions In The Sky, który wielkiej rewelacji nie robi. W tym momencie człowiek chciałby potwierdzić wszystkie podobne teorie myśląc, że już naprawdę nic z tego nie będzie. Jak na złość chwilę później pojawia się taki "Safehaven", który burzy całą koncepcję i jednocześnie daje iskierkę nadziei.
Kiedy życie daje Ci cytryny, zrób z nich lemoniadę, albo - gdy podobnie jak Beyoncé masz talent muzyczny - nagraj cały album, przekształcając swoje niezbyt optymistyczne emocje w garść piosenek. Amerykańska diva po raz kolejny postawiła Internet na głowie, wydając (nie z takiego) zaskoczenia szósty solowy krążek "Lemonade". Beyoncé tymi jedenastoma (plus znanym wcześniej "Formation") kompozycjami zapewniła sobie długą obecność na ustach wszystkich, którzy przez najbliższe miesiące analizować je będą wszerz i wzdłuż, by odpowiedzieć sobie na pytanie, co właściwie dzieje się w związku najpopularniejszej pary muzycznego biznesu. Przedstawiając w dużym skrócie genezę powstania "Lemonade" - Jay Z zdradza Beyoncé, ta się wkurza, potem przebacza, ale nie zapomina, zadając mu teraz cios w postaci porcji swoich najbardziej osobistych i najszczerszych utworów. Jednak... Wydała to wszystko na należącym do swojego męża serwisie streamingowym, przez co jestem skonsternowana - czy cała ta historia to prawda, czy myk marketingowy, by o państwu Carter znów było głośno?
Przeszło dziesięć lat na scenie, niemała liczba przebojów i status zespołu, do którego słuchania niektórzy wolą się nie przyznawać. Maroon 5, amerykańska kapela z Adamem Levinem na czele, w drugiej połowie 2014 roku wydała swoją piątą studyjną płytę. Płytę, którą grupa ponownie rozbiła bank, lecz przy okazji zabrnęła jeszcze bardziej w świat popowo-tanecznych, doprawianych gitarami melodii, w których nie każdemu jest do twarzy. Maroon 5 najlepsze czasy mają już za sobą. Nie warto nawet udawać, że jest inaczej. Sam zespół nawet już nie próbuje udawać, że od chwili ukazania się "Overexposed" chodzi mu o coś więcej, niż komercyjny sukces. Dowodem tego jest chociażby "wystosowanie" propozycji współpracy do topowych producentów. Najbardziej w oczy rzucają się Shellback oraz "hit maker" Max Martin, którzy są ojcami takich przebojów jak "I Wanna Go" Britney Spears, "Problem" Ariany Grande, "Shake It Off" Taylor Swift i "Roar" Katy Perry.
Już dawno żaden nowy materiał Hey nie zrobił na mnie tak kiepskiego pierwszego wrażenia jak "Błysk". Nawet "Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan" podeszło mi lepiej. A tu? Totalnie nic, zero chemii, żadnego zainteresowania i chęci do ponownego odpalenia płytki. A przecież miało być tak pięknie... Gdzieś w Internecie pojawiły się informacje o tym, że "Błysk" ma być powrotem do gitarowego grania sprzed lat. Takie info z biegu spowodowało u mnie szybsze bicie serca. Nie liczyłem na klimaty sprzed 17 lat z płyty "Stop" ale może chociaż poocieralibyśmy się o "Echosystem"? Już pierwsza albumowa zapowiedź w postaci "Prędko, Prędzej" dość wyraźnie sugerowała, że raczej nic z tego. Utworowi jest dość daleko do klimatu z "Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan" (zdecydowanie więcej tu dynamiki i energii), ale jeszcze dalej do krążków wymienionych wcześniej. Całe szczęście, że osłuchuje się dość szybko i początkowe, niezbyt dobre wrażenie po jakimś czasie mija.
Na przestrzeni ostatnich lat wielokrotnie wspominałem o mojej dawnej przygodzie z polskim hip-hopem. O tym, że to już przeszłość i dziś tylko Łona z Webberem, O.S.T.R. i Eldo są w stanie przyciągnąć moją uwagę. Nawet na ich wydawnictwa nie czekam z niecierpliwością, tylko sięgam po jakimś czasie, bardziej z sentymentu do dawnych czasów niż czystej ciekawości. No i faktycznie z O.S.T.R. i Eldo tak jest. Jeśli natomiast chodzi o reprezentantów Szczecina, kilka tygodni temu zdałem sobie sprawę z tego, że każdy ich kolejny album wywołuje u mnie reakcję podobną jak u psa Pawłowa.
To nie jest pomyłka. Oto kilka tygodni temu ukazał się nowy album Wesa Montgomery'ego. Tym razem to nie reedycja czy jakieś odnalezione odrzuty ze znanej wcześniej sesji, przyklejone do sprzedanego już fanom kilka razy materiału. To zupełnie nowe, nigdy wcześniej niepublikowane nagrania koncertowe, odnalezione w magiczny sposób w archiwach zmarłego niedawno kolekcjonera i znanego w Indianapolis jazzowego fotografa - Duncana Schiedta. Nie jest to co prawda pierwsza taka publikacja z jego zbiorów, jednak właśnie ta wydaje się muzycznie najdoskonalsza. Sam Duncan Schiedt nie dożył niestety wydania tego materiału, bowiem - jak zwykle w takich przypadkach - od podjęcia decyzji o próbie wydania materiału do wytłoczenia płyty minęły niemal trzy lata, które upłynęły na negocjacjach ze spadkobiercami muzyków oraz starannej obróbce materiału muzycznego.
Premierowy album Pata Martino zawiera po raz kolejny, podobnie jak poprzedni "Alone Together with Bobby Rose", materiał z obszernych prywatnych archiwów artysty. Tym razem Pat Martino sięgnął po nagrania koncertowe z połowy lat dziewięćdziesiątych, z klubu Tin Angeles z Filadelfii. Czyżby artystę dopadła twórcza niemoc i musiał sięgać po przypadkowy materiał znaleziony gdzieś w rodzinnych zasobach? W sumie przyczyna nie jest ważna. Ten wyśmienity materiał wart jest wydania niezależnie od tego, że powstał 20 lat temu. Nietypowe zestawienie instrumentów - tylko gitara i fortepian, wspomagany od czasu do czasu elektrycznymi klawiaturami - jest idealnym polem do wspólnej improwizacji doskonale rozumiejących się muzyków. Duetów fortepianu i elektrycznej gitary w historii jazzu nie znajdziecie zbyt wiele. Ja przypominam sobie jeden wybitny, choć jakże różny od Pata Martino i Jamesa Ridla - genialne nagrania Billa Evansa i Jima Halla, z których to pierwsze - "Undercurrent" - należy do absolutnych klasyków.
Zespół Deftones jest częścią mojej muzycznej przygody od bodajże 2003 roku. Ciekawym i wyjątkowo przyjemnym uczuciem jest możliwość śledzenia na bieżąco rozwoju tej grupy i ewolucji jej stylu z albumu na album. Jest to też uczucie momentami wybitnie dołujące, bo bezczelnie uświadamia człowiekowi ekspresowy upływ czasu. To już 13 lat? Kiedy to zleciało?! Niestety zleciało i to nie wiadomo kiedy. W tym okresie w zespole wiele się wydarzyło. Ja do pociągu z napisem "Deftones" wskoczyłem w połowie drogi na trasie "Adrenaline" do (na chwilę obecną) punktu końcowego, w którym znajdujemy się właśnie w tej chwili. Już w 2003 roku Moreno i spółka byli zespołem drastycznie różniącym się od tego z debiutu. Z każdym kolejnym albumem dystans ten wzrastał. "Gore" jest kolejnym krokiem, etapem na drodze ewolucji.
Cult Of Luna słusznie uznawany jest za jeden z filarów post metalu. Dla wielu zespołów to co od lat robią Szwedzi jest wyznacznikiem i wzorem do naśladowania. Nic w tym dziwnego - każdy kolejny album Cult Of Luna to następna ich pozycja w post metalowej ekstraklasie i powód do szybszego bicia serca u fanów zespołu. Ci po świetnym "Vertikal" mogli mieć na prawdę spore apetyty. W moim przypadku pierwsza lampka awaryjna zaświeciła się w momencie gdy w Internecie pojawiała się informacja o tym, że "Mariner" będzie kolaboracją Szwedów z Julie Christmas. Nie będę owijał w bawełnę - artystka znana z Made Out Of Babes i Battle Of Mice nie należy do grona moich ulubionych wokalistek.
Ten moment przychodzi w życiu każdego audiofila. Kiedy pokombinujemy z kolumnami, wzmacniaczami i źródłami, a nasz system zaczyna grać naprawdę dobrze, zadajemy sobie pytanie, czy nie powinniśmy zainteresować się kablami....
W świecie sprzętu audio nietrudno o historie, które dobrze brzmią na papierze, ale po zderzeniu z rzeczywistością szybko tracą swój urok. Ktoś ma ciekawy pomysł, dobre zaplecze techniczne, wyrazistą wizję,...
W świecie kolumn głośnikowych są konstrukcje budzące respekt zaawansowanymi rozwiązaniami technicznymi i parametrami, a także takie, które nie wyglądają jak statek kosmiczny i nie wykorzystują materiałów rodem z filmów science...
Bannery boczne
Komentarze
Krzysztof
Miałem kiedyś jedne z tańszych kabli Audiomiki, głośnikowe Dolomit Reference i interkonekt Rhod Reference. Bardzo miło je wspominam, wspaniale dogadywały się z ...
Niestety miałem ten wzmacniacz, mocno wycofane średnie tony (o dość średniej jakości), zmatowiona góra i słaba mikro dynamika. Jedynym silnym punktem jest bas. ...
Mam ten gramofon jako drugi zapasowy. Po wymianie maty na gumowo-korkową i wkładki na AT160 z nową igłą microline gra świetnie. Oczywiście, przez zewnętrzny prz...
Podczas jednej z ostatnich rodzinnych wizyt prezentowałem zainteresowanemu członkowi rodziny swój zestaw grający. Usłyszałem wtedy dość intrygujące pytania: "A wzmacniacz nie powinien mieć korektora? Ma tylko pokrętło głośności?". Padły one z ust osoby, dla której czymś całkowicie naturalnym jest, że nawet współczesny amplituner kina domowego, z którego zresztą obecnie korzysta,...
Mission has expanded its compact 778 Series with the introduction of the 778CDT, a dedicated CD transport designed to complete the lineup alongside the 778X integrated amplifier and the recently announced 778S music streamer. The new model is aimed at...
Ferrum has introduced the Wandla GoldenSound Edition Gen 2, an updated version of its DAC and preamplifier platform developed in collaboration with GoldenSound. Building on the EISA award-winning Wandla architecture and the earlier GoldenSound Edition variant, the new model focuses...
Sheraton Stockholm is preparing to reopen in May after an extensive renovation programme that has already transformed all 463 guest rooms and is now moving into its final stage in the hotel's shared spaces. As part of that overhaul, the...
Polski sprzęt audio - to hasło przeciętnemu obywatelowi naszego kraju kojarzy się ze wzmacniaczami, kolumnami głośnikowymi i gramofonami sprzed kilku dekad. Większość z nas wyobraża sobie piękne wieże Unitry, Diory czy Radmora, kultowe Altusy lub gramofony takie, jak Daniel, Adam czy Bernard. Jeżeli myślicie, że to wszystko relikty minionego systemu,...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.